Jakiś czas później...
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, kochanie.- mówi Liliana spoglądając na syna i starając się zachować spokój, jednak szatyn wie, że jego mama jest mocno zdenerwowana.
-Dlaczego tak myślisz?- dopytuje syn.
-Nie rozumiem dlaczego w ogóle w tym momencie przyszło ci to na myśl... Źle się tu czujesz?
-Nie...
-Mario, kochanie... To wcześnie, powinieneś poczekać, dać sobie więcej czasu...
-Już zawsze będzie wcześnie, za wcześnie. Jeśli myślisz, że czas leczy rany, to wiesz, że to nie jest prawda.- syn spogląda na swoją rodzicielkę.- Minęły miesiące, ale to boli tak samo, mamo. Tak samo, albo i mocniej. Miną kolejne, a ja nadal będę kochał ją tak samo, tęsknił tak samo. To się nie zmieni.- zapewnia.
-Wiem kochanie...
-To nie tak, że jest mi źle, to nieprawda. Nie zrozumcie mnie źle. Poza tym na razie nigdzie nie uciekam, dopiero przymierzam się do tego, może zacznę przeglądać ogłoszenia... To potrwa. Jednak chciałem byście wiedzieli. - Nie uważam, że to jest dobry pomysł, ale to oczywiście twoja decyzja.- twierdzi matka piłkarza. Jego ojciec milczy nie wypowiadając się. Mario siada na kanapie w momencie, w którym jego mama wychodzi do kuchni zrobić herbatę. Piłkarz przeczesuje palcami włosy i wzdycha.
-A ty tato też uważasz to za zły pomysł?- szatyn spogląda na swojego ojca. Ten przez chwilę milczy, a potem zajmuje miejsce obok syna.
-Jesteś dorosłym i rozsądnym mężczyzną, synu. Jeśli czujesz, że powinieneś, że potrzebujesz, że to jest słuszne to po prostu to zrób. Jednak wiedz, że...
-Mogę wrócić...- kończy za tatę Mario.-Wiem, tato. Wiem.
***
Ten dzień nadchodzi...
***
Jest pochłonięty przygotowaniami. To właśnie tego dnia jego córeczka zdmuchnie swoją pierwszą urodzinową świeczkę na torcie. Jest szczęśliwy i podekscytowany w końcu zdarza się to po raz pierwszy w życiu Julie, w jego również. To nie tak, że nie bywał na żadnych pierwszych urodzinach, bywał. Jednak te będą inne. Na nich bowiem odegra rolę taty solenizantki, rolę w którą wciela się już 12 miesięcy, rolę, którą uważa za największy dar jaki dostał w życiu. Nie zamieniłby go na żaden inny. Bycie tatą to wymagająca rola, ale najpiękniejsza i jedyna w swoim rodzaju.
Z zamyślenia wyrywa go popiskiwanie jego córeczki, która właśnie w tym momencie pojawiła się w pokoju na raczkach. Julie ma już rok. Urosła. I jest jeszcze piękniejsza niż była. I bez wątpienia odziedziczyła urodę po swojej mamie. Tego jest pewien. Nie tylko on zresztą to widzi, widzą wszyscy. Jakoś nie smuci go fakt, że mała nie jest podobna do niego. Cieszy się, bo Julie naprawdę przypomina Ann. I on w tym momencie ma przy sobie miniaturkę swojej żony, którą niezmiennie kocha, pomimo tego, że ona nie żyje, że jej ciało od 12 spoczywa na cmentarzu. Kocha.
-Ta-ta.- woła Julie próbując zwrócić na siebie większą uwagę swojego rodzica. Udaje jej się to, jak zawsze zresztą. Tata zawsze poświęca jej uwagę, najwięcej uwagi.
-Moja mała księżniczka.- zwraca się do niej Mario, biorąc ją na ręce.
-Tam.- wskazuje palcem dziewczynka.
-Chcesz iść do ogrodu? Do babci?- dopytuje.
