niedziela, 24 lipca 2016

40.Fundacja...

Studenci zebrani w auli uniwersytetu oczekują na rozpoczęcie. To ma być wyjątkowe spotkanie. To nie wykład, w każdym razie nie taki normalny, typowy. Niektórzy ze zgromadzonych rozglądają się. Najbardziej płeć piękna. W końcu niebawem ma pojawić się jeden z najlepszych piłkarzy w Niemczech. Bo choć jeszcze jakiś czas wcześniej jego kariera była w martwym punkcie, a forma jego samego pozostawiała wiele do życzenia, to obecnie nie można już powiedzieć tego samego. Bo on wrócił, wrócił nie tylko do piłki, do dawnego klubu, do formy. Wrócił i zajął należne mu miejsce zarówno w BvB, na boisku, wrócił również do serc kibiców. Znów jest na ustach dziennikarzy, znów pojawia się w rankingach najlepszych, znów jest " na fali." 
Jest przystojny i do tego wolny- takie myśli kłębią się w głowach niektórych ze studentek. 
-Myślisz, że po wykładzie będzie można podejść i zrobić sobie z nim zdjęcie?- pyta jedna blond-włosa studentka trzeciego roku swojej koleżanki siedzącej obok niej.- Wiesz... Normalnie podobno nie ma problemu, kiedy spotkasz go na ulicy, ale dziś jest tak dużo ludzi więc wiesz... może nic z tego.- dodaje.
-Myślę, że dzisiaj dostać się do niego to raczej nierealne.-odpowiada przyjaciółka uśmiechając się.- Masz naprawdę mega świra na jego punkcie.- śmieje się.
-Nie przesadzaj.-odpowiada tamta.- Kto tutaj nie chciałby z nim fotki lub chociaż zamienić z nim kilka zdań. Nie chciałabyś?- pyta.
-Hmm... Właściwie to mogłabym, ale to nie jest jakoś moim priorytetem dzisiaj. Przyszłam, bo po prostu jego inicjatywa, ta fundacja jest czymś wyjątkowym. Temat mnie głównie interesuje. To co robi jest potrzebne.- tłumaczy.
-Mnie też, ale nie mogę zauważyć, że jest też mega przystojnym kolesiem, do tego wolnym.- uśmiecha się koleżanka.-Jego żona była szczęściarą i jego przyszła partnerka też nią będzie...
-Chciałabyś prawda?
-A ty nie?
-Nie, mam już faceta, którego kocham.- odpowiada.
-A ja nie mam.- mówi koleżanka.- I choć mało prawdopodobne by udało mi się z nim pogadać w tym tłumie, ale pomarzyć można przecież...- mruga do koleżanki i obydwie się śmieją. Nie mówią nic więcej ponieważ  zaczyna przemawiać prorektor więc wszyscy milkną.
-Witam państwa.- wita się.- Za chwilę rozpocznie się spotkanie poświęcone „ transplantologii”. I od razu uprzedzam, że będzie to nietypowe spotkanie. Dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą mówię, iż nie będzie wykładem lekarzy wykonujących zabiegi, natomiast za chwilę pojawią się osoby pracujące w Fundacji Ann Gotze, która to działa, by dotrzeć do jak największej liczby osób i szerzyć ideę podpisywania deklaracji zostania dawcą organów. Te działania jak sami rozumiecie są bardzo potrzebne w dzisiejszym czasie. Dlatego cieszymy się, że możemy gościć przedstawicieli fundacji. Dziękujemy za przyjęcie zaproszenia. Zapraszam przedstawicieli fundacji, oraz jej założyciela – Mario Gotze.- mówi po czym odsuwa się od mikrofonu. I właśnie wtedy na auli pojawia się piłkarz. Ubrany w ciemne spodnie, markowe buty sportowe oraz granatową koszulę podkreślającą jego szczupłą sylwetkę. Nie pojawia się sam. Obok niego staje szczupła blondynka. I teraz wzrok panów na auli skupia się właśnie na niej. Bez wątpienia można powiedzieć, że dziewczyna jest piękna. Piłkarz dostaje mikrofon, dziewczyna siada na krześle, a on zaczyna mówić:
-Witam serdecznie.- najpierw się wita rozglądając się po auli, na której jest naprawdę tłum.- Na początku powiem Wam, że bardzo, ale to bardzo cieszę się, że przybyliście tak licznie. Dziękuję.- mówi, a potem kontynuuje.- Mam na imię Mario.- przedstawia się, choć to właściwie formalność, bo przecież wszyscy go znają.- Bardzo mi miło, że władze uczelni zaprosiły nas na to spotkanie. Dziękuję bardzo serdecznie w tym miejscu.- mówi patrząc w stronę prorektora, który kiwa głową w odpowiedzi.-Nie będę mówił dużo, chyba, że zechcecie. Zacznę może od początku. Ideę fundacji znacie, to jest jasne. Założyłem ją z moją żoną- jeszcze obydwoje wypełnialiśmy dokumenty. Wiadomo- biurokracja- trochę trwają procedury. Zawiozłem dokumenty do urzędu i mieliśmy czekać.- zaczyna opowiadać.- Plan był taki, że na dobre, po uzyskaniu wpisów fundacja miała zacząć aktywnie działać po narodzinach naszego dziecka.- robi krótką przerwę, ponieważ ten temat nadal sprawia mu trudność, ból, choć stara się tego nie okazywać.- Niestety jak wiecie, a może nie wiecie – mieliśmy wypadek samochodowy, w którym moja żona ucierpiała na tyle poważnie, że zmarła kilka dni później.- znów robi kilkusekundową przerwę.- Jednak wiem jak bardzo marzyła o tym, by szerzyć ideę bycia dawcą, ona sama podpisała deklarację, ja zresztą też, dlatego postanowiłem , że spełnię to marzenie.Od wypadku minęło sporo czasu,trochę to trwało, ale jestem już na dobrej drodze.Musiałem się po prostu pozbierać. To właściwie pierwsze tak duże spotkanie. I po raz pierwszy powiem o pewnym fakcie, o którym,do tej pory wie jedynie kilka osób.- mówi patrząc na studentów. Słuchają naprawdę z zainteresowaniem.-Moja żona uratowała komuś życie.- wyjawia i znów przez moment milczy. Te słowa wzbudzają większe zainteresowanie ponieważ nikt nie znał tego faktu, nikt, oprócz najbliższych osób, bo tylko bliskim sobie osobom powiedział.Jej organy zostały przeszczepione, a jej serce bije teraz w ciele kogoś innego.-wyjawia, a na sali rozlegają się oklaski .  Co czuje w tym momencie? Jest szczęśliwy. Bo jego Ann nie odeszła całkiem, jej serce bije dla kogoś innego. Nie wie dla kogo, dopiero po 2 latach można poznać dane biorcy i dawcy. Nie jest to dla niego ważne. Najważniejsze jest to, że spełnił życzenie żony. Kiedy brawa cichną on kontynuuje:
-Pewnie zastanawiacie się dlaczego zataiłem ten fakt? Szczerze… nie byłem w stanie o tym mówić. Nie chciałem odpowiadać na pytania dziennikarzy. Nie mogłem, nie chciałem i nie umiałem. Wierzcie mi, że ta decyzja była najtrudniejszą decyzją w moim życiu. Deklaracji nie było pod ręką, a ja jako jej mąż musiałem zdecydować czy się zgadzam. Nie łatwo powiedzieć „ Tak” w takim momencie. Nic w takiej chwili nie jest łątwe, wierzcie mi. Obyście nie musieli się o tym przekonać.- mówi.-Faktem jest jednak, że serce mojej żony bije dla kogoś innego. Nie znam tożsamości, nie wiem czy będę zabiegał, by ją po 2 latach poznać- trzeba odczekać 2 lata, ale powiem wam, że jestem szczęśliwy. Gdybym się nie zgodził i tak musiałbym zdecydować w którymś momencie o odłączeniu od aparatury. Nie miała szans się wybudzić, a tak miała szansę uratować komuś życie. Tak jak chciała- zrobiła to.- przerywa, bo właściwie powiedział już wszystko co najważniejsze.- I jestem tutaj, by was przekonać, byście pomyśleli o tym czy nie chcielibyście dać komuś szansy, cząstki siebie w przypadku, gdyby wasze życie z jakiegoś powodu zgasło. Przecież zdarzają się różne sytuacje, wypadki. Nie zawsze można pobrać organy, ale są sytuacje kiedy można, kiedy pomimo, że czyjeś życie się kończy, życie kogoś innego może trwać. Można dać komuś czas, którego sam nie ma. Można. Wiem to. Zastanówcie się nad tym. Nie musicie dziś podpisać deklaracji. Nie musicie wcale. To wasza decyzja. Ale zastanówcie się. Bo warto.- mówi.-Można zadawać pytania,a za moment jeszcze Emily powie wam jeszcze coś.-kończy.
Po chwili słyszy głos dziewczyny:
-Kto przyszedł i zadał to pytanie czy pan się zgadza?-pojawia się pierwsze pytanie  z czego się cieszy.
-Szef kliniki.-odpowiada, po czym rozwija temat.-Ja nie od razu dowiedziałem się, że moja żona ma tak poważne obrażenia, że leży pod respiratorem. Długo byłem nieprzytomny. Późno się dowiedziałem. Czekano, aż będę w stanie usłyszeć najpierw takie informacje, a dopiero później takie pytanie. Nie wyglądało to natomiast tak , że wszedł lekarz, powiedział mi, że moja żona jest prawie martwa i czy zgodzę się na pobranie od niej organów. Nie. Szef kliniki zachował się naprawdę profesjonalnie. Rozmawiał ze mną spokojnie, tłumaczył. Powiedział jeszcze zdanie, które zapadło mi w pamięć najbardziej. Stwierdził, że gdyby mógł w jakiś sposób uratować moją żonę, sprawić, by się obudziła to on na pewno by to zrobił. Był szczery. Naprawdę. Lekarz z powołania. Dla niego Ann nie była jakąś tam pacjentką, którąś z kolei, numerkiem… Nie powiedział mi „przecież ona już jest martwa, jest roślinką”. Nic takiego nie usłyszałem. Zostawił mnie z tym. Nie nalegał, nie naciskał. Dał czas. A ja już jak wychodził wiedziałem co zrobię. Musiałem to tylko przepłakać.-wyznaje szczerze.
