Budząc się zastanawia
się gdzie jest. Pierwsze co widzi to beżową ścianę. Potem zauważa kroplówkę, którą ma
podłączoną do wenflonu znajdującego się na jego ręce. Drugą rękę ma w gipsie.
Przekręca głowę w prawo. Na fotelu stojącym obok łóżka, na którym leży, siedzi
jego przyjaciel przytulający do siebie swoją żonę. Natalie płacze.
-Nat…- wypowiada te
słowa prawie szeptem, ale oni jednak słyszą.Obydwoje spoglądają w
jego stronę. Obydwoje zrywają się z
fotela i stają obok jego szpitalnego łóżka.
-Mario...- szepce Marco.
Pomocnik Bayernu przymyka na chwilę oczy, bo w tym momencie docierają do niego obrazy z poprzedniej nocy. Przypomniał sobie imprezę u Jerome, to jak bawił się razem z Ann z córkami przyjaciela, potem ułożyli je do snu. Później przyszło więcej znajomych, rozmawiali, śmiali się, żartowali. Impreza była wspaniała. Kolejne wspomnienia ma już z jazdy powrotnej do domu. Uśmiech Ann, jej słowa, rzęsisty deszcz, który nagle zaczął padać, po chwili przeradzając się w ulewę. Pamięta skrzyżowanie, pocałunek , a potem światła i huk. Otwiera oczy:
-Mario...- szepce Marco.
Pomocnik Bayernu przymyka na chwilę oczy, bo w tym momencie docierają do niego obrazy z poprzedniej nocy. Przypomniał sobie imprezę u Jerome, to jak bawił się razem z Ann z córkami przyjaciela, potem ułożyli je do snu. Później przyszło więcej znajomych, rozmawiali, śmiali się, żartowali. Impreza była wspaniała. Kolejne wspomnienia ma już z jazdy powrotnej do domu. Uśmiech Ann, jej słowa, rzęsisty deszcz, który nagle zaczął padać, po chwili przeradzając się w ulewę. Pamięta skrzyżowanie, pocałunek , a potem światła i huk. Otwiera oczy:
-Gdzie jest Ann?- pyta
spoglądając na przyjaciela i jego żonę.- Gdzie jest moja żona?- ponawia pytanie.
Na twarzach przyjaciół widzi zmieszanie. Zna ich dobrze, za dobrze. Dostrzega, że coś się
dzieje. Gdy odpowiedź nie pada, próbuje podnieść się do pozycji siedzącej, ale w momencie ruchu uderza w niego fala bólu, który, ma wrażenie, że rozsadza mu klatkę
piersiową. Z jego ust wydostaje się głuchy jęk, na co reaguje jego przyjaciel. Marco kładzie mu dłonie na ramionach i uniemożliwia podniesienie
się:
-Masz pęknięte dwa
żebra.- tłumaczy.- Nie wykonuj gwałtownych ruchów.- prosi go wysilając się na spokojny, opanowany ton głosu, choć wewnątrz jest roztrzęsiony.
-Więc powiedz mi co z
moją żoną?- ponawia pytanie.- Proszę Was.- patrzy na nich.
Marco wyciąga telefon, daje mu do ręki.
Chłopak spogląda na zdjęcie małego dziecka leżącego w inkubatorze. Podnosi
wzrok na Natalie i Marco:
-Julie?- pyta, a głos mu drży.
-Tak. Jest zdrowa,
śliczna , idealna.- odzywa się Natalie.- Nie mogłam się na nią napatrzeć.
Wpatruje się dłuższą
chwilę w maleńką istotkę ukazaną na zdjęciu. Nawet się uśmiecha na ten widok. Jest tatą. Na
samą myśl czuje dumę, bo przecież ona jest owocem miłości jego i jego żony, wyczekiwanym owocem ich miłości. Patrząc przypomina sobie, że przyjaciele nie
powiedzieli nic na temat stanu jego żony.
