wtorek, 18 kwietnia 2017

60. Kropla strachu i dwie krople szczęścia...

Jest zaskoczony, bardzo zaskoczony, ale jeszcze bardziej szczęśliwy.  Ma wrażenie, że to sen. Nie chce się z niego budzić. Nie może. Dużo się uśmiecha, ale jest także wzruszony. Obydwaj są. Ta chwila jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna. Ta chwila jest ich.
Pada wiele słów, pięknych słów, ale padają też dwa najważniejsze. Najważniejsze dla nich.
***
-Nikt nie uwierzy.- mówi spoglądając na Marka.- Jestem tego pewien.- dodaje.
-Ja myślę wręcz przeciwnie.- mówi starszy.- Ba, to pójdzie dalej. Będą zawiedzeni.- twierdzi.
-No tak, pewnie masz rację.- zgadza się młodszy.- Jednak są osoby, dla których jesteśmy ważni. Co im powiemy?- pyta.
-Będziemy się martwić po powrocie.- uśmiecha się Mark obejmując Sebastiana.
***
Nie spodziewał się, iż zostanie powołany do kadry meczowej po problemach na treningach. Jednak jest w kadrze. Czuł się lepiej, nie odczuwał dyskomfortu, lekarz pozwolił mu grać, choć to nie tak, że przestał szukać powodów złego samopoczucia Mario na treningu, więc cieszy się tym, że nie będzie musiał oglądać tego spotkania z trybun. W końcu to ćwierćfinał LM.
***
To dzieje się nagle. W jednym momencie po prostu jadą w klubowym autokarze, który ma pokonać trasę od hotelu do stadionu, a w drugim słyszą potężny huk, a następnie większość z nich jest już pochylona do przodu, aby się ochronić. To odruch. Potem wszystko dzieje się szybko. Opuszczają autokar i w towarzystwie sporej ilości funkcjonariuszy policji zostają przeprowadzeni do innego autokaru.
***
Nie mogą uwierzyć w to, co przekazuje spiker. Pierwsze są w szoku, jak każda osoba znajdująca się na stadionie, a potem Prezes zjawia się na murawie i opowiada co się stało jeszcze raz. Dowiadują się, iż podjęto decyzję, iż piłkarze opuszczą hotel, aby móc spędzić noc z rodzinami, w domach. Nie słuchają do końca jego wypowiedzi. Kierują się do wyjścia.
-Odwiozę cię.- mówi Natalie szukając w torebce kluczyków do samochodu. Drżą jej dłonie.
-Nie ma mowy. Pojedziemy taksówkami. Nie jesteś w stanie prowadzić, spójrz na swoje dłonie...
-Zanim złapiemy taksówkę minie więcej czasu. Ja muszę...- marudzi malarka, ale Emily łapie jej dłoń, która ciągle próbuje znaleźć kluczyki. Natalie spogląda na dziewczynę ze łzami w oczach.
-Nic im nie jest, Nat. Są już bezpieczni, ale my możemy znaleźć się w niebezpieczeństwie jeśli którakolwiek z nas wsiądzie teraz za kierownicę.- tłumaczy, bo sama jest tak samo roztrzęsiona jak przyjaciółka. Chwilkę później są już w taksówkach.
***
Zjawia się w domu Mario, kiedy jeszcze go nie ma. W salonie są natomiast rodzice piłkarza. Na dywanie grzecznie bawi się Julie. Emily odruchowo podchodzi i siada obok niej, a gdy mała spogląda na nią, uśmiecha się i wypowiada jej imię, niania rozkłada ramiona, a dziewczynka chętnie się w nie wsuwa. Emily obejmuje ją ciasno, w jej włoskach składając delikatne pocałunki. Dociera do niej co mogło się stać. Wiedziała od początku, od momentu podania informacji o wybuchach, że mogło skończyć się tragicznie, ale wtedy musiała dotrzeć do domu, była w ruchu, szoku więc to jakby nie do końca do niej docierało. Teraz dotarło. Mario mógł zginąć. Julie mogła stracić także tatę. Mógł umrzeć razem z kolegami i sztabem z klubu. Mogło go już nie być.
-Emi.- piszczy mała dziewczynka.
-Kocham cię, kochanie.- mówi jej.
-Też.- odpowiada mała.
-Tatuś zaraz cię przytuli.- dodaje, spoglądając na rodziców piłkarza obserwujących tę scenę. Zauważa ich złączone dłonie. Obydwoje mają zaszklone oczy, po obydwojgu widać to, jak bardzo się wystraszyli.
-Tatuś.- mówi dziewczynka.
-Tak skarbie, tatuś jest w drodze.- powtarza.- Mają wrócić do domu na noc. Mecz będzie jutro.- zwraca się do rodziców Mario. Słyszą jak drzwi się otwierają, a potem zjawia się on. I pierwsze co robi, to podchodzi, klęka na dywanie i wyciąga dłonie do swojej córeczki, a ona po prostu, kiedy Emily ją puszcza, wtula się w ramiona taty. Mario chowa twarz w jej włoski, całuje jej główkę, potem czółko, a następnie policzki.
-Jesteś moim skarbem. Największym skarbem.- powtarza piłkarz tuląc córeczkę. Kiedy podnosi wzrok napotyka spojrzenie Emily, która klęczy na dywanie obok niego. Widzi, łzę na jej policzku, która spływa swobodnie i wytarte łzy na drugim. Przyciąga dziewczynę do siebie i przytula, a ona obejmuje Julie i jego swoimi ramionami wtulając się w niego.
-Wszystko w porządku kochanie?- słyszy głos mamy.
-Już tak mamo.- odpowiada. - Już tak.- spogląda na rodziców. Żyje, choć mogło być różnie. Jest z bliskimi. To jest najważniejsze.
-Zrobię nam herbaty.- oznajmia jego mama wstając. Zanim wychodzi do kuchni nachyla się i całuje Mario w policzek.
-Byłam przerażona.- mówi cicho.
-Ja też. Nic mi nie jest.- zapewnia piłkarz czując dłoń swojego ojca na ramieniu. On idzie za swoją żoną do kuchni.
***
To on jest osobą, która usypia Julie. Jest w jej pokoju do momentu, w którym nie stwierdza, iż dziewczynka śpi. Potem jeszcze raz całuje ją w główkę, okrywa kołderką po czym opuszcza pokój. W salonie są jego rodzice i Emily. Mario zajmuje miejsce na sofie, obok dziewczyny.
-Jest mi zimno.- mówi zgarniając z oparcia koc. Trójka jego towarzyszy widzi jak drżą mu dłonie. Ta cała sytuacja z niego wychodzi.
-Potrzebujesz czegoś? Zjesz coś?- dopytuje jego mama, a on zaprzecza ruchem głowy.
-Nic nie przełknę. Mam ściśnięty żołądek.- odpowiada.- Zostańcie na noc.- patrzy na nich.
-Oczywiście.
-Przepraszam, ale pójdę do sypialni. Naprawdę mi zimno.- mówi Mario.
-Przygotuję gorącą herbatę.- mówi jego mama.
-Ja przygotuję, proszę się położyć i odpocząć.- proponuje Emily.- Jesteście państwo zmęczeni, zdenerwowani. Potrzebujecie odpoczynku.
-Emily ma rację.- przyznaje Mario.- Jesteś kłębkiem nerwów.
-Te bomby mogły... One mogły...- jego mama nie może dokończyć zdania, bo nawet przez gardło nie mogą jej przejść słowa, które wyrazić by mogły, to, co mogło się stać.- One mogły Was zabić, albo zranić...
-Wiem.- przyznaje piłkarz.- Ale tak się nie stało. Nie stało się.- powtarza, bo do niego też musi dotrzeć to, że nic się nie stało, że jest w domu, z bliskimi, choć mógł nie być. Mógł, ale jest. To jest najważniejsze.- Marc jest ranny, ma złamany nadgarstek, ale będzie w porządku.- zapewnia. Jego rodzice po prostu przytulają go przed wyjściem z salonu. Tak jakby musieli się upewnić, że on faktycznie jest cały i zdrowy. A potem znikają w jednym z gościnnych pokoi. Emily przez chwilę patrzy na niego w milczeniu, a potem wstaje.
-Zrobię nam melisy, co?- proponuje, a Mario potakuje kiwnięciem głowy. Potem ona znika w kuchni, a on za drzwiami łazienki. Potrzebuje by ciepła woda otuliła jego ciało, by jej strugi zmyły napięcie, które odczuwa. Chwilę później, kiedy on stoi w kabinie prysznicowej i pozwala ciepłej wodzie spływać po nagim ciele, ona rozmawia z mamą przez telefon i mówi jej, że Mario wrócił cały i zdrowy do domu. I opowiada jej jak bardzo się bała. I mówi jej też, że nie wyobraża sobie tego, gdyby wieści były inne. I być może w tym momencie jest roztrzęsiona, być może wyciera dłonią niechciane łzy, które pojawiły się w jej oczach. Być może też jest pewna, iż jej słowa słyszy tylko jej rodzicielka. Nikt poza nią. Nie jest tak jednak. Jej słowa słyszy mama piłkarza, która wybrała się do kuchni po wodę, a która słysząc jej słowa, nie decyduje się na wejście do środka i przeszkodzenie jej, zamiast tego wycofuje się i wraca do pokoju.
