niedziela, 28 stycznia 2018

69. Nokaut

W sekretariacie pyta o Jackoba. Sekretarka nie za bardzo chce powiedzieć, czy szef ma czas na nieplanowane spotkanie. Jak Sebastian po raz kolejny prosi, a ona tłumaczy, że szef zabronił sobie przeszkadzać on po prostu rozgląda się i kiedy dostrzega właściwe drzwi idzie w tamtą stronę. Puka po czym naciska klamkę i wchodzi do środka. W środku jest Jackob i Mark. I nie podoba mu się odległość jaka jest między obydwoma panami.
-Dzień dobry.- mówi.- Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem za bardzo.- mówi niegrzecznie spoglądając to na męża, to na jego szefa. Wbiega sekretarka.
-Przepraszam... Tłumaczyłam temu panu, że nie można tu wchodzić, ale on nie słuchał...
-W porządku. Zostaw nas, proszę.- mówi Jackob spoglądając na Sebastiana. Drzwi zostają zamknięte. Mark podchodzi do męża, ale ten robi krok w tył.
-Sebastian...
-Przyszedłem porozmawiać z twoim szefem.- mówi stanowczo spoglądając na Jackoba. Tamten ma jakiś dziwny uśmiech na twarzy, co irytuje dodatkowo Sebę.
-Nie przyszedłeś, ale wtargnąłeś do mojego biura.- poprawia go tamten.- Mógłbym wezwać ochronę, która bez najmniejszego problemu by cię stąd wyrzuciła.
-Spróbuj.- odpowiada.- Jeśli chcesz, aby twoi pracownicy dowiedzieli się jak się zachowujesz to śmiało. Zaryzykuję wyrzucenie stąd...
-Nie jestem porywczym człowiekiem więc tego nie zrobię. Nie będę się zachowywał tak jak ty w tym momencie...
-Jak się zachowuję według ciebie?- pyta. Mark chce dotknąć jego ramienia, ale odsuwa się.
-Jesteś narwany. Wpadasz do biura szefa twojego męża, robisz jakąś awanturę...
-Nie robię awantury.- broni się.- Nie krzyczę, nikogo nie obrażam, jestem spokojny...
-Nie jesteś. Widać furię w twoich oczach...
-Ty jeszcze nie wiesz jak może wyglądać furia w moich oczach.- ostrzega.- A jestem tutaj bo wczoraj chyba nie do końca dotarło do ciebie co mówiłem.- tłumaczy.
-Wymyśliłeś sobie coś...
-Nie wymyśliłem. Nie jestem głupi, choć za takiego mnie masz. Wbrew temu co myślisz jestem bardzo inteligentny i praktycznie od pierwszej chwili kiedy cię poznałem wiedziałem, że coś z tobą nie tak. Nie miałem jednak wtedy pojęcia, że bawisz się w rozbijanie czyichś związków, bo skrzętnie do tego dążysz odkąd mój mąż ci się spodobał...
-Mówisz jakieś bzdury...
-Bzdury? To widać na pierwszy rzut oka.Gdybyś tylko dostał od niego zielone światło od razu wskoczyłbyś mu do łóżka...- mówi dokładnie to co myśli.
-Za dużo sobie pozwalasz...
-Sebastian proszę...- odzywa się Mark.
-Bronię tego co jest moje.- mówi stanowczo.- Mark jest mój.- zaznacza.- Nie wiem ile razy musisz to usłyszeć, żeby do ciebie w końcu dotarło, że twoje starania są na nic. Mówił ci to, ale do ciebie nie dociera. Nadal wydzwaniasz, wyciągasz go z łóżka... Już naprawdę nie panujesz do tego stopnia nad swoją firmą, żeby dzwonić o takich porach? Może potrzebujesz menedżera skoro nie możesz sobie poradzić?
-Jesteś bezczelny...
-Tak, a ty nie jesteś robiąc podchody do mojego faceta?
-Mówię ci po raz kolejny, nie robię żadnych podchodów.- broni się.
-Więc przestań wydzwaniać, wzywać Marka wieczorami do firmy. Zajmij się swoim życiem, a może ci uwierzę.
-A może najlepszym rozwiązaniem, żebyś przestał wymyślać byłoby to, aby Mark przestał tu pracować?- powiedział.
-Jackob...- zaczął Mark, ale szef go nie słuchał.
-Może z tego będziesz zadowolony jak on będzie siedzieć z tobą w domu?- nie dawał za wygraną szef starszego. Sebastian przez chwilę na niego patrzył. Nic nie mówił.- Co? Teraz brakuje ci słów?- zapytał Jackob.
-Jackob...- zwrócił się do niego Mark.
-Rozmawiam w tym momencie z twoim mężem, Mark.- zaznaczył jego szef.- On myślał, że takie zachowanie pozostanie bez konsekwencji. Teraz jakoś nie ma za wiele do powiedzenia.- mówi.
-Wiedziałem, że posuniesz się do tego.- odezwał się Sebastian.- Myślisz, że jak zagrozisz tym, że zwolnisz Marka to ja nagle zacznę się płaszczyć i przestanę zauważać co próbowałeś zrobić?- pyta.- Myślisz, że sobie nie poradzimy jeśli zemścisz się i go zwolnisz?- patrzy na niego.- Poradzimy sobie zapewniam cię.- mówi poważnie.
-Tak? Pójdziesz do pracy?- pyta Jackob.
-Jackob posuwasz się za daleko.- ostrzega Mark.
-Ja się posuwam za daleko? A on może sobie tak wchodzić z buciorami do mojej firmy i wygadywać co mu ślina na język przyniesie bez konsekwencji?- złości się.
-A ty myślałeś, że będę spokojnie patrzył na to co wyprawiasz? Nie będę. I możesz grozić mi nie wiadomo czym. Nie boję się. Poradzę sobie i Mark też sobie poradzi bez twojej łaski. Mamy za sobą znacznie gorsze momenty , które przetrwaliśmy. Możesz się odgrażać. - patrzy mu w oczy.- Nie pozwolę ci jednak na to abyś robił podchody do mojego męża. Zapomnij o tym.
-A może boisz się, że dostrzegłby przy mnie twoje wady co?- powiedział bezczelnie Jackob. Sebastian po prostu nie zapanował nad sobą i uderzył go. Jackob aż się zatoczył.
-Mam jedną wadę, która ci się nie spodoba.- twierdzi.- Nie lubię się dzielić. Więc jeśli masz zamiar pracować z moim mężem to trzymaj ręce przy sobie i uprzedzam, że po godzinach pracy twoje telefony nie są mile widziane.
-Zgłoszę to na policję.- grozi Jackob.
-Proszę bardzo.- mówi Sebastian. Patrzy na swojego partnera.-Do zobaczenia w domu.- po tych słowach wychodzi. Mark spogląda na Jackoba, który trzyma dłoń przy rozciętej wardze. Zaraz potem bierze chusteczkę i podaje mu. Nic nie mówi.
-Nic nie powiesz?- pyta Jackob.
-A co mam powiedzieć?- pyta Mark.
-Twój mąż wtargnął tutaj, zrobił awanturę i dał w pysk twojemu szefowi, a ty nic nie powiesz?
-Ostrzegałem cię Jackob.- powiedział.
-Nie zostawię tego tak...- wskazuje na swoją twarz.