-A Ann? Jak się czuje?- znów pyta.- Mówicie o mojej córce, a nie wypowiedzieliście jednego zdania na temat mojej drugiej
połówki.- spogląda na nich.-Co się dzieje? Wiem, że coś jest nie tak, czuję to, widzę gdy na was patrzę. Powiedzcie mi, proszę.
Marco już ma coś
powiedzieć, ale w pokoju nagle zjawiają się rodzice chłopaka. Widząc, że jest
przytomny podchodzą do łóżka. Natalie i Marco wycofują się trochę do tyłu.
Obserwują jak mama skrzydłowego monachijczyków delikatnie całuje syna w
posiniaczony policzek, a ojciec łapie za rękę. Kiedy Liliana pyta syna jak się
czuje, Jurgen spogląda na piłkarza BvB i jego żonę. Marco domyślając się, odpowiada na nieme
pytanie pana Gotze kręcąc przecząco głową.
-Marco pokazał mi
Julie. Śliczna jest.- mówi wzruszony piłkarz.-Zostałem tatą, a Ann mamą. Wy natomiast
dziadkami.- kwituje starając się uśmiechnąć, co jest trudne, bo ma opuchniętą twarz.
-Tak kochanie. Julie jest wspaniała.- Liliana stara się uśmiechać, kątem oka spogląda na męża z niepokojem wymalowanym na jej twarzy, a Mario wyłapuje to spojrzenie. Od razu nachodzą go złe
przeczucia, bo przecież zna swoich rodziców bardzo dobrze. Znów pyta o żonę. Jego ojciec podchodzi do jego łóżka z drugiej
strony. Siada na nim i łapie dłoń syna:
-Musisz o czymś
wiedzieć synu.- zaczyna starając się brzmieć spokojnie, jednak po ciele piłkarza mimowolnie przechodzą
nieprzyjemne ciarki. Patrzy na tatę nie zdając sobie jeszcze sprawy jak
tragiczną wiadomość ma mu do przekazania mężczyzna.- Odpowiem na każde Twoje pytanie, ale mam do ciebie prośbę.- mówi.- Mogę cię o coś prosić?- pyta.
-Tak, oczywiście.- pada odpowiedź.
-Proszę, byś zachował spokój.
-Przerażasz mnie tato.- te słowa padają z ust piłkarza.
-Wiem, ale to ważne. Twoje ciało jest w bardzo złym stanie po wypadku i każdym gwałtownym ruchem możesz zrobić sobie wielką krzywdę.- tłumaczy cierpliwie Jurgen.
-Powiedz mi proszę...- mówi jego syn.-Gdzie jest moja Ann? Dlaczego prosisz mnie o zachowanie spokoju?
-Ann...- zaczyna ojciec chłopaka.- Ona... bardzo ucierpiała w tym wypadku.- mówi ostrożnie.
-Jak bardzo?
-Um...Ma poważny uraz głowy.- pada odpowiedź.- Kiedy ją przywieziono, praktycznie od razu trafiła na salę operacyjną. Musieli tak postąpić, by ratować jej życie, a także życie małej Julie...I udało się, Twoja córeczka nie ucierpiała, jest cała i zdrowa, choć wiadomo, jest wcześniakiem, ale lekarze zapewniają, iż wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Cieszę się, nie mogę sobie nawet wyobrazić, byśmy mogli ją stracić.- szepce Mario, któremu trudno jest mówić głośniej, bo boli go gardło.- Tak na nią czekaliśmy...- dodaje.
-Wiem, że czekaliście...
-A ta operacja Ann?- patrzy na ojca.- Mówiłeś, że ma uraz głowy?
- Ann…-mężczyzna bierze głęboki oddech.-Jest nieprzytomna, zoperowali ją, jednak uraz okazał się dużo poważniejszy, niż pierwotnie założono.- lustruje wzrokiem twarz swojego syna, gotowy reagować gdyby coś złego się z nim działo.
-To znaczy?