***
Zjawia się w sypialni piłkarza zanim on sam wychodzi z łazienki. Widząc, że jest sama, ustawia kubki z parującą cieczą na szafce przy łóżku a ona sama rozściela łóżko, zabierając narzutę i składając ją na fotelu w rogu pokoju. Słyszy dźwięk przekręcanego zamka i to wtedy się odwraca. W drzwiach staje piłkarz. Ma na sobie spodnie od piżamy i koszulkę. Jego włosy są wilgotne. Jeszcze jeden szczegół przykuwa uwagę Emily, są nim zaczerwienione oczy Mario. I jest pewna, że powodem nie jest żel do mycia ciała, którym Mario mógł je zatrzeć, a coś zgoła innego.
-Lepiej się czujesz?- pyta delikatnie, a on po prostu idzie w jej stronę i kiedy już staje przed nią po prostu wtula się w jej ramiona, obejmując ją ciasno własnymi. A potem Emily czuje lekkie drżenie jego ciała i wie że strach, który odczuł mężczyzna, przerażenie, które czuł, znalazło ujście. I jest szczęśliwa, że Mario znalazł ukojenie w jej ramionach. Więc postanawia nie wypuszczać go z nich dopóki on będzie chciał w nich pozostać. Więc kiedy Mario prosi ją, aby została z nim, ona po prostu zostaje. I być może mężczyzna uśmiecha się później widząc ją ubraną w jego koszulkę i jego spodnie od piżamy, które są na nią za duże, ale nie ma nic innego, ale pomimo za dużych ubrań Emily jest piękna i jest zdecydowanie osobą przy której czuje się komfortowo i bezpiecznie, a właśnie poczucia bezpieczeństwa w tym momencie potrzebuje. Zasypia słysząc jej spokojny oddech obok i czując jej palce w swoich włosach barwiące się nimi. Przed zaśnięciem czuje spokój.
***
Słyszy głos Marco więc zjawia się w sypialni prawie od razu. Jej mąż nie śpi.
-Jestem kochanie. Poszłam zajrzeć do dzieci, bo wydawało mi się, że Oli mnie wolał.  Ale śpią. -tłumaczy wsuwając się pod kołdrę i układając obok męża.  Marco całuje ją, a potem przytula się do niej.
-To mi się nie śniło prawda?- pada pytanie.-Autokar, wybuch...
-Niestety nie. -odpowiada patrząc na niego.-  Ale najważniejsze jest to, że wyszliście z tego cało, no Marc ucierpiał, ale wyzdrowieje, jego obrażenia mogły przecież być znacznie gorsze. Dojdzie do siebie. Już wszystko będzie w porządku.- gładzi dłonią jego policzek.-Kocham Cie.
- Ja ciebie tez. Bardzo Was kocham.- odpowiada piłkarz.
-Spróbuj zasnąć. Musisz odpocząć.
-Kocham cię. - mówi po czym wtula się jeszcze mocniej w ciało żony.  Zamyka oczy. Jej obecność go uspokaja, a równy oddech usypia.
***
Budzi się o 4 rano. Nie może ponownie zasnąć, choć próbuje. Przez chwilę przygląda się śpiącej Emily, ale potem czuje, że musi iść do toalety więc najdelikatniej jak potrafi wstaje z łóżka, tak, aby nie obudzić dziewczyny. Kiedy wstaje, jest mu zimno, więc narzuca na siebie bluzę i idzie do łazienki. Potem kieruje się do kuchni. Tam przygotowuje sobie herbatę i z nią wychodzi na taras. Tam usadawia się na jednej z ogrodowych kanap. Nie ma koca, ale nie chce mu się po niego wracać, postanawia posiedzieć tylko chwilę, dopóki nie zacznie mu być zimno, chce pooddychać świeżym powietrzem. Tam, 15 minut później znajduje go Emily, która zaniepokojona jego nieobecnością, kiedy się obudziła, zaczęła go szukać. Od razu zauważa, że Mario nie jest przykryty więc zabiera z kanapy koc i wychodzi na taras. On słyszy, że ktoś idzie więc odwraca się. Dziewczyna podchodzi, zajmuje miejsce obok niego, blisko jego ciała, a potem przykrywa ich obydwoje kocem.
-Zobaczyłam, że cię nie ma i się zmartwiłam.- mówi mu spoglądając chłopakowi w oczy.
-Obudziłem się i nie mogłem ponownie zasnąć.- pada odpowiedź.
-Nie powinieneś siedzieć tu bez koca. Jest naprawdę chłodno.- upomina go.
-Już jest mi bardzo ciepło.- mówi piłkarz obejmując ją ramieniem i przyciągając do siebie. Potem Emily czuje na swoim czole jego ciepłe usta.- Dziękuję, że ze mną zostałaś.- mówi z twarzą schowaną w jej włosy.- Dziękuję, że zawsze przy mnie jesteś. Blisko. To wiele dla mnie znaczy.- wyznaje, a ona słucha. Nie spodziewała się takich wyznań po 4 rano. -Ty wiele dla mnie znaczysz, Emi.- dodaje piłkarz.- Może nie jestem zbyt wylewny, może nie okazuję, jak ważną częścią mojego życia jesteś, ale chcę byś wiedziała...- jego słowa przerywają jej palce na jego ustach. Bo Emily wie, ona po prostu czuje, że jest ważna. On nie musi tego mówić, by wiedziała.
-Ciii.- szepcze.- Wiem... Ja wiem, Mario.- mówi mu, a on wpatruje się w jej oczy. A potem nachyla się i po prostu łączy ich usta w pocałunku. I to nie trwa moment, ani chwilę. Pocałunek trwa dotąd, aż nie brakuje im oddechu. To wtedy się od siebie odrywają, a na usta Emily wkrada się uśmiech.
-Pojadę do domu, przebiorę się i wrócę, aby zająć się Julie, kiedy ty będziesz musiał jechać przygotować się do meczu.- proponuje.- Chyba, że chcesz, aby to twoja mama była z Julie, a ja na meczu?- pyta.
-Chciałbym, abyś tam była, na stadionie, ale moja mama nie może zająć się moją córeczką więc bardzo cię proszę, abyś to ty się nią zajęła.- odpowiada piłkarz.
-W porządku.- zgadza się.- Będziemy ci kibicować w domu.- zapewnia.
-Emi...- zwraca się do niej.- Mogę cię o coś zapytać?
-O wszystko.
-Czy gdybym...- przerywa, bo musi przemyśleć.- Wiem, że jest w porządku, ale gdyby wczoraj... albo kiedyś coś mi się stało...
-Nawet tak nie mów!- upomina go.- Nie myśl nawet w ten sposób.- dodaje przytulając się do jego ciepłej klatki piersiowej.- Nie chcę tego słyszeć. Nic ci się nie stało i nie stanie.
-Ale... Chciałbym wiedzieć, czy gdyby tak się stało, czy nadal chciałabyś być obecna  w życiu Julie?- zadaje pytanie.- Ona cię kocha...- mówi jej, a Emily odsuwa się od niego i patrzy mu w oczy. Przez chwilę milczy.
-Ja również ją kocham.- wyznaje.- Kocham ją tak, jakby była moją córeczką.- patrzy mu w oczy, a on widzi w nich szczerość.- To uczucie już dawno wyszło poza wszelkie relacje podopieczna- niania. Zresztą wydaje mi się, że pokochałam ją w już w pierwszej chwili, kiedy zaczęłam się nią zajmować.- mówi dalej.- I tak, gdyby tylko mi pozwolono, nigdy nie zniknęłabym z jej życia.- Mario ją przytula. Spodziewał się tych słów, ponieważ od dawna widzi z jakim uczuciem Emily zajmuje się Julie, ale spodziewać się, a je usłyszeć, to różnica.
***
-Muszę znaleźć pracę. Muszę.- słowa Sebastiana wyrywają go z zamyślenia. Spogląda na niego, wracają taksówką z lotniska do domu.
-Na pewno znajdziesz, ale nie możesz się jakoś strasznie nastawiać i spinać.- odpowiada starszy.
-Nasza poduszka finansowa nie wystarczy na długo.- mówi młodszy spoglądając na partnera.- Wiesz dobrze o tym.
-Seba, spokojnie...- mówi po czym splata ich palce. Twarz Sebastiana rozświetla się ponieważ spogląda na swój palec. Uśmiecha się, Mark również.-Poradzimy sobie ze wszystkim.- mówi Mark spoglądając na swoją drugą połowę.
-Razem...- mówi szeptem Seba.
-Tak, razem.- zgadza się starszy.
***
Witajcie. Mały poślizg, ale rozdział w końcu dokończony. Podoba się?