-Miał pan czas się pożegnać?-pada kolejne pytanie.
-Tak. Miałem sporo czasu. Mało tego. Moja córeczka ma zdjęcie z rodzicami. Ma zdjęcie z mamą. Nie odmówiono mi, kiedy zapytałem czy jest możliwość przywiezienia Julie do Ann- przerywa. Ten obraz nagle staje mu przed oczyma. Pamięta wszystko sekunda po sekundzie, minuta po minucie. Jest pewien, że ten obraz nigdy już nie zblaknie w jego pamięci. Po chwili kontynuuje- Chciałem, by choć przez chwilę była blisko. Była.- kończy.
-A po operacji?-dopytuje ta sama dziewczyna.- Po pobraniu organów?- precyzuje.
-Miała na ciele ranę- normalnie, można powiedzieć ładnie zszytą.-odpowiada.- Potraktowano ją z szacunkiem. Mogłem ją zobaczyć. Nikt nie przeszkadzał, nie wyganiał, nie pospieszał. Obchodzono się z nami jak z jajkiem. Tak tam traktują ludzi. Tak to wygląda. Jest możliwość rozmowy z psychologiem. Nie skorzystałem z niej. Wtedy nie chciałem, nie mogłem, nie byłem w stanie,  zresztą miałem przy sobie bliskich- moich rodziców oraz Natalie i Marco.- kończy swoją wypowiedź. Pada jeszcze kilka innych pytań, na które on chętnie odpowiada, ale głównie o funkcjonowanie fundacji, o to kto w niej pracuje. O wolontariacie. Kiedy nastaje cisza, po dłuższej chwili chłopak mówi:
-Skoro w tym momencie nie macie pytań, obiecuję, że jeszcze na końcu będzie można je zadawać jeśli jakieś się pojawią, to Emily coś wam opowie. Opowie o cudzie jaki zdarzył się w jej życiu.- mówi po czym zwraca się w jej stronę, a ona wstaje z krzesła, pochodzi po czym odbiera od niego mikrofon. Piłkarz zajmuje miejsce na krzesełku.
-Nie wiem czy jestem w stanie mówić…- to są pierwsze słowa, które wypływają z ust dziewczyny, po czym ona bierze głęboki oddech.- Mam na imię Emily. Skąd wzięlam się w fundacji i dlaczego dowiecie się za moment. Kim jestem? Studentką, tak jak wy, choć na urlopie dziekańskim, który musiałam wziąć przymusowo. Ale o tym dlaczego, też za moment.- mówi po czym się uśmiecha.- Na początek powiem, że podziwiam go.- patrzy na Mario po wypowiedzeniu tych słów, a on patrzy na nią.-Naprawdę podziwiam. Mówię to wam, bo on słychszał to ode mnie już wiele razy i doskonale o tym wie.- Już na niego nie patrzy, a on słucha skupiony i obserwuje reakcje ludzi na sali.- Nie wiem czy bym się z takiego czegoś podniosła i potrafiła o tym mówić.- przyznaje dziewczyna boleśnie szczerze.- To piękne, ale jakże trudne i bolesne.- dodaje i robi kilku-sekundową przerwę.- Powiem wam, że  dzięki takim ludziom jak Ann i Mario i innym ja żyję.- wyznaje.- Bo mogło mnie tu dziś w ogóle nie być.- mówi patrząc na studentów, którzy słuchają skupieni na jej słowach. Na sali panuje wielka cisza.- Gdzieś wśród rodzin i samych dawców jest ktoś, kto podpisał deklarację albo zgodę i dziś, dzięki tej decyzji, w mojej klatce piersiowej może bić nowe serce. - mówi to po raz pierwszy tylu osobom na raz.- Ktoś, kto sam umierając podarował mi życie.- dodaje.-Pomyślcie. Ktoś płakał, przeżywał stratę, by moi rodzice mogli się śmiać i mieć nadzieję, ktoś żegnał, bym ja mogła witać życie… nowe życie. Czyjś czas się skończył, by mój mógł dalej biec. Ktoś podarował mi wiele lat. Lat, które wykorzystam najlepiej jak będę potrafiła. Lat, których nie zmarnuję na głupoty. Lat, w czasie trwania których mam zamiar być szczęśliwa. Lat, które wykorzystam również na to, by  namawiać ludzi, aby zechcieli komuś podarować nowe życie , w momencie jak ich z jakiegoś powodu będzie dobiegać końca. Bo to ważne.- mówi po czym na moment przerywa, by pozbierać myśli. A potem znów kontynuuje.-Słuchacie mnie i pewnie zastanawiacie się czy długo chorowałam. Wyobraźcie sobie, że miałam grypę. Problemy z sercem były jej powikłaniem. Na początki nic nie wróżyło, aż takich kłopotów. A potem to przerodziło się w bardzo poważne problemy. Mówię w wielkim skrócie.- tłumaczy.-W końcu byłam przykuta do łóżka. I dostałam wyrok- albo przeszczep, albo śmierć. Moje serce słabło w szybkim tempie. I nie było dawcy. Wiecie o czym w pewnym momencie marzyłam?- zadaje to pytanie obserwując twarze ludzi.- Kiedy widziałam słońce za oknem chciałam na nie po prostu wyjść. Przypominałam sobie miejsca, w których byłam i chciałam tam wrócić. Ale bałam się, że nie zdążę. Tak bardzo się bałam.- przyznaje i choć stara się jak może nie okazywać emocji, to Mario wyłapuje delikatne drżenie jej głosu, przecież zna ją lepiej niż wszystkie osoby zebrane na sali. Obserwuje ją gotowy w każdej chwili zareagować gdyby jednak emocje wzięły górę nad opanowaniem Emily.- Starałam się nie płakać przy rodzicach, ale wylałam wiele łez. Oni zapewne też za drzwiami mojego pokoju. Naprawdę były sporadyczne przypadki, kiedy któreś z nich uroniło łzę przy mnie. Nie chcieli mnie martwić dodatkowo, ale ja wiedziałam. Łzy to normalna reakcja w takich sytuacjach, w trudnych sytuacjach. Łzy pomagają, oczyszczają.- tłumaczy.- I kiedy już naprawdę nie miałam wiele czasu, ale ciągle jakoś podświadomie mieliśmy iskrę nadziei, przyszedł profesor i powiedział słowa, na które tak czekałam. Że stał się cud. Wiecie co sobie najpierw pomyślałam? Podziękowałam Bogu, za tę osobę, której serce będę nosić w sobie, które dla mnie będzie biło. I pomyślałam o jej rodzinie. I wyobraźcie sobie, że nie potrafiłam się tak naprawdę szczerze ucieszyć.Bo oni cierpieli.- tłumaczy.- Jak widać, wygrałam życie. Mogę tu być, mówić o tym i zachęcać byście się nie bali. Nie wiadomo co nas w życiu spotka. Możecie uratować życie. Możecie to zrobić. I warto – oddawać krew, szpik, ale warto też podpisać deklarację, że w razie wypadku chcesz być dawcą. To szlachetne. Nic nie stracisz, a zyskasz.- mówi po czym znów na moment nastaje cisza.- Ann podarowała Mario kilka wspólnych, cudownych lat, wiele miłości, dała mu córeczkę, to, że żyje również jest cudem, a komuś podarowała nowe życie. Przez to, że chciała, że się nie bała. Jestem pewna, że Julie, kiedy dorośnie będzie dumna, że miała taką mamę. Pewnie też kiedyś w przyszłości weźmie przykład z rodziców. Bo naprawdę ma wspaniałych rodziców. Mamę bohaterkę i tatę bohatera.- spogląda na Mario, który ma zaszklone oczy.-Wiem, miałam tak nie mówić, prosiłeś mnie.- uśmiecha się do niego, a on bierze drugi mikrofon i dodaje.- Prosiłem, bo nie chcę tu płakać publicznie, a wiesz jak takie coś mnie wzrusza. Poza tym nie jestem bohaterem.- dodaje.
-Jesteś.- odpowiada dziewczyna.- Ann, ty i każdy, kto decyduje się ofiarować komuś cząstkę siebie.- mówi mu.- W tym miejscu chciałam jeszcze podziękować Mario za to, że dał mi możliwość podzielenia się z wami moją historią. Mogę być częścią czegoś wielkiego i chcę spłacić swój dług. Wobec Boga, wobec Ann i innych dawców i rodziny. Dzięki nim żyję. I uwierzcie mi, że będę to życie celebrować.
***
Wychodzą z hali. Spotkanie przeciągnęło się. Musieli odpowiedzieć na mnóstwo pytań, ale się cieszą, bo wszystko udało się. Kierują się do samochodu piłkarza. Chłopak akurat włącza się do ruchu gdy słyszy dźwięk dzwoniącej komórki. Odbiera na głośnomówiącym:
-Co tam Marco?
-O której będziecie?- pyta przyjaciel.
-Za godzinę. Z Julie wszystko w porządku?- denerwuje się.
-Pewnie. Po prostu robimy pyszną kolację i mamy nadzieję na Wasze towarzystwo.- mówi.
-Emily?- zerka na nią.- Zgadzasz się prawda?
-Nie wiem…
-Emily się zgadza. Będziemy za około godzinę.- decyduje, a Emily po prostu się zgadza.
***
Wrzucam kolejny i myślę, że już nie będzie aż tak długich przerw w pisaniu. Pewnie wrócę też na drugiego bloga. Ale nie mówię, że jutro. Ściskam Was mocno i liczę na więcej komentarzy.