-Taa...- przytakuje entuzjastycznie dziewczynka. Więc Mario otwiera drzwi tarasowe i zabiera ją do ogrodu gdzie są jego rodzice. Tak, nadal z nimi mieszka, ale to nie tak, że nie kupił mieszkania. Kupił, jednak wymyślił sobie remont, który co prawda jest już na ukończeniu, ale chce poczekać, aż drobne prace kosmetyczne zostaną zakończone. To wtedy wykona kolejny krok.
***
Świętuje nie tylko w gronie rodzinnym, choć osoby, które zaprosili właściwie traktuje jak swoją rodzinę. Jest jego rodzina, rodzice Ann, ale także Natalie i Marco z dziećmi, Agnes i Ricky, oraz Emily. Jest też Ann. Jej duże zdjęcie, w ramce stoi na komodzie. Właściwie w domu pełno jest zdjęć mamy Julie. Mario pragnie, by mała znała mamę, by otaczały ją jej zdjęcia. Mówi jej o niej, pokazuje fotografie, filmiki, które nagrali razem. I choć mała Julie wydaje się, że jeszcze niewiele rozumie to do zdjęcia Ann zawsze się uśmiecha, wskazuje na nie często palcem i mówi " Ma." Nie umie wypowiedzieć więcej. Tata mówi bezbłędnie, z przerwą przeważnie ta-ta, ale mama nie wypowiedziała jeszcze ani razu.
***
Śpiewają Julie " Sto lat", a ona śmieje się i klaszcze w dłonie. Potem nadchodzi czas na zdmuchnięcie świeczki. Z pomocą Mario płomień na pierwszej urodzinowej świeczce gaśnie, a wszyscy biją brawo.
-Wszystkiego najlepszego moje słoneczko.- Mario całuje jej policzki, a mała chichocze.- Bądź szczęśliwa, zawsze.- dodaje.
***
Szuka swojej komórki, bo chce pstryknąć szybko zdjęcia jak Julie bawi się z dziećmi Marco, ale nigdzie nie może jej znaleźć. W końcu zauważa, że Julie ma ją koło siebie na dywanie.
-Ty mała spryciaro, jak go zabrałaś?- zbliża się do niej chcąc zabrać jej telefon, ale kiedy sięga po niego Julie mówi " Mama" oraz wskazuje na wyświetlacz telefonu, na tapecie którego faktycznie jest Ann. Mario kuca. Nie zabiera dziewczynce telefonu, a głosy wszystkich jakby ucichły.- Tak, Jull. Twoja mama.
-Ma-ma.- powtarza dziewczynka.- Mama... ma... uma...- co oznacza, że mamy nie ma. I to stwierdzenie sprawia, że ból ukrywany głęboko zaczyna przemieszczać się w górę...
***
-Zasnęła?- pyta Liliana, kiedy Emily schodzi na dół. Tego wieczoru to Emily usypiała dziewczynkę, bo właściwie dziewczynka nie pozwoliła się zabrać od dziewczyny.
-Tak, była zmęczona. Jednak to tyle emocji...
-To prawda.
-Pójdę już. Podziękuję Mario za zaproszenie. Dziękuję również Państwu.
-Cieszymy się, że byłaś z nami w tak ważnym dniu.
-Nie mogłabym przegapić urodzin Jull. Kocham ją.
-Wiem.
-Dziękuję jeszcze raz.
Liliana odprowadza ją do drzwi. Woła Mario, ale on nie odpowiada. Na zewnątrz widzi, że zniknął jego samochód.
-Nie ma go.
-W porządku.
***
Kiedy wyjeżdżała spod domu rodziców Mario, miała zamiar jechać do domu. Nie ma pojęcia dlaczego przyjechała pod cmentarz. Przez długą chwilę nie wychodzi z samochodu. Wie, że on jest u niej. I wie, że nie powinna przeszkadzać.
