piątek, 4 listopada 2016

49. Ktoś inny...


Po raz drugi kłóci się z teściową kolejnego dnia, bo postanowiła jeszcze zostać, a on nie był niemiły i jej na to pozwolił. Od początku właściwie żałuje tej decyzji. Następnego dnia ma wyjechać ma mecz wyjazdowy. Kobieta wykorzystuje moment, gdy Julie jest z nianią na górze, bo Mario ma jechać na trening.
-Myślę, że mogę sama zająć się Julie podczas twojej nieobecności. -zwraca się do zięcia.-Poradzę sobie, więc możesz dać niani wolne.- mówi pewnie patrząc na niego, kiedy ten kończy jeść jabłko. Mario zaskoczony spogląda na nią.
-Nie zgadzam się.- mówi po prostu piłkarz.
-Jak to się nie zgadzasz?- pyta kobieta.- Jestem jej babcią, poza tym nie jestem staruszką, poradzę sobie z małym dzieckiem. Nie ma potrzeby byśmy zajmowały się nią we dwie...- próbuje go przekonać.
-Jest potrzeba.-Pada odpowiedź.- Ja czuję taką potrzebę, żeby Emi tu była.- precyzuje szatyn.  
-Mario... Nie rozumiem... Nie rozumiem twojego zachowania w tej chwili.-mówi mu.
-A ja twojego.-odpowiada po prostu, choć może jest to trochę niegrzecznie, ale mama Ann nie zachowuje się lepiej odkąd się pojawiła.
-O czym mówisz?-pyta kobieta.
-O tym, że zarówno Julie jak i ja jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych schematów. Ona jest przyzwyczajona zostawać z moją rodziną, Emily i moimi przyjaciółmi. To są osoby, które widuje na codzień, które dobrze zna.  Jest wtedy spokojna i ja jestem spokojny. Nie będę tym razem eksperymentować. -tłumaczy spokojnie, choć jest pewien, że to nie przekona teściowej. I nie myli się. 
-Jestem jej babcia. Zajmę się nią.  Nie potrzebuje niani aby zająć się własną wnuczka.-upiera się kobieta.- Chcę spędzić trochę czasu z moją wnuczką.
-Ależ nikt ci przecież nie zabrania.- tłumaczy jej.
-Sama. Nie chcę aby jakaś obca dziewczyna kręciła się wokół i patrzyła mi na ręce.- wysuwa kolejne argumenty.Mario słyszy jak bardzo jest zdeterminowana.Piłkarz wzdycha i patrzy na nią. Nie chce się z nią kłócić, walczyć z nią, nie chce również utrudniać jej kontaktu z wnuczką, ale jej słowa go denerwują. I denerwuje go jej upartość.
-Emily nie będzie miała wolnego. Emily będzie w domu i będzie zajmować się moim dzieckiem czy sobie tego życzysz czy nie.- mówi stanowczo.- Julie jest moim dzieckiem, jestem jej rodzicem i to ja decyduję z kim zostanie. 
-Ale naprawdę nie ma potrzeby...- próbuje znowu kobieta.
-Ja mam taką potrzebę wiedzieć, że ona tu jest.- odpowiada piłkarz.
-Ufasz jakiejś obcej dziewczynie a nie matce swojej żony. -wytyka mu.
-Ufam Emily, tak.-przyznaje szczerze.-Nie wątpię, że zajęłabyś się wnuczka, możesz to robić ale Emi tu będzie.- mówi ponownie.
-Jesteś taki uparty...- wzdycha kobieta.
-Nie jestem uparty, po prostu mam inne zdanie od twojego. Mam do tego prawo.
-Oczywiście, ale ja mam prawo pobyć z moją wnuczką bez obcych osób wokół.
-Emily tylko dla ciebie jest obca. Nam jest bliska.- mówi piłkarz patrząc na nią. Kobieta milczy. Milczenie trwa jednak jedynie kilkanaście sekund.
-Czyli jednak...- mówi cicho bardziej sama do siebie.
-Czyli co?- pyta chłopak.
-Nie sądziłam, że tak szybko znajdziesz sobie zastępstwo mojej córki. Minęło niewiele czasu, a ty już znalazłeś sobie kochankę...- podnosi się do pozycji stojącej i ma zamiar wyjść, ale on łapie ją za nadgarstek i jej na to nie pozwala. Kobieta patrzy na niego.
-Nigdy więcej nie będziesz mówić do mnie w ten sposób.- mówi jej, a jego ton jest ostry. Kobieta próbuje wyrwać rękę, ale on jej nie pozwala.- Przyjechałaś tu pod pretekstem spędzenia z wnuczką czasu, a ja ci na to pozwoliłem ponieważ uważam, że Julie powinna mieć z wami kontakt. Nie pozwolę natomiast abyś wtrącała się w moje życie, decydowała za mnie, albo wymuszała na mnie pewne decyzje. Nie pozwolę byś mnie oceniała, ani oceniała innych.- wylicza.- Nie pozwolę ci abyś wpychała do mojego łóżka osoby, które w rzeczywistości w nim nie sypiają. Nie masz do tego prawa.- patrzy na nią.- Emily ze mną nie sypia, nie mam kochanki. Nie powinienem w ogóle ci się tłumaczyć, ale nie chcę abyś tkwiła w błędzie. I to jest ostatni raz kiedy wysuwasz takie teorie. Jeśli jeszcze raz będziesz zachowywać się w taki sposób, po prostu poproszę cię abyś wróciła do domu.- tłumaczy puszczając jej nadgarstek.
-Kazałbyś mi się wynieść?- jest zaskoczona.
- Dobrze wiesz, że nie należę do takich osób, ale jeśli zaczniesz zatruwać nam życie swoimi teoriami po prostu to zrobię.- zapewnia ją.- Wiele miesięcy nie mogłem się podnieść po tym jak odeszła Ann. Wiele miesięcy walczyłem o spokój. I teraz kiedy go odzyskałem ty próbujesz to zburzyć.- mówi.- Nie pozwolę ci na to.- zapewnia.- Tego co robisz nie tłumaczy żaden żal ani ból. Bo ja choć cierpię, nie wyżywam się na innych. Ty to robisz.
-To była moja córka. Mój ból jest większy...- próbuje mu wytłumaczyć.
-Nie wiesz tego. Nie dasz rady tego zmierzyć.- odpowiada.
-Nie masz pojęcia co czuję...
-Myślę, że mam.- mówi jej.- Byłem tam wiesz...
-Ale to ona zginęła... Ty żyjesz.
-Byłabyś szczęśliwsza gdybym zginął?
-Tego nie powiedziałam...
-Nie musiałaś...- mówi cicho.- Masz do mnie żal. Wiem, że masz. Ten żal jednak niczego nie zmieni. Nie ożywi jej. Nie ożywią jej też nasze kłótnie, ani słowne przepychanki. Mam dość. Jeśli nie masz mi już nic więcej do zarzucenia to chciałbym iść na górę i zabrać kilka rzeczy, a potem jechać na trening. - omija ją i wychodzi. Po schodach na dół idzie Emily. Mario mija ją w połowie, a ona choć miała zejść do kuchni to jednak zawraca. Znajduje go w sypialni przy oknie. Podchodzi cicho do niego po czym kładzie dłoń na jego plecach.
-W porządku?- pyta cicho.
-Tak.-pada odpowiedź po czym chłopak odwraca się w jej stronę. Jest smutny.- Po prostu moja teściowa nie daje mi odetchnąć.
- Słyszałam. Trudno było nie słyszeć.- patrzy mu w oczy.- Nie podsłuchiwałam, ale akurat schodziłam na dół i na klatce było świetnie słychać.
-I co myślisz? Byłem za ostry?
-Nie, nie byłeś.- odpowiada.- Nie możesz pozwolić aby cię raniła. Już dość cierpienia Mario.- mówi mu.
-Więcej nie udźwignę.- szepce.- Jestem zmęczony.- przyznaje a potem po prostu przytula się do dziewczyny. ostatnio robi to coraz częściej. A ona? Nie narzeka.
***
Nudzi mu się. W telewizji nie leci żaden ciekawy program. Jakąś godzinę wcześniej skończył czytać książkę, którą Mark kupił mu zaledwie dwa dni wcześniej. Nie wie co ma zrobić, ale wie, iż nie wytrzyma na leżąco ani chwili dłużej. Jest pewien, że pomysł pójścia do kuchni nie spodoba się jego drugiej połowie, ale ma zamiar zaryzykować.
Podejmuje pierwszą ostrożną próbę podniesienia się z pozycji półsiedzącej, do pozycji siedzącej. To nie jest łatwe, w stanie, w którym się obecnie znajduje. Wypisano go wprawdzie ze szpitala, ale pod warunkiem, że będzie dużo odpoczywał, co robi nieprzerwanie odkąd wrócił do domu. Zresztą Mark nie pozwoliłby mu na nic innego niż odpoczynek. Właściwie to nie ma pojęcia jak jego partner załatwił sobie urlop w pracy tak nagle. Ból przeszywa jego ciało. Jego żebra nie doszły do siebie i pewnie jeszcze długo nie dojdą. I to właśnie dolegliwości z ich strony odczuwa najbardziej. Siniaki już bolą mniej, zmieniają się ich kolory. Niektóre są we wszystkich kolorach tęczy. Wstrzymuje oddech kiedy czuje ból i w końcu udaje mu się usiąść. Znów może wziąć wdech, a potem idzie za ciosem i podtrzymując się krawędzi sofy wstaje. Nie od razu robi krok, najpierw bierze kilka głębokich oddechów, bo teraz również boli go brzuch. Jednak jest uparty i powoli idzie w stronę kuchni gdzie krząta się Mark. Jest pewien, że gotuje coś pysznego, wskazuje na to zapach wydostający się z pomieszczenia. W końcu udaje mu się dotrzeć i stanąć w drzwiach. Mark jeszcze go nie widzi, ale on już może obserwować zręczne ruchu partnera, który kroi pomidora. I pewnie obserwowałby jeszcze dłuższą chwilę, bez ujawniania się gdyby jego druga połowa nagle nie podniosła wzroku.
-Sebastian... przecież powinieneś odpoczywać.- mówi mężczyzna i w ciągu kilku sekund stoi przy nim.- Zrobisz sobie krzywdę.
-Nic mi nie jest. - zapewnia.
-Jeszcze nie, ale... Zaprowadzę cię spowrotem. Obiecałeś...- chce dokończyć, ale nie jest mu to dane, bo Sebastian może trochę nieudolnie ale przytula się do niego, jedną ręką ciągle trzymając się futryny, bo nie czuje się na tyle pewnie na nogach, aby objąć Marka drugą ręką.
-Nie chcę być sam.- szepce, a Mark nie jest zaskoczony. Zauważył, że Seba cały czas chce być z kimś. Do tego momentu nie wypowiedział tego jednak głośno. To pierwszy raz.
-Przecież nie jesteś.- odpowiada.- Byłeś w salonie, a ja za ścianą w kuchni. Chciałem zgotować coś dobrego i lekkiego, nie będziemy głodować ani żyć na fast foodach. Mogłem coś jeszcze zamówić, ale nie chciałeś...
-Mogę zostać tu z tobą?- pyta przerywając mu Seba.
-Nie możesz, tutaj musiałbyś siedzieć, a twoje żebra...