wtorek, 19 lipca 2016

39. Zazdrośnica...

Wiadomość jest szokująca. Właściwie nie może uwierzyć w to, co słyszy. Przecież spodziewał się najgorszego. Właściwie był pewien, że ta wizyta jest jedynie formalnością. Był pewien, iż ona jedynie potwierdzi wcześniejszą diagnozę.
-Czy mam rozumieć, że pan nie cieszy się z tego, co powiedziałem.-pyta lekarz. Te słowa docierają do niego w zwolnionym tempie, to Mark jest tym, który odzywa się pierwszy.
-Oczywiście, że się cieszy. Po prostu my... on...
-Byliście pewni, że się potwierdzi. Otóż często jest odwrotnie. Z czego się cieszę oczywiście.-uśmiecha się lekarz.
-My też,  proszę wierzyć na słowo.-Mark uśmiecha się po czym ściska dłoń mężczyźnie.  Seba tez to robi mówiąc jedynie.-Dziękuję.  Wychodzą.  Sebastian nic nie mówi,  po prostu idzie w stronę drzwi wyjściowych.  Chce jak najszybciej opuścić to miejsce. Nie chce nigdy więcej tu wracać.  Nigdy.
-Seba...-woła za nim jego partner, bo nie może nadążyć.  Jednak ten nie zwalnia. Zatrzymuje się dopiero przy samochodzie. Tam dogania go Mark. 
-Hej.-mówi patrząc na swoją drugą połowę.  -Seba...-dotyka jego ramienia. A ten w końcu patrzy na niego. 
-Boje się cieszyć.-mówi młodszy.- Powiedz, że się nie przesłyszałem. -prosi.-On powiedział, że...
-Wynik jest negatywny.-kończy zdanie starszy.-Wszystko będzie dobrze. Już po wszystkim Sebastian.-uśmiecha się a potem przytula partnera.-Wszystko w porządku.  Już dobrze.-szepcze gładzac dłonią plecy kochanka. 
***
Natalie nie jest zadowolona kolejna sesja. To już trzecia, zawsze kończyło się na jednej góra dwóch.  To nie tak,ze nie kibicuje Marco i Marcelowi. Marco firmuje swoim nazwiskiem linie ubrań. Na początku to miało być raz i w ramach zabawy. Szybko jednak okazało się, że ubrania się sprzedają wiec pomysł przerodził się w coś długodystansowego. I wszystko było w porządku do pewnego momentu.
-Mam dziwne wrażenie,  że jesteś na mnie zła.-mówi chłopak do swojej żony. Natalie nie reaguje, po prostu nadal czyta książkę. 
-Nat mowie do ciebie.-próbuje Marco.
-Słucham. -malarka spogląda na niego.
-Jesteś na mnie zła?-tym razem nie stwierdza, a pyta.
-Ależ z jakiego powodu miałabym być zła?-pyta brunetka z odrobiną sarkazmu w głosie. 
-Nie lubię gdy jesteś taka. Nie podoba mi się ton w jakim do mnie teraz mówisz. -mówi piłkarz. 
-Mnie też wiele rzeczy się nie podoba, ale muszę się na nie godzić. -odpowiada Natalie.
-Jakie na przykład?
-Nie ważne.-kwituje malarka po czym wstaje i na zamiar opuścić salon. Marco jednak zatrzymuje ja łapiąc ja za rękę.
-Chcę abyś wyjaśniła mi o co ci chodzi Nat.-mówi jej.
-O co mi chodzi?-patrzy na niego z wyrzutem.-Chodzi mi o ta panią fotograf z którą współpracujecie,  a która bezczelnie ślini sie do ciebie. Podrywa cie i nawet się z tym nie kryje. A tobie to w ogóle nie przeszkadza, mam wręcz wrażenie,  że Ci się to podoba.-mówi dziewczyna. Marco patrzy przez chwile bez słowa w jej oczy. Dopiero potem się odzywa.
-Jeszcze zarzuć mi, że to działa w obydwie strony, że też z nią flirtuje.
-Nie wiem, ty mi powiedz?-patrzy mu w oczy.
Marco nic nie mówi.  Po prostu wychodzi z domu i jedzie na sesje. Nie rezygnuje. 
***
Natalie spędza popołudnie z Agnes. Zwierza się przyjaciółce ze swoich obaw. Mówi jej o zazdrości,  która odczuwa w stosunku do tej dziewczyny, która współpracuje z marka, stworzona przez Marco i Marcela. Agnes słucha i nic nie mówi.  Pozwala wyglądac się przyjaciółce. 
I dopiero kiedy ta milknie ona wyraża swoją opinię. 
-Kieruje tobą nieuzasadniona zazdrość.  Marco nie dał ci ani jednego powodu. Jeśli jej nawet podoba się twój mąż to nie ważne.  Bo on ciebie kocha,  jest nie z nią tylko z tobą, sypia z tobą,  z tobą ma dzieci. On już dawno wybrał i nie sądzę,  by coś się zmieniło.  Wiesz o tym doskonale Nat.-tłumaczy przyjaciółce agentka.
-Wiem, ale tak mnie to wkurza.-przyznaje.
-A jego wkurza twoja zazdrość.  Ty też byłabyś wkurzona gdyby on robił ci takie wymówki. 
-Pewnie tak. Wyszedł zły. 
-Wiec zadzwon do niego.
-Poczekam aż wróci.  
***
Sesja jest przyjemna pełna żartów i śmiechu.  Kaja praktycznie cały czas mówi robiąc zdjęcia,  a on nie może się powstrzymać przed śmiechem w głos.  Marcel również się śmieje,  a także Robin. Kiedy kończą dziewczyna zerkam jeszcze na fotki, pokazuje im kilka naprawdę świetnych ujęć, a potem zaprasza na kolacje do knajpy, która znajduje się niedaleko. Oczywiście zgadzają się i idą.  Marco uprzedza żonę, że wróci później. Nie dostaje żadnej wiadomości od niej, ale nie dzwoni. Nie chce być uparty, ale tym razem czuje się urażony słowami Natalie. 
Kolacja mija w podobnej atmosferze co całą sesja. Marco przypadło w udziale siedzieć obok pani fotograf. 
***
-Jestem głodna Ricky.-mówi Natalie.-Mam taką ochotę na nalesniki z jagodami...-marudzi kiedy idą ze sklepu z farbami.
-Myślę, że nie mogę pozwolić na to byś głosowała i jeszcze przy okazji głodziła fasolke.-mówi o dziecku, a ona na te słowa się uśmiecha.  Jest szczęśliwa na myśl o małżeństwie,  które za kilka miesięcy się urodzi. -Uwielbiam jak uśmiechasz się w ten sposób. -mówi jej przyjaciel.
-W jaki sposób?-pyta Natalie.
-W taki wyjątkowy.  Z taką czułością...
-Bo ciesze się, że za kilka miesięcy w naszym życiu zjawi się kolejne dziecko.-mówi mu.
-Wiem kochanie.-Ricky obejmuje ją wolnym ramieniem.-Ja cieszę się z wami. 
-Ale powiem ci, ze ja bym też bardzo się ucieszyła gdybyście wy ogłosili radosną nowinę.
-Kiedyś napełno.-przyznaję Ricky.-Coraz częściej o tym myślę.-dodaje.-Dziękuję.
-Za co?
-Ty jesteś sprawczynią większości dobrych rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich lat. 
-Bzdury mówisz.
-Nie mówię. To prawda. Gdy Cię poznałem zranionym facetem, który nie zakładał nawet, że wszystko tak fantastycznie się poukłada.  I popatrz. Mam fantastyczną dziewczynę, która jest twoją najlepszą przyjaciółką, wyjątkowych przyjaciół,  odzyskałem rodziców, uwierz, że gdyby nie to, że mieszkasz w Dortmundzie to nigdy nie zdecydowałbym się wrócić. A o sytuacji z Markiem to już nie wspomnę...A znasz dobra wiadomość?  Agnes ci mówiła? -pyta.
-O czym?
-Seba jest zdrowy. Odebrali wyniki i jest z nim w porządku.-oznajmia z uśmiechem. 
-Świetna wiadomość. -cieszy się. 
-Prawda?
-No to odetchnęli z ulgą.
-Tak. Zasługują na spokój.  Seba jest fajnym kolesiem, zresztą Mark także.-mówi. 
-Mark musi być fajnym facetem, w końcu kiedyś go kochałes.-Nat zerkam na przyjaciela.-Nie zakochałbyś się w byle kim.-uśmiecha się malarka, wiec na jego twarzy pojawia się także uśmiech. Teraz, kiedy patrzy na ten czas spędzony z Markiem może myśleć o nim już bez pretensji. Może wspominać go miło, bo przecież ten związek to były same dobre chwile, miłe momenty głównie. Potem zdrada sprawiła, że myślał o tym z bólem.  Jednak teraz już tak nie myśli.  Bo on poszedł do przodu, Mark również. On jest szczęśliwy w związku z Agnes, wiąże z nią przyszłość, Mark jest pewien, że myśli w ten sam sposób o Sebastianie. Bo ich uczucie widać,  choć obydwaj się z nim nie obnosza. To po prostu można zobaczyć w ich spojrzeniach, gestach, choć dla kogoś kto nic o nich nie wie, kiedy są w towarzystwie ktoś mógłby pomyśleć,  że są przyjaciółmi. Bo obydwaj nie manifestują ostentacyjnie swoich uczuć.  Nie czują takiej potrzeby. Nie muszą.  Ta sfera jest i zawsze pozostanie ich sfera prywatną, niedostępna dla obcych. To co naprawdę ich łączy mogą dostrzec nieliczni. 
-Zawiesiłeś się. -mówi Natalie, a on spogląda na nią.
-Przepraszam.-mówi. - Wlozymy te farby do samochodu, a potem pójdziemy na te nalesniki co?-proponuje i jest pewien, że zna odpowiedź na swoje pytanie. Natalie oczywiście się uśmiecha. 
-To jest dobry pomysł, bo umieramy z głodu.-dotyka swojego jeszcze płaskiego brzuszka.
***
-Przepraszam, ale muszę lecieć.  Dostałem telefon, to ważne. -mówi Marcel.
-Zostań jeszcze moment.-namawia Kaja.
-Nie mogę,  sorry.
-Odwiozę cie. -mówi Robin, bo Marcel przecież przyjechał z nim.
-Dzięki.  Naprawdę przepraszam, ale to nagła sytuacja.
-Ale wszystko w porządku? -dopytuje blondyn 
-Tak, chodzi o pracę.  Nic złego,  ale muszę tam być. Także Kaja dzięki. Do następnego. -podaje jej dłoń. -Kasa najpóźniej za trzy dni pojawi się na twoim koncie.
-Dziękuję i polecam się na przyszłość.
-Uwierz będę miał to na uwadze. Dzięki i do zobaczenia.-żegnają się. A potem Marco zostaje sam z Kaja przy stoliku.
***
-Masz ochotę zjeść w środku czy wolisz na zewnątrz? -pyta dziennikarz kiedy zbliżają się do lokalu.
-Myślę, że wolę na świeżym powietrzu.-odpowiada.
-Super, myślę podobnie.-przyznaje chłopak.  Chwilę później prowadzeni przez mężczyznę, pracownika lokalu zostaje im przydzielony wolny stolik. Potem zamawiają. W oczekiwaniu na zamówienie Natalie mówi przyjacielowi, że musi porozmawiać z mezem ponieważ zdecydowanie potraktowała go zbyt ostro. Ricky śmieje się z niej, że jest zazdrośnicą, a ona przyznaje mu rację. Kelner przynosi zamówienia wiec jedzą. 
-Widzę, że apetyt dopisuje.-śmieje się Ricky.
-Są przepyszne.-chwali malarka.
-To prawda.-potwierdza dziennikarz, który solidarnie zamówił to samo co przyjaciółka.
***
Marco płaci za posiłek chociaż Kaja protestuje. Jednak on nie daje jej się przekonać.  Wstają i powoli zmierzają do wyjścia z lokalu. Po drodze piłkarz zostaje poproszony o kilka fotek na co się zgadza. Dziewczyna obserwuje wszystko z uśmiechem.  Potem wychodzą.  Na zewnątrz również zatrzymuje go kilka osób.  Oczywiście po raz kolejny zgadza się na zdjęcia oraz rozdaje kilka autografów. Kiedy nikt już nie chce fotki Kaja żegna się.
-Niestety muszę uciekać. -mówi spoglądając na zegarek.-Za 40 min mam sesje. A muszę jeszcze dojechać.-uśmiecha się.
-W takim razie dziękuję i za sesje i za mile towarzystwo.-Marco podaje jej dłoń,  ale ona przytula go po prostu po czym całuje w policzek. I być może przytula go znacznie dłużej niż powinna. I być może na oczach jego żony. 
***
Właściwie nie wie jak, ale kieliszek z sokiem ląduje na drewnianej podłodze i tłucze się, a krople soku rozpryskują się nie tylko na podłodze,  ale plamìą tez jej długą sukienkę.  Osoby siedzące przy sąsiednich stolikach patrzą na nich, Ricky oczywiście wstaje po czym każe jej się przesunąć, aby nie poraniła sobie stóp na których ma tylko sandały szkłem. Ale ona patrzy tylko w jedno miejsce. Marco również na nią patrzy, ponieważ zwrócił jego uwagę trzask tłoczonego szkła. I oczy Kai, która już zdążyła odkleić się od męża malarki również utkwione są w Nat. Ricky razem z kelnerem każą jej przesiąść się na inne krzesło wiec to robi.
-Bardzo przepraszam, nie wiem jak to się stało.-mamrocze przeprosiny Natalie.
-Nic się nie stało. Nie jest pani pierwsza ani ostatnia. Takie wypadki się zdarzają.-mówi przemiły kelner sprzątając.-Nic się pani nie stało?-dopytuje.
-Dziękuję.  Wszystko w porządku. -patrzy na niego a zaraz potem na zbliżającego się Marco.
-Przyniosę pani sok.-proponuje kelner.
-Dziękuję. 
Odchodzi, a zaraz za nim pojawia się jej mąż.  Ricky jest zaskoczony, nie widział go wcześniej. Marco przykuca przed żona.
-Nic Ci nie jest?-w jego oczach Natalie widzi troskę,  ale delikatny ślad szminki na jego policzku kłuje ją w oczy do tego stopnia, że czuje niechciane łzy. Postanawia jednak, że nie będzie płakać publicznie.  Wiec mruga i odwraca wzrok od Marco.
-Natalie...-mówi Marco.
-Przepraszam, muszę iść do toalety.-wstaje po czym odchodzi. Marco siada na wolnym krześle.
-No to teraz będę się musiał tłumaczyć.-wzdycha po czym mowi Ricky'emu co prawdopodobnie, a raczej na pewno widziała jego żona. A potem, kiedy wydaje mu się,  że Nat nie ma zbyt długo idzie za nią. Nie patrząc na to, że wchodzi do toalety dla pań po prostu otwiera drzwi i wchodzi. Nat jest tam, stoi przed lustrem i poprawia makijaż.  On wie dlaczego, przecież od razu zauważa jej zaczerwienione oczy. Nie jest szczęśliwy widząc ja w takim stanie. Przecież nie chce by płakała. Staje z boku, po czym odwraca ja do siebie przodem.
-Ona mnie przytuliła i pocałowała w policzek. Nie spodziewałem się tego. Nic mnie z nią nigdy nie łączyło,  ani nie czułem się w jakiś sposób oczarowany nią. Jest fajną, zabawną dziewczyną, ale nic poza tym. Nie musisz czuć się zagrożona w żaden sposób. A już na pewno nie powinnaś z jej powodu płakać.-dotyka palcami jej policzka i gładzi go delikatnie.-Kocham Cię. Bardzo. I nikt nigdy tego nie zmieni. Nikt nigdy ci mojej miłości nie zabierze. I może to nie jest odpowiednie miejsce na tłumaczenie ani wyznania, ale mam to gdzieś.  Nie chce bys po prostu martwila się tym ani jednej sekundy dłużej.-przytula ja a ona mu na to pozwala. Jej oczy szczypią więc pozwala łzom płynąć. --Jestem twój kochanie.-szepcze jej do ucha Marco.-Przepraszam.
***
Rozmawia przez telefon z mamą, która informuje go, że dzieci zasnęły oglądając bajkę wiec po prostu odwiozą je jutro. Zgadza się. Potem żegna się i rozłącza. Natalie wychodzi z łazienki. Ma rozpuszczone włosy, ma na sobie inną sukienkę, tym razem krótszą która idealnie podkreśla jej szczupłą figurę, oraz szczupłe nogi. Wyciąga dłoń w jej stronę więc ona podchodzi do niego po czym siada mu na kolanach.
-Dzieci zasnęły podczas oglądania bajki. Rodzice odwiozą je jutro. Kazałem je ucałować od nas.-mówi. 
-Dobrze.-zgadza się dziewczyna.-Ja też jestem zmęczona.-mówi. 
-Więc się położymy.-proponuje skrzydłowy.
-Dobrze. Pójdę się przebrać. 
-Dobrze. 
Chwilę później Nat leży w ramionach męża. Marco składa delikatne pocałunki to na jej ustach, to policzku to czole. A jedna z jego dłoni gładzi brzuszek Natalie.
-Kocham was.-wyznaje Marco.-I to się nigdy nie zmieni.-zapewnia ja.
-Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez ciebie.
-Nie próbuj sobie go wyobrażać, bo to niepotrzebne. Ja zawsze będę tutaj. Z tobą,  z wami.-zapewnia po raz kolejny.-Kocham ciebie i dzieci całym sobą. 
***
Hmm... pewnie zastanawiacie sie co się dzieje, że rozdziały są częściej?  Mam trochę czasu to pisze.  Niestety za pomocą tabletu, czego nie lubię,  ale niestety komputer zepsuty. Co myślicie o tym co się dzieje w opowiadaniu?