-Jej stan jest...- nie daje rady wypowiedzieć tych słów, więc przerywa.-Ona... Jest na OIOM-ie, niestety nie jest w stanie sama oddychać... Jest podłączona do respiratora.- wyjaśnia w końcu ojciec piłkarza starając się, by jego głos nie drżał i nie załamywał się, co jest niesłychanie trudne w obecnej sytuacji. Obserwuje syna, który po prostu patrzy na niego, jak gdyby nie do końca dotarł do niego sens przed momentem wypowiedzianych słów. W tej chwili jest to zrozumiałe, bowiem Mario jest pod wpływem silnych leków. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu sekundach twarz szatyna się zmienia. Osoby będące z nim w pokoju wiedzą, że sens informacji przekazanej przez ojca, dotarł do chłopaka.
-Tak, oczywiście.- pada odpowiedź.
-Proszę, byś zachował spokój.
-Przerażasz mnie tato.- te słowa padają z ust piłkarza.
-Wiem, ale to ważne. Twoje ciało jest w bardzo złym stanie po wypadku i każdym gwałtownym ruchem możesz zrobić sobie wielką krzywdę.- tłumaczy cierpliwie Jurgen.
-Powiedz mi proszę...- mówi jego syn.-Gdzie jest moja Ann? Dlaczego prosisz mnie o zachowanie spokoju?
-Ann...- zaczyna ojciec chłopaka.- Ona... bardzo ucierpiała w tym wypadku.- mówi ostrożnie.
-Jak bardzo?
-Um...Ma poważny uraz głowy.- pada odpowiedź.- Kiedy ją przywieziono, praktycznie od razu trafiła na salę operacyjną. Musieli tak postąpić, by ratować jej życie, a także życie małej Julie...I udało się, Twoja córeczka nie ucierpiała, jest cała i zdrowa, choć wiadomo, jest wcześniakiem, ale lekarze zapewniają, iż wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Cieszę się, nie mogę sobie nawet wyobrazić, byśmy mogli ją stracić.- szepce Mario, któremu trudno jest mówić głośniej, bo boli go gardło.- Tak na nią czekaliśmy...- dodaje.
-Wiem, że czekaliście...
-A ta operacja Ann?- patrzy na ojca.- Mówiłeś, że ma uraz głowy?
- Ann…-mężczyzna bierze głęboki oddech.-Jest nieprzytomna, zoperowali ją, jednak uraz okazał się dużo poważniejszy, niż pierwotnie założono.- lustruje wzrokiem twarz swojego syna, gotowy reagować gdyby coś złego się z nim działo.
-To znaczy?
-Jej stan jest...- nie daje rady wypowiedzieć tych słów, więc przerywa.-Ona... Jest na OIOM-ie, niestety nie jest w stanie sama oddychać... Jest podłączona do respiratora.- wyjaśnia w końcu ojciec piłkarza starając się, by jego głos nie drżał i nie załamywał się, co jest niesłychanie trudne w obecnej sytuacji. Obserwuje syna, który po prostu patrzy na niego, jak gdyby nie do końca dotarł do niego sens przed momentem wypowiedzianych słów. W tej chwili jest to zrozumiałe, bowiem Mario jest pod wpływem silnych leków. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu sekundach twarz szatyna się zmienia. Osoby będące z nim w pokoju wiedzą, że sens informacji przekazanej przez ojca, dotarł do chłopaka.
- Czy ona już nigdy?- zaczyna pytać, ale łamie mu się głos.- Ona z
tego wyjdzie?- Pyta patrząc najpierw na swojego tatę, potem mamę, a następnie
na Nat i Marco. Szuka potwierdzenia słów, że to tylko chwilowa sytuacja, choć podświadomie wie, że to niemożliwe. Chce
usłyszeć, iż dla niektórych banalne słowa „ Wszystko będzie dobrze” w tej sytuacji jednak padną. Te trzy
słowa nie padają, choć on pragnie, aby wyszły z ust którejkolwiek osoby
przebywającej z nim.- Czyli to aparatura sprawia, że nadal oddycha, że jej
serce bije?- wyrzuca z siebie kolejne pytanie.- Powiedzcie coś.- prosi.- Ja nie
rozumiem... To znaczy wiem czym jest respirator i …- przerywa na moment.- Tato powiedz mi, proszę, jeszcze
raz…- wpatruje się w swojego ojca.- Proszę. Jestem skołowany, nie rozumiem…
Jest pod respiratorem, ale jest szansa prawda? - pyta ciągle.- Błagam powiedz mi, iż istnieje jakakolwiek szansa, błagam powiedz to...- głos mu się łamie praktycznie pow wypowiedzeniu każdego wyrazu.