***
Ten dzień musiał nadejść. Pierwsze urodziny Julie. Szczęście. Radość. Duma. Miłość. Starał się, starał z całych sił. Zrobił wszystko, by ten dzień, ta data była wyjątkowa dla jego córki. Urodziny Julie były naprawdę wspaniałe. Świętowali, bo jest co świętować. To ważna data, bo tego dnia jego największy skarb, jego córeczka, jego słoneczko pojawiło się na świecie. Stał się tatą. Marzył o tym, a potem, gdy okazało się, że to marzenie ma szansę się urzeczywistnić, kiedy Ann zjawiła się u niego i przekazała mu radosną wieść, oczekiwał Julie z niecierpliwością. I pojawiła się. Małe szczęście. Mały cud. Tego dnia powinien być tylko i wyłącznie szczęśliwy. Powinien.
Starał się.
Zepchnął to uczucie na dno swojego serca. Powiedział sobie, że tego dnia przede wszystkim będzie świętował, cieszył się, że jego córeczka jest z nim już 12 miesięcy, że jest zdrowa, wspaniała, szczęśliwa. I świętował i cieszył się. To uderzyło w niego niespodziewanie, kiedy mała Jull wskazała na zdjęcie na telefonie i po raz pierwszy wypowiedziała słowo " mama." Nie spodziewał się, bo przecież tak wiele razy podpowiadał jej jak powinna to zrobić, jednak ona wolała mówić " tata". Więc, gdy usłyszał w końcu jak Julie je wypowiada, był zaskoczony. Od razu wyobraził sobie jaki Ann miałaby uśmiech w momencie, w którym Jull wypowiedziałaby to słowo. Oczyma wyobraźni widział jej wielki uśmiech i zaszklone oczy, które pewnie, a raczej na pewno by miała. Wyobraził sobie, jak jego żona wzięłaby swoją córeczkę w ramiona i ucałowała czule. Bez wątpienia byłaby szczęśliwa. A potem, kiedy usłyszał jak Julie wypowiada w swoim dziecięcym języku, słowa, które oznaczały, że mamy nie ma, znów poczuł ukłucie w sercu. Trzymał się do końca imprezy, starał się Jednak, kiedy Emily poszła położyć małą, on musiał wyjść z domu, musiał przyjechać. Gdy żyła, a on cierpiał zawsze była przy nim. Niezależnie jak wiele złego się działo, ona była. Jej ramiona dawały ukojenie, jej słowa powtarzane często jak mantra docierały w końcu do jego umysłu, pocieszały. Teraz, w tym momencie również pragnie schować się w jej ramionach-nie może. Pragnie usłyszeć słowa, które często wypowiadała " Razem poradzimy sobie ze wszystkim, przecież wiesz. Jestem przy tobie." Tak bardzo pragnie to teraz usłyszeć. I chociaż jest cicho, wsłuchuje się- nie słyszy. Nie raz, kiedy zdarzało mu się przyjść na jej grób, mówił. Tego wieczoru nie jest w stanie. Nie jest w stanie, bo ma ściśnięte gardło, z którego od czasu do czasu wydostaje się jedynie cichy szloch. Tak, płacze. Ciepłe łzy moczą jego policzki, by za chwilę mógł osuszyć je wiatr, który wieje.
***
Idzie alejką. Wie, że on tu jest. Wiedziała dokładnie gdzie mógł pojechać. Widzi go już z daleka. Bije się z myślami, czy powinna podejść. Prawdopodobnie nie, nie powinna przeszkadzać, ale rozum mówi jej, by zawróciła,
aby zostawiła go w spokoju, by pozwoliła mu wyrzucić z siebie ból, pobyć samemu nad mogiłą żony, żony, którą ciągle kocha, za którą tęskni, a serce pcha ją do przodu. Więc idzie.
***
Słyszy ciche kroki. Ktoś idzie, ale nie ogląda się.
