wtorek, 3 listopada 2015

21. One step closer...

Śpiewa kołysankę tuląc do siebie małą dziewczynkę, która prawie zasypia. Małej zamykają się oczy, jednak co chwilkę jeszcze na kilka sekund zdarza jej się je otworzyć, dlatego też nie odkłada jej na razie do łóżeczka, oczekuje, aż dziecko zaśnie mocniej. W czasie gdy mała próbuje zasnąć, ona rozgląda się po pomieszczeniu, w którym się znajduje. To pokój dziecięcy. Ściany pomalowane są na jasno beżowy kolor, dwie z nich są w złote kropki. Zasłony są w ciemniejszym odcieniu beżowego, meble, znajdujące się w pokoju czyli komoda, łóżeczko, regał, mały stolik, na którym stoi lampka są w białym kolorze, natomiast tapicerka fotela, który również się tam znajduje jest w odcieniu beżu z kolorowymi, bladymi kropkami. Puchaty dywanik znajdujący się przed fotelem jest biały. Nad łóżeczkiem, na ścianie jest biały napis : Julie. 
Na półkach dziewczyna zauważa ramki z fotografiami Julie. Powoli podchodzi do regału. Z ust dziewczynki wychodzi ciche westchnienie, na które jej opiekunka reaguje uśmiechem. Patrzy chwilę na dziecko, a potem przenosi wzrok na zdjęcia znajdujące się na półkach. Na niektórych z nich jest Julie w różnych momentach jej życia, począwszy od pierwszych dni po urodzeniu. Są tam również fotografie dziewczynki z Mario, a także z jego rodzicami, jego braćmi. Na jednym z nich Julie jest w ramionach kobiety, której dziewczyna nie zna. Nie zna również mężczyzny stojącego obok kobiety. Domyśla się, że muszą to być drudzy dziadkowie dziewczynki, a teściowie jej ojca. Domyśla się, nie jest pewna. Ogląda fotografie. W końcu na kolejnych dziewczyna zauważa Ann. Jest tam Ann w objęciach Mario, na plaży. Jest również uśmiechnięta Ann trzymająca swoje dłonie na sporych rozmiarów brzuchu. W końcu jedna z fotografii przedstawia rodziców dziewczynki. Jej mama leży na kocu z uniesioną bluzeczką tak, iż widać jej ciążowy brzuszek, na którym pomadką namalowane są oczy i wielki uśmiech, a który całuje leżący obok Mario. Obydwoje na zdjęciu promienieją. Od obydwojga bije niesamowita radość. Te fotografie są pełne kolorów, uczuć. Są po prostu piękne. I Emily patrząc na twarze, wtedy jeszcze przyszłych rodziców, może zobaczyć dokładnie jak bardzo wyczekiwanym i kochanym dzieckiem była Julie, oraz jak wielkie uczucie łączyło jej rodziców. To widać w sposobie w jaki na siebie patrzą. I w jej głowie pojawia się myśl, że chciałaby kiedyś być tak kochana jak była Ann i chciałaby kochać równie mocno.
***
Pod prysznicem, a także po wyjściu z kabiny ciągle myśli o swojej córeczce. To jej pora drzemki, ale tym razem to nie on jest przy niej, to nie on stara się sprawić, by zasnęła. Jest w domu, ale z jej córeczką jest osoba, która ma się nią zajmować, kiedy on, albo jego rodzice nie mogą. Osoba, która ma być opiekunką Julie, jej nianią. Tak, zatrudnił w końcu opiekunkę. Nie zatrudnił żadnej pani polecanej przez agencję, która miała znaleźć odpowiednią kandydatkę. Oczywiście owe biuro wywiązało się ze zobowiązania, to po prostu on nikogo nie wybrał pośród potencjalnych kandydatów stamtąd. Pomimo tego znalazł. Właściwie to był przypadek, właściwie nie ma pojęcia jak to się stało, że padła taka propozycja, a on po prostu zgodził się na próbę. Nie ma pojęcia jak to będzie, jak Julie będzie się zachowywać, jednak z drugiej strony wie, że osoba, która obecnie znajduje się w pokoju dziecięcym z jego córką, jest godna zaufania, nie jest nieznana, zresztą jego córka w jakiś sobie wiadomy sposób ją sobie sama wybrała, bo przecież to nie pierwsze ich spotkanie... 
Szatyn przygotowuje się do wyjścia do klubu. Ma spotkać się z fizjoterapeutą, a także z klubowym psychologiem. I to jest dla niego dziwne, że ma czas i może spokojnie wziąć prysznic, spokojnie się ubrać, ponieważ ostatnimi czasy nie miał takiej możliwości, ponieważ Julie miewała swoje humory. Czasem, choć chciało jej się spać, to nie zasnęła, więc zostawiając ją w kojcu praktycznie biegiem udawał się do łazienki, po czym brał kilkuminutowy prysznic, właściwie polegający na namydleniu ciała i spłukaniu. Teraz ma czas, ale to dziwne. Odwykł od tego, że może coś zrobić spokojnie, z małym dzieckiem nie można mieć zbyt wiele wolnego czasu. 
***
Wpatruje się w śpiącą dziewczynkę. Zasnęła już kilkanaście minut temu, ona, zaraz po odłożeniu dziecka schowała poprasowane ubranka do komody, rozkładając je odpowiednio na półkach, posprzątała zabawki, które dziewczynka zdążyła porozrzucać podczas zabawy przed snem. Miała już wziąć butelkę i wyjść, jednak jeszcze postanowiła chwilkę na nią popatrzeć. 
Nawet nie słyszy jak w pokoju zjawia się jeszcze jedna osoba. Mężczyzna staje w drzwiach, patrzy na dziewczynę stojącą przy łóżeczku jego córki. Nie widzi jej twarzy, ale jest pewien, iż się uśmiecha. Nie można się nie uśmiechać patrząc na śpiącą Julie. Nie można też przestać na nią patrzeć. I nie myśli tak bynajmniej dlatego, iż dziewczynka śpiąca w łóżeczku jest jego córeczką. Myśli tak ponieważ takie małe dzieci są po prostu najsłodszymi istotami na świecie. I on od zawsze uwielbiał dzieci, mógł godzinami się z nimi bawić, mógł też godzinami na nie patrzeć. Odkąd ma Julie, może to robić kiedy tylko ma na to ochotę. I korzysta z tego przywileju. 
Postanawia podejść więc to robi. Kiedy staje przy dziewczynie zauważa, iż się nie mylił. Na jej twarzy faktycznie gości uśmiech:
-Zasnęła bez problemu?- pyta piłkarz.
-Wątpiłeś w moje umiejętności?- odpowiada pytaniem na pytaniem dziewczyna.
-Szczerze, to nie.- spogląda na nią.- Moja córeczka naprawdę lubi twoje towarzystwo. Ona sama właściwie ciebie wybrała.- dodaje.
-Cieszę się.- dziewczyna spogląda na niego. Chłopak ma na sobie spodnie dresowe, a także biały t-shirt, na który ma narzuconą bluzę. Jego włosy są jeszcze mokre, co wskazuje, iż przed chwilą wyszedł spod prysznica. -Jedziesz już do klubu?-pyta.
-Tak, za chwilę.- pada odpowiedź.- Mam jeszcze chwilę, po prostu za wcześnie się przygotowałem. 
-Nagle masz więcej czasu.- uśmiecha się dziewczyna.
-Za dużo. To naprawdę komfort móc wejść pod prysznic o tej porze i móc spokojnie pod nim chwilę postać. 
-Domyślam się. Korzystaj z tego.
-Mam zamiar, choć nie zamierzam korzystać w nadmiarze.- tłumaczy.- Myślę, że ona tak zawładnęła moim sercem, że nie będę w stanie zostawić ją na dłużej, niż to będzie konieczne.- mówi piłkarz.
-Niektórzy rodzice myślą inaczej, korzystają z wolnego czasu ile mogą. Nie mówię, że to jest złe, każdy potrzebuje odpocząć, zrelaksować się, zrobić coś dla siebie...
-Tak, ale niektórzy robią to kosztem dzieci. Ja tak nie chcę.
-Myślę, że Jull nie będzie miała takiego problemu. - uśmiecha się.