-Mario…
-Proszę…- jego oczy zaczynają nienaturalnie błyszczeć.- Powiedz mi…-
prosi obserwując ich i ich miny, które zdecydowanie nie podobają mu się. Natalie przygryza nerwowo
wargę, a Marco opiekuńczo ściska jej dłoń i niebezpiecznie błyszczą mu oczy. Za bardzo.
-Zanim przyszliśmy zebrało się konsylium
lekarzy.- mówi jego mama. Stwierdzili…-
nie jest w stanie mówić dalej, bo łamie jej się głos. Nie jest wcale odporna,
nie potrafi przekazywać takich informacji, zresztą nikt chyba nie potrafi.
- Śmierć pnia mózgu.-
kończy za żonę Jurgen .-To oznacza…- przerywa ponieważ jego syn podnosi do góry
dłoń, więc milknie. Oczy szatyna w jednym momencie stają się jeszcze bardziej błyszczące.
-Wiem co to znaczy… -
Te słowa są wypowiedziane bardzo cicho, szeptem.-Wiem...- powtarza. Chłopak nie wytrzymuje. Po jego
twarzy, jedna za drugą, zaczynają spływać
łzy. Po kilkunastu sekundach szlocha głośno, nie potrafi tego
powstrzymać. Dociera do niego prawda. Już wie. Rozumie. Właśnie powiedziano mu,
że jego żona praktycznie jest martwa. Jeśli odłączą aparaturę ona odejdzie. Na
zawsze. On zostanie sam. Bez niej. Jednak on się z tym nie zgadza. Nie może tak
być, ponieważ nie potrafi bez niej żyć! Nie umie! Czuje jak mama i ojciec
przytulają go. Oplatają go ramionami, chcą w ten sposób pocieszyć, jednak w tym
momencie nawet to nie pomaga. Łka. Szlocha tak, iż dźwięk jego płaczu odbija
się od ścian pokoju. Jego łkanie łączy się z cichszymi. W tym pokoju nie płacze
tylko on.
Mijają sekundy, minuty i nic się nie zmienia.
Mijają sekundy, minuty i nic się nie zmienia.
W końcu jego umysł się
buntuje. Próbuje wyprzeć to wszystko co zostało powiedziane. Próbuje wyrzucić
to, co jest bolesne i piłkarz ma coś w rodzaju ataku paniki. Chce się podnieść,
próbuje wyrwać kroplówkę, ma zamiar wstać i pójść do Ann, by udowodnić im
wszystkim, że się mylą, bo jego żona tylko śpi. Jest pewien, że się obudzi,
wszystko wróci do normy. Gdy się szarpie, chce wstać z łóżka, choć ból, jaki go
przeszywa przy najmniejszym ruchu jest niewyobrażalny, Marco natychmiast łapie
go za ręce, jego ojciec trzyma za ramiona i zmusza, by się położył:
-Spokojnie Mario.
Spokojnie.- Marco stara się go uspokoić.- Spokojnie.- powtarza jak mantrę.
-Chcę ją zobaczyć. Zabierz mnie do niej. Zabierz.- szlocha zrozpaczony piłkarz.- To nie może być…
nie może być… prawda.- łka głośno patrząc w zaczerwienione oczy swojego przyjaciela, który choć bardzo się stara nie potrafi zatrzymać bólu, który w tym momencie odczuwa.
-Spokojnie. Oddychaj
spokojnie, proszę Mario.- powtarza uparcie Marco, nie może zrobić nic innego,nie jest w stanie zmienić biegu zdarzeń choćby nie wiadomo jak bardzo się starał. Nie jest cudotwórcą.
