wtorek, 10 stycznia 2017

54.... but Love is love...

-Wiem, że się denerwujesz, ale wszystko będzie dobrze.- mówi mu Mark, kiedy siedzą i czekają na rozpoczęcie rozprawy. Sebastian faktycznie jest zestresowany, ale nie samą rozprawą, ale tym, że za moment zobaczy mężczyzn, którzy go pobili. Nie odpowiada na słowa Marka, po prostu patrzy na niego przez moment, a on kładzie mu dłoń na ramieniu, bo tego, co naprawdę chce zrobić, nie może, bo to nie jest czas ani miejsce na okazywanie uczuć. To, że wielu ludzi jest tolerancyjnych nie znaczy, że wszyscy są, poza tym budynek sądu zdecydowanie nie jest odpowiednim miejscem do manifestowania uczuć.
Chwilę później zostają wezwani do sali rozpraw.
***
To staje się trudniejsze w środku. On naprawdę stara się jak może, ale zdenerwowanie daje o sobie znać. Najpierw robi mu się gorąco, a zaraz potem zimno. Stara się skupić najpierw na tym co mówią adwokaci, potem nad odpowiedziami na pytania. Wtedy jeszcze się jakoś trzyma. To później, kiedy znów znajduje się na swoim miejscu, zaczyna się dziwnie czuć. Wtedy, kiedy główny sprawca jego pobicia, kolega z pracy, zaczyna składać wyjaśnienia i ubarwiać. To w niego uderza. Te kłamstwa i lekkość z jaką wypływają z ust napastnika. Zaczynają drżeć mu dłonie, robią się wilgotne. Wysycha mu też w ustach, więc bierze jedną z butelek wody mineralnej stojącej na stoliku, odkręca i upija kilka łyków. Czuje na sobie czyjś wzrok, więc spogląda na swojego partnera. Nie myli się, to Mark na niego patrzy, uważnie, jakby wiedział co się z nim dzieje. Jest pewien, że wie. Słucha kolejnych kłamstw i tłumaczeń, kiedy robi mu się niedobrze, a to jest już zły znak. Znów jest mu zimno, ma dreszcze. Nie chce wychodzić, ale kiedy nowa fala mdłości w niego uderza, po prostu nachyla się do swojego adwokata.
-Naprawdę źle się czuję.- szepce, a adwokat spogląda na niego. Widzi jak jest blady, więc informuje sąd o zaistniałej sytuacji.  Dwie minuty później Sebastianowi ledwo udaje się dobiec do sądowej toalety. Jak zjawia się tam Mark, Seba zwraca zawartość swojego żołądka do jednej z muszli klozetowych. A kiedy kończy z wdzięcznością odbiera od swojego partnera chusteczki i butelkę wody, którą płucze usta.
-Nie dam rady.- mówi kilka minut później.
-Dasz.- zapewnia go Mark.
-Nie.- patrzy niepewnie na mężczyznę.-Chcę wrócić do domu.- upiera się.- Nie mogę tego słuchać, nie zniosę tego.- mówi. Naprawdę nie jest w stanie wrócić na salę. Nie ma pojęcia kiedy stał się tak słaby, zawsze potrafił bowiem stawiać czoła wszelkim trudnym sytuacjom, teraz nie potrafi. Tej na pewno nie.
-Nie będziesz musiał.-odpowiada starszy.- Adwokat wytłumaczył co się stało, a sąd poprosił o opinię panią psycholog i nie musisz wracać do sali. Zostaniemy wezwani po zeznaniach oskarżonych.- mówi mu, a Sebastian wzdycha z ulgą.- Wystraszyłeś mnie.- mówi Mark kładąc dłoń na ramieniu kochanka.
-Przepraszam.- odpowiada młodszy.- Naprawdę przepraszam.- powtarza.-Starałem się rozproszyć, nie słuchać i nie skupiać na tym jak bardzo on kłamie. Ale nie potrafiłem...
-W porządku...
-Nie mogę na nich patrzeć.- wyznaje.- Nie mogę ich słuchać.- spuszcza głowę.- To silniejsze ode mnie, Mark.- dodaje.
