Śpiewa kołysankę tuląc do siebie małą dziewczynkę, która prawie zasypia. Małej zamykają się oczy, jednak co chwilkę jeszcze na kilka sekund zdarza jej się je otworzyć, dlatego też nie odkłada jej na razie do łóżeczka, oczekuje, aż dziecko zaśnie mocniej. W czasie gdy mała próbuje zasnąć, ona rozgląda się po pomieszczeniu, w którym się znajduje. To pokój dziecięcy. Ściany pomalowane są na jasno beżowy kolor, dwie z nich są w złote kropki. Zasłony są w ciemniejszym odcieniu beżowego, meble, znajdujące się w pokoju czyli komoda, łóżeczko, regał, mały stolik, na którym stoi lampka są w białym kolorze, natomiast tapicerka fotela, który również się tam znajduje jest w odcieniu beżu z kolorowymi, bladymi kropkami. Puchaty dywanik znajdujący się przed fotelem jest biały. Nad łóżeczkiem, na ścianie jest biały napis : Julie.
Na półkach dziewczyna zauważa ramki z fotografiami Julie. Powoli podchodzi do regału. Z ust dziewczynki wychodzi ciche westchnienie, na które jej opiekunka reaguje uśmiechem. Patrzy chwilę na dziecko, a potem przenosi wzrok na zdjęcia znajdujące się na półkach. Na niektórych z nich jest Julie w różnych momentach jej życia, począwszy od pierwszych dni po urodzeniu. Są tam również fotografie dziewczynki z Mario, a także z jego rodzicami, jego braćmi. Na jednym z nich Julie jest w ramionach kobiety, której dziewczyna nie zna. Nie zna również mężczyzny stojącego obok kobiety. Domyśla się, że muszą to być drudzy dziadkowie dziewczynki, a teściowie jej ojca. Domyśla się, nie jest pewna. Ogląda fotografie. W końcu na kolejnych dziewczyna zauważa Ann. Jest tam Ann w objęciach Mario, na plaży. Jest również uśmiechnięta Ann trzymająca swoje dłonie na sporych rozmiarów brzuchu. W końcu jedna z fotografii przedstawia rodziców dziewczynki. Jej mama leży na kocu z uniesioną bluzeczką tak, iż widać jej ciążowy brzuszek, na którym pomadką namalowane są oczy i wielki uśmiech, a który całuje leżący obok Mario. Obydwoje na zdjęciu promienieją. Od obydwojga bije niesamowita radość. Te fotografie są pełne kolorów, uczuć. Są po prostu piękne. I Emily patrząc na twarze, wtedy jeszcze przyszłych rodziców, może zobaczyć dokładnie jak bardzo wyczekiwanym i kochanym dzieckiem była Julie, oraz jak wielkie uczucie łączyło jej rodziców. To widać w sposobie w jaki na siebie patrzą. I w jej głowie pojawia się myśl, że chciałaby kiedyś być tak kochana jak była Ann i chciałaby kochać równie mocno.
***
Pod prysznicem, a także po wyjściu z kabiny ciągle myśli o swojej córeczce. To jej pora drzemki, ale tym razem to nie on jest przy niej, to nie on stara się sprawić, by zasnęła. Jest w domu, ale z jej córeczką jest osoba, która ma się nią zajmować, kiedy on, albo jego rodzice nie mogą. Osoba, która ma być opiekunką Julie, jej nianią. Tak, zatrudnił w końcu opiekunkę. Nie zatrudnił żadnej pani polecanej przez agencję, która miała znaleźć odpowiednią kandydatkę. Oczywiście owe biuro wywiązało się ze zobowiązania, to po prostu on nikogo nie wybrał pośród potencjalnych kandydatów stamtąd. Pomimo tego znalazł. Właściwie to był przypadek, właściwie nie ma pojęcia jak to się stało, że padła taka propozycja, a on po prostu zgodził się na próbę. Nie ma pojęcia jak to będzie, jak Julie będzie się zachowywać, jednak z drugiej strony wie, że osoba, która obecnie znajduje się w pokoju dziecięcym z jego córką, jest godna zaufania, nie jest nieznana, zresztą jego córka w jakiś sobie wiadomy sposób ją sobie sama wybrała, bo przecież to nie pierwsze ich spotkanie...