-Zabierz mnie do niej.- słyszy słowa przyjaciela.- Błagam cię Marco.- próbuje wytrzeć łzy dłonią, ale
tylko bardziej je rozmazuje.- Proszę.- błaga.
-Obiecuję, tylko leż spokojnie. Postaraj się.- mówi. -Mario obiecuję, że jak spróbujesz trochę się uspokoić to zawołam lekarza i zapytamy dobrze?- pyta.- Spokojnie.- powtarza.
-Obiecujesz, że mnie do
niej zabierzesz?- pyta łkając, próbując złapać oddech, patrząc przyjacielowi w oczy.
-Tak, obiecuję.- mówi. Natalie zawołaj
lekarza dobrze?- zwraca się do żony. Nadal trzyma ręce Mario, ale czuje, że ten
się rozluźnił. Oddycha szybko, płacze, ale już nie próbuje się podnieść. Po 5
minutach zjawia się mężczyzna w białym fartuchu. Podchodzi do łóżka i widzi
przerażonego, zapłakanego piłkarza:
-Już lepiej widzę.-
mówi doktor.
-Tak.- przytakuje Reus.- Odrobinę.
-Chcę zobaczyć moją
żonę.- z ust Mario wydobywa się prośba skierowana do lekarza.- Proszę mi
pozwolić.- prosi i tak jak obiecał blondynowi, nie próbuje się podnosić.
-Powinien pan leżeć.- To pierwsze słowa, które wypowiada lekarz.- Ma
pan pęknięte dwa żebra, jest pan mocno pokiereszowany- wylicza, ale do piłkarza
nie docierają te słowa ponieważ ponawia prośbę.
-Proszę pozwolić mi
zobaczyć moją żonę.- policzki ma mokre od łez, oczy czerwone, czerwony nos.- Błagam pana.
-Ale…- próbuje
zaprotestować lekarz, chcąc kierować się dobrem pacjenta.
-Proszę zrozumieć.-
interweniuje Reus, bo to przecież wyjątkowa sytuacja. Spogląda na ordynatora. Obydwaj wiedzą o co chodzi, wiedzą, że to wyjątkowa sytuacja, ale Marco nie decyduje się powiedzieć tego na głos. Nie chce, by Mario to
słyszał, choć zapewne zdaje sobie z tego sprawę.
-Dobrze. Poproszę
siostrę, by przyprowadziła wózek i zabrała pana do żony.- lekarz zgadza się.
-Ja przyprowadzę wózek.
Proszę nie fatygować pielęgniarek.- słyszy lekarz z ust blondyna. Po chwili
obydwaj z ordynatorem opuszczają pokój. Za drzwiami Marco słyszy pytanie
skierowane przez lekarza:
-Może zlecę jakiś lek
uspakajający?
-Porozmawiam z nim. Sam
zdecyduje.-pada odpowiedź.
-Miał atak paniki?
-Tak, ale krótki. Po
chwili się uspokoił. Chyba lepiej jak to wypłacze.- mówi skrzydłowy BvB- Co pan
myśli?
-Tak, leki pomagają,
ale to nie jest dobre rozwiązanie. Natomiast pan Gotze będzie musiał zadecydować
co dalej. Wiem, że obydwoje zdeklarowali się, iż w razie jakiegoś wypadku chcą
by ich organy wewnętrzne zostały przeszczepione. Jednak prawda jest taka, że
potrzebujemy dodatkowej zgody na pobranie.- tłumaczy lekarz.
-Wiem, ale on
potrzebuje czasu. Dopiero dowiedział się, że jego żona żyje dzięki aparaturze.- tłumaczy skrzydłowy BvB.
-Naturalnie. Wszystko
trzeba przygotować.- przyznaje rację ordynator.
-Obiecuję, że porozmawiamy
z nim.- zapewnia skrzydłowy BvB.
-Dobrze. Najpierw
jednak pozwólmy mu się z nią godnie pożegnać. Zawiadomię personel, by w żaden
sposób nie utrudniał wejścia na oddział. Pani Ann jest w jednoosobowym pokoju
więc nie będzie problemu.- zapewnia.