wtorek, 12 lipca 2016

38.Blizna...

Mario jest zmęczony,  bardzo zmęczony,  ale szczęśliwy jednocześnie.  Zadowoleni są tez jego koledzy z zespołu, trener, a także władze klubu i oczywiście kibice. Nie spodziewał się,  że tego wieczoru strzeli hattricka. To był wyjątkowy mecz. Mecz, podczas którego zgromadzeni na SIP mogli w nim zobaczyć dawnego błyskotliwego Mario. Mario pełnego pomysłów na grę,  Mario będącego dosłownie wszędzie,  dwojacego się aby wykreować akcje. To owocuje. Trzy bramki zdobyte przez niego są sowita zapłata. Wiwaty tłumów również.  I nawet ból uda nie jest w stanie mu tego zabrać.  Nic nie jest w stanie. 
-Poczekam na ciebie.-mówi Marco.
-Idź, ja musze zobaczyć się jeszcze z lekarzem i fizjoterapeuta. Nie czekaj, Nat czeka na Ciebie.
-Poczekamy razem z Emily.-upiera się. 
-Dobrze.-zgadza się odkładając ręcznik którym przed chwila wycierał sobie włosy. 
-Będzie mega siniec.-blondyn wskazuje na udo przyjaciela gdzie ten został brutalnie kopniety.
-Boli, ale to nic poważnego. Ważniejsze jest to, że strzeliłem trzy gole. To była bajka, Marco. Bajka.
-To była zasłużona nagroda za twoją prace. To był i jest Mario, na którego czekali kibice i my czekaliśmy. Zasłużyłes na każdą sekundę triumfu w tym meczu.-mówi mu przyjaciel.-Popatrz co udało Ci się osiągnąć.  Poradziłes sobie, podniosłes się,  walczyles o siebie i Spójrz,  udało się. -patrzy na niego.
-To prawda. Jestem znów tam gdzie powinienem być.  
-Ann byłaby dumna, jest dumna. Zawsze w ciebie wierzyla, zawsze wspierała. 
-Chciałbym by mogła to zobaczyć,  ale przecież to niemożliwe. 
-Niedlugo jej małą kopia będzie przytulać cie po meczu. Już całkiem niedługo. -Marco klepie przyjaciela po plecach.-A dziś dostaniesz uścisk od mojej żony i Emily, do których idę.  Czekamy na ciebie.
***
-Był niesamowity.-mówi Emily.-Zasłużył na to co się dziś wydarzyło. 
-Zasłużył na jeszcze więcej.  To wszystko przed nim. Całe życie przed nim. Jeszcze wiele łez szczęścia wciśnie z oczu kibiców.-uśmiecha się Natalie.
-Jestem pewna, że tak.-mówi blondynka po czym zauważa idącego Marco. Emily wita się z nim i przytula go gratulujac dwóch asyst. A potem Marco przytula się do żony. 
-Byliście wspaniali. Najlepsi.-mówi mu Nat.
-Dzięki. -odpowiada piłkarz po czyz delikatnie całuje usta żony. -Mario zaraz przyjdzie. Ma go zobaczyć lekarz i fizjoterapeuta.
-Coś się stało? -pyta natychmiast Emily.
-Boli go udo. Niby ma być w porządku,  to chyba obicie, ale chcieli go jeszcze raz zobaczyć. Będzie mega siniak.
***
-Burczy ci w brzuchu.-mówi Emily uśmiechając się.
-Jestem głodny. Chętnie zaprosiłbym cie teraz na kolacje, ale tak naprawdę to nie chce pozować do zdjęć ani rozdawać autografów,  a nie chce być tez niemiły i odmawiać. -tłumaczy. 
-To może przygotuje coś lekkiego i zjemy w domu?-proponuje dziewczyna.
-A może zamówimy coś do domu? Gotujesz świetnie,  ale nie chce bys teraz musiała się zajmować gotowaniem. Zaprosiłem cie na mecz. Cały czas zajmujesz się moim dzieckiem, coś robisz wiec chce bys chociaż raz mogła po prostu być gościem. -mówi jej.- Dobrze? 
-Dobrze.
***
Sebastian rozgląda się dookoła. W restauracji jest mnóstwo osób.  Nie miał ochoty wychodzić,  ale nie chciał tez sprawić przykrości Markowi, który zaplanował ten wieczór. 
-Zdecydowałeś juz na co masz ochotę? -pyta Mark.
-Ty wybierz proszę. -odpowiada.
Wiec wybiera i zamawia dla obydwu. Kiedy kelner odchodzi mężczyzna spogląda badawczo na partnera. Seba znów jest cichy. Jednak nie mówi o rozstaniu. Nie odsuwa się również.  Właściwie to poszło to w druga stronę.  Jest blisko kiedy tylko może,  bo w niektórych momentach jest też sam, kiedy Marka nie ma.
-Jeśli nie chcesz tu być to możemy wyjść. -mówi starszy.-Nie chce bys sie do czegokolwiek zmuszał. Twoje dobre samopoczucie jest dla mnie ważne.  Jest dla mnie ważne to czego chcesz.-powtarza.
-Zawsze było. -mówi młodszy. -To właśnie w tobie uwielbiam.  Wiele rzeczy, ale to jest jedna z ulubionych. Przy tobie czułem się wolny i ważny. 
-Czułes? Czas przeszły...
-Czuje nadal... 
-Teraz lepiej.-uśmiecha się Mark.
-Nawet wtedy gdy się klocili smycze,  nie czułem się nigdy stlamszony. 
-Bo ja nie chciałbym tak się czuć i nie chce by ktoś mi bliski czuł się tak przeze mnie. Ten związek tak nie działał i nie będzie działać. 
-Ciesze się,  że tak mówisz. 
-Mówie to od dawna.
-Widzisz mam nie do końca dobre doświadczenia wiec myślę,  że po prostu muszę dojrzeć do tego by uwierzyć, iż tak już będzie.  
-Wiem, dom...
-Tak. W moim domu generalnie czułem się gorszy. Często.  Najczęściej.  Zresztą potem było gorzej, kiedy doszedłem do tego, że nigdy nie spełnię oczekiwań.-przyznaje spoglądając na Marka smutno. Widzi, że ten coś chce powiedzieć wiec przerywa mu.-To w porządku.  Nie zdołuję się jeszcze bardziej.
-Zdołujesz. To niepotrzebne. 
-Potrzebne, tylko z tobą chce o tym rozmawiać. 
-W porządku.  Słucham. 
-Bardzo długo nie pozwalałem sobie na to, aby dać sobie szansę. By być szczęśliwym. Zresztą wiesz jak było, mówiłem Ci. Zresztą nie mam pojęcia co byłoby gdybyś został z Ricky'm. Wtedy nigdy byśmy się nie poznali. Już nie mowie o byciu razem. Byłbym inną osobą. Dużo nauczyłem się będąc z tobą.O sobie. O tym jak może być, jak chciałbym by było. I o szczerości i lojalności.- mówi, ale przerywa bo idzie kelner. Podaje potrawy, a potem się oddala.
-Wygląda pysznie.-mówi Seba.
-Zjemy i pójdziemy na spacer, co?-proponuje Mark.
-Dobrze.
-I porozmawiamy. Brakuje mi naszych rozmów.  
-Mnie też.  Przepraszam.
-To nie twoja wina...
***
Spędzają miło czas. Jedzenie, które zamówili jest przepyszne. Wino, które Mario otworzył również jest wyśmienite. Julie śpi. Kiedy wrócili juz spała. Mama piłkarza po tym jak się pojawili pojechała do domu. Nie chciała im przeszkadzać, choć nie powiedziała tego na głos. Nie szli do jadalni. Rozlozyli jedzenie na niziutkim stoliku w salonie a oni usadowili się na dywanie i po prostu zaczęli jeść. 
-Nie wiedziałem, że jestem aż tak głodny. -mówi Mario dokładając sobie jeszcze sałatki. 
-Nie dziwie się w końcu przez ponad 90 minut biegałes bez przerwy po boisku. Musisz nadrobić. 
-Jak zacznę się najadac na noc to będę miał boczki.-śmieje się. 
-Dobre sobie. Przy takiej ilości ruchu i treningów to nawet gdybyś chciał je mieć to nic z tego.-mówi blondynka.-Ja to co innego.
-Daj spokój,  masz świetna figurę. -protestuje piłkarz. 
-Kiedyś miałam,  teraz daleko mi do tego. Zero kondycji. 
-Nad kondycja można pracować.  To nic trudnego. Jest tyle form aktywności.-mówi. 
-Nie wszystko jest dla wszystkich Mario.
-Dlaczego tak mówisz?  -patrzy na nią. - Coś jest nie tak? Coś z twoim zdrowiem?
-Ja...
-Powiesz mi, proszę?-patrzy na nią. 
-Powiem, ale...- nie kończy ponieważ dzwoni jej telefon. To jej tato. Po zapewnieniach, że jest w porządku w końcu się rozlicza i ma zamiar odłożyć telefon, ale potrąca kieliszek który ląduje na jej bluzce. Mario podaje jej serwetke a potem wstaje, wyciąga dłoń i zabiera ją do łazienki. 
-Ściągnij bluzeczke, dam Ci coś swojego a ja trzeba zaprać.-mówi po czym wychodzi by przynieść jej swoją koszulkę. Robi to, o co ją poprosił. Ściąga bluzeczke. W samym biustonoszu stoi przed lustrem. Jej uwagę przykuwa blizna. Nie jest ładna, ale właściwie to nie uważa, by ją szpeciła. Przyzwyczaiła się do niej. Dotyka palcami blizny. 
***
Jest zaskoczony to lekko powiedziane. Może powinien zapytać,  ale drzwi były uchylone wiec odruchowo po prostu wszedł. 
-Przepraszam...-szepcze. To zwraca na niego uwagę Emily. Dziewczyna odruchowo odwraca się a potem zdaje sobie sprawę,  że przecież jest tylko w biustonoszu. Zdaje sobie sprawę,  że on zobaczył. Bierze od niego koszule, która przyniosl. Jest miękka w dotyku, miła. Ubiera ja na siebie, a potem zaczyna zapisać guziki. Mario podchodzi, staje przed nią po czym zatrzymuje ja kładąc swoje obydwie dłonie na jej. Spomiędzy połów koszuli widać czerwona bliznę. 
-Emi...-mówi patrząc na nią. Potem czuje delikatny dotyk jego ciepłych palców.  Mario bardzo delikatnie dotyka tego miejsca. -Porozmawiasz ze mną? -pyta.-Opowiesz mi o tym?
Potwierdzeniem jest kiwniecie głową.  Potem Mario przytula ja. 
***
-Dziękuję za pyszna kolacje.-mówi Sebastian kiedy spacerują juz alejka. Mówi to już po raz kolejny.
-Lubię z tobą wychodzić. -mówi jego partner.
-Ja też,  choć może ostatnio to wyglądało zgoła inaczej.
-Wszystko wróci do normy.
-Nie wiem czy wróci...
-To zależy od nas. Od ciebie... Czy chcesz.
-Chce. Bardzo chce. Ale to wszystko tak mnie dołuje. Boje się.  
-To naturalne ale musimy z tym żyć.  Poradzić sobie. Stawić temu czoła.  Jeśli będziemy musieli żyć z wirusem, damy sobie rade. Obydwaj. Nie chce bys przechodził przez wszystko sam. Możemy mieć wszystko co chcemy pomimo choroby. Możemy dobrze żyć Seba. Tak jak do tej pory. Możemy zmienić mieszkanie tak jak planowaliśmy, możesz starać się o te prace, której tak pragniesz. I chciales psa.
-Tak, ale potem stwierdziliśmy, że nie ma nas w domu ciągle...
-Będę pracował mniej.-mówi Mark.-Nie miałem Ci teraz mówić,  to miała być niespodzianka.  Miałem poszukać mieszkania, w dobrej lokalizacji, takiego jakie sobie wymarzylismy. Wybrać kilka ofert i wtedy cie zabrać żebyś wybrał ze mną.  
-I co?
-Nie dałem rady, bo ważniejsze było to co się z tobą dzieje.  Wiec poszukamy razem. Może jak wrócimy. -proponuje.
-Jutro.-mówi Seba.-Po powrocie chce po prostu być z Tobą.  Nie chce nic robić,  wszystko może poczekać.  Chce po prostu przytulic się do ciebie i zasnąć. 
-TO miła perspektywa.-uśmiecha się Mark.
***
Siedzą na dywanie oparci plecami o sofę.  Na stoliku stoją dwa kieliszki wypełnione winem. W łazience nie pytał, a ona nie powiedziała. 
-Ta blizna, która zobaczyłes jest po operacji.-mówi.-Miałam przeszczep Mario. Przeszczep serca.-mówi dokładniej patrząc mu w oczy. Jest zaskoczony. Nie wiedział.  Nie przypuszczał. 
-Ale już jest wszystko w porządku,  prawda?-dopytuje.
-Tak. Jest dobrze, ale zanim dojdę do tego co było przed tym jak zachorowałam musi minąć sporo czasu...-mówi. Mario słucha, chłonie każde słowo,  które pada a ust Emily. Słucha jak to się stało,  że trafiła do szpitala, co przeżywali jak pojawiła się diagnoza. Słucha o jej pobytach szpitalu, a potem o tym jak stal się on jej drugim domem. Słucha o jej marzeniach wyjścia na spacer czy pobytu nad morzem. Słyszy o tym jak marzyła,  by znów być na tyle silna by wyjść na spacer z przyjaciółmi czy po prostu wrócić na uczelnie. I o bólu, jaki obserwowała w oczach rodziców.  Mówi o tym jak każdego wieczoru żegnała się z bliskimi, choć nigdy nie mowila o pożegnaniu. I o jej radości kiedy następnego ranka otwierała oczy zdając sobie sprawę, że ofiarowano jej kolejny dzień.  A potem wspomina dzień, kiedy lekarz oznajmił im, że dostała szanse, że jest serce. 
-Dostałam w prezencie nowe życie,  Mario.-mówi wybierając policzek, bo oczywiście nadal nie może mówić o tym bez wzruszeń.  Ale nie tylko jej policzek jest wilgotny. Mężczyzna, który siedzi naprzeciwko niej i trzyma jej dłoń tez jest wzruszony. Bo choć to smutna historia pełna bólu,  to jednak z happy endem. 
-Dostałaś.-przyznaję. -Bardzo się ciesze z tego powodu,  Emi.
-Musze Ci jeszcze o czymś powiedzieć. -mówi mu.-W szpitalu poznałam Twoja żonę.-stwierdza, a on zamiera.-To był przypadek, że się spotkałyśmy, ale cieszę się,  że tak się stało.  Ślicznie wyglądała w ciąży. Promieniała. Rozmawiałyśmy chwile o mnie, bo usłyszała,  że jestem na liście i oczekuje na przeszczep. Wtedy jeszcze nie mieszkałam w szpitalu. To było miłe spotkanie. Zarządzenie losu.
-Dzięki któremu tak bardzo pragnęła założyć fundacje.-stwierdza piłkarz. -Ty musiałaś być osoba, o której mi mówiła.  Opowiadała mi o tym. Nie musiała mnie długo namawiac, ale odlozylismy to w czasie, bo chciałem,  żeby czas ciąży przeżyła spokojnie a nie na bieganiu i załatwianiu formalności.-mówi szatyn.
-Nie znałam jej właściwie,  ale wiem, że byłeś mężem wyjątkowo cieplej osoby. I wrażliwej.  
-Byłem. I tak jak w tobie bije serce kogoś innego, tak jej serce tez dla kogoś bije. Bo doszło do przeszczepu Emily. Pobrano organy. Nie wiem kim sa te osoby, ale cieszę,  się że mogła komuś uratować życie w momencie gdy jej gasło. I jakkolwiek mocno boli jej nieobecność to jestem szczęśliwy,  że jej wola została wypełniona. Wtedy rozmowa o tym pomimo wszystko, pomimo deklaracji, że tak będzie to był okropny ból.  Ale nie mogłem postąpić inaczej. 
-Julie kiedy zrozumie będzie z Was bardzo dumna. 
-Być może.  Nie chciałbym jednak przechodzić przez to drugi raz. Przepraszam.-bierze głęboki oddech.
-Wiem, wiem Mario. 
Chłopak przytula ja do siebie i nie puszcza. Nie spodziewał się,  że tak zakończą ten wieczór.  Ale cieszy się,  że wie. A potem kiedy wypuszcza ja w końcu z ramion przygląda jej się chwilę po czym mowi:
-Nie wyobrażam sobie fundacji bez ciebie Emily.
-A ja marze o staniu się jej częścią. 
***





