wtorek, 13 grudnia 2016

51. Sprawiedliwość...

Broni ich przed tym jak może, robi wszystko, a Sebastian po prostu pozwala mu działać, nie mówiąc nic, nie naciskając na niego, ale też nie robiąc nic ponad to, co robi jego partner. Nie chce, nie może, nie czuje się na siłach angażować w sprawę, choć to najbardziej on powinien to robić. Boi się jednak. Nigdy nie był tchórzem, w tym jedynym momencie jednak postanowił nim być, to zdarzenie sprawiło, że stał się wycofany. 
***
Jest zrezygnowany, kiedy wraca do mieszkania. Jest przygnębiony, zły, ba, jest wściekły. Po raz kolejny okazało się bowiem, że adwokat oskarżonego zastosował kolejną sztuczkę. Niestety. musi powiedzieć o tym Sebie ponieważ on nie zdecydował się na wizytę w kancelarii. 
Otwiera drzwi i wchodzi do środka. W mieszkaniu jest cicho, ale to nic nowego. Jest pewien iż jego partner znów leży na sofie przed tv, a telewizor jest przyciszony. Ostatnio zdarza się tak często. Odkłada klucze na stolik po czym ściąga bluzę i buty. Już na bosaka idzie w stronę salonu, jednak nie znajduje tam partnera. Kolejnym pomieszczeniem, do którego się kieruje jest sypialnia. Sebastian siedzi oparty o poduszki na ich łóżku i czyta. Jednak kiedy orientuje się, że już nie jest sam, podnosi wzrok i na jego twarzy pojawia się mały uśmiech.
-Cześć.- mówi.
Mark spogląda na swojego partnera, po czym po prostu podchodzi i siada na skraju łóżka. Nie patrzy na Sebę i tamtego to niepokoi. W końcu z ust młodszego z mężczyzn pada pytanie, którego Mark nie chce usłyszeć.
-Wywinie się, tak?- pyta młodszy.
-Nie pozwolę na to, Sebastian.- spogląda mu w oczy.- Próbują go uniewinnić na różne sposoby, ale im na to nie pozwolę. Nie pozwolę.- powtarza z desperacją w głosie. Tak, jest zdesperowany. I jeszcze jedna myśl chodzi mu po głowie, ale nie może się nią podzielić ze swoją drugą połową. Wie, że nigdy by mu na to nie pozwolił. 
***
Kiedy Emily zjawia się w jego domu z Julie, on siedzi przed laptopem. Uśmiecha się od razu, kiedy jego córka zjawia się w salonie, a na jego widok zaczyna biec. Zawsze, kiedy się chwilę nie widzą, niezależnie czy to dwie godziny, doba, czy dwie doby, ona reaguje w ten sam sposób. Po prostu biegnie do niego, po czym wtula się w jego ramiona. Uwielbia takie momenty. W takich chwilach, kiedy trzyma ją w ramionach i całuje jej pulchne policzki, ma wrażenie, że ma w ramionach cały swój świat.
-Jesteś.- mówi mu swoim dziecięcym głosem, sepleniąc nieznacznie, a on uśmiecha się jeszcze szerzej.
-Ja też tęskniłem kochanie.- mówi jej z czułością i bierze na kolana. Mała tuli się do niego jakby przynajmniej nie widziała go kilka dni, a przecież nie było go około 3 godziny. Mario spogląda na Emily, która patrzy na nich z uśmiechem.- No co?- pyta piłkarz.
-Córunia tatunia.- kwituje dziewczyna, a mała próbuje powtórzyć słowa swojej niani, co wychodzi jej przekomicznie więc wywołuje śmiech dwójki dorosłych osób będących z nią w pokoju. A kiedy śmiech znika, Mario spogląda na Emily.
-Pojedziesz z nami na zakupy?- pyta mężczyzna.-Julie potrzebuje nowe ubrania, niektóre przecież są już trochę małe, a ja... - patrzy na nią.- Pomożesz mi coś sensownego wybrać?- pyta.- Nie chcę tłumu pań nad Jull, wiesz, że tego nie lubi...
-Wiem.
-Proszę.
