-Gotowe.- oznajmia młodszy uśmiechając się. Spogląda na Marka, który pracuje przy komputerze. - Naprawdę się cieszę, że wyjeżdżamy.- mówi mu.- Nigdy nie byłem we Francji.
-Wiem. Wiem również, że zawsze chciałeś tam być. Będziesz mieć okazję.- odpowiada starszy spoglądając na swojego partnera znad ekranu komputera.
-Paryż- miasto miłości...- wzdycha Sebastian, a Mark się uśmiecha. Uśmiecha się ponieważ jest szczęśliwy widząc swojego partnera zadowolonego. Uśmiecha się ponieważ będą mogli spędzić trochę czasu w mieście miłości. Uśmiecha się, bo wie, że tam na miejscu, być może, jeszcze bardziej uszczęśliwi swoją drugą połowę. Jednak o tym Seba nie ma pojęcia. Jeszcze nie wie...
***
Wybierają razem film, który najbardziej im odpowiada, Mario kupuje bilety, a potem idą na seans. Podczas filmu jedzą popcorn, którego być może, a raczej na pewno, piłkarz nie powinien jeść, jednak Mario robi wyjątek tego wieczoru. Kiedy seans się kończy opuszczają kino. Jednak to jeszcze nie koniec wieczoru, jak się okazuje. Piłkarz zabiera Emily do przytulnej knajpy, gdzie podają przepyszne jedzenie. Zamawiają, a w oczekiwaniu na dania dużo rozmawiają na przeróżne tematy.Dużo się śmieją tego wieczoru, co zauważają ludzie, którzy ich otaczają. Wśród nich jest wielu kibiców dortmundzkiej drużyny, jednak nikt nie zakłóca im spokoju. Nikt nie prosi o autografy, o fotki. Ludzie rozumieją, że czasem ich ulubieńcy, a Mario bez wątpienia jest ulubieńcem kibiców, również potrzebują chwili prywatności. Ten wieczór bez wątpienia jest takim momentem więc kibice to szanują. Poza tym naprawdę miło im oglądać Mario tak zrelaksowanego i śmiejącego się momentami do łez. Od śmierci jego żony mieli nieliczne okazje widzieć go w tak dobrym nastroju.
***
-Jutro o tej porze będziemy we Francji.- uśmiecha się Sebastian układając głowę na ramieniu kochanka. Mark również się uśmiecha, bo nastrój partnera udziela mu się. Seba cały dzień cieszy się z wyjazdu, Mark również, choć mniej to okazuje. On ma zamiar cieszyć się najbardziej na miejscu, wtedy, kiedy zrealizuje wszystkie plany, które ma. A ma ich wiele.
***
-To było obżarstwo.- mówi Mario, kiedy opuszczają lokal.
-Masz rację.- przyznaje jego towarzyszka.- Teraz pasowałoby to wszystko jakoś spalić, ale o tej porze to nie mam pojęcia jak.- mówi.
-Idziemy na spacer?- pyta chłopak.
-Możemy.- zgadza się Emily. Więc idą. I znów się śmieją, znów rozmawiają, znów żartują. A potem dziewczyna jest bardzo zaskoczona, kiedy chłopak wskazuje jej na szyld klubu, pod którym się znaleźli. Nie planowali tego, po prostu szli spacerkiem, rozmawiając.
-Wejdziemy?- pyta piłkarz.
-Chcesz?- dopytuje dziewczyna, bo chce aby czuł się komfortowo.
-Nie pytałbym gdybym nie chciał.- pada odpowiedź, więc ona się zgadza. Wchodzą. I zostają dłużej niż planowali. Czas w klubie wypełniony jest tańcem i śmiechem, kiedy odpoczywają siedząc na sofie w prywatnej loży, którą Mario udało się wynająć. Pomógł mu status piłkarza. Zegar wskazuje 3:18, gdy wysiadają z taksówki pod domem Emily. Mario każe taksówkarzowi na niego poczekać, a potem odprowadza Emily pod drzwi domu.
-Dziękuję.- mówi uśmiechając się do dziewczyny.-To był wspaniały wieczór.- mówi.
-Dziękuję za zaproszenie.- odpowiada dziewczyna.- I potwierdzam to był wyjątkowy wieczór.- dodaje.
-Mam nadzieję, że będzie więcej...- mówi piłkarz patrząc jej w oczy.