***
Ten czas, kiedy są same spędzają na zabawie. Kiedy tylko Julie się budzi, zaraz po przewinięciu jej, a potem nakarmieniu, poświęca na zabawę z nią. Zaskakuje ją to, że mała nie jest marudna bez taty, ponieważ mama piłkarza uprzedzała ją, iż taka czasami bywa, kiedy budzi się i nie ma Mario w zasięgu wzroku. Okazuje się, iż albo dziewczynka ma jeden z tych lepszych dni, albo po prostu dziewczynka faktycznie bardzo ją lubi. 
W domu pojawiają się rodzice piłkarza i on sam jednocześnie. I kiedy wchodzą, już w drzwiach mogą usłyszeć śmiech Julie, a także śmiejącą się w głos Emily. 
I na ustach całej trójki pojawiają się uśmiechy.
***
-I jak radzi sobie Emily?- pyta Natalie, która siedzi na tarasie, obok swojego męża, a na przeciwko siedzi Mario.
-Świetnie.-pada odpowiedź.- Jull, kiedy wróciliśmy śmiała się w głos.- mówi.- Stanęliśmy w przedpokoju, bo przyjechaliśmy do domu równocześnie, ja i moi rodzice, a one po prostu się śmiały.- patrzy na nich, a jego oczy błyszczą.- Uwielbiam jak Julie się śmieje.
-Czyli Emily była dobrym wyborem?- dopytuje Nat.
-Najlepszym.- kwituje Marco.- Nie jest obcą zupełnie osobą, kocha dzieci, ma do nich podejście, poza tym jest pewna, przecież to córka Alice.
-Gdyby to nie była Emily, to pewnie bym nikogo nie wybrał. Nie miałem przekonania co do tych kobiet proponowanych przez agencję. Nic do nich nie mam, ale nie zostawiłbym Jull z zupełnie obcą osobą, osobą, o której nic nie wiem.
-Nie dziwię się, bo ja też bym tego nie zrobił z Olim lub Cass.- mówi Marco, a Natalie uśmiecha się.- No co?
-Nic, po prostu niektóre pary zatrudniają opiekunki, których nie znają. 
-Tak jest, podziwiam tych rodziców. Ja bym nie potrafił. 
-Bo sytuacja cię do tego nie zmusiła. Nas też nie. Jednak nie wszyscy mają rodzinę przy sobie. 
-Ann byłaby jeszcze bardziej przeciwna. 
-Myślę, że Ann przez dłuższy czas odłożyłaby na bok swoje ambicje zawodowe.
-Tak planowała. Odkąd pamiętam modeling był dla niej czymś naprawdę ważnym. Przez chwilę nawet wydawało mi się, że być może nie będzie chciała za wcześnie zrezygnować z kariery, by urodzić. Potem, kiedy poroniła tak bardzo przeżyliśmy tę stratę, choć wtedy nie planowaliśmy dziecka. Julie też nie była planowana, jednak była za to bardzo wyczekiwanym maleństwem. I odkąd Ann mi powiedziała, odkąd o tym rozmawialiśmy, to od razu zaznaczała, że zamierza poświęcić się Julie, nie chce być nieobecną mamą robiącą karierę. Chciała przerwy, obydwoje chcieliśmy, by Julie nie była dzieckiem wychowywanym od początku przez nianie. I wiem, że byłaby szczęśliwa mogąc poświęcić jej cały swój czas i uwagę.- mówi szatyn ze smutkiem słyszalnym w głosie.- Nie chciałaby niani, na pewno przez długi czas.
-Myślę, że tak by było. Poza tym wiesz co myślę?- powiedziała Nat.
-Co?
-Jeśli już, po pewnym czasie, zdecydowałaby się na kogoś, to z pewnością nie byłaby to młoda, atrakcyjna dziewczyna.- Nat uśmiecha się znacząco, więc Mario od razu wie o co jej chodzi, zresztą Marco też.
-To byłaby zdecydowanie pani dużo starsza od Ciebie.- dodaje Marco.-Twoja żona bez wątpienia ci ufała, jednak na pewno nie zgodziłaby się, by atrakcyjna dziewczyna w twoim wieku kręciła się po waszym domu.
Mario uśmiecha się, bo wyobraża sobie w tym momencie swoją żonę. Natalie i Marco mają rację. Ann była zazdrosna, co potrafiła też pokazać. Broniła zaciekle wszystkiego co było jej, a on zdecydowanie był jej. Była jego ukochaną zazdrośnicą. Tylko jego. I choć czasem jego najpierw dziewczyna, a potem żona, pomimo tego, iż ufała mu, to jednak w pewnych sytuacjach nie potrafiła utrzymać swojej zazdrości w sobie, to jednak kochał ją najbardziej na świecie. Właściwie to nie powinien myśleć w czasie przeszłym, bo on nadal kocha ją najbardziej na świecie. I nie wyobraża sobie, żeby kiedykolwiek nadszedł moment, by pokochał jakąkolwiek inną kobietę tak samo jak kochał Ann. Ba, on nie wyobraża sobie, by w ogóle jeszcze kiedykolwiek mógł zakochać się w kimś innym, niż jego żona. Jest pewien, że do tego nie dojdzie. To niemożliwe.
***
Tuli swoją żonę do siebie rysując palcami jakieś abstrakcyjne wzory na jej nagich plecach. Obydwoje milczą. W domu jest cisza, ich pociechy śpią. W którymś momencie ciszę przerywają słowa Natalie.
-Myślisz, że Mario jest w stanie... Nie mówię, ze teraz, albo w najbliższym czasie, ale kiedyś... Jest w stanie pokochać jakąś inną kobietę?- pyta. 
Jej słowa sprawiają, że się zastanawia. Milczy, milczy dość długo, a ona nie ponawia pytania, ponieważ sama myśli, czy po takiej miłości, jaką darzył i darzy Mario, Ann jest możliwe, by kiedykolwiek obdarzyć podobnym uczuciem kogoś innego. 
-Nie wiem, kochanie.- Marco w końcu odpowiada.- Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Wiesz... tak się zastanawiam czy byłbym w stanie pokochać inną kobietę oprócz ciebie... Gdybym był na miejscu Mario.- zastanawia się.- Myślę, że to niemożliwe, Nat.- spogląda na nią wkładając palce w jej włosy i przeczesując je delikatnie.- Nie jesteśmy w takiej sytuacji i modlę się, byśmy nie musieli przeżywać tego, co nasz przyjaciel. Jednak nie potrafię sobie wyobrazić kogoś innego na twoim miejscu. Nie jestem w stanie.- powtarza.- Kocham cię całym sobą, każdą nawet najmniejszą  częścią mnie. Podobnie było i jest  z Mario... Bardzo bym chciał, aby kiedyś, znalazł szczęście u boku innej osoby, by pokochał inną kobietę, ponieważ Ann odeszła, a przed nim całe życie. Nie chciałbym, by był sam, jednak z drugiej strony wiem, że dopuszczenie do swojego serca miłości, w takim przypadku jest naprawdę trudne. Nie jestem w jego skórze, ale nie wyobrażam sobie tego. Poza tym myślę, iż kiedy kocha się tak mocno i prawdziwie, kiedy poznasz już smak takiej miłości, tak wyjątkowej, wielkiej i niepowtarzalnej, to potem pragnie się już tylko takiego uczucia, tak wielkiego, tak prawdziwego i porównuje się, a prawda jest taka, że nie ma dwóch identycznych osób. Mario w żadnej kobiecie już nie odnajdzie Ann. A on pragnie Ann, myślę, że od zawsze jej pragnął i odkąd pamiętam to ją kochał. Ich miłość była wyjątkowa i niepowtarzalna, taka jak jest nasza. Boję się, że nie spotka drugiej osoby, którą obdarzy takim uczuciem, choć życzę mu z całego serca, by spotkał. Zasługuje na to. - Natalie chłonie każde słowo z ust swojego męża. I zgadza się z nim. Ona też nie wyobraża sobie innego mężczyzny u swojego boku niż Marco. I wcale nie dziwi się Mario.
***
Witajcie po długiej przerwie.
Przepraszam za milczenie i nieobecność. Naprawdę mam sporo na głowie i brakuje mi czasu i często sił i skupienia, by coś napisać i dodać. Jednak dziś coś tam naskrobałam więc postanowiłam wrzucić. Ostrzegam, że tekst nie jest sprawdzany, więc literówki pewnie będą na porządku dziennym. 
Pokażcie mi proszę, że czytacie. Skomentujcie. Bardzo mi zależy na Waszych opiniach. Naprawdę na nie czekam. I ogromnie cieszy mnie każde słowo, które piszecie. Dziękuję tym, którzy zechcą poświęcić minutę na komentarz.
Pozdrawiam i myślę, że tak długa przerwa już się nie zdarzy. 