-Zrób co chcesz. Nie mam wpływu na to co zrobisz. Dostałeś w twarz ponieważ nie słuchałeś tego, co od dawna chcę ci powiedzieć. Mam męża. Jest jedyną osobą, którą jestem zainteresowany zarówno emocjonalnie jak fizycznie. A mój mąż jest osobą, która nie dzieli się mną z innymi. Zresztą ja nim również się nie zamierzam dzielić. Próbowałem tysiące razy uzmysłowić ci to, aby uniknąć właśnie takiej sytuacji. Niestety mi się nie udało...
***
Miał jechać do domu, ale po opuszczeniu budynku, w którym pracował jego mąż, ale był tak wściekły, że postanowił jednak się przejść. Musiał po prostu ochłonąć. Szedł mijając ludzi. Nie przyglądał się im. Po prostu szedł przed siebie. W głowie ciągle miał słowa Jackoba " A może przy mnie dostrzegłby twoje wady." Nie mógł się od nich uwolnić. Jednak także obawiał się, że obydwaj zostaną bez pracy. Prawda była taka, że Jackob mógł zwolnić Marka. Miał do tego prawo. Ma je nadal. Musiał się napić więc zaczął się rozglądać. W drzwiach restauracji wpadł na kogoś.
-Cześć Sebastian.- odezwał się ktoś. To był Mario.
-Cześć, przepraszam... Roztargniony jestem.- powiedział.
-Coś się stało?- padło pytanie. Pytanie, na które chciał odpowiedzieć. Więc weszli do restauracji. Usiedli i Sebastian powiedział Mario o tym co się wydarzyło, a potem opowiedział o postępowaniu Jackoba.
-Pewnie się wściekł, zwolni Marka, będziemy obydwaj siedzieć w domu i w końcu kiedyś dojdzie do tego, że on mi to wyrzuci w twarz.- martwi się.
-Nie zrobi tego.- zaprotestował Mario,
-Muszę znaleźć jakieś zajęcie, bo nie damy rady.- wzdycha. Mario przygląda mu się uważnie. Myśli przez chwilę.
-A może chciałbyś pracować w fundacji?- pyta po chwili. Wzrok Sebastiana zatrzymuje się na piłkarzu. Jest zaskoczony.- No co? Ja pracuję, dziewczyny się angażują, ale prawda jest taka, że obydwie mają lub będą mieć niedługo więcej na głowie. Emily opiekuje się dodatkowo Julie. Potrzebuję kogoś, kto będzie koordynował działania fundacji. Myślę, że świetnie sobie poradzisz.- namawia go.Potem mówi więcej o fundacji, kreśli profile jej działania i mówi o szczegółach.
***
Słyszy jak drzwi się otwierają więc wie, że w końcu wrócił. Idzie do przedpokoju i zastaje męża ściągającego sportowe buty. Sebastian odkłada buty, a potem się prostuje i napotyka wzrok Marka. Jest pewien, że tamten jest wściekły. Jednak Mark podchodzi do niego i  po prostu przytula go. I nie puszcza przez dłuższą chwilę. Sebastian właściwie nie chce, aby tamten go puścił.
-Czekałem na ciebie.- mówi Mark.- Martwiłem się, że nie wróciłeś do domu.- dodaje. Sebastian odsuwa się i patrzy na męża.
-Nie jesteś na mnie zły?- pyta.- Naprawdę mi przykro za dzisiaj...- przeprasza.
-Naprawdę ci przykro?- pyta starszy.
-Nie.- przyznaje Sebastian.
-No właśnie, tak myślałem, że nie jest ci przykro.- uśmiecha się Mark.
-On zasłużył na większy łomot za to, że podrywa mojego męża.- mówi poważnie Seba.- I że w ogóle przyszło mu na myśl, że między wami mogłoby coś być.- patrzy na niego.
-Ma bujną wyobraźnię.- kwituje starszy.- Nigdy  nie zrobiłem nic, co mogłoby mu takie coś zasugerować...
-Wiem, ufam ci.- zapewnia Sebastian.- Bardzo się wściekł?- pyta.
-Jackob?
-Tak, on.
-No nie był zachwycony. Odgrażał się, że nie zostawi tego tak, ale powiedziałem mu co myślę i już więcej nic nie mówił.
-Zwolnił cię?
-Nie. Przynajmniej nic takiego nie powiedział. Jeśli nawet to zrobi, to trudno. Wolę nie mieć pracy niż aby między nami były ciągle nieporozumienia, albo ciche dni. Może nie umrzemy z głodu. Znajdę inną pracę.Jakoś sobie poradzimy.- zapewnia.
-A właśnie... A propos pracy to ja mam poważną propozycję.- mówi Sebastian.- I szczerze mówiąc podoba mi się koncepcja i cel...
-Czego?
-Mario zaproponował i etat w fundacji.- mówi. Mark jest zaskoczony. Jednak zaraz potem się uśmiecha.
-No to gratuluję.- mówi.
-Wpadłem na niego przypadkiem. Gadaliśmy trochę i on słuchał, a potem stwierdził, że ma propozycję. No i zaproponował. Mówił, że już od jakiegoś czasu się zastanawiał, ale zawsze coś miał do zrobienia i w końcu nie pytał. no i dziś... zrządzenie losu.- uśmiechnął się Sebastian. Mark przytulił go ponownie.- Poradzimy sobie.- mówi młodszy.
-Jasne, że sobie poradzimy.- odzywa się starszy.- Razem ze wszystkim jesteśmy w stanie sobie poradzić.- zapewnia. Przytulają się dłuższą chwilę. Chłoną ten moment. Kiedy się od siebie odsuwają Mark patrzy przez dłuższą chwilę na męża. Lustruje jego twarz.
-No co?- pyta młodszy.- Mam coś na buzi?- marszczy brwi.
-Powiem ci, że jak dałeś mu w gębę...- zaczyna mówić starszy.- Myślałem, że to błąd, bo wiedziałem, że się wścieknie. Ale z drugiej strony...- dotyka policzka ukochanego.- Podobało mi się to, że przyszedłeś i po prostu pokazałeś mu jego miejsce w szeregu.- uśmiecha się.- A jak tak stanowczo i władczo powiedziałeś mu, że nie lubisz się dzielić to po prostu...- nie kończy ponieważ czuje usta młodszego na swoich. Więc po prostu poddaje się tym ustom. A kiedy odrywają się od siebie, aby wziąć oddech Sebastian patrzy w oczy Marka.
-Jesteś mój.- mówi.- Mój.- powtarza.-I nikomu nie pozwolę zniszczyć tego, co mamy. 
-Nie pozwoliłbym mu.
-Wiem, ale musiałem to zrobić. Ty też byś tak zrobił.- mówi Seba.
-Tak, masz rację.- przyznał.
-Mam propozycję.- mówi młodszy.- Może gdzieś wyjdziemy, albo też możemy spędzić resztę dnia w domu. To zależy na co masz ochotę?
-W domu.- pada odpowiedź.- Nie chcę dzisiaj wychodzić. Chcę spędzić spokojny wieczór z moim mężem. I mam zamiar wyłączyć telefon. Nie chcę aby ktoś przeszkadzał.
-To bardzo dobra myśl.- uśmiecha się młodszy. Chwilę później obydwaj przebrani w jakieś wygodne, miękkie ubrania leżą na sofie w salonie, objadają się niezdrowymi przekąskami i oglądają filmy. Potrzebują właśnie tego. Po prostu pobyć razem. Przytulić się na kanapie, pooglądać filmy, od czasu do czasu wymienić pocałunkiem. Momentami porozmawiać. Popatrzeć sobie w oczy. Wymienić uśmiechem, dotykiem. Więc po prostu to robią.
***
Kolejny niebawem :)