-Nie musisz prosić, oczywiście, że z wami pojadę, choć myślę, że mogę być zbędna, bo masz świetny gust i zawsze kupujesz jej ładne rzeczy.
-Tym razem potrzebuję kobiecej ręki.- mówi jej.
***
Zakupy z Mario okazują się niełatwą sprawą ponieważ wiele osób chce sobie zrobić z nim zdjęcie. Mario po chwili jest tym odrobinę zmęczony, ale nie odmawia. Nie chce być niemiły. Emily to nie przeszkadza, do momentu, w którym okazuje się, iż tych osób przebywa. Wtedy też mówi mu po cichu, że ona z Jull pójdzie wybrać kilka rzeczy, a on może dołączyć do nich za moment. Chłopak posyła jej przepraszający uśmiech. 
Kiedy Mario je znajduje, Emily akurat ogląda sukienkę dla jego córki. 
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wypowiada piłkarz jak już się zjawia.
-W porządku.- odpowiada.- Podoba ci się?- pyta pokazując sukienkę. Mario uśmiecha się, bo oczyma wyobraźni widzi w niej swoją córeczkę. Potem kupują ją wraz z innymi rzeczami dla Julie. 
***
Wkłada rzeczy do bagażnika, po czym odbiera Julie od Emily, aby posadzić małą do fotelika i przypiąć. Zaraz potem miejsce obok dziewczynki zajmuje niania, a on sam siada za kierownicę. 
Kiedy wyjeżdża z parkingu i włącza się do ruchu dzwoni jego telefon. Odbiera na głośnomówiącym ponieważ nie ma zestawu.
-No cześć Marco.- mówi.
-Cześć. Nie przeszkadzam?- pyta przyjaciel.
-Nie, spoko. co tam?
-Wychodzimy wieczorem.- mówi blondyn, a Mario nie za bardzo rozumie o co mu chodzi.
-Nie rozumiem.
-Idziemy do kina, za moment rezerwuję bilety dla sześciu osób.
-Marco mówisz zagadkami...
-Moi rodzice zajmą się dziećmi, a my wychodzimy. Zaraz zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że da się namówić. Do Agnes i Ricky'ego już dzwoniłem... Jull uwielbia moją mamę, więc myślę, że bez problemu zostanie, poza tym będą Cass i Olie więc nie będzie problemu... 
-Wszystko zaplanowałeś...
-Nie planowałem, to pełen spontan. Z planów nigdy nic nie wychodzi. Poza tym potrzebujemy wolnego wieczoru...
-Marco...
-Nie przyjmuję odmowy. Nie ma opcji. Jeszcze zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że nie ma planów...
-Emily cię słyszy, jest ze mną.- mówi Mario.
-To super, nie będę musiał ponownie tłumaczyć. Nie protestowała więc uznam, że ma ochotę z nami wyjść.- mówi blondyn. Mario spogląda w lusterko, a dziewczyna uśmiecha się. 
-Co ty na to Emi?- pyta jej Mario.
-Myślę, że to będzie miły wieczór.- pada odpowiedź, a Marco ją słyszy.
-I taka postawa mi się podoba!- kwituje.
-Marco, a jeśli Jull...
-Julie będzie grzeczna, nie pierwszy raz ma styczność z moimi rodzicami. Poradzą sobie. Nic jej nie będzie, nie martw się na zapas. Do zobaczenia. Zadzwonię jeszcze jak zarezerwuję bilety.
-Oki.
***
Ten wieczór zaczyna się w kinie. Marco oczywiście konsultował wybór filmu z zainteresowanymi. Film spełnia oczekiwania, jest tak dobry jak mówią recenzje. Po seansie idą na późną kolację do miłej knajpki.Jest dużo rozmów, żartów, śmiechu, anegdot. Bawią się świetnie, a Emily po raz kolejny przekonuje się jak wszyscy są bliskimi sobie ludźmi, jak dobrymi są przyjaciółmi. Lubi ich wszystkich. Akurat Marco prosi kelnerkę o rachunek, kiedy dzwoni telefon Ricky'ego. Chłopak spogląda na wyświetlacz.
-Kto to?- pyta Agnes kiedy widzi minę swojego mężczyzny.
-Seba...- odpowiada po czym odbiera.- Cześć Sebastian.