-W porządku...
-Przepraszam, że jestem taki słaby...- mówi cicho, może odrobinę za cicho, ale po chwili sens słów Sebastiana dociera do Marka.
-Seba to w ten sposób o sobie myślisz?- pyta partner, ale odpowiedź nie nadchodzi ponieważ do toalety ktoś wchodzi. Mark odkłada tę rozmowę na później.
***
Spotykają się na placu zabaw. Mario i Emily już tam są, siedzą na jednej z ławeczek, a Marco, Natalie, Agnes i dzieci zjawiają się nieco później. To Oliver pierwszy zauważa Mario.
-Cześć.- mówią podchodząc.- Jakbyśmy się umawiali.- śmieje się Natalie.
Dzieci się bawią, a oni siedzą na ławeczce i obserwują gotowi interweniować gdyby coś złego się działo. Dzwoni komórka Agnes więc dziewczyna wstaje z ławki i odchodzi na bok, aby spokojnie odebrać. Kilka minut później wraca i znów siada obok Mario.
-To Ricky dzwonił?- pyta malarka.
-Tak. Wraca już do domu.- odpowiada agentka.
-Przyjedzie tu?
-Jedzie do domu. Musi wysłać artykuł redaktorowi. Zapomniał rano i zmył mu przed chwilą głowę przez telefon.- patrzy na Nat.- Jednak on był tak przejęty, że to nic dziwnego, że zapomniał.
-Mówił jak było na rozprawie?- pyta tym razem Marco.
-Nieciekawie.- odpowiada.-Sebastian przed wejściem na salę bardzo się denerwował, a potem...Ten koleś kłamał jak z nut.- mówi Agnes.
-Próbuje się wywinąć...- komentuje Mario.
-A potem... Sebastian źle się poczuł, a adwokat w porę zainterweniował i opuścił salę. Podobno strasznie wymiotował. .
-To na pewno ze stresu.-dodaje Marco.
-Tak, zdenerwował się. Wrócił na salę po zeznaniach oskarżonych na wniosek adwokata. Właściwie to był prawie koniec rozprawy. Następna za dwa tygodnie.- opowiada Agnes.-Ricky mówił, że Mark się martwi.  Seba jest strasznie zamknięty w sobie, czasem potrafi się nie odzywać pół dnia, gdzie wcześniej mu się to nie zdarzało. Odsuwa się od niego, a kiedy ten próbuje z nim rozmawiać, przeważnie prosi, aby dał mu spokój... Nie wychodzi z domu jeśli to nie jest naprawdę konieczne...
-Bo się boi...- komentuje Mario.-Ma na bank zespół stresu pourazowego, nie ma się co dziwić zresztą, bo to co się stało było traumatycznym przeżyciem i długo w nim zostanie.- odzywa się Mario.
-Tak, ma.
-To trudne funkcjonować normalnie jak te obrazy wracają ciągle. Trzeba się najpierw trochę z nimi uporać.- stwierdza szatyn.- On potrzebuje czasu, a Mark musi się uzbroić w cierpliwość..- patrzy na nich.- Najlepsze co może zrobić, to po prostu być. Wiecie dobrze o czym mówię, prawda?- pyta, a oni rozumieją, bo przecież przeszli z nim to wszystko, choć jego traumatycznym przeżyciem był wypadek i śmierć Ann.
-Masz rację.- stwierdza Agnes.
-Jasne, że mam.- patrzy na nich.- Siedzę tu przez moje dziecko, ale i przez Was.- mówi.- Do końca życia będę wam wdzięczny, za to, że byliście i wyciągnęliście mnie z domu, z łóżka...- mówi.- Seba też się podniesie. Po prostu to jest za świeże. On się boi, ja też bym się bał. To nie jest normalne, że wychodzisz z pracy i ktoś tłucze cię prawie na śmierć dlatego, że nie podoba mu się, iż w domu nie czeka na ciebie dziewczyna tylko facet, że nie kochasz kobiety, a mężczyznę. - twierdzi.