-Ja też...- odpowiada dziewczyna.- Dobranoc...- dodaje uśmiechając się.
-Dobranoc.- odpowiada chłopak, a potem robi krok w jej stronę. Nachyla się i delikatnie ustami muska jej policzek, a potem ona jest pewna, że się odsunie. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ zaraz potem czuje jego usta na swoich. Ten pocałunek nie jest zachłanny, jest delikatny, ale stanowczy. Nie jest przypadkowy. I nie trwa ułamki sekund, a dłuższą chwilę. Kiedy się kończy, Mario nie odsuwa się i nie odchodzi, a obejmuje ją i przytula. A potem Emily słyszy jego cichy szept.- Jest mi dobrze, kiedy jesteś blisko. Czuję...- przerywa, bo nie wie jakich użyć słów.- Nie jesteś tylko moją przyjaciółką... Czuję... Ja...- nie wie co ma powiedzieć.
-Spokojnie...- odpowiada dziewczyna.- Nie musisz...
-Chcę...- przerywa jej.- Sprawiłaś... Sprawiasz...- próbuje wyjaśnić, ale plączą mu się słowa, myśli. Bierze oddech.- Kiedy ona odeszła, byłem pewien, że już nigdy nic nie poczuję, nic prócz bólu, że już zawsze w moim sercu będzie pustka, ale ty sprawiasz, że tak nie jest. Już tak nie jest.- mówi i milknie. Milczy ponieważ wie, iż ona rozumie. Wie to, kiedy dziewczyna odsuwa się od niego odrobinę i patrzy mu w oczy. A potem całuje go w policzek.
- Cieszę się.- mówi. Tylko tyle i aż tyle.
- Cieszę się.- mówi. Tylko tyle i aż tyle.
-Ja też.- mówi piłkarz.- Ale też się boję.- dodaje. A ona nie jest zaskoczona tymi słowami. Wcale.
-Wiem, rozumiem. W porządku.- gładzi palcami jego policzek.- Rozumiem, naprawdę.- zapewnia, ponieważ tak właśnie jest.
Mario pochyla się tak, że ich czoła się stykają. Obejmuje ją. Przez chwilę zamyka oczy, a potem je otwiera.
-Powoli dobrze?- szepce jej w usta, a ona potakuje kiwnięciem głowy. A potem po raz kolejny czuje jego ciepłe usta na swoich. I być może chciałaby zatrzymać czas w tym magicznym momencie. Chciałaby tak zostać. Niestety czar pryska, a Mario chwilę później odjeżdża w taksówce. Jego słowa jednak brzmią jej w uszach kiedy się kładzie i kiedy zasypia. I on również o niej myśli siedząc otulony kocem, w łóżku ze zdjęciem Ann w dłoni.
-Co ja mam zrobić, Ann?- pyta tak, jakby spodziewał się usłyszeć odpowiedź. Wie jednak, że nie usłyszy.
***
Mark jest trochę zmęczony, kiedy w końcu meldują się w hotelu w Paryżu. Sebastian natomiast tryska entuzjazmem i w ogóle nie widać po nim zmęczenia. Jednak, kiedy już są w pokoju, również i on, zaraz po odświeżeniu się, kładzie się na łóżku, na którym już leży Mark i po prostu chwilę później zasypia. I to Mark jest tym, który budzi się pierwszy jakieś 3 godziny później. Nie chce budzić Sebastiana toteż wychodzi z sypialni i dopiero wtedy dzwoni do recepcji, aby dostać informacje, o które mu chodzi. Później, gdy Sebastian wstaje idą na obiad do jednej z przytulnych paryskich restauracji, a potem spacerują ulicami miasta. Nie spieszą się ze zwiedzaniem ponieważ będą mieli na to jeszcze sporo czasu. Spacerują i po prostu się cieszą.
***
Choć pojechał na trening z entuzjazmem, energią i wielką chęcią, to jednak potem, w trakcie, kiedy czuje znów ból mięśni i tym razem nie tylko w udzie, nie jest już tak bardzo entuzjastycznie nastawiony. Nie kończy treningu z drużyną. Ma konsultację z lekarzem i potem fizjoterapeuta masuje go, próbując z nim rozmawiać, żartować, ale Mario jest cichy. Za cichy. Martwi się, bo nie ma pojęcia co dzieje się z jego ciałem. Wie, że dzieje się coś niedobrego, ale jeszcze nie ma pojęcia co. Stara się wmawiać sobie, że po prostu potrzebuje dłuższej regeneracji po meczu, może ma słabszy czas, ale z drugiej strony podświadomie czuje, że nie tylko takie są powody. Zna dobrze swój organizm i jest pewien, że coś jest nie tak. Boi się.