-Zostaję.- mówi stanowczo młodszy chłopak po czym odsuwa się od kochanka i ma zamiar podejść do stołu i usiąść. Mark jednak mu nie pozwala.
-Pójdę z tobą do salonu. Zrobiłem wszystko, teraz trzeba poczekać 25 minut aż piekarnik się wyłączy. Posiedzę z tobą.- zapewnia.
-Dobrze.- zgadza się i z pomocą mężczyzny, którego kocha idzie w stronę salonu. Tam powoli znów kładzie się na poduszkach, które Mark wcześniej poprawił. Mężczyzna nie odchodzi, a kładzie się obok niego. Przez chwilę milczą obydwaj.
-Nie musisz się bać, Sebastian.- mówi mu w końcu Mark.- Już ci to mówiłem, że jesteś bezpieczny.- zapewnia go głośno, a tamten nie odpowiada. Milczy po prostu. A starszy wie, że to normalne zachowanie. Psycholog uprzedził go, że jego mężczyzna jeszcze długo będzie przeżywał to co się stało. I jest pewien, iż miał rację.
Obejmuje swoją drugą połowę delikatnie, na tyle ile to możliwe. Nie może zrobić tego prawidłowo przez wzgląd na pęknięte żebra chłopaka. Sebastian nie wykonuje żadnego ruchu, jedynie kładzie dłoń na jego dłoni.
***
-Wiesz, że to ten koleś?- mówi do niej Ricky, kiedy zjawia się w domu pod wieczór. Zanim  Agnes jest w stanie zapytać o kim mówi, on całuje ją w usta.- Cześć.- dodaje.
-Cześć.-- odpowiada.- O jakim kolesiu mówisz?- pyta.
-Sebę pobił ten koleś z pracy. Oczywiście nie sam, ale to on. -mówi rozpinajac sweter.
-Ale dlaczego?
-Bo jest nietolerancyjny. Już wcześniej pozwalał sobie na jakieś komentarze w stosunku do Sebastiana i Marka. W końcu przesadził i Seba dał mu w twarz. Słusznie zresztą. Ale potem ten się zemścił.
-Niezrozumiałe...-wzdycha.-Rozmawiałeś z Markiem?-pyta.
-Przez telefon. Chciałem zapytać jak Sebastian.
-I jak się czuje?
-Obolały. Dużo śpi i odpoczywa.
-Mark wziął wolne?
-Tak. On nie jest w stanie zostać sam. Ledwie się porusza. Ale dojdzie do siebie a tamtego mam nadzieję zamkną i dostanie sądowy zakaz zbliżania się.
-Na pewno.
***
Spogląda na zegarek. Jest już po 20, a Mario jeszcze nie ma choć powinien być. Nie chce dzwonić do Natalie, bo być może właśnie kładzie dzieci do łóżek.  Julie już śpi, przed chwilą bowiem zasneła. Przykrywa dziewczynkę szczelniej kołderka i wychodzi z jej pokoju zostawiając uchylone drzwi. W kuchni spotyka tesciową Mario, która myje kubek przy zlewie.
-Zasnęła ?-pyta kobieta.
-Tak, ale to nie było łatwe bo ciągle wołała tatę.-odpowiada.-Coraz ciężej rozstawać jej się z Mario, nawet na krótko.
-No tak, a w jego zawodzie to nieuniknione.
Emily wybiera numer Mario i dzwoni. Niestety nikt nie odbiera.
-Miał już być a go nie ma i w dodatku nie odbiera telefonów co mu się nie zdarza.-mówi dziewczyna.
-Może poszli gdzieś z chłopakami.
-On tak nie robi.-protestuje szybko niania patrząc na mamę Ann.
-Spokojnie, nie znam jego zwyczajów. Tak mi się powiedziało...
-Faktycznie pani go nie zna...-wzdycha Emily i w tym samym momencie słyszą, że ktoś idzie. Emily odwraca się i widzi Mario. Nie wygląda zbyt dobrze. Jest blady.
-Nareszcie. -mówi dziewczyna podchodząc.-Dzwoniłam...-mówi. Mario wygląda źle. 
-Julie śpi?- z ust piłkarza pada pytanie o córeczkę.
-Tak. Wszystko w porządku.- uspakaja go.- Ale ty nie wyglądasz zbyt dobrze.
- Naprawdę kiepsko się czuję.- mówi szatyn, a ona jest pewna, iż chłopak ma wysoką temperaturę więc przykłada dłoń do jego czoła. To potwierdza tylko jej przypuszczenia.
-Dostałeś coś na spadek temperatury?- pyta.
-Tak.
-Idź do łóżka, zrobię ci herbaty dobrze?- proponuje.
-Mogę zrobić sam... Nie musisz ...- próbuje jej coś powiedzieć, co myśli, próbuje nie być ciężarem, ale ona mu przerywa, bo wie co usłyszy, a nie chce słyszeć tych słów.
-Idź położyć się do łóżka. Za moment przyjdę z herbatą.- jest stanowcza.
-Dziękuję.- mówi Mario spoglądając jej w oczy z wdzięcznością. Ma dreszcze i boli go dosłownie wszystko. Słucha i idzie do sypialni. Tam ściąga ubrania i zakłada na siebie miękkie spodnie od piżamy i bawełnianą bluzkę z długim rękawem. Potem wślizguje się pod kołdrę, bo jest mu naprawdę zimno. To z powodu wysokiej gorączki. 
Emily zjawia się 10 minut później z kubkiem parującej cieczy i termometrem, który każe mu włożyć sobie pod pachę. Mario słucha. Dziewczyna stawia herbatę na szafce nocnej.
-Dzwoniłam do mamy aby ją uprzedzić, że zostanę na noc.- oznajmia mu, a on nie protestuje, bo naprawdę nie chce tego robić. Jest chory i wie dobrze, że gdyby mała się obudziła to nie jest w stanie się nią zająć, no może mógłby, ale z drugiej strony nie chce jej zarazić. W domu jest jeszcze babcia małej, ale szczerze mówiąc nie chce zostawać w domu w takim stanie jedynie z matką Ann. To nie tak że czuje się z jej strony jakkolwiek zagrożony, tak nie jest. Jednak wie, iż kiedy będzie miał świadomość, że Emily również jest, będzie się czuł bardziej komfortowo.- Nie protestujesz?- pyta dziewczyna.- To nowość.- kwituje.
-Chcę żebyś została Emi.- mówi po prostu.- Dziękuję.- dodaje.
-Zostanę ile będzie trzeba, a teraz pokaż termometr.- mówi, a on podaje jej. Mario ma wysoką gorączkę, bo 38 i 9 kresek.- Jeśli będzie rosnąć...
-To pójdę do wanny.- mówi.- Mam zalecenia co mam wziąć, ale musi upłynąć odpowiednia ilość czasu. - mówi jej.
-Dobrze. Napij się herbaty.- Mario siada opierając się o wezgłowie łóżka, a ona podaje mu napój. Mężczyzna pije małymi łyczkami, bo herbata jest bardzo ciepła. Potem odstawia kubek i znów kładzie się i szczelnie przykrywa kołdrą.- Śpij. Za chwilę zmierzę ci temperaturę, ale elektronicznym termometrem. Zobaczę czy nie będzie rosnąć. Śpij.
-Dziękuję.- powtarza chłopak po raz kolejny. Emily dotyka jego policzka i gładzi go przez kilka sekund,a potem wstaje i wychodzi.
Tej nocy Emily nie spędza w pokoju gościnnym, choć to tam przygotowała sobie łóżko do spania. Tę noc dziewczyna spędza w większości w sypialni Mario. Bo piłkarz wysoko gorączkuje, więc kiedy temperatura zaczyna rosnąć ma zamiar go obudzić, ale on sam się budzi. Jest mu zimno.
-Emi...- mówi, a ona spogląda na niego odkładając kubek z ciepłą herbatą, którą kilka minut wcześniej przygotowała.
-Myślę, że przygotuję ci wodę w wannie.- mówi.- Temperatura rośnie, a ty nie możesz jeszcze wziąć kolejnej pigułki przepisanej przez lekarza więc musimy sobie poradzić bez niej.- mówi mu.
-Dobrze.- zgadza się po czym odkrywa.- Muszę iść do toalety.- tłumaczy widząc zaskoczone spojrzenie przyjaciółki.
-Dobrze. 
-Zimno mi.- mruczy piłkarz wstając. Jest słaby i ma dreszcze. Emily pomaga mu ubrać bluzę i obserwuje jak ten idzie w stronę łazienki. Potem słyszy szum wody więc wstaje i idzie pod drzwi łazienki.
-Mogę wejść?- pyta.
-Tak.- pada odpowiedź więc ona wchodzi. Mario siedzi na brzegu wanny drżąc z zimna, a do wanny wlewa się woda.
-Przygotuję ci wodę. Idź  do sypialni i napij się ciepłej herbaty.
-Zostanę tutaj.- mówi chłopak więc ona przynosi mu kubek. Potem sprawdza temperaturę wody i przygotowuje odpowiednią. Wychodzi na chwilę po szlafrok chłopaka, który widziała na fotelu w sypialni i dodatkowe ręczniki. Idzie w stronę łazienki, ale nie ma pojęcia czy powinna ot tak wejść, więc puka.
-Mario...
-Wejdź.- pada odpowiedź więc to robi. Chłopak jest już w wannie. Nie ma na sobie nic oprócz bokserek. I choć nie pierwszy raz widzi go ubranego jedynie w bieliznę, wcześniej przecież widywała go tylko w kąpielówkach, to jednak pierwszy raz widzi go w takim stanie, w takiej sytuacji. Odkłada ręczniki i szlafrok i siada na brzegu wanny. 
-Woda w porządku?- pyta.
-Tak.- pada odpowiedź.- Podasz mi herbatę, proszę? - prosi ją.- Miałem przestawić bliżej, ale...
-Oczywiście, że ci podam.- daje mu kubek i patrzy jak piłkarz pije. Spędzają w łazience długie minuty. Nie rozmawiają. Emily co chwilę zmienia kompresy na czole chłopaka, a on po prostu siedzi w wannie z przymkniętymi oczyma. Czuje obecność Emily i jest jej naprawdę wdzięczny, że została. Nic nie mówi w tym momencie, ale tak czuje. Jakiś czas później podaje mu ręczniki, by się wytarł. Właściwie pomaga mu trochę się wytrzeć, a potem wychodzi, aby Mario się ubrał. Czeka na niego w sypialni z kolejnym kubkiem ciepłego napoju. A kiedy chłopak się zjawia bierze kubek z wdzięcznością i wypija prawie całą zawartość. Potem kładzie się do łóżka, a ona okrywa go kołdrą.
-Idź się połóż.- mówi jej piłkarz.- Nie spałaś pół nocy. Musisz odpocząć. Czuję się już lepiej.- przekonuje ją.
-Zostanę jeszcze trochę, a później pójdę.- obiecuje.-Śpij.
-Dobrze. Dziękuję.- mówi po czym zamyka oczy. Zasypia niemal od razu. A ona jeszcze długi czas nie śpi. Dwie godziny później temperatura rośnie po raz kolejny, ale tym razem podaje mu tabletkę i przykłada mu kompres do czoła. A potem nie wychodzi. 
Rano, kiedy Mario otwiera oczy, pierwszym widokiem, który widzi, jest śpiąca na skraju łóżka Emily. Jest przykryta kocem i śpi na skraju jego łóżka. I być może Mario się uśmiecha na ten widok.
***
Podoba się?