-Dziękujemy za wszystko.
***
Mężczyzna i kobieta
siedzą w gabinecie lekarskim. Słuchają uważnie co mówi do nich lekarz
prowadzący ich córkę. W pewnym momencie po policzkach kobiety zaczynają jedna
po drugiej spływać wielkie jak grochy łzy. Jej mąż łapie jej dłoń. Jemu też
jest ciężko, też chce mu się płakać kiedy słyszy wypowiadane słowa przez
lekarza, ale postanawia, że musi być silny. Dla żony i dla córki. Nie mogą się
poddać.
-Czyli jedynym
ratunkiem jest szybka operacja?- upewnia się
-Tak. Państwa córka
jest coraz słabsza. Obecnie znajduje się na pierwszym miejscu na liście. Nic
więcej nie możemy zrobić. Trzeba czekać.
-To czekanie jest
najgorsze…
-Wiem.
***
Marco pcha wózek
korytarzem. Piłkarz siedzący na nim już z daleka widzi olbrzymie szklane drzwi
prowadzące na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Z jednej strony chce już
znaleźć się przy swojej żonie, kobiecie, którą kocha całym sobą, a z drugiej w
głowie dźwięczą mu słowa wypowiedziane przez jego ojca. Nie dopuszcza na razie
myśli, że to co mówił, to prawda. Nie chce w to wierzyć, nie może. Przecież Bóg
nie może mu jej odebrać. Po prostu nie może. Nie jest złym człowiekiem, więc
dlaczego miałby odebrać mu najważniejszą osobę w jego życiu? Drzwi się
otwierają automatycznie. Marco pcha go kolejnym korytarzem, aż w końcu
zatrzymuje wózek przed kolejnymi szklanymi drzwiami. Te są mniejsze, ale
również automatycznie się odsuwają. Już przez szybę widzi Ann. Kiedy przyjaciel
ustawia wózek bardzo blisko łóżka Mario patrzy na żonę. Ma obandażowaną głowę,
podłączona jest do wielu urządzeń. Od jej ciała ciągnie się mnóstwo kolorowych
kabelków. Urządzenia pikają, albo wydają swoje charakterystyczne odgłosy:
-Zostawić cię z nią
samego?- pyta Marco.
-Tak. Możesz?- pyta.
-Będę za drzwiami.-
mówi.-Nie wykonuj gwałtownych ruchów, proszę. Nie chcę byś zrobił sobie krzywdę.- prosi go. Mario kiwa potakująco głową.
Blondyn opuszcza pokój. Staje za szklanymi drzwiami. Nie spuszcza z oczu
przyjaciela ponieważ boi się o niego. Widzi jak piłkarz bierze dłoń żony i z
czułością całuje, a potem przytula do swojej twarzy. Jest pewien, że płacze.
Jemu też łzy napływają do oczu ponieważ wie, że dziewczyna leżąca za szklanymi
drzwiami niedługo odejdzie. Właściwie już odeszła, ponieważ to urządzenia
podtrzymują funkcje życiowe organizmu. Nie wyobraża sobie nawet bólu chłopaka
siedzącego przy niej. Nie potrafi. Nie chce nawet myśleć co czułby, gdyby to
jego Natalie coś się stało. Odpycha od siebie te myśli. Drzwi na oddział
odsuwają się. Widzi jak jego żona zmierza w jego stronę. Jest ubrana w zielony
fartuch, taki sam jaki ma na sobie on. Tu nie można wchodzić inaczej ubranym.
Tu praktycznie w ogóle nie można przebywać, ale ta sytuacja jest wyjątkowa.
Natalie staje obok niego, a on czuje jak jej ręka obejmuje go w pasie. Przytula
ją do siebie:
-Gdzie rodzice Mario?-
pyta jej.
- Jego mama nie była w
stanie tu przyjść.- wyjaśnia malarka- Rozpłakała się jak go zabrałeś. Płakała
tak bardzo, że Jurgen wyprowadził ją z oddziału, by mogła się uspokoić. - słyszy z ust brunetki.