-Dokładnie. -zgadza się Emily.- Myślę, że ten lęk zostanie z nim na dłużej...
-Myślę, że to wszystko dopiero z niego tak naprawdę wychodzi. I Mark musi teraz na niego naprawdę uważać.- mówi Mario.
***
Sebastian bierze prysznic, kiedy on kończy robić kolację. Właściwie wszystko jest gotowe, mogliby już usiąść i jeść, ale jego partnera jeszcze nie ma. I spoglądając po raz kolejny na zegarek widzi, że jest pod prysznicem już ponad 20 minut. Postanawia poczekać jeszcze 5 minut. Zanosi wszystko na stolik, czeka. Nic się nie dzieje. Nadal słyszy szum płynącej wody. Nie może dłużej czekać.
Puka do drzwi łazienki, choć nic nie stałoby się gdyby po prostu wszedł, ale nie chce. Jednak kiedy nie słyszy odpowiedzi po prostu wchodzi do środka. Kabina jest zaparowana, Sebastian jest w środku. Staje pod nią.
-Seba wyjdź, proszę. Kolacja gotowa.- informuje go. Woda przestaje lecieć, a następnie Sebastian uchyla lekko drzwi.
-Podasz mi ręcznik?- pyta wystawiając dłoń.
-Jasne.- Mark podaje mu ręcznik. Nie wychodzi z łazienki. Po prostu stoi tam. Sebastian wychodzi z kabiny z owiniętym wokół bioder ręcznikiem. Staje na ręczniczku rozłożonym pod kabiną, po czym bierze drugi ręcznik i wyciera się.
-Wszystko w porządku?- pyta Mark lustrując go wzrokiem.
-Tak, w porządku.- pada odpowiedź, ale Mark wie, że nie jest w porządku. Widzi to kiedy spogląda na swojego partnera. Widzi, ale nic nie mówi, nie w tym momencie. Porozmawiają po kolacji.- Ubiorę się i przyjdę, oki?- mówi młodszy.
-Tak, oki.- Mark wychodzi. Sebastian zjawia się 5 minut później. Ma na sobie miękkie dresowe spodnie oraz bluzę swojego partnera. Siada na pufie przy niskim stoliku, na którym najczęściej jadają, choć mają taki normalny.
-Lubię tą bluzę.- mówi młodszy.- Nie gniewasz się, że znów ją wziąłem?- patrzy na Marka.- To jest twoja ulubiona, ale właściwie ostatnio to ci ją ciągle zabierałem...- Mark przerywa mu dotykając jego dłoni.
-W porządku.-mówi.- To nie tak, że pierwszy raz nosisz moje ubrania...- uśmiecha się.
-Pachną tobą...- kwituje Sebastian podnosząc wzrok. Mark znów się uśmiecha. 
-Smacznego.- mówi.
-Zrobiłeś lasagne.- zauważa kiedy w końcu spogląda na stolik i czuje zapach jedzenia.
-Bo lubisz. Chciałem ci sprawić przyjemność.- tłumaczy.- To nie był miły dzień więc chciałem zakończyć go w miły sposób, jedząc z tobą kolację. I chciałem aby ci smakowało.- stwierdza.
-Dziękuję.- mówi Sebastian nakładając sobie trochę potrawy. Jedzą. Kiedy chwilę później talerze są puste Sebastian podnosi się i chce zanieść je do kuchni, aby je umyć, ale Mark zatrzymuje go łapiąc go za nadgarstek.
-Zostaw.- nie pozwala mu wstać.
-Ty przygotowałeś kolację, ja pozmywam.- broni się młodszy.
-Zostaw to.-powtarza przytrzymując jego rękę.- Talerze są nieważne, Później posprzątamy. Porozmawiaj ze mną, Sebastian.- prosi.
-O czym?- pyta.- Ciągle rozmawiamy.- mówi.
-No własnie, że nie.- poprawia Mark.- Rozmawialiśmy, ale to się zmieniło, Seba. Teraz jesteś wycofany i zamknięty w sobie.- mówi mu.-A w sądzie...- patrzy na niego przez moment.- W sądzie przeprosiłeś mnie za to, że jesteś słaby...- przypomina mu.- To w ten sposób myślisz o sobie teraz?- pyta.- Myślisz, że to, iż się boisz oznacza, że jesteś słaby?- lustruje wzrokiem partnera, a ten nie patrzy na niego. Sebastian kręci głową.