środa, 26 października 2016

48. Niespodziewana wizyta...

Budzi się o 6 rano i bynajmniej nie ma zamiaru próbować zasnąć ponownie. Postanawia iść pobiegać, co robi już prawie regularnie. Nie biega  długo, dawkuje sobie wysiłek. Musi bowiem przyzwyczajać swój organizm do większego wysiłku fizycznego bowiem pragnie wrócić do normalnego życia, do tego, co robiła przed chorobą. A była bardzo aktywna fizycznie. Więc wstaje, idzie do łazienki i wykonuje poranną toaletę po czym ubiera się i wychodzi z domu. Na zewnątrz wkłada słuchawki do uszu i włącza muzykę po czym rozpoczyna poranny jogging.
Podczas biegu wsłuchuje się w ulubione utwory, ale też ma szansę obserwacji otaczającej ją rzeczywistości. Mija różnych ludzi, jedni idą do pracy, inni tak jak ona wybrali poranną aktywność fizyczną. I znów nachodzi ją myśl, że jeszcze całkiem niedawno, miesiące wcześniej, modliła się o takie chwile, marzyła o nich nieśmiało mając świadomość, że większe szanse ma na to, iż jej marzenia się nie spełnią. Nie jest łatwo znaleźć dawcę. Zawsze miła tego świadomość. I choć wierzyła mocno w cud, to jednak była zupełnie świadoma, że może nie mieć tyle czasu, aby tego cudu doczekać. Doczekała. I teraz potrafi cieszyć się nawet tym, że może wstać o 6 rano i wyjść z domu aby pobiegać. Potrafi cieszyć się z tego, że jest ładny dzień, że ma okazję biegnąc obserwować ludzi. Każdy dzień zaczyna z wdzięcznością. Jest wdzięczna Stwórcy, iż dał jej szansę znów tego doświadczać. Może nawet głębiej  niż przed chorobą. Bo teraz potrafi naprawdę wielokrotnie bardziej to docenić.
***
Julie śpi, ale on już nie śpi. Nie wstaje jednak z łóżka. Pozostaje w nim dłużej. Normalnie tego nie robi. Zanim jego córeczka wstaje często zdąży już napić się czasem kawy, częściej herbaty. Tym razem tego nie robi. Po prostu pozostaje w sypialni. Leży po lewej stronie łóżka, po jego stronie, bo prawa najczęściej była zajmowana przez jego żonę. Nie w tej sypialni oczywiście, nie w tym łóżku, bo w poprzednim mieszkaniu. Leży na lewym boku. Na szafeczce stojącej przy łóżku stoi ramka ze zdjęciem Ann. Jak zawsze rano na nie patrzy. Jak zawsze rano zamyka oczy i przypomina sobie to w jaki sposób go budziła każdego poranka jeśli tylko był w domu i to ona pierwsza się obudziła, co było bardzo częste. Zawsze czuł jak go obejmuje, a zaraz potem czuł jej usta na swoich. Uwielbiał takie momenty. Były wyjątkowe i unikatowe. I pełne ciepła i miłości.I tęskni własnie za nimi. 
Usta jego żony były miękkie i ciepłe. Jej pocałunki najpierw delikatne, ale zawsze potem bardziej zachłanne. Ann uwielbiała pocałunki. On zresztą też. Tęskni za tym. 
Wyciąga dłoń i bierze do ręki ramkę ze zdjęciem. Dotyka opuszkami palców jej twarzy na zdjęciu. Jej policzek zawsze był ciepły, a skóra miękka. Szkło jest zimne. 
***
Alice obserwuje córkę, która pojawia się w domu później niż zwykle. Wie, że dziewczyna była pobiegać. Emily jest trochę zmęczona, ale jej twarz zdradza to, jak bardzo jest zadowolona. Więc ona też się uśmiecha. Uśmiecha się, bo tej chwili mogło nie być. A jednak jest.
-Dzień dobry mamo.- mówi jej córka.
-Dzień dobry i miłego dnia.- życzy Emily.- Muszę już wyjść.
-Wzajemnie mamo.- odpowiada dziewczyna.- To będzie dobry dzień.- dodaje.
***
Nie ma pojęcia czy dobrze robi. Nie umawiała się z nim. Wysiada z taksówki, którą przyjechała. Nie wie czy zastanie ich w domu, nic nie wie właściwie. Przyjazd był spontaniczny. I być może nie zostanie dobrze odebrany. Pewnie tak właśnie będzie. Jest jej wszystko jedno.
Chwilę później naciska przycisk dzwonka i słyszy jak w mieszkaniu rozbrzmiewa melodia. Kilkanaście sekund później słyszy męski głos. Zaraz potem do jej uszu dochodzi charakterystyczny dźwięk przekręcanego klucza w zamku i drzwi się otwierają. Mario jest zaskoczony.
***
Nie ma pojęcia co się dzieje, ale głos Mario, który wprawdzie nie krzyczy, ale mówi dość głośno i stanowczo i słychać go już przez zamknięte drzwi, nie wróży nic dobrego. Choć ma zapasowy klucz do jego mieszkania w tym momencie nie używa go. Nie chce wejść ot tak sobie nie mając pojęcia kto prócz piłkarza jest w domu. Więc naciska dzwonek i dzwoni.  Drzwi otwierają się kilka sekund później. Od razu widzi jak bardzo wzburzony jest chłopak.
-Cześć. Zapomniałaś kluczy?- pyta piłkarz.
-Nie, ale nie  chciałam wtargnąć ponieważ słyszałam, że nie jesteś sam.- pada odpowiedź.
-Nie, nie jesteśmy sami z Julie.- mówi jej. Ma zamiar coś powiedzieć, ale pojawia się kobieta z Julie. Emily rozpoznaje mamę Ann.
-Dzień dobry.- uśmiecha się, choć kobieta nie odpowiada jej sympatycznym uśmiechem.
-Dzień dobry.- odpowiada tamta. Emily czuje się odrobinę nieswojo ponieważ widzi jak ta pani lustruje ją wzrokiem. Nie ma pojęcia co zrobić, ale z opresji ratuje ją Julie, która zjawia się natychmiastowo obok i przytula się do jej nóg.
-Emi.- piszczy zadowolona. Na twarzy  dziewczyny pojawia się znów uśmiech. Kuca przy dziewczynce po czym bierze ją na ręce i przytula.
-Moja maleńka księżniczka.- mówi czule dziewczyna nadal czując na sobie czujny wzrok babci małej. Właściwie to nie zna jej praktycznie. Spotkała ją zaledwie kilka razy, ale doskonale wie, iż babci Jull nie podoba się, że ktoś kręci się obok Mario i małej. To jest wyczuwalne, zresztą Mario kiedy ona się pojawia też nie jest sobą. I tym razem nie jest inaczej. I ma wrażenie, że nawet jest gorzej niż do tej pory.
***
Ubiera Julie, ponieważ dziewczynka nie pozwala ubrać się babci. Julie na ogół nie bywa kapryśna, ale tym razem stawia na swoim. Nie jest przyzwyczajona bowiem do obecności babci, gdyż ta nie uczestniczy w jej wychowaniu na codzień, ani się nią nie zajmuje. Mario obserwuje stojąc oparty o ścianę w przedpokoju. Nic nie mówi. Po prostu stoi, patrzy i milczy. Kiedy dziewczynka jest gotowa Emily cmoka jej czółko:
-Możesz już iść się bawić.- mówi dziewczynce niania. Julie spogląda na swoją babcię, a potem na Emily i Mario.
-Emi?- za chwilę przyjdę, dobrze?- pyta dziewczyna. Mała uśmiecha się po czym kiwa główką, że się zgadza. Mama Ann zabiera ją do ogrodu. Emily jeszcze wkłada buciki małej do szafki, a kiedy się ogląda Mario nie stoi już w tym miejscu, gdzie stał. Znajduje go przy szklanych drzwiach, skąd widać dobrze ogród. Emily widzi, że jest spięty. Rozpoznaje to po jego napiętych ramionach, po sposobie w jaki wciska dłonie w kieszenie jeansów. Podchodzi do niego po czym staje za nim i dotyka dłonią jego pleców, na wysokości ramion, po czym przesuwa dłoń w dół, a potem w górę. Czuje napięte mięśnie piłkarza.
-Jak się pojawia czuję niepokój.- mówi Mario, choć ona wcale nie pytała o nic.- Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, ale to chyba przez to, jak zachowywała się po odejściu Ann. Przez pretensje i wszystkie złe słowa, które wypowiedziała w moim kierunku. Cierpiała, ale zachowywała się tak, jak gdybym ja nie cierpiał.- tłumaczy.- Ja wiem, że jest mamą Ann, straciła córkę, to jest niewyobrażalna tragedia. Ale zastanawiam się ile jeszcze będzie mnie "słownie kopać" i traktować jakbym zabił Ann.- mówi, a ona słyszy ból w jego głosie.
-Na pewno tak nie myśli...
-Myśli, Emi.- Wiem, że tak jest.- odwraca się do niej. Patrzy jej w oczy. Emily obejmuje Mario w odpowiedzi.Gładzi dłonią jego plecy czując, że mięśnie nie są już tak napięte. I tak zastaje ich teściowa Mario. I gdyby nie to, że ktoś chrząka, piłkarz i Emily nie oderwaliby się od siebie. Jednak odsuwają się słysząc, że już nie są sami. Mario widzi oceniający wzrok kobiety i już jest zły. Jest pewien, że padnie odpowiedni komentarz. Nie myli się.
-Nie chciałam wam przeszkadzać, w żadnym wypadku.- patrzy na Mario.
-Nie przeszkodziłaś.- mówi mężczyzna. Po chwili kobieta wychodzi do wnuczki, a chłopak znów przylega do ciała niani.
-No to teraz już będzie znów, że szybko się pocieszyłem i sypiam z nianią.-- mówi piłkarz.
-Nie myśl o tym. To nie jej sprawa.
***
Okazuje się, że tego dnia ma być jeszcze bardziej wściekły za sprawą teściowej. I dzieje się to w momencie, w którym ona proponuje, że będzie zabierać do siebie małą na weekendy. Mario nie zgadza się, więc pada dużo zarzutów w jego stronę, między innymi, że odcina córeczkę od rodziny, że w ten sposób ją krzywdzi. Padają też słowa namowy, kiedy jego teściowa mówi, że gdyby mogła zabierać Jull na niektóre weekendy , to miałby czas dla siebie i nowego związku. To wtedy czara goryczy się przelewa. Więc mówi jej to, co myśli. Emily zabiera małą na zewnątrz, aby nie słyszała awantury. Nie wtrąca się. I kiedy piłkarz pół godziny po tym jak wyszły do ogrodu, zjawia się, praktycznie od razu podchodzi do niani po czym Emily słyszy:
-Przytul mnie, proszę.- mówi Mario, a ona chętnie spełnia jego prośbę.Mario wzdycha. Przez pewien czas milczy, ale w końcu się odzywa.
-Masz w sobie takie coś, że jak się do ciebie przytulę, to czuję spokój.
***
Podoba się?

czwartek, 13 października 2016

47.Sińce...