***
Jest zaskoczona, kiedy otwiera drzwi i okazuje się, że rodzice Ann przyjechali. Zawsze uprzedzają bowiem, tym razem nie miała pojęcia, iż się pojawią, ale przyjmuje ich ciepło. Julie też praktycznie od razu zaczyna się z nimi bawić, więc Emily jej na to pozwala znikając w kuchni, aby przygotować herbatę. Jest w trakcie podawania jej, gdy w domu zjawia się Mario. Jest zaskoczony widokiem gości, ale wita się z nimi, a potem pije z nimi herbatę. A gdy dziadkowie wychodzą z wnuczką do ogrodu, on opiera się ciężko o oparcie sofy i wzdycha. Emily wie, że coś jest nie w porządku, wiedziała to odkąd się pojawił, jednak nie mogła zapytać, ponieważ nie wiedziała, czy on zechce mówić o tym przy teściach. Zajmuje miejsce obok niego i kładzie dłoń na jego dłoni.
-Co się dzieje?- pyta.- Bo coś jest nie tak, prawda? Jesteś zmartwiony.- mówi, a on spogląda na nią. Jest zmartwiony i to widać na pierwszy rzut oka.
-Nie dokończyłem treningu.- mówi.
-Dlaczego?
-Ponieważ nie byłem w stanie. Tak bolały mnie mięśnie, że nie mogłem.- odpowiada na jej pytanie.- Coś jest nie tak, Emi.- mówi patrząc na nią.- Czuję to, wiem to.- mówi.
-Spokojnie, to na pewno przejściowe.- pociesza go.
-Nie.- kręci przecząco głową.- Coś jest nie tak.- powtarza.- Znam moje ciało, swój organizm. Wiem, kiedy dzieje się coś złego. To nie jest zwykłe przeciążenie mięśni. Zresztą nie miałem aż takiego obciążenia, żeby moje ciało reagowało w ten sposób. To niemożliwe.- patrzy jej w oczy.
-Rozmawiałeś o tym z ludźmi w klubie? Z fizjoterapeutą czy lekarzem?-pyta dziewczyna.
-Tak, fizjoterapeuta zajął się mną, gdy trener kazał mi przerwać trening. Mam też spotkać się z lekarzem, ale dzisiaj akurat go nie było. Myślę, że będą szukać przyczyny.- odpowiada.- I nie mam pojęcia co znajdą, ale coś na pewno.- dodaje.
-Mario...- zwraca się do niego.
-Boję się, że to coś poważnego... Jestem pewien, że to nie błahostka. Czuję to, Emi.- mówi.
-Spokojnie.- próbuje go uspokoić, ale na niewiele się zdają jej słowa. Bo on jest coraz bardziej smutny. Splata swoje palce z jego palcami, Mario spogląda na ich złączone dłonie. Nie cofa dłoni.- Niezależnie co to jest, wiem, iż wszystko będzie dobrze.- mówi mu.- Jestem tego pewna. Jeśli nawet coś ci dolega, to lekarze szybko znajdą przyczynę i będą mogli ci pomóc. To ważne, abyś przestał odczuwać ból i dyskomfort.- tłumaczy ze spokojem.
-Wiem, że tak powinienem do tego podchodzić, ale tym razem nie potrafię.- tłumaczy jej.- Czuję jakiś dziwny niepokój. Nie czułem się tak nawet wtedy, kiedy borykałem się z poważnymi kontuzjami.- dodaje.-Wiesz, chciałbym mieć w końcu chwilę spokoju. Małą chwilę, bez zmartwień.- patrzy jej w oczy. Emily niewiele się zastanawiając obejmuje go i przytula.
-Jestem, tak?- mówi cicho.
-Dziękuję.- pada odpowiedź.