czwartek, 7 grudnia 2017

68. Gorycz...

Agnes wchodzi do kuchni. Ricky słyszy jej kroki, więc odwraca się i uśmiecha. Ona odwzajemnia uśmiech, podchodzi i przytula się do swojego mężczyzny. Tulą się przez chwilę, a potem Ricky całuje ją.
-Cześć.- mówi.
-Cześć.- odpowiada dziewczyna.
-Jak się czujecie?- pada pytanie, a na twarzy agentki pojawia się jeszcze większy uśmiech niż jeszcze wcześniej.
-Dobrze.- pada odpowiedź.- Hmm...
-Jesteś głodna,wiem...- odzywa się Ricky.
-Jestem.- zgadza się blondynka.
-Dlatego zrobiłem śniadanie. Masz wspaniałego faceta.- chwali sam siebie.
-To prawda, mam wspaniałego faceta.- chwali go Agnes zajmując miejsce przy stole. Obserwuje przez chwilę mężczyznę swojego życia. Ricky podaje jje kubek z herbatą, swój stawia także na stole i zajmuje miejsce.
- Sebastian śpi w pokoju gościnnym.- oznajmia mężczyzna. Agnes spogląda na niego zdziwiona. Nie miała bowiem pojęcia, że mają gościa.- Spałaś już kiedy zadzwonił.
-Co się stało?- pyta gryząc kęs tosta.- Musiało się coś wydarzyć skoro pojawił się u nas tak późno.
-Nie wiem, nie znam szczegółów. Nie pytałem. On powiedział jedynie,że nie mógł zostać w domu, a jako, że nie wziął portfela to nie mógł pójść do hotelu.- tłumaczy swojej drugiej połówce.- Był smutny. On nie mówił, a ja dałem mu spokój z pytaniami. Będzie chciał to powie.
-Coś musiało się wydarzyć. Sebastian nie uciekł od Marka bez powodu.
-Wiem.- wzdycha chłopak.- Boję się, że znów poszło o szefa Marka. Mówiłem ci, że Seba go nie lubi. Myślę, że ta cała sytuacja mogła być nim spowodowana... Dowiemy się pewnie niebawem...- ma jeszcze coś dodać, ale w kuchni zjawia się gość.
-Dzień dobry.- wita się. Obydwoje spoglądają na niego. Ma na sobie ubrania, w których zjawił się poprzedniej nocy. Jego włosy są trochę w nieładzie, a oczy zaspane.
-Cześć.- odpowiadają jednocześnie uśmiechając się.- Zapraszamy na śniadanko.- odzywa się Agnes.
-Dziękuję, ale nie chcę wam przeszkadzać. Pójdę już...- mówi.- Dziękuję...
-Seba nigdzie nie pójdziesz. Usiądź z nami, proszę...- mówi Ricky.
Sebastian zajmuje miejsce na wolnym krześle. Agnes nalewa mu gorącej herbaty. Przez chwilę jedzą nic nie mówiąc. Tak jest dopóki Ricky nie zauważa zasinienia na nadgarstku gościa.
-Co to jest?- zadaje pytanie wskazując na sińca. Sebastian spogląda również w to miejsce, a potem na nich.
-Nic takiego...
-To był Mark?- pyta przyjaciel.- Seba...
-Nic mi nie zrobił. - zaprzecza tamten.- Może trochę za mocno mnie złapał jak próbował mnie powstrzymać od wyjścia, ale niespecjalnie. Był pijany i nie do końca chyba wiedział, że za mocno mnie trzyma...- broni go.
-Seba...
Opowiada im. O wyjściu Marka, o jego powrocie. O kłótni.
-Nic mi nie zrobił.- broni go- Musiałem wyjść, bo nie chciałem się więcej kłócić, nie chciałem dyskusji, nie mogłem zostać. Ale nie wyszedłem, bo mnie uderzył czy coś... Nie myślcie nawet tak, bo wiem, że to może tak wyglądać, że się kłóciliśmy i szarpaliśmy. Nie. Tak nie było.
-Spokojnie...
-Dzięki, że nie powiedziałeś mi wczoraj spadaj...
-No coś ty...
-Musiałem wyjść, bo dyskusje z nim wczoraj nie miały sensu, a on coraz mocniej się nakręcał. Tłumaczył i coraz bardziej brnął.- tłumaczy im.- Ja rozumiem, że to nie jest łatwe. Rozumiem, że musi, ale nie ufam temu facetowi. On mnie drażni. Irytuje. On na bank robi podchody.- patrzy na Ricky'ego.
-Może robi, ale Mark jest zainteresowany Tobą, swoim mężem.
-Ricky ja mu ufam, ale wiesz, że czasem bywa różnie prawda?
-No tak...- wzdycha i przyznaje mu rację. Wie dobrze, że najlepsze związki się rozpadają. Coś już o tym wie. Z autopsji.
-Jestem zazdrosny. I jestem wściekły. Nie wiem co mam zrobić...
-Porozmawiaj z tym facetem.- proponuje Agnes.
-Myślę, że to nie jest dobry pomysł...- protestuje Ricky.
-Czemu? Jak to facet na poziomie...- mówi Agnes.
-Facet na poziomie sam by się domyślił, że źle robi.- odpowiada druga połowa Agentki.
Do drzwi dzwoni dzwonek. Nikt tego nie mówi, ale wszyscy wiedzą kim jest osoba, która stoi za drzwiami. Ricky idzie otworzyć, a Sebastian i Agnes zostają przy stole. I kiedy dziewczyna widzi minę Sebastiana, chcąc dodać mu otuchy kładzie dłoń na jego ramieniu i gładzi je. Widzi wzdrygnięcie Seby.
-Aż tak cię boli?- pyta bo przypomina sobie, że mówił, iż Mark mocno go przytrzymał.
-Nic mi nie jest.- odzywa się.
-No raczej nie mówisz prawdy.- dziewczyna odkręca się w jego stronę po czym rozpina mu trzy guziki koszuli i odsuwa materiał tak, aby obejrzeć ramię. Jest mocno zasinione.- No nie wygląda jakby nie bolało...- mówi, a w tym momencie zauważa, że Mark z Ricky'm stoją w drzwiach.  Sebastian odwraca się i spotyka wzrok męża. Mark patrzy na odsłoniętą skórę ramienia swojej drugiej połowy.
-To ja?- pada pytanie na które Sebastian nie odpowiada. Podchodzi więc bliżej, ale młodszy zasłania ramię. Mark nie ma pojęcia co powiedzieć.- To ja?- ponownie pyta, a Sebastian podnosi wzrok i patrzy mu w oczy.
-Nie pamiętasz?- jest zaskoczony ponieważ Mark nie należy do osób, które po pijaku nie pamiętają co robią.
-Pamiętam. Pamiętam jak wróciłem. Pamiętam twój wzrok jak zobaczyłeś mojego szefa i to, że nie chciałeś spać w naszej sypialni.- wymienia.- I naszą kłótnię, ale tego nie pamiętam...- wskazuje.- Nie mógłbym...- mówi niby, ale jego głos jest niepewny ponieważ widział dowód. - Ja nigdy nie byłem agresywny...- broni się. Sebastian słucha. Nie mają pojęcia nawet kiedy zostają sami. Ricky i Agnes wychodzą zostawiając ich samych.
-Za mocno złapałeś mnie kiedy nie chciałeś, abym wyszedł.- mówi w końcu młodszy.
-Przepraszam.- mówi od razu starszy.- Przepraszam, ja nie miałem pojęcia, nie chciałem... Przecież wiesz, że nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy...- broni się.
-Umyślnie nie...
-Sebastian...
-Nie chcę rozmawiać...
-To dlatego wyszedłeś?- wskazuje na ramię.- Wystraszyłem cię, tak?- dopytuje.
-Byłem zły i nie chciałem dyskusji, a ty się nakręcałeś, a potem nie pozwoliłeś mi wyjść z pokoju. Co miałem robić? Kłócić się z tobą całą noc?- wyrzuca starszemu partner.
-Przepraszam... Pokaż to.- podchodzi bliżej, ale Sebastian odruchowo się odsuwa. Mark jednak tym razem nie łapie go, aby go zatrzymać, ale cierpliwie robi znów krok w jego stronę.- Mogę zobaczyć?- pyta łagodnie. Młodszy tym razem się nie odsuwa. Mark odciąga materiał koszuli i widzi zasiniałe dość mocno miejsce. Jest blisko. Na tyle blisko, że Sebastian czuje w miejscu siniaka muśnięcie warg męża.- Przepraszam Cię bardzo.- mówi.- Przepraszam, przepraszam.- szepce przytulając go. Sebastian najpierw chce się odsunąć, ale Mark trzyma go przy swoim ciele. I będąc w jego ramionach zdaje sobie sprawę, że wcale  tak naprawdę nie chce z nich uciec. Że tęsknił za nimi. Zdaje sobie sprawę, że nie mogą tak dalej żyć. Nie mogą się mijać, nie mogą kłócić. To nie tak ma być. Nie tak ma wyglądać ich wspólne życie. Nie może być pełne zazdrości, nieporozumień, kłótni, cichych dni, niewypowiedzianych słów...- Powinieneś mi dać w pysk jak złapałem cię w ten sposób. Powinieneś...- mówi Mark odsuwając się od partnera.
-Powinienem też pokazać twojemu szefowi gdzie jego miejsce.- mówi młodszy.
-Seba... On mnie nie interesuje.- mówi stanowczo.
-Ale ty interesujesz jego.- broni swoich racji.- Gdyby mógł od razu wszedłby ci do łóżka.- dodaje pewnie.
-Nie interesuje mnie to.- powtarza starszy.- Nie dostanie zaproszenia do mojego łóżka.- zapewnia.-Zresztą nie mam swojego łóżka. Sypiam w naszym łóżku i tak zostanie. Z tobą.- mówi z przekonaniem.
-Ostatnio sypiam sam.- kwituje Sebastian. Mark nic nie mówi przez moment, bo zdaje sobie sprawę, że tak jest.
-Przepraszam...- mówi znów.
-Mam dość przeprosin. Nie chcę już przeprosin.
-A czego chcesz?- pyta.
-Ciebie.- pada odpowiedź.
***
- Myślisz, że sobie wszystko wyjaśnią?- pyta Agnes spoglądając na Ricky'ego.
-Myślę, że tak.- mówi jej mężczyzna.- Mark dostrzeże obawy Seby, a jak nie dostrzeże, to ja mu pomogę je dostrzec.- uśmiecha się.
-Lubisz Sebastiana.- zauważa Agnes.
-Bardzo.- przyznaje.- Traktuję go trochę jak brata.- tłumaczy uśmiechając się.- Mamy wiele wspólnych cech...
-To prawda, nawet gust macie podobny...- mruga do swojego mężczyzny, a on się uśmiecha. Cieszy się, że Agnes przestała się obawiać, a także z tego,że potrafi żartować z faktu, że jego i Sebę łączą ich historie z Markiem.