Nie ma pojęcia ile czasu minęło odkąd przyjechał do szpitala, nie patrzył na zegarek, ale wydaje mu się, że spędził na krzesełku, na którym siedzi wieki. Jest sam, zupełnie sam. Czeka na jakiekolwiek wieści o stanie Sebastiana, ale nikt o niczym go nie informuje. Pytał już wielokrotnie, niestety ciągle dostawał jedną odpowiedź- " Jak coś będzie wiadomo, lekarze na pewno pana poinformują." Więc czeka. I żałuje, że nie ma z nim nikogo, bo czyjaś obecność w takich chwilach bardzo dużo daje. Niestety on jest sam. 
***
Zauważa go już z daleka, kiedy rozmawia ze znajomym lekarzem. I kiedy ich konwersacja dobiega końca, żegnają się, po czym ona nie ma pojęcia jak postąpić- podejść czy raczej dać mu spokój. Nie wie. Jednak nie może odejść i niezależnie od tego, czy mężczyzna ma ochotę na towarzystwo czy nie, ona podchodzi do niego. 
-Cześć.- mówi, a on spogląda na nią.
-Cześć.- odpowiada zaskoczony.
-Coś się stało?- pyta.-Jesteś chory?- dopytuje.
-Ze mną w porządku.-pada odpowiedź.-To Sebastian...- dodaje cicho. Właściwie nie znają się zbyt dobrze z Agnes,mógłby nic jej nie mówić, ale z drugiej strony wie, że ona pyta ponieważ jest szczerze zainteresowana, bo jest troskliwą i ciepłą osobą, bo zależy jej na ludziach.
-Co z nim?
-Pobili go.- odpowiada.- Nie wiem ile czasu minęło odkąd przyjechałem, ale wydaje mi się, że wieki, a nikt nic nie mówi, każą mi czekać... Ile to jeszcze potrwa?- niecierpliwi się.
-Spokojnie.- mówi dziewczyna po czym trochę nieśmiało chwyta jego dłoń chcąc dodać mu otuchy, bo widzi, że on w tym momencie jej potrzebuje.- Nic nie rozumiem, ale ty zapewne nie chcesz o tym mówić... 
-Nic nie wiem... Dzwoniłem do niego, bo miał wrócić z pracy, a go nie było. Nie odebrał. Potem próbowałem jeszcze kilkakrotnie. W końcu dostałem telefon, że Sebę zabrała karetka z podziemnego parkingu w budynku, w którym pracuje. Był nieprzytomny. Jedyne co wiem to, to, że ktoś go pobił.- mówi.-Nic więcej mi nie powiedziano.- spogląda na nią.
Nie zostawia go samego, co więcej dzwoni do Ricky'ego, choć Mark mówi jej, że to niepotrzebne. Jednak nie słucha. Agnes wie, że w takich sytuacjach ciężko jest kiedy jest się samemu. Ona nie chciałaby być sama, nie ma zamiaru więc i jego zostawić. 
***
Jest u Reusów, kiedy dzwoni do niego Agnes. Jest zaskoczony tym co mówi. I niestety muszą zmienić plany, bo Agnes miała wrócić z wizyty u lekarza, po czym mieli zjeść z Natalie i Marco kolację . W tej sytuacji jednak Ricky postanawia pojechać do kliniki. Kiedy odkłada telefon od razu spotyka się z pytającym spojrzeniem przyjaciół.
-Przepraszam Was, ale niestety nie możemy zjeść z Wami dzisiaj kolacji. Muszę jechać do kliniki.- mówi im.
-Co się stało? Coś z Agnes?- pyta Natalie.
-Nie, z nią w porządku. Jednak spotkała Marka i z nim została. Podobno Sebastiana pobito. Nie wiedzą jeszcze nic dokładnie, bo lekarze ciągle się nim zajmują. Nie udzielili jeszcze żadnych konkretnych informacji o jego stanie. Muszę tam pojechać. Przepraszam Was, ale on nie powinien być w takim momencie sam.- tłumaczy.
-Jasne.- mówi Marco.
-Oczywiście.- mówi Natalie.
***
Czekają nadal w tym samym miejscu. Mark jest zdenerwowany choć stara się tego w żaden sposób nie okazać, ale Agnes wie. Widzi jak ciągle zerka na drzwi, z których przypuszczalnie  wyjdzie w którymś momencie lekarz z jakimikolwiek informacjami. Na razie co chwilę wychodzą stamtąd pielęgniarki, które niestety nic nie mówią. 
-Zaraz mnie trafi...- marudzi mężczyzna.- Możesz mi zarzucić, iż jestem niecierpliwy, ale...- wzdycha patrząc na Agnes.- Boję się...- mówi, a ona jest zaskoczona, że on jest po prostu tak szczery. Wielu mężczyzn bowiem nie potrafi przyznać, że odczuwają strach nawet w najcięższych sytuacjach. Agnes już wie, że Mark nie udaje twardziela, woli być szczery. 
-Wiem, rozumiem.- mówi patrząc na niego.
-Dziękuję, że zostałaś.- mówi jeszcze Mark.- Zwariowałbym tu sam.- wyznaje.
-Nie musisz mi dziękować. Ty zrobiłbyś to samo.
-Nie wiesz co zrobiłbym. Właściwie mnie nie znasz.
-Nie jesteś bezduszną osobą, Mark. Nie znam cię, ale tak mi się wydaje. I myślę, że mam rację.- mówi z przekonaniem.
-Mówisz to wiedząc co zrobiłem Ricky'emu?- pyta.-Przepraszam, że do tego wracam, ale taka jest prawda. Przecież zachowałem się bezdusznie, jak palant, jak egoista.- wyrzuca z siebie.- Zresztą mam do tego tendencję, bo Sebastiana, choć nie zdradziłem, to znów odpychałem go od siebie wygadując takie głupoty, że wstyd mi teraz o tym mówić. A ty mi mówisz, że jestem dobrą osobą...- patrzy na nią.
-Jesteś.- mówi z przekonaniem.- Każdy popełnia błędy. Nie jesteś pierwszym i ostatnim, który zdradził. Nie jesteś także pierwszym i zapewne ostatnim, który w żalu i bólu odrzucał osoby, które kocha. Ludzie czasem zachowują się egoistycznie i irracjonalnie. Jednak po jednym błędzie czy dwóch nie można kogoś ocenić i powiedzieć, że jest złą osobą.- patrzy mu w oczy wypowiadając te słowa.-Może pomyślisz, że jestem naiwna wierząc w to, co mówię. Nie ważne. Nie jesteś złym człowiekiem, Mark. Ricky cierpiał przez to, co mu zrobiłeś. Jednak ci wybaczył. Może ty też powinieneś sobie wybaczyć, Mark.- jej słowa są dla niego zaskoczeniem. I wie, że ona ma rację. 
***
-Kto mógł pobić partnera Marka?- zastanawia się głośno Natalie podczas kolacji. Wiedzą już o tej sprawie coś więcej, ponieważ Agnes przysłała sms-a. 
-Nie mam pojęcia, choć coś przyszło mi na myśl...- odzywa się Marco.- Była jakaś historia z kolesiem z pracy Sebastiana. I to chyba skończyło się na rękoczynach, prawda?