-Cześć. Przepraszam, że zawracam ci głowę, ale potrzebuję numer do twojego ojca. Zgubiliśmy wizytówkę.- tłumaczy pośpiesznie.- Muszę się z nim skontaktować.- dodaje.
-Co się stało?- pyta Ricky, bo słyszy ton głosu Sebastiana.
-Mark do niego poszedł i po prostu sam wymierzył sprawiedliwość.- odpowiada chłopak.- Myślę, że będzie potrzebował dobrego adwokata. Naprawdę dobrego.- dodaje.
-Pobił go?- zadaje pytanie, bo dociera do niego powaga sytuacji. 
-Twierdzi, że po prostu dał mu w pysk, ale nie wierzę, że tylko raz. Myślę, że na jednym razie się nie skończyło. 
-Dasz mi go?
-Zamknął się w łazience, chyba bierze prysznic. Pytałem kilkakrotnie, ale cały czas się zapierał, że go nie pobił.- mówi.- Jednak z drugiej strony on był wściekły. Była dziś w kancelarii, znów coś było nie tak, widziałem to, nie wiem dlaczego nie byłem czujny, mogłem zatrzymać go w domu...
-Spokojnie. Zadzwonię do mojego ojca, oczywiście zaraz wyślę ci też numer do niego i do adwokata. Wszystko będzie ok.
-Chciałbym... Mam dość tej sytuacji, sprawy i nie chcę, aby Mark miał kłopoty. Nie powinien był...
-Wiem, ale z drugiej strony nie dziwię mu się. Szczerze mówiąc tamten zasłużył na porządne lanie. Taka jest prawda Seba... Zaraz wysyłam numer. Trzymaj się.
-Dzięki.
Wysyła smsa, po czym wysyła również do ojca, krótko tłumacząc sytuację. A potem odkłada telefon. Widzi pytające spojrzenie przyjaciół i swojej drugiej połówki.
-Mark poszedł do kolesia, który pobił Sebę i mu przyłożył. Tylko Seba do końca nie wie ile razy. I myśli, że Mark może mieć poważne kłopoty, co jest wysoce prawdopodobne. Tamten tak tego nie zostawi...- tłumaczy.
-Nie dziwię mu się.- mówią Mario i Marco jednocześnie.- Sprawa utknęła w miejscu, więc puściły mu nerwy...
***
Rozstają się pod knajpą. Agnes i Ricky jadą do siebie, Nat i Marco wsiadają do taksówki i również jadą do domu. Emily i Mario idą na parking, gdzie mężczyzna zaparkował, Mario ma zamiar odwieźć Emily do domu, a potem wrócić do Reusów, ponieważ tam jest jego córka, która od jakiś 3 godzin śpi. Emily próbowała wytłumaczyć mu, że może wrócić taksówką, ale nie pozwolił jej. 
-Dziękuję, że z nami wyszłaś.- mówi jej Mario.
-To był przemiły wieczór.- uśmiecha się dziewczyna.- Lubię twoich przyjaciół...
-Oni są również twoimi przyjaciółmi.- poprawia ją piłkarz. Emily zdaje sobie sprawę, że po części tak jest. Oni są jej bliscy.
-Masz rację.- przyznaje.- Jak czasem przez przypadek można poznać tak wyjątkowe osoby...- zastanawia się głośno dziewczyna.
-Masz rację.- zgadza się z nią.
- Mam tylko nadzieję, że w tej sprawie, o której mówił Ricky, wszystko się ułoży...
-Nie jestem fanem przemocy, ale tamten koleś zasłużył na coś o wiele gorszego. Nie dość, że zrobił krzywdę Sebastianowi, to jeszcze próbuje za wszelką cenę uniknąć kary, a że ma wysoko postawionych znajomych tatusia, to mu się skutecznie udaje. Nie dziwię się, że Mark nie wytrzymał. Oby tylko nie wynikło z tego dla niego nic złego. Jednak wierzę, że jeśli tata Ricky'ego zajmie się sprawą, to sprawiedliwości stanie się zadość... On chce im pomóc, zrobi wszystko...
-Nie znam całej tej historii, nigdy nie pytałam... Ricky i Mark kiedyś...