piątek, 8 lipca 2016

37. Paparazzi

Ten dzień zaczyna od śniadania z rodzicami w ich domu. Po posiłku ma zamiar jechać pozalatwiac sprawy fundacji, a Julie zostawić z dziadkami ponieważ Emily poprosiła o dzień wolnego. Zrobiła to nagle, poprzedniego wieczoru. Pytał czy wszystko w porządku,  zapewniła go, że tak. Jednak coś podpowiada mu, iż nie do końca tak jest. Jednak nie dzwoni i nie wypytuje. Postanawia poczekać.  Spogląda na swoją córeczkę,  która ma na buzi rozciapany jogurt. Wyciera jej buzię husteczką.
-Teraz zdecydowanie lepiej.-uśmiecha się do Julie, a ona odwzajemnia uśmiech po czym znów wpycha sobie do ust łyżeczkę z jogurtem i znów ma jogurt na brodzie. To wywołuje uśmiech u jej ojca i dziadków. -Jogurtowa buzia.-mówi Mario do córki, a ona próbuje powtórzyć.
-Oooo... ooooguj...-piszczy Julie.
-Tak skarbie, jogurt.-chwali ja tata. Mała dziewczynka uśmiecha się. 
Mario je kolejna grzankę.
-O proszę...-odzywa się tato piłkarza.-Ktoś zrobił Ci kilka fotek.-mówi kładąc gazete przed piłkarzem. -Plotkuja o tobie... o was w gazecie.-wskazuje na artykuł.  Mario bierze w dłoń gazete. Faktycznie, na stronie jest zdjęcie ze spaceru poprzedniego dnia. Wtedy, gdy był z Julie i Emily. Fotografia, ta największa,   jest zrobiona w momencie, w którym Emily podaje Julie, Mario. Emily jest uśmiechnięta,  Mario również się uśmiecha. Tytuł sugeruje, że  Emi jest dla piłkarza nie tylko niania jego corki, ale rowniez przyjaciółka.  W artykule można przeczytać,  że obydwoje świetnie czują się w swoim towarzystwie, a także to, że po dziewczynie widać, iż uwielbia córeczkę piłkarza.  Co jest prawdą,  Mario doskonale o tym wie. Szatyn czyta artykuł,  na końcu jest jeszcze napisane, ze być może Emily mogłaby stać się dla Mario kimś więcej niż tylko przyjaciółka. Ostatnie zdania przypominają historie wypadku i straty Ann. Mario odkłada gazete.
-W wymyślaniu scenariuszy to oni są dobrzy.-mówi. -Mogliby zająć się sobą. -dodaje cicho. Jego mama spogląda na niego.
-To ich praca, kochanie.-stwierdza.
-Wiem, ale nie lubię czytać takich artykułów, w których są sugestie, że powinienem się zakochać w tej czy innej osobie, bo to byłoby dobre dla mnie i Julie miałaby mamę, bla bla bla...-mówi zirytowany.-Julie ma jedną mamę,  jej mamą była i jest Ann. A ja nie nadaje się do związku, nie jestem gotowy i nie mam pojęcia czy będę kiedykolwiek.-mówi zirytowany.- Lubię Emily, jest fantastyczną dziewczyną, piękną i wartościową, ale nie jestem w stanie spojrzeć na nią w inny sposób jak tylko na przyjaciółkę. -tłumaczy choć właściwie nie musi,przecież rodzice rozumieją, wiedzą co czuje, znają go.
***
Czeka w pokoju, w którym wykonywano badania. Nadal leży na łóżku. Lekarz poprosił ja, aby nie wstawała, choć nie czuje się źle. Zastanawia się co robią Mario i Julie. Miała być bowiem tego ranka z Jull, piłkarz miał do pozałatwiania kilka spraw. Niestety musiała odmówić.  Musiała.  Pytał,  wyczuł, że coś się dzieje, ale zapewniła,  iż wszystko jest w porządku.  Teoretycznie jest, ale musi jeszcze poczekać na potwierdzenie. Jest pewna, że gdy tylko pojawi się w domu Mario, on zapyta ją ponownie czy wszystko jest ok. I tak właściwie to mogłaby powiedzieć mu co się stało. 
***
Pomysł z zabraniem Seby na pokazy samochodów sportowych okazuje się dobry. Obserwując go wydaje się,  że nic go nie gryzie, że jest taki jak przed informacja, ze w jego organizmie jest wirus. Mark cieszy się tymi chwilami, uśmiechem kochanka, entuzjazmem i błyskiem w oku, który żnów widzi u chłopaka.  To trwa jednak tylko chwilę.  Bo kiedy opuszczają teren pokazów,  są w grupie osób, które zostały do samego końca,  chłopak znów jest Seba z problemem. Nie można powiedzieć,  że nie stara się trzymać,  nie potrafi jednak udawać,  że temat wrócił.  Wrócił do jego głowy.  Do jego myśli. 
-To teraz idziemy coś zjeść i napić się dobrego wina,  tak?-proponuje Ricky.
-Myślę,  że tak.-odpowiada Mark spoglądając na swojego partnera.
-Nie wiem czy jestem dobrym towarzystwem.-mruczy Sebastian.
-Najlepszym -zapewnia go Ricky. Sebastian patrzy na niego dłużej.  Ricky uśmiecha się. 
***
Ostatecznie skończyli wieczór w klubie-kręgielni.  Najpierw zjedli kolacje, potem postanowili pograć w kręgle.  Właściwie to Mark poszedł grać z Agnes. Sebastian zrezygnował wiec Ricky solidarnie został z nim.
-Nie wiem skąd on bierze ta siłę.-mówi w końcu Sebastian spoglądając na swojego partnera.-Boi się,  wiem to. Ale jednocześnie kiedy zapewnia mnie, że wynik nie zmieni jego uczuć to mówi to tak przekonywujaco, że mu wierze.-mówi. 
-On mówi szczerze.-dodaje Ricky.
-Wiem. Tez go kocham. Dlatego nie chce skazywac go na życie ze mną.  Na strach. Ograniczenia.
-Jakie ograniczenia?-patrzy na chłopaka. -Zabezpieczenia? Przecież i tak z nich korzystacie.
-Tu nie chodzi tylko o seks. Zarazić się można w inny sposób. 
-Wystarczy uwaga Seba. Poradźcie sobie ze wszystkim jeśli Wam na sobie zależy.  A zależy. 
Chłopak Marka przez chwile milczy. 
-Chciałem po prostu żyć normalnie. W końcu poznałem i pokochałem kogoś naprawdę wyjątkowego.  Na początku się bałem.  Wiesz różnie bywa. Potem Mark miał ten wypadek, odtracal mnie. I kiedy wszystko wróciło do normy. Kiedy byłem szczęśliwy.  Znów coś mnie odbiło.  I nie mam pojęcia co robić.  Bo z jednej strony ciesze się,  że on nie chce uciec a z drugiej chciałbym by to zrobil, bo pragnę dla niego normalnego życia.  
-Gdyby on odszedł to ty nie musiałbyś tego robić? 
-Tak, bo chce a nie potrafię. -pada odpowiedz.
-Wiec tego nie rób.  Zranisz go.-mówi Ricky.- Mark zawsze był silny. Podziwiałem go jak radził sobie z trudnościami.  Nie panikował. Ale jego też można zranić Seba. Można.  
-Nie chce tego robić.  Chce, by było jak dawniej. 
-Może będzie.  Jeśli nie to, to doświadczenie może was związać jeszcze mocniej lub możesz pozwolic, by zniszczyło to co zbudowaliście. Wybór jest prosty.-patrzy na niego.
-Gdyby Agnes powiedziała Ci ze jest chora. Zostałbys?
-Gdyby Mark powiedział Ci, że jest zarażony odszedłbyś od niego?
-Nie mógłbym...
-Nie zostawiłbym  Agnes...
-Bo go kocham...
-Bo ja kocham, a ludzi których prawdziwie się kocha nie zostawia się w najtrudniejszych sytuacjach.
***
Odkąd wrócili z klubu Sebastian nie powiedział nic. Po przyjściu do mieszkania praktycznie od razu poszedł pod prysznic. Mark zastanawia się czy tak zakończą ten dzień.  W ciszy. 
Słyszy dźwięk otwieranych drzwi od łazienki.  Potem ciche kroki Bożych stop bo przecież Seba nigdy nie nosi kapci. 
-Idziesz pod prysznic?-pada pytanie.
-Tak, jasne.-odpowiada starszy wstając i kierując się do łazienki.  Tam bierze szybki prysznic. Kiedy opuszcza łazienkę zastaje Sebe na kanapie okrytego kocem. 
-Idziesz do łóżka?-pyta.
-Tak, czekałem na ciebie. Nie chciałem iść sam.-pada odpowiedz. Wiec idą obydwaj. Chwilę później są juz w łóżku  i o dziwo Sebastian nie odwrócił się do partnera plecami. Spogląda na Marka.
-Nie zostawiaj mnie.-mówi,  a Mark jest zaskoczony.-Potrzebuje Cię,  Mark. Potrzebuje bardziej niż jestem to teraz w stanie przyznać. -wyznaje.-Proszę nie zostawiaj mnie teraz.-ponawia prośbę. Czuje ramiona partnera obejmujące go. I słyszy szept.
-Nigdzie się nie wybieram.
***
Co sądzicie?

sobota, 4 czerwca 2016

36.Złe dni...