poniedziałek, 27 marca 2017

59.Most dwojga serc...

Obserwuje Sebastiana jak pakuje swoją walizkę. Uśmiecha się za ekranem laptopa. Seba tego nie widzi, zajęty zasuwaniem suwaka w bagażu. Kiedy w końcu odstawia walizkę pod ścianę podchodzi do sofy, po czym zajmuje na niej miejsce. 
-Gotowe.- oznajmia młodszy uśmiechając się. Spogląda na Marka, który pracuje przy komputerze. - Naprawdę się cieszę, że wyjeżdżamy.- mówi mu.- Nigdy nie byłem we Francji. 
-Wiem. Wiem również, że zawsze chciałeś tam być. Będziesz mieć okazję.- odpowiada starszy spoglądając na swojego partnera znad ekranu komputera. 
-Paryż- miasto miłości...- wzdycha Sebastian, a Mark się uśmiecha. Uśmiecha się ponieważ jest szczęśliwy widząc swojego partnera zadowolonego. Uśmiecha się ponieważ będą mogli spędzić trochę czasu w mieście miłości. Uśmiecha się, bo wie, że tam na miejscu, być może, jeszcze bardziej uszczęśliwi swoją drugą połowę. Jednak o tym Seba nie ma pojęcia. Jeszcze nie wie...
***
Wybierają razem film, który najbardziej im odpowiada, Mario kupuje bilety, a potem idą na seans. Podczas filmu jedzą popcorn, którego być może, a raczej na pewno, piłkarz nie powinien jeść, jednak Mario robi wyjątek tego wieczoru. Kiedy seans się kończy opuszczają kino. Jednak to jeszcze nie koniec wieczoru, jak się okazuje. Piłkarz zabiera Emily do przytulnej knajpy, gdzie podają przepyszne jedzenie. Zamawiają, a w oczekiwaniu na dania dużo rozmawiają na przeróżne tematy.Dużo się śmieją tego wieczoru, co zauważają ludzie, którzy ich otaczają. Wśród nich jest wielu kibiców dortmundzkiej drużyny, jednak nikt nie zakłóca im spokoju. Nikt nie prosi o autografy, o fotki. Ludzie rozumieją, że czasem ich ulubieńcy, a Mario bez wątpienia jest ulubieńcem kibiców, również potrzebują chwili prywatności. Ten wieczór bez wątpienia jest takim momentem więc kibice to szanują. Poza tym naprawdę miło im oglądać Mario tak zrelaksowanego i śmiejącego się momentami do łez. Od śmierci jego żony mieli nieliczne okazje widzieć go w tak dobrym nastroju.
***
-Jutro o tej porze będziemy we Francji.- uśmiecha się Sebastian układając głowę na ramieniu kochanka. Mark również się uśmiecha, bo nastrój partnera udziela mu się. Seba cały dzień cieszy się z wyjazdu, Mark również, choć mniej to okazuje. On ma zamiar cieszyć się najbardziej na miejscu, wtedy, kiedy zrealizuje wszystkie plany, które ma. A ma ich wiele.
***
-To było obżarstwo.- mówi Mario, kiedy opuszczają lokal.
-Masz rację.- przyznaje jego towarzyszka.- Teraz pasowałoby to wszystko jakoś spalić, ale o tej porze to nie mam pojęcia jak.- mówi.
-Idziemy na spacer?- pyta chłopak.
-Możemy.- zgadza się Emily. Więc idą. I znów się śmieją, znów rozmawiają, znów żartują. A potem dziewczyna jest bardzo zaskoczona, kiedy chłopak wskazuje jej na szyld klubu, pod którym się znaleźli. Nie planowali tego, po prostu szli spacerkiem, rozmawiając.
-Wejdziemy?- pyta piłkarz.
-Chcesz?- dopytuje dziewczyna, bo chce aby czuł się komfortowo.
-Nie pytałbym gdybym nie chciał.- pada odpowiedź, więc ona się zgadza. Wchodzą. I zostają dłużej niż planowali. Czas w klubie wypełniony jest tańcem i śmiechem, kiedy odpoczywają siedząc na sofie w prywatnej loży, którą Mario udało się wynająć. Pomógł mu status piłkarza. Zegar wskazuje 3:18, gdy  wysiadają z taksówki pod domem Emily. Mario każe taksówkarzowi na niego poczekać, a potem odprowadza Emily pod drzwi domu.
-Dziękuję.- mówi uśmiechając się do dziewczyny.-To był wspaniały wieczór.- mówi.
-Dziękuję za zaproszenie.- odpowiada dziewczyna.- I potwierdzam to był wyjątkowy wieczór.- dodaje.
-Mam nadzieję, że będzie więcej...- mówi piłkarz patrząc jej w oczy.
-Ja też...- odpowiada dziewczyna.- Dobranoc...- dodaje uśmiechając się. 
-Dobranoc.- odpowiada chłopak, a potem robi krok w jej stronę. Nachyla się i delikatnie ustami muska jej policzek, a potem ona jest pewna, że się odsunie. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ zaraz potem czuje jego usta na swoich. Ten pocałunek nie jest zachłanny, jest delikatny, ale stanowczy. Nie jest przypadkowy. I nie trwa ułamki sekund, a dłuższą chwilę. Kiedy się kończy, Mario nie odsuwa się i nie odchodzi, a obejmuje ją i przytula. A potem Emily słyszy jego cichy szept.- Jest mi dobrze, kiedy jesteś blisko. Czuję...- przerywa, bo nie wie jakich użyć słów.- Nie jesteś tylko moją przyjaciółką... Czuję... Ja...- nie wie co ma powiedzieć.
-Spokojnie...- odpowiada dziewczyna.- Nie musisz...
-Chcę...- przerywa jej.- Sprawiłaś... Sprawiasz...- próbuje wyjaśnić, ale plączą mu się słowa, myśli. Bierze oddech.- Kiedy ona odeszła, byłem pewien, że już nigdy nic nie poczuję, nic prócz bólu,  że już zawsze w moim sercu będzie pustka, ale ty sprawiasz, że tak nie jest. Już tak nie jest.- mówi i milknie.  Milczy ponieważ wie, iż ona rozumie. Wie to, kiedy dziewczyna odsuwa się od niego odrobinę i patrzy mu w oczy. A potem całuje go w policzek.
- Cieszę się.- mówi. Tylko tyle i aż tyle.
-Ja też.- mówi piłkarz.- Ale też się boję.- dodaje. A ona nie jest zaskoczona tymi słowami. Wcale.
-Wiem, rozumiem. W porządku.- gładzi palcami jego policzek.- Rozumiem, naprawdę.- zapewnia, ponieważ tak właśnie jest.
Mario pochyla się tak, że ich czoła się stykają. Obejmuje ją. Przez chwilę zamyka oczy, a potem je otwiera.
-Powoli dobrze?- szepce jej w usta, a ona potakuje kiwnięciem głowy. A potem po raz kolejny czuje jego ciepłe usta na swoich. I być może chciałaby zatrzymać czas w tym magicznym momencie. Chciałaby tak zostać. Niestety czar pryska, a Mario chwilę później odjeżdża w taksówce. Jego słowa jednak brzmią jej w uszach kiedy się kładzie i kiedy zasypia. I on również o niej myśli siedząc otulony kocem, w łóżku ze zdjęciem Ann w dłoni.
-Co ja mam zrobić, Ann?- pyta tak, jakby spodziewał się usłyszeć odpowiedź. Wie jednak, że nie usłyszy. 
***
Mark jest trochę zmęczony, kiedy w końcu meldują się w hotelu w Paryżu. Sebastian natomiast tryska entuzjazmem i w ogóle nie widać po nim zmęczenia. Jednak, kiedy już są w pokoju, również i on, zaraz po odświeżeniu się, kładzie się na łóżku, na którym już leży Mark i po prostu chwilę później zasypia. I to Mark jest tym, który budzi się pierwszy jakieś 3 godziny później. Nie chce budzić Sebastiana toteż wychodzi z sypialni i dopiero wtedy dzwoni do recepcji, aby dostać informacje, o które mu chodzi. Później, gdy Sebastian wstaje idą na obiad do jednej z przytulnych paryskich restauracji, a potem spacerują ulicami miasta. Nie spieszą się ze zwiedzaniem ponieważ będą mieli na to jeszcze sporo czasu. Spacerują i po prostu się cieszą. 
***
Choć pojechał na trening z entuzjazmem, energią i wielką chęcią, to jednak potem, w trakcie, kiedy czuje znów ból mięśni i tym razem nie tylko w udzie, nie jest już tak bardzo entuzjastycznie nastawiony. Nie kończy treningu z drużyną. Ma konsultację z lekarzem i potem fizjoterapeuta masuje go, próbując z nim rozmawiać, żartować, ale Mario jest cichy. Za cichy. Martwi się, bo nie ma pojęcia co dzieje się z jego ciałem. Wie, że dzieje się coś niedobrego, ale jeszcze nie ma pojęcia co. Stara się wmawiać sobie, że po prostu potrzebuje dłuższej regeneracji po meczu, może ma słabszy czas, ale z drugiej strony podświadomie czuje, że nie tylko takie są powody. Zna dobrze swój organizm i jest pewien, że coś jest nie tak. Boi się. 
***
Jest zaskoczona, kiedy otwiera drzwi i okazuje się, że rodzice Ann przyjechali. Zawsze uprzedzają bowiem, tym razem nie miała pojęcia, iż się pojawią, ale przyjmuje ich ciepło. Julie też praktycznie od razu zaczyna się z nimi bawić, więc Emily jej na to pozwala znikając w kuchni, aby przygotować herbatę. Jest w trakcie podawania jej, gdy w domu zjawia się Mario. Jest zaskoczony widokiem gości, ale wita się z nimi, a potem pije z nimi herbatę. A gdy dziadkowie wychodzą z wnuczką do ogrodu, on opiera się ciężko o oparcie sofy i wzdycha. Emily wie, że coś jest nie w porządku, wiedziała to odkąd się pojawił, jednak nie mogła zapytać, ponieważ nie wiedziała, czy on zechce mówić o tym przy teściach. Zajmuje miejsce obok niego i kładzie dłoń na jego dłoni.
-Co się dzieje?- pyta.- Bo coś jest nie tak, prawda? Jesteś zmartwiony.- mówi, a on spogląda na nią. Jest zmartwiony i to widać na pierwszy rzut oka.
-Nie dokończyłem treningu.- mówi.
-Dlaczego?
-Ponieważ nie byłem w stanie. Tak bolały mnie mięśnie, że nie mogłem.- odpowiada na jej pytanie.- Coś jest nie tak, Emi.- mówi patrząc na nią.- Czuję to, wiem to.- mówi.
-Spokojnie, to na pewno przejściowe.- pociesza go.
-Nie.- kręci przecząco głową.- Coś jest nie tak.- powtarza.- Znam moje ciało, swój organizm. Wiem, kiedy dzieje się coś złego. To nie jest zwykłe przeciążenie mięśni. Zresztą nie miałem aż takiego obciążenia, żeby moje ciało reagowało w ten sposób. To niemożliwe.- patrzy jej w oczy. 
-Rozmawiałeś o tym z ludźmi w klubie? Z fizjoterapeutą czy lekarzem?-pyta dziewczyna.
-Tak, fizjoterapeuta zajął się mną, gdy trener kazał mi przerwać trening. Mam też spotkać się z lekarzem, ale dzisiaj akurat go nie było. Myślę, że będą szukać przyczyny.- odpowiada.- I nie mam pojęcia co znajdą, ale coś na pewno.- dodaje.
-Mario...- zwraca się do niego.
-Boję się, że to coś poważnego... Jestem pewien, że to nie błahostka. Czuję to, Emi.- mówi.
-Spokojnie.- próbuje go uspokoić, ale na niewiele się zdają jej słowa. Bo on jest coraz bardziej smutny. Splata swoje palce z jego palcami, Mario spogląda na ich złączone dłonie. Nie cofa dłoni.- Niezależnie co to jest, wiem, iż wszystko będzie dobrze.- mówi mu.- Jestem tego pewna. Jeśli nawet coś ci dolega, to lekarze szybko znajdą przyczynę i będą mogli ci pomóc. To ważne, abyś przestał odczuwać ból i dyskomfort.- tłumaczy ze spokojem.
-Wiem, że tak powinienem do tego podchodzić, ale tym razem nie potrafię.- tłumaczy jej.- Czuję jakiś dziwny niepokój. Nie czułem się tak nawet wtedy, kiedy borykałem się z poważnymi kontuzjami.- dodaje.-Wiesz, chciałbym mieć w końcu chwilę spokoju. Małą chwilę, bez zmartwień.- patrzy jej w oczy. Emily niewiele się zastanawiając obejmuje go i przytula. 
-Jestem, tak?- mówi cicho.
-Dziękuję.- pada odpowiedź.
***
To nie tego wieczoru miało się wydarzyć. Nie może jednak czekać. Po prostu czuje, iż musi to zrobić. Najpierw więc idą na kolację do jednej z restauracji. Jest przytulna i podają w niej pyszne jedzenie. Po kolacji wychodzą z lokalu i idą na spacer. Paryż nocą jest piękny. Spacerują więc uliczkami i rozmawiają. I być może w którymś momencie ich dłonie łączą się ze sobą. To nie tak, że w Niemczech wstydzą się tego, że są razem. Nie wstydzą się. Jednak we Francji widok dwóch mężczyzn trzymających się za ręce jest czymś zdecydowanie częstszym niż w Niemczech. Takie są realia. Właściwie nie planowali pojawić się tej nocy na moście Pont des Arts. Jednak właśnie tam się znajdują. Obydwaj spoglądają na te wszystkie przypięte kłódki. Sebastian uśmiecha się.
-Popatrz... Wydaje się, że już żadna się nie zmieści, a przecież ludzie nadal przypinają nowe...
-Nie mamy naszej. Nie planowałem dzisiaj tu być.- mówi Mark.
-Kłódka to tylko symbol. Nie do końca wierzę w symbole...- odpowiada Sebastian.
-A w co wierzysz?- pada pytanie.
-Jeśli ktoś ma być razem to nawet bez kłódek jako symboli, będzie razem. Cała otoczka nie jest ważna. - spogląda na swoją drugą połowę.- Nie ważne, że nie mamy kłódki, choć fajnie byłoby przypiąć ją gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi... Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem, że tu jesteśmy razem. Najważniejsze jest to, iż przeszliśmy całkiem sporo trudnych sytuacji, ale przetrwaliśmy je wszystkie i one nas nie rozdzieliły. Ważne  jest to, iż nasze uczucia się nie zmieniły, nie znikły...- patrzy na Marka.
-Kocham cię.- mówi po prostu starszy, a Sebastian się uśmiecha.
Nie odchodzą od razu. Spacerują, a potem kiedy stoją przy barierkach, patrząc na panoramę miasta nocą, Mark nie może już więcej czekać. Po prostu czuje, że to musi być w tej chwili, teraz.
-Wyjdź za mnie, Sebastian.- mówi po prostu stojąc obok swojego partnera. Nie pada na kolana ponieważ wie, iż Seba nie przepada za takimi scenami, on sam również. Nie chce też robić widowiska, ponieważ ta chwila ma być prywatna, ma być ich.A kiedy jego partner spogląda na niego zaskoczony, on wyjmuje z kieszeni obrączkę z białego złota. Jest piękna i gustowna. Oczy Sebastiana robią się nienaturalnie duże, ponieważ jest naprawdę zaskoczony.
-Nie żartujesz?- wydusza z siebie młodszy. Starszy kręci przecząco głową.
-Kocham cię i pragnę abyś został moim mężem. I nie żartuję.- dodaje z uśmiechem Mark. - Proszę powiedz tak.-mówi.
-Tak.- pada odpowiedź.- Tak, tak, tak, tak.- powtarza młodszy z uśmiechem na twarzy. I chwilę później, kiedy spacerkiem idą w stronę hotelu, w którym są zameldowani, na palcu Sebastiana lśni obrączka. Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek...
***
Podoba się?




wtorek, 7 marca 2017

58.Duet...