Szatyn przygotowuje się do wyjścia do klubu. Ma spotkać się z fizjoterapeutą, a także z klubowym psychologiem. I to jest dla niego dziwne, że ma czas i może spokojnie wziąć prysznic, spokojnie się ubrać, ponieważ ostatnimi czasy nie miał takiej możliwości, ponieważ Julie miewała swoje humory. Czasem, choć chciało jej się spać, to nie zasnęła, więc zostawiając ją w kojcu praktycznie biegiem udawał się do łazienki, po czym brał kilkuminutowy prysznic, właściwie polegający na namydleniu ciała i spłukaniu. Teraz ma czas, ale to dziwne. Odwykł od tego, że może coś zrobić spokojnie, z małym dzieckiem nie można mieć zbyt wiele wolnego czasu.
***
Wpatruje się w śpiącą dziewczynkę. Zasnęła już kilkanaście minut temu, ona, zaraz po odłożeniu dziecka schowała poprasowane ubranka do komody, rozkładając je odpowiednio na półkach, posprzątała zabawki, które dziewczynka zdążyła porozrzucać podczas zabawy przed snem. Miała już wziąć butelkę i wyjść, jednak jeszcze postanowiła chwilkę na nią popatrzeć.
Nawet nie słyszy jak w pokoju zjawia się jeszcze jedna osoba. Mężczyzna staje w drzwiach, patrzy na dziewczynę stojącą przy łóżeczku jego córki. Nie widzi jej twarzy, ale jest pewien, iż się uśmiecha. Nie można się nie uśmiechać patrząc na śpiącą Julie. Nie można też przestać na nią patrzeć. I nie myśli tak bynajmniej dlatego, iż dziewczynka śpiąca w łóżeczku jest jego córeczką. Myśli tak ponieważ takie małe dzieci są po prostu najsłodszymi istotami na świecie. I on od zawsze uwielbiał dzieci, mógł godzinami się z nimi bawić, mógł też godzinami na nie patrzeć. Odkąd ma Julie, może to robić kiedy tylko ma na to ochotę. I korzysta z tego przywileju.
Postanawia podejść więc to robi. Kiedy staje przy dziewczynie zauważa, iż się nie mylił. Na jej twarzy faktycznie gości uśmiech:
-Zasnęła bez problemu?- pyta piłkarz.
-Wątpiłeś w moje umiejętności?- odpowiada pytaniem na pytaniem dziewczyna.
-Szczerze, to nie.- spogląda na nią.- Moja córeczka naprawdę lubi twoje towarzystwo. Ona sama właściwie ciebie wybrała.- dodaje.
-Cieszę się.- dziewczyna spogląda na niego. Chłopak ma na sobie spodnie dresowe, a także biały t-shirt, na który ma narzuconą bluzę. Jego włosy są jeszcze mokre, co wskazuje, iż przed chwilą wyszedł spod prysznica. -Jedziesz już do klubu?-pyta.
-Tak, za chwilę.- pada odpowiedź.- Mam jeszcze chwilę, po prostu za wcześnie się przygotowałem.
-Nagle masz więcej czasu.- uśmiecha się dziewczyna.
-Za dużo. To naprawdę komfort móc wejść pod prysznic o tej porze i móc spokojnie pod nim chwilę postać.
-Domyślam się. Korzystaj z tego.
-Mam zamiar, choć nie zamierzam korzystać w nadmiarze.- tłumaczy.- Myślę, że ona tak zawładnęła moim sercem, że nie będę w stanie zostawić ją na dłużej, niż to będzie konieczne.- mówi piłkarz.
-Niektórzy rodzice myślą inaczej, korzystają z wolnego czasu ile mogą. Nie mówię, że to jest złe, każdy potrzebuje odpocząć, zrelaksować się, zrobić coś dla siebie...
-Tak, ale niektórzy robią to kosztem dzieci. Ja tak nie chcę.
-Myślę, że Jull nie będzie miała takiego problemu. - uśmiecha się.
***
Ten czas, kiedy są same spędzają na zabawie. Kiedy tylko Julie się budzi, zaraz po przewinięciu jej, a potem nakarmieniu, poświęca na zabawę z nią. Zaskakuje ją to, że mała nie jest marudna bez taty, ponieważ mama piłkarza uprzedzała ją, iż taka czasami bywa, kiedy budzi się i nie ma Mario w zasięgu wzroku. Okazuje się, iż albo dziewczynka ma jeden z tych lepszych dni, albo po prostu dziewczynka faktycznie bardzo ją lubi.