***
-Wszystko w porządku?- patrzy na Sebastiana głównie i to od niego oczekuje odpowiedzi. Tamten potakuje kiwnięciem głowy. Potem patrzy na Marka.
-No już nie mierz mnie tak wzrokiem.- odzywa się Mark.- Gdyby wzrok mógł zabijać już byłbym martwy.- dodaje uśmiechając się lekko. Sebastian również lekko się uśmiecha, patrząc najpierw na Ricky'ego, a potem na męża i znów na przyjaciela.
-Byłbyś, nie będę zaprzeczał.- odpowiada Ricky.- Cóż... lubię twojego męża...- nie dane jest mu dokończyć, bo dostrzega wzrok Marka.- Nie w ten sposób.- dodaje Ricky, a potem uśmiecha się do Sebastiana.- Jest zazdrosny więc nie masz się o co martwić. Jackob nie ma szans. Ten wzrok powiedział wszystko.- mówi.- Ale Ty...- wskazuje na Marka.- Chcę zamienić z tobą słowo.- mówi. Obydwaj wychodzą z pokoju. Sebastian zostaje z Agnes.
-Wiesz o co chodzi?- pyta Sebastian partnerki Ricky'ego.
-Hmm... Nie wiem, ale mogę się domyślać co usłyszy Mark.-  pada odpowiedź.
***
-Słucham.- odzywa się Mark. Ricky stoi naprzeciwko niego, twarzą w twarz.
-Wczoraj byłem zaskoczony jego telefonem, a potem widokiem, kiedy się zjawił. Nie pytałem o co chodzi, ale od razu dostrzegłem jego smutek. Nie pytałem, a on nie mówił. Jednak jak zobaczyłem jego ramię...- przestaje mówić na moment.
-Pomyślałeś, że doszło do rękoczynów...
-Mark wiem jaki jesteś, nie należysz do osób, które posługują się pięściami, ale...
-Ale?
-Jeśli kiedykolwiek zrobisz mu krzywdę...-ostrzega.- Jeśli on odda ci niewystarczająco, to ja poprawię...
-A ty co stałeś się takim obrońcą Sebastiana co?-  pyta.
-Lubię twojego faceta.- pada odpowiedź.
-Nie za bardzo go lubisz? 
-Mark nie zaczynaj ze mną tej rozmowy.- mówi.- Nie tak go lubię.- tłumaczy.- Jest fajnym facetem i fajnym kumplem. Jest naprawdę dobrym człowiekiem i nie chcę, abyś go krzywdził, bo on na to nie zasługuje.- patrzy mu w oczy.- Wierzę, że z Jackobem nie łączy was nic oprócz pracy.
-Nie łączy...
-Ale jeśli robi podchody, a ty mu pozwalasz... Jeśli w jakikolwiek sposób to robi na tobie wrażenie...- zastanawia się głośno Ricky.
-Ricky za kogo ty mnie masz?
-...to się zdecyduj... Bo on nie zasługuje na to, aby cierpieć...
-Nigdy więcej nie popełnię takiego błędu, jaki popełniłem kilka lat temu. Nigdy.- powtarza.- Wiem, ze chcesz go uchronić przed sytuacją w jakiej ty się znalazłeś.- przypomina.- Jackob mnie nie interesuje. Mówiłem mu to już. Tobie też to mówię. Nie będziesz musiał dać mi w pysk.- jest bardzo poważny.- Swoją drogą zachowujesz się jak starszy brat Seby.
-Trochę traktuję go jak brata. Chyba w jakiś sposób nas połączyłeś...
-Dobrze, że tylko w taki.- uśmiecha się.
-Kocham Agnes, a on kocha ciebie.- mówi Ricky.
-Wiem. Gdybym podejrzewał, że może chodzić o coś więcej nie pozwoliłbym ci się do niego zbliżyć.- przyznaje.- Potrafię bronić tego co moje.
-Wiem, że potrafisz.- uśmiecha się Ricky.
***
Piją razem kawę. Rozmawiają. Agnes i Ricky obserwują ich podczas rozmowy. Dostrzegają czułość z jaką Mark patrzy na swoją drugą połowę. Widzą to, jak Sebastian lgnie do męża. To co widzą potwierdza to co obydwoje myślą.
***
Jest zdenerwowany ponieważ Mark odebrał telefon od Jackoba. Odebrał choć jest późno, choć leżeli już w łóżku. Odebrał choć według niego nie musiał. A potem przeprosił i wyszedł z pokoju. Sebastian został. Postanowił poczekać, a potem zadać pytania, które nasuwały mu się na myśl. Jednak kiedy Marka nie było już 10 minut nie wytrzymał. Wstał, ubrał szlafrok i opuścił sypialnię.
-Jackob, to naprawdę nie jest rozmowa na teraz. Jest późno...- mówi Mark. Dostrzega wchodzącego męża.
-Daj mi telefon.- odzywa się Sebastian i zanim Mark reaguje on zabiera mu telefon, przykłada sobie do ucha.- Jackob, cześć. Sebastian z tej strony, mąż Marka.
-Cześć Sebastian.- odpowiada mężczyzna.
-Posłuchaj...- przerywa ponieważ mąż chce zabrać mu telefon. Nie pozwala mu.- Ja wiem, że próbujesz może się wdrożyć i uznałeś, że twoi pracownicy są dostępni 24h na dobę, ale jest późno, twoi pracownicy mają rodziny i prywatne życie. I telefony tej porze nie są na miejscu.
-Ja...
-Posłuchaj... Mój partner pracuje 8 godzin dziennie, potem zostaje na nadgodziny, a kiedy wraca i chce w końcu poświęcić mi czas dzwonisz. - mówi wprost.- On nie jest w pracy. Jest w domu, w łóżku, ze mną więc łaskawie rozłącz się, bo mnie nie wypada ponieważ ty dzwonisz i daj nam spokojnie spędzić ze sobą wolny czas i zadawaj te wszystkie pytania mojemu mężowi jutro w pracy, bo tam jest na to czas i miejsce. Dobranoc.- żegna się i rozłącza. A potem spogląda na swojego męża, który jest zdezorientowany i chyba trochę zły. Jednak Sebastian nie czuje się winny. Nie tym razem.
-Wyrzuci mnie.- mówi starszy.- Potrzebuję pracy.
-Wiem, ale mam go dość. Mam dość.- powtarza.-Nie mam już zamiaru tego znosić.- mówi stanowczo.- Nie pozwolę mu mi ciebie odebrać.Nie pozwolę.- powtarza. Mark przygląda mu się.- Nie pozwolę mu zniszczyć tego, co mamy. Nie po tym  co przeszliśmy. Nie pozwolę Mark.- znów powtarza. Mark dostrzega coś dziwnego. Podchodzi i przytula Sebastiana. Przyciąga mocno do siebie i trzyma.
-Spokojnie.- mówi.
-Jak mogę być spokojny jak on jest wszędzie? Jest z tobą w pracy, na spotkaniach, na imprezach branżowych, później pojawia się w naszym domu, a jak teoretycznie go nie ma to dzwoni i z nim gadasz, kiedy powinieneś być ze mną!- podnosi głos i odsuwa się od męża.- Mam tego dość. Mam dość. Dość!
-Już w porządku.- próbuje uspokoić go. Sebastian jednak nie reaguje. Chce wyjść, ale Mark chce go zatrzymać. 
-Seba...- dotyka jego ramienia.
-Zostaw.- słyszy.
-Przepraszam. Zapomniałem, że cie boli. Zostań.- prosi. Sebastian zatrzymuje się. Nie odwraca się jednak do Marka. Nie patrzy na niego. Bierze głęboki oddech.
-Jestem zazdrosny.- mówi.- Jestem niepewny, kiedy idziesz do pracy i spotykasz się z nim.- wyznaje.- Martwię się i boję, że w którymś momencie on zrobi coś, czym przekona cię, że jest lepszy.- kontynuuje, a Mark choć chce powiedzieć, że to totalne bzdury, to jednak postanawia posłuchać do końca.- Podobasz mu się. Widziałem jak na ciebie patrzył, kiedy odprowadził cię wtedy w nocy. 
-Spójrz na mnie...- prosi Mark.
-Ufam ci, ale z drugiej strony w twoim życiu już kiedyś zdarzyła się taka sytuacja, że kochałeś kogoś do szaleństwa, a jednak uległeś komuś innemu.- nadal na niego nie patrzy.- Nie chcę tego przeżyć. Nie chcę, bo nie zniósłbym tego.- wyznaje.
-Czyli jednak do końca mi nie ufasz...
-Jemu nie ufam... 
-Sebastian spójrz na mnie.- prosi ponownie.- Popatrz na mnie.- ponawia prośbę.
-Przepraszam...
-Nie przepraszaj. Cieszę się, że mówisz co czujesz.- mówi, a potem staje tak, że Sebastian nie może już uciec wzrokiem.- Jesteś moim wszystkim.- wyznaje Mark.- Wszystkim Sebastian. 
-Więc chcę to czuć.- mówi młodszy.
-Nie czujesz?
-A kiedy ostatnio miałeś czas aby mi to okazać?- pada pytanie, a Mark nie ma pojęcia co odpowiedzieć. Więc nie mówi już jak bardzo Sebastian jest dla niego ważny. Po prostu mu to okazuje.
***
Sebastian jest w łóżku, kiedy on przygotowuje się do pracy. Śpi. Mark ubiera się obserwując kątem oka śpiącego męża. Uśmiecha się lekko, ponieważ Seba jest przystojnym mężczyzną. Uśmiecha się ponieważ ten przystojny facet jest jego. Uśmiecha się ponieważ czuje, że już wszystko jest lepiej. Kiedy chwilę później wraca z łazienki jego partner już nie śpi, ale ciągle leży w łóżku. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech na widok ukochanego.
-Dzień dobry.- mówi.
-Dzień dobry.- odpowiada młodszy ziewając.- Musisz już iść?
-Muszę. Ale ty prześpij się jeszcze.- odpowiada Mark.
-Pośpię.- zgadza się. Mark spogląda na zegarek i stwierdza, że powinien już wyjść. Podchodzi do łóżka, siada na nim,a  potem żegna się z mężem.
-Do zobaczenia później.- mówi.
-Obiecaj, że nie wrócisz w nocy.- prosi młodszy.
-Nie wrócę w nocy. Porozmawiam z Jackobem. - obiecuje.
-Dobrze. 
-Śpij.- zachęca. Zanim wstaje poprawia jeszcze kosmyki włosów ukochanego i przesuwa je tak, aby nie wchodziły Sebastianowi do oczu. Potem wychodzi. Nie spodziewa się tego, że jego druga połowa wstaje zaraz po tym jak on opuszcza dom. Sebastian ma coś do zrobienia. I ma zamiar zrealizować plan.
***
Wiem, że dużo Seby i Marka... ale tak musiało być :)
Nowości niebawem ;)