Mama Mario zjawia się o umówionej godzinie więc ona może wyjść, pojechać do domu, odświeżyć się po czym spokojnie udać się na stadion. Ma zamiar tego dnia kibicować. Nie będzie sama. Umówiły się z Natalie na miejscu. Właściwie jest częstym gościem na Westfalenstadion. Coraz częściej zjawia się na trybunach kiedy dortmundzka drużyna gra u siebie. Uwielbia te emocje, które towarzyszą jej podczas meczu.
Kiedy zjawia się w domu w salonie jest jej mama. Pracuje nad książką. Wita się z nią rzucając jej tylko krótkie cześć, po czym znika w swojej sypialni. Potem w łazience. Kiedy z niej wychodzi, po wzięciu prysznica, jej mama jest w pokoju. Siedzie w fotelu stojącym w rogu pomieszczenia i uważnie jej się przygląda. 
-Co tam mamo?- pyta Emily, otwierając drzwi do garderoby.
-Gdzie się znów wybierasz?- odpowiada Alice pytaniem na pytanie.
-Na mecz. Mówiłam ci.- odpowiada dziewczyna.
-Nie mogłaś mi mówić, bo ostatnio wcale się nie widujemy. Właściwie mijamy się ciągle. Wiecznie nie ma cię w domu.
-Dużo pracujesz, ja zajmuję się Julie.- słyszy matka od córki, która przeszukuje szafę zastanawiając się co ma na siebie założyć.
-Emily to nieładnie rozmawiać i jednocześnie szukać w szafie ubrań.- zwraca uwagę córce.
-Przepraszam, ale nie mam zbyt wiele czasu. Muszę się pomalować i ubrać, a potem jeszcze dojechać na miejsce. Nie chcę przyjść w ostatniej chwili, nie lubię tak.
-Myślę, że masz czas na 5 minut rozmowy z matką.- odpowiada Alice, a Emily zjawia się w pokoju i siada na swoim łóżku.
-Przepraszam. Już zamieniam się w słuch.- patrzy na mamę. Alice przygląda się córce. Zauważyła zmianę w niej już jakiś czas temu. Jednak nie rozmawiały o tym. Może przyszedł ten czas.
-Wrócisz do domu po meczu czy masz jeszcze jakieś plany?- pyta.
-Jeszcze nie wiem. Na razie nie mamy planów, ale nie będę tam sama. Natalie też się wybiera więc być może, później będzie jakiś pomysł...- odpowiada.- Mario po meczu jest zawsze zmęczony ale i bardzo głodny więc być może pójdziemy coś zjeść.- dodaje.
-No właśnie... Spędzacie ze sobą coraz więcej czasu prawda? Dawniej, już w sumie bardzo dawno temu po tym jak zjawiał się w domu, ty pojawiałaś się w swoim. To się zmieniło.
- zauważa.
-Czy to źle?- pyta córka.
-Nie mówię, że źle. Po prostu mówię, co widzę.- patrzy badawczo.- Trochę się też martwię, Emily.
-O mnie? Dlaczego?
-Ponieważ...- wzdycha.- Zaangażowałaś w tę waszą znajomość uczucia. Mylę się?- dopytuje.
-Pytasz czy jestem w nim zakochana?
-Wiem, że jesteś. Chcę po prostu usłyszeć to od ciebie...
-Tak, jestem w nim zakochana, mamo.- pada odpowiedź.
-A czy on jest zakochany w tobie?- pyta Alice, ale na to pytanie nie pada żadna odpowiedź ponieważ dziewczyna jej najnormalniej w świecie nie zna. I nie ma pojęcia czy szybko pozna. 
***
Mecz rozpoczyna się jak zwykle wiwatami na trybunach. Kibice są wspaniali, a oni chcą podziękować im za doping i wiarę w drużynę możliwie jak największą ilością bramek. Pragną tego, choć nie wiadomo oczywiście, czyż to się uda. Piłka jest nieprzewidywalna. Mogą być przygotowani najlepiej, ale mogą również mieć słabszy dzień. Wszystko niebawem się okaże.
***
Obserwują poczynania drużyny z zapartym tchem. Zamierają, kiedy piłkarze drużyny rywala zbliżają się w pobliże bramki dortmundzkiej drużyny. Jednak formacja obronna spełnia swoje zadania wzorowo. Nie dopuszcza rywala zbyt blisko skutecznie przerywając akcje. Natalie i Emily z prawdziwą radością obserwują również współpracę dwóch przyjaciół na boisku. Duet Gotzeus jest widoczny. Popisują się świetnymi podaniami, konstruują świetne akcje, jednak i obrona rywala ma się na baczności skutecznie przeszkadzając piłkarzom. Wiedzą bowiem, iż jeśli zostawią im zbyt duże pole manewru, oni będą nie do zatrzymania. Niestety pierwsza połowa nie przynosi bramek. Kiedy piłkarze schodzą z murawy dziewczyny ucinają sobie miłą pogawędkę na temat zbliżających się drugich urodzin Julie, które się zbliżają. Ma być przyjęcie, a one zastanawiają się nad prezentami dla małej dziewczynki. Potem niestety wraca poważniejszy i trudniejszy temat.
-Mario zaplanował wszystko ze szczegółami.- mówi Emily.- Ale wiesz... Jednocześnie się cieszy z tego wszystkiego, a potem chwilami się zawiesza. Stara się tego nie okazywać, ale to widać. 
-Bo to też rocznica śmierci Ann. Te dwa wydarzenia już zawsze będą się ze sobą tak jakby trochę przeplatać.Kiedyś ten dzień będzie przede wszystkim wielką radością, ale to potrwa. Jednak poradzi sobie, poradzicie sobie.- zapewnia malarka, a Emily patrzy na nią, bo użyła liczby mnogiej. 
-Użyłaś liczby mnogiej.- spogląda na przyjaciółkę.
-Tak, zrobiłam to w pełni świadomie.- tłumaczy brunetka.- Mówiłam o tobie, Emily. On musi po prostu przeżyć ten dzień, musi przez to przejść. Teraz nie będzie dużo łatwiej, ale będzie inaczej. Minęło już sporo czasu. I teraz już nie ma tylko nas, ma także ciebie. 
-Jestem tylko jego przyjaciółką...
-Jesteś kimś więcej, wiem to, choć on jeszcze tego nie przyznał, być może nie przyzna jeszcze długo, ale wpuścił cię  do swojego życia. Wpuścił tak naprawdę. Musisz o tym wiedzieć.- przerywa.- Widziałam ostatnio kilka sytuacji, w których zachowywał się w stosunku do ciebie tak jak robił to z Ann. Choćby ta, kiedy przyjechał do nas, powiedział o tym, że jego tata się obudził. Był taki szczęśliwy, a jednocześnie tak zmęczony i zestresowany i chciał abyś go przytuliła. 
-On jest takim człowiekiem...
-Do pewnego stopnia, tak. Ale istnieje różnica. I podświadomie o tym wiesz.-dotyka dłoni przyjaciółki.- Wszystko będzie dobrze.- zapewnia. 
***
-Wszystko w porządku, Mario?- pyta fizjoterapeuta.
-Tak, po prostu bolą mnie mięśnie.- odpowiada.
-Ale coś się stało, jak cię boli?- dopytuje.- Jesteś w stanie grać?
-Tak. Jest w porządku. Mam chyba po prostu odrobinę słabszy dzień. Nic poza tym.- zapewnia.
-Na boisku naprawdę nie widać, że masz słabszy dzień. I oby tak dalej.- klepie piłkarza po plecach. Odzywa się trener, który zaprasza ich na boisko.
***
Tłum wiwatuje. Kibice skaczą, przytulają się z radości. Mają powód. To była przepiękna akcja, którą zapoczątkował Łukasz, a którą dokończyli duet Mario i Marco, a tym, który w końcu umieścił piłkę w siatce rywala był młodszy. Gratulują mu, a kibice krzyczą jego nazwisko. I to jest ta chwila, na którą zawsze liczy piłkarz, kiedy wybiega na murawę. I to jest ten moment, kiedy czuje, iż wszystkie trudy, jakie podejmuje każdego dnia na treningach, mają sens. I to jest ten czas, kiedy jest z siebie dumny i czuje dumę każdego sympatyka drużyny. Oni są z niego dumni. I duma, która rozpiera go z powodu tego, iż nadal może być częścią tego klubu, tej drużyny jest widoczna również w geście, który wykonuje. Składa palce w serduszko i przykłada do koszulki tam, gdzie jest nadruk BvB. A potem puszcza całusa w stronę sektora, gdzie jest Emily i Natalie. 
***
Natalie przytula Emily, kiedy Marco jest osobą, która po raz drugi tego dnia umieszcza piłkę w bramce rywala. Asystuje Mario i już śmiało można powiedzieć, że duet powrócił. Śmiało można powiedzieć, iż Mario wskoczył na tor, na którym wszyscy chcieli go znów zobaczyć. Cieszą się i wiwatują z tłumem. I śpiewają z tłumem. A potem są dumne, kiedy mecz kończy się, a piłkarze podchodzą pod trybunę południową podziękować kibicom. I potem tańczą jak zwykle, a one się cieszą, rozpiera ich duma. 
***
-Długo to trwa. Dłużej niż zwykle.- mówi Emily.- Coś jest nie tak.- dodaje.
-Nic nie może być źle, bo wszyscy zeszli z boiska w świetnej formie. Po prostu może trener ich zatrzymał.- tłumaczy malarka, ale Emily nadal jest niespokojna. Chwilkę później wychodzą pierwsi piłkarze. Nie pytają. Pytają Łukasza, bo jest jednym z ostatnich,
-Gdzie jest Mario i Marco?- pyta Natalie.
-Marco czeka na Mario. Mario  w szatni dostał mega skurcz w udzie. Musiał się nim zająć fizjoterapeuta. Coś mu podali i jeszcze drugi raz miał rozmasowywane to udo. Zaraz powinni się zjawić. Nie martwcie się.- uspokoił i się pożegnał. 10 minut później zauważyły ich idących w jej stronę. Mario utyka.
-Gratulacje.- powiedziały zgodnie, a potem przytuliły ich. Kiedy Emily odsuwała się od Mario spojrzała na niego uważnie.- Jak twoje udo?- pyta.
-Już lepiej.- odpowiedział, ale nie do końca przekonująco.
-Brzmisz nie do końca przekonująco.- zauważa
-Bo jestem zmęczony i boli mnie nie tylko udo. Chyba po prostu mam gorszy dzień. Marzę o tym, aby się położyć i odpocząć.-twierdzi.
-Więc to zrobisz po powrocie do domu.- mówi Marco.
-Jestem głodny.-marudzi młodszy.- Ale chyba zjem w domu. Jestem naprawdę skonany. Do zobaczenie jutro.- żegna się z Natalie i Marco.
-Trzymajcie się.
W drodze do domu to Emily prowadzi, a Mario cicho siedzi na siedzeniu pasażera. Za cicho jak dla niej.
-Naprawdę źle się czujesz prawda?- dopytuje.
-Naprawdę jestem zmęczony.- pada odpowiedź.-Przed meczem czułem się świetnie, nie wiem dlaczego teraz jest odwrotnie. To nie tak, że zagrałem pełne 90 minut w życiu. Nie rozumiem.
-Nie martw się, to na pewno przejściowe.- uspakaja.- Zaraz będziemy na miejscu. Zjesz coś i pójdziesz do łóżka.
-To naprawdę miła perspektywa, choć muszę położyć Jull.
-Twoja mama chciała zabrać ją do siebie. Miała rozmawiać z tobą jak wrócisz. Może to jest dobry pomysł. Odpoczniesz.- namawia go.- Ja mogłabym oczywiście się nią zająć, a ty mógłbyś odpocząć, ale twoja mama naprawdę miała już wielkie plany. Miała zabrać jutro Julie do którejś sali zabaw. chciała spędzić z nią czas. Dużo o tym mówiła.
-Więc nie będzie problemu. - pada odpowiedź.-Ja chyba będę musiał się trochę regenerować po tym meczu. - odpowiada. Potem już milczą. I kiedy Mario zaraz po posiłku mówi, że idzie się położyć, jego mama zabiera Julie na noc i Emily też ma zamiar pojechać do domu. Sprząta jeszcze zabawki, które porozrzucała córeczka piłkarza, kiedy on idzie do łazienki.
-Idziesz już?- pyta Mario wchodząc do salonu. Ma na sobie miękkie spodnie dresowe i koszulkę. 
-Tak, a ty idziesz do łóżka.- nakazuje mu.
-Uwierz mi, że naprawdę nie jestem w stanie zrobić niczego innego.- odpowiada chłopak.
- W takim razie spotkamy się pojutrze. Jutro Julie jest u babci więc spodziewam się, iż nie będzie mnie potrzebować.
-Tak, jutro masz wreszcie wolny dzień. Ostatnio nie miałaś zbyt wiele wolnego czasu. Przepraszam za to, ale ten zawał taty...
-W porządku. Nie narzekam, bo uwielbiam twoją córeczkę, a opieka nad nią to czysta przyjemność. Wiesz o tym dobrze. 
-Ale opieki nad jej ojcem nie miałaś w umowie.- mówi uśmiechając się delikatnie i przepraszająco.
-Możemy podpisać aneks do umowy i dodać ten punkt.- żartuje dziewczyna odwzajemniając uśmiech.
-Dziękuję, jesteś kochana, ale wiem, że po pewnym czasie pożałowałabyś podpisu na tym aneksie. - dodaje piłkarz.
-Mylisz się, Mario.- twierdzi dziewczyna.-Śpij dobrze.- dodaje po czym przybliża się do niego, całuje go w policzek i wychodzi. 
***
Jest po późnym śniadaniu, kiedy rozbrzmiewa dzwonek telefonu. Odbiera.
-Cześć Emi.- wita się.
-Mam nadzieję, że cię nie obudziłam...- mówi dziewczyna.
-Nie, nie obudziłaś. Właśnie skończyłem jeść śniadanie.- odpowiada.
-Bardzo późne śniadanie.-poprawia go dziewczyna.
-Późno wstałem.
-Jak się czujesz? Dzwonię, aby zapytać, bo wczoraj powiem szczerze mnie trochę wystraszyłeś...
-Jest w porządku. Już lepiej, naprawdę.- zapewnia.- Po prostu musiałem mieć słabszy moment, bo dzisiaj już jest oki. Boli mnie trochę udo, ale tam gdzie wczoraj miałem ten mega skurcz. Poza tym w porządku. Nie martw się o mnie. Złego diabli nie biorą...- żartuje.
-Nie żartuj w ten sposób.- upomina go.
-Przepraszam.Mogę  o coś zapytać?
-Tak.
-Wyjdziesz wieczorem ze mną?- pyta piłkarz.- Możemy pójść do kina, albo na kolację.- wymienia.
-Mogę wybrać?
-Jasne.
-Więc wybieram kino.
Ona tego nie widzi, ale Mario uśmiecha się. To będzie miły wieczór.
***
Podoba Wam się?
Czy mogę wiedzieć dlaczego zmniejszyła się liczba komentarzy? Znudziła Was historia? Cóż, mogę obiecać, że sytuacja nabiera tempa :)

piątek, 3 marca 2017

ZAPRASZAM NA ODŚWIEŻONĄ HISTORIĘ NA BLOGA http://naprzeciwmarzeniom1.blogspot.com/
LICZĘ NA WAS :)
TYM RAZEM MAM ZAMIAR NAPISAĆ JĄ DO KOŃCA.