-Tak, tamten dostał w twarz.- mówi Natalie.- Z tego co mówił Ricky, to słusznie. Ten koleś czepiał się, coś tam komentował o orientacji Sebastiana. W każdym razie te komentarze, w którymś momencie stały się nie do przyjęcia, więc po którymś partner Marka dał tamtemu w pysk. I Ricky mówił, że podobno całkiem mocno. Seba był pewien, że wyleci z pracy, ale tak się nie stało...- opowiada dziewczyna.
-Więc może tamten koleś się zemścił?-zastanawia się głośno piłkarz.- To jest prawdopodobne skoro Sebastiana znaleziono  na parkingu. Ktoś musiał dobrze wiedzieć, który samochód, gdzie parkuje. Myślę, że to nie jest przypadek, Nat.
***
Dociera do szpitala, a Agnes i Mark nie mają jeszcze żadnych informacji. Agnes siedzi na krzesełku, a Mark spaceruje bez celu po korytarzu w jedną i drugą stronę. Nie przystaje nawet kiedy zauważa, że Ricky przyszedł. Mówią sobie tylko cześć. Ricky chce zapytać, ale Agnes kiwa mu dyskretnie głową, żeby tego nie robił. Więc chłopak siada obok swojej kobiety.
-Nic nie wiadomo?- pyta cicho.
-Nie. Pielęgniarka powiedziała, że nadal jest badany. Nic więcej nie może powiedzieć, wszelkich informacji udzieli lekarz.- jego dziewczyna zacytowała słowa siostry.
-Strasznie długo to trwa. Przecież już minęło trochę czasu odkąd dzwoniłaś, jesteś tu jeszcze dłużej...
-A Mark był już tu dość długo zanim przyszłam...- dodaje agentka.
-Więc nie za dobrze to wygląda...- mruczy Ricky.
-Nie mów tego głośno...- mówi mu Agnes.- On jest strasznie zdenerwowany.- uprzedza Ricky'ego.
-Wiem, wiem jak potrafi się martwić.- przyznaje chłopak.
Agnes już ma coś powiedzieć ale okazuje się, że drzwi się otwierają i wychodzi lekarz. Mark w szybkim tempie podchodzi do mężczyzny i pyta o stan Sebastiana.
-Nie mogę udzielać informacji przypadkowym osobom. Chciałbym porozmawiać najlepiej z kimś z rodziny...- pada odpowiedź.- Kim pan jest dla pacjenta?- pada pytanie i Ricky jest pewien, że Mark ma już na myśli odpowiedź, której oczywiście nie wypowie głośno. -
-Odpowiadałem na to pytanie kilkanaście razy odkąd tu jestem i pan znów mnie pyta.- zwraca się do lekarza.- Jestem kimś, kto jest upoważniony do wszelkich informacji o jego stanie zdrowia.- mówi najpierw.- Jestem jego partnerem.- wyjawia.- Nie, nie mamy ślubu. Jednak jestem upoważniony. Jeśli potrzebujecie, żebym się wylegitymował...
-Nie, w porządku. Pa Mark Sanders?
-Tak.- potwierdza.- Czy w końcu powie mi coś Pan o stanie Sebastiana?- prosi.
-Odzyskał przytomność na chwilę. Był z nim kontakt, odpowiedział na pytania składnie, ale oczywiście zrobiliśmy tomograf, bo ma mocno stłuczoną głowę. Nic niepokojącego nie zobaczyliśmy więc głowa w porządku. Kręgosłup cały. Jednak gorzej jest z brzuchem i żebrami. Pana partner ma pęknięte dwa żebra, ma stłuczoną wątrobę, obitą prawą nerkę w znacznym stopniu, ale na razie po przejrzeniu wyników badań podjąłem decyzję, że zabieg operacyjny nie jest w tym momencie koniecznością, będziemy monitorować sytuację. Niestety doszło także do złamania ręki z przemieszczeniem, ale już została ona operacyjnie złożona. To wszystko z takich poważniejszych rzeczy. Pominąłem liczne krwiaki, otarcia. Kiedy go przywieziono naprawdę myślałem, że będzie znacznie gorzej. 
- Będę mógł go zobaczyć?- pyta Mark.
-Tak. Jest właśnie przewożony do normalnego pokoju. Prawdopodobnie będzie przez jakiś czas oszołomiony po narkozie, ale to stopniowo minie. I nie wiem czy pan go widział, ale ostrzegam, że nie wygląda dobrze, jest opuchnięty i posiniaczony. 
-Rozumiem. Chciałbym go zobaczyć. Mogę?
-Oczywiście.- zgadza się.
***
Lekarz miał rację. Sebastian wygląda źle. Jego twarz jest opuchnięta i posiniaczona. Właściwie jego partner ma na twarzy kilka różnych odcieni fioletu. Jest przerażony jak to widzi. I to go boli ponieważ ktoś mu bliski cierpi. I choć pierwsze odczuwa bezsilność, bo to już się stało, nie może i nie mógł temu zapobiec, to jednak po chwili tamto uczucie zastępuje wściekłość. Jest wściekły na tego, kto odważył się wyrządzić krzywdę mężczyźnie, którego kocha. I wie, że tego tak nie zostawi. Ta osoba zapłaci za każdą ranę, za każdego sińca, za każde otarcie. Nigdy nie był mściwy, ale w tym momencie postanawia sobie, że dowie się, kto zrobił Sebastianowi krzywdę. Dowie się. 
Dotyka dłoni chłopaka delikatnie. Druga schowana jest w gipsie. Ta też ucierpiała, ma otarcia więc widzi, że Seba się bronił. Na pewno przyłożył tej osobie, a raczej osobom, ponieważ jest pewien, iż chłopak poradziłby sobie z jednym napastnikiem.
-Mark...- słyszy ciche słowa wypowiedziane przez mężczyznę leżącego na łóżku. Mark zauważa otwarte oczy swojej drugiej połowy. Sebastian jest półprzytomny, jego powieki trochę opadają momentami, ale widać, że walczy z tym. 
-Jestem tutaj.- odpowiada i mocniej ściska dłoń partnera.- Jestem i nigdzie się nie wybieram. Odpocznij jeszcze, śpij.- mówi mu, ale tamten zaprzecza ruchem głowy, którego natychmiast żałuje. Ból wykrzywia jego twarz i wszystko do niego wraca. Każda obelga, którą usłyszał, każdy cios, każdy kopniak. Wszystko.
-Spokojnie, spokojnie.
-Zabierz mnie do domu...- szepce młodszy i chce się podnieść, ale czuje potworny ból. Wydaje mu się, że rozsadzi mu on klatkę piersiową.
-Spokojnie, Seba. Zrobisz sobie krzywdę.- mówi do niego i siada na skraju łóżka.
-Boli...
-Masz pęknięte żebra. Dlatego tak bardzo boli.- tłumaczy mu.- Śpij. Potrzebujesz odpocząć.
-Mark...- szepce patrząc na niego.
-Zostanę. Nigdzie się nie wybieram...- zapewnia i będzie tak, jak mówi.
***
Jest mi smutno, bo pod poprzednim rozdziałem oprócz Ewi, nikt z Was nie skomentował. Nie podobał Wam się rozdział?