niedziela, 12 listopada 2017

67.Szklanka pełna bursztynowego płynu...

Nie ma pojęcia jak przeszli do takiej sytuacji. Nie mogą się z Sebą od kilku dni dogadać, spokojnie porozmawiać. Dzieje się tak od owego porannego telefonu jego szefa. Mark spędza w pracy więcej czasu ponieważ sytuacja tego wymaga. po przejęciu firmy przez nowego szefa trzeba pewne sprawy uporządkować. Wielu z pracowników poświęca swój prywatny czas. Nie rozumie więc zachowania swojego męża. Wie, że jest zazdrosny. Próbuje mu tłumaczyć, ale prawdą jest, że ma na to niewiele czasu ponieważ często pracuje cały dzień, a kiedy wraca Sebastiana albo nie ma, albo śpi. Rano wychodzi pobiegać, a kiedy wraca przeważnie się mijają w drzwiach.
Tego dnia ma wolne, ale w pewnym momencie jednak odbiera telefon od Jackoba, który prosi go, aby przywiózł mu pewne dokumenty na spotkanie, które poprzedniego dnia wziął. Ubiera się po czym wchodzi do kuchni gdzie przebywa jego mąż.
-Pięknie pachnie.- mówi.- Czy to mój ulubiony gulasz?- pyta uśmiechając się. Sebastian spogląda na niego i dostrzega, że jest ubrany do wyjścia. I Mark zauważa, że w tym momencie zmienia się jego mina i znika błysk z oczu, który jeszcze chwilę wcześniej w nich był.
-Dokąd idziesz?- pada pytanie, a on wie, że jeśli powie, że musi pojechać na spotkanie z Jackobem, nawet krótkie, Seba się wścieknie. Ma już powiedzieć, ze na zakupy, ale nie robi tego. Kiedyś obiecali sobie szczerość. Kiedyś już kogoś stracił. Nie chce powtarzać błędu.
-Jackob... mam dokumenty, które są mu potrzebne...- mówi patrząc na męża i widząc jak robi się smutny.- Sebastian... ja pojadę, zostawię je i wracam do ciebie. Naprawdę zaraz wrócę. Max pół godziny mnie nie będzie.- mówi mu.
-Nie wierzę, on... na pewno znajdzie ci jakieś zajęcie i znów będziesz tam kilka godzin, a dziś masz wolny dzień.- mówi w końcu młodszy. - Praktycznie się mijamy. Nie wiem... Ja nie wiem jak to będzie, ale mam dość... Mark, mam dość.- powtarza.
-Muszę pracować.- mówi starszy.- To nie tak, że zostaję tam sam. Wiele osób zostaje po godzinach, musimy pomóc mu ogarnąć wszystko. Dopiero niedawno się pojawił,trochę potrwa zanim się wdroży. Musi poznać dokładnie wszystko, a my mamy obowiązek przygotować wszystko, co zechce. To nasz szef...
-Wiem, ale nie podoba mi się to, że tak szybko zaczął traktować cię jakbyście znali się od lat.
-Jesteś dla mnie najważniejszy...- wyznaje Mark.- Wiesz o tym.
-On mi się nie podoba. Mark, ja...
-Jesteś zazdrosny.- mówi starszy.- Nic na to nie poradzę. Sam musisz nad tym zapanować, Seba. Nie umiem cię przekonać, że on to on, ja to ja- osobno. - przekonuje.- Naprawdę muszę pojechać. Wrócę jak tylko oddam mu dokumenty. Najszybciej jak się da.- obiecuje.- Poczekasz na mnie?- pyta, a Sebastian niepewnie się uśmiecha, co jest zachętą dla Marka. Dlatego podchodzi do swojego męża, po czym obejmuje Sebę i przytula do siebie, a potem muska jego usta, po czym wychodzi z mieszkania. A Sebastian zostaje i bije się z myślami. I ciągle zerka na zegarek. Czeka.
***
-Jackob, proszę cię. Nie jestem przygotowany, a poza tym mam dzisiaj wolne. Obiecałem mojemu mężowi, że zaraz wrócę...
-Przepraszam, ale naprawdę jesteś mi potrzebny na tym spotkaniu. To najwyżej godzina czasu. Będę ci bardzo wdzięczny, ty odpowiesz na każde ich pytanie, znasz temat lepiej niż ja.- spogląda na niego. Mark wie, że Sebastian na niego czeka, wie, że jeśli go zawiedzie tamten będzie wściekły. Spogląda na telefon. - Zadzwoń do niego, a jak nie to ja za dzwonię i z nim porozmawiam.- proponuje Jackob.
-Ja to zrobię.- odpowiada natychmiast nie chcąc narazić Sebastiana na kolejną rozmowę ze swoim szefem. Nie chce zaognić sytuacji. Więc odchodzi na bok, wybiera numer do męża i czeka.
-Czekam na ciebie.- mówi Sebastian zaraz po odebraniu połączenia.- Gdzie jesteś?- pyta. Mark słyszy przez telefon, że tamten się uśmiecha.
-Skarbie...- zaczyna.- Poproszono mnie o to, abym uczestniczył w spotkaniu. Znam najlepiej temat, a ci panowie mają sporo pytań. Jackob się przygotował, ale zależy mu, aby oni się zdecydowali i poprosił...
-Wiedziałem...- wzdycha po drugiej stronie Seba.
-Przepraszam, to potrwa najwyżej godzinę. Wynagrodzę ci to.-obiecuje.- Zrozum... jestem między młotem a kowadłem. Jesteś dla mnie najważniejszy, ale zależy mi na pracy ponieważ wiesz, że...
-Wiem. W porządku.
-Seba...
-Idź na spotkanie. Na pewno czekają.
-Wrócę najszybciej jak będę mógł.- powtarza.- Przepraszam... Nie słyszy już nic. Sebastian po prostu się rozłącza. Siedzi przy stole i patrzy na nakrycia, które przygotował. Słyszy jak piekarnik dzwoni i idzie go wyłączyć. A potem nakłada sobie posiłek na talerz i zaczyna jeść. Jednak rezygnuje, bo stracił apetyt. Sprząta swoje nakrycie, a nakrycie Marka zostawia nietknięte. Przebiera się, bierze klucze, a potem wychodzi.
***
Kiedy wraca do domu zastaje puste mieszkanie. A pozostawione nakrycie na stole utwierdza go w przekonaniu, że Sebastian czekał i liczył, że razem zjedzą posiłek. W kuchni dostrzega pozostawione na talerzu jedzenie, wie, że Sebastian nie zjadł posiłku. Spogląda na swój telefon i wybiera po raz kolejny numer do męża licząc, że włączył telefon. Niestety po raz kolejny włącza się poczta głosowa.  Nie ma pojęcia gdzie ma go szukać, jest pewien, że nie jest w miejscu, w którym lubią bywać razem. Jest pewien, że skoro wyłączył telefon to nie chce być znaleziony. Chce dać mu chwilę, której najwyraźniej potrzebuje, ale z drugiej strony się martwi ponieważ po tym jak Sebastian został pobity unikał samotnych wyjść tym bardziej wieczornych. A jeśli już wychodził to zawsze miał włączony telefon. Mark zawsze wiedział gdzie jest.  Tym razem jest inaczej. Nie ma pojęcia dokąd udał się jego mąż, a telefon milczy. Postanawia po prostu poczekać, ale z drugiej nie umie usiąść spokojnie i po prostu czekać. Kiedy mija godzina od jego przyjazdu do domu jego już nosi. Nie może usiedzieć w miejscu, zastanawia się do kogo ma zadzwonić, z kim Sebastian mógł chcieć się spotkać. I jest pewien, że w tej sytuacji z nikim. Wie dobrze, że mają niewielu znajomych takich z którymi jego mąż chciałby rozmawiać na temat ich problemów. Jest Ricky, któremu Seba ufa i z którym w pewnym sensie się zaprzyjaźnił, ale z drugiej strony wie także, że Ricky miał być tego dnia poza miastem.  Przynajmniej mu się tak wydaje. Jednak dzwoni do niego po dwóch godzinach bezczynnego siedzenia w domu. Ricky odbiera po kilku sygnałach.
-Cześć Mark.-wita się z nim zatrzymując się na skrzyżowaniu.
-Cześć Ricky.- odpowiada.- Przeszkadzam ci?- pyta.- Jeśli nie masz czasu rozmawiać to mi powiedz...-dodaje.
-Spoko, mam czas. Jadę samochodem, ale mam  słuchawkę w uchu więc spoko. Co tam?- pyta, bo wie, że Mark nie dzwoni bez powodu. Zresztą słyszy w jego głosie niepokój. Po tylu latach nadal bezbłędnie potrafi odczytywać jego emocje po tonie głosu.
-Wracasz dopiero do domu tak?- pada następne pytanie.
-Tak. Miałem wrócić wcześniej, ale niestety się przeciągnęło. Agnes nie była zadowolona, ale trudno. Praca to praca.- kwituje.- Dlaczego pytasz?
-Myślałem, że przyjechałeś wcześniej i może...- przerywa.- To bez sensu...- wzdycha.
-Co jest bez sensu?- pyta Ricky.- Nie rozumiem, Mark. Powiedz mi o co chodzi i czym się martwisz, bo się martwisz. Chodzi o Sebę?
-Tak, myślałem, ze może poszedł do ciebie, albo zadzwonił. Ale skoro ciebie nie ma to ta opcja odpada.- mówi cicho.
-Co się stało? Konkretnie.
-Nie ważne...
-Ważne, skoro szukasz Sebastiana i się martwisz. I zadzwoniłeś do mnie. Jeśli już zadzwoniłeś to możemy pogadać prawda?- mówi Ricky. Mark mówi mu w skrócie co się stało. A Ricky domyśla się, że Sebastian może wyczuwać coś, czego jeszcze nie czuje Mark. Może dostrzegać coś, czego Mark jeszcze nie widzi, lub nie chce widzieć.- Myślę, że poszedł po prostu na drina. Wróci.- mówi Ricky.
-Wiem, że wróci, ale i tak się martwię. Po tym pobiciu...
-Nic mu się nie stanie, ale ja na twoim miejscu zająłbym się sprawą szefa. Sebastian ma rację Mark...- zwraca mu uwagę.
-Mówiłem ci jak to wygląda, to praca...
-Dla niego wygląda zgoła inaczej. I powiem ci jeszcze jedno... ma rację. Sebastian nie jest obsesyjnie zazdrosny obstawiam. I skoro teraz się przejmuje to znaczy, że coś może być na rzeczy. Zresztą ty na jego miejscu również byś tak do tego podszedł...
-Jak się komuś ufa...- zaczyna Mark, ale Ricky mu przerywa śmiechem.
-Tylko mi nie mów, że jak się komuś ufa to podchody żadnego faceta nie powinny robić na nas wrażenia, tak? To przypomnij sobie siebie parę lat temu, Mark.- przypomina mu, a Mark od razu wie o czym tamten mówi.-Wiesz o czym mówię prawda?
-Wiem...- przyznaje starszy.
-No i właśnie. - kwituje dziennikarz.
-Oki. Masz rację.- przyznaje starszy, ma zamiar jeszcze coś dodać, ale słyszy jak drzwi do mieszkania się otwierają.- Poczekaj moment, chyba przyszedł.- mówi do telefonu po czym idzie do przedpokoju. Dostrzega w nim Sebę, który próbuje ściągnąć buty, trochę nieudolnie, ale w końcu mu się udaje. Kiedy kończy prostuje się i widzi Marka z telefonem przy uchu.
-Gdzie byłeś?- pyta. Sebastian nie odpowiada na pytanie. Mówi za to coś innego.
-Znowu z nim rozmawiasz?- pyta.- Czego tym razem chce? Znowu musisz przywieźć mu papiery, czy ponownie jechać poświęcając swój wolny dzień? No tak, to twój szef... Musisz... Bo tylko ty pracujesz...- dodaje,  po czym chce obok niego przejść, ale zatacza się trochę.
-Myślałem, że jesteś wstawiony, ale ty jesteś pijany.- mówi Mark.