***
To nie tego wieczoru miało się wydarzyć. Nie może jednak czekać. Po prostu czuje, iż musi to zrobić. Najpierw więc idą na kolację do jednej z restauracji. Jest przytulna i podają w niej pyszne jedzenie. Po kolacji wychodzą z lokalu i idą na spacer. Paryż nocą jest piękny. Spacerują więc uliczkami i rozmawiają. I być może w którymś momencie ich dłonie łączą się ze sobą. To nie tak, że w Niemczech wstydzą się tego, że są razem. Nie wstydzą się. Jednak we Francji widok dwóch mężczyzn trzymających się za ręce jest czymś zdecydowanie częstszym niż w Niemczech. Takie są realia. Właściwie nie planowali pojawić się tej nocy na moście Pont des Arts. Jednak właśnie tam się znajdują. Obydwaj spoglądają na te wszystkie przypięte kłódki. Sebastian uśmiecha się.
-Popatrz... Wydaje się, że już żadna się nie zmieści, a przecież ludzie nadal przypinają nowe...
-Nie mamy naszej. Nie planowałem dzisiaj tu być.- mówi Mark.
-Kłódka to tylko symbol. Nie do końca wierzę w symbole...- odpowiada Sebastian.
-A w co wierzysz?- pada pytanie.
-Jeśli ktoś ma być razem to nawet bez kłódek jako symboli, będzie razem. Cała otoczka nie jest ważna. - spogląda na swoją drugą połowę.- Nie ważne, że nie mamy kłódki, choć fajnie byłoby przypiąć ją gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi... Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem, że tu jesteśmy razem. Najważniejsze jest to, iż przeszliśmy całkiem sporo trudnych sytuacji, ale przetrwaliśmy je wszystkie i one nas nie rozdzieliły. Ważne jest to, iż nasze uczucia się nie zmieniły, nie znikły...- patrzy na Marka.
-Kocham cię.- mówi po prostu starszy, a Sebastian się uśmiecha.
Nie odchodzą od razu. Spacerują, a potem kiedy stoją przy barierkach, patrząc na panoramę miasta nocą, Mark nie może już więcej czekać. Po prostu czuje, że to musi być w tej chwili, teraz.
-Wyjdź za mnie, Sebastian.- mówi po prostu stojąc obok swojego partnera. Nie pada na kolana ponieważ wie, iż Seba nie przepada za takimi scenami, on sam również. Nie chce też robić widowiska, ponieważ ta chwila ma być prywatna, ma być ich.A kiedy jego partner spogląda na niego zaskoczony, on wyjmuje z kieszeni obrączkę z białego złota. Jest piękna i gustowna. Oczy Sebastiana robią się nienaturalnie duże, ponieważ jest naprawdę zaskoczony.
-Nie żartujesz?- wydusza z siebie młodszy. Starszy kręci przecząco głową.
-Kocham cię i pragnę abyś został moim mężem. I nie żartuję.- dodaje z uśmiechem Mark. - Proszę powiedz tak.-mówi.
-Tak.- pada odpowiedź.- Tak, tak, tak, tak.- powtarza młodszy z uśmiechem na twarzy. I chwilę później, kiedy spacerkiem idą w stronę hotelu, w którym są zameldowani, na palcu Sebastiana lśni obrączka. Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek...
***
Podoba się?
-Spokojnie, to na pewno przejściowe.- pociesza go.
-Nie.- kręci przecząco głową.- Coś jest nie tak.- powtarza.- Znam moje ciało, swój organizm. Wiem, kiedy dzieje się coś złego. To nie jest zwykłe przeciążenie mięśni. Zresztą nie miałem aż takiego obciążenia, żeby moje ciało reagowało w ten sposób. To niemożliwe.- patrzy jej w oczy.
-Rozmawiałeś o tym z ludźmi w klubie? Z fizjoterapeutą czy lekarzem?-pyta dziewczyna.
-Tak, fizjoterapeuta zajął się mną, gdy trener kazał mi przerwać trening. Mam też spotkać się z lekarzem, ale dzisiaj akurat go nie było. Myślę, że będą szukać przyczyny.- odpowiada.- I nie mam pojęcia co znajdą, ale coś na pewno.- dodaje.
-Mario...- zwraca się do niego.
-Boję się, że to coś poważnego... Jestem pewien, że to nie błahostka. Czuję to, Emi.- mówi.