W domu pojawiają się rodzice piłkarza i on sam jednocześnie. I kiedy wchodzą, już w drzwiach mogą usłyszeć śmiech Julie, a także śmiejącą się w głos Emily.
I na ustach całej trójki pojawiają się uśmiechy.
***
-I jak radzi sobie Emily?- pyta Natalie, która siedzi na tarasie, obok swojego męża, a na przeciwko siedzi Mario.
-Świetnie.-pada odpowiedź.- Jull, kiedy wróciliśmy śmiała się w głos.- mówi.- Stanęliśmy w przedpokoju, bo przyjechaliśmy do domu równocześnie, ja i moi rodzice, a one po prostu się śmiały.- patrzy na nich, a jego oczy błyszczą.- Uwielbiam jak Julie się śmieje.
-Czyli Emily była dobrym wyborem?- dopytuje Nat.
-Najlepszym.- kwituje Marco.- Nie jest obcą zupełnie osobą, kocha dzieci, ma do nich podejście, poza tym jest pewna, przecież to córka Alice.
-Gdyby to nie była Emily, to pewnie bym nikogo nie wybrał. Nie miałem przekonania co do tych kobiet proponowanych przez agencję. Nic do nich nie mam, ale nie zostawiłbym Jull z zupełnie obcą osobą, osobą, o której nic nie wiem.
-Nie dziwię się, bo ja też bym tego nie zrobił z Olim lub Cass.- mówi Marco, a Natalie uśmiecha się.- No co?
-Nic, po prostu niektóre pary zatrudniają opiekunki, których nie znają.
-Tak jest, podziwiam tych rodziców. Ja bym nie potrafił.
-Bo sytuacja cię do tego nie zmusiła. Nas też nie. Jednak nie wszyscy mają rodzinę przy sobie.
-Ann byłaby jeszcze bardziej przeciwna.
-Myślę, że Ann przez dłuższy czas odłożyłaby na bok swoje ambicje zawodowe.
-Tak planowała. Odkąd pamiętam modeling był dla niej czymś naprawdę ważnym. Przez chwilę nawet wydawało mi się, że być może nie będzie chciała za wcześnie zrezygnować z kariery, by urodzić. Potem, kiedy poroniła tak bardzo przeżyliśmy tę stratę, choć wtedy nie planowaliśmy dziecka. Julie też nie była planowana, jednak była za to bardzo wyczekiwanym maleństwem. I odkąd Ann mi powiedziała, odkąd o tym rozmawialiśmy, to od razu zaznaczała, że zamierza poświęcić się Julie, nie chce być nieobecną mamą robiącą karierę. Chciała przerwy, obydwoje chcieliśmy, by Julie nie była dzieckiem wychowywanym od początku przez nianie. I wiem, że byłaby szczęśliwa mogąc poświęcić jej cały swój czas i uwagę.- mówi szatyn ze smutkiem słyszalnym w głosie.- Nie chciałaby niani, na pewno przez długi czas.
-Myślę, że tak by było. Poza tym wiesz co myślę?- powiedziała Nat.
-Co?
-Jeśli już, po pewnym czasie, zdecydowałaby się na kogoś, to z pewnością nie byłaby to młoda, atrakcyjna dziewczyna.- Nat uśmiecha się znacząco, więc Mario od razu wie o co jej chodzi, zresztą Marco też.
-To byłaby zdecydowanie pani dużo starsza od Ciebie.- dodaje Marco.-Twoja żona bez wątpienia ci ufała, jednak na pewno nie zgodziłaby się, by atrakcyjna dziewczyna w twoim wieku kręciła się po waszym domu.