-Nie chcę o tym rozmawiać.- znów chce wstać, ale i tym razem mu się nie udaje, bo Mark znów łapie go za dłoń, ale tym razem przesuwa się do niego, jest teraz blisko.
-Proszę cię.- mówi.- Seba, proszę.- powtarza.
Sebastian wzdycha po czym pozwala, aby ramiona Marka go objęły. Opera się o tors swojego partnera plecami, to jest miłe. Wie, że on czeka na to co powie, ale nie ma zamiaru mówić. Jeszcze nie. Najpierw zamyka oczy i po prostu stara się zrelaksować, bo przecież w tym momencie jest bezpieczny, nic mu nie grozi. Może odrzucić wszystkie złe myśli, które towarzyszą mu codziennie od tego zdarzenia.Tu nic mu nie grozi. Jest w  domu z osobą, na której mu bardzo zależy. Z osobą, którą kocha. To trwa kilka minut, kiedy coś przychodzi mu na myśl i musi zapytać o to Marka.
-Jakim cudem dostałeś dzień wolny?- odsuwa się tak, aby móc spojrzeć na swojego partnera. Mark jest zaskoczony pytaniem, ale jednocześnie też niespecjalnie chce odpowiedzieć, co Seba od razu zauważa.-Powiedz mi dlaczego zostałeś w domu po rozprawie skoro szef nie dał ci wolnego całego dnia?- precyzuje.- I chcę żebyś powiedział mi prawdę.- dodaje.
-Sebastian.
-Interesuje mnie prawda.- powtarza.- Dlaczego zostałeś ze mną w domu skoro miałeś iść do pracy, musiałeś iść do pracy, bo on się nie zgodził ?
-A co miałem zrobić?- odpowiada pytaniem na pytanie.- Miałem cię zostawić?- pyta.
-Po prostu nie poszedłeś?- patrzy na niego z przerażeniem w oczach.
-Zadzwoniłem, żeby z nim porozmawiać, wytłumaczyć...
-Nie chciał słuchać?
-Słuchał, ale potem się rozłączył.- odpowiada.- To nie ważne.- kwituje.- Nie zostawiłbym cię samego, nie  w takim stanie w jakim byłeś po powrocie z rozprawy... Nie ważne co zrobi mój szef, jesteś ważniejszy niż praca.- deklaruje, a Sebastian patrzy na niego, a potem znów wraca do poprzedniej pozycji, czyli przylega plecami do torsu partnera.
-Przeze mnie stracisz pracę.- mówi cicho.
-Nie stracę, nie zwolni mnie.- mówi pewnie.
-A jeśli?
-Nie martw się. Poradzę sobie. Nie o tym mieliśmy rozmawiać.- przypomina. Nastaje cisza. Trwa tylko chwilę. A potem w końcu Sebastian zaczyna mówić, a Mark wreszcie wszystko rozumie.
***
Dzwoni jego telefon więc wstaje z sofy i idzie do kuchni, bo właśnie tam podłączył go do ładownia. Odłącza i odbiera.
-Nie musisz mnie sprawdzać.- mówi od razu, bo dzwoni Mark, a on naprawdę myśli, że dzwoni aby sprawdzić czy z nim w porządku. 
-Nie sprawdzam cię, po prostu chciałem cię uprzedzić, że za chwilę do drzwi zadzwoni Ricky, bo jego tata podał jakiś dokument od adwokata. To ważne, a adwokat ma pilną sprawę więc nie będzie go w kancelarii a to trzeba podpisać.
-Przepraszam. Myślałem, że znów dzwonisz aby zapytać jak się czuję, czy w porządku itd.
-Pytam, bo mi na tobie zależy...
-Wiem, wybacz.- przeprasza.- Podpiszę te papiery.