-Porozmawiajmy, proszę Seba...-prosi go, ale ten po prostu idzie do łazienki, a zaraz po tym słychać zgrzyt przekrecanego zamka. Mark postanawia dać chwilkę Sebastianowi.  Sam idzie do kuchni, po czym nalewa sobie wody do szklanki, by zaraz potem ja wypić.  Nie wie co ma robić.  Nie ma pojęcia jak się zachowac, by sprawić,  że jego partner dostrzeże,  że nie został sam.  To trudna sytuacja, najtrudniejsza w jakiej kiedykolwiek się znalazł.  
***
-Pójdziemy na spacer?-proponuje Emily spoglądając na Mario, który jest nieobecny. Mario spogląda na nią,  a na jego twarzy pojawia się mały uśmiech.  Chwilę później obydwoje wychodzą z domu. Mario pcha wózek, a Emily idzie obok. I być może dla kogoś obserwującego ich z boku wyglądają jak para. Wyglądają.  
***
Sebastian jest w łazience juz dobre kilkanaście minut. Choć próbowal i nadal próbuje prosić go, by z nim porozmawiał,  ten ignoruje te prośby.  Mark słyszy lejaca się pod prysznicem wodę.  Nie dziwi go to, ponieważ Sebastian często właśnie w ten sposób reaguje, ucieka, zamyka się gdzieś,  w sypialni, albo w łazience.  Tam próbuje się zrelaksować,  zmyć z siebie zmartwienie.  Tym razem jest pewien, że to nie działa.  Nie wie czy mu się wydaje, raczej nie, ale momentami słyszy dziwne odgłosy dochodzące z łazienki.  Jakby dławienie... to go niepokoi wiec po prostu przekreca na sile zamek od zewnątrz.  Można to zrobić,  założyli takie zabezpieczenie w razie gdyby coś się działo.  Nigdy z tego nie korzystał,  ale nigdy też tak bardzo nie bał się tego co zrobi Sebastian.
Kiedy zjawia się w łazience, jego partner jest pod prysznicem. Właściwie siedzi w rogu brodzika, skulony,  z kolanami docisnietymi do klatki piersiowej.  Woda spływa obficie po jego ciele. Mark zastanawia się czy jest ciepła.  Nic nie mówi,  po prostu otwiera kabinę,  a potem zakręca wodę.  Sebastian ma przekrwione oczy. Bez wątpienia te odgłosy to był strumiony płacz.  Mark jest tego pewien. Mężczyzna bierze suchy ręcznik po czym trzymając go w dłoniach mowi:
-Chodz do mnie. -Sebastian spogląda na niego. Mark lustruje wzrokiem twarz kochanka. Jest tam tyle bolu, maluje sie na niej strach, niepokoj.-Chodź, prosze.-powtarza, ale mlodszy nie wykonuje najmniejszego ruchu. 
-Ja nie chce tak zyc.-mówi.-Nie chce, Mark.-powtarza zachrypnietym glosem.
-Nie mow tak...-protestuje starszy.
-Nie chce takiego zycia dla siebie, ale przede wszysykim nie chce go dla ciebie. Nie chce bys sie bal, nie chcę sie bac o ciebie...Ja nie chce tak żyć!-powtarza z uporem.
-Chodź do mnie.-upiera się Mark.- Prysznic nie jest dobrym miejscem na takie rozmowy.-przekonuje.
Zabiera go z łazienki. Ostatecznie zostawia go w sypialni, a sam idzie zrobić herbatę.  Wraca z panującymi kubkami, Seba jest w łóżku,  otulony puchatym  kocem. Mark stawia kubki na szafce stojącej obok łóżka. Siada na skraju materaca, w odległości od swojego partnera, bo choć ma ochotę go przytulic w tym momencie, to jednak tego nie robi ponieważ młodszy w tej chwili tego nie chce. Zna go dobrze, widzi to. Zdradza to jego postawa. Seba nie łaknie bliskości, on właściwie przyjął postawę obronną.  
-Napisz się,  to ci dobrze zrobi.-zachęca kochanka Mark.
-Słyszałeś co mówiłem w łazience? --pada pytanie.
-Tak, słyszałem doskonale.-przyznaje.-Nie wiem tylko co chcesz usłyszeć w odpowiedzi na Twoje słowa. -patrzy na Sebastiana badawczo.-Ja juz wiele razy mówiłem Ci,  że niezależnie od tego co będzie na tym skrawku papieru, czy jesteś seropozytywny, czy też nie, to bez względu na to będę z Tobą.  Nic się nie zmieniło, Sebastian. Moje uczucia się nie zmieniły.-zapewnia patrząc mu w oczy. I choć Sebastian chce coś powiedzieć,  pewnie to nie spodoba się Markowi jak uslyszy, to jednak to wyznanie, w takiej chwili, w tych okolicznościach sprawia, że milczy. Nie chce psuć tego momentu. Nie może.  Bo właśnie teraz, kiedy to, że jest zarażony jest bardzo prawdopodobne, ostatecznie potwierdzi wynik jeszcze jeden test, który robi się dodatkowo dla upewnienia się o prawidłowym wyniku pierwszego, właśnie teraz Mark po raz kolejny powtarza deklaracje, że zostaje. Mówił to wiele razy, przekonywał,  ale w tej chwili jego słowa nabierają innego sensu. Bo Mark mógłby się przestraszyć,  uciec, a jednak tego nie robi. Mark właśnie w tej chwili deklaruje i zapewnia o swoim uczuciu. Mark pokazuje, że ich związek nie jest kaprysem, a czymś naprawdę trwałym. W dobrym i złym czasie. I to go porusza. I to sprawia, że znów ma chwile słabości,  bo znów czuje, ze jego gardło się ściska, a oczy zaczynają go szczypac. Łzy grożą wpłynięciem. A jego partner zauważa to. Zawsze zauważa.  Wiec po prostu przesuwa się i zgarnia go w ramiona. A Sebastian czuje, że jest we właściwym miejscu. I nadal się boi, bo strach nie zniknął. I pewnie nie zniknie. I pewnie wątpliwości nie zniknął. Jednak w tym momencie nie chce o nich myśleć.  Nie może. 
-Wiem co chcesz zrobić...-słyszy ciche słowa Marka.- Nie pozwolę Ci odejść. -mówi. -Wiem, że Twoje intencje są szlachetne, ale pozwól mi zadecydować czy chce być z Tobą, kiedy widmo wirusa wisi nad Tobą.  Nie podejmuj za mnie decyzji. Ja juz ja podjąłem w momencie w którym powiedziałeś mi, że możesz być nosicielem. Nawet przez moment nie pomyślałem,  że mógłbym odejść.  Nie chce. I tego nie zrobię.  I Ty też ode mnie nie uciekaj. A jeśli to zrobisz, to wiedz, że nie pozwolę ci tak łatwo odejść . I zrobię wszystko,  że zwątpisz w sens swoich działań.  Bo nie jestem jakimś tam facetem dla ciebie, ani Ty nie jesteś jakimś tam facetem dla mnie. Kocham Cię.  Tego nie zmieni wynik badania, nic tego nie zmieni. Nigdy.-zapewnia. Sebastian nic nie mówi,  nie jest w stanie. Po prostu zostaje tam gdzie jest-otoczony ramionami swojego partnera.Nie potrzeba więcej słów. 
***
Spędzają miło czas najpierw spacerując,  a potem na placu zabaw. Po Julie naprawdę nie widać tego,  że dzień wcześniej uczestniczyła w wypadku. Jest pogodna jak zwykle. Bawi się na placu zabaw w piasku, śmieje się,  piszczy z zachwytu jak Mario wysadza ja na malutka zjeżdżalnie po czym asekurujac pozwala jej zjeżdżać.  Obydwoje z Emily obserwują małą i się śmieją na różne sytuacje. I być może wiele osób rozpoznaje Mario, bo przecież jest znanym piłkarzem i być może wiele par oczu obserwuje jego i nianie jego dziecka, ale oni zupełnie się tym nie przejmują.   Oni po prostu starają się dobrze spędzić czas. I tak jest.
***
Pisze do Marka, a potem, kiedy dostaje krótka odpowiedz "Nie jest dobrze" wie, że wynik musiał być pozytywny. Wie jak to działa.  Wie, że zapewne trzeba to potwierdzić, ale domyśla się również jaki to był dla Seby i Marka szok. Bo podejrzenia to jedno, a pozytywny wynik to co innego. Agnes pojawia się w sypialni nagle. Od razu jednak widzi po jego minie, że coś jest nie tak. 
-Ricky... co się stało? 
-Nic...-odpowiada.-To znaczy... Ja napisałem do Marka. I on mi odpisał. -mówi po czym pokazuje treść odpowiedzi. Agnes po przeczytaniu spogląda na niego. Już wie co to oznacza. I jest jej przykro.