Mario uśmiecha się, bo wyobraża sobie w tym momencie swoją żonę. Natalie i Marco mają rację. Ann była zazdrosna, co potrafiła też pokazać. Broniła zaciekle wszystkiego co było jej, a on zdecydowanie był jej. Była jego ukochaną zazdrośnicą. Tylko jego. I choć czasem jego najpierw dziewczyna, a potem żona, pomimo tego, iż ufała mu, to jednak w pewnych sytuacjach nie potrafiła utrzymać swojej zazdrości w sobie, to jednak kochał ją najbardziej na świecie. Właściwie to nie powinien myśleć w czasie przeszłym, bo on nadal kocha ją najbardziej na świecie. I nie wyobraża sobie, żeby kiedykolwiek nadszedł moment, by pokochał jakąkolwiek inną kobietę tak samo jak kochał Ann. Ba, on nie wyobraża sobie, by w ogóle jeszcze kiedykolwiek mógł zakochać się w kimś innym, niż jego żona. Jest pewien, że do tego nie dojdzie. To niemożliwe.
***
Tuli swoją żonę do siebie rysując palcami jakieś abstrakcyjne wzory na jej nagich plecach. Obydwoje milczą. W domu jest cisza, ich pociechy śpią. W którymś momencie ciszę przerywają słowa Natalie.
-Myślisz, że Mario jest w stanie... Nie mówię, ze teraz, albo w najbliższym czasie, ale kiedyś... Jest w stanie pokochać jakąś inną kobietę?- pyta.
Jej słowa sprawiają, że się zastanawia. Milczy, milczy dość długo, a ona nie ponawia pytania, ponieważ sama myśli, czy po takiej miłości, jaką darzył i darzy Mario, Ann jest możliwe, by kiedykolwiek obdarzyć podobnym uczuciem kogoś innego.
-Nie wiem, kochanie.- Marco w końcu odpowiada.- Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Wiesz... tak się zastanawiam czy byłbym w stanie pokochać inną kobietę oprócz ciebie... Gdybym był na miejscu Mario.- zastanawia się.- Myślę, że to niemożliwe, Nat.- spogląda na nią wkładając palce w jej włosy i przeczesując je delikatnie.- Nie jesteśmy w takiej sytuacji i modlę się, byśmy nie musieli przeżywać tego, co nasz przyjaciel. Jednak nie potrafię sobie wyobrazić kogoś innego na twoim miejscu. Nie jestem w stanie.- powtarza.- Kocham cię całym sobą, każdą nawet najmniejszą częścią mnie. Podobnie było i jest z Mario... Bardzo bym chciał, aby kiedyś, znalazł szczęście u boku innej osoby, by pokochał inną kobietę, ponieważ Ann odeszła, a przed nim całe życie. Nie chciałbym, by był sam, jednak z drugiej strony wiem, że dopuszczenie do swojego serca miłości, w takim przypadku jest naprawdę trudne. Nie jestem w jego skórze, ale nie wyobrażam sobie tego. Poza tym myślę, iż kiedy kocha się tak mocno i prawdziwie, kiedy poznasz już smak takiej miłości, tak wyjątkowej, wielkiej i niepowtarzalnej, to potem pragnie się już tylko takiego uczucia, tak wielkiego, tak prawdziwego i porównuje się, a prawda jest taka, że nie ma dwóch identycznych osób. Mario w żadnej kobiecie już nie odnajdzie Ann. A on pragnie Ann, myślę, że od zawsze jej pragnął i odkąd pamiętam to ją kochał. Ich miłość była wyjątkowa i niepowtarzalna, taka jak jest nasza. Boję się, że nie spotka drugiej osoby, którą obdarzy takim uczuciem, choć życzę mu z całego serca, by spotkał. Zasługuje na to. - Natalie chłonie każde słowo z ust swojego męża. I zgadza się z nim. Ona też nie wyobraża sobie innego mężczyzny u swojego boku niż Marco. I wcale nie dziwi się Mario.
***
Witajcie po długiej przerwie.
Przepraszam za milczenie i nieobecność. Naprawdę mam sporo na głowie i brakuje mi czasu i często sił i skupienia, by coś napisać i dodać. Jednak dziś coś tam naskrobałam więc postanowiłam wrzucić. Ostrzegam, że tekst nie jest sprawdzany, więc literówki pewnie będą na porządku dziennym.
Pokażcie mi proszę, że czytacie. Skomentujcie. Bardzo mi zależy na Waszych opiniach. Naprawdę na nie czekam. I ogromnie cieszy mnie każde słowo, które piszecie. Dziękuję tym, którzy zechcą poświęcić minutę na komentarz.
Pozdrawiam i myślę, że tak długa przerwa już się nie zdarzy.