sobota, 1 października 2016

Co się dzieje z Pszczółką Emmą???
Nie komentuje więc nie wiem czy jej nie ma, czy kryje się pod jednym z anonimowych komentarzy, ale się nie podpisuje. Emmo jesteś???

wtorek, 27 września 2016

46. Bursztynowy płyn...

Obserwuje dzieci kiedy bawią się razem klockami w salonie. Miała malować, miała zabrać je do pracowni, ale nie ma siły. Właściwie to kolejny dzień spędza bezczynnie. Nigdy nie lubiła bezczynności, ale teraz, po ostatnich wydarzeniach odeszła jej ochota na wszystko. Właściwie nie zaniedbuje domu, nie zaniedbuje dzieci, ale nie jest już taka aktywna jak jeszcze kilkanaście dni temu. Bo od ich straty minęło już kilkanaście dni. A ona nadal nie może się podnieść...
***
Potrzebuje z kimś porozmawiać, z przyjacielem, więc po zakupach, na które się wybrał, jedzie do Mario. Pisze smsa do żony, żeby wiedziała gdzie jest i jedzie do najlepszego przyjaciela. Mario nie jest zaskoczony witając go kilka minut później w progu własnego domu. Bez słowa wpuszcza go do środka. Jest Emily więc mogą spokojnie posiedzieć i porozmawiać. Dziewczyna wyczuwa, że potrzebują chwili spokoju więc zabiera córeczkę piłkarza na dwór, na spacer. Wychodzą, a w drzwiach Emily i Mario patrzą na siebie przez chwilę. 
-Dziękuję.- mówi jedynie piłkarz, a ona rozumie, że dziękuje jej za to, że daje mu chwilę by mógł na spokojnie porozmawiać z przyjacielem. Marco tego potrzebuje, a Mario jest właściwą osobą nie tylko dlatego, że przyjaźni się z blondynem, a także dlatego, że on też był w takiej sytuacji. Lata temu, ale był. 
Szatyn wraca do salonu gdzie zostawił przyjaciela. I jest zaskoczony, bo Marco ma przed sobą szklaneczkę z bursztynowym trunkiem. Na stoliku stoi butelka jakiegoś trunku. To chyba whisky.
-Marco...- odzywa się młodszy.
-Muszę się napić.- patrzy na przyjaciela.- Wiesz, że nie piję, ale teraz muszę po prostu to zrobić. Wiedziałem, że nie masz w domu alkoholu więc kupiłem sobie butelkę. Napijesz się ze mną?- pyta patrząc na młodszego.
-Nie. Mam małą córeczkę. Emily nie będzie tu nocować.- mówi szatyn.- Ty masz Natalie, ona zajmie się dziećmi. Ja muszę sam się zająć moją córeczką. Poza tym uważam, że to nie rozwiąże problemów, Marco.- wskazuje na butelkę.
-Wiem, ale muszę się napić.- upija łyk. A kolejne łyki później zaczyna mówić. On mówi, a Mario po prostu słucha nie przerywając mu. A potem to on mówi. I być może Marco pije więcej niż zamierzał. Być może jest mocno wstawiony, kiedy Mario proponuje mu, by został u niego na noc, a on się nie zgadza. I być może Marco w drodze do domu pije jeszcze więcej. I być może  Natalie jest bardzo zaskoczona, gdy Mario odwozi przyjaciela do domu w takim stanie. Ale nie komentuje tego.
-Zajmę się nim...- mówi dziewczyna.- Dziękuję, że go przywiozłeś...
-Nie. Ty po prostu się połóż, a ja się nim zajmę. Położę go spać w gościnnym.- mówi jej.
-Połóż go w sypialni. Ja idę się wykąpać.- mówi dziewczyna.
-Za moment będzie grzecznie spał. Ale jutro będzie tragicznie...- mówi jej. I to jest prawda. Marco nigdy nie pije, a już na pewno nie  w takich ilościach. Więc Mario jest pewien, że następnego dnia jego przyjaciel pożałuje tego, że wypił tyle alkoholu.  
-Wiem, ale trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów.- odpowiada malarka, po czym znika za drzwiami łazienki. A kiedy wraca, Marco już śpi w ich łóżku, a Mario siedzi na skraju. Natalie siada obok niego.
-Nie bądź dla niego jutro zbyt surowa... On po prostu...
-Cierpi... wiem.- kończy za niego malarka.- Ja też.- patrzy mu w oczy.
-Wiem.- mówi przyjaciel.- Rozumiem.- dodaje po czym po prostu obejmuje ją i przyciąga do siebie, a ona chowa się w jego ramionach.- Przetrwacie to. - mówi jej, a ona mu wierzy.
-Wiem, ale chciałabym, aby to się nie stało.- szepce nadal przytulając się do przyjaciela.
-Wiem. Ja też.- mówi jej.
-Dziękuję.- odsuwa się i patrzy mu w oczy.- Dziękuję.- powtarza, a on wie o co jej chodzi. 
-Zawsze będę obok Natalie.- zapewnia ją.- Kocham was.- mówi jej. Patrzy na nią i wie, że zaraz zacznie płakać. Nie myli się. Kilkanaście sekund później po jej policzkach płyną łzy jak grochy. I być może Emily trochę dłużej zajmuje się Julie. Ale rozumie. 
***
To, że pęka mu głowa jest niedomówieniem. Po obudzeniu się postanawia, że nie będzie w ogóle się ruszał, bo kiedy tylko wykona jak najmniejszy ruch to czuje dodatkowe uderzenie bólu. Nie jest to jednak jedyna dolegliwość podczas ruchu. Jego żołądek zdecydowanie się buntuje. I chwilę później przekonuje się jaka jest skala tego buntu, kiedy wymiotuje w łazience. Pomiędzy kolejnymi torsjami karci siebie w myślach za to, że kupił ten alkohol. Bo to była głupota. Nie opuszcza łazienki przez dobre kilkanaście minut, bo kiedy tylko ma zamiar wyjść nadal musi nachylać się nad toaletą i czekać, aż jego żołądek wyrzuci to, czego chce się pozbyć. Na końcu nie ma już czym wymiotować. Jednak nadal go naciąga. I to wtedy czuje ciepłą dłoń swojej żony kreślącą abstrakcyjne wzory na jego plecach. I choć jej dotyk działa kojąco w jakiś sposób, to jest mu wstyd, że poprzedniego wieczoru doprowadził się do takiego stanu. I, że ona teraz musi oglądać go w takiej sytuacji. 
Natalie nic nie mówi. Kiedy Marco w końcu przestaje wymiotować podaje mu szklankę wody, aby wypłukał usta, a potem szczoteczkę i pastę. Bez słowa myje zęby, a potem, kiedy odkłada wszystko, choć jest mu wstyd w końcu patrzy w oczy swojej żony. Nie widzi w nich jednak złości, a troskę.
-Lepiej?- pyta.
- Trochę.- odpowiada.- Czuję się okropnie, ale jestem sobie winien...- przyznaje.- Przepraszam. Tak mi wstyd...- mówi jej.
-Marco...
-Byłem tak zdołowany, cały czas jestem. Jestem od...- przerywa i spuszcza wzrok, a potem znów patrzy jej w oczy.- Przepraszam. Powinienem być w domu, przy tobie, przy dzieciach, a ja...- przerywa, bo nawet nie wie jak ma to powiedzieć, jakich ma użyć słów, by oddać to, jak źle się czuje.- Tak mi przykro i tak mnie to boli. I wczoraj sobie nie poradziłem i musiałem z kimś pogadać. Z Mario. A potem byłem egoistą i zachowałem się nieodpowiedzialnie, bo powinienem być z tobą, w domu. Przecież ty cierpisz na pewno bardziej...
- Nieprawda...
-Nat...
-Obydwoje je straciliśmy. Twój ból jest tak samo ważny jak mój.- mówi mu.
-Kocham cię. I tak bardzo mi przykro.
-Ja też cię kocham.- mówi mu, a potem Marco przytula ją do siebie. Tuli ją i choć chciałby zrobić więcej to nie może. Nie może zabrać bólu po stracie dziecka ani od niej, ani od siebie. Trwają w uścisku tak długo dopóki nie słyszą głosu Oliego, który zjawia się w ich sypialni. Zaraz za nim zjawia się ich córeczka. I nie mają już czasu na ból i żal, bo te dwie małe istoty oczekują od nich uwagi i 100% skupienia. 