wtorek, 28 lutego 2017

57. Wybór serca...

Słyszy rozmowę. Jest pewien, że to jego syn i żona rozmawiają cicho, gdzieś niedaleko niego. Nie widzi ich, choć stara się ze wszystkich sił otworzyć oczy. To jest jednak niewykonalne. Nie w tym momencie. Ma wrażenie, że jego powieki są zbyt ciężkie, aby udało mu się je unieść. Choćby odrobinę. Milimetr. Nie umie. Nie potrafi, a może zwyczajnie nie ma na to siły. Oni o tym nie wiedzą, ale on słyszy.
-Mario, nie powinno ci być niezręcznie.- mówi mu mama.
-Jest, ponieważ nie powinienem jej prosić, aby została. Na pewno nie odmówiła, bo było jej mnie żal. Nie radzę sobie w takich sytuacjach, panikuję. Nie zachowuję się jak mężczyzna, silny mężczyzna...- marudzi. 
-To nie tak.- chce wytłumaczyć mu matka.
-Tak mamo. Panikuję od razu.- przyznaje.
-To normalne. W końcu twój tato miał atak serca. Każdy by panikował.- tłumaczy mu.
-Panikuję nie tylko w tej sytuacji. Niestety.
-Mario...
-Tak  jest, ale nie potrafię sobie z tym poradzić. To zostało mi po wypadku. Jak coś złego się dzieje, to od razu zakładam najczarniejszy scenariusz... A Emily przeważnie jest wtedy blisko i wiele razy, w takich chwilach zrzucam na jej barki opiekę nad moją córeczką, bo nie jestem w stanie być w 100% dla niej, nie jestem w stanie w 100% się nią zająć.
-Kochanie ty to tak widzisz. To nieprawda. Cały czas jesteś z Julie, nie ma cię tylko wtedy, kiedy musisz być w klubie, albo grasz mecze. Tak robią także inni ludzie, ci, którzy chodzą do pracy. Wtedy ich dziećmi również zajmują się nianie, w trudnych sytuacjach także. Przeszedłeś naprawdę dużo, więcej niż niejedna osoba w twoim wieku. Ale poradziłeś sobie, radzisz, ułożyłeś sobie od nowa świat po wypadku. I to nie tak, że sobie nie radzisz w trudnych sytuacjach. Po prostu powinieneś mieć obok siebie kobietę, drugą połowę, z którą dzieliłbyś troski, która by ci pomagała. Nie masz jej, ale masz nas, masz przyjaciół... I dzięki Bogu ich masz.- tłumaczy kobieta.- Wiem, że Emily nie jest jedynie nianią Julie. Może była na początku, ale teraz jest kimś znacznie ważniejszym...- dodaje.- Wiem to Mario. Ty także to wiesz. I nie mówię tylko o przyjaźni, synku...
-Mamo...
-Wiem, wiem kochanie. Wiem.
*** 
-Tata.- woła Julie biegnąc do kuchni, w której jest Emily. Dziewczyna spogląda na nią, po czym uśmiecha się.
-Kochanie, mówiłam ci, że twój tatuś musiał wyjść. Dał ci buziaka na pożegnanie, prawda?
- Dał buzi.- odpowiada dziewczynka.- Tatuś...
-Tęsknisz za tatą?- pyta niania kucając i biorąc w ramiona małą dziewczynkę tak bardzo podobną do jej mamy. 
-Tak.- pada krótka odpowiedź.
-Tatuś niedługo się pojawi, a my w tym czasie będziemy malować. Co ty na to?- pyta spoglądając na małą.
-Cassie? Oli?- mówi głośno Julie wpatrując się w Emily. Dziewczyna od razu domyśla się o co chodzi córeczce Mario. Jest pewna, że chce malować z dziećmi Natalie i Marco. Uwielbia z nimi przebywać, a dodatkowo Natalie często rozkłada w pracowni na podłodze kartony, daje dzieciom wodne farby którymi mogą malować po tych kartonach, często owe rysunki to odbite dłonie czy wyodbijane na kartonach ślady małych stóp.
-Chciałabyś abym zabrała cię do cioci Natalie i wujka Marco? Chcesz pobawić się z Cassie i Olim?- pyta, aby upewnić się, iż dziewczynce właśnie o to chodzi.
-Tak.- odpowiada mała wskazując na telefon. Emily śmieje się po czym bierze w dłoń komórkę, wybiera numer do malarki, by po chwili z uśmiechem odłożyć go na miejsce. 
-Ciocia na nas czeka, Julie.- patrzy na małą informując ją. Na jej twarzyczce również pojawia się uśmiech.- Jednak najpierw idziemy umyć rączki i buzię, przebierzemy się i wtedy pojedziemy do cioci, dobrze?
-Tak.- zgadza się latorośl Mario. Chwilę później, jak Julie jest już bezpiecznie zapięta w foteliku, Emily pisze smsa do piłkarza z informacją, iż są u Reusów. 
***
 Jego telefon wibruje w momencie, w którym rozmawiają z lekarzem. Ignoruje to. Ma zamiar sprawdzić po rozmowie. Chwilę później, jak mężczyzna w białym fartuchu wychodzi z pokoju, w którym przebywa jego ojciec, Mario odczytuje wiadomość do Emily. 
-Wszystko w porządku?- pyta go mama.
-Tak.- spogląda na rodzicielkę.- Emily napisała, że jadą do Natalie. Julie chciała malować z Cass i Olim.- tłumaczy.- Wiesz, Nat ostatnio kilka razy pozwoliła im biegać po całej pracowni, po rozłożonych kartonach i odbijać stopy, albo dłonie, czy też po prostu malować. Szkoda, że jej nie widziałaś.  Była prze-szczęśliwa. 
- Czyli dzisiaj powtórka?
-Na to wygląda. Później pojadę zobaczyć jak im poszło.
-Jedź teraz jeśli chcesz. Ja zostanę z tatą.
-Później pojadę, posiedzę tutaj jeszcze.
-Dobrze.
***
Natalie i Emily rozkładają kartony na parkiecie w pracowni malarki. Pomagają im dzieci. Potem, kiedy Nat rozkłada im pudełka ze specjalnymi wodnymi farbami, których mogą używać dzieci, a one zaczynają się bawić, malarka zaprasza Emily na herbatę.
-Chodźmy. Im się tu nic nie stanie. Wszystkie sztalugi i akcesoria są schowane. Nic im nie grozi.- zapewnia malarka. Emily daje się namówić. Chwilę później więc siedzą w salonie popijając aromatyczną herbatę.
-Mario pojechał do kliniki?- pyta Natalie.
-Tak. Pisał, że stan jego taty się nie zmienił, nadal jest nieprzytomny, ale nadal jest stabilny i lekarze uspakajają. 
-To bardzo dobrze. Nie wiem... jeśli nie daj Boże coś by się stało... nie wiem czy oni by to udźwignęli.
-Mario nie chciał tego pokazać, ale naprawdę był wczoraj w kiepskim stanie.
-Domyślam się, zresztą Marco też mówił o tym, był w szpitalu. Przyjechał chwilę po Mario. Siedział z nimi, a potem, kiedy mogli wejść do pokoju, przyjechał do domu. Dzwonił później jeszcze do Mario, jak wyszli ze szpitala. Mario był zdenerwowany.
-Tak, bo liczył na to, iż lekarze pozwolą im zostać, jednak tak się nie stało. Tłumaczyłam mu, iż i tak długo mogli tam przebywać. 
-Był zdenerwowany i się bał. Reagował normalnie.
-Wiem. Przecież jego tata mógł umrzeć.
-Sebastian nie pozwolił na to.- dodaje Natalie.
-Mario chce później do niego pojechać. Mówił mi o tym, ale najpierw pojechał do taty. Myślę, że chce mu podziękować. W końcu ma za co.
***
Opuszcza szpital, jednak nie ma zamiaru od razu wracać do domu. Musi pojechać w jeszcze jedno miejsce. Musi zobaczyć się z jeszcze jedną osobą. Musi to zrobić. 
***
-Proszę.- mówi stawiając na stoliku filiżankę z kawą. Mark podnosi wzrok znad ekranu swojego laptopa. Spogląda na partnera i się uśmiecha. Sebastian odstawia na stolik i swoją filiżankę, po czym zajmuje miejsce w rogu sofy. 
-Dziękuję.- odpowiada starszy.- Miałeś wyjść i spotkać się z Lisą.- mówi.
-Nie mogła, napisała mi smsa. Coś jej wypadło. Zaprosiłem ją tutaj. Ma wpaść wieczorem. Nie masz nic przeciwko temu?
-Dlaczego miałbym?
-Bo po waszej ostatniej wymianie zdań pomyślałem, że jeszcze bardziej jej nie lubisz.- twierdzi młodszy.
-Nie muszę jej uwielbiać, ale to twoja koleżanka. 
-Przyjaciółka...- poprawia partnera Sebastian.
-Przyjaciółka.- powtarza Mark.- To nie tak, że nie możesz się przyjaźnić z kimś, z kim ja niekoniecznie mam tematy do rozmowy. Ty też nie pałasz sympatią do wszystkich moich znajomych...- zauważa.