***
To nie jest łatwe.  W najmniejszym stopniu nie jest. Sebastian mało mówi,  właściwie milczy przez większość czasu, praktycznie całe popołudnie spędza w łóżku,  albo na sofie przed tv, choć Mark jest pewien, że nie ma pojęcia co w danym momencie leci w telewizji. Jego wzrok bowiem nie jest skupiony na odbiorniku, chłopak patrzy gdzieś zupełnie w bok. Kiedy starszy próbuje zaproponować mu, by wyszli z domu, na spacer, do sklepu czy gdziekolwiek indziej, słyszy tylko ciche "nie mam ochoty" i temat się kończy.  Wieczorem probuje wyjść z nim do ich ulubionej knajpki na kolacje, odpowiedź jest taka sama. Wiec Mark wychodzi na zakupy, a potem wraca i robi kolacje. Sebastian tym razem nie protestuje, nie chce zrobić przykrości Markowi.  Jednak starszy zauważa, że niewiele je. Stara się, ale ma tak scisniety żołądek,  że naprawdę nie jest w stanie zbyt wiele w siebie wcisnąć. Widzi zmartwienie spojrzenie swojej drugiej połowy,  choć tamten nic nie mówi. 
-Przepraszam.-mówi młodszy. -Ja wiem, że zrobiłeś to co lubię najbardziej i jest bardzo smaczne, ale ja...-patrzy bezradnie.-Ja naprawdę nie dam rady zjeść więcej.-odsuwa trochę talerz.-Przepraszam, Mark.-Ma zamiar wstać i znów zaszyć się w sypialni, ale jego facet łapie go za rękę.
-Zostań. -mówi. -Zostań,  proszę. -powtarza wiec on siada na swoim krześle bez słowa.  Ma ochotę wyjąć,  uciec, schować się.  Nie wie dlaczego chce tak się zachowac. Nie ma pojęcia czemu podświadomie chce odgrodzić sie od bliskiej osoby. Przecież to nie tak, że przebywając z Markiem na coś go naraża,  nie. Jednak jakiś wewnętrzny głos pcha go do tego, by był z dala. Mark nie zabiera dłoni,  wiec czuje jego ciepło. Kiedy kończy swój posiłek po prostu odsuwa talerz, ale nadal nie zabiera dłoni.  Patrzy na niego, ale on nie może długo patrzeć w oczy swojego kochanka dlatego spuszcza wzrok. 
-Spójrz na mnie.-prosi go Mark wiec patrzy.- Pójdziemy na spacer? Myślę, że to jest dobry pomysł.  
-Chce zostać w domu.-słyszy w odpowiedzi.
-Dobrze, zostaniemy wiec w domu. Obejrzymy film czy jesteś zmęczony? -pada kolejne pytanie.
-Jestem zmęczony,  ale na pewno nie zasnę wiec film jest w porządku. Ale najpierw pójdę pod prysznic.-decyduje młodszy,  a starszy przytakuje kiwnieciem głowy.  Seba wstaje, ale zanim wychodzi słyszy. -Nie zamykaj drzwi, proszę. Wychodzi. Nie zamyka się w łazience tym razem.
***
Sebastian nadal bierze prysznic kiedy Mark odbiera telefon. 
-Cześć Ricky.-wita się. 
-Cześć. -słyszy po drugiej stronie.-Kiedy będziecie wiedzieć na pewno?
-Mają zadzwonić z laboratorium, bo tym razem byliśmy w innym. Mam tam znajoma i obiecala, że zadzwoni jak będzie koperta z wynikiem. Czekamy.
-A Seba?- pyta.-To znaczy domyślam się,  że czuje się okropnie, ale...
-Jest zrezygnowany, za cichy, zdystansowany i przestraszony. W takiej sytuacji to normalne.
-No tak... 
-Wymyślił sobie, że odejdzie.-dodaje Mark.-Nie powiedział tego wprost, ale zaczął coś mówić. Jestem pewien, że miał to w planie, pewnie nadal ma.
-On robi to...
-Wiem dlaczego chce to zrobić.  Rozumiem i to jest szlachetne, ale nie pozwolę mu na to. Ja nie chce...
-...go stracić...-kończy za niego dziennikarz.-Wiem, Mark. Wiem.-wzdycha.-Nie wiem co mam powiedzieć,  żeby pomóc...
-Nie musisz nic mówić,  dziękuję za telefon. Dobrze wiedzieć,  że nie jesteśmy z tym sami.
-Nie jesteście.  Możecie na nas liczyć. 
-Dzięki.-słyszy,  że w łazience coś upadło.-sorry na moment, Ricky.-przeprasza i odsuwa tel od ucha.-Seba w porządku? -woła.
-Tak, straciłem piankę.  W porządku. -wiła tamten wiec Mark znów przykłada komórkę do ucha.-Coś spadło,  nie wiedziałem co się stało?  Seba jest w łazience. Spędził pół dnia w łóżku. Próbowałem go namówić na wyjście,  ale bez skutku. Zadreczy się siedząc w domu i myśląc...
-Jutro są te pokazy, które tak chciał zobaczyć.  Może wpadniemy po Was to może uda się go namówić? 
-To nie jest zły pomysł wiesz?
-To się jutro zdzwonimy. Odbiorę wejściówki i zadzwonię. Oki?
-Tak, dzięki, zapomniałem o tych pokazach.
***
-Jedziesz ze mną? - pyta zabierając kluczyki.
-Kotku musze odpisać na te maile. Przeproś Natalie, ale naprawdę ich nie zauważyłam wcześniej, a to ważne.-tłumaczy. 
-To może zostane?
-Będzie im przykro jak zdane z nas nie przyjdzie...
***
-A gdzie twoja druga połowa? -pyta malarka.
-Została pracować.Bardzo was przeprasza, ale przez nieuwagę musi teraz nadrabiać.  Wiec jestem sam.Może być? -pyta dziennikarz.
-Dobrze, że jesteś. -uśmiecha się Natalie. Niedlugo przyjezdza Mario. W trakcie kolacji żartują,  śmieją się.  A po kolacji siedząc w salonie Reusow w pewnym momencie Natalie pyta.
-Martwisz się czymś Ricky, prawda?
-Ja też zauważyłem. -dodaje Mario.
-Cóż... ja również. -odzywa się Marco. Dziennikarz spogląda na przyjaciół.  Najpierw nic nie mówi,  zbiera myśli,  dopiero po chwili się odzywa.
-Mark i Seba... Oni...-wzdycha.
-O nie...-Nat zatyka usta dłonią,  bo przypomina sobie, że miały być wyniki badań. 
-Tak, właśnie tak.-dziennikarz patrzy na nią, bo wie, że ona rozumie.
-Robił test potwierdzający? 
-Tak, czekają na wyniki.-tłumaczy Ricky.-Ale chyba nietrudno sobie wyobrazić co się z nimi dzieje, szczególnie z Sebastianem.
-Czy dobrze się domyślam? -dopytuje Mario.-Potwierdziło się? 
-Pierwszy test, teraz czekają na drugi. Z Sebastianem nie jest dobrze. Mark nie zdradzał szczegółów,  ale wiem... Dawniej znałem każdy ton jego głosu,  potrafiłem czytać co się dzieje. Minęło wiele miesięcy,  ale to się akurat nie zmieniło...
-To jest straszne...
-Może nie powinno mnie to obchodzić,  może powinienem trzymać się z daleka, ale nie umiem udawać,  że im nie współczuję.  Nie umiem udawać,  że o tym nie wiem, że mnie to nie obchodzi... Nie chce.- patrzy na przyjaciół. Przyglądają mu się.-Dobra, znałem kogoś, kto zaraził się wirusem, a potem zachorował.  Zmarł krótko przed tym jak Cię poznałem Natalie...
-Przecież z wirusem można żyć wiele lat... Brać leki.
-Nie każdy organizm sobie poradzi. On był pechowcem... Wyjątkiem od zasady... I jak sobie pomyślę,  że Sebastian... ze on...
-Jeszcze może okazać się,  że wynik drugiego testu jest negatywny. Mogła zajść pomyłka. 
-Oby. Ja wiem, że on nie musi być jak Matt.- patrzy na Natalie.- Ja byłem pewien, że ten wynik będzie negatywny. Byłem pewien. A kiedy dostałem odpowiedź na smsa zamarlem. I od razu stanął mi przed oczyma obraz Matta, ale bardzo chorego juz Matta. Odwiedzałem go. Widziałem jak gasł. I pamiętam,  że byłem zły,  jak dowiedziałem się,  że zdecydował,  o odstawieniu leków. Jednak nie powiedziałem mu na ten temat nic, ale on die domyślił. I mi to wytłumaczył.  
-Nigdy o tym nie mówiłeś. 
-Nie było okazji. Tego tematu. 
-Jak on się zaraził? 
-Od żony.  Tak się kończą czasem zdrady małżeńskie.  Ona żyje do dzis i dobrze się ma, jemu się niestety nie udało. -mówi. -Ale najlepsze jest to, że on jej wybaczył. Wybaczyl wszystko. A ona, kiedy chorował nie odstąpiła go na krok.  Była przy nim gdy odszedł.  Do końca.  
***
Łapcie kolejny. 
Przepraszam za literówki,  pisałam na tablecie i być może nie wyłapałam błędów.  
Komentujcie.







wtorek, 31 maja 2016

35.Rozwiązania...