wtorek, 13 października 2015

20.Determinacja...

-Kochanie jadę.- mówi Marco biorąc kluczyki.
-W porządku.- słyszy z ust żony, która właśnie w tym momencie wlewa soczek do kubka niekapka.
-W porządku i już?- dziwi się mężczyzna.- Żadnego kocham cię? Ani jednego buziaka?- jest zaskoczony.
-Kotku nasza córeczka chce pić, więc muszę jej natychmiast dać, bo wiesz, iż za moment będzie się go tak głośno dopominać, że będzie słychać na zewnątrz.
-Wiem, więc poczekam na buzi.- mówi blondyn. Minutę później Natalie jest już wolna, więc mąż podchodzi do niej, obejmuje ją i całuje zachłannie. Kiedy odsuwają się od siebie w końcu Marco uśmiecha się szeroko.- Teraz mogę jechać na trening...- mówi.- Zaraz, zaraz... jeszcze nie mogę.- poprawia się.
-Kocham cię, wariacie.- mówi mu jego żona.
-Właśnie, teraz już mogę jechać.- odzywa się piłkarz.- Ja też cię kocham Natalie.- wyznaje przytulając ją.- Kochałem, kocham i będę kochał. Zawsze.
-Wiem.
***
Załatwia formalności dotyczące transportu jego ojca do Dortmundu. Już dawno się o to starali z mamą, jednak lekarze wstrzymywali ten moment, ponieważ twierdzili, iż mężczyzna nie jest jeszcze w stanie, który umożliwiałby transport, bez obaw, że coś złego może się wydarzyć. W końcu jednak ten dzień nadszedł, ojciec Ricky'ego może wrócić do Dortmundu, a oni do domu. Prawdę mówiąc, po wielu dniach spędzonych poza domem, w hotelu i szpitalu, mają dość, więc z ulgą zareagowali na słowa lekarzy, którzy dali im zielone światło. Wykorzystali to. Jeszcze tego samego dnia cała czwórka wróci do Dortmundu.
***
Trening przebiega tak jak zwykle, bez nowości właściwie. Wszyscy dają z siebie maksimum, za co jak zwykle dostają pochwały od trenerów. Nie obywa się bez wygłupów i żartów, które zawsze sobie robią. Dzięki nim właśnie atmosfera nie jest sztywna. W pewnym momencie słyszą gwizdek trenera. Wiedzą co on znaczy, uprzedził ich, iż pod koniec rozegrają wewnętrzny mecz. Drużyny są zasadniczo wybrane, właściwie podzielił ich trener. W  drużynie, w której gra Marco, brakuje jednego piłkarza, jednak nikt nic nie mówi. Swen zszedł, bo bolało go kolano i stąd ta sytuacja. 
-To co gramy?- pyta Miki, ponieważ wszyscy są gotowi, jednak gwizdek trenera ciągle milczy.
-Jeszcze dwie minuty.- informuje ich Jurgen. Nie mówi nic więcej, więc po prostu czekają. 
Sytuacja wyjaśnia się chwilkę później, gdy na murawie pojawia się Mario, który co prawda trenuje w ośrodku treningowym, jednak przeważnie z zespołem rezerw.
-Coś długo cię nie było.- mówi do szatyna coach.
-Przepraszam, urwałem sznurówkę w korku.- tłumaczy z uśmiechem, więc Jurgen również uśmiecha się na te słowa.
-Aż tak przejąłeś się tym, że będziesz grał z pierwszą drużyną?- pyta.
-Cóż... Trochę tak.- przyznaje.- To teraz  dla mnie jak skok na główkę.- porównuje.
-Mylisz się.- poprawia go szkoleniowiec czarno- żółtych.- Skok na główkę przeważnie źle się kończy, a w twoim przypadku będzie inaczej. To będzie krok naprzód.- mówi z przekonaniem trener.- A teraz chcę zobaczyć czy nie zapomniałeś jak się gra. Dołącz do drużyny czerwonej.
I jeśli Jurgen zobaczył na twarzy Marco i pozostałych zawodników wielkie uśmiechy po tych słowach, to przemilczał ten fakt. Jak widać nie tylko on tęsknił za duetem Gozeus.
***
Wracają do domu. Oni jadą samochodem, tata Ricky'ego został przetransportowany drogą lotniczą. Jego mama również mogła z nim polecieć, oni już nie. Poza tym mieli samochód, więc postanowili wrócić tak jak przyjechali. Prowadzi Agnes, chciała prowadzić, ponieważ poprzedniej nocy Ricky niewiele spał, nie mógł, był jakiś niespokojny. Oponował kiedy zabrała kluczyki i powiedziała, iż nie ma mowy, by to on zasiadł za kierownicą. Twierdził, że nie jest zmęczony, ale ona wiedziała swoje. Potem wsiadł na siedzenie pasażera, już bez protestów.
-Mało się odzywasz.- zauważa blondynka zmieniając pas ruchu.- Co się dzieje, kochanie?
-Nie wiem... Nie wyspałem się i to pewnie dlatego. 
-Jesteś zmęczony więc spróbuj się zdrzemnąć.
-Nie będę spał, kiedy ty jedziesz.
-Przecież ja nie zasnę, ja w przeciwieństwie do ciebie jestem wyspana i naprawdę mogę prowadzić.
-Nie chcę spać.
-Ok, jak uważasz.
***
Choć to nie jest prawdziwy mecz, on dwoi się i troi. Chce jak najwięcej wyciągnąć z tej chwili. Przypomina sobie niektóre zagrania, które wykorzystywali razem z Marco w czasach, gdy razem grali i je wykorzystuje. Marco również je pamięta, choć nie grał z Mario sporo czasu. Pewne nawyki jednak, wypracowane zachowania się pamięta. I triki, które niejednokrotnie wykorzystywali z szatynem, kiedy grali razem, mogą z całą pewnością się do nich zaliczać. Nie skutkuje to bramkami, ale całkiem ładnymi akcjami. Roman Mitch jednak nie daje się zbyt łatwo zaskoczyć. Nie strzelenie bramki jest dla niego najważniejsze w tym momencie. Najważniejsza jest gra, to, iż jest z pierwszą drużyną, że z nimi trenuje, może z nimi zagrać, a wreszcie to, iż może stanąć u boku przyjaciela, osoby, z którą kiedyś na boisku tworzył duet nie do zatrzymania, duet który zachwycał błyskotliwymi zagraniami i akcjami nie tylko w Niemczech, ale na całym świecie. Znów może z nim grać, ramię w ramię. Znów może stanąć u boku kolegów, przyjaciół i jest jak za dawnych czasów. To chwilowe, wie, jednak czuje się w tym momencie na swoim miejscu. Pasuje tu, jak brakujący element układanki. I znów żałuje, iż kiedykolwiek zdecydował się odejść z klubu, który zajmował i nadal zajmuje szczególne miejsce w jego sercu. I po raz kolejny czuje, że chce nadal być częścią tego klubu, nie chce być kibicem na meczach, on chce być częścią Borussi. Nie wie jak tego dokona, ale jest zdeterminowany, by spróbować zawalczyć o swoje miejsce tutaj, o siebie.
I być może mężczyzna w okularach i czapce kaszkietówce na głowie, spacerujący i obserwujący zza linii bocznej boiska, w towarzystwie drugiego trenera dostrzega tę determinację zanim Mario jeszcze ją czuje... I to bez wątpienia go cieszy...
***
Agnes nadal prowadzi, a Ricky w dalszym ciągu nie śpi. W samochodzie znów panuje cisza, jednak to im nie przeszkadza. Przez dłuższą chwilę rozmawiali, a potem słuchali radia, które teraz zostało ściszone, ale nadal muzyka gra gdzieś w tle. Blondynka zauważa samochód, który jedzie tym samym pasem co oni, ale w pewnym momencie zbiera się do wyprzedzania. Oczywiście zwiększa prędkość.
-Jakiś pirat drogowy.- mówi agentka.- Przecież my jedziemy dość szybko, to ten koleś musi mieć dużo więcej na liczniku, popatrz jak szybko nas wyprzedził.- zauważa.
-Niech jedzie jak mu się śpieszy.- kwituje dziennikarz.- Dwie minuty później, kiedy wyjeżdżają zza zakrętu widzą to samo auto wbite w barierki.
-O Boże, Ricky...- mówi Agnes i automatycznie zwalnia, a potem zatrzymuje się w odległości za rozbitym samochodem.  Obydwoje wysiadają czym prędzej.
-Dzwoń od razu po pogotowie.- instruuje ją jej chłopak. Robi to. Kiedy ona rozmawia, on podchodzi do auta.  Słyszy płacz dziecka. Pierwszym co zauważa jest zakrwawiony mężczyzna, który jest nieprzytomny za kierownicą. Drugą jest kobieta, również nieprzytomna, na siedzeniu z tyłu. Po drugiej stronie wpięty jest fotelik dziecięcy i to stamtąd dochodzi płacz. Sprawdza puls na tętnicy szyjnej u mężczyzny, jest wyczuwalny, potem sięga przez rozbitą szybę do kobiety. Również czuje puls. Próbuje otworzyć drzwi, by wyciągnąć fotelik najpierw, by zabrać dziecko, jednak w tym momencie wyczuwa zapach paliwa. I już wie, iż musi się pośpieszyć, bo wyciek paliwa nigdy nie oznacza niczego dobrego, przecież wystarczy iskra, by doszło do tragedii. Szarpie drzwi, które nie chcą się otworzyć. W końcu jednak je otwiera i wypina dziecko. Nie zabiera fotelika, ponieważ pas, którym jest przypięty, zaciął się. Bierze maleństwo na ręce, bardzo ostrożnie, pamiętając, że może być poturbowane, choć z drugiej strony nic na to nie wskazuje, nie ma bowiem ani jednego zadrapania. Spod maski wydobywa się dym, a on podaje dziecko Agnes i wraca do rozbitego auta. Z pomocą innego kierowcy, który również zatrzymał się, ostrożnie wydobywają z niego kobietę. Potem wracają po mężczyznę. Dym wydobywający się spod maski jest coraz gęstszy. Spieszą się. Udaje im się również wydostać mężczyznę. Okazuje się, iż ma on dość mocno rozciętą rękę, domyślają się, ze stało się to za pomocą szkła z rozbite szyby, tamują krwawienie jak tylko mogą. Kiedy dociera straż, pogotowie i policja, we wnętrzu rozbitego samochodu nie ma już poszkodowanych. Karetki zabierają poszkodowanych, zabierają też dziecko. I kiedy zostają sami, Agnes wtula się w ramiona swojego ukochanego, bo emocje z niej wychodzą.
-Chcę już być w domu.- szepce.
-Ja też, ja też, kochanie.
***
Mecz wewnątrz- drużynowy kończy się remisem. Właściwie powinni wygrać, jednak nie wykorzystał trzech stuprocentowych okazji, więc jest na siebie wściekły. Jest mu też wstyd, gdyż dawniej takie piłki pakował prosto do bramki i zamieniał na gole. Tego dnia tak nie jest. I czuje się zrezygnowany. Ubiera się w spodnie dresowe, koszulkę i bluzę. Jest już gotowy, gdy w szatni zjawia się Marco, który akurat wyszedł spod prysznica.
-Zaczekasz na mnie, prawda?- pyta blondyn.
-Jasne.
Chłopcy zostają sami jakieś pięć minut później. W pewnym momencie jednak drzwi się otwierają, po czym do środka wchodzi Jurgen.
-Tak myślałem, że jeszcze was tu złapię.- odzywa się.- Jak za starych, dobrych czasów. Zawsze wychodziliście ostatni. - uśmiecha się.- Widać niektóre nawyki zostają z nami na stałe,- kwituje.
-Tak właśnie jest.- odzywa się Marco, a Mario milczy. Jurgen wie, iż szatyn o czymś intensywnie myśli. W końcu pada pytanie.
-Trenerze...- zwraca się najmłodszy z mężczyzn do szkoleniowca.
-Słucham...
-Co pan...
-Ej, żaden pan. Nie panuj mi tu. Od twojego odejścia nic się nie zmieniło, możesz mi mówić po imieniu.- tłumaczy.
-Co myślisz? Jak moja gra wyglądała patrząc obiektywnie z boku.
-Nie wiem czy potrafię patrzeć obiektywnie.- zauważa Jurgen.
-Powiedz mi, proszę.
-Cóż... Nie powiem, że jest dobrze, bo nie jest. Jednak powiem, że masz wielki potencjał, zawsze to mówiłem. I on ciągle tam jest, tylko musisz uzbroić się w cierpliwość. 
-Jestem cierpliwy.
-Za mało. To wszystko widać jak na dłoni. Ja wiem, ze chcesz grac, wrócić do formy. Na wszystko przyjdzie czas. 
-Myślisz, że stary Mario wróci?- dopytuje najmłodszy.
-Nie, stary Mario bez wątpienia nie wróci. tamtego Mario już nie ma, jesteś inny, dużo się zmieniło w twoim życiu. Nigdy nie będziesz już tym Mario sprzed wielu miesięcy. Wtedy byłeś młodym, zakochanym szczeniakiem, z głową pełną marzeń... Teraz jesteś dojrzalszy, myślisz inaczej. Jednak niezależnie jak dużo straciłeś ostatnio, twój talent nadal tam jest, jest w tobie. Nie straciłeś go. To widać. I ja wierzę, że niebawem znów go pokażesz. Mamy zamiar ci w tym pomóc, będziesz trenować z pierwszym zespołem.- mówi i wydaje mu się, iż w oczach Mario zauważa radość.
-Dziękuję.- odzywa się szatyn.- Tyle dla mnie robicie... Nie wiem kiedy będę w stanie się odwdzięczyć.- mówi.
-Nie musisz. Nikt niczego nie oczekuje. 
***
Niespodzianka!!!
Nie podziewaliście się, wiem. 
Miało być więcej Marco i Nat, cóż nie wyszło. W następnym się postaram, obiecuję.
Komentujcie. 

sobota, 10 października 2015

19. Pomysł...

Stara się jak najszybciej dotrzeć na miejsce, do przychodni, w której jest umówiony z pediatrą. Julie od pół godziny płacze bez przerwy. Bez wątpienia jest chora, ponieważ ma gorączkę. Nie ma pojęcia co dokładnie jej dolega, jednak ma nadzieję, że za kilkanaście minut wszystkiego się dowie od lekarza. Płacz córeczki sprawia, jej cierpienie sprawia, że jemu też chce się płakać, bo naprawdę chciałby jej ulżyć, ale nie ma pojęcia jak.
-Jeszcze moment maleńka i wszystkiego się dowiemy. Jeszcze moment okruszku.- mówi do niej z czułością.
Może 7 minut później parkuje na parkingu przed kliniką, po czym bierze na ręce córeczkę i udaje się do budynku. Kiedy staje przy ladzie rejestracji, patrzy na niego wiele par oczu. Julie płacze, choć już nie tak histerycznie, jak jeszcze w domu, gdy ją próbował ubrać.
-Jestem umówiony z dr. Smith.- mówi do młodej kobiety znajdującej się za ladą rejestracji. 
-Już sprawdzam.- mówi dziewczyna. Nie pyta nawet o nazwisko, Mario domyśla się, iż nie musi. Zna go jak połowa, a może nawet więcej ludzi w tym mieście i pewnie w całych Niemczech.- Proszę iść do gabinetu nr 12.- mówi mu uśmiechając się może zbyt szeroko jak na jego gust.
-Dziękuję.- odpowiada tylko odchodząc.
Chwilę później rozmawia z lekarką, która bada jego córeczkę. Pani doktor wyjaśnia, że to najprawdopodobniej infekcja wirusowa, ale prosi go, by poszedł do laboratorium, by panie laborantki mogły pobrać Julie krew na badanie. Robi to. Oczywiście jego córka nie jest zadowolona, iż kręcą się przy niej obce osoby, dotykają ją i kłują. Jej płacz staje się głośniejszy. Wychodząc z laboratorium zostaje zapewniony,iż wyniki będą do pół godziny. Tuli córeczkę składając pojedyncze, małe pocałunki na jej główce, czole, czy policzkach, stara się ją uspokoić, na ile się da. Niewiele działa. Julie płacze i Mario wydaje się, iż w najbliższym czasie nie ma zamiaru przestać. To zrozumiałe, jest chora, ale ten płacz łamie mu serce. Uwielbia swoją córkę, kocha ją nad życie i jak każdy rodzic, chciałby, by nie cierpiała, a w tym momencie niewątpliwie cierpi. Podchodzi do okna, odwraca się z nią w stronę szyby, po czym zaczyna przestępować z nogi na nogę kołysząc ją. Dziewczynka jest wtulona w ramiona ojca, a on delikatnie kołysze nią.
-Mój maleńki okruszku wytrzymaj jeszcze moment.- szepce do jej ucha.- Jeszcze moment Jull. Ci, ci, ci...
Nie zaprzestaje kołysania, bo stwierdza, iż płacz jego córeczki jest odrobinę cichszy, jednak tylko odrobinę, ale dobre i to. Domyśla się, iż dziewczynka zmęczyła się łkaniem. On też jest zmęczony jej płaczem i pragnie, by przestała, by nie wylewała już łez ze swoich maleńkich oczu. Chce ją zobaczyć tak jak zwykle uśmiechniętą. 
-Kocham Cię, maleńka.- wyznaje cicho.-Jesteś wszystkim, co mam.
***
Idąc chowa do torebki wyniki swoich badań. Jest zadowolona, bo są dobre, a nawet bardzo dobre. Idąc uśmiecha się sama do siebie, oraz do ludzi, których mija. Cieszy się, bo dlaczego miałaby się nie cieszyć? Żyje, ma się dobrze i wszystko wskazuje na to, że tak będzie w przyszłości. Idzie korytarzem, mija kilka osób, a potem słyszy łkanie dziecka. Jej spojrzenie trafia na znaną jej sylwetkę stojącą przy oknie, wprawdzie tyłem, ale wydaje jej się, że to Mario. Postanawia podejść i się przekonać. 
-Cześć.- mówi będąc na tyle blisko, by usłyszał. Chłopak spogląda w stronę, z której dobiegł go głos. Rozpoznaje osobę, która się z nim przywitała.
-Cześć.- odpowiada nie przestając kołysać swojej córeczki siląc się na mały uśmiech, ale ten nie za bardzo mu wychodzi.
-Co się dzieje?- pyta spoglądając na dziewczynkę. Na twarzy piłkarza również wymalowane jest zmartwienie.- Jest chora?- pyta.
-Tak, przed momentem byliśmy w laboratorium i czekamy na wyniki. Pani doktor twierdzi, że to wirus, jednak chciała zobaczyć wynik badania krwi.- tłumaczy jej szatyn.- Marzę o tym, aby stąd wyjść.- dodaje mężczyzna.
-Nie dziwię się, ja też nie lubię takich miejsc.- mówi dziewczyna, choć domyśla się, z jakiego powodu piłkarz ma awersję do szpitali.-Jull...- zwraca się do dziewczynki Emily.- Biedactwo...- dotyka jej małej dłoni, a dziewczynka spogląda na nią kwiląc.- Cześć maleńka.- grucha do dziecka Em.-Nie płacz, skarbie. 
Dziewczynka przez moment kwili ciszej interesując się dziewczyną, która do niej mówi i głaszcze jej maleńką dłoń. Ktoś trzaska drzwiami i mała znów zaczyna łkać głośniej. Mario wzdycha cicho po czym spogląda na zegarek.
-Może te wyniki już są, pójdę sprawdzić.- odzywa się.- Przepraszam cię, ale muszę...
-W porządku, rozumiem...- odpowiada dziewczyna, po czym dodaje.-Może ją wezmę?- proponuje Emi spoglądając na chłopaka.
-Nie, może lepiej nie. Jest rozdrażniona, może gorzej płakać, a naprawdę tego nie chcę. Płacze już kilkadziesiąt minut i ona ma dość i ja. Nie umiem jej ulżyć, a ona nie potrafi się uspokoić.
- To z powodu choroby. Zaproponowałam, bo pomyślałam po prostu, że nie musiałbyś z nią biegać po tych korytarzach. Mógłbyś też  iść z tym wynikiem i porozmawiać z lekarką na spokojnie, bo jak ona będzie płakać to nie za bardzo się dogadacie.- tłumaczy dziewczyna, a on wie, że ma dobry pomysł, jednak nie jest pewien, czy jej córce również się spodoba. Nie wie czy chce próbować.
-Masz rację, ale nie wiem czy nie będzie gorzej jak spróbuję odkleić ją od siebie.- patrzy na Emily.
Emily gładzi policzek małej po czym wystawia do niej ręce. 
-Pójdziesz do mnie?- pyta małej dziewczynki. Najpierw nie reaguje pochlipując, ale po kilku sekundach jednak wyciąga rączkę. Em wykorzystuje ten moment, aby wziąć ją na ręce od Mario. I mała nie płacze bardziej, dlatego on po prostu zachęcony kiwnięciem głowy od Emily, która w tym momencie przytula jego córeczkę, idzie do laboratorium, a w końcu do pediatry. Faktycznie na spokojnie może odebrać receptę i zadać wszystkie pytania, które mu się nasuwają. I kiedy pojawia się znów przy Emily i Julie zauważa, iż płacz ucichł, a mała śpi wtulona w ramiona córki Alice. Jest zaskoczony. Jest nawet bardziej niż zaskoczony.
-Jak tego dokonałaś?- pyta.
-Nic nowego nie zrobiłam, po prostu chyba tak się zmęczyła łkaniem, że w końcu zasnęła.- pada odpowiedź.
-Emily...
-Słucham?
-Możesz jeszcze moment z nią zostać, a ja pobiegnę do apteki wykupić lekarstwa?- pyta chłopak.- Przepraszam, pewnie się śpieszysz...
-Nie przepraszaj, nie śpieszę się i właśnie miałam ci to samo zaproponować. Szkoda byłoby ją teraz przekładać i budzić.
-Dziękuję.- mówi z wdzięcznością.- Zaraz wracam.
-Spokojnie, ja naprawdę nigdzie się nie śpieszę.- pada odpowiedź.
*** 
Spacerują parkową alejką. Park znajduje się niedaleko szpitala, w którym przebywa ojciec Ricky'ego i niedaleko hotelu, w którym obecnie mieszkają. Agnes obserwuje swojego chłopaka, który uśmiecha się, jego rysy twarzy są łagodne, nie ma już zmartwienia ani napięcia wymalowanego na twarzy. To bez wątpienia ją cieszy. Właściwie od momentu w którym go poznała widywała go szczęśliwego, uśmiechającego się, śmiejącego w głos. Jednak teraz, kiedy jego sytuacja rodzinna się wyprostowała, ten uśmiech jest inny, pełniejszy. Oczy jej chłopaka nie kryją już bólu, czy urazy.
-Kochanie, mówię do ciebie.- głos Ricka przerywa jej zamyślenie.- O czym tak intensywnie myślisz, że w ogóle nie słuchasz co mówię?- pada pytanie ze strony dziennikarza.
-Raczej o kim?- poprawia go, a na jego twarzy maluje się ciekawość.
-Znam go?- pyta Ricky.- Bo to jakiś mężczyzna zaprząta twoje myśli, prawda?- dopytuje.
-Tak, to zdecydowanie mężczyzna.- odpowiada agentka.- I zdecydowanie go znasz.- patrzy na niego mówiąc te słowa.
-Zdradzisz kim on jest?
-Tak, to żadna tajemnica.- uśmiecha się blondynka.- Myślę o tobie.- mówi.- A ty myślałeś, że o kim?- pyta.
-Miałem cichą nadzieję, że to ja jestem w twoich myślach, ale istniały jakieś małe szanse, iż to może być ktoś inny, dlatego wolałem zapytać.- na jego twarzy również pojawia się uśmiech.-Cieszę się bardzo, że to ja.
-To zawsze będziesz ty.- mówi Agnes.- Już zawsze.- wyznaje, a on rozkłada ramiona i kilka sekund później ona stoi wtulona w niego na środku alejki parkowej, gdzie wszyscy mijający ich mogą na nich patrzeć. I jest kilka, a może kilkanaście par oczu, które wpatrują się w nich z zaciekawieniem, ale Agnes i Ricky'emu ciekawskie spojrzenia nie przeszkadzają, bo oni zajęci są sobą. Nie robią przecież nic złego, po prostu przytulają się w parku, bo w tej chwili właśnie tego potrzebują.
-Kocham cię.- szepce chłopak w jej włosy.
-Kocham cię.- pada odpowiedź.- I cieszę się, że nareszcie jesteś w pełni szczęśliwy.
-Jestem, ale mogę być jeszcze szczęśliwszy i to ty możesz kiedyś dać mi jeszcze więcej szczęścia, wiesz?- odzywa się mężczyzna.
-Jak mam to zrobić?- Agnes lekko odsuwa się od niego, by móc spojrzeć mu w oczy.
-Dowiesz się, niebawem.- obiecuje.- Niedługo.- składa pocałunek w jej włosach.-Moje szczęście jest i już zawsze będzie ściśle powiązane z tobą, kochanie. Tak jak może życie. Jesteś moim wszystkim.- wyznaje dziennikarz, a ona po prostu się uśmiecha, ponieważ naprawdę uwielbia, kiedy jej mężczyzna mówi jej takie słowa. To najpiękniejsze wyznania miłości.
***
Emily pojawia się w domu dużo później niż zaplanowała, ale nie jest z tego powodu smutna. Wie natomiast, iż jej rodzice na pewno zastanawiali się, dlaczego nie wróciła zaraz po odebraniu badań. Uprzedziła ich, że wróci później, bo logiczne było, iż gdyby tego nie rozbiła, to mogliby pomyśleć, że badania nie są zadowalające, nie chciała, by się bali, dlatego wysłała krótkiego sms-a. 
Gdy pojawia się w salonie obydwoje siedzą na sofie popijając kawę.
-Cześć.- mówi uśmiechając się.
-Cześć córeczko.- mówią zgodnie.- Wszystko w porządku?
-Tak, w jak najlepszym.- pada odpowiedź, po czym dziewczyna siada obok swojego ojca.- Badania wyszły świetnie.- chwali się.
-Cudownie.- jej ojciec obejmuje ją po czym przytula.- Nie spodziewaliśmy się złych wieści.
-Ja też byłam spokojna, jednak musiałam sprawdzić.
-Nie wróciłaś na obiad.- zauważa Alice.
-Nie wróciłam. W klinice spotkałam Mario z Julie.
-Coś się stało?
-Julie jest chora. Niby nic poważnego, jakiś wirus, ale ma wysoką temperaturę, jest też bardzo rozdrażniona i płaczliwa. Płakała bez przerwy przez kilkadziesiąt minut, raz mocniej, raz mniej, ale ciągle. Mario nie mógł jej uspokoić. Kiedy ich spotkałam, czekali na wynik z laboratorium. Zaproponowałam, że zostanę z nią, bo wiadomo, że z płaczącym dzieckiem ciężko się skupić, a on chciał porozmawiać z pediatrą. Zasnęła zanim wrócił, a potem, kiedy wrócił z apteki i ją wziął, ona znów zaczęła płakać i wyciągała do mnie rączki więc nie mogłam sobie pójść. I tak oto znalazłam się u nich w domu. Jull nie chciała w ogóle iść do niego i chyba było mu strasznie przykro z tego powodu. Daliśmy jej syrop, a chwilę później zasnęła.Wyszłam chwilkę później.- skończyła swą opowieść.-Mamo?
-Tak?
-Mario szukał opiekunki dla Jull, prawda?
-Tak, to prawda, ale nie znalazł.
-Szuka nadal?- dopytuje.
-Nie wiem, zdaje się, że dzwonił do tego biura i powiedział, by nadal szukano. A dlaczego pytasz?- Alice spogląda na swoją córkę.
-Bo tak sobie pomyślałam...-spogląda na rodziców.- Mam urlop na uczelni, mogłabym...- Dwie pary oczu wpatrują się w nią uważnie.- Może ja mogłabym zostać jej opiekunką.- mówi.- Co myślicie?- wpatruje się w nich pytająco, a oni milczą.
***
Łapcie kolejny. Spodziewaliście się? Wiem, że niektóre z Was tak :)  
Mario się zgodzi?
Komentujcie.
Ps. Powiedzcie mi czy to opowiadanie się Wam znudziło, że doczekałam się dwóch komentarzy? 
Oczywiście dziękuję osobom, które znalazły czas i chęci przede wszystkim, by napisać parę słów. Dzięki wielkie. 

wtorek, 29 września 2015

18. Zawątpienie...

Właściwie nie pokłócił się ze swoją mamą, to nie była kłótnia, ale krótka wymiana zdań. Oczywiście mieli odmienne zdania, ale póki co, to on, w tej kwestii, w której się nie zgodzili, ma ostatnie zdanie. To on jest ojcem Jull, on decyduje. Wie o co chodziło jego mamie, ale i tak postanawia na swoim. Ma zamiar poszukać dla córeczki jakiejś opiekunki, na parę godzin  dziennie, bo przecież jego mama pracuje, a on trenuje i coraz częściej te dwie rzeczy zbiegają się w czasie z różnych powodów.
***
-Mario szuka opiekunki dla Julie?- pyta Natalie wychodząc z łazienki. Dziewczyna ma na sobie jedynie krótką koszulkę nocną, jej mąż lustruje jej ciało. Nie od razu odpowiada.- Kochanie pytałam o coś.- mówi malarka.
-Tak, słyszałem. Tak, Mario szuka niani na kilka godzin dziennie dla swojej córeczki. Ostatnio zdarzyło się kilka razy, że jego mama musiała przyjść za koleżankę do pracy, no i w tym czasie nie mogła zająć się małą, a Mario miał trening.- odpowiada Marco.-Jego mamie nie do końca podoba się jego pomysł, choć niedawno kiedy o tym mówił, była tego samego zdania co on. Teraz jak przyszło szukać opiekunki zmieniła zdanie. Posprzeczali się o to. 
-Myślę, że nic złego się nie stanie jak Julie będzie przez kilka godzin z opiekunką, wtedy kiedy oczywiście będzie potrzeba.
-Też tak myślę, ale mama Mario już nie. Ja wiem, że ona się martwi jak Julie przyjmie obcą osobę, bo sama wiesz, że ona niekoniecznie lubi osoby, których nie zna, ale wydaje mi się, iż się przyzwyczai, o ile to będzie ktoś przyjemny.
-Mario nie zostawi córki z kimś, kto nie jest miły i kompetentny. Jestem pewna, że on prześwietli tę osobę na wylot. Jeśli chodzi o dobro Jull, to jest nadopiekuńczy.
-Zdecydowanie to prawda, ale go rozumiem, bo mam tak samo, kochanie. 
Żona piłkarza układa się obok niego w łóżku. Przekręca się na bok, tak by być twarzą do blondyna.
-Wiem, o tym kochanie. Ty również bywasz nadopiekuńczy, ale lubię, że się troszczysz. 
Nie rozmawiają już więcej. Ich usta łączą się w delikatnym pocałunku.
***
Ten dzień nie należy do łatwych i przyjemnych. Jest zrezygnowany, spotkał się z kilkoma potencjalnymi kandydatkami na opiekunkę dla swojej córki. Wszystkie niby miały być sympatycznymi osobami z doświadczeniem, ale okazało się, że nie do końca tak jest. Dwie panie sam odrzucił, następnych trzech nie zaakceptowała jego córka, jeśli w ogóle można mówić o tym, że małe dziecko jest w stanie kogoś lub coś zaakceptować. Obserwował jak próbują udobruchać małą, kiedy ta jawnie pokazywała, że nie chce ich uwagi, nie chce iść do nich na ręce. Starały się, to piłkarz musi przyznać, jednak Julie nie była pozytywnie nastawiona, najpierw była rozdrażniona, a potem kończyło się na płaczu we wszystkich trzech przypadkach.I takim oto sposobem został bez opiekunki. Zadzwonił oczywiście do biura i zgłosił, by szukano mu nadal opiekunki do dziecka.
***
Prowadzi przyjemną konwersację z koleżanką, która pracuje w rejestracji u jej mamy, kiedy zjawia się Mario. Nie jest sam, ma w ramionach swoją małą córeczkę. Wita się z nimi, po czym Emily uśmiecha się do Julie, wita się z nią wyciągając do niej dłoń, którą ona od razu łapie. Mario obserwuje. Jego córka bez wątpienia wybiera sobie ludzi, których lubi, bo przecież Emily też nie zna za dobrze, a praktycznie od pierwszego momentu ją zaakceptowała, a pan, które starały się o posadę niani, nie i już. Nie wie dlaczego, ale w tym momencie nie ma czasu się nad tym zastanawiać. Alice zjawia się w recepcji z pacjentką, która właśnie wyszła z jej gabinetu.
-Cześć Mario, cześć Julie.- wita się z nimi lekarka.- Zapraszam.- wskazuje na gabinet.
-Przyszedłem przełożyć, mam Julie, a ona dziś nie ma dobrego humoru więc na pewno nic z sesji nie wyjdzie. Przepraszam, ale moja mama kolejny raz musiała zastąpić koleżankę, więc nie mogła zostać z moją córką.- tłumaczy.
-Jeśli się zgodzisz, to ja mogę się chwilę nią zająć.- z ust Emily pada propozycja. Piłkarz spogląda na dziewczynę. 
-Nie chcę zawracać ci głowy.- stwierdza.
-Przecież chętnie się nią zajmę.- mówi dziewczyna.- Julie idziemy?- wyciąga dłonie do dziewczynki, a ona bez zawahania  wyciąga swoje maleńkie. Mario podaje córce Alice swoją córeczkę, a potem torbę z potrzebnymi rzeczami dla małego dziecka. Spogląda na swoją pociechę, która z zainteresowaniem dotyka małą dłonią policzka dziewczyny. Jej zachowanie jest zupełnie inne niż w stosunku, do kobiet, z którymi spotkał się, a które były kandydatkami na nianię. Przy nich Julie nie była spokojna, nie była zainteresowana, była zła, płakała. Przy Emily tak nie jest. I to jest ciekawe.
***
Spogląda na uśmiechniętą buzię małej Julie i się uśmiecha. Przy tej małej istotce nietrudno o uśmiech. Jest wspaniała. Rozczula ją. Od zawsze uwielbia dzieci, od zawsze lubi się nimi zajmować i ma wrażenie, że one wyczuwają jej sympatię odpłacając jej swoją. Mała dziewczynka, która w tym momencie gryzie zawzięcie kolorowy, grający, zabawkowy telefon zdecydowanie też nie jest niezadowolona jej towarzystwem. I kiedy Emily mówi do niej, ona radośnie się uśmiecha pokazując swoje dziąsła. I to nie dziwne, że serce Emily na ten widok bije mocniej. W głębi duszy wyobraża sobie bowiem, że kiedyś będzie mamą właśnie takiej dziewczynki. Pragnie tego najbardziej na świecie. Kiedyś pragnęła po prostu żyć, a teraz, kiedy dostała drugą szansę jej marzenia są już inne. Jednym z nich, największym jest posiadanie takiego małego promyczka jak Julie.
***
-Jesteś dziś strasznie rozkojarzony, nieobecny.- mówi Alice do Mario, bo sesja w tym dniu przebiega wyjątkowo opornie.
-Przepraszam.- mówi mężczyzna spoglądając na nią przepraszająco.-Trudno mi się dziś skupić.- przyznaje.
-Coś się stało?- pada pytanie terapeutki.
-Nic, chyba.- pada odpowiedź.- Myślę, że wiele rzeczy się nałożyło. Sam już nie wiem...- wzdycha spuszczając wzrok i wpatrując się w swoje buty. Sam nie wie co się z nim dzieje, ostatnio jest coraz bardziej poddenerwowany, właściwie nawet najmniejsze rzeczy sprawiają, że ma ochotę wrzeszczeć czasami, choć tego nie robi. Trzyma to w sobie, choć pewnie jest to jedna z najgorszych metod. 
-Jakich rzeczy, Mario?- docieka pani doktor.- Porozmawiasz ze mną o tym, czy potrzebujesz świętego spokoju?- pyta.
-Sam już nie wiem czego potrzebuję, a czego nie.- dopowiada podnosząc wzrok na kobietę.-Nie wiem, Alice.- powtarza, a ona zauważa jego zmartwione oczy.- To uczucie beznadziei wraca.- mówi jej.- A ja się go boję.- wyznaje.
Kobieta przez moment patrzy na niego i się nie odzywa. Wie, że ten trudniejszy moment zbliża się do chłopaka. Nowa fala bólu z pewnością w najbliższym czasie uderzy w niego. Powróci żal, pustka ze zdwojoną siłą. To normalne, wie to, ale jednocześnie pragnęłaby, by chłopak nie musiał już więcej przez to przechodzić. To jednak nieuniknione. 
-Mario.- zwraca się do niego, a on spogląda na nią.
-Tak?
-Wiesz, że wszystko będzie dobrze, prawda?- Odpowiedź nie nadchodzi.- Poradzisz sobie z tym.- zapewnia go.- Poradzisz sobie z wszystkim.- mówi.- Po prostu nie trzymaj tego w sobie. Nie bój się o tym mówić, nie wstydź się tego, że jest gorzej, że znów masz uczucie, iż sobie nie radzisz. Masz prawo tak czuć, masz prawo. To nic złego.- tłumaczy mu tak samo jak wiele razy.
-Wiem, masz rację.- przyznaje.- Było dobrze, długo, potem urodziny Ann... To we mnie uderzyło. Naprawdę. Myślałem, że przeszło, ale to nieprawda. Wszystko mnie drażni. Naprawdę. Jestem zły. Zły na to, że w klubie jestem nikim, po prostu pozwolono mi trenować. Jestem wdzięczny, bo nie musieli tego robić, a jednak zrobili. Jednak z drugiej strony to frustrujące, bo jestem nikim...
-Nie jesteś nikim.- mówi terapeutka.
-Zawodowo jestem. Nie mam klubu, nie mam perspektyw na klub, jestem bez formy, nie wiem kiedy w ogóle zbliżę się do tego, co było wcześniej. Chciałbym grać, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie wyjazdów na mecze poza miasto, nie wyobrażam sobie rozłąki z moją córką na dobę, dwie. Nie potrafię jej zostawić na dłużej. Nawet teraz, kiedy jest za drzwiami z Emily zastanawiam się jaką ma minę, choć domyślam się, że zadowoloną, bo lubi twoją córkę. I z jednej strony jestem nadopiekuńczy, a z drugiej szukam dla niej opiekunki, by móc jeździć na treningi, chcę by miała opiekę, kiedy moja mama nie może dojechać na czas. 
-Szukasz niani?
-Tak, nawet z kilkoma rozmawiałem dziś.- przyznaje.
-Efekt?
-Żaden, Julie nie za bardzo była zachwycona.
-A ty byłeś? Któraś z nich wydawała ci się odpowiednia?
-Sam nie wiem, wydawały się miłe, ale...
-Ale?
-Ale zastanawiałem się co ja robię właściwie? Chcę zostawić mój skarb z obcą osobą? Sam sobie przeczę, prawda?
-Nie, po prostu nie jesteś chyba naprawdę gotowy na to, by Julie zostawała z osobą, której nie znasz, której nie ufasz, która nie jest ci bliska. To normalne, rodzice tak mają.
-Minie?
-Tak, choć u jednych mija szybko, innym schodzi dłużej.
-I ja będę w tej drugiej grupie.- przyznaje.
-Możesz być, przyznaję. Jesteś w cięższej sytuacji ponieważ straciłeś Ann, a Julie straciła mamę. Wiesz we dwoje wszystko jest znacznie łatwiejsze, gdy możesz to z kimś dzielić. Gdyby żyła Twoja żona, gdyby nie wydarzył się wypadek, to na pewno ona spędzałaby zdecydowanie więcej czasu z Waszą pociechą, ty byłbyś aktywnym piłkarzem, musiałbyś wyjeżdżać i w momencie, gdybyście zdecydowali się na pomoc niani, to ona przeżywałaby wszystko ze zdwojoną siłą, a Ty byłbyś zapewne jej opoką w tym trudnym czasie. Mężczyźni, w większości, do pewnych spraw podchodzą znacznie mniej emocjonalnie niż my, kobiety. To naturalne. Co nie znaczy, że mniej kochają swoje dzieci, czy mniej się troszczą. Jednak oni są taką opoką. Teraz jesteś w innej sytuacji, znacznie trudniejszej. Ty masz tylko Julie, a Julie ma tylko tatę. Wprawdzie masz wspaniałą rodzinę, przyjaciół, ale to jednak zupełnie inne niż gdybyś wychowywał córeczkę z Ann.
-Masz rację. Mam rodzinę, mam wspaniałych, oddanych przyjaciół i naprawdę cieszę się, że są. To dużo, bardzo dużo, ale ciągle mało, oni są ważni, naprawdę, ale ja ciągle czekam na nią.- przyznaje i milknie na moment. Odzywa się dopiero po chwili.- Wiesz, czasem budzę się nad ranem, w sypialni jest ciemno. Ja wiem, że jej nie ma, ale po omacku wyciągam dłoń i szukam jej po drugiej stronie łóżka. Idę na spacer z Julie przez park i zawsze siadam na moment na naszej ulubionej ławce. Na początku nie mogłem bywać w naszych ulubionych miejscach, bolało za bardzo, ale teraz tego potrzebuję. 
-Szukasz jej.- mówi Alice.
-Szukam, ale nadaremnie.- przyznaje z goryczą.- Wiesz, wszystkie nasze rozmowy zawsze zmierzają do Ann.
-To nic złego.
Rozmawiają kolejne minuty. Mario dużo mówi, więcej niż od początku sesji. I ta rozmowa naprawdę mu pomaga. Alice jest dobrym terapeutą. Potrafi słuchać, potrafi rozmawiać, wie kiedy mówić, kiedy pytać, a kiedy po prostu milczeć. Ma trafne spostrzeżenia, wie jak się zachować. I kiedy w końcu wychodzą obydwoje, Alice z Mario, Emily nie ma z Julie. Szatyn rozgląda się po pomieszczeniu, w których je zostawił. Ma zamiar zapytać recepcjonistki, ale ona sama odzywa się:
-Emily zabrała Julie do tego parku obok.
Mario żegna się z Alice, po czym kieruje się we wskazane przez blond- włosą rejestratorkę. Zauważa je z daleka. Emily idzie spacerkiem jedną z alejek parkowych przytulając do siebie Julie, która, Mario jest pewien, że śpi. Zbliża się do niech, Emily zauważa go:
-Zabrałam ją na świeże powietrze, nie pytałam, ponieważ nie chciałam wchodzić do gabinetu i przeszkadzać.- tłumaczy się.
-W porządku.- odpowiada piłkarz.- Długo śpi?
-Myślę, że jakieś 20 minut.- przyznaje dziewczyna.- Zasnęła od razu jak tu przyszłyśmy.
-Nie dziwi mnie to. Ona tak właśnie zasypia najczęściej. Właśnie w ten sposób najczęściej ją przytulam, kiedy chcę by szybko odpłynęła. 
-Nie wiedziałam, zrobiłam to nieświadomie, a jej to odpowiadało.
-Tak, uwielbia się tulić.- przyznaje piłkarz.
-A ja nie powiem, żeby mi się nie podobało trzymanie w ramionach takiego aniołka.- uśmiecha się Emily.
***
Słucha jak Emily mówi o małej Julie. Widzi błysk w jej oczach. Ten błysk był tam od dawna, wie, że jej córka od zawsze uwielbiała małe dzieci, a dzieci uwielbiały i uwielbiają ją. Jednak Alice zauważa też, że ten błysk jest nieco intensywniejszy, że Emily mówi inaczej. Nie mówi nic, słucha. W końcu padają słowa, których się spodziewała:
-Tak bardzo pragnę mieć takie maleństwo.- wypowiada dziewczyna.
- Emi ...
-Ja nie mówię, że już bym chciała, ale za jakiś czas.
-Wiesz, że to w twoim wypadku niebezpieczne? Zdajesz sobie z tego sprawę?
***
Łapcie kolejny rozdział. 
Jest mi smutno. Pod ostatnim postem było dwa komentarze, za które oczywiście bardzo, ale to bardzo dziękuję osobom, które znalazły czas i napisać kilka zdań. Ten rozdział dedykuję właśnie im :)
Nie wiem jak wyszedł, sami oceńcie. I komentujcie.
10 komentarzy- następny rozdział.


piątek, 11 września 2015

17. Przebaczenie...

Jest sam w pokoju, co nie jest dziwne ponieważ poprzedniego wieczoru odesłał swoją żonę, syna i jego dziewczynę do hotelu, by odpoczęli. Oponowali, najwięcej Ricky, jednak mężczyzna był uparty więc w końcu postawił na swoim. Jest świadomy ile czasu spędzili przy jego łóżku praktycznie nie sypiając, więc kiedy już się obudził chce, by w końcu trochę odetchnęli. Cieszy go ich zatroskanie, cieszą słowa, które cały czas brzmią w jego uszach, kiedy wypowiadali " kocham." Nie wiedzieli na pewno, że słyszy, a on słyszał. Słyszał każde słowo, zdanie. Nie mógł odpowiedzieć, pokazać, iż rozumie, ale rozumiał i rejestrował każdą ich głośno wypowiedzianą myśl. Jednak kiedy przypomni sobie to co mówił jego syn wzruszenie ściska mu gardło. I żałuje, tak bardzo żałuje tego czasu, który stracili.
***
Obserwuje śpiącą Agnes. Nie śpi od dobrych kilkunastu minut. Patrzy na nią, po prostu wpatruje się w jej pogrążoną we śnie twarz. Nie może oderwać wzroku. 
Jest piękna, bez wątpienia, jednak jest również wyjątkowa. I jest jego. I chce, by już zawsze była jego.
Nie chce jej budzić, jednak nie może również powstrzymać się przed dotknięciem jej ciepłego policzka, a potem odgarnięciem z jej twarzy włosów. I kiedy to robi jego druga połówka powoli otwiera oczy. W momencie, w którym jej wzrok skupia się na jego twarzy, usta agentki rozciągają się w delikatnym uśmiechu.
-Dzień dobry.- mówi.
-Kocham cię.- to pierwsze słowa, które wypływają z ust dziennikarza.- Chcę już zawsze budzić się przy tobie, kochanie.- dodaje.- Jesteś moim wszystkim. Wszystkim.- powtarza.
-Hej...- blondynka gładzi dłonią jego szorstki policzek, a on bierze jej dłoń w swoją, po czym składa pocałunek w na jej wewnętrznej stronie.- Jesteś smutny?
-Nie jestem. - pada odpowiedź.- Jestem za to zakochany.- mówi.- Nie zakochany...- zaprzecza, a ona spogląda na niego zdezorientowana.- Ja kocham.- poprawia się, a na jej twarzy znów pojawia się uśmiech.- Kochasz mnie?- pyta.
-Co to za pytanie? Wiesz, że bardzo Cię kocham Ricky.- mówi Agnes.- Jesteś dla mnie najważniejszy.- zapewnia.- Wątpisz?
-Nie.- zaprzecza.- Przepraszam, mam paranoję.- tłumaczy.- Tak wiele się działo, bałem się, ja... - patrzy jej w oczy.- Wiem, że mnie kochasz, wiem to... Ja po prostu...
-Rozumiem.
-Ja czasem muszę to usłyszeć wiele razy, by to dotarło.- zdradza jej.
-Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię...- mówi dziewczyna.- Mogę to mówić cały czas.
-A możesz mi to mówić przez całe życie?- pyta wpatrując się jej w oczy. 
-Tak, mogę kochanie.
Ricky przytula ją do siebie mocno. Agnes wie, że jej chłopak ma dziwny nastrój, ale wie również, iż te dni niepewności, strachu z niego własnie wychodzą, więc takie zachowanie jest dla niej jak najbardziej zrozumiałem. Do tego wie również, iż chłopak jest i pewnie już będzie, wyjątkowo niepewny, kiedy ktoś będzie zapewniał go o swoich uczuciach, wszakże do tej pory większość osób, które deklarowały, iż go kochają... jedna miłością ojcowską, druga partnerską, odrzucały go, bądź zdradzały. Jednak ona rozumie i ma zamiar pokazywać mu swoje uczucie w każdym dniu, w każdej godzinie, minucie, sekundzie... Bo kocha tego człowieka. Po prostu go kocha.
***
Czuje ciepło dłoni swojej żony, która aktualnie siedzi w  fotelu obok jego łóżka.
-Nawet nie masz pojęcia jaką czuję ulgę.- zwraca się kobieta do męża.- Odchodziłam od zmysłów.- wyznaje.- Odchodziliśmy...- poprawia się.
-Wiem, słyszałem każde słowo, każde zdanie.- przyznaje szczerze mężczyzna.
-Słyszałeś?- dopytuje.
-Tak. Nie mogłem w żaden sposób zasygnalizować tego wam, ponieważ moje ciało nie reagowało nawet jak chciałem podnieść dłoń, otworzyć oczy, czy usta. Jednak słyszałem kochanie.- patrzy na nią, a ona po prostu podnosi dłoń współmałżonka i przytula ją sobie do policzka.
-Cieszę się, że wróciłeś.- wyznaje.- Bałam się, iż odejdziesz, zostawisz mnie, nas...- mówi.
-A ja się bałem, że zostanę już w takim stanie, będę słyszeć to co mówicie, ale nie będę mógł zareagować. Nie chciałem tylko słuchać, czułem wasz strach w słowach, czułem ból...
- Udało się.- uśmiecha się kobieta.
-Udało.- powtarza mężczyzna.
Nastaje chwilowa cisza. W końcu zostaje przerwana przez ojca dziennikarza.
-Gdzie nasz syn?- pyta.
-W pokoju hotelowym.- pada odpowiedź.- Spali prawdopodobnie kiedy wychodziłam, w każdym razie tak myślę. Wyszłam cicho, by ich nie obudzić. Niech odpoczną.
Mężczyzna patrzy na swoją małżonkę, zastanawia się przez chwilę.
- Powiedział mi, że mnie kocha.- mówi w końcu.- Po tym wszystkim, po tym jak go odrzuciłem, on nadal mnie kocha...- przyznaje.
-Jesteś jego ojcem.
-Ojcem, który odrzucił go w momencie, kiedy potrzebował zrozumienia, akceptacji i powinien dostać ją od najbliższych mu osób. Ojcem, który się go wyrzekł. Który wykrzyczał mu w twarz tyle okropnych rzeczy. Ojcem, który przez lata nie próbował zrobić nic, by to naprawić...- wymienia, a w jego głosie słychać żal, autentyczny, szczery żal.- Mój syn pomimo krzywdy jaką mu wyrządziłem nadal mnie kocha.- powtarza. Jego żona nie mówi nic. Nadal trzyma dłoń męża, ale mówić nie jest w stanie. Jest natomiast wzruszona słysząc te słowa.
***
Kilka godzin później.
Stoi przed pokojem, w którym znajduje się jego tato, patrząc jak jego mama i Agnes oddalają się od niego idąc do bufetu. On nie idzie z nimi, zostaje ponieważ jego tata powiedział, iż chce z nim porozmawiać. Z jednej strony cieszy się z tego, a z drugiej jednak trochę się obawia. 
***
Czeka na niego, czeka na swojego syna. Wie, iż za moment zjawi się w jego pokoju. Wie, iż za chwilę zapewne padnie wiele słów, rozdrapane zostanie wiele ran, pewnie będą emocje, jednak zdaje sobie sprawę, iż jest to potrzebne, by mogli ruszyć dalej, jako ojciec i syn, tak jak powinno być stale. Niestety nie było, ale on chce naprawić ten błąd. Wie, że czasu nie cofnie, nie da się, może przeprosić... Ma zamiar to zrobić.
Jego rozmyślanie przerywa dźwięk otwieranych drzwi, w których staje jego syn. I od razu zauważa, iż chłopak jest niepewny. Może nie widział go parę lat, może nie utrzymywali kontaktu, jednak nadal jest jego ojcem, wychowywał go wiele lat, zna dokładnie mimikę jego twarzy, zna niektóre gesty. Wprawdzie Ricky nie jest już dzieckiem, ani nawet nastolatkiem, jest mężczyzną, na pewno dojrzał, dorósł, wiele się w nim zmieniło, jednak pewne cechy pozostały.
Chłopak bez słowa podchodzi bliżej, a potem zajmuje miejsce w fotelu stojącym przy łóżku. Nic nie mówi, obydwaj milczą przez dłuższą chwilę. W końcu ciszę przerywa starszy.
-Denerwujesz się.- zauważa patrząc na swojego syna, który w tej chwili nie patrzy na niego, ma opuszczony wzrok. Na te słowa jednak podnosi głowę spoglądając na ojca.
-Trochę.
-Dlaczego?
-Nie wiem...- przyznaje.
-Wiesz, Ricky.- mówi jego ojciec.- Nigdy nie umiałeś kłamać, obcych może tak, ale bliskich...
-Masz rację. Czuję się dziwnie.- przyznaje.
-Przy mnie?
-Ja... Ty... To znaczy...
-To normalne, nie tłumacz. Masz prawo czuć się dziwnie.- mówi mu.- Masz prawo do tych uczuć.
-Być może, ale ja nie chcę się tak czuć, już nie.- patrzy na swojego ojca.- Kiedy spałeś... Bałem się... Nigdy tak się nie bałem... 
-Wiem.
-Wiesz?
-Mówiłeś mi o tym, Ricky.- stwierdza ojciec dziennikarza.
-Mówiłem...- powtarza chłopak, a po chwili jego oczy rozjaśniają się, bo dochodzi do niego, iż jego tata słyszał jego słowa. Patrzy na niego, czeka. Nie spodziewa się tych słów, choć chciałby, by padły. Nie spodziewa się.
-Kocham cię.- mówi mężczyzna leżący w łóżku.- Kocham.- powtarza.- Nigdy nie przestałem, nawet przez chwilę.- wyznaje.
Ricky patrzy na niego siedząc jakby zamarł na moment. Nic nie mówi, po prostu patrzy na swojego ojca. 
-Pewnie ciężko ci w to uwierzyć, ale tak jest.- powtarza.- Przepraszam, tak bardzo przepraszam.- mówi.- Przepraszam, wiesz za co, prawda?- patrzy na niego i widzi jak ten kiwa potakująco głową.- Byłem głupi. Przepraszam, nie powinienem powiedzieć tego co powiedziałem, nie powinienem krzyczeć, nie powinienem w ogóle się tak zachować, nie na to zasługiwałeś. Nie potrafię tego wytłumaczyć niczym innym niż głupotą. To głupota, Ricky, bo który ojciec odrzuca swoje dziecko przez to, że zakochał się w niewłaściwym, według niego, człowieku? Odrzuca, wyrzeka się, zamiast wspierać. Postąpiłem karygodnie, żałośnie. Nie mam słów. Nie wytłumaczę tego, bo nie ma logiki w moim postępowaniu. popełniłem błąd, a potem w tym tkwiłem tak długo.- roztrząsa, a młodszy z mężczyzn milczy i słucha.- Słyszałem co mówiłeś.- zdradza.- Każde słowo. I chciałem odpowiedzieć, jednak nie mogłem. Teraz mogę. Obudziłem się, czasu nie cofnę, jednak mogę teraz się starać podwójnie, potrójnie.- oferuje.- Jesteś dorosłym mężczyzną, nie już nastolatkiem. Nie potrzebujesz mnie jak wcześniej...
-Tato...
-Pozwól mi skończyć, proszę.
-Dobrze.
-Powiedziałeś, że jesteś gotowy zostawić przeszłość za sobą. Jesteś?
-Tak, myślę, że jestem.
-Powiedziałeś, że mnie potrzebujesz.
-Potrzebuję.
-Powiedziałeś, że chcesz, bym był ponownie częścią twojego życia.
-Chcę.
- Jesteś w stanie mi wybaczyć?
-Już to zrobiłem, tato.- oznajmia chłopak. - Potrzebuję cię, potrzebuję was, rodziny... 
-Przepraszam.
-Wybaczam...
***
Miałam zakończyć ten post w nieco  innym miejscu, ale plan się zmienił. Podoba się? Czekacie na kolejny? 
Komentujcie, ja zawsze czekam na komentarze.











czwartek, 27 sierpnia 2015

16. Zabierz mnie...

***
Wsłuchajcie się podczas tego rozdziału w pierwszą piosenkę z playlisty- Gosi Andrzejewicz. Ten utwór pasuje do scen na cmentarzu, napisałam je pod wpływem tej piosenki. W moim wyobrażeniu były bardziej rozbudowane, ale jak to często bywa, wyobrażenie inne, a efekt inny :)
***

Budzi go dźwięk telefonu. Wie, że nie włączał budzika, zresztą pomimo tego, iż jeszcze nie jest w stanie jasno myśleć, ponieważ został wyrwany ze snu, jest pewien, że to nie melodia budzika. Właściwie z zamkniętymi oczyma sięga do szafki, na której leży jego telefon. Kiedy ma go przed sobą zmusza się do otworzenia oczu. Patrzy i zamiera na moment. Bo to faktycznie powiadomienie. Na ekranie pisze "Urodziny Ann." 
***
Pije kawę na tarasie. Jest zamyślona, nie słyszy nawet kroków swojego ojca, którego obecność zauważa w momencie, w którym mężczyzna zajmuje miejsce na krześle obok. 
-Jesteś bardzo zamyślona.- zauważa.
-Taki dzień, tato... - mówi upijając łyk i patrząc na swojego ojca.- Nie wiem czemu, ale...
-Znów rozmyślasz, że ten dzień nie nadszedł by, gdyby nie zdarzył się cud...
-Tak. Te myśli to coś normalnego. Są dni, kiedy wstaję i po prostu żyję, ale są też takie, w które myślę kim była osoba, dzięki której tu teraz jestem i rozmawiam z Tobą. Zastanawiam się co robią jej najbliżsi, kiedy ja po prostu siedzę tuz moim ojcem i jestem szczęśliwa? Czy oni też, po stracie mają choć namiastkę szczęścia, które mam ja?- zastanawia się na głos.- Czy cierpią, bo upłynęło zbyt mało czasu, czy nawet, gdy upłynie go więcej, to czy będą w stanie zaznać odrobinę radości? 
-Nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytania, kochanie.- odzywa się ojciec dziewczyny.- Myślę, iż tylko bliscy tej osoby, mogliby zdradzić co czują. Wiem jednak, jestem pewien, iż minęło zbyt mało czasu, by pogodzić się ze stratą. Czasem w ogóle nie da się tego zrobić.- spogląda na nią.- Ale nie możesz czuć się winna z powodu tego, że ty żyjesz, cieszysz się każdą chwilą, a oni cierpią. Jestem pewien, iż fakt, że serce bliskiej im osoby bije w kimś, łagodzi ból. 
-Oby tak było, oby tak było, tato...- wzdycha, a kilka sekund później czuje ciepłą dłoń swojego ojca na swojej. I naprawdę jest wdzięczna Bogu za ten dzień  i każdy kolejny.
***
Ten dzień należy do czołówki tych ciężkich. Smutek uderza w niego w momencie przeczytania powiadomienia w telefonie, a potem wcale nie jest lepiej. Kiedy wstaje, okazuje się, iż w domu nie ma jego córki, ani jego mamy. w kuchni znajduje kartkę z informacją, iż babcia zabrała wnuczkę na spacer, ponieważ pragnęła, by odpoczął. Najpierw się złości, ponieważ każdy dzień rozpoczyna od przytulenia swojej córeczki, tego dnia nie może. Tak więc czuje złość, jednak zaraz reflektuje się, gdyż wie doskonale, iż jego mama nie zrobiła tego, by go zranić czy wkurzyć, a z troski o niego, ponieważ kilka ostatnich nocy nie mógł spać. Tak więc złość mija, a zastępuje ją poczucie winy, bo przecież jak mógł złościć się na mamę?
Ma zamiar zjeść śniadanie, jednak zaraz po przygotowaniu go okazuje się, iż niespecjalnie czuje głód, odczuwa wręcz uścisk w żołądku, który raczej nie jest objawem głodu. Nie je. Idzie do łazienki z zamiarem wzięcia prysznica i zmycia z siebie tego przygniatającego uczucia. To się jednak nie udaje, ponieważ słyszy dźwięk dzwoniącego telefonu. Nie cieszy się widząc na wyświetlaczu napis " Teściowie."  Od razu domyśla się z jakiego powodu dzwonią. Odbiera.
-Słucham.
-Cześć Mario.- wita się z nim mama Ann.
-Dzień dobry.-odpowiada.
-Co u Was? Jak ma się nasza wnuczka?- pyta.
-Julie ma się świetnie, rośnie.- pada odpowiedź.
-Dawno nas nie było, ale...- słyszy jak rodzicielka jego żony bierze głęboki oddech.- Wiesz... Wybieraliśmy się, jednak... To naprawdę trudne.
-Wiem. Rozumiem.- przyznaje. 
-Dzwonię ponieważ dzisiejsza data...- kobieta zawiesza głos na chwilę i Mario słyszy jej oddech.- Dzisiaj...
-Są urodziny, Ann... - kończy za nią Mario.
- Tak.- przytakuje kobieta.- Mamy zamiar przyjechać na cmentarz i chcielibyśmy się z Wami zobaczyć.
-Zapraszam.- mówi po prostu.- Zawsze jesteście mile widziani.
-Dziękuję. - mówi mama Ann.-Do zobaczenia.
-Do widzenia.
Kiedy połączenie zostaje przerwane Mario wie, iż to będzie długi i bardzo ciężki dzień. 
***
Alice siedząc na kanapie słyszy rozmowę swojej córki, która rozmawia przez telefon. Kiedy kończy zjawia się w salonie, po czym siada na sofie, zaraz obok swojej mamy, wcześniej stawiając na stoliku dwa kubki z gorącą herbatą.
-Proszę, mamo.
-Dzięki.- Alice uśmiecha się z wdzięcznością, po czym bierze kubek do ręki i upija mały łyk gorącego napoju.- Wspaniała jak zawsze.- komplementuje swoją córkę.
-Wiem jaką lubisz.- odzywa się Emily.
-Z kim rozmawiałaś?- pyta.
-Z Christianem.- odpowiada.- Pamiętasz? To narzeczony Aleksandry.- mówi, a zaraz potem się poprawia.- Był narzeczonym Aleksandry.- w jej głosie słychać smutną nutę. Jest jej przykro, ponieważ Aleksandra nie miała tyle szczęścia co ona, nie doczekała swojej szansy. Emily ,właściwie odkąd poznała tę dziewczynę, od razu ją polubiła. Pomimo złego stanu zdrowia, blondynka była wyjątkowo pogodną osobą. Nawet wtedy, gdy stan pogarszał się w zastraszającym tempie, ona nadal wierzyła i czekała na dobre wieści. Swoim optymizmem potrafiła zarazić pielęgniarki, swoją rodzinę i osobę, w której była zakochana- Christiana. Emily pamięta właściwie każdą rozmowę odbytą z Aleksandrą, każdy jej uśmiech. Pamięta również to, jak dziewczyna czekała na swojego narzeczonego, oraz to, jak jej oczy błyszczały, kiedy się zjawiał.  Ich uczucie było silne, Emily jest pewna, że silniejsze niż śmierć.
-Zawiesiłaś się, Emily.- mówi Alice.
-Przepraszam.- dziewczyna upija łyk herbaty.- Umówiłam się z Christianem wieczorem na herbatę. Odwiedzę też Aleksandrę na cmentarzu, bo dziś jej urodziny. Chris pewnie przyniesie jej ulubione herbaciane róże, a ja pomyślałam, że to będą białe lilie, bo je też kochała.- spogląda na swoją mamę.- Wiesz, życie nie jest sprawiedliwe.- mówi.- Oni się tak kochali, byli tak bardzo sobie oddani. Mogli być tak bardzo szczęśliwi, a los odebrał im to wszystko. - wypowiada te słowa z żalem.- Nie potrafię tego pojąć dlaczego życie bywa tak bardzo okrutne? Ich miłość była prawdziwa.- spogląda na Alice, ale zaraz potem widzi, że jej mama wskazuje w stronę telewizora, który jest włączony, ale dość mocno wyciszony, jednak na tyle, by usłyszały jakie słowa padają z ust dziennikarki. 
" Była mądrą i piękną kobietą, znakomitą modelką i najukochańszą żoną znanego piłkarza. Byłaby zapewne wspaniałą mamą dla małej Julie. Dziś, zapewne w gronie rodziny, z córeczką, mężem i przyjaciółmi, świętowałaby kolejne swoje urodziny. Niestety jest to niemożliwe. Odeszła kilka dni po wypadku, który zdarzył się, gdy wracali z mężem od przyjaciół. 
Dzisiejszy dzień jest zapewne jednym z tych najtrudniejszych dla jej bliskich."
Obydwie kobiety milczą oglądając i wsłuchując się w słowa dziennikarki. A kiedy na ekranie pojawia się zdjęcia Mario i Ann, uśmiechniętych, szczęśliwych, Alice mówi:
-Ich miłość również była prawdziwa. Oni również mogli być szczęśliwi.
***
Tego dnia nie zjawia się na treningu, ale Marco doskonale wie czemu go nie ma. Wszyscy właściwie wiedzą, że dzisiaj są jej urodziny. I nikt się nie dziwi. Blondyn dzwonił do przyjaciela, ale nie udało mu się porozmawiać z nim, ponieważ w tym czasie rozmawiał z kimś innym. Jednak nie ma zamiaru na tym poprzestać.
***
Niby jest normalnie, szatyn bawi się z córeczką, przytula ją, karmi, układa do snu, wydawać by się mogło, dzień jak co dzień. Jednak ten dzień nie jest takim zwykłym dniem. I to się czuje. Widzą i czują to rodzice szatyna, czuje jego córeczka, która tego dnia wyjątkowo marudzi, jeśli jej ojciec choć na chwilę oddali się od niej. Normalnie uwielbia spędzać z nim czas, natomiast jeśli ten wychodzi, ona zostaje z dziadkami i przyjmuje to zwykle normalnie. Tego dnia jest inaczej. Mała protestuje w momentach, a których Mario oddala się od niej. Więc on po prostu tego nie robi za często. Jest z nią, daje jej całą swoją uwagę. Gdy zjawiają się rodzice jego żony, jedzie z nimi i Julie na cmentarz. Potem wracają do domu, dziadkowie bawią się z wnuczką, potem zabierają ją na spacer, a on idzie z nimi, ponieważ jego córeczka domaga się jego obecności przez cały dzień. Rozmawia z rodzicami swojej żony, słucha, kiedy jej mama wspomina swoją córkę, obydwoje z ojcem wspominają. Stara się włączyć w rozmowę, ale momentami tak ściska go w gardle, że nie może mówić. Oni zdają się rozumieć jego milczenie. Momentami również milczą. Nie ważne co powiedzą, jak wiele wspomnień przywołają, jak bardzo chcą, by wróciła, nie są w stanie cofnąć czasu, nie są w stanie sprawić, by była.
***
-Mario nie było dzisiaj w ośrodku.- mówi blondyn wchodząc do salonu, gdzie bawią się jego dzieci, a Natalie z nimi. Całuje żonę krótko w usta po czym również siada na dywanie. Natalie widzi zmartwienie w jego oczach.
-Wiedzieliśmy, że tak będzie.- mówi.- Dziś są urodziny Ann. 
- Mama zajmie się dziećmi, prosiłem ją.
-To dobrze.
-Przyjechali rodzice Ann...
***
Spogląda na swoją śpiącą córeczkę. Mała oddycha spokojnie. Jest ubrana w piżamkę, którą kupiła jej mama. Niedługo przed wypadkiem Ann kupiła mnóstwo ubranek dla dziecka. Dziwił się wtedy, bo to działo się nagle, gdyż pierwsze twierdziła, że nie chce zapeszać, nie chce kupować za wcześnie. Potem nagle zaczęła przynosić coraz to nowsze pakunki, jak jechali na zakupy, uwielbiała spędzać czas w sklepach dziecięcych. Zresztą on również uwielbiał. Teraz, kiedy o tym pomyśli, jedyna myśl, która mu się nasuwa jest taka, iż jego żona robiła to podświadomie. Nie wiedziała przecież, iż nie będzie mogła uczestniczyć w życiu swojej córeczki. Postępowała tak, jak gdyby wiedziała, że nie będzie mogła robić tego po pojawieniu się dziecka na świecie, choć przecież nie wiedziała.
Patrzy na małą Julie i widzi Ann. Dotyka dłonią malutkiej dłoni dziewczynki śpiącej w łóżeczku. 
-Kocham Cię maleńka.- mówi.- I jak na ciebie patrzę, widzę Twoją mamę. Dziś są jej urodziny i jestem pewien, że ona tu z nami dzisiaj jest, Julie.
***
Rozmawiają długo siedząc w przytulnej kawiarni, popijając herbatę. Wspominają Aleksandrę, bo ten temat jakby sam się nasuwa. Mówią głównie o niej, ale też mówią o swoim życiu, co robią. Christian cieszy się szczerze, iż Emily się udało, że dostała swoją szansę. dziewczynie wydaje się, że bardzo dobrze się trzyma, jednak w pewnym momencie, kiedy rozmawiają o jego zmarłej narzeczonej, chłopak przerywa wpół zdania. Emily zauważa, iż walczy on ze łzami. Nie mówi nic, nie jest w stanie go pocieszyć, po prostu trzyma go za rękę. Cisza, która nastaje nie jest niekomfortowa. Trwa to chwilę, zanim Christian ponownie zaczyna mówić. Jednak potem mówi swobodnie. W pewnym momencie obydwoje dochodzą do wniosku, że powinni się zbierać. Jadą na cmentarz, do Aleksandry. I kiedy idą alejką, Emily rozpoznaje Mario, który stoi przy jednym z grobów. Ona wie, kto tam spoczywa. 
***
Co czuje stojąc nad grobem ukochanej kobiety? To samo co zawsze- ogromny ból i tęsknotę. Te miesiące, kiedy jej nie ma, nie przyzwyczaiły go do bólu. Tęsknota nie zmalała, powiedziałby, że każdego dnia tęskni bardziej. Boli każda chwila bez niej, choć stara się żyć, bo przecież ma dla kogo. I choć niejednokrotnie nachodziły i nadal nachodzą go myśli, o tym, że najchętniej dołączyłby do swojej ukochanej, to przecież nie może zwieść najbliższych, nie może zawieść osób, którym zależy na nim, które w niego wierzą, które starają się z całych sił, by życie bez Ann było dla niego do zniesienia, które wypełniają jego czas, sprawiają, iż jego myśli choć na chwilę odbiegają od wypadku, od śmierci jego żony. Nie może zawieść również najważniejszej kobiety w jego życiu- Julie. I nie może zawieść Ann, która chciałaby, by był najlepszym tatą na świecie.
-Kocham cię, Ann...- szepce.- Kocham tak, że to aż boli, bo nie mogę ci tego powiedzieć, pokazać.- wyznaje.- Tak bardzo cię potrzebuję.
***  

Marco zatrzymuje samochód na parkingu, który znajduje się niedaleko cmentarza. Obydwoje z Natalie wysiadają z samochodu. Malarka bierze bukiet kwiatów, który kupili dla Ann. Gdy znajdują się już w alejce cmentarnej obydwoje z daleka widzą przyjaciela. I kiedy chwilę później obydwoje stają obok niego przy mogile jego żony, nie dziwią ich łzy na jego policzkach, a jego nie dziwi ich obecność. Bo przecież zawsze są. Teraz też.
***
Wracają na parking. Idą cmentarną alejką, rozmawiają cicho. Spędzili przy grobie Aleksandry sporo czasu. Emily idąc zerka w stronę grobu Ann. Zauważa iż Mario nadal tam jest, ale już nie sam. Rozpoznaje drugiego z mężczyzn i jego żonę. Stoją przy grobie modelki całą trójką. Ale nie tylko stoją. Marco obejmuje ramieniem swojego przyjaciela, trzymając dłoń na ramieniu Mario, a Natalie trzyma go w pasie. I w tym momencie dziewczyna wie, iż przyjaźń dwóch piłkarzy, o której mówiono w mediach to nie wymysł. 
***
Stoją przy mogile Ann i milczą. Tego dnia powinni składać jej życzenia, bawić się, oglądać ją szczęśliwą. A teraz nie mogą tego wszystkiego zrobić, bo odeszła. Nie liczą ile czasu spędzają na cmentarzu. Mogą to być minuty, godzina, półtorej, dwie. 
-Czasem, kiedy czuję, że mnie wszystko przerasta, kiedy już nie mogę...- mówi cicho Mario.- Przychodzę tutaj i mówię jej...- Ann zabierz mnie stąd, proszę.- wyznaje.- Ale zaraz potem przed oczyma staje mi obraz Julie i to pragnienie się rozmywa... Nie wiem jak żyć bez niej, nadal nie wiem, jednak chcę żyć, bo kocham moją córkę najbardziej na świecie. I chcę starać się dla niej.- stwierdza.
-Jestem pewien, że ona swoją miłością odpłaci ci za te starania.- mówi blondyn.
***
Jak się podoba rozdział?
Komentujcie.
Aaa... Czy wiecie co się dzieje z Pszczółką Emmą? Zawsze zaznaczała swoją obecność, a ostatnio milczy. Ktoś coś wie?