-Oki. Kończę, bo jestem w pracy przecież. Do zobaczenia.- żegna się, choć chce zapytać czy na pewno w porządku. Jednak tego nie robi.
-Do zobaczenia.- pada odpowiedź.- Mark...
-Tak?
-Nic mi nie jest,- zapewnia młodszy, bo wie, że Mark chce zapytać. 
15 minut później słyszy dzwonek do drzwi więc otwiera i wpuszcza do mieszkania Ricky'ego. Podpisuje dokumenty, a potem robi herbatę i rozmawiają. I być może przed wyjściem Ricky zaprasza jego i Marka na kolację wieczorem, a on nie odmawia, bo może w końcu trzeba spróbować opuścić to bezpieczne lokum i być może warto zacząć wychodzić najpierw do osób, które są bezpieczne. Być może.
***
Zaskakuje go, kiedy mówi, że wychodzą wieczorem. Nie spodziewał się, że usłyszy taką wiadomość zaraz po zjawieniu się w domu, po pracy. Jednak się cieszy. 
-Gdzie wychodzimy?- pyta.
-Ricky zaprosił nas do nich na kolację.- odpowiada Sebastian.- Rozmawialiśmy chwilę jak przyjechał.- tłumaczy.- Naprawdę go lubię. 
-Byle nie bardziej niż mnie.- kwituje Mark. Sebastian wybucha śmiechem i to jest pierwszy raz od pobicia, kiedy tak się śmieje.
-Zazdrośnik!- komentuje Seba.
- Zazdrość w granicach przyzwoitości jest dobra.
-Na szczęście ty mieścisz się w granicach.- uśmiecha się.- I cieszę się, że jesteś zazdrosny, bo wiem, że ci zależy.-komentuje.
-Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mi zależy.- odpowiada Mark.
***
Pewnie będziecie narzekać, że mało Emily i Mario, ale cóż... tak wyszło. Sprawę trzeba było wyjaśnić :)

6 komentarzy:

  1. No cóż.. przeżyje trochę bez moich ulubionych bohaterów tego opowiadania dla Marka i Seby! Ich też nie da się nie lubić. :D <3 i pamiętaj że obiecałaś mi kiedyś, że "wyślesz ich na frytki". Chcę ich szczęśliwych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i mam nadzieję, że ten rozdział jest początkiem ich szczęścia bo oni na to zasługują po tych przykrych i ciężkich przeżyciach... #LetLoveWin

      Usuń
    2. Wyślę już niebawem 😀

      Usuń
  2. ( Drugi raz zdarzyło sie tak, że miałam napisany komentarz poczym kliknełam "wyloguj sie" a nie "opublikuj"- tak łatwo pomylić te ikonki) Ok, troche ponarzekałam, że tak mało Emily i Mario. Aczkolwiek trzeba czasem odpocząć i dać im czas;)
    Przyznaję się bez bicia...troche opuszczałam momenty gdzie był Seba i Mark, ostatnio jednak ogarnęłam kilka faktów więc mam nadzieje, że jestem na bieżąco.
    Przykre, że ludzie nie zajmują się swoim życiem tylko biją kogoś kto właśnie to swoje życie układa. No dolicha...każdy ma prawo być taką osobą jaką mu się podoba(oczywiście bez wkraczania na granicę drugich osób).
    Przecież to jest piękne, że nie ma dwóch takich samych ludzi, kobiet i mężczyźn. To, że każdy jest inny:D
    Absolutnie fantastycznie tytułujesz rozdziały...zawsze adekwatne do tego co dzieje się w rozdziale.
    but Love is Love<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Staram się jak mogę :)
      Ten rozdział nie mógł mieć innego tytułu. Love is love- tak właśnie myślę.

      Usuń
  3. Niby mało Mario i Emily, fakt, ale fajnie, że nie skupiasz się tylko na głownym wątku (bohaterze). Fajnie, że rozwijasz również te "poboczne". Do tego super podejście do człowieka. Nie należy ich oceniać po tym kogo kocha. Niestety nie każdy stosuje w swoim życiu takie zasady.
    Ale "Love is love"😙

    OdpowiedzUsuń