-Może i jestem...- przyznaje Sebastian.- Nie przeszkadzajcie sobie w rozmowie...- wskazuje na telefon.
-Rozmawiam z Rickym, wiesz?- odpowiada starszy po czym pokazuje mu wyświetlacz. Przykłada telefon do ucha.- Ricky, przepraszam, ale muszę się nim zająć. Dzięki. Na razie.- żegna się.
-W porządku. Zajmij się nim i jakoś załatw tą sprawę z szefem, bo twój facet jest ważniejszy niż jakiś koleś, który robi podchody, a jako, że nie jesteś zainteresowany to nawet na to nie zwracasz uwagi. - kwituje.- Powiedz swojemu facetowi, że mówię mu cześć. I przypomnij, że mieliśmy iść na piwo.
-Przekażę... Na razie.
-Trzymajcie się.- żegnają się po czym Mark się rozłącza. Idzie do sypialni, bo tam udał się jego mąż. Kiedy się tam pojawia Sebastian siłuje się z guzikami od koszuli. Ma rozpięty pasek jeansów i próbuje odpiąć sobie guziki. Podchodzi i ma zamiar mu pomóc, ale on go odtrąca. Jest zaskoczony reakcją partnera, próbuje ponownie, ale znowu go odtrąca.
-Jego też dotykałeś?- mówi niewyraźnie młodszy.
- O czym mówisz?
- Już cię uwiódł czy jeszcze nie uległeś jego urokowi, hmm?- spogląda na męża. Mark dostrzega, że oczy Seby niebezpiecznie błyszczą, są smutne, bardzo smutne. Nie chce by tak było.
-Sebastian mówiłem ci tysiąc razy, że to jest mój szef. Nikt mnie nie uwodził.- tłumaczy cierpliwie.- Pomogę ci.- proponuje.
-Nie, zostaw.- robi krok do tyłu, potyka się o dywanik i o mało się nie przewraca, ale Mark w porę go łapie i tym samym udaje mu się utrzymać równowagę. W sumie nie wypił dużo, ale był głodny więc jest bardziej pijany niż normalnie po wypiciu takiej ilości alkoholu.
-Sebastian jesteś jedyną osobą w moim życiu z którą chcę być w każdy możliwy sposób. Nikt inny mnie nie interesuje. Mówię ci to ciągle i jeśli będzie potrzeba powiem jeszcze tysiąc razy. Nie interesuje mnie Jackob. Nie wiem czy robi do mnie podchody czy nie, bo nie zwracam na to uwagi. Nie musisz czuć się zagrożony. Nie musisz być zazdrosny. Nie musisz się martwić. - zapewnia go, a Sebastian patrzy na niego milcząc, a potem udaje mu się jedynie wyszeptać dwa słowa.
-Zaraz zwymiotuję.
-Chodź.- mówi jedynie Mark, po czym pomaga mu dostać się do łazienki. Sebastian klęka przy muszli klozetowej i wymiotuje. Mark gładzi go po łopatce, a potem kiedy Seba przestaje i wstaje Mark spogląda na niego. Nic już nie mówi, po prostu na niego patrzy. Przez chwilę milczą, a potem Mark włącza wodę pod prysznicem, ustawia tak, aby płynęła odpowiednio ciepła woda, po czym spogląda na swojego męża i podchodzi do niego. Bez słowa rozpina mu guziki koszuli, a ten mu na to pozwala.
-Z resztą sobie poradzisz czy mam ci pomóc?- pyta.
-Kręci mi się w głowie...- odpowiada młodszy.- Chcę iść spać.- marudzi.
-Musisz na moment wejść pod prysznic. Poczujesz się lepiej. Potem się położysz...- mówi.
- Pomożesz mi?- pyta, bo coraz bardziej kręci mu się w głowie. Mark uśmiecha się tylko. Chwilę później Sebastian jest już w łóżku. Zasypia zaraz po tym jak przykłada głowę do poduszki. Mark wiesza ręczniki Seby na suszarce, a potem sam idzie pod prysznic. Kiedy zjawia się w sypialni i kładzie do łóżka spogląda na swoją drugą połowę śpiącą spokojnie po prawej stronie. Uśmiecha się dotykając jeszcze nie do końca wyschniętych włosów swojego męża. Patrzy na niego i zastanawia się ile jeszcze razy będzie musiał tłumaczyć mu, że nie interesują go zamiary jego szefa o ile tamten jakiekolwiek ma wobec niego.Wie jednak, że będzie tłumaczył do skutku.
***
Ma potworny ból głowy kiedy się budzi. na nocnym stoliku dostrzega tabletkę i szklankę wody. Oczywiście czym prędzej wkłada ją do ust popijając obficie.Potem odkłada szklankę na stolik. Patrzy na zegarek stojący przy łóżku. Jest godzina 9:06. Domyśla się, że Mark już dawno jest w pracy. Zamyka oczy i próbuje sobie coś przypomnieć z poprzedniego wieczoru, lub raczej nocy. Przypomina sobie zręczne palce odpinające mu koszulę. Palce jego partnera. Pamięta jego ciepłą dłoń na jego plecach. Pamięta ich rozmowę po jego powrocie do domu. Pamięta jak był zazdrosny myśląc, że znów rozmawia z szefem. A potem pamięta czułe spojrzenie męża próbującego wytłumaczyć mu, że nikt nie jest w stanie zając jego miejsca. I znów troskę z jaką się nim obchodził. I cierpliwość z jaką próbował mu tłumaczyć całą sytuację. Postanawia porozmawiać z Markiem po jego powrocie z pracy.Postanawia spróbować wyzbyć się zazdrości, przecież ufa swojemu partnerowi.
***
-Nie mogę iść.- mówi ponieważ jest pewien, że to nie wyjdzie na dobre jego związkowi. Znów jednak zostaje postawiony pod ścianą ponieważ od tego zależy wyjście jego koleżanki z pracy, a jej bardzo zależy. Więc jedzie do domu, na tyle ile może tłumaczy Sebie sytuację, a ten jest bardzo milczący. Praktycznie się nie odzywa, przytakuje tylko, oddaje też pocałunek więc Mark wie, że nie jest zły, albo umiejętnie walczy ze złością. Nie ma czasu na rozmowę, żegna się po czym wychodzi z domu ponieważ musi jeszcze pojechać po koleżankę. Założenie ma takie, iż pojedzie na chwilę, a potem wróci. Nie zakłada, że zostanie do końca.
***
Trzyma się słów, które wypowiedział Mark. Patrzy na zegarek i na początku nie wydaje mu się, że jest późno. 2- 3 godziny- brzmią mi słowa Marka w uszach. Czeka. Nie kładzie się spać. Chce porozmawiać z mężem, obiecał to sobie, ale nie mógł tego zrobić ponieważ jego partner musiał wyjść. Chce jednak odbyć tę rozmowę tej nocy. Wyjaśnić wszystko. Spróbować uporządkować.
Mijają dwie godziny, a Mark nie pojawia się w domu. Mijają trzy- nadal go nie ma. Potem mu się dłuży. Jest zmęczony, ale czeka. Jest 1 w nocy kiedy słyszy przekręcanie klucza w zamku. Podnosi się z kanapy i idzie do przedpokoju. Ma na sobie jedynie koszulkę i bokserki. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy w drzwiach nie staje sam Mark. Kiedy widzi, że to Jackob przyprowadził jego męża, który jest pewien wypił za dużo na początku myśli o tym, że nie jest ubrany odpowiednio, że tamten na niego patrzy.
-Sebastian...- mówi Mark patrząc na niego.- Przepraszam, ale... Naprawdę nie wypiłem dużo, po prostu skusiłem się na koniec na drinka...
-Pomieszał po prostu. Jechaliśmy jedną taksówką, jak wysiadając się zatoczył bałem się, czy dojdzie do domu. Stąd moja obecność.- tłumaczy Jackob.- Przepraszam za najście i dobranoc.
-Dzięki stary.- mówi Mark.
-Nie ma za co. Dobranoc.
-Dobranoc.- odpowiada Sebastian. Zamyka drzwi za szefem swojego męża. Kiedy wraca Mark jest w tym samym miejscu. Patrzą na siebie. Sebastian ma zamiar iść do sypialni, wydaje mu się, że Mark nie jest jakoś strasznie pijany. Zna go dobrze. Mark jednak łapie go za nadgarstek.
-Seba...- wzdycha.
-Idź spać.- mówi mu.- Ja idę spać.- dodaje.
-Ale sypialnia jest tam...- wskazuje.
-Będę spać na kanapie.- odpowiada młodszy.
-Nie ma mowy.- protestuje Mark. Znów łapie go za nadgarstek i trzyma mocno, choć Sebastian chce go wyrwać. Nie udaje mu się jednak.
-Puść mnie.- mówi patrząc na męża.
-Dlaczego tak mnie traktujesz?- pada pytanie.- Ja jakoś ostatnio nie uciekałem od ciebie na kanapę, zająłem się tobą... A ty chcesz mnie zostawić...- mówi.
Rozmowa przeradza się w kłótnię. Coraz głośniejszą. Właściwie nigdy im się to nie zdarzyło. Nawet po pijanemu. To pierwszy raz. Sebastian chce w końcu odejść, ale Mark łapie go za ramię. Mocniej niż powinien. Seba czuje na ramieniu ból ponieważ palce Marka trzymają go mocno.
-To mnie boli.- mówi podniesionym głosem.
-A mnie boli to, że ciągle muszę się tłumaczyć, że ciągle mi nie ufasz!- odpowiada mu Mark.- Mam już tego dość.
Potem jest potok słów. I palce mocno trzymające ramię, zbyt mocno, próbujące zatrzymać. A potem trzaśnięcie drzwiami.
***
Słyszy dzwonek telefonu. Nie ma komórki w pokoju. Najdelikatniej jak może podnosi się  z łóżka, tak aby nie obudzić Agnes. Zanim udaje mu się znaleźć telefon on przestaje dzwonić. Jednak patrzy na wyświetlacz i wybiera numer.
-Hej, co się dzieje?- pyta.
-Jestem przy drzwiach wejściowych.- mówi tylko, a Ricky nic już nie mówi, a jedynie otwiera mu. Bez słowa wpuszcza do środka. Kiedy zamyka drzwi, patrzy na gościa. Nie ma pojęcia czy tamten chce rozmawiać. Czeka co powie.- Nie miałem dokąd pójść. Hotel odpada, bo nie wziąłem z domu portfela, a naprawdę jesteście moimi jedynymi przyjaciółmi...- mówi nie do końca patrząc na Ricky'ego. Jest mu wstyd. Właściwie nie powinno, ale jednak jest.
-Powiedz mi...Wszystko w porządku?- pyta lustrując go wzrokiem. Nie ma pojęcia co się wydarzyło, że się zjawił. Patrzy na niego szukając jakiejś oznaki dyskomfortu.
-Tak, ja...- nie wie co ma powiedzieć. Coś powinien, ale nie chce opowiadać, nie chce rozmawiać, nie w tym momencie. Jest zmęczony i śpiący.-Ja po prostu nie mogłem  zostać w domu...- podnosi wzrok i patrzy Ricky'emu w oczy.- Nie dzisiaj...-Czy...- ma zamiar zapytać, ale czuje dłoń Ricky'ego na swoim ramieniu. Wzdryga się lekko, co nie umyka uwadze chłopaka.
-Chodź, dam Ci pościel...- odpowiada.
-Wystarczy jakiś koc... - protestuje.- Nie przejmuj się mną...
-Seba, proszę cię.- mówi.- Chodź ze mną.- namawia go. Chwilę później, kiedy łóżko jest posłane Ricky ma wyjść z pokoju, w którym ma spać Sebastian. Zatrzymują go jednak jego słowa.
-Dziękuję i przepraszam za najście.- mówi, a Ricky spogląda na niego.
-Dobrze, że przyszedłeś.- odpowiada. Nie rozmawiają o tym co się stało. To nie jest odpowiedni czas na rozmowę.
***
Mały bonusik :)
Musiałam to napisać, po prostu musiałam.