Nie może spać.  Ciągle myśli o tym, czego dowie się w laboratorium. Właściwie,  to najchętniej w ogóle by tam nie szedł, nie ma pojęcia czy znajdzie odwagę,  by pójść. Juz mu jej brakuje. Spogląda na Marka, który śpi spokojnie. Wierzy mu, wierzy, że kiedy mówi,  iż nie zostawi go nawet,gdyby się okazało,  że się zaraził,  to tak będzie.  Widzi, że jest dla niego kimś ważnym,  jednak zastanawia się czy on sam chce skazywac swojego partnera na życie z osobą chora, na życie ze strachem... 
***
-Lepiej się czujesz?-pyta Marco. Chwilę wcześniej pojawili się z Natalie w szpitalu, nie mogli znaleźć Mario i Emily, ponieważ nie było ich tam, gdzie mieli być, toteż blondyn zadzwonił do dziewczyny, a ona po nich przyszła. Okazało się, że Mario przebywa w jednym z pomieszczeń szpitalnych.
-Tak.-odpowiada Mario.-Jednak wystraszyłem Emily.- mówi. 
-Nie miałeś na to wpływu.- mówi dziewczyna.
-Co się stało?- pyta Natalie nie wiedząc o czym ta dwójka mówi.
-Miałem atak paniki.- z ust szatyna pada odpowiedź.-Ale już jest lepiej.- dodaje.
-Podali ci coś?- docieka Marco.
-Tak, dostałem zastrzyk. Już jest w porządku. Po prostu... nie udźwignąłem tego... Wszystko wróciło...-tłumaczy szatyn.
-Spokojnie.
-Muszę iść do Julie.- wstaje z łóżka na którym siedział do tej pory. Jednak okazuje się, że wstawanie nie jest dobrym pomysłem, bo ma lekkie zawroty głowy.
-Co się dzieje?-Emily 
-Kręci mi się w głowie.- odpowiada.
-Nigdzie nie idziesz.- mówi stanowczo Marco.- Najwyżej twoja mama zostanie z Jull. 
-Lekarz też mu to sugerował, ale się uparł.- zauważa Emily.
-To moja córeczka, chcę być z nią, przy niej...
-W takim stanie nie możesz. Musisz odpocząć.- tłumaczy cierpliwie Marco.
Chwilę później zjawiają się rodzice piłkarza. I pomimo jego protestów, to babcia zostaje z wnuczką, a jego zabiera ojciec. Marco i Nat odwożą Emily do domu.
***
Jest bardzo wcześnie. Nie ma jeszcze 5 rano, a on nie śpi od dobrych kilkunastu minut. Nie chcąc przeszkadzać partnerowi, zaraz po przebudzeniu opuścił sypialnię. Właśnie siedzi na balkonie ich mieszkania, właściwie znajduje się w pozycji półleżącej, ponieważ rozłożył odrobinę krzesło, otulony ciasno kocem, ponieważ nie jest jeszcze zbyt ciepło. Nawet kawa tego ranka wyjątkowo mu nie smakuje, choć jest to jego ulubiona kawa, zawsze się nią delektuje, tym razem natomiast nie potrafi zachwycać się jej smakiem. Jest tak być może dlatego, że ciągle rozmyśla o tym co ma się wydarzyć. Boi się.
***
Budzi się w pustym łóżku. Jest zaskoczony, ponieważ on raczej ma lekki sen i zawsze jakoś czuł, kiedy Sebastian wstawał, tym razem nie poczuł. Pościel na drugiej połowie łóżka jest zimna, więc domyśla się, że jego partner wymknął się już jakiś czas temu. Spogląda na zegarek, który wskazuje, że jest godzina 8:00. Wstaje z łóżka po czym opuszcza pokój, by poszukać jego drugiej połowy. Okazuje się, że nie ma go ani w kuchni, ani w gościnnym pokoju, ani również w łazience. W końcu spogląda na drzwi balkonowe i wtedy zauważa, że są uchylone. Mógł się tego domyślić, Seba zawsze siada na balkonie kiedy chce coś przemyśleć. Podchodzi cicho do przeszkolonych drzwi. Tak jak się domyśla, Seba śpi na rozłożonym leżaku.
***
Otwiera powoli oczy. Z ulgą stwierdza,  że jest w swojej sypialni. Miał dziwny sen. Straszny. Śniło mu się,  że miał wypadek. Właściwie to sen był bardzo realistyczny, ale zamiast Ann na fotelu pasażera siedziała Emily. I nie była w ciąży. I słyszał tez płacz dziecka... I...
-O Boże...-wzdycha ponieważ dociera do niego, że nie śnił, tak było naprawdę.  Szybko podnosi się z łóżka.  I po prostu idzie na dol, ponieważ słyszy ciche rozmowy. 
Emily pierwsza go zauważa kiedy słucha tego, co mówi Marco. Mario dopiero, kiedy widzi dziewczyne, zdaje sobie sprawe, że może jednak nie pomyślał schodząc na dol w samych bokserkach.
-Cześć. - odzywa się Emily patrząc na niego badawczo. Marco również spogląda w jego stronę. 
-Cześć.-wita się blondyn.-Może...-zaczyna, ale szatyn nie pozwala mu dokończyć. 
-Przepraszam, pójdę się ubrać. -mówi po czym wychodzi. 
-Chyba się mnie nie spodziewał.-komentuje dziewczyna, a zaraz po tych słowach zabiera ze stolika puste filiżanki po kawie, która przed momentem skończyli pić z Marco. Dziewczyna znika w kuchni, a blondyn idzie za przyjacielem do jego sypialni. Puka, a słysząc zaproszenie wchodzi. Szatyn ma na sobie spodenki i ubiera koszulkę. 
-Jak się czujesz?
-W porządku. -pada odpowiedz.-Musze jechać...
-Nie musisz. Rozmawiałem z Twoja mama, Julie wycisza zaraz po obchodzie. Twój tata pojechał do szpitala, przywiezie je do domu.
-Sam bym pojechał, trzeba było mnie obudzić.-mówi z pretensja w głosie młodszy. -Nie jestem małym chłopcem,  sam pojechałbym po córkę. 
-Wczoraj miałeś zawroty głowy. -przypomina mu Marco.
-Wczoraj.-mówi szatyn.-Mamy nowy dzień. Traktujecie mnie jak dziecko...
-Troszczymy się,  a ty w tym momencie zachowujesz się jak dziecko. Rozkapryszone. O co chodzi?
-O nic.
-Widzę. 
-O której jest ten obchod?
-Myślę, że będą w domu najpóźniej za godzinę. 
-Chciałbym ją już przytulic.-mówi cicho młody ojciec.
***
W samochodzie panuje cisza. Żaden z nich nic nie mówi.  Mark nie chce pytać,  nie zaczyna tez rozmowy, ponieważ widzi, że Sebastian nie ma na nią ochoty, a młodszy milczy ponieważ po raz tysięczny nie chce powiedzieć,  że bardzo się boi. To nic nie da, przecież to, iż będzie cały czas to mówił, nie sprawi, że nagle strach zniknie. Nie zniknie. Spogląda ukradkiem na swojego partnera. Mark jest spokojny, albo tylko ten spokój udaje. Nie wie. Nie chce pytać.  Może to lepiej, że obydwaj nie panikuja. 
Mark widzi, że Sebastian kątem oka go obserwuje.  Dostrzega również to, jak bardzo tamten się denerwuje, boi. Zauważa drżące dlonie, które ten skrzętnie chce ukryć wciskając je pomiędzy uda. Dostrzega to wszystko. I być może mógłby w tej chwili powiedzieć partnerowi tysiąc słów pocieszenia, on jednak nie mówi nic. Ale kiedy Sebastian czuje dłoń Marka na swoim udzie rozumie co ten chce przez ten gest powiedzieć.  Bez słów.  Mark po raz kolejny pokazuje mu, ze jest obok.
***
Tuli ja do siebie odkąd wróciła do domu. Julie jest cicha i naprawde nieco wycofana. To nie jest do niej podobne, ale Mario juz wie, że lekarz ostrzegał, iż może tak może być.  Rodzice pojechali do domu, Marco również,  jedynie Emily została. Zaproponowała sama, a on nie powiedział nie. I to nie tak, że nie poradziłby sobie przecież z własnym dzieckiem, ale chciałbym by dziewczyna została.  Po prostu tak czuł. Wiec świetnie się złożyło, iż z jej ust padła taka propozycja. Zaraz po tym, kiedy zostali sami z Julie Emily zaproponowała,  że coś ugotuje, a on postanowił po prostu być z Julie. Dlatego,  kiedy jakiś czas później, Emily w końcu opuści kuchnie i zobaczy, że obydwoje zniknęli,  a dom jest dziwnie cichy, jedynym miejscem, o którym pomyśli to będzie sypialnia. I faktycznie tam ich znajdzie-śpiących w najlepsze na duzym łóżku Mario. I to będzie jeden z tych wyjątkowych momentów,  tych wyjątkowych obrazków.  Uwieczni go na zdjęciu w swoim telefonie.
***
-Wejść z Tobą? -pyta widząc zdenerwowanie swojej drugiej połowy.  Sebastian spogląda na niego. Jest blady, ale kiwa głową zaprzeczając. Próbuje się trzymać.  Przekonuje sam siebie, że przecież sobie poradzi. Musi tylko wejść i odebrać wynik. To nie jest skomplikowane. Powoli zmierza w kierunku pokoju. -"Po prostu wezmę ten wynik. Wezmę go."-przekonuje sam siebie w myślach.  W końcu drżącą dłonią naciska klamkę.  Drzwi się otwierają, a on bierze głęboki oddech i wchodzi. Mark zostaje na zewnątrz. Teraz może wziąć głęboki oddech i on. Musi się trzymać,  nie może okazywać strachu, bo przecież musi być wsparciem. Prawda jest jednak taka, że on bardzo się martwi i boi. Przecież za moment Seba może wyjść i powiedzieć"Jestem chory Mark." I wszystko się zmieni. Zmieni się choć nie wiadomo jak bardzo chcieliby, aby się nie zmieniło.  Zmieni, ponieważ życie z chorobą nie będzie łatwe zarówno dla Seby jak i dla niego. Jednak ma nadzieję,  że nie znajdą się w tej sytuacji. 
Seba wychodzi. Ma taką samą minę jak przed wejściem,  w dłoni trzyma biala kopertę. Staje przed partnerem, a wzrok Marka ładuje na dłoni Sebastiana ściskającej kurczowo biala kopertę, lekko drżące dloni.
-Proszę otwórz,  Mark.-prosi go młodszy. -Wyjdzmy na zewnątrz,  usiądzmy na jednej z ławeczek w tym parku obok i proszę zajrzyj do tej przeklęte koperty, dobrze?-patrzy na Marka.
-Dobrze.-mówi tamten tylko, a zaraz po tych słowach Sebastian czuje jak Mark splata ich palce kiedy chwyta go za dłoń.  Wychodzą.  Robią dokładnie tak, jak chce młodszy.  Wybierają jedna z ławek,  a potem Mark otwiera kopertę,  czyta a zaraz potem po prostu przytula mocno do siebie Sebastiana...
***
Obiecałam w weekend, lekkie spóźnienie,  ale jest. 
Komentujcie.
Myślicie,  że Sebastian jest chory?