***
Jest wściekły, gdy wychodzi z pracy. Jest wściekły jadąc do domu. Nie mija mu, kiedy w końcu do niego dociera. Jest sam, może to i dobrze, że Marka nie ma w domu. Właściwie to jest pewien, że partner zapytałby go co się stało, ale on niekoniecznie ma ochotę o tym mówić. Nie wie co zrobić, ale nie może siedzieć bezczynnie toteż zaczyna porządkować książki, które miał uporządkować już dawno temu, ale nigdy mu się nie chciało. Po książkach przychodzi czas na płyty. A kiedy i to kończy zaczyna robić porządki w garderobie. I tam zastaje go Mark. Już wie, że coś jest nie tak, bo idąc zauważył już porządek na półkach z książkami, dostrzegł posegregowane i ułożone równo płyty.
-Cześć.- mówi cicho, a Sebastian odpowiada mu zerkając ledwo w jego stronę.- Co robisz?- pyta, choć to pytanie to banał.
-W końcu zrobię porządek.- pada odpowiedź.
-Coś się stało?- dopytuje.
-Czy coś musi się stać, bym porządkował swoje rzeczy?
-Ubrania nie, ale te książki, płyty...- mówi.- Nie twierdzę, że jesteśmy bałaganiarzami, ale robisz taki porządek na półkach tylko i wyłącznie, kiedy coś się dzieje, kiedy jesteś mega zdenerwowany.- zauważa.- Więc co się stało tym razem?- pyta ponownie.
-Nic Mark. 
-Masz zamiar kłamać?
-Nie...- spogląda na partnera.- Zostaw to, dobrze?
-Zostawiłbym, ale jakoś nie mogę. Rzadko kto i co jest cię w stanie tak wkurzyć. Bo jesteś wkurzony. A ja chcę wiedzieć jeśli ktoś zrobił ci jakąś krzywdę.
-Nikt mi nic nie zrobił, jestem cały...
-Fizycznie nie...
-Mark!- przerywa mu. Mężczyzna bez słowa idzie do kuchni, a Sebastian zostaje sam.  Nie chce rozmawiać. Nie ma ochoty. 
***
Dzwoni telefon więc odbiera. 
-Żyjesz?- pyta Mario, bo to on właśnie dzwoni.
-Tak, ale czuję się okropnie.- odpowiada.- Dzięki za wczoraj. I przepraszam, że się upiłem i musiałeś mnie niańczyć. 
-W porządku. To nie tak, że ty nigdy nie niańczyłeś mnie. Między tobą i Nat w porządku?- dopytuje.
-Tak. Musimy to przetrwać nie?
-Przetrwacie. - zapewnia go.
-Emily była na mnie zła wczoraj?
-Dlaczego?
-Musiała zostać dłużej. 
-Emily uwielbia Jull, Jull uwielbia Emily. Nie była zła, a Jull była zachwycona, że ułożyła ją do snu.- dopowiada Mario.
-Zła czy nie zła, ale ją przeproszę...
***
Nie naciska już, ale nie ma też pojęcia co dzieje się z Sebastianem. Zastanawia się nad tym odkąd wrócił do domu. Postanowił sobie jednak, że poczeka aż tamten sam mu o tym powie. Tego dnia już to się nie dzieje. Tego dnia, wieczoru oraz nocy mało rozmawiają. I Mark przed zaśnięciem zastanawia się kiedy Sebastian wziął już za stałą zasadę nie mówienie mu od razu co go gryzie. To zaczyna go męczyć.
***
Nie wytrzymuje następnego wieczoru. Pyta, ale Seba nie ma ochoty na rozmowę, ma natomiast inne plany. Wychodzi z kumplami z pracy do pubu. Pyta go wprawdzie czy ma ochotę z nimi wyjść, ale on odmawia. I później tego żałuje, gdy siedzi sam w mieszkaniu. A później jeszcze bardziej żałuje, kiedy zegar wskazuje godzinę 3:30 w nocy a Sebastiana nie ma. I jest pewien, że pub już dawno jest zamknięty.
***
Jest 5 rano, gdy słyszy dźwięk przekręcanych kluczy w zamku. Pomimo tego, że bardzo się martwił, nie spał całą noc czekając na swojego partnera, teraz nie wstaje z sofy, na której leży okryty kocem, bo nie położył się w sypialni, nie mógł. Słyszy kiedy Sebastian ściąga buty w przedpokoju. Potem słyszy jego kroki i sposób w jaki je stawia mówi mu, że tamten nie jest trzeźwy. Może nie jest pijany jak bela, ale nie jest też za bardzo trzeźwy. Jako, że w salonie jest ciemno, Seba nie zauważa go i idzie do sypialni. Jednak po chwili, Mark słyszy jak z niej wychodzi. Zapala lampkę, po czym podchodzi do sofy. Zauważa, że jego partner nie śpi. 
-Dlaczego nie położyłeś się w łóżku?- pyta siadając na stoliku.
-Może dlatego, że i tak bym nie zasnął, bo zastanawiałem się,  który pub jest otwarty do 5 rano.- odpowiada nie siląc się na spokój. Jest zły i nie ma zamiaru tego ukrywać. I Sebastian od razu to wie. 
-Przenieśliśmy się do kolegi.- odpowiada.
-Było fajnie?- pada pytanie.
-Tak.
-To trzeba było zostać na noc.- mówi wstając z sofy.
-O czym ty mówisz?- on również wstaje.
-O niczym. Jestem zmęczony. Nie spałem. Jutro idę do pracy...
- Mark...
-Daj spokój. Nie chcę z tobą teraz rozmawiać. Dobrze, że nic ci nie jest. Przynajmniej fizycznie jesteś cały... 
-Mark...- idzie za nim do sypialni. Tam obserwuje jak kładzie się do łóżka. Sam też ma na to ochotę, ale wie, że musi wziąć prysznic. Jest bowiem przesiąknięty zapachem dymu papierosowego, co nie jest atrakcyjne. I do tego jest dość mocno podpity. - Dlaczego powiedziałeś, że powinienem zostać tam na noc? Co ty sugerujesz?- dopytuje.
-Mam powody, aby coś sugerować?- spogląda na Sebę.
-Nie.- zaprzecza.
-Pachniesz damskimi perfumami.- zauważa starszy.
-Tańczyliśmy.
- Z mężczyznami też tańczyłeś?- pada następne pytanie.- Nie ważne.- odwraca się tyłem. I nie reaguje już na żadne słowa i pytania kochanka, aż tamten w końcu idzie pod prysznic. A kiedy wraca i zajmuje miejsce na swojej stronie łóżka, on udaje, że śpi.
***
Nie wie jak to się stało, że zamiast jeść wspólne śniadanie zaczęli się kłócić. Ale do tego doszło. Więc wysłuchuje kolejnych przykrych słów padających z ust Seby, ale to nie tak, że pozostaje dłużny. W końcu ma zamiar wyjść do pracy, ale Seba nagle milknie. I dopiero teraz zauważa jego przygnębienie. Nie lubi się kłócić, ale to Sebastian podwójnie przeżywa to jak się sprzeczają. Wie dlaczego więc bierze do ręki komórkę i dzwoni do pracy tłumacząc, że źle się czuje i potrzebuje dzień wolnego, który dostaje bez problemu. I kiedy odwraca się w stronę sofy, na której jeszcze moment temu siedział jego partner, nie zastaje go tam. Nie ma go w pokoju. Więc idzie do sypialni. Jest tam, siedzi na skraju łóżka. Więc dosiada się do niego.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wychodzi z ust kochanka.- Za to, że wczoraj wyszedłem, że nie zwróciłem uwagi na telefon, że nie spałeś całą noc. Za to, że po wyjściu z pubu nie wróciłem do domu, a ty musiałeś się martwić. Nie zrobiłem nic, co by mogło zepsuć nasze relacje. Nie mógłbym. Nawet będąc pijanym.- zapewnia.- I za to, że nie powiedziałem ci dlaczego ostatnio jestem zdenerwowany.
-Więc teraz mi powiedz.- prosi go.
- Powiem.- mówi, a potem opowiada o sytuacji w pracy. Mark słucha. I kiedy Sebastian kończy jest czas, by jego partner wyraził swoją opinię.
-To nie jego sprawa z kim jesteś związany, z kim mieszkasz i z kim sypiasz.- wyrzuca z siebie.- Jeśli mu się to nie podoba to jego sprawa. Wykonujesz dobrze swoje zadania, wywiązujesz się z nich dobrze więc na tym kończy się wasza relacja. Swoje opinie powinien zachować dla siebie. 
***
Ta sytuacja kończy się następnego dnia kiedy Sebastian przychodzi do domu z siniakiem na knykciach i rozciętą wargą i mówi, że najprawdopodobniej wyleją go z pracy. Ale dał tamtemu w pysk. Mark uśmiecha się tylko słysząc te słowa.
***
Komentujcie proszę :)