***
Wie, że usłyszał, że ktoś idzie. Zauważa, że wytarł policzki rękawem bluzy. Szatyn nie podnosi się, nadal przykuca przed grobem. Może nadal powinna odejść, ale nie robi tego. Nie może, kiedy widzi jego przygarbione plecy i zauważa, że raz po raz jego ciało drży. Wie, że płacze. Kiedy staje obok niego kładzie swoją dłoń na jego ramieniu i to właśnie wtedy Mario podnosi wzrok i spogląda na nią. Jego oczy są opuchnięte, jego usta, choć pewnie stara się z całych sił momentami drżą. Emily nie ma pojęcia co powinna powiedzieć, przecież nie ma takich słów, które by go w tym momencie podniosły na duchu, pocieszyły więc milczy. On również. Patrzą na siebie, ale po chwili dziewczyna czuje jak Mario splata palce jej dłoni, tej, którą trzyma na jego ramieniu, z palcami swojej, po czym chłopak podnosi się i staje. Kolejna łza, która wypływa z jego oka moczy policzek piłkarza, a on pośpiesznie ściera ją rękawem bluzy.
-Nie musisz...- mówi Emily, a on ponownie na nią patrzy.
-Przepraszam...- mówi zmienionym głosem.
-Nie musisz przepraszać, nie musisz ukrywać łez.- mówi mu dziewczyna.- Przepraszam cię jeśli ci przeszkodziłam. Może chciałeś być sam, każdy czasem potrzebuje wypłakać się w samotności... Powinnam pójść, to ja przepraszam...-mówi.- Miałam jechać do domu, ale coś mnie tu przywiodło, wyjechałam spod twojego domu z zamiarem powrotu do domu, a potem nagle znalazłam się na parkingu i nawet nie wiem kiedy zmieniłam kierunek jazdy...- tłumaczy.- Przepraszam, nie powinnam ci przeszkadzać.- przeprasza po raz kolejni i robi krok do tyłu, żeby odejść, ale on nie puszcza jej dłoni. Emily podnosi wzrok i widzi kolejne świeże łzy wypływające obficie z jego oczu. Już nie powstrzymuje się, tak jak przed momentem. Emily patrzy na niego, pragnie go przytulić, ale nie wie czy powinna. I wtedy słyszy jego słowa.
-Przytul mnie, proszę.- jego głos jest jeszcze niższy niż zwykle, drżący.- Proszę, przytul mnie.- powtarza, a ona po prostu robi to.
***
Obserwuje z daleka swojego przyjaciela z Emily. Oni nie mają pojęcia, że tu jest, dopiero przyjechał zaalarmowany tym, że Mario nie odbierał telefonów. Domyślił się, że jego przyjaciel jest na cmentarzu. Postanawia zawrócić, a idąc do samochodu wybiera numer do mamy Mario, by ją uspokoić.
-Jest?
-Tak, nie martw się. Jest cały i zdrowy.- odpowiada.
-Jedziecie do domu?
-Nie.
-To gdzie go zabierasz?
-Spokojnie. Zadzwoniłem, żeby powiedzieć, że tu jest, widzę go.
-Aaa, dopiero idziesz...
-Tak. Połóż się i już się nie zamartwiaj, Mario jest w dobrych rękach.- mówi z przekonaniem Marco.- Dobranoc.
-Dobranoc. I dziękuję za to, że zawsze czuwasz i jesteś obok, kiedy potrzebuje.- mówi kobieta, a on choć tego nie wypowiada myśli, że nad Mario czuwa już nie tylko on...
***
ciąg dalszy nastąpi...
***
Obiecałam, że nie będzie trzeba czekać tak długo jak ostatnio i udało mi się dotrzymać słowa :)
Podobał Wam się rozdział???
Komentujcie !
Jak zawsze wspaniały. Ciekawa jestem rozwoju akcji między Mario, a Emily czekam na kolejny. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję, miło mi :)
UsuńRozdział jak najbardziej cudowny!! *.*
OdpowiedzUsuńRozczuliłam się, kiedy Mario poprosił Emily, żeby go przytuliła *__*
Jestem pewna, że to sprawka Ann c; Czekam z niecierpliwością na następny rozdział!!! :))))
Pracuję nad kolejnym :)
UsuńPodobał się! :D Emily to skarb, wspiera Mario w każdej sytuacji, oby tak dalej, pozdrawiam Pszczółka Emma
OdpowiedzUsuńI ja również pozdrawiam Pszczółko :)
Usuń