-No tak... Masz rację. Szczególnie do tych, którzy mnie nie tolerują i robią mi na złość.- odpowiada.
-O kim mówisz?
-Nie udawaj. Wiesz dobrze.- Sebastian bierze filiżankę, po czym upija łyk kawy delektując się jej smakiem.
-Powiedz mi proszę, kto z moich znajomych... naszych znajomych- poprawia się.- robi ci na złość?
- Ta dyskusja jest bezcelowa, bo mówiłem to wiele razy. Nie przyznałeś mi racji, choć dobrze wiesz, że ją mam..- stara się uciąć temat młodszy. Nie chce, aby ta rozmowa przerodziła się w kłótnię. A może tak być ponieważ  jest zazdrosny o Marka. A to się z tym wiąże.
-Wiem, że mówisz o Nicole...
-Tak, o niej też.- przyznaje młodszy.- Ona mnie nie lubi, dodatkowo byłaby szczęśliwa, gdybyś trzymał się ode mnie z daleka, gdybyś mnie zostawił i  jakoś nie powstrzymuje się przed okazywaniem tego.I jeśli nie rzuca uszczypliwych uwag, to z tobą flirtuje.
-Nicole jest kobietą...- wtrąca.
-To nie tak, że nigdy w swoim życiu nie byłeś z kobietą...- zauważa Sebastian.
-Nie zaczynajmy tej rozmowy.- mówi Mark, wie czym ta dyskusja może się skończyć. Czym niejednokrotnie się kończyła.
-Mówiłem...
-A ja mówiłem nie raz...-Mark siada tak, że jest zwrócony twarzą do swojego partnera.- Ona mnie nie interesuje, tak?- mówi.- Jestem zainteresowany tobą. Od dawna. I to się nie zmieniło i nie zmieni.- zapewnia.- Może flirtować ze mną godzinami, ale to nie robi na mnie wrażenia. Najmniejszego.  Z twojego powodu.- patrzy w oczy Sebastianowi.- To zawsze będziesz ty, Sebastian.- wyznaje.
*** 
Parkuje po czym wychodzi z samochodu. Chwilę później przyciska przycisk dzwonka do drzwi. Słyszy dźwięk gongu rozbrzmiewający w mieszkaniu, a potem kroki. 
Na twarzy Marka maluje się zaskoczenie, gdy otwiera mu drzwi.
-Cześć.- mówi Mario.- Mogę wejść?
-Cześć. Oczywiście.- odpowiada Mark odsuwając się od drzwi.- Pewnie przyszedłeś do Sebastiana?
-Tak, jest w domu?
-Tak, zapraszam.
***
 Jest zaskoczony, kiedy wracając z toalety widzi w salonie Mario. A może nie powinien być aż tak bardzo zaskoczony. 
-Cześć.- mówi Mario.
-Cześć.-odpowiada Sebastian, a kiedy podchodzi bliżej widzi jak piłkarz wyciąga w jego stronę dłoń. Podaje mu swoją.
-Dziękuję.- mówi szatyn.- Uratowałeś życie mojemu ojcu. Dziękuję.- powtarza, a potem po prostu przytula go do siebie. Odwzajemnia uścisk. A potem siadają na sofie, Mark idzie po coś do picia, a Sebastian pyta o tatę piłkarza. I to nie tak, że Mario mówi mu, iż wszystko jest w porządku. Bo stan nadal jest poważny, ale najważniejsze, że ojciec piłkarza żyje. I kiedy ma już wychodzić, kilkadziesiąt minut później jego telefon dzwoni. Odbiera szybko, ponieważ na wyświetlaczu widnieje zdjęcie jego mamy. Przykłada telefon do ucha bojąc się co też może usłyszeć. A potem jego twarz się rozświetla. Mario uśmiecha się.
- Mój tato odzyskał przytomność.- mówi spoglądając na dwóch mężczyzn stojących obok niego w przedpokoju ich mieszkania zaraz po zakończonej rozmowie.- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję Seba.- podaje dłoń chłopakowi.- Nie wiem czy podniósłbym się, gdybym stracił jeszcze kogoś bliskiego.- wyznaje szczerze.- Nie wiem jak się odwdzięczę, ale...
-Nawet tak nie mów.- mówi chłopak.- To nie tak, że czegoś oczekuję. Po prostu starałem się mu pomóc, ty też byś tak zrobił. I zrobiłbym jeszcze raz gdyby taka sytuacja się wydarzyła o ile drugi raz udałoby mi się zachować trzeźwość umysłu.- żartuje.
***
Wyciera Julie ręcznikiem, wszakże musiała ją wykąpać po zabawie w pracowni Natalie, ale oczywiście była na to przygotowana. Potem jedzą obiad. Po obiedzie obydwie z Natalie rozkładają dzieciom koce w salonie na dywanie, bo mają oglądać bajkę. Emily miała wracać do domu, ale Nat przekonała ją, aby jeszcze zostały. 
-Myślisz, że utną sobie drzemkę na tych kocach?- zastanawia się Emily spoglądając na dzieci.
-Jestem o tym przekonana.- odpowiada malarka. 20 minut później dzieci śpią. Obydwie idą do kuchni. Natalie kroi szarlotkę i parzy kawę. A Emily odczytuje smsa, który przyszedł półtorej godziny wcześniej, a którego nie odczytała ponieważ komórka była w torebce.
-Tata Mario odzyskał przytomność.- mówi z uśmiechem.- Napisał mi półtorej godziny temu, ale nie odczytałam...
-To wspaniała wiadomość. Napiszę do Marco.- mówi Natalie i to robi. Marco pojawia się 15 minut później. Rozmawiają przy kawie i cieście. Rozbrzmiewa dzwonek do drzwi więc Natalie idzie otworzyć. 
-Tata się obudził.- mówi Mario z uśmiechem.- Jest słaby, ale lekarz mówi, że będzie w porządku.
-Cieszę się.-Natalie przytula go zaraz jak ten wchodzi. Potem Marco przytula go. 
-Przepraszam, ale odczytałam niedawno.- odzywa się Emily.- Cieszę się bardzo. 
-Przytul mnie.- mówi po prostu piłkarz i obejmuje ją. Dziewczyna to robi, a Natalie i Marco patrzą na tę scenę.
-Już wszystko będzie dobrze.- mówi cicho Emily, ale na tyle głośno, iż ich przyjaciele słyszą. Jej dłoń pociera plecy mężczyzny w uspakajającym geście.- Wszystko będzie dobrze.Już dobrze.- powtarza, a Mario po prostu się nie rusza, ponieważ jej potrzebuje. Spędzają całe popołudnie u przyjaciół. Dzieci po drzemce bawią się w ogrodzie, szaleją, a oni doglądają ich siedząc na wygodnych, tarasowych kanapach. I być może Mario jest zmęczony, zaczyna w pewnym momencie ziewać. A potem zwracają mu uwagę, że skoro jest śpiący to powinien się położyć w którymś z pokoi gościnnych. Spogląda na nich.
-Przepraszam,ale mnie tu jest dobrze.- odpowiada po czym poprawia się i kładzie na boku na sofie układając głowę na kolanach Emily. Dziewczyna spogląda na niego.- Nie będę ci przeszkadzał prawda?- pyta śpiąco. A ona w odpowiedzi przeczesuje mu palcami włosy. To miłe. 5 Minut później oddech chłopaka się wyrównuje i wiadomo, że zasnął. Emily spogląda na mężczyznę, a potem na jego przyjaciół. Obydwoje uśmiechają się.
-No co?- pyta.
-Nic.- odpowiada Marco.- Zupełnie nic.- powtarza uśmiechając się. Wie, że Natalie myśli w tej chwili o tym samym co on. Jest tego pewien. Przez chwilę jest cicho, ale potem dzieje się coś czego ani malarka ani Marco się nie spodziewają. Słyszą ciche słowa Emily. 
-Nie wiem co powiecie, ale...- przerywa na moment.- Miałam się tylko opiekować Julie, a ja...- spogląda na nich.- Mam nadzieję,że śpi...- spogląda na Mario i jest pewna, że śpi.- Miałam się opiekować Julie, a nie...- nadal przerywa więc oni patrzą na nią pytająco.- Jestem w nim zakochana...- w końcu mówi, a oni nie wydają się być zaskoczeni. Patrzy na nich. Nic nie mówią więc nie ma pojęcia o czym myślą.- Milczycie...- mówi po chwili.- Nie powinnam, wiem, ale to nie tak, że ktokolwiek z nas ma wpływ na to kogo pokochamy...  To serce...
-Twoje serce wybrało właściwą osobę.- mówi Natalie.- Najwłaściwszą...
-Ale... Ja nie wiem... On?- spogląda na śpiącego na swoich kolanach Mario. Nie ma pojęcia czy dobrze zrobiła wyznając przyjaciołom piłkarza co czuje. Nie ma też wiedzy, co czuje Mario.
-Wiem, że chciałabyś znać odpowiedzi na wiele pytań. Poznasz.- stwierdza blondyn.- Na razie, teraz...pozwól, aby to się działo, Emi.- mówi Marco. 