środa, 8 listopada 2017

66.Niepewność...

Powrót do domu jest tym o czym marzył. Więc kiedy wchodzi do domu rodziców, a mała na jego widok wstaje z maty, na której się bawi i biegnie do niego czym prędzej on kuca i rozkłada ramiona. Emily uśmiecha się na ten widok, a Mario przytula swoją córeczkę mocno do swojego ciała. Chowa ją w swoich ramionach, a twarz w jej włosach.
-Tak bardzo cię kocham.- mówi cicho, ale nie tylko Julie słyszy, jego rodzice również. Chwilę później Emily i Mario siedzą na sofie i rozmawiają z rodzicami piłkarza przekazując im dokładnie to, co ustalili lekarze w związku ze zdrowiem piłkarza. Mała Julie siedzi na kolanach Mario, jest do niego przytulona. Odkąd wrócił nie zostawiła go nawet na chwilę. Mario tuli ją do siebie, rozmawia, ale cały czas co chwilę zerka na córeczkę. Wie, że tęskniła. Wie, że mała jest do niego tak przywiązana, iż pomimo tego, że była grzeczna podczas jego nieobecności to jednak mocno tęskniła. Widać to właśnie w tym momencie. Kiedy rozmowa się przeciąga, w pewnym momencie Emily wskazuje na małą. Mario patrzy na córeczkę i okazuje się, że mała zasnęła. Uśmiecha się czule na ten widok.
-Pójdę ją położyć.- mówi, po czym najdelikatniej jak umie wstaje. Mała zasnęła już na tyle mocno, że nie reaguje. Mario wychodzi z salonu.
-Bardzo za nim tęskniła. Momentami popłakiwała, ale nie chcieliśmy tego mówić, bo po pierwsze panowaliśmy nad sytuacją, a po drugie jemu nie były potrzebne dodatkowe zmartwienia.- mówi babcia dziewczynki.
-Domyślałam się, że może popłakiwać, ale też nie chciałam dopytywać przy Mario, bo on i tak przeżywał zarówno badania, jak i rozłąkę z Julie. Dobrze, że już jesteśmy.- uśmiecha się dziewczyna piłkarza.
-Też się cieszymy, choć to na pewno nie będzie łatwe. Mario, jak wiesz, jest cierpliwą osobą, ale miewa trudne momenty. Teraz na pewno też tak będzie. - mówi matka piłkarza.
-A mówią, że życie piłkarza jest łatwe...- wzdycha ojciec Mario.
-Łatwe jest wtedy, kiedy się o kimś czyta w kolorowej gazecie.- odpowiada Emily.- Szczerze mówiąc nie znałam drugiej strony tego zawodu, bo i skąd? Nie raz czytałam o piłkarzach, o żonach... Pięknie to wszystko wyglądało z perspektywy czytelnika kolorowych pism...
-To prestiż, ale i wiele wyrzeczeń...
Emily widzi, że idzie Mario. Piłkarz zajmuje miejsce obok niej. Blisko. Jego dłoń ląduje na jej udzie, a wzrok łączy się ze wzrokiem dziewczyny. Uśmiecha się.
-Położyłem ją, ale miałem też ochotę do niej dołączyć...- wyznaje.
-Trzeba było tak zrobić.- odpowiada dziewczyna.
-Nie mogłem zostawić gościa.- mówi o niej. Jest pewna.
-Emily nie jest gościem... Jest członkiem rodziny...- poprawia go mama, a on spogląda na nią. Uśmiecha się i to jest jego jedyna reakcja na te słowa. Cieszy się po prostu, że kobieta, która kocha tak bardzo wpasowała się w jego życie. Tak bardzo wpasowała się w jego rodzinę.
***
-Idziemy na spacer?- pyta Marco.
-Na spacer?- dopytuje Natalie.
-Tak, kochanie. Mam ochotę pójść z moją żoną tak po prostu na spacer. Na taki zwyczajny. Jak zwyczajni ludzie, którymi zresztą jesteśmy.- mówi jej patrząc na nią i się uśmiechając.
-Może i jesteśmy normalnymi ludźmi, przynajmniej staramy się nimi być, ale dodatkowo jesteś piłkarzem więc znając życie to jak się tylko pojawimy gdzieś to otoczą cię kibice i skończy się tak jak zawsze na autografach i zdjęciach.- odpowiada żona.
-Zrobię sobie kilka zdjęć grupowych, a potem ładnie przeproszę i powiem, że chciałbym pospacerować z żoną.
-Trzymam cię za słowo.- mówi mu. Jest tak jak przewidziała Natalie. Jak tylko zostają rozpoznani, Marco natychmiast znajduje się w centrum zainteresowania. Ale również jest tak jak mówił. Zgadza się na zdjęcia, ale tylko na kilka grupowych. Nie na indywidualne tłumacząc, że obiecał żonie spacer i zamierza dotrzymać słowa. Fani słuchają. Po chwili mężczyzna bierze za rękę Natalie i idą dalej alejką.
- Nie lubię jak te wszystkie kobiety są tak blisko ciebie. Jak cię tak ciasno otaczają.- mówi Natalie. Marco w odpowiedzi przyciąga ją do siebie i obejmuje ciaśniej jednym ramieniem. Potem całuje w czoło.
-Ty jesteś kobietą, którą chce mieć obok siebie najbliżej. Którą mam przy sobie. Z którą jestem najbliżej. Inne kobiety to tylko kibice, fanki, jak zwał tak zwał. Nie musisz być zazdrosna.  - mówi jej.- Jesteś kobietą mojego życia.
***
Jest rozczarowany ponieważ mieli wyjść wieczorem, ale okazało się, iż Mark musi wrócić do pracy, ponieważ trzeba coś poprawić. Obserwuje go jak się przebiera. Choć chciałby wyrazić to, jak jest zły, milczy. Nie chce nic mówić. W końcu praca jego męża jest ważna. Ważniejsza niż jego złość i rozczarowanie. Tym bardziej, że on nie zarabia. Kiedy drzwi za Markiem się zamykają, on idzie do barku i wyciąga z niego butelkę z bursztynowym trunkiem. Nalewa sobie odrobinę do szklaneczki i wypija jednym ruchem. Potem nalewa jeszcze trochę, chowa butelkę, a potem zajmuje miejsce na kanapie i ma zamiar pooglądać telewizję. Zasypia w połowie filmu. Jest wcześnie. Marka nie ma w domu. Jak się budzi jest godzina 22.15. Nadal jest sam. Sprawdza telefon. Odczytuje wiadomość od męża, że jeszcze musi chwilę posiedzieć. Bierze prysznic po czym kładzie się do łóżka. Nie wie o której zasypia, ale jest nadal sam.
***
Znów go maluje. To dzieje się spontanicznie. Po prostu rano, bardzo wcześnie rano, kiedy dzieci jeszcze śpią, a ona budzi się odczuwając potrzebę pójścia do toalety, idzie do niej, a kiedy wraca i kładzie się obok męża w łóżku widzi, że zsunęła się z jego ciała kołdra. Patrzy na niego. Na śpiącego spokojnie Marco. Na Marco, którego tak bardzo kocha. Obserwuje jak jego klatka piersiowa  równomiernie unosi się i opada.Jest szczęśliwa. Uwielbia takie poranki. Poranki, kiedy może na niego patrzeć. Obserwować jak śpi. jaki jest spokojny. Postanawia go namalować. zapamiętuje każdy szczegół obrazu przed nią. Malowała go niezliczoną ilość razy. W różnych pozach. Czasem tylko pozował, rzadko, często malowała z pamięci. Teraz też namaluje z pamięci. Przecież zna każdy szczegół jego ciała, jego twarzy, jego całego. 
-Przyglądasz mi się.- słyszy jego głos i patrzy na niego.Dostrzega, że jej mąż ma otwarte oczy i się w nią wpatruje.
-Uwielbiam na ciebie patrzeć. Korzystam jak mogę. Kiedy jesteś w domu.- dotyka jego nagiej klatki piersiowej i przeciąga palcami po jego skórze, a on czuje dreszcze. Zawsze je czuje.- Jesteś doskonały.- komplementuje go.
-Oj... Nie jestem.- zaprzecza.
-Jesteś...
-Nie istnieje nikt doskonały, Nat...
-Nie o to mi chodzi.- prostuje.- Dla mnie jesteś doskonały.- poprawia się.- Każdego dnia jestem wdzięczna Bogu, że postawił cię na mojej drodze.- mówi mu, a on uśmiecha się z czułością.
-A może raczej postawił ciebie na mojej.- mówi patrząc jej w oczy.- Byłaś mi potrzebna. Jesteś...
-Ty mnie również... Nie wiem w jakim miejscu byłabym teraz, gdybym cię nie spotkała. Wątpię, że w dobrym...- wyznaje szczerze.- Nie wiem jak tego dokonałeś, że ci zaufałam. Szczerze mówiąc do tej pory nie mam pojęcia. 
-Myślę, że po prostu mieliśmy być razem. Tak miało być kochanie.- dotyka jej policzka dłonią i gładzi go z czułością.- Myślę też, że taka kobieta jak ty nie mogłaby być sama...
-Byłabym.- zapewnia go.
-Myślę, że nie. - zaprzecza jej słowom.
-Marco... ja do tej pory boję się mężczyzn.- patrzy mu w oczy kiedy to mówi.- Wiem, ze tego nie widać, zresztą przebywam głównie wśród osób mi znajomych, zaufanych, ale... Robb... 
-Nie myśl o nim...
-On sprawił, że już nigdy nie będę ufna. Że już zawsze będę odczuwać strach...
-Robb to przeszłość. Trzyma się od nas z daleka. I mam nadzieję, że tak już będzie zawsze, bo szczerze mówiąc nie wiem co bym zrobił gdyby kiedykolwiek próbował się do nas zbliżyć.- mówi szczerze.