Patrzą na chłopaka
siedzącego przy łóżku żony. Przytulonego do jej dłoni. Nie wchodzą. Dają mu
czas. Niewiele go ma.
***
Po godzinie Marco
wchodzi do pokoju.
-Mario musisz odpocząć.
Obiecałem lekarzowi…- delikatnie sugeruje mu, że muszą już iść.
-Nic nie muszę. Chcę tu
zostać. Ona mnie słyszy. Na pewno i wróci do mnie…- mówi drżącym głosem,
prawie szeptem, gdyż jego gardło boli jeszcze bardziej, opuchnięte od płaczu.
-Mario…
-Powiedz, że do mnie
wróci, że wróci do Julie. Powiedz proszę. Błagam cię. Powiedz, że zdarzy się
cud. Przecież cuda się zdarzają.- podnosi wzrok na przyjaciela.
-Chciałbym bardzo, by
tak było. Uwierz mi, że oddałbym wszystko. – blondynowi łamie się głos i łza
spływa po jego policzku.- Musimy iść. Lekarz zgodził się, ale pod warunkiem, że
potem odpoczniesz. Jesteś po wypadku, musisz uważać na siebie.- próbuje
wytłumaczyć przyjacielowi .
-Po co mam wyzdrowieć?
Po co? Wiesz jak bardzo chciałbym leżeć tu zamiast niej? Nie masz pojęcia jak o
tym marzę. To ja powinienem być na jej miejscu.- te słowa są tak bardzo szczere, że aż boli.
-Nie mów tak.- protestuje blondyn.- Nie mów tak, nie myśl...
-Tak właśnie myślę.
Jeśli ona umrze, ja chcę umrzeć razem z nią. Nie będę potrafił bez niej żyć.-
zaczyna szlochać, a potem powoli podnosi się. Marco staje za nim bojąc się, że
przyjaciel się przewróci. Jest jeszcze bardzo słaby. Mario czując wielki ból w
klatce piersiowej nachyla się i składa na jej ustach pocałunek. Całuje jej
ciepłe wargi, a potem wybucha jeszcze większym płaczem. Na swoich ramionach czuje dłonie
przyjaciela, który po chwili pomaga mu usiąść na wózku, okrywa mu nogi kocem i
zabiera z pomieszczenia. Nie protestuje, nie ma na to siły. Po drodze skręca jeszcze w jeden korytarz. Mario , który
zasłania twarz dłonią, nie zwraca uwagi na to, gdzie przyjaciel go zabiera.
Dopiero kiedy wózek się zatrzymuje, on podnosi wzrok i widzi, że stoją przed
wielką szybą. Za nią stoją inkubatory. W pewnym momencie pielęgniarka ustawia
jeden z nich dokładnie przed nimi. W środku leży maleńka dziewczynka. Jest w
czapeczce i pieluszce. Śpi słodko. Marco uśmiecha się patrząc na tę małą
istotkę, jego żona też. A 23 latek siedzący na wózku pomimo tego, że cieszy się
iż został tatą, nie potrafi tego okazać. Znów płacze. Płacze, bo Julie nigdy
nie pozna swojej mamy, nie poczuje ciepła jej matczynych ramion, nie usłyszy
zaśpiewanej przez nią kołysanki czy przeczytanej bajki. Nigdy też nie ubierze
na stopy szpilek swojej rodzicielki, nie powie, by jej również pomalowała paznokcie.
Nie powie jej, że jest piękna i ona także chce być tak piękna, więc również
potrzebuje odrobiny szminki na jej małe usta. Bo przecież w na pewnym etapie
tak robią małe dziewczynki. Jednak jego mała dziewczynka nigdy tego nie pozna, nigdy nie pozna swojej mamy.
***
Wiem, że prosiliście, by smutku było jak najmniej, ale nie da się tak. Przepraszam za to.
Komentujcie, bo następny rozdział już czeka na publikację. To od Was zależy kiedy pojawi się następny wpis.
Tradycyjnie- minimum 10 komentarzy- następny rozdział.