***

wtorek, 31 stycznia 2017

56. Pytania bez odpowiedzi...

Być może nie powinien tego robić, być może powinien po prostu odłożyć ten krok na później, być może... Pewnie byłoby dobrze, gdyby  pomyślał o sytuacji w jakiej się znajdują, bo przecież tylko on właściwie ma pracę, choć sam nie wie jak długo ją jeszcze zatrzyma, być może niedługo... Pewnie powinien o tym pomyśleć płacąc, ale nie żałuje, że to robi. Właściwie jest szczęśliwy. Ma nadzieję, że nie będzie z tym szczęściem sam.
***
Nie wie właściwie, kiedy to się dzieje. W jednym momencie wychodzi ze sportowego sklepu w galerii z pudełkiem z nowymi butami, które miał kupić już dawno, a chwilkę później reanimuje mężczyznę, który upadł przed nim na parkingu podziemnym. Był  jedyną osobą znajdującą się w tym miejscu, obok w tym czasie. Był jedyną osobą, która natychmiast przyklękła obok poszkodowanego. Zaczął działać automatycznie, sprawdzał czynności życiowe i okazało się, że mężczyzna przestał oddychać i jego serce nie biło. Robi mu masaż serca, a w międzyczasie dzwoni na pogotowie korzystając z głośnika w telefonie. Bardzo dokładnie opisuje sytuację i stan mężczyzny. Wie, że nie może przestać reanimować do przyjazdu karetki. Nie przestaje. Zbierają się ludzie, a on nie przestaje. Kiedy przyjeżdża pogotowie, oddycha z ulgą, bo to oni przejmują mężczyznę. A on być może powinien iść do domu, ale wybiera jazdę do szpitala. Nie zna tego człowieka, ale nie może tak zwyczajnie pojechać do domu. Nie po tym, co się stało.
***
-Powiedzieli, że przeżył...- to pierwsze słowa, które słyszy, kiedy jego partner wreszcie odbiera telefon.
-Seba...
-Przeżył, Mark.- powtarza młodszy do telefonu.- Musiałem pojechać sprawdzić co z nim, nie mogłem po prostu wrócić do domu i się nie dowiedzieć.- dodaje, a Mark nic nie rozumie. Nie ma pojęcia o czym mówi jego partner, jednak ma zamiar się dowiedzieć, wie, że się dowie, Sebastian powie mu.
-Wracaj do domu.- mówi tylko.
-Jestem w drodze.- odpowiada tamten po czym się rozłącza.
***
Sebastiana nie ma jeszcze, minęło kilkanaście minut, ale wie dobrze, że o tej porze są dość duże korki więc nie ma powodu do zmartwienia. Słyszy dźwięk powiadomienia dochodzący z jego telefonu. Wydaje mu się, że ktoś coś napisał do niego na whatsapp. Podnosi telefon, odblokowuje i okazuje się, że Ricky przesłał mu linka. Otwiera i ogląda filmik, który ktoś umieścił w necie. I już wie o czym mówił jego partner. Wybiera numer do Ricky'ego, a ten praktycznie zaraz odbiera.
-Jak znalazłeś na ten filmik?- pyta od razu.
-Znajomy mi pokazał.- odpowiada.
-Pojechał do galerii po buty...
-I uratował komuś życie.- dodaje Ricky.
-Dzwonił i mówił tak chaotycznie... Nie rozumiałem o czym mówi, ale powiedział, że ten facet przeżył... Pojechał do szpitala sprawdzić, powiedział, że nie mógł po prostu wrócić do domu i się nie dowiedzieć.
-Mark...
-Hmm?
-Ten mężczyzna, który miał zawał... On...
-Co?
-To tata Mario.- mówi w końcu Ricky.
***
Zjawia się w pokoju, w którym przebywa jego ojciec ponad dwie godziny po tym jak karetka przywiozła go do szpitala. Wcześniej nie mógł przybyć, nie wiedział, że coś takiego się wydarzyło. Jego mama zadzwoniła do niego pół godziny temu, od razu przyjechał.
-Mamo...- mówi idąc w stronę łóżka, na którym podpięty do różnych aparatów leży jego ojciec. Na krzesełku, obok łóżka siedzi jego mama. Kobieta spogląda na syna, podnosi się i kiedy tylko Mario staje obok niej od razu przytula się do niego.- Co z tatą?- pyta od razu piłkarz.- Tak się wystraszyłem...
-Wiem, ja też...- szepce kobieta nadal tuląc się do syna.- Ale lekarze mówią, że jego stan jest stabilny. Ciężki, ale stabilny i są dobrej myśli.- dodaje odsuwając się ostrożnie i patrząc na syna. Zauważa jego przekrwione oczy i już wie, że płakał. Wie, że się bał.
-Ale zawał? On?- dziwi się chłopak.- Tata jest okazem zdrowia, dba o siebie, biega...- wylicza, bo nie może uwierzyć, że jego tata miał zawał serca.
-Też nie mogłam uwierzyć, myślałam, że się pomylili... Ale jak widać nie.- wzdycha kobieta.- Jednak najważniejsze, że żyje.- dodaje.- Gdyby nie ten chłopak... Gdyby go nie reanimował... Zanim ktoś by go znalazł minęłoby kilka dodatkowych, może kilkanaście minut i wtedy...- przerywa ponieważ nie jest w stanie mówić dalej. Jej oczy się szklą, a łzy grożą wypłynięciem.- On uratował mu życie.
***
Jest w kuchni, kiedy słyszy odgłos zamykających się drzwi. Wie, że Sebastian wrócił. Od razu idzie do przedpokoju. Jego partner rozwiązuje buty siedząc na pufie. Od razu zauważa, że jego dłonie odrobinę drżą. Nie wypowiada jeszcze ani jednego słowa, kiedy Seba spogląda na niego.
-Byłem w szpitalu.- mówi.- Byłem...
-Wiem gdzie byłeś.- odzywa się Mark.- Wiem co się stało, Seba... mówi. Zaskakuje tym młodszego.
-Skąd?- dziwi się i ściąga buty.- Cholera, drżą mi dłonie.- mówi cicho zauważając to. Mark kuca i łapie dłonie  kochanka. Sebastian podnosi wzrok.- Skąd wiesz gdzie byłem?- pyta ponownie.
-Chodź.- mówi jedynie starszy po czym obydwaj idą do salonu. Tam Mark pokazuje mu nagranie, do którego link przysłał mu Ricky. Sebastian ogląda. Nie miał pojęcia, że ktoś z osób, które zgromadziły się na parkingu w ciągu tych minut zanim pojawiło się pogotowie, nagrywał. Teraz już wie. Patrzy na całą sytuację. Film trwa kilka minut, a on czuł się jak reanimował tego mężczyznę, jakby to trwało bardzo długo. Dłużyło mu się, bo chciał, aby fachowa pomoc zjawiła się najszybciej jak to możliwe. Wiedział bowiem, że z minuty na minutę bez fachowej pomocy szanse mężczyzny maleją.Ogląda sekunda po sekundzie, minuta po minucie. W końcu zjawia się pomoc. Film za moment się kończy. Sebastian spogląda na Marka.
-Pojechałem do szpitala.- mówi.- Nie znam tego człowieka, ale musiałem tam pojechać... Chciałem usłyszeć, że mu się udało.- podnosi wzrok i spotyka wzrok partnera.- Jego stan jest ciężki, ale stabilny. I lekarze mówią, że powinno być dobrze.- choć na jego ustach pojawia się tylko mały uśmiech, to radość w jego oczach jest wyraźnie zauważalna. Mark to widzi.
-Wiesz, że uratowałeś mu życie, prawda?- pyta.
-Po prostu pojawiłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie... Jak sprawdzałem czynności życiowe w międzyczasie dzwoniąc na pogotowie przeszło mi przez myśl, że to może być zawał.- opowiada.- Popatrz jak drżą mi dłonie.- wskazuje na nie, a Mark patrzy, po czym po prostu przytula go. Przez chwilę jest cisza, a potem nagle Seba mówi dość cicho, jednak na tyle głośno, że jego partner słyszy.- Tak się bałem, że on umrze, że to co robię nic nie da.
-Na pewno by zmarł gdybyś nie zareagował...- zapewnia partner. Sebastian milczy, opiera głowę o oparcie sofy.
-Mam dość stresujących sytuacji. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będzie spokojnie.- wzdycha.- I mam dość parkingów.- dodaje.
-A właśnie... Zaparkowałeś na podziemnym parkingu...
-Musiałem... Poza tym podobno trzeba walczyć ze strachem.
-Trzeba. Jestem dumny.- Mark uśmiecha się.
-Jestem zmęczony. Położymy się? Zdrzemniemy?Może odeśpię stres...
-W porządku, ale nie na kanapie, bo to nie będzie komfortowe.
-Oki.
- Zanim się położymy muszę ci coś powiedzieć.
-To coś strasznego? Może wolę nie wiedzieć...
-Nic strasznego.
-Więc słucham.
-Ten mężczyzna, który miał zawał...On jest tatą Mario.- mówi Ricky, a Sebastian jest zaskoczony i nie do końca dowierza.
-Tego Mario?
-Tak, tego.
***
 Zegar wskazuje godzinę 20:15. Julie już śpi, Emily położyła ją ponad godzinę temu. Mario wpada do domu niczym tornado. Opiekunka od razu zauważa jego wyraz twarzy. Mario nie bywa wybuchowy, ale w tym momencie wygląda jak wulkan, który lada chwila wybuchnie.
-Co się stało?- pyta dziewczyna.
-Jak to co? Lekarz kazał nam wracać do domu, nie pozwolił nam być przy tacie.-piłkarz wyrzuca z siebie kolejne zdania.- tak się uparł, że nie dał się przekonać. Po prostu powiedział nie i nie chciał słuchać żadnych argumentów. Nic. Jestem tak wściekły.- mówi szatyn.- Nie mogę zrozumieć jak można tak traktować ludzi. To chyba normalne, że chcemy przy nim być, że się martwimy.- przerywa, bo ma w głowie kilka niecenzuralnych słów, ale w ostatniej chwili powstrzymuje się przed powiedzeniem ich. Emily obserwuje chłopaka i widzi jak bardzo zdenerwowany jest. I wie również, że to nie tylko nerwy w tym momencie biorą nad nim górę, ale także strach jaki poczuł, kiedy się dowiedział. Jaki nadal czuje, bo przecież, choć sytuacja wydaje się opanowana, to jednak nigdy do końca nie można mieć pewności. Emily nie zastanawia się długo, podchodzi i go przytula, a on ufnie wtula się w jej ramiona.Stoją tak dłuższą chwilę, a dziewczyna  czuje jak Mario bierze głęboki, drżący oddech.
-Hej...Wszystko będzie dobrze, słyszysz?.- mówi mu gładząc dłonią jego plecy.- Słyszysz mnie, Mario?- zwraca się do niego i delikatnie odsuwa tak, aby móc spojrzeć w jego oczy. Zaszklone oczy.- Wszystko będzie w porządku, naprawdę. Lekarze wiedzą co robią i co mówią. Jeśli mówią, że stan twojego taty jest stabilny, to tak jest.
-Nie wierzę im...
-Kochanie, oni mają rację. Mają rację.- powtarza mu.- Wysłali was do domu, bo na tym oddziale nie można długo przebywać. I tak pozwolono wam dłużej niż normalnie. Poza tym potrzebujecie odpoczynku. Snu.- patrzy na niego, a on ma zamiar protestować, ale mu nie pozwala.- Myślę, że potrzebujesz kąpieli i snu, Mario.
-Potrzebuję ciebie...- mówi chłopak, a ona milknie, choć miała powiedzieć coś jeszcze. Jednak te słowa sprawiły, że zapomniała co miała dopowiedzieć.- Potrzebuję, abyś ze mną została.- dodaje chłopak.- Zostań ze mną, proszę.- prosi.- Nie chcę i nie mogę być sam.- tłumaczy.- Pójdę pod prysznic, położę się do łóżka, ale nie wychodź, nie jedź do domu. Nie chcę być sam.- mówi.
-Zostanę, spokojnie.- zgadza się dziewczyna. Zostaje. Mario idzie pod prysznic, a ona robi mu herbatę ziołową, z melisą. Wie dobrze, że Mario się denerwuje stanem taty i się boi. To normalne w takich sytuacjach. Ona też się boi, bo przecież czasem pomimo zapewnień lekarzy, sytuacja zmienia się w drugą, tę gorszą stronę.Nie ma pewności. Jednak nie chce aby on odczuł jej obawy. Mówi sobie, że przecież będzie dobrze, musi być dobrze. I na pewno nie znajdą się w sytuacji, że Mario znów straci najbliższą osobę oraz spokój, który całkiem niedawno odzyskał po wielu miesiącach walki. Ma nadzieję, że tak się nie stanie.
***
Mark zaskakuje go. Naprawdę go zaskakuje tym, że wręcza mu bilety na lot do Paryża. Nie spodziewał się, nawet nie marzył o czymś takim. Nie w ich sytuacji, nie po tym co się wydarzyło i co ciągle się dzieje. Ich życie jest chaotyczne. Obydwaj zawsze lubili nieco chaosu, ale nie do takiego stopnia. I najpierw ma ochotę zaprotestować i delikatnie zasugerować, że może dałoby się oddać bilety, że powinni ograniczyć takie wydatki, bo przecież Sebastian nie pracuje, ale potem nie mówi nic z tego, co planował powiedzieć, zamiast tego dziękuje swojemu partnerowi pocałunkiem, a potem się przytulają.
-Jestem pewien, że chciałeś powiedzieć, abym zwrócił bilety, żebym pomyślał o naszej sytuacji z pracą... Jestem zaskoczony, że nie powiedziałeś tego...
-Znasz mnie za dobrze.- twierdzi młodszy.- Miałem to powiedzieć, ale się powstrzymałem. I tego nie powiem...- patrzy w oczy kochankowi.-Bo chcę z tobą wyjechać i  spędzić kilka dni z dala od tego wszystkiego. Chcę tego. Pragnę tego.
-Ja też. A z wszystkim innym sobie poradzimy.- dodaje Mark.
-Tak, poradzimy sobie.
***
Obiecała, że z nim zostanie i słowa dotrzymała. Nie obiecywała, iż będzie spać w jego sypialni, w jego łóżku. I tym razem Mario nie jest przecież chory. Nie jest chory, ale jest zmartwiony i choć stara się tego nie pokazywać, to jednak wprawny obserwator widzi. Ona widzi, ale ją to nie dziwi. Zdziwiłaby się, gdyby się nie martwił.
-Jesteś taka opiekuńcza.- mówi jej Mario.- I taka spokojna.- dodaje.- Gdybym był sam pewnie bym wariował. Wariowałem jak się dowiedziałem, potem też kiedy kazano nam jechać do domu i przyjechać rano. Wpadłem taki wściekły, ale wystarczyło kilka słów i to, że mnie przytuliłaś, abym poczuł spokój.- wyznaje.
-Cieszę się, że tak na ciebie działam.- mówi dziewczyna.
-Nie tylko tak.- dodaje tajemniczo Mario, ale nie rozwija tej myśli.
-A jak jeszcze na ciebie działam?- pyta. Nie pada odpowiedź. Nie pyta ponownie.
To nie czas na takie pytania. Ma nadzieję, że odpowiedzi na to pytanie i inne przyjdą niebawem. I pewnie przyjdą.
***
Napisałam w końcu ten rozdział. Było ciężko, bo nie mam czasu w ogóle. Jednak udało się i jestem szczęśliwa.Cieszycie się?
Aaa... Jeszcze coś... W końcu, niebawem spełnię swoją obietnicę i wyślę cóż... niekoniecznie na frytki, ale wyślę Sebę i Marka do Paryża. Niech w końcu się cieszą, odpoczywają i niech korzystają z życia. I mogę zdradzić, że czeka ich w końcu chwila świętego spokoju :)
O ile coś nie wpadnie mi do głowy i znów nie spadnie na nich kilogram nieszczęść :)
Trzymajcie się i do następnego razu.
I komentujcie, bo coś ostatnio maleńko komentarzy, a mnie rosną skrzydła jak widzę dużo komentarzy więc jeśli chcecie częściej rozdziały to komentujcie.