czwartek, 1 września 2016

45. Strata

To nie tak, że nagle przestał lubić jej towarzystwo. Nie, to nie jest prawda. Nadal uważa ją za przesympatyczną dziewczynę, z którą ma wiele wspólnych tematów. Jednak dostrzega, że ona staje się coraz bardziej śmiała w stosunku do niego. To już nie do końca mu się podoba. Bo o ile mogą zostać przyjaciółmi, o tyle nic więcej nie wchodzi w grę. I stara się nie dawać jej do zrozumienia, iż nie jest zainteresowany bliższą relacją. Jednak ona tego nie dostrzega. Niestety. I nie udaje się uniknąć rozmowy, której zdecydowanie nie chciał przeprowadzać. Jednak musi. I robi to. Przekazuje jej to delikatnie, nie chcąc jej urazić i chyba trochę chce usłyszeć, że jego przypuszczenia są błędne, jednak do jego uszu nie docierają takie słowa, a inne. Są to słowa zachęty, aby nie przekreślał tego co mogłoby się wydarzyć, by dał sobie szansę, jej szansę. Nie chce tego. Nie w kwestii relacji bliższej niż przyjaźń. Znów tłumaczy i to wydaje się trafić do niej. Jednak jest smutna. Bardzo smutna. Jemu też nie jest miło, ale czuje się lżej, bo wyjaśniona została ważna sprawa. 
***
To dzieje się wtedy, kiedy piłkarze dortmundzkiego klubu przebywają poza miastem, ponieważ wyjechali rozegrać mecz wyjazdowy. To staje się nagle, kiedy bawi się z dziećmi w salonie. I praktycznie od pierwszej chwili czuje, że nie będzie dobrze. Wie, że nie będzie dobrze kiedy dzwoni do Ricky'ego i prosi, aby przyjechali do dzieci, ani wtedy, kiedy wzywa pogotowie. Chłopak zjawia się 5 minut później, ponieważ kiedy otrzymał telefon, był w drodze do nich. I wie to również, w drodze do kliniki. Czuje się źle, boi się. I choć stara się sobie wmówić na siłę, że jej złe przeczucia są jedynie wynikiem strachu i na pewno się myli, to jednak okazuje się, że tym razem dzieje się tak jak przeczuwała. I w klinice ból fizyczny nie jest jedynym bólem, który odczuwa.
***
Na parkingu dostrzega samochód Ricky'ego. Widzi też jego samego kiedy wysiada z autokaru. I już wie, że niepokój, który odczuwał przez ostatni czas nie wziął się znikąd. I kiedy chwilę później przyjaciel przekazuje mu wiadomość, chce jak najszybciej dostać się do niej. Chce z nią być, przy niej. Pragnie ją tulić i wytrzeć każdą jej łzę, których jest pewien, wyleje morze. On sam nie może zapanować nad smutkiem nie wstydząc się łez, które pojawiają się w drodze do kliniki. A Ricky'ego one nie dziwią. 
*** 
Nie rozmawia z lekarzem po dotarciu na miejsce, choć wie, że tamten chciał z nim rozmawiać. To może poczekać. Teraz najważniejsza jest ona. Jego żona. Jego ukochana. Jego druga połowa. I to do niej zmierza przemierzając korytarze kliniki. I kiedy już dociera do pokoju, w którym się znajduje, choć chce powiedzieć tyle słów, chce wyrazić ból jaki teraz odczuwa, to jednak po prostu przylega do niej swoim ciałem, oplata jej ciało ramionami i żadne słowa nie wypływają z jego ust. Ani jedno. Jej ciało drży, a on wie, że jego żona płacze, choć kobieta nie wydaje z siebie jednego dźwięku. I jego ciało również drży, bo on też płacze. W końcu stracili dziecko. 
***
Już od progu wie, że coś się wydarzyło. Mario nie ma na ustach swojego charakterystycznego uśmiechu, który zawsze pojawia się, kiedy wygrają mecz. A mecz jest przecież wygrany. Jednak jego twarz wyraża jedynie smutek. Nie chce pytać więc nie pyta. Jednak kiedy chłopak siada na sofie w salonie jego postaw wyraża głęboki smutek. Więc Emily, choć nie pyta, nie chce się narzucać, to jednak on czuje potrzebę by komuś powiedzieć. Komuś godnemu zaufania. Kimś takim jest ona.
-Stracili to dziecko...- mówi cicho szatyn, a Emily na te słowa jeszcze bardziej lustruje go wzrokiem.- Natalie i Marco...- mówi jeszcze ciszej.- Stracili dziecko, Natalie poroniła.- mówi jej, a ona jest zszokowana. 
***
Nie ma pojęcia jak długi czas ją tuli do siebie. To nie ma znaczenia. Mógłby ciągle, bez przerwy. Z innych jednak powodów. Marzy, aby ten jeden raz się w ogóle nie wydarzył. Niestety.
***
-Ale o czym ty mówisz?- Agnes jest zszokowana.
-Niestety to prawda. - tłumaczy po raz kolejny.
-Muszę tam pojechać.- Agnes chce od razu wziąć torebkę, ale on jej na to nie pozwala.
-Jest z nią Marco. Teraz potrzebują przede wszystkim siebie. Muszą przeboleć to razem. Oni wiedzą, że jesteśmy zawsze, nie ważne czy w złych czy dobrych chwilach. Pozwólmy im na chwilę samotności. A potem się pojawimy. Dobrze?- mówi po czym dostrzega w oczach Agnes łzy. Spodziewał się ich. Więc ją tuli.
***
-Przepraszam.- łka.- Straciłam je.- dodaje.
-Natalie.- zwraca się do niej. Jest mu ciężko, ale słysząc, jak jego żona się obwinia nie pozwala mu po prostu siedzieć bezczynnie. Dziewczyna podnosi wzrok.
-Nie przepraszaj mnie. Nie masz za co. Nie miałaś na to wpływu. Nie miałaś.
-Marco...
-Wiem kochanie. Jestem.- znów przytula ją do siebie. Jest i nigdzie się nie wybiera.
***
Krótki, wiem... Ale taki miał być.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Nie potrafię reklamować tego co robię. Niestety. Jednak spróbuję teraz to zrobić.
Pewnie niektórzy z Was wiedzą, iż nie piszę tylko o piłce. I są miejsca w których możecie się o tym przekonać.
Historia Samanty i Maxymiliana zasługuje choć na małą chwilę Waszej uwagi. Kiedyś już ją publikowałam, ale schowałam tamtego bloga, by zacząć po raz kolejny, niejako od nowa. I tak oto wracam po długiej nieobecności, by przedstawić Wam ją jeszcze raz. Będą modyfikacje, więcej scen, być może będzie trochę podobnie, a może i inaczej. Przekonajcie się sami ;)
Jeśli lubisz moje historie, mój styl i nie cenisz mnie tylko za opowiadania z piłkarzami w rolach głównych, to serdecznie Cię zapraszam: http://the-secrets-of-the-heart.blogspot.com/