-On już się do nas nie zbliży... To tchórz. Jest mądry jak ma do czynienia z kimś słabszym od siebie. Ty to nie ja...- wzdycha.- Wystraszył się ciebie. Raz a dobrze.
-Nie byłaś słaba.- zaprzecza jej słowom bo się z nimi nie zgadza.- Przypominam ci, że to ty od niego odeszłaś. Znalazłaś sposób, wyprowadziłaś się, zaczęłaś nowy rozdział swojego życia. To nie ja zrobiłem kochanie. - przypomina jej, a ona się nad tym zastanawia. Faktycznie. Marco pomógł jej później. 
-Może i tak było... - przyznaje.
-Nie może, tak było kochanie. Po tym wszystkim co przeszłaś znalazłaś siłę na to, by zmienić swoje życie. I sposób, aby od niego odejść. Jesteś silna. Bardzo. I podziwiam cię. Zawsze będę. - mówi pewnie.- Spełniłaś moje marzenia o domu i rodzinie. Ciągle spełniasz. Dałaś mi dom, z którego niechętnie wychodzę i z chęcią wracam. Jesteście moim domem- ty i nasze dzieci. Nie ważne co się dzieje, nie ważne jakie burze są w naszym życiu, ja zawsze wiem, że mam coś co jest stałe i niezmienne- Was. - wyznaje.- Tak bardzo Was kocham. - dodaje.- A ty jesteś kobietą moich marzeń. - uśmiecha się. Natalie całuje go, bo po takim wyznaniu nie pozostaje jej nic innego. Musi go pocałować. Nie może tego nie zrobić.
-Nie wiem czym sobie na ciebie zasłużyłam...- mruczy.
-Tak bardzo cię kocham Natalie...- mówi po raz drugi. I całuje ją. A potem są kolejne pocałunki, kolejne i kolejne... I może nie tylko one...
***
Kiedy wstaje jego mąż śpi. Wstaje tak, aby nie obudzić Marka. Po cichu wychodzi z sypialni. Po drodze wciąga na siebie t-shirt. W kuchni wstawia wodę na herbatę, po czym wrzuca dwie kromki chleba tostowego do tostera. Zamyśla się. Toster wydaje charakterystyczny dźwięk, więc wie, że tosty gotowe. Smaruje je obficie dżemem, miał nie jeść słodkiego, ale zrobi wyjątek. Zjada obydwa po czym robi sobie herbatę. Przegląda pocztę popijając gorący napój. Wie, że Mark zapewne wrócił bardzo późno, nie chce budzić go, chce, aby się wyspał. Dlatego postanawia wyjść pobiegać rano. Może powinien zrobić to od razu po wstaniu z łózka, ale właściwie stwierdza, że każda chwila jest dobra. Ubiera się po czym wychodzi. 
***
Kiedy wraca w mieszkaniu nadal jest cicho, wiec wie, iż Mark jeszcze nie wstał. W kuchni pije wodę, ponieważ ta w butelce już dawno mu się skończyła. Postanawia wziąć prysznic, ale kiedy telefon Marka wibruje na blacie kuchennym. Bierze go w dłoń i widzi, że ktoś dzwoni. To jego szef.
-Proszę.- odzywa się.
-Cześć Mark. Przepraszam, ale mam wyrzuty sumienia i dzwonię, aby zapytać czy twój mąż się nie wściekł? Domyślam się, że nie był zadowolony. Naprawdę nie chciałem, abyś miał kłopoty przeze mnie.- mówi, a żołądek Sebastiana się kurczy. Nie ma pojęcia o czym tamten mówi, ale czuje niepokój.-Mark, jesteś tam? Wszystko w porządku?- dopytuje dziwiąc się, że nikt się nie odzywa.
-Dzień dobry. Mój mąż śpi.- odpowiada Sebastian siląc się na spokojny ton chociaż nie ma pojęcia co ma myśleć.
-Przepraszam, nie wiedziałem, że to nie Mark odebrał.
-Powiedziałbym Panu, ale od razu zaczął Pan zadawać pytania, nie miałem jak. Odebrałem jego telefon ponieważ zobaczyłem, że to pan, pomyślałem, że to coś ważnego.- tłumaczy.
-Przepraszam...-  pada z drugiej strony.- Wczoraj...- zaczyna, a żołądek Sebastiana kurczy się.- Zabrałem mu mnóstwo czasu... ja...
-Dlaczego podejrzewał Pan, że będę zły?- to pytanie wypływa z ust Sebastiana zanim jeszcze podejmuje decyzję czy ma je zadać. Mimowolnie. Jest cisza po drugiej stronie, za długa jak na gust Seby. W końcu szef Marka odzywa się.
-Wiem, ze to zabrzmiało dziwnie. Ale chodziło mi o to, czy nie był Pan zły, że tyle musiał być w pracy.- tłumaczy, a Sebastian choć ufa mężowi, to temu mężczyźnie już nie. Nie ma pojęcia, ale nie czuje do niego sympatii. Wolał poprzedniego szefa swojego męża. Sebastian ma już coś odpowiedzieć, ale zauważa, że Mark pojawia się w kuchni. Dostrzega, iż Seba ma jego telefon przy uchu. 
-Z kim rozmawiasz?- pyta, a Sebastian po prostu podaje mu telefon i opuszcza kuchnię. Mark jest zdezorientowany. Zauważa, że jego szef dzwoni. Przykłada telefon do ucha.
***
Mario spędza cały ranek z córeczką w domu rodziców. Tak spał u rodziców. Nie chciał już zabierać małej do domu więc odwiózł Emily i wrócił do rodziców. Jedzą śniadanie z rodzicami Mario. Rozmawiają, Mario wygłupia się z Julie. Dziewczynka jest zachwycona. Widać dokładnie, że tęskniła za tatą, ale już nie jest tak, że cały czas jest do niego przylepiona jak koala. Mario tęsknił przez te parę dni za taką codziennością. 
***
Mark nie przeszkadza Sebastianowi jak ten bierze prysznic. Za ten czas przygotowuje śniadanie. Kiedy słyszy, że woda została zakręcona zalewa herbatę po czym kieruje swoje kroki w stronę łazienki. Naciska klamkę, drzwi się otwierają. Sebastian wyciera się stojąc niedaleko prysznica. Obserwuje go. Sebastian milczy. On nie ma pojęcia co jego mąż sobie myśli.
-Seba...- odzywa się do niego, ale Sebastian na niego nie patrzy. Przez telefon szef go przepraszał, powiedział dokładnie jakie słowa padły, kiedy Seba odebrał więc Mark domyśla się, iż mogło to zabrzmieć dwuznacznie.- Wiem, że to o co pytał Jackob mogło dziwnie zabrzmieć. Wczoraj przepraszał mnie, że musiałem tak długo zostać w pracy, było mu głupio i strasznie się przejmował, że się na mnie wściekniesz. Mówiłem, ze jesteś wyrozumiały, ale on swoje. I dzisiaj zadzwonił się dowiedzieć. - tłumaczy.- Wiem, że mogłeś to odebrać inaczej, wiem, ze odebrałeś, widzę to po tobie, ale naprawdę chodziło tylko o to. Nie pomyśl sobie, ze mogło coś się wydarzyć, bo to pewnie tak zabrzmiało, zresztą sam bym to w ten sposób odebrał...- dodaje. Sebastian nadal milczy. Już się nie wyciera, a ubiera.- Sebastian, powiedz coś proszę.- zwraca się do niego Mark.- Wiem, że byłeś zdezorientowany,  powiedz mi to, pogadaj ze mną. Nie wiem co sobie myślisz, jak nic nie mówisz. mam nadzieję, że mi ufasz...- dodaje. Sebastian spogląda na niego. 
-Tobie ufam.- odpowiada.- Powiedz mi... - zaczyna, ale zastanawia się chwilę. Mark zbliża się do niego.- On ma kobietę?- dopytuje.
-Kto?
-Jackob.- pada odpowiedź.
-Nie, nie ma.- odpowiada szczerze jego mąż.
-Jest gejem?- pada kolejne pytanie. Sebastian spogląda na swojego męża. 
-Nie. Jackob jest bi.- odpowiada szczerze. Taka jest prawda. 
-Hmm... wydawało mi się, że jest za bardzo zainteresowany twoją osobą i życiem. - mówi młodszy.
-O czym ty mówisz? 
-Ja wiem o czym mówię. - odpowiada i wychodzi z łazienki. Sebastian od początku nie polubił jego nowego szefa. Wie o tym bardzo dobrze. I wie, że teraz będzie tylko jeszcze gorzej. 
***
Wróciłam. Ta dam !!!
Mam nadzieję, że już moja wena będzie stabilna ;)
Do następnego :)

piątek, 20 października 2017

Straciłam rozdział, nie mogłam w żaden sposób go odzyskać, a moja wena cóż... poszła sobie. 
Tak, zaglądam na blogi. Tak, próbuję pisać. Jednak prawda jest taka, że mam blokadę i nie mogę ani odtworzyć rozdziału, ani stworzyć nowego. Tak czasem bywa. Dlatego przepraszam i proszę o cierpliwość. Nigdy nie pisałam, nie piszę i nie będę pisać na siłę. Rozdziały pisane na siłę są dla mnie słabe. Przepraszam jeśli kogoś zawodzę, ale to rzeczywistość. Mam nadzieję, że wena wkrótce wróci. Bardzo bym chciała. Tymczasem do następnego razu. Ściskam wytrwałych. Zaglądajcie.

czwartek, 28 września 2017

Miałam dzisiaj wrzucić rozdział, ale jako, że zdolna ze mnie kobieta ;) zamiast go opublikować wcisnęłam jakiś przycisk, nie wiem co do teraz i po prostu usunęło mi cały tekst. Nie udało się odzyskać- niestety. Muszę odtworzyć to, co straciłam. Przepraszam i proszę Was o cierpliwość.