wtorek, 10 stycznia 2017

54.... but Love is love...

-Wiem, że się denerwujesz, ale wszystko będzie dobrze.- mówi mu Mark, kiedy siedzą i czekają na rozpoczęcie rozprawy. Sebastian faktycznie jest zestresowany, ale nie samą rozprawą, ale tym, że za moment zobaczy mężczyzn, którzy go pobili. Nie odpowiada na słowa Marka, po prostu patrzy na niego przez moment, a on kładzie mu dłoń na ramieniu, bo tego, co naprawdę chce zrobić, nie może, bo to nie jest czas ani miejsce na okazywanie uczuć. To, że wielu ludzi jest tolerancyjnych nie znaczy, że wszyscy są, poza tym budynek sądu zdecydowanie nie jest odpowiednim miejscem do manifestowania uczuć.
Chwilę później zostają wezwani do sali rozpraw.
***
To staje się trudniejsze w środku. On naprawdę stara się jak może, ale zdenerwowanie daje o sobie znać. Najpierw robi mu się gorąco, a zaraz potem zimno. Stara się skupić najpierw na tym co mówią adwokaci, potem nad odpowiedziami na pytania. Wtedy jeszcze się jakoś trzyma. To później, kiedy znów znajduje się na swoim miejscu, zaczyna się dziwnie czuć. Wtedy, kiedy główny sprawca jego pobicia, kolega z pracy, zaczyna składać wyjaśnienia i ubarwiać. To w niego uderza. Te kłamstwa i lekkość z jaką wypływają z ust napastnika. Zaczynają drżeć mu dłonie, robią się wilgotne. Wysycha mu też w ustach, więc bierze jedną z butelek wody mineralnej stojącej na stoliku, odkręca i upija kilka łyków. Czuje na sobie czyjś wzrok, więc spogląda na swojego partnera. Nie myli się, to Mark na niego patrzy, uważnie, jakby wiedział co się z nim dzieje. Jest pewien, że wie. Słucha kolejnych kłamstw i tłumaczeń, kiedy robi mu się niedobrze, a to jest już zły znak. Znów jest mu zimno, ma dreszcze. Nie chce wychodzić, ale kiedy nowa fala mdłości w niego uderza, po prostu nachyla się do swojego adwokata.
-Naprawdę źle się czuję.- szepce, a adwokat spogląda na niego. Widzi jak jest blady, więc informuje sąd o zaistniałej sytuacji.  Dwie minuty później Sebastianowi ledwo udaje się dobiec do sądowej toalety. Jak zjawia się tam Mark, Seba zwraca zawartość swojego żołądka do jednej z muszli klozetowych. A kiedy kończy z wdzięcznością odbiera od swojego partnera chusteczki i butelkę wody, którą płucze usta.
-Nie dam rady.- mówi kilka minut później.
-Dasz.- zapewnia go Mark.
-Nie.- patrzy niepewnie na mężczyznę.-Chcę wrócić do domu.- upiera się.- Nie mogę tego słuchać, nie zniosę tego.- mówi. Naprawdę nie jest w stanie wrócić na salę. Nie ma pojęcia kiedy stał się tak słaby, zawsze potrafił bowiem stawiać czoła wszelkim trudnym sytuacjom, teraz nie potrafi. Tej na pewno nie.
-Nie będziesz musiał.-odpowiada starszy.- Adwokat wytłumaczył co się stało, a sąd poprosił o opinię panią psycholog i nie musisz wracać do sali. Zostaniemy wezwani po zeznaniach oskarżonych.- mówi mu, a Sebastian wzdycha z ulgą.- Wystraszyłeś mnie.- mówi Mark kładąc dłoń na ramieniu kochanka.
-Przepraszam.- odpowiada młodszy.- Naprawdę przepraszam.- powtarza.-Starałem się rozproszyć, nie słuchać i nie skupiać na tym jak bardzo on kłamie. Ale nie potrafiłem...
-W porządku...
-Nie mogę na nich patrzeć.- wyznaje.- Nie mogę ich słuchać.- spuszcza głowę.- To silniejsze ode mnie, Mark.- dodaje.
-W porządku...
-Przepraszam, że jestem taki słaby...- mówi cicho, może odrobinę za cicho, ale po chwili sens słów Sebastiana dociera do Marka.
-Seba to w ten sposób o sobie myślisz?- pyta partner, ale odpowiedź nie nadchodzi ponieważ do toalety ktoś wchodzi. Mark odkłada tę rozmowę na później.
***
Spotykają się na placu zabaw. Mario i Emily już tam są, siedzą na jednej z ławeczek, a Marco, Natalie, Agnes i dzieci zjawiają się nieco później. To Oliver pierwszy zauważa Mario.
-Cześć.- mówią podchodząc.- Jakbyśmy się umawiali.- śmieje się Natalie.
Dzieci się bawią, a oni siedzą na ławeczce i obserwują gotowi interweniować gdyby coś złego się działo. Dzwoni komórka Agnes więc dziewczyna wstaje z ławki i odchodzi na bok, aby spokojnie odebrać. Kilka minut później wraca i znów siada obok Mario.
-To Ricky dzwonił?- pyta malarka.
-Tak. Wraca już do domu.- odpowiada agentka.
-Przyjedzie tu?
-Jedzie do domu. Musi wysłać artykuł redaktorowi. Zapomniał rano i zmył mu przed chwilą głowę przez telefon.- patrzy na Nat.- Jednak on był tak przejęty, że to nic dziwnego, że zapomniał.
-Mówił jak było na rozprawie?- pyta tym razem Marco.
-Nieciekawie.- odpowiada.-Sebastian przed wejściem na salę bardzo się denerwował, a potem...Ten koleś kłamał jak z nut.- mówi Agnes.
-Próbuje się wywinąć...- komentuje Mario.
-A potem... Sebastian źle się poczuł, a adwokat w porę zainterweniował i opuścił salę. Podobno strasznie wymiotował. .
-To na pewno ze stresu.-dodaje Marco.
-Tak, zdenerwował się. Wrócił na salę po zeznaniach oskarżonych na wniosek adwokata. Właściwie to był prawie koniec rozprawy. Następna za dwa tygodnie.- opowiada Agnes.-Ricky mówił, że Mark się martwi.  Seba jest strasznie zamknięty w sobie, czasem potrafi się nie odzywać pół dnia, gdzie wcześniej mu się to nie zdarzało. Odsuwa się od niego, a kiedy ten próbuje z nim rozmawiać, przeważnie prosi, aby dał mu spokój... Nie wychodzi z domu jeśli to nie jest naprawdę konieczne...
-Bo się boi...- komentuje Mario.-Ma na bank zespół stresu pourazowego, nie ma się co dziwić zresztą, bo to co się stało było traumatycznym przeżyciem i długo w nim zostanie.- odzywa się Mario.
-Tak, ma.
-To trudne funkcjonować normalnie jak te obrazy wracają ciągle. Trzeba się najpierw trochę z nimi uporać.- stwierdza szatyn.- On potrzebuje czasu, a Mark musi się uzbroić w cierpliwość..- patrzy na nich.- Najlepsze co może zrobić, to po prostu być. Wiecie dobrze o czym mówię, prawda?- pyta, a oni rozumieją, bo przecież przeszli z nim to wszystko, choć jego traumatycznym przeżyciem był wypadek i śmierć Ann.
-Masz rację.- stwierdza Agnes.
-Jasne, że mam.- patrzy na nich.- Siedzę tu przez moje dziecko, ale i przez Was.- mówi.- Do końca życia będę wam wdzięczny, za to, że byliście i wyciągnęliście mnie z domu, z łóżka...- mówi.- Seba też się podniesie. Po prostu to jest za świeże. On się boi, ja też bym się bał. To nie jest normalne, że wychodzisz z pracy i ktoś tłucze cię prawie na śmierć dlatego, że nie podoba mu się, iż w domu nie czeka na ciebie dziewczyna tylko facet, że nie kochasz kobiety, a mężczyznę. - twierdzi.
-Dokładnie. -zgadza się Emily.- Myślę, że ten lęk zostanie z nim na dłużej...
-Myślę, że to wszystko dopiero z niego tak naprawdę wychodzi. I Mark musi teraz na niego naprawdę uważać.- mówi Mario.
***
Sebastian bierze prysznic, kiedy on kończy robić kolację. Właściwie wszystko jest gotowe, mogliby już usiąść i jeść, ale jego partnera jeszcze nie ma. I spoglądając po raz kolejny na zegarek widzi, że jest pod prysznicem już ponad 20 minut. Postanawia poczekać jeszcze 5 minut. Zanosi wszystko na stolik, czeka. Nic się nie dzieje. Nadal słyszy szum płynącej wody. Nie może dłużej czekać.
Puka do drzwi łazienki, choć nic nie stałoby się gdyby po prostu wszedł, ale nie chce. Jednak kiedy nie słyszy odpowiedzi po prostu wchodzi do środka. Kabina jest zaparowana, Sebastian jest w środku. Staje pod nią.
-Seba wyjdź, proszę. Kolacja gotowa.- informuje go. Woda przestaje lecieć, a następnie Sebastian uchyla lekko drzwi.
-Podasz mi ręcznik?- pyta wystawiając dłoń.
-Jasne.- Mark podaje mu ręcznik. Nie wychodzi z łazienki. Po prostu stoi tam. Sebastian wychodzi z kabiny z owiniętym wokół bioder ręcznikiem. Staje na ręczniczku rozłożonym pod kabiną, po czym bierze drugi ręcznik i wyciera się.
-Wszystko w porządku?- pyta Mark lustrując go wzrokiem.
-Tak, w porządku.- pada odpowiedź, ale Mark wie, że nie jest w porządku. Widzi to kiedy spogląda na swojego partnera. Widzi, ale nic nie mówi, nie w tym momencie. Porozmawiają po kolacji.- Ubiorę się i przyjdę, oki?- mówi młodszy.
-Tak, oki.- Mark wychodzi. Sebastian zjawia się 5 minut później. Ma na sobie miękkie dresowe spodnie oraz bluzę swojego partnera. Siada na pufie przy niskim stoliku, na którym najczęściej jadają, choć mają taki normalny.
-Lubię tą bluzę.- mówi młodszy.- Nie gniewasz się, że znów ją wziąłem?- patrzy na Marka.- To jest twoja ulubiona, ale właściwie ostatnio to ci ją ciągle zabierałem...- Mark przerywa mu dotykając jego dłoni.
-W porządku.-mówi.- To nie tak, że pierwszy raz nosisz moje ubrania...- uśmiecha się.
-Pachną tobą...- kwituje Sebastian podnosząc wzrok. Mark znów się uśmiecha. 
-Smacznego.- mówi.
-Zrobiłeś lasagne.- zauważa kiedy w końcu spogląda na stolik i czuje zapach jedzenia.
-Bo lubisz. Chciałem ci sprawić przyjemność.- tłumaczy.- To nie był miły dzień więc chciałem zakończyć go w miły sposób, jedząc z tobą kolację. I chciałem aby ci smakowało.- stwierdza.
-Dziękuję.- mówi Sebastian nakładając sobie trochę potrawy. Jedzą. Kiedy chwilę później talerze są puste Sebastian podnosi się i chce zanieść je do kuchni, aby je umyć, ale Mark zatrzymuje go łapiąc go za nadgarstek.
-Zostaw.- nie pozwala mu wstać.
-Ty przygotowałeś kolację, ja pozmywam.- broni się młodszy.
-Zostaw to.-powtarza przytrzymując jego rękę.- Talerze są nieważne, Później posprzątamy. Porozmawiaj ze mną, Sebastian.- prosi.
-O czym?- pyta.- Ciągle rozmawiamy.- mówi.
-No własnie, że nie.- poprawia Mark.- Rozmawialiśmy, ale to się zmieniło, Seba. Teraz jesteś wycofany i zamknięty w sobie.- mówi mu.-A w sądzie...- patrzy na niego przez moment.- W sądzie przeprosiłeś mnie za to, że jesteś słaby...- przypomina mu.- To w ten sposób myślisz o sobie teraz?- pyta.- Myślisz, że to, iż się boisz oznacza, że jesteś słaby?- lustruje wzrokiem partnera, a ten nie patrzy na niego. Sebastian kręci głową.
-Nie chcę o tym rozmawiać.- znów chce wstać, ale i tym razem mu się nie udaje, bo Mark znów łapie go za dłoń, ale tym razem przesuwa się do niego, jest teraz blisko.
-Proszę cię.- mówi.- Seba, proszę.- powtarza.
Sebastian wzdycha po czym pozwala, aby ramiona Marka go objęły. Opera się o tors swojego partnera plecami, to jest miłe. Wie, że on czeka na to co powie, ale nie ma zamiaru mówić. Jeszcze nie. Najpierw zamyka oczy i po prostu stara się zrelaksować, bo przecież w tym momencie jest bezpieczny, nic mu nie grozi. Może odrzucić wszystkie złe myśli, które towarzyszą mu codziennie od tego zdarzenia.Tu nic mu nie grozi. Jest w  domu z osobą, na której mu bardzo zależy. Z osobą, którą kocha. To trwa kilka minut, kiedy coś przychodzi mu na myśl i musi zapytać o to Marka.
-Jakim cudem dostałeś dzień wolny?- odsuwa się tak, aby móc spojrzeć na swojego partnera. Mark jest zaskoczony pytaniem, ale jednocześnie też niespecjalnie chce odpowiedzieć, co Seba od razu zauważa.-Powiedz mi dlaczego zostałeś w domu po rozprawie skoro szef nie dał ci wolnego całego dnia?- precyzuje.- I chcę żebyś powiedział mi prawdę.- dodaje.
-Sebastian.
-Interesuje mnie prawda.- powtarza.- Dlaczego zostałeś ze mną w domu skoro miałeś iść do pracy, musiałeś iść do pracy, bo on się nie zgodził ?
-A co miałem zrobić?- odpowiada pytaniem na pytanie.- Miałem cię zostawić?- pyta.
-Po prostu nie poszedłeś?- patrzy na niego z przerażeniem w oczach.
-Zadzwoniłem, żeby z nim porozmawiać, wytłumaczyć...
-Nie chciał słuchać?
-Słuchał, ale potem się rozłączył.- odpowiada.- To nie ważne.- kwituje.- Nie zostawiłbym cię samego, nie  w takim stanie w jakim byłeś po powrocie z rozprawy... Nie ważne co zrobi mój szef, jesteś ważniejszy niż praca.- deklaruje, a Sebastian patrzy na niego, a potem znów wraca do poprzedniej pozycji, czyli przylega plecami do torsu partnera.
-Przeze mnie stracisz pracę.- mówi cicho.
-Nie stracę, nie zwolni mnie.- mówi pewnie.
-A jeśli?
-Nie martw się. Poradzę sobie. Nie o tym mieliśmy rozmawiać.- przypomina. Nastaje cisza. Trwa tylko chwilę. A potem w końcu Sebastian zaczyna mówić, a Mark wreszcie wszystko rozumie.
***
Dzwoni jego telefon więc wstaje z sofy i idzie do kuchni, bo właśnie tam podłączył go do ładownia. Odłącza i odbiera.
-Nie musisz mnie sprawdzać.- mówi od razu, bo dzwoni Mark, a on naprawdę myśli, że dzwoni aby sprawdzić czy z nim w porządku. 
-Nie sprawdzam cię, po prostu chciałem cię uprzedzić, że za chwilę do drzwi zadzwoni Ricky, bo jego tata podał jakiś dokument od adwokata. To ważne, a adwokat ma pilną sprawę więc nie będzie go w kancelarii a to trzeba podpisać.
-Przepraszam. Myślałem, że znów dzwonisz aby zapytać jak się czuję, czy w porządku itd.
-Pytam, bo mi na tobie zależy...
-Wiem, wybacz.- przeprasza.- Podpiszę te papiery.
-Oki. Kończę, bo jestem w pracy przecież. Do zobaczenia.- żegna się, choć chce zapytać czy na pewno w porządku. Jednak tego nie robi.
-Do zobaczenia.- pada odpowiedź.- Mark...
-Tak?
-Nic mi nie jest,- zapewnia młodszy, bo wie, że Mark chce zapytać. 
15 minut później słyszy dzwonek do drzwi więc otwiera i wpuszcza do mieszkania Ricky'ego. Podpisuje dokumenty, a potem robi herbatę i rozmawiają. I być może przed wyjściem Ricky zaprasza jego i Marka na kolację wieczorem, a on nie odmawia, bo może w końcu trzeba spróbować opuścić to bezpieczne lokum i być może warto zacząć wychodzić najpierw do osób, które są bezpieczne. Być może.
***
Zaskakuje go, kiedy mówi, że wychodzą wieczorem. Nie spodziewał się, że usłyszy taką wiadomość zaraz po zjawieniu się w domu, po pracy. Jednak się cieszy. 
-Gdzie wychodzimy?- pyta.
-Ricky zaprosił nas do nich na kolację.- odpowiada Sebastian.- Rozmawialiśmy chwilę jak przyjechał.- tłumaczy.- Naprawdę go lubię. 
-Byle nie bardziej niż mnie.- kwituje Mark. Sebastian wybucha śmiechem i to jest pierwszy raz od pobicia, kiedy tak się śmieje.
-Zazdrośnik!- komentuje Seba.
- Zazdrość w granicach przyzwoitości jest dobra.
-Na szczęście ty mieścisz się w granicach.- uśmiecha się.- I cieszę się, że jesteś zazdrosny, bo wiem, że ci zależy.-komentuje.
-Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mi zależy.- odpowiada Mark.
***
Pewnie będziecie narzekać, że mało Emily i Mario, ale cóż... tak wyszło. Sprawę trzeba było wyjaśnić :)