***
Wiem, że prosiliście, by smutku było jak najmniej, ale nie da się tak. Przepraszam za to.
Komentujcie, bo następny rozdział już czeka na publikację. To od Was zależy kiedy pojawi się następny wpis.
Tradycyjnie- minimum 10 komentarzy- następny rozdział.
;( trochę smutno....czekam jak rozwinie się ciąg dalszy. Dodawaj kolejny rozdział ;) Kalina
OdpowiedzUsuńWow - tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
OdpowiedzUsuńSmutny rozdział, a zarazem taki piękny. Tak strasznie żal mi Mario.Nie chwiałabym by być na jego miejscu. Dobrze że ma Marco i Nat.
Ciągle zastanawia mnie ta tajemnicza dziewczyna która się pojawia. Czuję. że może ona za niedługo wysunie się na pierwszy plan
Czekam na kolejne rozdziały :)
jak ja się cieszę, że trafiłam na bloggera! Że zaprosiłaś mnie na swojego bloga, a teraz jestem tutaj! Dziękuję! Widziałam już wcześniej, że dodałaś rozdział, ale odłożyłam go na później, bo nie mogę czytać takich rzeczy przy ludziach... Mam łzy w oczach. Jak Ty to robisz? Nie mam pojęcia, na pewno nie jestem jedyna, która teraz ryczy jak bóbr. Masz wielki talent. Nie wiem, skąd bierzesz pomysły na blogi, ale wszystkie są cudowne... Mario... Jak mi go żal... Płaczę razem z nim i jego bliskimi. Pozdrawiam ciepło i jeszcze raz dziękuję.
OdpowiedzUsuńI co ja mam tu napisać?Znowu jest genialnie?Nie to nie wystarczy!*_* Po prostu nie wiem jak ty to robisz.Skąd bierzesz tak cudowne pomysły.;3 Zatkało mnie.To nie jest mój zwykły płacz,to jest po prostu wycie.;( Kocham tych bohaterów,chociaż to dopiero początek tej historii,ale dlaczego taki los spotyka właśnie ich ? Biedny Mario tak mi go szkoda,gdy czytałam jak płacze razem z bliskimi to łzy same zaczynały spływać po moich policzkach.;'( Mam nadzieję,że brunet pozbiera się po tym wszystkim i da radę,bo ma przecież jeszcze swoją małą córkę.Owoc ich miłości.Pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuńTroche smutny ale super!!! Kiedy next?
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział, ryczę, cały czas ryczę, czekam na kolejny z niecierpliwością. Nie jestem w stanie nic więcej napisać, blog jest wspaniały
OdpowiedzUsuńGenialny rozdzial :D az sie łza w oku kreci :/ jak pod poprzednim rozdzialem napisalas czy aby na pewno Ann bedzie glowna bohaterka to dalo mi to do myslenia i podejrzewalam ze cos sie wydarzy ale zeby od razu takie cos! miejmy tylko nadzieje ze Mario sie nie zalamie bo jest przeciez Julie :) ciekawi mnie kim jest ta tajemnicza dziewczyna i jaki bedzie miec wplyw na życie Mario no ale wszystkiego sie wkrótce( mam nadzieje) dowiemy :) dodawaj szybko nastepny bo my czekamy :) zycze duzooo weny :D / Wero
OdpowiedzUsuńMelancholicznie :(
OdpowiedzUsuńTak szkoda mi Mario :( Jestem bardzo ciekawa rozwoju wydarzeń nie tylko tych związanych z Ann i Mario :)
Czekam na następny ;)
Rozdział cudowny, smutny ale naprawdę cudowny. Szkoda mi Mario, ale musi być twardy i przez to przejść. Nie wiem czy już to pisałam, ale uwielbiam twoja twórczość. :) Czekam na kolejny i pozdrawiam serdecznie Daria :)
OdpowiedzUsuńświetny rozdział. dobrze ze mario ma takich przyjaciół jak marco i nat. nie moge sie doczekac na następny rozdział. ania
OdpowiedzUsuń