-Spokojnie.- próbuje go uspokoić, ale na niewiele się zdają jej słowa. Bo on jest coraz bardziej smutny. Splata swoje palce z jego palcami, Mario spogląda na ich złączone dłonie. Nie cofa dłoni.- Niezależnie co to jest, wiem, iż wszystko będzie dobrze.- mówi mu.- Jestem tego pewna. Jeśli nawet coś ci dolega, to lekarze szybko znajdą przyczynę i będą mogli ci pomóc. To ważne, abyś przestał odczuwać ból i dyskomfort.- tłumaczy ze spokojem.
-Wiem, że tak powinienem do tego podchodzić, ale tym razem nie potrafię.- tłumaczy jej.- Czuję jakiś dziwny niepokój. Nie czułem się tak nawet wtedy, kiedy borykałem się z poważnymi kontuzjami.- dodaje.-Wiesz, chciałbym mieć w końcu chwilę spokoju. Małą chwilę, bez zmartwień.- patrzy jej w oczy. Emily niewiele się zastanawiając obejmuje go i przytula.
-Jestem, tak?- mówi cicho.
-Dziękuję.- pada odpowiedź.
***
To nie tego wieczoru miało się wydarzyć. Nie może jednak czekać. Po prostu czuje, iż musi to zrobić. Najpierw więc idą na kolację do jednej z restauracji. Jest przytulna i podają w niej pyszne jedzenie. Po kolacji wychodzą z lokalu i idą na spacer. Paryż nocą jest piękny. Spacerują więc uliczkami i rozmawiają. I być może w którymś momencie ich dłonie łączą się ze sobą. To nie tak, że w Niemczech wstydzą się tego, że są razem. Nie wstydzą się. Jednak we Francji widok dwóch mężczyzn trzymających się za ręce jest czymś zdecydowanie częstszym niż w Niemczech. Takie są realia. Właściwie nie planowali pojawić się tej nocy na moście Pont des Arts. Jednak właśnie tam się znajdują. Obydwaj spoglądają na te wszystkie przypięte kłódki. Sebastian uśmiecha się.
-Popatrz... Wydaje się, że już żadna się nie zmieści, a przecież ludzie nadal przypinają nowe...
-Nie mamy naszej. Nie planowałem dzisiaj tu być.- mówi Mark.
-Kłódka to tylko symbol. Nie do końca wierzę w symbole...- odpowiada Sebastian.
-A w co wierzysz?- pada pytanie.
-Jeśli ktoś ma być razem to nawet bez kłódek jako symboli, będzie razem. Cała otoczka nie jest ważna. - spogląda na swoją drugą połowę.- Nie ważne, że nie mamy kłódki, choć fajnie byłoby przypiąć ją gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi... Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem, że tu jesteśmy razem. Najważniejsze jest to, iż przeszliśmy całkiem sporo trudnych sytuacji, ale przetrwaliśmy je wszystkie i one nas nie rozdzieliły. Ważne jest to, iż nasze uczucia się nie zmieniły, nie znikły...- patrzy na Marka.
-Kocham cię.- mówi po prostu starszy, a Sebastian się uśmiecha.
Nie odchodzą od razu. Spacerują, a potem kiedy stoją przy barierkach, patrząc na panoramę miasta nocą, Mark nie może już więcej czekać. Po prostu czuje, że to musi być w tej chwili, teraz.
-Wyjdź za mnie, Sebastian.- mówi po prostu stojąc obok swojego partnera. Nie pada na kolana ponieważ wie, iż Seba nie przepada za takimi scenami, on sam również. Nie chce też robić widowiska, ponieważ ta chwila ma być prywatna, ma być ich.A kiedy jego partner spogląda na niego zaskoczony, on wyjmuje z kieszeni obrączkę z białego złota. Jest piękna i gustowna. Oczy Sebastiana robią się nienaturalnie duże, ponieważ jest naprawdę zaskoczony.
-Nie żartujesz?- wydusza z siebie młodszy. Starszy kręci przecząco głową.
-Kocham cię i pragnę abyś został moim mężem. I nie żartuję.- dodaje z uśmiechem Mark. - Proszę powiedz tak.-mówi.
-Tak.- pada odpowiedź.- Tak, tak, tak, tak.- powtarza młodszy z uśmiechem na twarzy. I chwilę później, kiedy spacerkiem idą w stronę hotelu, w którym są zameldowani, na palcu Sebastiana lśni obrączka. Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek...
***
Podoba się?