-Byli razem, tak. Długo zresztą. To stara historia, niełatwa, ale to przeszłość. Każdy ruszył do przodu.
-Agnes nie jest zła, że Ricky angażuje się w sprawy byłego partnera? Nie boi się?
-Pewnie miała momenty niepewności, ale to minęło. Ona ufa Ricky'emu. Poza tym tamten związek to przeszłość. Oni mogli się zejść wiele razy, ale do tego nie doszło. Ricky pokochał Agnes, Mark ma Sebastiana... Jednak zanim doszli do tego momentu musieli przeżyć wiele trudnych chwil. Kiedyś pewnie poznasz całą tę historię. 
-Nie znam jeszcze wielu wątków waszego życia...- mówi dziewczyna.
-Masz tak wiele czasu, aby je poznać, Emi.- mówi Mario spoglądając na nią.
-Cieszę się, że mam czas.- wzdycha.
-Ja również, bardzo...- pada odpowiedź. Mario wyciąga prawą dłoń i kładzie ją na dłoni Emily. Ten dotyk trwa kilka chwil, ale dla Emily to cała wieczność.
***
Parkuje pod domem dziewczyny. Wysiada, obchodzi samochód, a potem otwiera Emily drzwi. 
-Dziękuję.- mówi jej.
-To ja dziękuję, bo mogłam spędzić czas w przemiłym towarzystwie.- odpowiada.
-Powtórzymy to niebawem, mam nadzieję.- patrzy na nią.- Miałem to zrobić wcześniej, ale nie zrobiłem tego, chciałem zapytać kiedy będziemy sami...- mówi, a ona nie ma pojęcia o czym mowa.- czy zechcesz towarzyszyć mi na klubowym bankiecie?- pyta patrząc jej w oczy.
-Zapraszasz mnie na klubowy bankiet?- dziwi się.- 
-Tak, bardzo bym chciał, abyś mi towarzyszyła.- powtarza.- Proszę powiedz tak.- dodaje. Emily przez chwilę trzyma go w niepewności, ale kiedy w końcu odpowiada "tak" Mario się uśmiecha.
***
Przepraszam za zwłokę ;)

4 komentarze:

  1. Oj,oj,oj! Zawsze mam banana na twarzy jak widzę nowy rozdział! I zawsze mam banana na twarzy jak czytam momenty Emily&Mario, innych oczywiście też uwielbiam, no ale tą parę kocham. I słodka Jull! I nie mogę doczekać się bankietu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bankiet niebawem :) Za moment zaczynam pracę nad kolejnym rozdziałem. Nie wiem jak mi pójdzie, ile to potrwa, ale będę się starać z całych sił, aby nie trwało bardzo długo. Myślę, że najpóźniej w święta coś się pojawi :)
      Nowość jest już na blogu o Samancie i Maxymilianie- jeszcze cieplutki rozdział, dodany przed momentem. Zapraszam jeśli tam też lubisz zaglądać. Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. O jest już rozdział 51!:D:D
    Chyba ani razu nie komentowałam tutaj, wiec czas by zacząć. Czytam od początku;) Smutek ze szczęściem...tyle emocji w tym blogu...wow.
    Pięknie piszesz.
    A co do rozdziału...to Mario sam siebie chyba oszukuje, że nic nie czuje do Emily...przyjaciółka?, podświadomie jak lubi bardziej:D Zaprosił na bankiet...chyba zaczął stawiać pierwsze kroki do tego by relacja ta nie pozostała tylko na płaszczyźnie przyjacielskiej:D
    Już się nie mogę doczekać kolejnych wydarzeń.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że czytasz, a jeszcze bardziej, iż w końcu zdecydowałaś się napisać komentarz :) Uwielbiam czytać co myślicie, więc jak widzę nowy komentarz, to naprawdę jestem zadowolona. Zapraszam też na inne blogi, jeśli masz ochotę oczywiście.
      A Mario? Mario po prostu powoli idzie do przodu, małymi kroczkami, ale do przodu. Co z tego wyniknie? Zobaczymy. Zarys tej historii mam w głowie, ale wiele może się wydarzyć :)
      Proszę komentuj częściej :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń