Być może nie powinien tego robić, być może powinien po prostu odłożyć ten krok na później, być może... Pewnie byłoby dobrze, gdyby pomyślał o sytuacji w jakiej się znajdują, bo przecież tylko on właściwie ma pracę, choć sam nie wie jak długo ją jeszcze zatrzyma, być może niedługo... Pewnie powinien o tym pomyśleć płacąc, ale nie żałuje, że to robi. Właściwie jest szczęśliwy. Ma nadzieję, że nie będzie z tym szczęściem sam.
***
Nie wie właściwie, kiedy to się dzieje. W jednym momencie wychodzi ze sportowego sklepu w galerii z pudełkiem z nowymi butami, które miał kupić już dawno, a chwilkę później reanimuje mężczyznę, który upadł przed nim na parkingu podziemnym. Był jedyną osobą znajdującą się w tym miejscu, obok w tym czasie. Był jedyną osobą, która natychmiast przyklękła obok poszkodowanego. Zaczął działać automatycznie, sprawdzał czynności życiowe i okazało się, że mężczyzna przestał oddychać i jego serce nie biło. Robi mu masaż serca, a w międzyczasie dzwoni na pogotowie korzystając z głośnika w telefonie. Bardzo dokładnie opisuje sytuację i stan mężczyzny. Wie, że nie może przestać reanimować do przyjazdu karetki. Nie przestaje. Zbierają się ludzie, a on nie przestaje. Kiedy przyjeżdża pogotowie, oddycha z ulgą, bo to oni przejmują mężczyznę. A on być może powinien iść do domu, ale wybiera jazdę do szpitala. Nie zna tego człowieka, ale nie może tak zwyczajnie pojechać do domu. Nie po tym, co się stało.
***
-Powiedzieli, że przeżył...- to pierwsze słowa, które słyszy, kiedy jego partner wreszcie odbiera telefon.
-Seba...
-Przeżył, Mark.- powtarza młodszy do telefonu.- Musiałem pojechać sprawdzić co z nim, nie mogłem po prostu wrócić do domu i się nie dowiedzieć.- dodaje, a Mark nic nie rozumie. Nie ma pojęcia o czym mówi jego partner, jednak ma zamiar się dowiedzieć, wie, że się dowie, Sebastian powie mu.
-Wracaj do domu.- mówi tylko.
-Jestem w drodze.- odpowiada tamten po czym się rozłącza.
***
Sebastiana nie ma jeszcze, minęło kilkanaście minut, ale wie dobrze, że o tej porze są dość duże korki więc nie ma powodu do zmartwienia. Słyszy dźwięk powiadomienia dochodzący z jego telefonu. Wydaje mu się, że ktoś coś napisał do niego na whatsapp. Podnosi telefon, odblokowuje i okazuje się, że Ricky przesłał mu linka. Otwiera i ogląda filmik, który ktoś umieścił w necie. I już wie o czym mówił jego partner. Wybiera numer do Ricky'ego, a ten praktycznie zaraz odbiera.
-Jak znalazłeś na ten filmik?- pyta od razu.
-Znajomy mi pokazał.- odpowiada.
-Pojechał do galerii po buty...
-I uratował komuś życie.- dodaje Ricky.
-Dzwonił i mówił tak chaotycznie... Nie rozumiałem o czym mówi, ale powiedział, że ten facet przeżył... Pojechał do szpitala sprawdzić, powiedział, że nie mógł po prostu wrócić do domu i się nie dowiedzieć.
-Mark...
-Hmm?
-Ten mężczyzna, który miał zawał... On...
-Co?
-To tata Mario.- mówi w końcu Ricky.
***
Zjawia się w pokoju, w którym przebywa jego ojciec ponad dwie godziny po tym jak karetka przywiozła go do szpitala. Wcześniej nie mógł przybyć, nie wiedział, że coś takiego się wydarzyło. Jego mama zadzwoniła do niego pół godziny temu, od razu przyjechał.
-Mamo...- mówi idąc w stronę łóżka, na którym podpięty do różnych aparatów leży jego ojciec. Na krzesełku, obok łóżka siedzi jego mama. Kobieta spogląda na syna, podnosi się i kiedy tylko Mario staje obok niej od razu przytula się do niego.- Co z tatą?- pyta od razu piłkarz.- Tak się wystraszyłem...
-Wiem, ja też...- szepce kobieta nadal tuląc się do syna.- Ale lekarze mówią, że jego stan jest stabilny. Ciężki, ale stabilny i są dobrej myśli.- dodaje odsuwając się ostrożnie i patrząc na syna. Zauważa jego przekrwione oczy i już wie, że płakał. Wie, że się bał.
-Ale zawał? On?- dziwi się chłopak.- Tata jest okazem zdrowia, dba o siebie, biega...- wylicza, bo nie może uwierzyć, że jego tata miał zawał serca.
-Też nie mogłam uwierzyć, myślałam, że się pomylili... Ale jak widać nie.- wzdycha kobieta.- Jednak najważniejsze, że żyje.- dodaje.- Gdyby nie ten chłopak... Gdyby go nie reanimował... Zanim ktoś by go znalazł minęłoby kilka dodatkowych, może kilkanaście minut i wtedy...- przerywa ponieważ nie jest w stanie mówić dalej. Jej oczy się szklą, a łzy grożą wypłynięciem.- On uratował mu życie.
***
Jest w kuchni, kiedy słyszy odgłos zamykających się drzwi. Wie, że Sebastian wrócił. Od razu idzie do przedpokoju. Jego partner rozwiązuje buty siedząc na pufie. Od razu zauważa, że jego dłonie odrobinę drżą. Nie wypowiada jeszcze ani jednego słowa, kiedy Seba spogląda na niego.
-Byłem w szpitalu.- mówi.- Byłem...
-Wiem gdzie byłeś.- odzywa się Mark.- Wiem co się stało, Seba... mówi. Zaskakuje tym młodszego.
-Skąd?- dziwi się i ściąga buty.- Cholera, drżą mi dłonie.- mówi cicho zauważając to. Mark kuca i łapie dłonie kochanka. Sebastian podnosi wzrok.- Skąd wiesz gdzie byłem?- pyta ponownie.
-Chodź.- mówi jedynie starszy po czym obydwaj idą do salonu. Tam Mark pokazuje mu nagranie, do którego link przysłał mu Ricky. Sebastian ogląda. Nie miał pojęcia, że ktoś z osób, które zgromadziły się na parkingu w ciągu tych minut zanim pojawiło się pogotowie, nagrywał. Teraz już wie. Patrzy na całą sytuację. Film trwa kilka minut, a on czuł się jak reanimował tego mężczyznę, jakby to trwało bardzo długo. Dłużyło mu się, bo chciał, aby fachowa pomoc zjawiła się najszybciej jak to możliwe. Wiedział bowiem, że z minuty na minutę bez fachowej pomocy szanse mężczyzny maleją.Ogląda sekunda po sekundzie, minuta po minucie. W końcu zjawia się pomoc. Film za moment się kończy. Sebastian spogląda na Marka.
-Pojechałem do szpitala.- mówi.- Nie znam tego człowieka, ale musiałem tam pojechać... Chciałem usłyszeć, że mu się udało.- podnosi wzrok i spotyka wzrok partnera.- Jego stan jest ciężki, ale stabilny. I lekarze mówią, że powinno być dobrze.- choć na jego ustach pojawia się tylko mały uśmiech, to radość w jego oczach jest wyraźnie zauważalna. Mark to widzi.
-Wiesz, że uratowałeś mu życie, prawda?- pyta.
-Po prostu pojawiłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie... Jak sprawdzałem czynności życiowe w międzyczasie dzwoniąc na pogotowie przeszło mi przez myśl, że to może być zawał.- opowiada.- Popatrz jak drżą mi dłonie.- wskazuje na nie, a Mark patrzy, po czym po prostu przytula go. Przez chwilę jest cisza, a potem nagle Seba mówi dość cicho, jednak na tyle głośno, że jego partner słyszy.- Tak się bałem, że on umrze, że to co robię nic nie da.
-Na pewno by zmarł gdybyś nie zareagował...- zapewnia partner. Sebastian milczy, opiera głowę o oparcie sofy.
-Mam dość stresujących sytuacji. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będzie spokojnie.- wzdycha.- I mam dość parkingów.- dodaje.
-A właśnie... Zaparkowałeś na podziemnym parkingu...
-Musiałem... Poza tym podobno trzeba walczyć ze strachem.
-Trzeba. Jestem dumny.- Mark uśmiecha się.
-Jestem zmęczony. Położymy się? Zdrzemniemy?Może odeśpię stres...
-W porządku, ale nie na kanapie, bo to nie będzie komfortowe.
-Oki.
- Zanim się położymy muszę ci coś powiedzieć.
-To coś strasznego? Może wolę nie wiedzieć...
-Nic strasznego.
-Więc słucham.
-Ten mężczyzna, który miał zawał...On jest tatą Mario.- mówi Ricky, a Sebastian jest zaskoczony i nie do końca dowierza.
-Tego Mario?
-Tak, tego.
***
Zegar wskazuje godzinę 20:15. Julie już śpi, Emily położyła ją ponad godzinę temu. Mario wpada do domu niczym tornado. Opiekunka od razu zauważa jego wyraz twarzy. Mario nie bywa wybuchowy, ale w tym momencie wygląda jak wulkan, który lada chwila wybuchnie.
-Co się stało?- pyta dziewczyna.
-Jak to co? Lekarz kazał nam wracać do domu, nie pozwolił nam być przy tacie.-piłkarz wyrzuca z siebie kolejne zdania.- tak się uparł, że nie dał się przekonać. Po prostu powiedział nie i nie chciał słuchać żadnych argumentów. Nic. Jestem tak wściekły.- mówi szatyn.- Nie mogę zrozumieć jak można tak traktować ludzi. To chyba normalne, że chcemy przy nim być, że się martwimy.- przerywa, bo ma w głowie kilka niecenzuralnych słów, ale w ostatniej chwili powstrzymuje się przed powiedzeniem ich. Emily obserwuje chłopaka i widzi jak bardzo zdenerwowany jest. I wie również, że to nie tylko nerwy w tym momencie biorą nad nim górę, ale także strach jaki poczuł, kiedy się dowiedział. Jaki nadal czuje, bo przecież, choć sytuacja wydaje się opanowana, to jednak nigdy do końca nie można mieć pewności. Emily nie zastanawia się długo, podchodzi i go przytula, a on ufnie wtula się w jej ramiona.Stoją tak dłuższą chwilę, a dziewczyna czuje jak Mario bierze głęboki, drżący oddech.
-Hej...Wszystko będzie dobrze, słyszysz?.- mówi mu gładząc dłonią jego plecy.- Słyszysz mnie, Mario?- zwraca się do niego i delikatnie odsuwa tak, aby móc spojrzeć w jego oczy. Zaszklone oczy.- Wszystko będzie w porządku, naprawdę. Lekarze wiedzą co robią i co mówią. Jeśli mówią, że stan twojego taty jest stabilny, to tak jest.
-Nie wierzę im...
-Kochanie, oni mają rację. Mają rację.- powtarza mu.- Wysłali was do domu, bo na tym oddziale nie można długo przebywać. I tak pozwolono wam dłużej niż normalnie. Poza tym potrzebujecie odpoczynku. Snu.- patrzy na niego, a on ma zamiar protestować, ale mu nie pozwala.- Myślę, że potrzebujesz kąpieli i snu, Mario.
-Potrzebuję ciebie...- mówi chłopak, a ona milknie, choć miała powiedzieć coś jeszcze. Jednak te słowa sprawiły, że zapomniała co miała dopowiedzieć.- Potrzebuję, abyś ze mną została.- dodaje chłopak.- Zostań ze mną, proszę.- prosi.- Nie chcę i nie mogę być sam.- tłumaczy.- Pójdę pod prysznic, położę się do łóżka, ale nie wychodź, nie jedź do domu. Nie chcę być sam.- mówi.
-Zostanę, spokojnie.- zgadza się dziewczyna. Zostaje. Mario idzie pod prysznic, a ona robi mu herbatę ziołową, z melisą. Wie dobrze, że Mario się denerwuje stanem taty i się boi. To normalne w takich sytuacjach. Ona też się boi, bo przecież czasem pomimo zapewnień lekarzy, sytuacja zmienia się w drugą, tę gorszą stronę.Nie ma pewności. Jednak nie chce aby on odczuł jej obawy. Mówi sobie, że przecież będzie dobrze, musi być dobrze. I na pewno nie znajdą się w sytuacji, że Mario znów straci najbliższą osobę oraz spokój, który całkiem niedawno odzyskał po wielu miesiącach walki. Ma nadzieję, że tak się nie stanie.
***
Mark zaskakuje go. Naprawdę go zaskakuje tym, że wręcza mu bilety na lot do Paryża. Nie spodziewał się, nawet nie marzył o czymś takim. Nie w ich sytuacji, nie po tym co się wydarzyło i co ciągle się dzieje. Ich życie jest chaotyczne. Obydwaj zawsze lubili nieco chaosu, ale nie do takiego stopnia. I najpierw ma ochotę zaprotestować i delikatnie zasugerować, że może dałoby się oddać bilety, że powinni ograniczyć takie wydatki, bo przecież Sebastian nie pracuje, ale potem nie mówi nic z tego, co planował powiedzieć, zamiast tego dziękuje swojemu partnerowi pocałunkiem, a potem się przytulają.
-Jestem pewien, że chciałeś powiedzieć, abym zwrócił bilety, żebym pomyślał o naszej sytuacji z pracą... Jestem zaskoczony, że nie powiedziałeś tego...
-Znasz mnie za dobrze.- twierdzi młodszy.- Miałem to powiedzieć, ale się powstrzymałem. I tego nie powiem...- patrzy w oczy kochankowi.-Bo chcę z tobą wyjechać i spędzić kilka dni z dala od tego wszystkiego. Chcę tego. Pragnę tego.
-Ja też. A z wszystkim innym sobie poradzimy.- dodaje Mark.
-Tak, poradzimy sobie.
***
Obiecała, że z nim zostanie i słowa dotrzymała. Nie obiecywała, iż będzie spać w jego sypialni, w jego łóżku. I tym razem Mario nie jest przecież chory. Nie jest chory, ale jest zmartwiony i choć stara się tego nie pokazywać, to jednak wprawny obserwator widzi. Ona widzi, ale ją to nie dziwi. Zdziwiłaby się, gdyby się nie martwił.
-Jesteś taka opiekuńcza.- mówi jej Mario.- I taka spokojna.- dodaje.- Gdybym był sam pewnie bym wariował. Wariowałem jak się dowiedziałem, potem też kiedy kazano nam jechać do domu i przyjechać rano. Wpadłem taki wściekły, ale wystarczyło kilka słów i to, że mnie przytuliłaś, abym poczuł spokój.- wyznaje.
-Cieszę się, że tak na ciebie działam.- mówi dziewczyna.
-Nie tylko tak.- dodaje tajemniczo Mario, ale nie rozwija tej myśli.
-A jak jeszcze na ciebie działam?- pyta. Nie pada odpowiedź. Nie pyta ponownie.
To nie czas na takie pytania. Ma nadzieję, że odpowiedzi na to pytanie i inne przyjdą niebawem. I pewnie przyjdą.
***
Napisałam w końcu ten rozdział. Było ciężko, bo nie mam czasu w ogóle. Jednak udało się i jestem szczęśliwa.Cieszycie się?
Aaa... Jeszcze coś... W końcu, niebawem spełnię swoją obietnicę i wyślę cóż... niekoniecznie na frytki, ale wyślę Sebę i Marka do Paryża. Niech w końcu się cieszą, odpoczywają i niech korzystają z życia. I mogę zdradzić, że czeka ich w końcu chwila świętego spokoju :)
O ile coś nie wpadnie mi do głowy i znów nie spadnie na nich kilogram nieszczęść :)
Trzymajcie się i do następnego razu.
I komentujcie, bo coś ostatnio maleńko komentarzy, a mnie rosną skrzydła jak widzę dużo komentarzy więc jeśli chcecie częściej rozdziały to komentujcie.
wtorek, 31 stycznia 2017
wtorek, 10 stycznia 2017
54.... but Love is love...
-Wiem, że się denerwujesz, ale wszystko będzie dobrze.- mówi mu Mark, kiedy siedzą i czekają na rozpoczęcie rozprawy. Sebastian faktycznie jest zestresowany, ale nie samą rozprawą, ale tym, że za moment zobaczy mężczyzn, którzy go pobili. Nie odpowiada na słowa Marka, po prostu patrzy na niego przez moment, a on kładzie mu dłoń na ramieniu, bo tego, co naprawdę chce zrobić, nie może, bo to nie jest czas ani miejsce na okazywanie uczuć. To, że wielu ludzi jest tolerancyjnych nie znaczy, że wszyscy są, poza tym budynek sądu zdecydowanie nie jest odpowiednim miejscem do manifestowania uczuć.
Chwilę później zostają wezwani do sali rozpraw.
***
To staje się trudniejsze w środku. On naprawdę stara się jak może, ale zdenerwowanie daje o sobie znać. Najpierw robi mu się gorąco, a zaraz potem zimno. Stara się skupić najpierw na tym co mówią adwokaci, potem nad odpowiedziami na pytania. Wtedy jeszcze się jakoś trzyma. To później, kiedy znów znajduje się na swoim miejscu, zaczyna się dziwnie czuć. Wtedy, kiedy główny sprawca jego pobicia, kolega z pracy, zaczyna składać wyjaśnienia i ubarwiać. To w niego uderza. Te kłamstwa i lekkość z jaką wypływają z ust napastnika. Zaczynają drżeć mu dłonie, robią się wilgotne. Wysycha mu też w ustach, więc bierze jedną z butelek wody mineralnej stojącej na stoliku, odkręca i upija kilka łyków. Czuje na sobie czyjś wzrok, więc spogląda na swojego partnera. Nie myli się, to Mark na niego patrzy, uważnie, jakby wiedział co się z nim dzieje. Jest pewien, że wie. Słucha kolejnych kłamstw i tłumaczeń, kiedy robi mu się niedobrze, a to jest już zły znak. Znów jest mu zimno, ma dreszcze. Nie chce wychodzić, ale kiedy nowa fala mdłości w niego uderza, po prostu nachyla się do swojego adwokata.
-Naprawdę źle się czuję.- szepce, a adwokat spogląda na niego. Widzi jak jest blady, więc informuje sąd o zaistniałej sytuacji. Dwie minuty później Sebastianowi ledwo udaje się dobiec do sądowej toalety. Jak zjawia się tam Mark, Seba zwraca zawartość swojego żołądka do jednej z muszli klozetowych. A kiedy kończy z wdzięcznością odbiera od swojego partnera chusteczki i butelkę wody, którą płucze usta.
-Nie dam rady.- mówi kilka minut później.
-Dasz.- zapewnia go Mark.
-Nie.- patrzy niepewnie na mężczyznę.-Chcę wrócić do domu.- upiera się.- Nie mogę tego słuchać, nie zniosę tego.- mówi. Naprawdę nie jest w stanie wrócić na salę. Nie ma pojęcia kiedy stał się tak słaby, zawsze potrafił bowiem stawiać czoła wszelkim trudnym sytuacjom, teraz nie potrafi. Tej na pewno nie.
-Nie będziesz musiał.-odpowiada starszy.- Adwokat wytłumaczył co się stało, a sąd poprosił o opinię panią psycholog i nie musisz wracać do sali. Zostaniemy wezwani po zeznaniach oskarżonych.- mówi mu, a Sebastian wzdycha z ulgą.- Wystraszyłeś mnie.- mówi Mark kładąc dłoń na ramieniu kochanka.
-Przepraszam.- odpowiada młodszy.- Naprawdę przepraszam.- powtarza.-Starałem się rozproszyć, nie słuchać i nie skupiać na tym jak bardzo on kłamie. Ale nie potrafiłem...
-W porządku...
-Nie mogę na nich patrzeć.- wyznaje.- Nie mogę ich słuchać.- spuszcza głowę.- To silniejsze ode mnie, Mark.- dodaje.
-W porządku...
-Przepraszam, że jestem taki słaby...- mówi cicho, może odrobinę za cicho, ale po chwili sens słów Sebastiana dociera do Marka.
-Seba to w ten sposób o sobie myślisz?- pyta partner, ale odpowiedź nie nadchodzi ponieważ do toalety ktoś wchodzi. Mark odkłada tę rozmowę na później.
***
Spotykają się na placu zabaw. Mario i Emily już tam są, siedzą na jednej z ławeczek, a Marco, Natalie, Agnes i dzieci zjawiają się nieco później. To Oliver pierwszy zauważa Mario.
-Cześć.- mówią podchodząc.- Jakbyśmy się umawiali.- śmieje się Natalie.
Dzieci się bawią, a oni siedzą na ławeczce i obserwują gotowi interweniować gdyby coś złego się działo. Dzwoni komórka Agnes więc dziewczyna wstaje z ławki i odchodzi na bok, aby spokojnie odebrać. Kilka minut później wraca i znów siada obok Mario.
-To Ricky dzwonił?- pyta malarka.
-Tak. Wraca już do domu.- odpowiada agentka.
-Przyjedzie tu?
-Jedzie do domu. Musi wysłać artykuł redaktorowi. Zapomniał rano i zmył mu przed chwilą głowę przez telefon.- patrzy na Nat.- Jednak on był tak przejęty, że to nic dziwnego, że zapomniał.
-Mówił jak było na rozprawie?- pyta tym razem Marco.
-Nieciekawie.- odpowiada.-Sebastian przed wejściem na salę bardzo się denerwował, a potem...Ten koleś kłamał jak z nut.- mówi Agnes.
-Próbuje się wywinąć...- komentuje Mario.
-A potem... Sebastian źle się poczuł, a adwokat w porę zainterweniował i opuścił salę. Podobno strasznie wymiotował. .
-To na pewno ze stresu.-dodaje Marco.
-Tak, zdenerwował się. Wrócił na salę po zeznaniach oskarżonych na wniosek adwokata. Właściwie to był prawie koniec rozprawy. Następna za dwa tygodnie.- opowiada Agnes.-Ricky mówił, że Mark się martwi. Seba jest strasznie zamknięty w sobie, czasem potrafi się nie odzywać pół dnia, gdzie wcześniej mu się to nie zdarzało. Odsuwa się od niego, a kiedy ten próbuje z nim rozmawiać, przeważnie prosi, aby dał mu spokój... Nie wychodzi z domu jeśli to nie jest naprawdę konieczne...
-Bo się boi...- komentuje Mario.-Ma na bank zespół stresu pourazowego, nie ma się co dziwić zresztą, bo to co się stało było traumatycznym przeżyciem i długo w nim zostanie.- odzywa się Mario.
-Tak, ma.
-To trudne funkcjonować normalnie jak te obrazy wracają ciągle. Trzeba się najpierw trochę z nimi uporać.- stwierdza szatyn.- On potrzebuje czasu, a Mark musi się uzbroić w cierpliwość..- patrzy na nich.- Najlepsze co może zrobić, to po prostu być. Wiecie dobrze o czym mówię, prawda?- pyta, a oni rozumieją, bo przecież przeszli z nim to wszystko, choć jego traumatycznym przeżyciem był wypadek i śmierć Ann.
-Masz rację.- stwierdza Agnes.
-Jasne, że mam.- patrzy na nich.- Siedzę tu przez moje dziecko, ale i przez Was.- mówi.- Do końca życia będę wam wdzięczny, za to, że byliście i wyciągnęliście mnie z domu, z łóżka...- mówi.- Seba też się podniesie. Po prostu to jest za świeże. On się boi, ja też bym się bał. To nie jest normalne, że wychodzisz z pracy i ktoś tłucze cię prawie na śmierć dlatego, że nie podoba mu się, iż w domu nie czeka na ciebie dziewczyna tylko facet, że nie kochasz kobiety, a mężczyznę. - twierdzi.
-Dokładnie. -zgadza się Emily.- Myślę, że ten lęk zostanie z nim na dłużej...
-Myślę, że to wszystko dopiero z niego tak naprawdę wychodzi. I Mark musi teraz na niego naprawdę uważać.- mówi Mario.
***
Sebastian bierze prysznic, kiedy on kończy robić kolację. Właściwie wszystko jest gotowe, mogliby już usiąść i jeść, ale jego partnera jeszcze nie ma. I spoglądając po raz kolejny na zegarek widzi, że jest pod prysznicem już ponad 20 minut. Postanawia poczekać jeszcze 5 minut. Zanosi wszystko na stolik, czeka. Nic się nie dzieje. Nadal słyszy szum płynącej wody. Nie może dłużej czekać.
Puka do drzwi łazienki, choć nic nie stałoby się gdyby po prostu wszedł, ale nie chce. Jednak kiedy nie słyszy odpowiedzi po prostu wchodzi do środka. Kabina jest zaparowana, Sebastian jest w środku. Staje pod nią.
-Seba wyjdź, proszę. Kolacja gotowa.- informuje go. Woda przestaje lecieć, a następnie Sebastian uchyla lekko drzwi.
-Podasz mi ręcznik?- pyta wystawiając dłoń.
-Jasne.- Mark podaje mu ręcznik. Nie wychodzi z łazienki. Po prostu stoi tam. Sebastian wychodzi z kabiny z owiniętym wokół bioder ręcznikiem. Staje na ręczniczku rozłożonym pod kabiną, po czym bierze drugi ręcznik i wyciera się.
-Wszystko w porządku?- pyta Mark lustrując go wzrokiem.
-Tak, w porządku.- pada odpowiedź, ale Mark wie, że nie jest w porządku. Widzi to kiedy spogląda na swojego partnera. Widzi, ale nic nie mówi, nie w tym momencie. Porozmawiają po kolacji.- Ubiorę się i przyjdę, oki?- mówi młodszy.
-Tak, oki.- Mark wychodzi. Sebastian zjawia się 5 minut później. Ma na sobie miękkie dresowe spodnie oraz bluzę swojego partnera. Siada na pufie przy niskim stoliku, na którym najczęściej jadają, choć mają taki normalny.
-Lubię tą bluzę.- mówi młodszy.- Nie gniewasz się, że znów ją wziąłem?- patrzy na Marka.- To jest twoja ulubiona, ale właściwie ostatnio to ci ją ciągle zabierałem...- Mark przerywa mu dotykając jego dłoni.
-W porządku.-mówi.- To nie tak, że pierwszy raz nosisz moje ubrania...- uśmiecha się.
-Pachną tobą...- kwituje Sebastian podnosząc wzrok. Mark znów się uśmiecha.
-Smacznego.- mówi.
-Zrobiłeś lasagne.- zauważa kiedy w końcu spogląda na stolik i czuje zapach jedzenia.
-Bo lubisz. Chciałem ci sprawić przyjemność.- tłumaczy.- To nie był miły dzień więc chciałem zakończyć go w miły sposób, jedząc z tobą kolację. I chciałem aby ci smakowało.- stwierdza.
-Dziękuję.- mówi Sebastian nakładając sobie trochę potrawy. Jedzą. Kiedy chwilę później talerze są puste Sebastian podnosi się i chce zanieść je do kuchni, aby je umyć, ale Mark zatrzymuje go łapiąc go za nadgarstek.
-Zostaw.- nie pozwala mu wstać.
-Ty przygotowałeś kolację, ja pozmywam.- broni się młodszy.
-Zostaw to.-powtarza przytrzymując jego rękę.- Talerze są nieważne, Później posprzątamy. Porozmawiaj ze mną, Sebastian.- prosi.
-O czym?- pyta.- Ciągle rozmawiamy.- mówi.
-No własnie, że nie.- poprawia Mark.- Rozmawialiśmy, ale to się zmieniło, Seba. Teraz jesteś wycofany i zamknięty w sobie.- mówi mu.-A w sądzie...- patrzy na niego przez moment.- W sądzie przeprosiłeś mnie za to, że jesteś słaby...- przypomina mu.- To w ten sposób myślisz o sobie teraz?- pyta.- Myślisz, że to, iż się boisz oznacza, że jesteś słaby?- lustruje wzrokiem partnera, a ten nie patrzy na niego. Sebastian kręci głową.
-Nie chcę o tym rozmawiać.- znów chce wstać, ale i tym razem mu się nie udaje, bo Mark znów łapie go za dłoń, ale tym razem przesuwa się do niego, jest teraz blisko.
-Proszę cię.- mówi.- Seba, proszę.- powtarza.
Sebastian wzdycha po czym pozwala, aby ramiona Marka go objęły. Opera się o tors swojego partnera plecami, to jest miłe. Wie, że on czeka na to co powie, ale nie ma zamiaru mówić. Jeszcze nie. Najpierw zamyka oczy i po prostu stara się zrelaksować, bo przecież w tym momencie jest bezpieczny, nic mu nie grozi. Może odrzucić wszystkie złe myśli, które towarzyszą mu codziennie od tego zdarzenia.Tu nic mu nie grozi. Jest w domu z osobą, na której mu bardzo zależy. Z osobą, którą kocha. To trwa kilka minut, kiedy coś przychodzi mu na myśl i musi zapytać o to Marka.
-Jakim cudem dostałeś dzień wolny?- odsuwa się tak, aby móc spojrzeć na swojego partnera. Mark jest zaskoczony pytaniem, ale jednocześnie też niespecjalnie chce odpowiedzieć, co Seba od razu zauważa.-Powiedz mi dlaczego zostałeś w domu po rozprawie skoro szef nie dał ci wolnego całego dnia?- precyzuje.- I chcę żebyś powiedział mi prawdę.- dodaje.
-Sebastian.
-Interesuje mnie prawda.- powtarza.- Dlaczego zostałeś ze mną w domu skoro miałeś iść do pracy, musiałeś iść do pracy, bo on się nie zgodził ?
-A co miałem zrobić?- odpowiada pytaniem na pytanie.- Miałem cię zostawić?- pyta.
-Po prostu nie poszedłeś?- patrzy na niego z przerażeniem w oczach.
-Zadzwoniłem, żeby z nim porozmawiać, wytłumaczyć...
-Nie chciał słuchać?
-Słuchał, ale potem się rozłączył.- odpowiada.- To nie ważne.- kwituje.- Nie zostawiłbym cię samego, nie w takim stanie w jakim byłeś po powrocie z rozprawy... Nie ważne co zrobi mój szef, jesteś ważniejszy niż praca.- deklaruje, a Sebastian patrzy na niego, a potem znów wraca do poprzedniej pozycji, czyli przylega plecami do torsu partnera.
-Przeze mnie stracisz pracę.- mówi cicho.
-Nie stracę, nie zwolni mnie.- mówi pewnie.
-A jeśli?
-Nie martw się. Poradzę sobie. Nie o tym mieliśmy rozmawiać.- przypomina. Nastaje cisza. Trwa tylko chwilę. A potem w końcu Sebastian zaczyna mówić, a Mark wreszcie wszystko rozumie.
***
Dzwoni jego telefon więc wstaje z sofy i idzie do kuchni, bo właśnie tam podłączył go do ładownia. Odłącza i odbiera.
-Nie musisz mnie sprawdzać.- mówi od razu, bo dzwoni Mark, a on naprawdę myśli, że dzwoni aby sprawdzić czy z nim w porządku.
-Nie sprawdzam cię, po prostu chciałem cię uprzedzić, że za chwilę do drzwi zadzwoni Ricky, bo jego tata podał jakiś dokument od adwokata. To ważne, a adwokat ma pilną sprawę więc nie będzie go w kancelarii a to trzeba podpisać.
-Przepraszam. Myślałem, że znów dzwonisz aby zapytać jak się czuję, czy w porządku itd.
-Pytam, bo mi na tobie zależy...
-Wiem, wybacz.- przeprasza.- Podpiszę te papiery.
-Oki. Kończę, bo jestem w pracy przecież. Do zobaczenia.- żegna się, choć chce zapytać czy na pewno w porządku. Jednak tego nie robi.
-Do zobaczenia.- pada odpowiedź.- Mark...
-Tak?
-Nic mi nie jest,- zapewnia młodszy, bo wie, że Mark chce zapytać.
15 minut później słyszy dzwonek do drzwi więc otwiera i wpuszcza do mieszkania Ricky'ego. Podpisuje dokumenty, a potem robi herbatę i rozmawiają. I być może przed wyjściem Ricky zaprasza jego i Marka na kolację wieczorem, a on nie odmawia, bo może w końcu trzeba spróbować opuścić to bezpieczne lokum i być może warto zacząć wychodzić najpierw do osób, które są bezpieczne. Być może.
***
Zaskakuje go, kiedy mówi, że wychodzą wieczorem. Nie spodziewał się, że usłyszy taką wiadomość zaraz po zjawieniu się w domu, po pracy. Jednak się cieszy.
-Gdzie wychodzimy?- pyta.
-Ricky zaprosił nas do nich na kolację.- odpowiada Sebastian.- Rozmawialiśmy chwilę jak przyjechał.- tłumaczy.- Naprawdę go lubię.
-Byle nie bardziej niż mnie.- kwituje Mark. Sebastian wybucha śmiechem i to jest pierwszy raz od pobicia, kiedy tak się śmieje.
-Zazdrośnik!- komentuje Seba.
- Zazdrość w granicach przyzwoitości jest dobra.
-Na szczęście ty mieścisz się w granicach.- uśmiecha się.- I cieszę się, że jesteś zazdrosny, bo wiem, że ci zależy.-komentuje.
-Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mi zależy.- odpowiada Mark.
***
Pewnie będziecie narzekać, że mało Emily i Mario, ale cóż... tak wyszło. Sprawę trzeba było wyjaśnić :)
Chwilę później zostają wezwani do sali rozpraw.
***
To staje się trudniejsze w środku. On naprawdę stara się jak może, ale zdenerwowanie daje o sobie znać. Najpierw robi mu się gorąco, a zaraz potem zimno. Stara się skupić najpierw na tym co mówią adwokaci, potem nad odpowiedziami na pytania. Wtedy jeszcze się jakoś trzyma. To później, kiedy znów znajduje się na swoim miejscu, zaczyna się dziwnie czuć. Wtedy, kiedy główny sprawca jego pobicia, kolega z pracy, zaczyna składać wyjaśnienia i ubarwiać. To w niego uderza. Te kłamstwa i lekkość z jaką wypływają z ust napastnika. Zaczynają drżeć mu dłonie, robią się wilgotne. Wysycha mu też w ustach, więc bierze jedną z butelek wody mineralnej stojącej na stoliku, odkręca i upija kilka łyków. Czuje na sobie czyjś wzrok, więc spogląda na swojego partnera. Nie myli się, to Mark na niego patrzy, uważnie, jakby wiedział co się z nim dzieje. Jest pewien, że wie. Słucha kolejnych kłamstw i tłumaczeń, kiedy robi mu się niedobrze, a to jest już zły znak. Znów jest mu zimno, ma dreszcze. Nie chce wychodzić, ale kiedy nowa fala mdłości w niego uderza, po prostu nachyla się do swojego adwokata.
-Naprawdę źle się czuję.- szepce, a adwokat spogląda na niego. Widzi jak jest blady, więc informuje sąd o zaistniałej sytuacji. Dwie minuty później Sebastianowi ledwo udaje się dobiec do sądowej toalety. Jak zjawia się tam Mark, Seba zwraca zawartość swojego żołądka do jednej z muszli klozetowych. A kiedy kończy z wdzięcznością odbiera od swojego partnera chusteczki i butelkę wody, którą płucze usta.
-Nie dam rady.- mówi kilka minut później.
-Dasz.- zapewnia go Mark.
-Nie.- patrzy niepewnie na mężczyznę.-Chcę wrócić do domu.- upiera się.- Nie mogę tego słuchać, nie zniosę tego.- mówi. Naprawdę nie jest w stanie wrócić na salę. Nie ma pojęcia kiedy stał się tak słaby, zawsze potrafił bowiem stawiać czoła wszelkim trudnym sytuacjom, teraz nie potrafi. Tej na pewno nie.
-Nie będziesz musiał.-odpowiada starszy.- Adwokat wytłumaczył co się stało, a sąd poprosił o opinię panią psycholog i nie musisz wracać do sali. Zostaniemy wezwani po zeznaniach oskarżonych.- mówi mu, a Sebastian wzdycha z ulgą.- Wystraszyłeś mnie.- mówi Mark kładąc dłoń na ramieniu kochanka.
-Przepraszam.- odpowiada młodszy.- Naprawdę przepraszam.- powtarza.-Starałem się rozproszyć, nie słuchać i nie skupiać na tym jak bardzo on kłamie. Ale nie potrafiłem...
-W porządku...
-Nie mogę na nich patrzeć.- wyznaje.- Nie mogę ich słuchać.- spuszcza głowę.- To silniejsze ode mnie, Mark.- dodaje.
-W porządku...
-Przepraszam, że jestem taki słaby...- mówi cicho, może odrobinę za cicho, ale po chwili sens słów Sebastiana dociera do Marka.
-Seba to w ten sposób o sobie myślisz?- pyta partner, ale odpowiedź nie nadchodzi ponieważ do toalety ktoś wchodzi. Mark odkłada tę rozmowę na później.
***
Spotykają się na placu zabaw. Mario i Emily już tam są, siedzą na jednej z ławeczek, a Marco, Natalie, Agnes i dzieci zjawiają się nieco później. To Oliver pierwszy zauważa Mario.
-Cześć.- mówią podchodząc.- Jakbyśmy się umawiali.- śmieje się Natalie.
Dzieci się bawią, a oni siedzą na ławeczce i obserwują gotowi interweniować gdyby coś złego się działo. Dzwoni komórka Agnes więc dziewczyna wstaje z ławki i odchodzi na bok, aby spokojnie odebrać. Kilka minut później wraca i znów siada obok Mario.
-To Ricky dzwonił?- pyta malarka.
-Tak. Wraca już do domu.- odpowiada agentka.
-Przyjedzie tu?
-Jedzie do domu. Musi wysłać artykuł redaktorowi. Zapomniał rano i zmył mu przed chwilą głowę przez telefon.- patrzy na Nat.- Jednak on był tak przejęty, że to nic dziwnego, że zapomniał.
-Mówił jak było na rozprawie?- pyta tym razem Marco.
-Nieciekawie.- odpowiada.-Sebastian przed wejściem na salę bardzo się denerwował, a potem...Ten koleś kłamał jak z nut.- mówi Agnes.
-Próbuje się wywinąć...- komentuje Mario.
-A potem... Sebastian źle się poczuł, a adwokat w porę zainterweniował i opuścił salę. Podobno strasznie wymiotował. .
-To na pewno ze stresu.-dodaje Marco.
-Tak, zdenerwował się. Wrócił na salę po zeznaniach oskarżonych na wniosek adwokata. Właściwie to był prawie koniec rozprawy. Następna za dwa tygodnie.- opowiada Agnes.-Ricky mówił, że Mark się martwi. Seba jest strasznie zamknięty w sobie, czasem potrafi się nie odzywać pół dnia, gdzie wcześniej mu się to nie zdarzało. Odsuwa się od niego, a kiedy ten próbuje z nim rozmawiać, przeważnie prosi, aby dał mu spokój... Nie wychodzi z domu jeśli to nie jest naprawdę konieczne...
-Bo się boi...- komentuje Mario.-Ma na bank zespół stresu pourazowego, nie ma się co dziwić zresztą, bo to co się stało było traumatycznym przeżyciem i długo w nim zostanie.- odzywa się Mario.
-Tak, ma.
-To trudne funkcjonować normalnie jak te obrazy wracają ciągle. Trzeba się najpierw trochę z nimi uporać.- stwierdza szatyn.- On potrzebuje czasu, a Mark musi się uzbroić w cierpliwość..- patrzy na nich.- Najlepsze co może zrobić, to po prostu być. Wiecie dobrze o czym mówię, prawda?- pyta, a oni rozumieją, bo przecież przeszli z nim to wszystko, choć jego traumatycznym przeżyciem był wypadek i śmierć Ann.
-Masz rację.- stwierdza Agnes.
-Jasne, że mam.- patrzy na nich.- Siedzę tu przez moje dziecko, ale i przez Was.- mówi.- Do końca życia będę wam wdzięczny, za to, że byliście i wyciągnęliście mnie z domu, z łóżka...- mówi.- Seba też się podniesie. Po prostu to jest za świeże. On się boi, ja też bym się bał. To nie jest normalne, że wychodzisz z pracy i ktoś tłucze cię prawie na śmierć dlatego, że nie podoba mu się, iż w domu nie czeka na ciebie dziewczyna tylko facet, że nie kochasz kobiety, a mężczyznę. - twierdzi.
-Dokładnie. -zgadza się Emily.- Myślę, że ten lęk zostanie z nim na dłużej...
-Myślę, że to wszystko dopiero z niego tak naprawdę wychodzi. I Mark musi teraz na niego naprawdę uważać.- mówi Mario.
***
Sebastian bierze prysznic, kiedy on kończy robić kolację. Właściwie wszystko jest gotowe, mogliby już usiąść i jeść, ale jego partnera jeszcze nie ma. I spoglądając po raz kolejny na zegarek widzi, że jest pod prysznicem już ponad 20 minut. Postanawia poczekać jeszcze 5 minut. Zanosi wszystko na stolik, czeka. Nic się nie dzieje. Nadal słyszy szum płynącej wody. Nie może dłużej czekać.
Puka do drzwi łazienki, choć nic nie stałoby się gdyby po prostu wszedł, ale nie chce. Jednak kiedy nie słyszy odpowiedzi po prostu wchodzi do środka. Kabina jest zaparowana, Sebastian jest w środku. Staje pod nią.
-Seba wyjdź, proszę. Kolacja gotowa.- informuje go. Woda przestaje lecieć, a następnie Sebastian uchyla lekko drzwi.
-Podasz mi ręcznik?- pyta wystawiając dłoń.
-Jasne.- Mark podaje mu ręcznik. Nie wychodzi z łazienki. Po prostu stoi tam. Sebastian wychodzi z kabiny z owiniętym wokół bioder ręcznikiem. Staje na ręczniczku rozłożonym pod kabiną, po czym bierze drugi ręcznik i wyciera się.
-Wszystko w porządku?- pyta Mark lustrując go wzrokiem.
-Tak, w porządku.- pada odpowiedź, ale Mark wie, że nie jest w porządku. Widzi to kiedy spogląda na swojego partnera. Widzi, ale nic nie mówi, nie w tym momencie. Porozmawiają po kolacji.- Ubiorę się i przyjdę, oki?- mówi młodszy.
-Tak, oki.- Mark wychodzi. Sebastian zjawia się 5 minut później. Ma na sobie miękkie dresowe spodnie oraz bluzę swojego partnera. Siada na pufie przy niskim stoliku, na którym najczęściej jadają, choć mają taki normalny.
-Lubię tą bluzę.- mówi młodszy.- Nie gniewasz się, że znów ją wziąłem?- patrzy na Marka.- To jest twoja ulubiona, ale właściwie ostatnio to ci ją ciągle zabierałem...- Mark przerywa mu dotykając jego dłoni.
-W porządku.-mówi.- To nie tak, że pierwszy raz nosisz moje ubrania...- uśmiecha się.
-Pachną tobą...- kwituje Sebastian podnosząc wzrok. Mark znów się uśmiecha.
-Smacznego.- mówi.
-Zrobiłeś lasagne.- zauważa kiedy w końcu spogląda na stolik i czuje zapach jedzenia.
-Bo lubisz. Chciałem ci sprawić przyjemność.- tłumaczy.- To nie był miły dzień więc chciałem zakończyć go w miły sposób, jedząc z tobą kolację. I chciałem aby ci smakowało.- stwierdza.
-Dziękuję.- mówi Sebastian nakładając sobie trochę potrawy. Jedzą. Kiedy chwilę później talerze są puste Sebastian podnosi się i chce zanieść je do kuchni, aby je umyć, ale Mark zatrzymuje go łapiąc go za nadgarstek.
-Zostaw.- nie pozwala mu wstać.
-Ty przygotowałeś kolację, ja pozmywam.- broni się młodszy.
-Zostaw to.-powtarza przytrzymując jego rękę.- Talerze są nieważne, Później posprzątamy. Porozmawiaj ze mną, Sebastian.- prosi.
-O czym?- pyta.- Ciągle rozmawiamy.- mówi.
-No własnie, że nie.- poprawia Mark.- Rozmawialiśmy, ale to się zmieniło, Seba. Teraz jesteś wycofany i zamknięty w sobie.- mówi mu.-A w sądzie...- patrzy na niego przez moment.- W sądzie przeprosiłeś mnie za to, że jesteś słaby...- przypomina mu.- To w ten sposób myślisz o sobie teraz?- pyta.- Myślisz, że to, iż się boisz oznacza, że jesteś słaby?- lustruje wzrokiem partnera, a ten nie patrzy na niego. Sebastian kręci głową.
-Nie chcę o tym rozmawiać.- znów chce wstać, ale i tym razem mu się nie udaje, bo Mark znów łapie go za dłoń, ale tym razem przesuwa się do niego, jest teraz blisko.
-Proszę cię.- mówi.- Seba, proszę.- powtarza.
Sebastian wzdycha po czym pozwala, aby ramiona Marka go objęły. Opera się o tors swojego partnera plecami, to jest miłe. Wie, że on czeka na to co powie, ale nie ma zamiaru mówić. Jeszcze nie. Najpierw zamyka oczy i po prostu stara się zrelaksować, bo przecież w tym momencie jest bezpieczny, nic mu nie grozi. Może odrzucić wszystkie złe myśli, które towarzyszą mu codziennie od tego zdarzenia.Tu nic mu nie grozi. Jest w domu z osobą, na której mu bardzo zależy. Z osobą, którą kocha. To trwa kilka minut, kiedy coś przychodzi mu na myśl i musi zapytać o to Marka.
-Jakim cudem dostałeś dzień wolny?- odsuwa się tak, aby móc spojrzeć na swojego partnera. Mark jest zaskoczony pytaniem, ale jednocześnie też niespecjalnie chce odpowiedzieć, co Seba od razu zauważa.-Powiedz mi dlaczego zostałeś w domu po rozprawie skoro szef nie dał ci wolnego całego dnia?- precyzuje.- I chcę żebyś powiedział mi prawdę.- dodaje.
-Sebastian.
-Interesuje mnie prawda.- powtarza.- Dlaczego zostałeś ze mną w domu skoro miałeś iść do pracy, musiałeś iść do pracy, bo on się nie zgodził ?
-A co miałem zrobić?- odpowiada pytaniem na pytanie.- Miałem cię zostawić?- pyta.
-Po prostu nie poszedłeś?- patrzy na niego z przerażeniem w oczach.
-Zadzwoniłem, żeby z nim porozmawiać, wytłumaczyć...
-Nie chciał słuchać?
-Słuchał, ale potem się rozłączył.- odpowiada.- To nie ważne.- kwituje.- Nie zostawiłbym cię samego, nie w takim stanie w jakim byłeś po powrocie z rozprawy... Nie ważne co zrobi mój szef, jesteś ważniejszy niż praca.- deklaruje, a Sebastian patrzy na niego, a potem znów wraca do poprzedniej pozycji, czyli przylega plecami do torsu partnera.
-Przeze mnie stracisz pracę.- mówi cicho.
-Nie stracę, nie zwolni mnie.- mówi pewnie.
-A jeśli?
-Nie martw się. Poradzę sobie. Nie o tym mieliśmy rozmawiać.- przypomina. Nastaje cisza. Trwa tylko chwilę. A potem w końcu Sebastian zaczyna mówić, a Mark wreszcie wszystko rozumie.
***
Dzwoni jego telefon więc wstaje z sofy i idzie do kuchni, bo właśnie tam podłączył go do ładownia. Odłącza i odbiera.
-Nie musisz mnie sprawdzać.- mówi od razu, bo dzwoni Mark, a on naprawdę myśli, że dzwoni aby sprawdzić czy z nim w porządku.
-Nie sprawdzam cię, po prostu chciałem cię uprzedzić, że za chwilę do drzwi zadzwoni Ricky, bo jego tata podał jakiś dokument od adwokata. To ważne, a adwokat ma pilną sprawę więc nie będzie go w kancelarii a to trzeba podpisać.
-Przepraszam. Myślałem, że znów dzwonisz aby zapytać jak się czuję, czy w porządku itd.
-Pytam, bo mi na tobie zależy...
-Wiem, wybacz.- przeprasza.- Podpiszę te papiery.
-Oki. Kończę, bo jestem w pracy przecież. Do zobaczenia.- żegna się, choć chce zapytać czy na pewno w porządku. Jednak tego nie robi.
-Do zobaczenia.- pada odpowiedź.- Mark...
-Tak?
-Nic mi nie jest,- zapewnia młodszy, bo wie, że Mark chce zapytać.
15 minut później słyszy dzwonek do drzwi więc otwiera i wpuszcza do mieszkania Ricky'ego. Podpisuje dokumenty, a potem robi herbatę i rozmawiają. I być może przed wyjściem Ricky zaprasza jego i Marka na kolację wieczorem, a on nie odmawia, bo może w końcu trzeba spróbować opuścić to bezpieczne lokum i być może warto zacząć wychodzić najpierw do osób, które są bezpieczne. Być może.
***
Zaskakuje go, kiedy mówi, że wychodzą wieczorem. Nie spodziewał się, że usłyszy taką wiadomość zaraz po zjawieniu się w domu, po pracy. Jednak się cieszy.
-Gdzie wychodzimy?- pyta.
-Ricky zaprosił nas do nich na kolację.- odpowiada Sebastian.- Rozmawialiśmy chwilę jak przyjechał.- tłumaczy.- Naprawdę go lubię.
-Byle nie bardziej niż mnie.- kwituje Mark. Sebastian wybucha śmiechem i to jest pierwszy raz od pobicia, kiedy tak się śmieje.
-Zazdrośnik!- komentuje Seba.
- Zazdrość w granicach przyzwoitości jest dobra.
-Na szczęście ty mieścisz się w granicach.- uśmiecha się.- I cieszę się, że jesteś zazdrosny, bo wiem, że ci zależy.-komentuje.
-Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mi zależy.- odpowiada Mark.
***
Pewnie będziecie narzekać, że mało Emily i Mario, ale cóż... tak wyszło. Sprawę trzeba było wyjaśnić :)
sobota, 31 grudnia 2016
Niech Nowy Rok zabłyśnie dla Was tęczy kolorami,
I rozsypie się nad głowami szczęście i uśmiechów moc.
I niech zostanie na 12 miesięcy z Wami,
Nie tylko w tę Sylwestrową noc.
Wszystkiego co najlepsze w Nowym 2017 Roku! Niech będzie szczęśliwszy niż ten,który się właśnie kończy. Niech będzie pełen radości, przyjaźni,niech spełni wszystkie oczekiwania.
W tym miejscu pragnę Wam również podziękować za ten kończący się rok, za to,że byliście, sledziliscie losy moich bohaterów. Dziękuję za każdą minute poświęcona moim opowiadaniom. Dziękuję za komentarze. To wiele dla mnie znaczy.
Dziękuję za cierpliwość wtedy,kiedy trzeba było długo czekać na następne odsłony moich historii. Dziękuję,że to Was nie zniechęciło. Jeszcze raz wielkie dzięki!
Spotykamy się w Nowym Roku !
I rozsypie się nad głowami szczęście i uśmiechów moc.
I niech zostanie na 12 miesięcy z Wami,
Nie tylko w tę Sylwestrową noc.
Wszystkiego co najlepsze w Nowym 2017 Roku! Niech będzie szczęśliwszy niż ten,który się właśnie kończy. Niech będzie pełen radości, przyjaźni,niech spełni wszystkie oczekiwania.
W tym miejscu pragnę Wam również podziękować za ten kończący się rok, za to,że byliście, sledziliscie losy moich bohaterów. Dziękuję za każdą minute poświęcona moim opowiadaniom. Dziękuję za komentarze. To wiele dla mnie znaczy.
Dziękuję za cierpliwość wtedy,kiedy trzeba było długo czekać na następne odsłony moich historii. Dziękuję,że to Was nie zniechęciło. Jeszcze raz wielkie dzięki!
Spotykamy się w Nowym Roku !
piątek, 30 grudnia 2016
53. Wyrzuty sumienia...
Cięgle czuje dotyk jej ciepłych ust. Nie może przestać o tym myśleć. Myśli o tym kiedy bierze prysznic być może odrobinę za długi, te myśli towarzyszą mu również w momencie, w którym postanawia zamiast się ubierać po prostu owinąć się kocem i położyć się w salonie na sofie, bo jest pewien, że nie będzie w stanie zasnąć. Myśli o tym wtedy, kiedy zabiera z barku do połowy pełną butelkę Jacka Danielsa. Ann by się to nie podobało, ale jej nie ma. No właśnie, nie ma jej, a on pocałował inną kobietę.
***
Są zaskoczeni, kiedy mija godzina 11:00, a Mario nie dzwoni, ponieważ do tej pory, niezależnie od tego o której wrócił, zawsze do tej pory dzwonił zapytać o córeczkę lub po nią przyjeżdżał. Nie panikują jednak przecież są pewni, że nic złego się nie stało, a ich syn zapewne odsypia. Julie jest grzeczna, nie pyta o tatę zbyt często, zajęta zabawą więc po prostu cieszą się wnuczką.
***
Kiedy się budzi praktycznie od razu uderza w niego fala bólu głowy. To nie jest dziwne ponieważ wypił więcej niż zamierzał. Na stoliku stoi prawie opróżniona butelka po whisky. Już żałuje, że poprzedniej nocy się z nią zaprzyjaźnił. To był błąd, wielki błąd. Nie wie jak ma wstać, jak ma się poruszyć w ogóle, ponieważ spodziewa się, że jak tylko spróbuje wykonać większy ruch to uderzy w niego dodatkowo fala nudności. Nie chce spędzić kilku godzin nad sedesem, ale wydaje mu się, że to nieuniknione. Musi iść za potrzebą więc próbuje jak najdelikatniej podnieść się do pozycji siedzącej. Udaje mu się. Prawie. Niestety, kiedy już siedzi robi mu się niedobrze, jego żołądek się jakby ściska, więc podrywa się i biegnie do łazienki.W ostatniej chwili udaje mu się podnieść pokrywę, a potem nachyla się i wymiotuje. A kiedy jest pewien, że już wszystko zwrócił, że już nic nie zostało, kiedy czuje się odrobinę lepiej, wchodzi pod prysznic i po prostu pozwala ciepłej wodzie spływać po jego nagim ciele. Pozwala jej zmywać zmartwienia, obawy...
***
Marco bawi się z dziećmi, kiedy Natalie przynosi mu jego telefon.
-Tata Mario...- mówi cicho podając mu.
-Dzień dobry.- mówi do telefonu.
-Cześć Marco. Przepraszam, że przeszkadzam.- mówi ojciec jego najlepszego przyjaciela.
-Nie przeszkadzasz. - zapewnia.- Co u was?
-W porządku, mamy się świetnie. Bawimy się właśnie z Julie. Jest wspaniała.- mówi Jurgen.
-Czyli Mario jeszcze po nią nie przyjechał...
-Nie. W ogóle nie mogę się do niego dodzwonić, ani on nie zadzwonił...
-Martwisz się?
-Wiem, że pewnie śpi, ale z też przyszło mi na myśl, że może...- milknie.- Dobrze się bawił?- pyta.- Wiem, że Emily jest wspaniałą dziewczyną, ale wiesz... on zawsze na takie przyjęcia chodził z Ann. Może to... wczoraj... może za dużo sobie obiecywał, a potem to w niego uderzyło... Wiesz, jak czasem z nim jest...
-Wiem, ale Mario naprawdę świetnie się bawił. Wszystko było świetnie, wyszedł zadowolony. Przetańczył z Emily pół nocy.- opowiada blondyn.- Pojadę do niego jeśli chcesz. Przecież mieszkam niedaleko, wy macie dużo dalej, więc nie ma potrzeby abyś ty się fatygował.- proponuje Marco.
-Byłbym ci wdzięczny.- mówi ojciec Mario, a zaraz później żegnają się.
***
Kiedy wychodzi spod prysznica po prostu się wyciera, idzie do kuchni i zabiera z niej butelkę wody, po czym znów kładzie się na sofie i otula kocem. Być może powinien się ubrać, ale właściwie to jest sam więc nie musi się obawiać, że ktoś się pojawi. Kolejną myślą jest to, że powinien zadzwonić do rodziców. Nie jest w stanie jechać po Julie, nie jest w stanie się nią zająć, ponieważ fatalnie się czuje. Ma zamiar poprosić ich, aby zajęli się jego córeczką do popołudnia, a potem on ją odbierze jak tochę się ogarnie. Kiedy bierze telefon do ręki okazuje się, iż jest całkiem rozładowany. Niestety musi wstać, co robi niechętnie, aby iść po ładowarkę. Podłącza telefon. Bierze stacjonarny i dzwoni do rodziców. Nie rozmawiają długo, po prostu Mario dowiaduje się, że Julie jest zadowolona i grzeczna i że jego tata odwiezie ją wieczorem. Więc ma czas, żeby się pozbierać.
***
Marco przyjeżdża pod dom szatyna kilkanaście minut później po tym jak Mario rozmawiał z rodzicami. Dzwoni do drzwi, ale w pierwszym momencie nie daje to rezultatu.Po chwili jednak drzwi się otwierają, a on wchodzi zauważając tylko jak Mario znika z holu. Zamyka za sobą drzwi i idzie do salonu, bo wie, że jego przyjaciel tam poszedł. Kiedy się tam zjawia, szatyn siedzi na sofie, szczelnie owinięty ulubionym kocem Ann.
-Cześć.- mówi zauważając od razu prawie pustą butelkę po whisky. Patrzy na Mario i już rozumie dlaczego chłopak nie zatelefonował do rodziców.
-Cześć.- pada odpowiedź.
-W porządku?- pyta Marco widząc bladą twarz przyjaciela.
-Mam potwornego kaca.- odpowiada młodszy.- Upiłem się.- mówi szczerze patrząc na przyjaciela. Po tych słowach opiera się o poduszki- Boli mnie głowa i czuję się okropnie. Poprosiłem rodziców, aby jeszcze trochę zajęli się Julie, bo szczerze mówiąc nie czuję się na siłach zająć się nią. Taki ze mnie ojciec.- mówi z goryczą.
-Mario... Każdemu się zdarzy, ale nie rozumiem... Kiedy ty się upiłeś?- pyta, bo jest zaskoczony. Z imprezy wyszedł trzeźwy, a wątpi, aby pił z Emily. Nie rozumie co się stało. Mario milczy, a on chce zapytać, ale nie robi tego, bo jego przyjaciel po prostu wyręcza go.
-Pocałowałem ją, Marco.- wyznaje Mario.- Po prostu to zrobiłem i...- przerywa.- Emily... ona oddała pocałunek.- mówi.- A potem w taksówce ciągle czułem dotyk jej ciepłych ust. Kiedy wróciłem do domu również.- nie patrzy na przyjaciela.- A potem pomyślałem sobie, że nie powinienem, bo kocham Ann... I poczułem się tak, jakbym ją zdradził.- tłumaczy w końcu podnosząc wzrok i patrzy na przyjaciela.
-Źle to odbierasz... To nie tak. Twoja żona nie żyje. Tyle miesięcy byłeś w żałobie...
-Nadal jestem i będę, nie umiem inaczej. I nie powinienem był...- tłumaczy.- To ja ją pocałowałem. Nie powinienem... Nie chcę jej mieszać w głowie, nie chcę sobie mieszać w głowie. Nie chcę dawać jej nadziei.
-To tylko pocałunek...
-Aż pocałunek, Marco.
-Ona cię rozumie. I na pewno nie myśli, że od razu będzie coś między wami. Może inna dziewczyna tak by pomyślała, ale Emily dobrze wie, co przeżyłeś, co przeżywasz, Emily cię zna... I zrozumie, że potrzeba czasu, abyś zrobił kolejny krok do przodu.- tłumaczy blondyn.
-Ona jest wyjątkowa.- mówi Mario.- Jest wspaniała. Bardzo mi na niej zależy, ale...- milknie.- Traktuję ją jak przyjaciółkę, traktowałem, ale teraz... przyjaciółek się nie całuje w ten sposób, prawda? Przyjaźnię się z twoją żoną, czy z Agnes, ale nie mam ochoty ich pocałować.
-Spróbowałbyś...- mówi Marco siląc się na władczy ton.
-Wiesz o czym mówię.- mówi Mario.- Nie wiem co czuję, mam mentlik w głowie.
-Więc nie myśl o tym.
-Jak mam nie myśleć? Jutro Emily zjawi się tutaj, co mam zrobić?
-Nic. Bądź sobą.
-Muszę ją przeprosić.
-Przeprasza się wtedy, kiedy się żałuje.- mówi Marco.- Żałujesz tego pocałunku?- pyta.
-Nie wiem... - pada odpowiedź.- Chciałem ją pocałować...
-Więc jej nie przepraszaj.
***
Myśli o nim cały dzień. Ma ochotę napisać do niego wiadomość, ale powstrzymuje się, bo on również się nie odzywa. Nie mówi Alice, że Mario ją pocałował, choć ta pyta, jak się bawiła. Emily trochę opowiada o imprezie, ale pocałunek pomija. Nie chce o tym mówić. To przecież więcej może się nie zdarzyć.
***
Mario nie ma w domu, kiedy zjawia się około 8 rano. Jest jego mama. Liliana pije z nią herbatę przed wyjściem.
-Mario wróci trochę później, bo ma fizjoterapię. Znów boli go mięsień więc muszą się tym zająć fizjoterapeuci. Miał do ciebie pisać, ale w końcu mówił, że zapomniał. Jeśli nie możesz zostać, to mój mąż przyjedzie do Julie.
-Oczywiście, że z nią zostanę.- mówi niania.
-To dobrze. Przepraszam, że dowiadujesz się tego teraz, ale mój syn jest strasznie rozkojarzony, nie wiem co się stało i naprawdę zapomniał. Chciał napisać ci wiadomość rano, ale odwiodłam go od tego pomysłu, bo było bardzo wcześnie.
-Nic się nie stało. Naprawdę mogę z nią zostać dłużej.
-W takim razie dziękuję i do zobaczenia. Muszę już iść.
Liliana żegna się z wnuczką i wychodzi.
***
Plastry, które mu naklejono na udo z tyłu go ciągną. Wie, że są potrzebne, lekarz wszystko mu wytłumaczył, ale nie lubi ich nosić. Poza tym jeden sięga aż na pośladek i to jest wyjątkowo niewygodne. Jednak musi wytrzymać pierwsze dni, a potem wie, że będzie lepiej, przyzwyczai się. Kiedy wchodzi do domu słyszy odgłos tv. Odkłada torbę w przedpokoju, ściąga buty i idzie w stronę salonu skąd dobiegają dźwięki. Zauważa Emily siedzącą na dywaniku, i Julie bawiącą się obok niani, ale jednocześnie zerkającą na telewizor. I zanim jest w stanie zobaczyć co one oglądają, słyszy głos Ann. W tym momencie, w którym on robi kilka kroków do przodu, aby zobaczyć, czy to jest to co myśli, że oglądają, Emily zauważa go.
-Przepraszam, ale Julie się uparła. Rozpoznała płyty, bo leżały obok dvd... Próbowałam odwieźć ją tego, ale ciągle wołała mama...- Mario spogląda na nią.- Jesteś zły?- pyta. Mario nic nie mówi, po prostu podchodzi i siada na dywanie obok niej opierając się plecami o sofę.
-Nie jestem.- odpowiada w końcu- Dlaczego miałbym?- pyta spoglądając na dziewczynę.
-Bo to prywatne nagrania. Może nie chcesz, aby każdy je widział.- odpowiada Emily.
-Nie ma na nich nic, za co Ann mogłaby być na mnie zła, że komukolwiek pokazałem.- mówi jej.- Są bardziej prywatne zdjęcia, ale nie ma ich tutaj. Więc spoko, nie zrobiłaś nic złego, po prostu pozwoliłaś mojej córeczce trochę popatrzeć na mamę.- patrzy na nią, a potem na ekran telewizora. Wygłupiają się z Ann, przytulają, są tam tacy szczęśliwi.
-Mama.- mówi Julie pokazując paluszkiem na tv.
-Tak kochanie, to jest mamusia.- mówi Mario.
-Mama.- powtarza dziewczynka po czym znów zajmuje się oglądaniem bajeczki, która przed nią leży.
Mario nic nie mówi, zerka na film. Emily przygląda mu się kątem oka. Te obrazy przywołują wspomnienia. To widać. Przywołują również tęsknotę.
-Napijemy się herbaty?- pyta Emily.
-Tak, chętnie. Może przygotuję.- proponuje Mario.
-Ja to zrobię, zostań z Julie.- dziewczyna wstaje i wychodzi dając mu czas, aby mógł przez moment powspominać piękne chwile, jakie uwiecznione są na filmikach.
Emily wraca po 10 minutach z herbatą, a Mario nadal siedzi na tym samym miejscu i wpatruje się w tv. Julie grzecznie bawi się niedaleko niego.Niania stawia kubki na stoliku, ale tak, aby mała nie mogła ich dosięgnąć, po czym znów siada obok piłkarza na dywaniku.
-Nie chciała wtedy lecieć ze mną na weekend.- Nagle zaczyna wspominać Mario.- Była na mnie zła. Nie wiem o co się pokłóciliśmy, chyba byłem zazdrosny o jakiegoś kolesia, z którym współpracowała przy sesji, a który ją ewidentnie podrywał. Powiedziałem jej to, ale w końcu doszło do wymiany zdań. Nie krzyczeliśmy, ale każde z nas powiedziało za dużo. Były ciche dni. Nie cierpiałem cichych dni, ona też. Zresztą sporadycznie się zdarzały, ale jednak były. I wtedy o mały włos doszłoby do tego, że by ze mną nie poleciała. Zjawiła się w ostatniej chwili na lotnisku. Nic nie powiedziała, po prostu wsiadła ze mną do samolotu. Pogodziliśmy się dopiero na miejscu, na jachcie, w łóżku.- uśmiecha się.
-Dobry sposób.- śmieje się Emily.
-Tak.- przyznaje.
-Byłeś jej pierwszym facetem?
-W sensie chłopakiem czy chodzi o bardziej intymne sprawy?
-Jednym i drugim.
-Nie byłem jej pierwszym chłopakiem, ale to ze mną pierwszy raz się kochała.- odpowiada.
- Pierwszym mężczyzną i jedynym...- stwierdza Emily.
-Tak. Pierwszym i jedynym.- przyznaje Mario.- Filmik się kończy włącza się kolejny, na którym Ann gra na pianinie i śpiewa. Emily nie miała okazji jej słyszeć w takim wydaniu. Nie miała pojęcia, że potrafiła grać na pianinie.
-Grała na pianinie?- pyta.
-Oj tak i miała przepiękny głos. Myślała poważnie o muzyce, ale ciągle odkładała to na później ponieważ jej kariera modelki rozwijała się w bardzo dobrym kierunku, poza tym też dużo podróżowała. Nie miała czasu na wszystko. I żałuję, że jej nie zmobilizowałem.
-Pięknie śpiewa.
Słuchają.
-Brakuje mi jej głosu.- mówi Mario.- Po wypadku, nie mogłem oglądać tych filmów, a jak chciałem usłyszeć jej głos, to dzwoniłem na jej numer i wtedy słuchałem wiadomości, którą nagrała na pocztę.- opowiada.- Robiłem różne dziwne rzeczy...- wyznaje.
-Próbowałeś poradzić sobie z bólem, Mario.- patrzy na niego.- Każdy sposób jest dobry.
-Mam wrażenie, że każdy jest niewystarczający.- odpowiada piłkarz...- po czym kładzie głowę na ramieniu Emily.
***
Niepodzianka !!!
***
Są zaskoczeni, kiedy mija godzina 11:00, a Mario nie dzwoni, ponieważ do tej pory, niezależnie od tego o której wrócił, zawsze do tej pory dzwonił zapytać o córeczkę lub po nią przyjeżdżał. Nie panikują jednak przecież są pewni, że nic złego się nie stało, a ich syn zapewne odsypia. Julie jest grzeczna, nie pyta o tatę zbyt często, zajęta zabawą więc po prostu cieszą się wnuczką.
***
Kiedy się budzi praktycznie od razu uderza w niego fala bólu głowy. To nie jest dziwne ponieważ wypił więcej niż zamierzał. Na stoliku stoi prawie opróżniona butelka po whisky. Już żałuje, że poprzedniej nocy się z nią zaprzyjaźnił. To był błąd, wielki błąd. Nie wie jak ma wstać, jak ma się poruszyć w ogóle, ponieważ spodziewa się, że jak tylko spróbuje wykonać większy ruch to uderzy w niego dodatkowo fala nudności. Nie chce spędzić kilku godzin nad sedesem, ale wydaje mu się, że to nieuniknione. Musi iść za potrzebą więc próbuje jak najdelikatniej podnieść się do pozycji siedzącej. Udaje mu się. Prawie. Niestety, kiedy już siedzi robi mu się niedobrze, jego żołądek się jakby ściska, więc podrywa się i biegnie do łazienki.W ostatniej chwili udaje mu się podnieść pokrywę, a potem nachyla się i wymiotuje. A kiedy jest pewien, że już wszystko zwrócił, że już nic nie zostało, kiedy czuje się odrobinę lepiej, wchodzi pod prysznic i po prostu pozwala ciepłej wodzie spływać po jego nagim ciele. Pozwala jej zmywać zmartwienia, obawy...
***
Marco bawi się z dziećmi, kiedy Natalie przynosi mu jego telefon.
-Tata Mario...- mówi cicho podając mu.
-Dzień dobry.- mówi do telefonu.
-Cześć Marco. Przepraszam, że przeszkadzam.- mówi ojciec jego najlepszego przyjaciela.
-Nie przeszkadzasz. - zapewnia.- Co u was?
-W porządku, mamy się świetnie. Bawimy się właśnie z Julie. Jest wspaniała.- mówi Jurgen.
-Czyli Mario jeszcze po nią nie przyjechał...
-Nie. W ogóle nie mogę się do niego dodzwonić, ani on nie zadzwonił...
-Martwisz się?
-Wiem, że pewnie śpi, ale z też przyszło mi na myśl, że może...- milknie.- Dobrze się bawił?- pyta.- Wiem, że Emily jest wspaniałą dziewczyną, ale wiesz... on zawsze na takie przyjęcia chodził z Ann. Może to... wczoraj... może za dużo sobie obiecywał, a potem to w niego uderzyło... Wiesz, jak czasem z nim jest...
-Wiem, ale Mario naprawdę świetnie się bawił. Wszystko było świetnie, wyszedł zadowolony. Przetańczył z Emily pół nocy.- opowiada blondyn.- Pojadę do niego jeśli chcesz. Przecież mieszkam niedaleko, wy macie dużo dalej, więc nie ma potrzeby abyś ty się fatygował.- proponuje Marco.
-Byłbym ci wdzięczny.- mówi ojciec Mario, a zaraz później żegnają się.
***
Kiedy wychodzi spod prysznica po prostu się wyciera, idzie do kuchni i zabiera z niej butelkę wody, po czym znów kładzie się na sofie i otula kocem. Być może powinien się ubrać, ale właściwie to jest sam więc nie musi się obawiać, że ktoś się pojawi. Kolejną myślą jest to, że powinien zadzwonić do rodziców. Nie jest w stanie jechać po Julie, nie jest w stanie się nią zająć, ponieważ fatalnie się czuje. Ma zamiar poprosić ich, aby zajęli się jego córeczką do popołudnia, a potem on ją odbierze jak tochę się ogarnie. Kiedy bierze telefon do ręki okazuje się, iż jest całkiem rozładowany. Niestety musi wstać, co robi niechętnie, aby iść po ładowarkę. Podłącza telefon. Bierze stacjonarny i dzwoni do rodziców. Nie rozmawiają długo, po prostu Mario dowiaduje się, że Julie jest zadowolona i grzeczna i że jego tata odwiezie ją wieczorem. Więc ma czas, żeby się pozbierać.
***
Marco przyjeżdża pod dom szatyna kilkanaście minut później po tym jak Mario rozmawiał z rodzicami. Dzwoni do drzwi, ale w pierwszym momencie nie daje to rezultatu.Po chwili jednak drzwi się otwierają, a on wchodzi zauważając tylko jak Mario znika z holu. Zamyka za sobą drzwi i idzie do salonu, bo wie, że jego przyjaciel tam poszedł. Kiedy się tam zjawia, szatyn siedzi na sofie, szczelnie owinięty ulubionym kocem Ann.
-Cześć.- mówi zauważając od razu prawie pustą butelkę po whisky. Patrzy na Mario i już rozumie dlaczego chłopak nie zatelefonował do rodziców.
-Cześć.- pada odpowiedź.
-W porządku?- pyta Marco widząc bladą twarz przyjaciela.
-Mam potwornego kaca.- odpowiada młodszy.- Upiłem się.- mówi szczerze patrząc na przyjaciela. Po tych słowach opiera się o poduszki- Boli mnie głowa i czuję się okropnie. Poprosiłem rodziców, aby jeszcze trochę zajęli się Julie, bo szczerze mówiąc nie czuję się na siłach zająć się nią. Taki ze mnie ojciec.- mówi z goryczą.
-Mario... Każdemu się zdarzy, ale nie rozumiem... Kiedy ty się upiłeś?- pyta, bo jest zaskoczony. Z imprezy wyszedł trzeźwy, a wątpi, aby pił z Emily. Nie rozumie co się stało. Mario milczy, a on chce zapytać, ale nie robi tego, bo jego przyjaciel po prostu wyręcza go.
-Pocałowałem ją, Marco.- wyznaje Mario.- Po prostu to zrobiłem i...- przerywa.- Emily... ona oddała pocałunek.- mówi.- A potem w taksówce ciągle czułem dotyk jej ciepłych ust. Kiedy wróciłem do domu również.- nie patrzy na przyjaciela.- A potem pomyślałem sobie, że nie powinienem, bo kocham Ann... I poczułem się tak, jakbym ją zdradził.- tłumaczy w końcu podnosząc wzrok i patrzy na przyjaciela.
-Źle to odbierasz... To nie tak. Twoja żona nie żyje. Tyle miesięcy byłeś w żałobie...
-Nadal jestem i będę, nie umiem inaczej. I nie powinienem był...- tłumaczy.- To ja ją pocałowałem. Nie powinienem... Nie chcę jej mieszać w głowie, nie chcę sobie mieszać w głowie. Nie chcę dawać jej nadziei.
-To tylko pocałunek...
-Aż pocałunek, Marco.
-Ona cię rozumie. I na pewno nie myśli, że od razu będzie coś między wami. Może inna dziewczyna tak by pomyślała, ale Emily dobrze wie, co przeżyłeś, co przeżywasz, Emily cię zna... I zrozumie, że potrzeba czasu, abyś zrobił kolejny krok do przodu.- tłumaczy blondyn.
-Ona jest wyjątkowa.- mówi Mario.- Jest wspaniała. Bardzo mi na niej zależy, ale...- milknie.- Traktuję ją jak przyjaciółkę, traktowałem, ale teraz... przyjaciółek się nie całuje w ten sposób, prawda? Przyjaźnię się z twoją żoną, czy z Agnes, ale nie mam ochoty ich pocałować.
-Spróbowałbyś...- mówi Marco siląc się na władczy ton.
-Wiesz o czym mówię.- mówi Mario.- Nie wiem co czuję, mam mentlik w głowie.
-Więc nie myśl o tym.
-Jak mam nie myśleć? Jutro Emily zjawi się tutaj, co mam zrobić?
-Nic. Bądź sobą.
-Muszę ją przeprosić.
-Przeprasza się wtedy, kiedy się żałuje.- mówi Marco.- Żałujesz tego pocałunku?- pyta.
-Nie wiem... - pada odpowiedź.- Chciałem ją pocałować...
-Więc jej nie przepraszaj.
***
Myśli o nim cały dzień. Ma ochotę napisać do niego wiadomość, ale powstrzymuje się, bo on również się nie odzywa. Nie mówi Alice, że Mario ją pocałował, choć ta pyta, jak się bawiła. Emily trochę opowiada o imprezie, ale pocałunek pomija. Nie chce o tym mówić. To przecież więcej może się nie zdarzyć.
***
Mario nie ma w domu, kiedy zjawia się około 8 rano. Jest jego mama. Liliana pije z nią herbatę przed wyjściem.
-Mario wróci trochę później, bo ma fizjoterapię. Znów boli go mięsień więc muszą się tym zająć fizjoterapeuci. Miał do ciebie pisać, ale w końcu mówił, że zapomniał. Jeśli nie możesz zostać, to mój mąż przyjedzie do Julie.
-Oczywiście, że z nią zostanę.- mówi niania.
-To dobrze. Przepraszam, że dowiadujesz się tego teraz, ale mój syn jest strasznie rozkojarzony, nie wiem co się stało i naprawdę zapomniał. Chciał napisać ci wiadomość rano, ale odwiodłam go od tego pomysłu, bo było bardzo wcześnie.
-Nic się nie stało. Naprawdę mogę z nią zostać dłużej.
-W takim razie dziękuję i do zobaczenia. Muszę już iść.
Liliana żegna się z wnuczką i wychodzi.
***
Plastry, które mu naklejono na udo z tyłu go ciągną. Wie, że są potrzebne, lekarz wszystko mu wytłumaczył, ale nie lubi ich nosić. Poza tym jeden sięga aż na pośladek i to jest wyjątkowo niewygodne. Jednak musi wytrzymać pierwsze dni, a potem wie, że będzie lepiej, przyzwyczai się. Kiedy wchodzi do domu słyszy odgłos tv. Odkłada torbę w przedpokoju, ściąga buty i idzie w stronę salonu skąd dobiegają dźwięki. Zauważa Emily siedzącą na dywaniku, i Julie bawiącą się obok niani, ale jednocześnie zerkającą na telewizor. I zanim jest w stanie zobaczyć co one oglądają, słyszy głos Ann. W tym momencie, w którym on robi kilka kroków do przodu, aby zobaczyć, czy to jest to co myśli, że oglądają, Emily zauważa go.
-Przepraszam, ale Julie się uparła. Rozpoznała płyty, bo leżały obok dvd... Próbowałam odwieźć ją tego, ale ciągle wołała mama...- Mario spogląda na nią.- Jesteś zły?- pyta. Mario nic nie mówi, po prostu podchodzi i siada na dywanie obok niej opierając się plecami o sofę.
-Nie jestem.- odpowiada w końcu- Dlaczego miałbym?- pyta spoglądając na dziewczynę.
-Bo to prywatne nagrania. Może nie chcesz, aby każdy je widział.- odpowiada Emily.
-Nie ma na nich nic, za co Ann mogłaby być na mnie zła, że komukolwiek pokazałem.- mówi jej.- Są bardziej prywatne zdjęcia, ale nie ma ich tutaj. Więc spoko, nie zrobiłaś nic złego, po prostu pozwoliłaś mojej córeczce trochę popatrzeć na mamę.- patrzy na nią, a potem na ekran telewizora. Wygłupiają się z Ann, przytulają, są tam tacy szczęśliwi.
-Mama.- mówi Julie pokazując paluszkiem na tv.
-Tak kochanie, to jest mamusia.- mówi Mario.
-Mama.- powtarza dziewczynka po czym znów zajmuje się oglądaniem bajeczki, która przed nią leży.
Mario nic nie mówi, zerka na film. Emily przygląda mu się kątem oka. Te obrazy przywołują wspomnienia. To widać. Przywołują również tęsknotę.
-Napijemy się herbaty?- pyta Emily.
-Tak, chętnie. Może przygotuję.- proponuje Mario.
-Ja to zrobię, zostań z Julie.- dziewczyna wstaje i wychodzi dając mu czas, aby mógł przez moment powspominać piękne chwile, jakie uwiecznione są na filmikach.
Emily wraca po 10 minutach z herbatą, a Mario nadal siedzi na tym samym miejscu i wpatruje się w tv. Julie grzecznie bawi się niedaleko niego.Niania stawia kubki na stoliku, ale tak, aby mała nie mogła ich dosięgnąć, po czym znów siada obok piłkarza na dywaniku.
-Nie chciała wtedy lecieć ze mną na weekend.- Nagle zaczyna wspominać Mario.- Była na mnie zła. Nie wiem o co się pokłóciliśmy, chyba byłem zazdrosny o jakiegoś kolesia, z którym współpracowała przy sesji, a który ją ewidentnie podrywał. Powiedziałem jej to, ale w końcu doszło do wymiany zdań. Nie krzyczeliśmy, ale każde z nas powiedziało za dużo. Były ciche dni. Nie cierpiałem cichych dni, ona też. Zresztą sporadycznie się zdarzały, ale jednak były. I wtedy o mały włos doszłoby do tego, że by ze mną nie poleciała. Zjawiła się w ostatniej chwili na lotnisku. Nic nie powiedziała, po prostu wsiadła ze mną do samolotu. Pogodziliśmy się dopiero na miejscu, na jachcie, w łóżku.- uśmiecha się.
-Dobry sposób.- śmieje się Emily.
-Tak.- przyznaje.
-Byłeś jej pierwszym facetem?
-W sensie chłopakiem czy chodzi o bardziej intymne sprawy?
-Jednym i drugim.
-Nie byłem jej pierwszym chłopakiem, ale to ze mną pierwszy raz się kochała.- odpowiada.
- Pierwszym mężczyzną i jedynym...- stwierdza Emily.
-Tak. Pierwszym i jedynym.- przyznaje Mario.- Filmik się kończy włącza się kolejny, na którym Ann gra na pianinie i śpiewa. Emily nie miała okazji jej słyszeć w takim wydaniu. Nie miała pojęcia, że potrafiła grać na pianinie.
-Grała na pianinie?- pyta.
-Oj tak i miała przepiękny głos. Myślała poważnie o muzyce, ale ciągle odkładała to na później ponieważ jej kariera modelki rozwijała się w bardzo dobrym kierunku, poza tym też dużo podróżowała. Nie miała czasu na wszystko. I żałuję, że jej nie zmobilizowałem.
-Pięknie śpiewa.
Słuchają.
-Brakuje mi jej głosu.- mówi Mario.- Po wypadku, nie mogłem oglądać tych filmów, a jak chciałem usłyszeć jej głos, to dzwoniłem na jej numer i wtedy słuchałem wiadomości, którą nagrała na pocztę.- opowiada.- Robiłem różne dziwne rzeczy...- wyznaje.
-Próbowałeś poradzić sobie z bólem, Mario.- patrzy na niego.- Każdy sposób jest dobry.
-Mam wrażenie, że każdy jest niewystarczający.- odpowiada piłkarz...- po czym kładzie głowę na ramieniu Emily.
***
Niepodzianka !!!
wtorek, 27 grudnia 2016
52.Pocałunek...
Liliana przygotowuje śniadanie, kiedy jej mąż wchodzi do kuchni. Ma w dłoni gazetę. Zajmuje miejsce przy stole i zaczyna przeglądać. Kiedy śniadanie jest na stole, a Lil zajmuje miejsce na krześle obok męża, on podaje jej dziennik. Na stronie, na której gazeta jest otwarta, widnieje zdjęcie ich syna. Nie jest na nim sam,a z Emily. Na największym są w sklepie dziecięcym, Mario jest uśmiechnięty, twarz dziewczyny widać jedynie bokiem. Poniżej są jeszcze małe zdjęcia. Piłkarz patrzy na nianię swojej córki, uśmiecha się do niej, a na kolejnym trzyma jej dłoń na ramieniu. Są też inne fotki z wyprawy do kina, ale na tamtych są oni w towarzystwie przyjaciół. Potem jedynie dwa zdjęcia są z parkingu, gdzie Mario otwiera Emily drzwi do samochodu, a drugie jak są już środku, Mario wycofuje, obydwoje są uśmiechnięci. Artykuł oczywiście sugeruje, iż Emily za jakiś czas może stać się dla piłkarza kimś bliższym niż przyjaciółka i niania jego córeczki. Właściwie takie insynuacje nie są dla rodziców piłkarza czymś nowym, przywykli do tego wcześniej.
-Co myślisz?- pyta żonę mężczyzna.- Bo jak tak na nich patrzę, to myślę sobie, że pasują do siebie.- mówi szczerze.
-Myślę to samo, ale nie wiem co myśli nasz syn.- twierdzi kobieta.
-I się nie dowiesz. Myślę, że najlepiej będzie jak poczekamy na rozwój sytuacji i sami się przekonamy czy autor artykułu miał przeczucie.- kwituje Jurgen.
***
Ten mecz nie jest najlepszym w wykonaniu dortmundzkiej drużyny. Wynika to też w dużej mierze z tego, iż drużyna jest znacznie osłabiona. Nie gra Sokratis i Łukasz, którzy zmagają się z urazami, które nie są może bardzo poważne, ale na tyle, aby nie znaleźli się w składzie na ten mecz. Natalie i Emily siedzą obok siebie i przeżywają zarówno każdą dobrą akcję, jak i te mniej chlubne w wykonaniu czarno- żółtych. To przeciwna drużyna strzela pierwszego gola, a potem sypią się żółte kartki jedna po drugiej, zarówno dla drużyny przeciwnej jak i dla piłkarzy BvB. Mario również znajduje się w gronie piłkarzy, którzy ją dostają. Nie powinien jej dostać, niestety sędzia jest innego zdania. Mario jest zły, to widać, ale robi wszystko, co w jego mocy i gra dalej. Niestety zaraz po przerwie, Mario dostaje kolejną żółtą kartkę i znów sytuacja nie jest zupełnie jasna, ponieważ Sędzia mógł w tej sytuacji jedynie pouczyć piłkarza, to był faul taktyczny. Zawodnik musi opuścić boisko, więc tak robi. Jest wściekły, choć nie każdy potrafi to dostrzec na jego spokojnej twarzy, kiedy kamera robi zbliżenie.
***
Marco wychodzi. Dziewczyny czekają na niego.
-Gratuluję pięknego gola.- mówi Natalie po czym przytula swojego męża, zaraz potem robi to Emily.
-Dzięki.- odpowiada mężczyzna.
-Gdzie jest Mario?
-Rozmawia z trenerem.- odpowiada.-Odwieziemy Was.- patrzy na Emi.
-Jestem samochodem, nie trzeba, ale dzięki.- mówi dziewczyna.- Jeśli chcecie jechać to jedźcie, poczekam na Mario, odwiozę go do domu.-stwierdza.
-Na pewno?
-Tak, jesteś zmęczony, jest dość późno. Jedź odpocząć, my sobie poradzimy.- zapewnia.
-Dobrze. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.- żegnają się. Emily czeka na Mario. Nie ma go chwilę, ale potem wychodzi w końcu. Emily od razu zauważa rezygnację na jego twarzy. Kiedy schodził z boiska był wściekły, teraz jest zrezygnowany. Pierwszą rzeczą, którą robi Emily jest objęcie go, kiedy już znajduje się obok niej. On również zacieśnia uścisk wokół jej ciała i wzdycha cicho.
-Tak się zdarza.- mówi dziewczyna.
-Wiem.- pada krótka odpowiedź.- Ale i tak jestem zły.
-Wiem, Odwiozę cię do domu, odpoczniesz, prześpisz się i to minie. Sam mi wiele razy tłumaczyłeś, że różne rzeczy się zdarzają, ale trzeba spokojnie do tego podchodzić.
-Staram się, ale takie sytuacje mnie denerwują. Naprawdę.- przyznaje.- Chodźmy. Potrzebuję świeżego powietrza.- mówi Mario.
***
Podjeżdżają pod dom piłkarza. Mario, który siedzi na miejscu pasażera, spogląda na Emily. Dziewczyna nie gasi silnika samochodu, ponieważ jest pewna, iż on pożegna się z nią i pójdzie do domu.
-Napijesz się ze mną herbaty?- pyta piłkarz, a ona spogląda na niego.- Jeśli masz inne plany, to w porządku...
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- odpowiada dziewczyna. Idą więc do domu. Mario wstawia wodę, a ona ustawia kubki na stole, wrzuca liście herbaty. Potem zajmuje miejsce na jednym z krzeseł. Piłkarz krząta się po kuchni, wyciąga ciasteczka, po czym kładzie na stoliku. Kiedy woda wrze zalewa herbatę, a następnie przenoszą się do salonu.
-Pusto tu bez Jull.- mówi Mario.-Wiem, że o tej porze i tak by spała, ale świadomość, że jej nie ma w domu jest przygnębiająca, choć jest u moich rodziców.
-Jesteś bardzo silnie z nią związany, co nie jest dziwne, jesteś w końcu jej tatą.- mówi Emily.
Mario przez chwilę milczy.
-Przeszły emocje dotyczące czerwonej kartki?- pyta dziewczyna.
-Nie do końca, ale nie chcę o tym mówić, zamęczać cię tym, nie potrzebujesz tego...
-W tym momencie najważniejsze jest to, czego ty potrzebujesz. Ja jestem tu dla ciebie, Mario.- mówi mu, a jemu się wydaje, że słyszy Ann. Mawiała tak samo, dokładnie tak samo. I być może nie powinien jej tego mówić, ale z drugiej strony zawsze jest z nią szczery, dlaczego w tym momencie nie miałby być?
-Mówisz jak ona.- wyznaje.
-Jak kto?- dopytuje dziewczyna.
-Jak moja żona.- pada odpowiedź.- Użyłaś tych samych słów, Dokładnie tych samych.- dodaje. Emily nic nie mówi. Milczy patrząc na niego.-Przepraszam, znów mówię o Ann. Zdaję sobie sprawę, że wszystkich tym zamęczam.- tłumaczy.- Twoje słowa po prostu przypomniały mi podobne sytuacje. Przepraszam...
-Hej, w porządku.- mówi dziewczyna dotykając jego dłoni. Mario spogląda na ich dłonie, nie cofa swojej, wręcz przeciwnie, ściska dłoń niani.To mały dotyk, pewna mała bliskość, ale on tego potrzebuje. Właśnie w tej chwili.- To nieprawda, że nasz zamęczasz Ann. Nie czuję się zmęczona tym, że o niej mówisz, ale czuję się wyróżniona, że rozmawiasz ze mną o tym co czujesz, wspominasz przy mnie. Kiedy cię poznałam nie byłeś tak ufny, co mnie nie dziwi wszakże mnie nie znałeś. Wielu rzeczy musiałam się domyślić, zaobserwować twoje reakcje. Kiedy o niej mówiono, to sprawiało ci ból, bo przypominałeś sobie, że ją straciłeś, że jej już nie ma i nigdy nie będzie. Z jednej strony chciałeś, żeby była w pamięci i słowach bliskich osób, z drugiej cierpiałeś... Zauważyłeś, że to się zmieniło?
-Nie przestałem cierpieć...
-Nie przestałeś, ale...
-Nie chce mi się płakać za każdym razem jak ktoś o niej wspomni i za każdym razem, gdy widzę moją córkę. Mogę o niej mówić ze spokojem...
-Właśnie.- patrzy na niego.-Ta rana się goi, Mario.- mówi kładąc wolną dłoń na jego klatce piersiowej, w miejscu, gdzie bije jego serce i patrzy mu w oczy.- Powoli, ale się goi.
***
Ten wieczór nadchodzi szybko. Emily przygotowuje się do wyjścia na klubowy bankiet z Mario. Jest w łazience, poprawia makijaż, za moment ma zamiar ubrać przepiękną, czerwoną sukienkę. Ktoś puka do drzwi więc otwiera. To jej mama.
-Mario będzie za 20 minut, a ty nie masz na sobie sukienki.- zauważa.
-Już zakładam. Musiałam przypudrować nos.- uśmiecha się dziewczyna.
-Wystarczy, nie potrzebujesz pudrować nosa, wyglądasz przepięknie.- komplementuje córkę.
Chwilkę później kobieta wychodzi, ponieważ słyszy dzwonek do drzwi. Wie, że to Mario. Emily zakłada sukienkę, a następnie zakłada szpilki, w tym czasie Alice wpuszcza gościa. Mario wygląda wspaniale w dopasowanym garniturze.
-Dobry wieczór.- wita się.
-Dobry wieczór. Zapraszam. - odpowiada pani doktor.- Moja córka za moment zejdzie.- tłumaczy.- Może usiądziesz?
-Tak, chętnie.- zgadza się chłopak więc oboje podążają w stronę salonu. Tam Mario zajmuje miejsce na sofie.
-Napijesz się czegoś?
-Dziękuję.- odpowiada.- Usiądź ze mną, Alice.- prosi więc mama Emily zajmuje miejsce obok niego.
Mario patrzy na nią przez moment. -Czy mam odwieźć Emily przed 24?- pyta Mario i się uśmiecha. Alice się śmieje.
-Tak, koniecznie zanim zegar zacznie wybijać północ.- odpowiada żartem. Przygląda się mężczyźnie.
-Przyglądasz mi się badawczo.- zauważa piłkarz.- Znam ten wzrok. Zawsze tak patrzysz podczas sesji.- mówi.
-To nie sesja.- odpowiada pani doktor.
-No właśnie więc skąd ten wzrok?- pada pytanie.
-Skrzywienie zawodowe, przepraszam.- odpowiada Alice.- Mam nadzieję, że będziecie się wspaniale bawić. I że nie odwieziesz mojej córki przed północą, bo to będzie oznaczać, zgoła co innego niż dobrą zabawę.- spogląda na niego.
-Emily jest wspaniałą kobietą, przy niej nie można źle się bawić. Więc nie czekaj na nas.- pada odpowiedź. W tym momencie pojawia się córka Alice. Mario zauważa ją pierwszy. Wstaje od razu i podchodzi do niej.-Przepięknie wyglądasz.- komplementuje ją. Dziewczyna faktycznie wygląda pięknie. Sukienka idealnie leży, podkreśla jej szczupłą sylwetkę.Sukienka nie ma głębokiego dekoltu, Mario wie dobrze z jakiego powodu Emily właśnie taką wybrała. Nie jest za krótka, bo sięga dziewczynie do połowy ud. Emily ma na stopach wysokie szpilki, dzięki nim jest tylko odrobinę niższa od niego.
-Dziękuję.- dopowiada dziewczyna. - Rozmawialiście o mnie?- pyta spoglądając na mamę.
-Tak, mówiłam Mario, że masz wrócić przed północą, ale nie zgodził się ze mną.- uśmiecha się Alice. Na twarzy Mario również maluje się uśmiech.
-Idziemy?- pyta Emily.
-Tak.- odpowiada dziewczyna więc wychodzą.
***
-Denerwuję się.- mówi Emily chwilę przed tym jak samochód, którym jadą zatrzymuje się przed lokalem, w którym ma być impreza. Mario spogląda na nią.
-Czym się denerwujesz, co?- pyta patrząc na jej twarz szukając oznak dyskomfortu.
-Bywałam w różnych miejscach i imprezach, ale nigdy nie byłam na takiej.- tłumaczy.
-Ona niczym się nie różni od tych, na których miałaś okazję być. Nie masz się czym denerwować.- uspakaja ją.- A, zapomniałem ci powiedzieć, że na części oficjalnej będą dziennikarze, ale to potrwa może z godzinę. Później będzie już bardziej prywatnie.- tłumaczy.- Niestety, tak musi być. Klub musi wypełnić zobowiązania, my również.
-Z nami też będą rozmawiać?- pyta dziewczyna.
-Mogą zadawać pytania, na które niekoniecznie trzeba odpowiedzieć.Nie martw się. Poradzimy sobie, tak?- patrzy na nią.
-Nie jestem jakąś wielką fanką piłki, nie śledzę na bieżąco...- Mario przerywa jej chwytając ją za rękę, a drugą dotykając delikatnie jej policzka.- Nie martw się, tak?- patrzy jej w oczy.- zaufaj mi.
-Ufam.
-Dobrze.- samochód zatrzymuje się więc Mario wysiada najpierw, okrąża samochód po czym otwiera drzwi i podaje rękę Emily i tym samym pomaga jej wysiąść z samochodu. Oczywiście przed wejściem są fotoreporterzy. Mario zamyka drzwi, a potem staje obok Emily, obejmuje ją w pasie po czym idą w stronę wejścia do budynku. Flesze aparatów błyskają, ale wszystko odbywa się z kulturą, fotoreporterzy nie podchodzą zbyt blisko. Wchodzą do budynku, a następnie Mario przywołuje windę. Kiedy są w środku, sami, Emily śmieje się.
-Co cię tak rozbawiło?- pyta Mario.
-Jak szliśmy to byłam w stanie myśleć tylko o jednym.- mówi dziewczyna.
-O czym?
-Żeby się nie potknąć i nie wylądować na chodniku przed tymi wszystkimi fotoreporterami.- patrzy na niego.
-Nie pozwoliłbym na to.- mówi z przekonaniem chłopak. Winda się otwiera. I kiedy kilkanaście sekund później wchodzą na salę bankietową, do Emily dociera jak bardzo ekskluzywna jest to impreza. Być może nie interesuje się mocno piłką nożną, ale wiele osobistości znajdujących się na sali zna. I cóż... nie spodziewała się nigdy, że będzie miała okazję je poznać.
***
Dziennikarz podchodzi do nich zaraz po tym jak witają się z władzami klubu,
-Dobry wieczór.- wita się mężczyzna.- Czy mogę państwu na moment przeszkodzić i zadać kilka pytań?- pyta.
-Tak, oczywiście.- zgadza się piłkarz. Więc rozmawiają, a Emily słucha. Potem dziennikarz zwraca się do dziewczyny. Pyta ją o piłkę,
-Oczywiście kibicuję Borussi Dortmund, ale oglądam tylko i wyłącznie mecze BvB. Nie śledzę na bieżąco meczów całej bundesligi.
-Czy kibicuje pani osobiście? Bywa pani na meczach?
-Kilka razy mi się zdarzyło. Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będę mieć okazję być wśród kibiców na stadionie. - spogląda na Mario.
-Na pewno.- zapewnia piłkarz.
-To zupełnie coś innego kibicować przed tv, a być tam, wśród kibiców. Inna rzeczywistość. Niesamowite uczucie. Trudno to wytłumaczyć, ale wszyscy chyba będą wiedzieć o czym mówię.- uśmiecha się.
-Tak, ten klimat jest wyjątkowy.- przyznaje dziennikarz.
-I śpiew. To naprawdę niesamowite usłyszeć "You'll never walk alone" zaśpiewane przez tyle tysięcy gardeł.- zerka na Mario, który również na nią patrzy.
-Tak, to jest niesamowite.- zgadza się dziennikarz.- Życzę udanego wieczoru.
Ten wieczór, noc jest udana. Najpierw jedzą pyszną kolację w otoczeniu piłkarz i ich partnerek, oraz władz klubu. Potem tańczą i Emily tej nocy dowiaduje się, jak dobrym tancerzem jet Mario. Nie miała bowiem o tym pojęcia. Spędza z nim na parkiecie mnóstwo czasu, bawi się wyśmienicie. Mario tej nocy dużo się śmieje. Właściwie uśmiech nie schodzi mu z twarzy, a ona się cieszy, bo przez czas, który go zna, za dużo widziała smutku na jego twarzy. Jest z nim, obok, rozmawia z nim, bawi się, śmieje. I choć wie od dawna, jak wspaniałym mężczyzną jest Mario, to tego wieczoru po raz kolejny się o tym przekonuje. I wie już dlaczego Ann tak mocno go kochała. Widzi to na co dzień, widzi teraz.
-Zamyśliłaś się.- zauważa Mario przyglądając jej się badawczo.-Wszystko w porządku?- pyta.
-Tak, jak najbardziej w porządku.-uśmiecha się do niego.- Idziemy na parkiet?- pyta.
-O to samo miałem zapytać.- uśmiecha się piłkarz biorąc ją za rękę i prowadząc na parkiet.
Marco obejmuje Natalie ramieniem po czym delikatnie się nachyla.
-Patrzę na Mario i wiesz co?- zwraca się do żony.
-Co?
-Już kiedyś go takiego widziałem.- mówi.- Wtedy, kiedy zakochiwał się w Ann.- mówi poważnie. Natalie spogląda na niego uważnie.
-Marco...
-Jeśli ktoś jest w stanie sprawić, by Mario znów pokochał. to właśnie ona.- mówi patrząc na Emily.- Jestem pewien, że już to sprawiła. Być może jeszcze do tego nie doszli, ale wystarczy na nich popatrzeć. Spójrz na nich.- mówi.- To nie będzie łatwe i proste, ale warte walki. A oni obydwoje potrafią walczyć.- twierdzi. Natalie przytula się do niego.
-Obyś miał rację.- mówi.
-Mam. Zobaczysz, że mam.- całuje ją w czoło.
***
Odwozi ją taksówką pod dom. Wychodząc prosi taksówkarza, aby na niego czekał. Emily zabiera szpilki, które ściągla kiedy tylko wsiedli do samochodu. Ma zamiar ubrać je na stopy, które ją bolą, bo pomimo tego, iż są wygodne, to jednak tańczyła w nich całą noc.
-Nie wiem czy je założę. Chyba mam przypuchnięte stopy.- uśmiecha się.
-Więc ich nie zakładaj.- mówi Mario.
-Ciekawe jak dojdę do domu?
-Mam pomysł. Wysiądź.- prosi, a gdy ona to robi, on po prostu bierze ją na ręce. Jest zaskoczona.
-Wariat.-śmieje się.
-Ale lubisz tego wariata.- komentuje niosąc ją pod drzwi. Nie puszcza jej, a ona otwiera drzwi kluczem. Mario wnosi ją do domu, dopiero tam stawia ją na nogi.
-Jesteś wariatem, ale kochanym.- mówi mu, a on się uśmiecha.- Dziękuję nie tylko, że mnie tu przyniosłeś. Dziękuję, za zaproszenie. Nie masz pojęcia jak wspaniale się bawiłam.
-To ja dziękuję tobie, że zechciałaś mi towarzyszyć. To prawda, było wyjątkowo.- patrzy na nią.- Ty jesteś wyjątkowa, Emi.- wyznaje.- Wiem to od momentu, w którym pojawiłaś się w życiu moim i mojej córeczki.- patrzy jej w oczy.- Za te kolory, które wniosłaś do naszego życia powinienem cię nieść nie tylko ten kawałek.
-Mario...
-Cii.-patrzy na nią.- Dziękuję, Emi. Nie tylko za dzisiaj. Przecież wiesz...- robi krok w jej stronę po czym kładzie dłoń na jej policzku i delikatnie całuje ją w czoło. Ma się odsunąć, powinien to zrobić, a jednak robi coś zgoła innego. Jest zaskoczona, kiedy czuje ciepłe wargi Mario na swoich ustach. Kiedy jego wargi delikatnie napierają na jej, ona oddaje pocałunek. I być może Mario w taksówce dotyka swoich ust, nadal czując na nich wargi Emily. Być może również dziewczyna zasypia czując usta piłkarza na swoich.
***
No i się pocałowali!
Co myślicie?
Podjeżdżają pod dom piłkarza. Mario, który siedzi na miejscu pasażera, spogląda na Emily. Dziewczyna nie gasi silnika samochodu, ponieważ jest pewna, iż on pożegna się z nią i pójdzie do domu.
-Napijesz się ze mną herbaty?- pyta piłkarz, a ona spogląda na niego.- Jeśli masz inne plany, to w porządku...
-Chętnie napiję się z tobą herbaty.- odpowiada dziewczyna. Idą więc do domu. Mario wstawia wodę, a ona ustawia kubki na stole, wrzuca liście herbaty. Potem zajmuje miejsce na jednym z krzeseł. Piłkarz krząta się po kuchni, wyciąga ciasteczka, po czym kładzie na stoliku. Kiedy woda wrze zalewa herbatę, a następnie przenoszą się do salonu.
-Pusto tu bez Jull.- mówi Mario.-Wiem, że o tej porze i tak by spała, ale świadomość, że jej nie ma w domu jest przygnębiająca, choć jest u moich rodziców.
-Jesteś bardzo silnie z nią związany, co nie jest dziwne, jesteś w końcu jej tatą.- mówi Emily.
Mario przez chwilę milczy.
-Przeszły emocje dotyczące czerwonej kartki?- pyta dziewczyna.
-Nie do końca, ale nie chcę o tym mówić, zamęczać cię tym, nie potrzebujesz tego...
-W tym momencie najważniejsze jest to, czego ty potrzebujesz. Ja jestem tu dla ciebie, Mario.- mówi mu, a jemu się wydaje, że słyszy Ann. Mawiała tak samo, dokładnie tak samo. I być może nie powinien jej tego mówić, ale z drugiej strony zawsze jest z nią szczery, dlaczego w tym momencie nie miałby być?
-Mówisz jak ona.- wyznaje.
-Jak kto?- dopytuje dziewczyna.
-Jak moja żona.- pada odpowiedź.- Użyłaś tych samych słów, Dokładnie tych samych.- dodaje. Emily nic nie mówi. Milczy patrząc na niego.-Przepraszam, znów mówię o Ann. Zdaję sobie sprawę, że wszystkich tym zamęczam.- tłumaczy.- Twoje słowa po prostu przypomniały mi podobne sytuacje. Przepraszam...
-Hej, w porządku.- mówi dziewczyna dotykając jego dłoni. Mario spogląda na ich dłonie, nie cofa swojej, wręcz przeciwnie, ściska dłoń niani.To mały dotyk, pewna mała bliskość, ale on tego potrzebuje. Właśnie w tej chwili.- To nieprawda, że nasz zamęczasz Ann. Nie czuję się zmęczona tym, że o niej mówisz, ale czuję się wyróżniona, że rozmawiasz ze mną o tym co czujesz, wspominasz przy mnie. Kiedy cię poznałam nie byłeś tak ufny, co mnie nie dziwi wszakże mnie nie znałeś. Wielu rzeczy musiałam się domyślić, zaobserwować twoje reakcje. Kiedy o niej mówiono, to sprawiało ci ból, bo przypominałeś sobie, że ją straciłeś, że jej już nie ma i nigdy nie będzie. Z jednej strony chciałeś, żeby była w pamięci i słowach bliskich osób, z drugiej cierpiałeś... Zauważyłeś, że to się zmieniło?
-Nie przestałem cierpieć...
-Nie przestałeś, ale...
-Nie chce mi się płakać za każdym razem jak ktoś o niej wspomni i za każdym razem, gdy widzę moją córkę. Mogę o niej mówić ze spokojem...
-Właśnie.- patrzy na niego.-Ta rana się goi, Mario.- mówi kładąc wolną dłoń na jego klatce piersiowej, w miejscu, gdzie bije jego serce i patrzy mu w oczy.- Powoli, ale się goi.
***
Ten wieczór nadchodzi szybko. Emily przygotowuje się do wyjścia na klubowy bankiet z Mario. Jest w łazience, poprawia makijaż, za moment ma zamiar ubrać przepiękną, czerwoną sukienkę. Ktoś puka do drzwi więc otwiera. To jej mama.
-Mario będzie za 20 minut, a ty nie masz na sobie sukienki.- zauważa.
-Już zakładam. Musiałam przypudrować nos.- uśmiecha się dziewczyna.
-Wystarczy, nie potrzebujesz pudrować nosa, wyglądasz przepięknie.- komplementuje córkę.
Chwilkę później kobieta wychodzi, ponieważ słyszy dzwonek do drzwi. Wie, że to Mario. Emily zakłada sukienkę, a następnie zakłada szpilki, w tym czasie Alice wpuszcza gościa. Mario wygląda wspaniale w dopasowanym garniturze.
-Dobry wieczór.- wita się.
-Dobry wieczór. Zapraszam. - odpowiada pani doktor.- Moja córka za moment zejdzie.- tłumaczy.- Może usiądziesz?
-Tak, chętnie.- zgadza się chłopak więc oboje podążają w stronę salonu. Tam Mario zajmuje miejsce na sofie.
-Napijesz się czegoś?
-Dziękuję.- odpowiada.- Usiądź ze mną, Alice.- prosi więc mama Emily zajmuje miejsce obok niego.
Mario patrzy na nią przez moment. -Czy mam odwieźć Emily przed 24?- pyta Mario i się uśmiecha. Alice się śmieje.
-Tak, koniecznie zanim zegar zacznie wybijać północ.- odpowiada żartem. Przygląda się mężczyźnie.
-Przyglądasz mi się badawczo.- zauważa piłkarz.- Znam ten wzrok. Zawsze tak patrzysz podczas sesji.- mówi.
-To nie sesja.- odpowiada pani doktor.
-No właśnie więc skąd ten wzrok?- pada pytanie.
-Skrzywienie zawodowe, przepraszam.- odpowiada Alice.- Mam nadzieję, że będziecie się wspaniale bawić. I że nie odwieziesz mojej córki przed północą, bo to będzie oznaczać, zgoła co innego niż dobrą zabawę.- spogląda na niego.
-Emily jest wspaniałą kobietą, przy niej nie można źle się bawić. Więc nie czekaj na nas.- pada odpowiedź. W tym momencie pojawia się córka Alice. Mario zauważa ją pierwszy. Wstaje od razu i podchodzi do niej.-Przepięknie wyglądasz.- komplementuje ją. Dziewczyna faktycznie wygląda pięknie. Sukienka idealnie leży, podkreśla jej szczupłą sylwetkę.Sukienka nie ma głębokiego dekoltu, Mario wie dobrze z jakiego powodu Emily właśnie taką wybrała. Nie jest za krótka, bo sięga dziewczynie do połowy ud. Emily ma na stopach wysokie szpilki, dzięki nim jest tylko odrobinę niższa od niego.
-Dziękuję.- dopowiada dziewczyna. - Rozmawialiście o mnie?- pyta spoglądając na mamę.
-Tak, mówiłam Mario, że masz wrócić przed północą, ale nie zgodził się ze mną.- uśmiecha się Alice. Na twarzy Mario również maluje się uśmiech.
-Idziemy?- pyta Emily.
-Tak.- odpowiada dziewczyna więc wychodzą.
***
-Denerwuję się.- mówi Emily chwilę przed tym jak samochód, którym jadą zatrzymuje się przed lokalem, w którym ma być impreza. Mario spogląda na nią.
-Czym się denerwujesz, co?- pyta patrząc na jej twarz szukając oznak dyskomfortu.
-Bywałam w różnych miejscach i imprezach, ale nigdy nie byłam na takiej.- tłumaczy.
-Ona niczym się nie różni od tych, na których miałaś okazję być. Nie masz się czym denerwować.- uspakaja ją.- A, zapomniałem ci powiedzieć, że na części oficjalnej będą dziennikarze, ale to potrwa może z godzinę. Później będzie już bardziej prywatnie.- tłumaczy.- Niestety, tak musi być. Klub musi wypełnić zobowiązania, my również.
-Z nami też będą rozmawiać?- pyta dziewczyna.
-Mogą zadawać pytania, na które niekoniecznie trzeba odpowiedzieć.Nie martw się. Poradzimy sobie, tak?- patrzy na nią.
-Nie jestem jakąś wielką fanką piłki, nie śledzę na bieżąco...- Mario przerywa jej chwytając ją za rękę, a drugą dotykając delikatnie jej policzka.- Nie martw się, tak?- patrzy jej w oczy.- zaufaj mi.
-Ufam.
-Dobrze.- samochód zatrzymuje się więc Mario wysiada najpierw, okrąża samochód po czym otwiera drzwi i podaje rękę Emily i tym samym pomaga jej wysiąść z samochodu. Oczywiście przed wejściem są fotoreporterzy. Mario zamyka drzwi, a potem staje obok Emily, obejmuje ją w pasie po czym idą w stronę wejścia do budynku. Flesze aparatów błyskają, ale wszystko odbywa się z kulturą, fotoreporterzy nie podchodzą zbyt blisko. Wchodzą do budynku, a następnie Mario przywołuje windę. Kiedy są w środku, sami, Emily śmieje się.
-Co cię tak rozbawiło?- pyta Mario.
-Jak szliśmy to byłam w stanie myśleć tylko o jednym.- mówi dziewczyna.
-O czym?
-Żeby się nie potknąć i nie wylądować na chodniku przed tymi wszystkimi fotoreporterami.- patrzy na niego.
-Nie pozwoliłbym na to.- mówi z przekonaniem chłopak. Winda się otwiera. I kiedy kilkanaście sekund później wchodzą na salę bankietową, do Emily dociera jak bardzo ekskluzywna jest to impreza. Być może nie interesuje się mocno piłką nożną, ale wiele osobistości znajdujących się na sali zna. I cóż... nie spodziewała się nigdy, że będzie miała okazję je poznać.
***
Dziennikarz podchodzi do nich zaraz po tym jak witają się z władzami klubu,
-Dobry wieczór.- wita się mężczyzna.- Czy mogę państwu na moment przeszkodzić i zadać kilka pytań?- pyta.
-Tak, oczywiście.- zgadza się piłkarz. Więc rozmawiają, a Emily słucha. Potem dziennikarz zwraca się do dziewczyny. Pyta ją o piłkę,
-Oczywiście kibicuję Borussi Dortmund, ale oglądam tylko i wyłącznie mecze BvB. Nie śledzę na bieżąco meczów całej bundesligi.
-Czy kibicuje pani osobiście? Bywa pani na meczach?
-Kilka razy mi się zdarzyło. Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będę mieć okazję być wśród kibiców na stadionie. - spogląda na Mario.
-Na pewno.- zapewnia piłkarz.
-To zupełnie coś innego kibicować przed tv, a być tam, wśród kibiców. Inna rzeczywistość. Niesamowite uczucie. Trudno to wytłumaczyć, ale wszyscy chyba będą wiedzieć o czym mówię.- uśmiecha się.
-Tak, ten klimat jest wyjątkowy.- przyznaje dziennikarz.
-I śpiew. To naprawdę niesamowite usłyszeć "You'll never walk alone" zaśpiewane przez tyle tysięcy gardeł.- zerka na Mario, który również na nią patrzy.
-Tak, to jest niesamowite.- zgadza się dziennikarz.- Życzę udanego wieczoru.
Ten wieczór, noc jest udana. Najpierw jedzą pyszną kolację w otoczeniu piłkarz i ich partnerek, oraz władz klubu. Potem tańczą i Emily tej nocy dowiaduje się, jak dobrym tancerzem jet Mario. Nie miała bowiem o tym pojęcia. Spędza z nim na parkiecie mnóstwo czasu, bawi się wyśmienicie. Mario tej nocy dużo się śmieje. Właściwie uśmiech nie schodzi mu z twarzy, a ona się cieszy, bo przez czas, który go zna, za dużo widziała smutku na jego twarzy. Jest z nim, obok, rozmawia z nim, bawi się, śmieje. I choć wie od dawna, jak wspaniałym mężczyzną jest Mario, to tego wieczoru po raz kolejny się o tym przekonuje. I wie już dlaczego Ann tak mocno go kochała. Widzi to na co dzień, widzi teraz.
-Zamyśliłaś się.- zauważa Mario przyglądając jej się badawczo.-Wszystko w porządku?- pyta.
-Tak, jak najbardziej w porządku.-uśmiecha się do niego.- Idziemy na parkiet?- pyta.
-O to samo miałem zapytać.- uśmiecha się piłkarz biorąc ją za rękę i prowadząc na parkiet.
Marco obejmuje Natalie ramieniem po czym delikatnie się nachyla.
-Patrzę na Mario i wiesz co?- zwraca się do żony.
-Co?
-Już kiedyś go takiego widziałem.- mówi.- Wtedy, kiedy zakochiwał się w Ann.- mówi poważnie. Natalie spogląda na niego uważnie.
-Marco...
-Jeśli ktoś jest w stanie sprawić, by Mario znów pokochał. to właśnie ona.- mówi patrząc na Emily.- Jestem pewien, że już to sprawiła. Być może jeszcze do tego nie doszli, ale wystarczy na nich popatrzeć. Spójrz na nich.- mówi.- To nie będzie łatwe i proste, ale warte walki. A oni obydwoje potrafią walczyć.- twierdzi. Natalie przytula się do niego.
-Obyś miał rację.- mówi.
-Mam. Zobaczysz, że mam.- całuje ją w czoło.
***
Odwozi ją taksówką pod dom. Wychodząc prosi taksówkarza, aby na niego czekał. Emily zabiera szpilki, które ściągla kiedy tylko wsiedli do samochodu. Ma zamiar ubrać je na stopy, które ją bolą, bo pomimo tego, iż są wygodne, to jednak tańczyła w nich całą noc.
-Nie wiem czy je założę. Chyba mam przypuchnięte stopy.- uśmiecha się.
-Więc ich nie zakładaj.- mówi Mario.
-Ciekawe jak dojdę do domu?
-Mam pomysł. Wysiądź.- prosi, a gdy ona to robi, on po prostu bierze ją na ręce. Jest zaskoczona.
-Wariat.-śmieje się.
-Ale lubisz tego wariata.- komentuje niosąc ją pod drzwi. Nie puszcza jej, a ona otwiera drzwi kluczem. Mario wnosi ją do domu, dopiero tam stawia ją na nogi.
-Jesteś wariatem, ale kochanym.- mówi mu, a on się uśmiecha.- Dziękuję nie tylko, że mnie tu przyniosłeś. Dziękuję, za zaproszenie. Nie masz pojęcia jak wspaniale się bawiłam.
-To ja dziękuję tobie, że zechciałaś mi towarzyszyć. To prawda, było wyjątkowo.- patrzy na nią.- Ty jesteś wyjątkowa, Emi.- wyznaje.- Wiem to od momentu, w którym pojawiłaś się w życiu moim i mojej córeczki.- patrzy jej w oczy.- Za te kolory, które wniosłaś do naszego życia powinienem cię nieść nie tylko ten kawałek.
-Mario...
-Cii.-patrzy na nią.- Dziękuję, Emi. Nie tylko za dzisiaj. Przecież wiesz...- robi krok w jej stronę po czym kładzie dłoń na jej policzku i delikatnie całuje ją w czoło. Ma się odsunąć, powinien to zrobić, a jednak robi coś zgoła innego. Jest zaskoczona, kiedy czuje ciepłe wargi Mario na swoich ustach. Kiedy jego wargi delikatnie napierają na jej, ona oddaje pocałunek. I być może Mario w taksówce dotyka swoich ust, nadal czując na nich wargi Emily. Być może również dziewczyna zasypia czując usta piłkarza na swoich.
***
No i się pocałowali!
Co myślicie?
wtorek, 13 grudnia 2016
51. Sprawiedliwość...
Broni ich przed tym jak może, robi wszystko, a Sebastian po prostu pozwala mu działać, nie mówiąc nic, nie naciskając na niego, ale też nie robiąc nic ponad to, co robi jego partner. Nie chce, nie może, nie czuje się na siłach angażować w sprawę, choć to najbardziej on powinien to robić. Boi się jednak. Nigdy nie był tchórzem, w tym jedynym momencie jednak postanowił nim być, to zdarzenie sprawiło, że stał się wycofany.
***
Jest zrezygnowany, kiedy wraca do mieszkania. Jest przygnębiony, zły, ba, jest wściekły. Po raz kolejny okazało się bowiem, że adwokat oskarżonego zastosował kolejną sztuczkę. Niestety. musi powiedzieć o tym Sebie ponieważ on nie zdecydował się na wizytę w kancelarii.
Otwiera drzwi i wchodzi do środka. W mieszkaniu jest cicho, ale to nic nowego. Jest pewien iż jego partner znów leży na sofie przed tv, a telewizor jest przyciszony. Ostatnio zdarza się tak często. Odkłada klucze na stolik po czym ściąga bluzę i buty. Już na bosaka idzie w stronę salonu, jednak nie znajduje tam partnera. Kolejnym pomieszczeniem, do którego się kieruje jest sypialnia. Sebastian siedzi oparty o poduszki na ich łóżku i czyta. Jednak kiedy orientuje się, że już nie jest sam, podnosi wzrok i na jego twarzy pojawia się mały uśmiech.
-Cześć.- mówi.
Mark spogląda na swojego partnera, po czym po prostu podchodzi i siada na skraju łóżka. Nie patrzy na Sebę i tamtego to niepokoi. W końcu z ust młodszego z mężczyzn pada pytanie, którego Mark nie chce usłyszeć.
-Wywinie się, tak?- pyta młodszy.
-Nie pozwolę na to, Sebastian.- spogląda mu w oczy.- Próbują go uniewinnić na różne sposoby, ale im na to nie pozwolę. Nie pozwolę.- powtarza z desperacją w głosie. Tak, jest zdesperowany. I jeszcze jedna myśl chodzi mu po głowie, ale nie może się nią podzielić ze swoją drugą połową. Wie, że nigdy by mu na to nie pozwolił.
***
Kiedy Emily zjawia się w jego domu z Julie, on siedzi przed laptopem. Uśmiecha się od razu, kiedy jego córka zjawia się w salonie, a na jego widok zaczyna biec. Zawsze, kiedy się chwilę nie widzą, niezależnie czy to dwie godziny, doba, czy dwie doby, ona reaguje w ten sam sposób. Po prostu biegnie do niego, po czym wtula się w jego ramiona. Uwielbia takie momenty. W takich chwilach, kiedy trzyma ją w ramionach i całuje jej pulchne policzki, ma wrażenie, że ma w ramionach cały swój świat.
-Jesteś.- mówi mu swoim dziecięcym głosem, sepleniąc nieznacznie, a on uśmiecha się jeszcze szerzej.
-Ja też tęskniłem kochanie.- mówi jej z czułością i bierze na kolana. Mała tuli się do niego jakby przynajmniej nie widziała go kilka dni, a przecież nie było go około 3 godziny. Mario spogląda na Emily, która patrzy na nich z uśmiechem.- No co?- pyta piłkarz.
-Córunia tatunia.- kwituje dziewczyna, a mała próbuje powtórzyć słowa swojej niani, co wychodzi jej przekomicznie więc wywołuje śmiech dwójki dorosłych osób będących z nią w pokoju. A kiedy śmiech znika, Mario spogląda na Emily.
-Pojedziesz z nami na zakupy?- pyta mężczyzna.-Julie potrzebuje nowe ubrania, niektóre przecież są już trochę małe, a ja... - patrzy na nią.- Pomożesz mi coś sensownego wybrać?- pyta.- Nie chcę tłumu pań nad Jull, wiesz, że tego nie lubi...
-Wiem.
-Proszę.
-Nie musisz prosić, oczywiście, że z wami pojadę, choć myślę, że mogę być zbędna, bo masz świetny gust i zawsze kupujesz jej ładne rzeczy.
-Tym razem potrzebuję kobiecej ręki.- mówi jej.
***
Zakupy z Mario okazują się niełatwą sprawą ponieważ wiele osób chce sobie zrobić z nim zdjęcie. Mario po chwili jest tym odrobinę zmęczony, ale nie odmawia. Nie chce być niemiły. Emily to nie przeszkadza, do momentu, w którym okazuje się, iż tych osób przebywa. Wtedy też mówi mu po cichu, że ona z Jull pójdzie wybrać kilka rzeczy, a on może dołączyć do nich za moment. Chłopak posyła jej przepraszający uśmiech.
Kiedy Mario je znajduje, Emily akurat ogląda sukienkę dla jego córki.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wypowiada piłkarz jak już się zjawia.
-W porządku.- odpowiada.- Podoba ci się?- pyta pokazując sukienkę. Mario uśmiecha się, bo oczyma wyobraźni widzi w niej swoją córeczkę. Potem kupują ją wraz z innymi rzeczami dla Julie.
***
Wkłada rzeczy do bagażnika, po czym odbiera Julie od Emily, aby posadzić małą do fotelika i przypiąć. Zaraz potem miejsce obok dziewczynki zajmuje niania, a on sam siada za kierownicę.
Kiedy wyjeżdża z parkingu i włącza się do ruchu dzwoni jego telefon. Odbiera na głośnomówiącym ponieważ nie ma zestawu.
-No cześć Marco.- mówi.
-Cześć. Nie przeszkadzam?- pyta przyjaciel.
-Nie, spoko. co tam?
-Wychodzimy wieczorem.- mówi blondyn, a Mario nie za bardzo rozumie o co mu chodzi.
-Nie rozumiem.
-Idziemy do kina, za moment rezerwuję bilety dla sześciu osób.
-Marco mówisz zagadkami...
-Moi rodzice zajmą się dziećmi, a my wychodzimy. Zaraz zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że da się namówić. Do Agnes i Ricky'ego już dzwoniłem... Jull uwielbia moją mamę, więc myślę, że bez problemu zostanie, poza tym będą Cass i Olie więc nie będzie problemu...
-Wszystko zaplanowałeś...
-Nie planowałem, to pełen spontan. Z planów nigdy nic nie wychodzi. Poza tym potrzebujemy wolnego wieczoru...
-Marco...
-Nie przyjmuję odmowy. Nie ma opcji. Jeszcze zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że nie ma planów...
-Emily cię słyszy, jest ze mną.- mówi Mario.
-To super, nie będę musiał ponownie tłumaczyć. Nie protestowała więc uznam, że ma ochotę z nami wyjść.- mówi blondyn. Mario spogląda w lusterko, a dziewczyna uśmiecha się.
-Co ty na to Emi?- pyta jej Mario.
-Myślę, że to będzie miły wieczór.- pada odpowiedź, a Marco ją słyszy.
-I taka postawa mi się podoba!- kwituje.
-Marco, a jeśli Jull...
-Julie będzie grzeczna, nie pierwszy raz ma styczność z moimi rodzicami. Poradzą sobie. Nic jej nie będzie, nie martw się na zapas. Do zobaczenia. Zadzwonię jeszcze jak zarezerwuję bilety.
-Oki.
***
Ten wieczór zaczyna się w kinie. Marco oczywiście konsultował wybór filmu z zainteresowanymi. Film spełnia oczekiwania, jest tak dobry jak mówią recenzje. Po seansie idą na późną kolację do miłej knajpki.Jest dużo rozmów, żartów, śmiechu, anegdot. Bawią się świetnie, a Emily po raz kolejny przekonuje się jak wszyscy są bliskimi sobie ludźmi, jak dobrymi są przyjaciółmi. Lubi ich wszystkich. Akurat Marco prosi kelnerkę o rachunek, kiedy dzwoni telefon Ricky'ego. Chłopak spogląda na wyświetlacz.
-Kto to?- pyta Agnes kiedy widzi minę swojego mężczyzny.
-Seba...- odpowiada po czym odbiera.- Cześć Sebastian.
-Cześć. Przepraszam, że zawracam ci głowę, ale potrzebuję numer do twojego ojca. Zgubiliśmy wizytówkę.- tłumaczy pośpiesznie.- Muszę się z nim skontaktować.- dodaje.
-Co się stało?- pyta Ricky, bo słyszy ton głosu Sebastiana.
-Mark do niego poszedł i po prostu sam wymierzył sprawiedliwość.- odpowiada chłopak.- Myślę, że będzie potrzebował dobrego adwokata. Naprawdę dobrego.- dodaje.
-Pobił go?- zadaje pytanie, bo dociera do niego powaga sytuacji.
-Twierdzi, że po prostu dał mu w pysk, ale nie wierzę, że tylko raz. Myślę, że na jednym razie się nie skończyło.
-Dasz mi go?
-Zamknął się w łazience, chyba bierze prysznic. Pytałem kilkakrotnie, ale cały czas się zapierał, że go nie pobił.- mówi.- Jednak z drugiej strony on był wściekły. Była dziś w kancelarii, znów coś było nie tak, widziałem to, nie wiem dlaczego nie byłem czujny, mogłem zatrzymać go w domu...
-Spokojnie. Zadzwonię do mojego ojca, oczywiście zaraz wyślę ci też numer do niego i do adwokata. Wszystko będzie ok.
-Chciałbym... Mam dość tej sytuacji, sprawy i nie chcę, aby Mark miał kłopoty. Nie powinien był...
-Wiem, ale z drugiej strony nie dziwię mu się. Szczerze mówiąc tamten zasłużył na porządne lanie. Taka jest prawda Seba... Zaraz wysyłam numer. Trzymaj się.
-Dzięki.
Wysyła smsa, po czym wysyła również do ojca, krótko tłumacząc sytuację. A potem odkłada telefon. Widzi pytające spojrzenie przyjaciół i swojej drugiej połówki.
-Mark poszedł do kolesia, który pobił Sebę i mu przyłożył. Tylko Seba do końca nie wie ile razy. I myśli, że Mark może mieć poważne kłopoty, co jest wysoce prawdopodobne. Tamten tak tego nie zostawi...- tłumaczy.
-Nie dziwię mu się.- mówią Mario i Marco jednocześnie.- Sprawa utknęła w miejscu, więc puściły mu nerwy...
***
Rozstają się pod knajpą. Agnes i Ricky jadą do siebie, Nat i Marco wsiadają do taksówki i również jadą do domu. Emily i Mario idą na parking, gdzie mężczyzna zaparkował, Mario ma zamiar odwieźć Emily do domu, a potem wrócić do Reusów, ponieważ tam jest jego córka, która od jakiś 3 godzin śpi. Emily próbowała wytłumaczyć mu, że może wrócić taksówką, ale nie pozwolił jej.
-Dziękuję, że z nami wyszłaś.- mówi jej Mario.
-To był przemiły wieczór.- uśmiecha się dziewczyna.- Lubię twoich przyjaciół...
-Oni są również twoimi przyjaciółmi.- poprawia ją piłkarz. Emily zdaje sobie sprawę, że po części tak jest. Oni są jej bliscy.
-Masz rację.- przyznaje.- Jak czasem przez przypadek można poznać tak wyjątkowe osoby...- zastanawia się głośno dziewczyna.
-Masz rację.- zgadza się z nią.
- Mam tylko nadzieję, że w tej sprawie, o której mówił Ricky, wszystko się ułoży...
-Nie jestem fanem przemocy, ale tamten koleś zasłużył na coś o wiele gorszego. Nie dość, że zrobił krzywdę Sebastianowi, to jeszcze próbuje za wszelką cenę uniknąć kary, a że ma wysoko postawionych znajomych tatusia, to mu się skutecznie udaje. Nie dziwię się, że Mark nie wytrzymał. Oby tylko nie wynikło z tego dla niego nic złego. Jednak wierzę, że jeśli tata Ricky'ego zajmie się sprawą, to sprawiedliwości stanie się zadość... On chce im pomóc, zrobi wszystko...
-Nie znam całej tej historii, nigdy nie pytałam... Ricky i Mark kiedyś...
-Byli razem, tak. Długo zresztą. To stara historia, niełatwa, ale to przeszłość. Każdy ruszył do przodu.
-Agnes nie jest zła, że Ricky angażuje się w sprawy byłego partnera? Nie boi się?
-Pewnie miała momenty niepewności, ale to minęło. Ona ufa Ricky'emu. Poza tym tamten związek to przeszłość. Oni mogli się zejść wiele razy, ale do tego nie doszło. Ricky pokochał Agnes, Mark ma Sebastiana... Jednak zanim doszli do tego momentu musieli przeżyć wiele trudnych chwil. Kiedyś pewnie poznasz całą tę historię.
-Nie znam jeszcze wielu wątków waszego życia...- mówi dziewczyna.
-Masz tak wiele czasu, aby je poznać, Emi.- mówi Mario spoglądając na nią.
-Cieszę się, że mam czas.- wzdycha.
-Ja również, bardzo...- pada odpowiedź. Mario wyciąga prawą dłoń i kładzie ją na dłoni Emily. Ten dotyk trwa kilka chwil, ale dla Emily to cała wieczność.
***
Parkuje pod domem dziewczyny. Wysiada, obchodzi samochód, a potem otwiera Emily drzwi.
-Dziękuję.- mówi jej.
-To ja dziękuję, bo mogłam spędzić czas w przemiłym towarzystwie.- odpowiada.
-Powtórzymy to niebawem, mam nadzieję.- patrzy na nią.- Miałem to zrobić wcześniej, ale nie zrobiłem tego, chciałem zapytać kiedy będziemy sami...- mówi, a ona nie ma pojęcia o czym mowa.- czy zechcesz towarzyszyć mi na klubowym bankiecie?- pyta patrząc jej w oczy.
-Zapraszasz mnie na klubowy bankiet?- dziwi się.-
-Tak, bardzo bym chciał, abyś mi towarzyszyła.- powtarza.- Proszę powiedz tak.- dodaje. Emily przez chwilę trzyma go w niepewności, ale kiedy w końcu odpowiada "tak" Mario się uśmiecha.
***
Przepraszam za zwłokę ;)
***
Jest zrezygnowany, kiedy wraca do mieszkania. Jest przygnębiony, zły, ba, jest wściekły. Po raz kolejny okazało się bowiem, że adwokat oskarżonego zastosował kolejną sztuczkę. Niestety. musi powiedzieć o tym Sebie ponieważ on nie zdecydował się na wizytę w kancelarii.
Otwiera drzwi i wchodzi do środka. W mieszkaniu jest cicho, ale to nic nowego. Jest pewien iż jego partner znów leży na sofie przed tv, a telewizor jest przyciszony. Ostatnio zdarza się tak często. Odkłada klucze na stolik po czym ściąga bluzę i buty. Już na bosaka idzie w stronę salonu, jednak nie znajduje tam partnera. Kolejnym pomieszczeniem, do którego się kieruje jest sypialnia. Sebastian siedzi oparty o poduszki na ich łóżku i czyta. Jednak kiedy orientuje się, że już nie jest sam, podnosi wzrok i na jego twarzy pojawia się mały uśmiech.
-Cześć.- mówi.
Mark spogląda na swojego partnera, po czym po prostu podchodzi i siada na skraju łóżka. Nie patrzy na Sebę i tamtego to niepokoi. W końcu z ust młodszego z mężczyzn pada pytanie, którego Mark nie chce usłyszeć.
-Wywinie się, tak?- pyta młodszy.
-Nie pozwolę na to, Sebastian.- spogląda mu w oczy.- Próbują go uniewinnić na różne sposoby, ale im na to nie pozwolę. Nie pozwolę.- powtarza z desperacją w głosie. Tak, jest zdesperowany. I jeszcze jedna myśl chodzi mu po głowie, ale nie może się nią podzielić ze swoją drugą połową. Wie, że nigdy by mu na to nie pozwolił.
***
Kiedy Emily zjawia się w jego domu z Julie, on siedzi przed laptopem. Uśmiecha się od razu, kiedy jego córka zjawia się w salonie, a na jego widok zaczyna biec. Zawsze, kiedy się chwilę nie widzą, niezależnie czy to dwie godziny, doba, czy dwie doby, ona reaguje w ten sam sposób. Po prostu biegnie do niego, po czym wtula się w jego ramiona. Uwielbia takie momenty. W takich chwilach, kiedy trzyma ją w ramionach i całuje jej pulchne policzki, ma wrażenie, że ma w ramionach cały swój świat.
-Jesteś.- mówi mu swoim dziecięcym głosem, sepleniąc nieznacznie, a on uśmiecha się jeszcze szerzej.
-Ja też tęskniłem kochanie.- mówi jej z czułością i bierze na kolana. Mała tuli się do niego jakby przynajmniej nie widziała go kilka dni, a przecież nie było go około 3 godziny. Mario spogląda na Emily, która patrzy na nich z uśmiechem.- No co?- pyta piłkarz.
-Córunia tatunia.- kwituje dziewczyna, a mała próbuje powtórzyć słowa swojej niani, co wychodzi jej przekomicznie więc wywołuje śmiech dwójki dorosłych osób będących z nią w pokoju. A kiedy śmiech znika, Mario spogląda na Emily.
-Pojedziesz z nami na zakupy?- pyta mężczyzna.-Julie potrzebuje nowe ubrania, niektóre przecież są już trochę małe, a ja... - patrzy na nią.- Pomożesz mi coś sensownego wybrać?- pyta.- Nie chcę tłumu pań nad Jull, wiesz, że tego nie lubi...
-Wiem.
-Proszę.
-Nie musisz prosić, oczywiście, że z wami pojadę, choć myślę, że mogę być zbędna, bo masz świetny gust i zawsze kupujesz jej ładne rzeczy.
-Tym razem potrzebuję kobiecej ręki.- mówi jej.
***
Zakupy z Mario okazują się niełatwą sprawą ponieważ wiele osób chce sobie zrobić z nim zdjęcie. Mario po chwili jest tym odrobinę zmęczony, ale nie odmawia. Nie chce być niemiły. Emily to nie przeszkadza, do momentu, w którym okazuje się, iż tych osób przebywa. Wtedy też mówi mu po cichu, że ona z Jull pójdzie wybrać kilka rzeczy, a on może dołączyć do nich za moment. Chłopak posyła jej przepraszający uśmiech.
Kiedy Mario je znajduje, Emily akurat ogląda sukienkę dla jego córki.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wypowiada piłkarz jak już się zjawia.
-W porządku.- odpowiada.- Podoba ci się?- pyta pokazując sukienkę. Mario uśmiecha się, bo oczyma wyobraźni widzi w niej swoją córeczkę. Potem kupują ją wraz z innymi rzeczami dla Julie.
***
Wkłada rzeczy do bagażnika, po czym odbiera Julie od Emily, aby posadzić małą do fotelika i przypiąć. Zaraz potem miejsce obok dziewczynki zajmuje niania, a on sam siada za kierownicę.
Kiedy wyjeżdża z parkingu i włącza się do ruchu dzwoni jego telefon. Odbiera na głośnomówiącym ponieważ nie ma zestawu.
-No cześć Marco.- mówi.
-Cześć. Nie przeszkadzam?- pyta przyjaciel.
-Nie, spoko. co tam?
-Wychodzimy wieczorem.- mówi blondyn, a Mario nie za bardzo rozumie o co mu chodzi.
-Nie rozumiem.
-Idziemy do kina, za moment rezerwuję bilety dla sześciu osób.
-Marco mówisz zagadkami...
-Moi rodzice zajmą się dziećmi, a my wychodzimy. Zaraz zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że da się namówić. Do Agnes i Ricky'ego już dzwoniłem... Jull uwielbia moją mamę, więc myślę, że bez problemu zostanie, poza tym będą Cass i Olie więc nie będzie problemu...
-Wszystko zaplanowałeś...
-Nie planowałem, to pełen spontan. Z planów nigdy nic nie wychodzi. Poza tym potrzebujemy wolnego wieczoru...
-Marco...
-Nie przyjmuję odmowy. Nie ma opcji. Jeszcze zadzwonię do Emily, mam nadzieję, że nie ma planów...
-Emily cię słyszy, jest ze mną.- mówi Mario.
-To super, nie będę musiał ponownie tłumaczyć. Nie protestowała więc uznam, że ma ochotę z nami wyjść.- mówi blondyn. Mario spogląda w lusterko, a dziewczyna uśmiecha się.
-Co ty na to Emi?- pyta jej Mario.
-Myślę, że to będzie miły wieczór.- pada odpowiedź, a Marco ją słyszy.
-I taka postawa mi się podoba!- kwituje.
-Marco, a jeśli Jull...
-Julie będzie grzeczna, nie pierwszy raz ma styczność z moimi rodzicami. Poradzą sobie. Nic jej nie będzie, nie martw się na zapas. Do zobaczenia. Zadzwonię jeszcze jak zarezerwuję bilety.
-Oki.
***
Ten wieczór zaczyna się w kinie. Marco oczywiście konsultował wybór filmu z zainteresowanymi. Film spełnia oczekiwania, jest tak dobry jak mówią recenzje. Po seansie idą na późną kolację do miłej knajpki.Jest dużo rozmów, żartów, śmiechu, anegdot. Bawią się świetnie, a Emily po raz kolejny przekonuje się jak wszyscy są bliskimi sobie ludźmi, jak dobrymi są przyjaciółmi. Lubi ich wszystkich. Akurat Marco prosi kelnerkę o rachunek, kiedy dzwoni telefon Ricky'ego. Chłopak spogląda na wyświetlacz.
-Kto to?- pyta Agnes kiedy widzi minę swojego mężczyzny.
-Seba...- odpowiada po czym odbiera.- Cześć Sebastian.
-Cześć. Przepraszam, że zawracam ci głowę, ale potrzebuję numer do twojego ojca. Zgubiliśmy wizytówkę.- tłumaczy pośpiesznie.- Muszę się z nim skontaktować.- dodaje.
-Co się stało?- pyta Ricky, bo słyszy ton głosu Sebastiana.
-Mark do niego poszedł i po prostu sam wymierzył sprawiedliwość.- odpowiada chłopak.- Myślę, że będzie potrzebował dobrego adwokata. Naprawdę dobrego.- dodaje.
-Pobił go?- zadaje pytanie, bo dociera do niego powaga sytuacji.
-Twierdzi, że po prostu dał mu w pysk, ale nie wierzę, że tylko raz. Myślę, że na jednym razie się nie skończyło.
-Dasz mi go?
-Zamknął się w łazience, chyba bierze prysznic. Pytałem kilkakrotnie, ale cały czas się zapierał, że go nie pobił.- mówi.- Jednak z drugiej strony on był wściekły. Była dziś w kancelarii, znów coś było nie tak, widziałem to, nie wiem dlaczego nie byłem czujny, mogłem zatrzymać go w domu...
-Spokojnie. Zadzwonię do mojego ojca, oczywiście zaraz wyślę ci też numer do niego i do adwokata. Wszystko będzie ok.
-Chciałbym... Mam dość tej sytuacji, sprawy i nie chcę, aby Mark miał kłopoty. Nie powinien był...
-Wiem, ale z drugiej strony nie dziwię mu się. Szczerze mówiąc tamten zasłużył na porządne lanie. Taka jest prawda Seba... Zaraz wysyłam numer. Trzymaj się.
-Dzięki.
Wysyła smsa, po czym wysyła również do ojca, krótko tłumacząc sytuację. A potem odkłada telefon. Widzi pytające spojrzenie przyjaciół i swojej drugiej połówki.
-Mark poszedł do kolesia, który pobił Sebę i mu przyłożył. Tylko Seba do końca nie wie ile razy. I myśli, że Mark może mieć poważne kłopoty, co jest wysoce prawdopodobne. Tamten tak tego nie zostawi...- tłumaczy.
-Nie dziwię mu się.- mówią Mario i Marco jednocześnie.- Sprawa utknęła w miejscu, więc puściły mu nerwy...
***
Rozstają się pod knajpą. Agnes i Ricky jadą do siebie, Nat i Marco wsiadają do taksówki i również jadą do domu. Emily i Mario idą na parking, gdzie mężczyzna zaparkował, Mario ma zamiar odwieźć Emily do domu, a potem wrócić do Reusów, ponieważ tam jest jego córka, która od jakiś 3 godzin śpi. Emily próbowała wytłumaczyć mu, że może wrócić taksówką, ale nie pozwolił jej.
-Dziękuję, że z nami wyszłaś.- mówi jej Mario.
-To był przemiły wieczór.- uśmiecha się dziewczyna.- Lubię twoich przyjaciół...
-Oni są również twoimi przyjaciółmi.- poprawia ją piłkarz. Emily zdaje sobie sprawę, że po części tak jest. Oni są jej bliscy.
-Masz rację.- przyznaje.- Jak czasem przez przypadek można poznać tak wyjątkowe osoby...- zastanawia się głośno dziewczyna.
-Masz rację.- zgadza się z nią.
- Mam tylko nadzieję, że w tej sprawie, o której mówił Ricky, wszystko się ułoży...
-Nie jestem fanem przemocy, ale tamten koleś zasłużył na coś o wiele gorszego. Nie dość, że zrobił krzywdę Sebastianowi, to jeszcze próbuje za wszelką cenę uniknąć kary, a że ma wysoko postawionych znajomych tatusia, to mu się skutecznie udaje. Nie dziwię się, że Mark nie wytrzymał. Oby tylko nie wynikło z tego dla niego nic złego. Jednak wierzę, że jeśli tata Ricky'ego zajmie się sprawą, to sprawiedliwości stanie się zadość... On chce im pomóc, zrobi wszystko...
-Nie znam całej tej historii, nigdy nie pytałam... Ricky i Mark kiedyś...
-Byli razem, tak. Długo zresztą. To stara historia, niełatwa, ale to przeszłość. Każdy ruszył do przodu.
-Agnes nie jest zła, że Ricky angażuje się w sprawy byłego partnera? Nie boi się?
-Pewnie miała momenty niepewności, ale to minęło. Ona ufa Ricky'emu. Poza tym tamten związek to przeszłość. Oni mogli się zejść wiele razy, ale do tego nie doszło. Ricky pokochał Agnes, Mark ma Sebastiana... Jednak zanim doszli do tego momentu musieli przeżyć wiele trudnych chwil. Kiedyś pewnie poznasz całą tę historię.
-Nie znam jeszcze wielu wątków waszego życia...- mówi dziewczyna.
-Masz tak wiele czasu, aby je poznać, Emi.- mówi Mario spoglądając na nią.
-Cieszę się, że mam czas.- wzdycha.
-Ja również, bardzo...- pada odpowiedź. Mario wyciąga prawą dłoń i kładzie ją na dłoni Emily. Ten dotyk trwa kilka chwil, ale dla Emily to cała wieczność.
***
Parkuje pod domem dziewczyny. Wysiada, obchodzi samochód, a potem otwiera Emily drzwi.
-Dziękuję.- mówi jej.
-To ja dziękuję, bo mogłam spędzić czas w przemiłym towarzystwie.- odpowiada.
-Powtórzymy to niebawem, mam nadzieję.- patrzy na nią.- Miałem to zrobić wcześniej, ale nie zrobiłem tego, chciałem zapytać kiedy będziemy sami...- mówi, a ona nie ma pojęcia o czym mowa.- czy zechcesz towarzyszyć mi na klubowym bankiecie?- pyta patrząc jej w oczy.
-Zapraszasz mnie na klubowy bankiet?- dziwi się.-
-Tak, bardzo bym chciał, abyś mi towarzyszyła.- powtarza.- Proszę powiedz tak.- dodaje. Emily przez chwilę trzyma go w niepewności, ale kiedy w końcu odpowiada "tak" Mario się uśmiecha.
***
Przepraszam za zwłokę ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)