niedziela, 31 maja 2015

6. " Kocham Cię najbardziej na świecie"

Natalie obserwuje Marco, który w tym momencie bawi się z dziećmi.  Jako, że część ogrodu  przeznaczyli dla swoich pociech na mini plac zabaw, gdzie są huśtawki, zjeżdżalnia, piaskownica, mini karuzela, stoi tam także mały domek, jest też małe boisko, ich latorośle przeważnie się nie nudzą. Marco kiedyś obiecał Natalie, że podzielą się obowiązkami i opieką nad dziećmi tak, by ona również miała czas na malowanie. Jej mąż jest słowny więc dotrzymuje  danego słowa i gdy tylko nie jest w klubie, nie trenuje, czy nie wyjeżdża na mecze, spędza praktycznie cały swój czas z ich małymi pociechami. Oczywiście organizują wszystko tak, by mogli też gdzieś wyjść ze znajomymi, razem czy osobno, wtedy opiekę przejmują dziadkowie lub, co zdarza się często, Agnes i Ricky, obydwoje zakochani w Cassandrze i Oliverze do szaleństwa. Nie raz Natalie z Marco sugerowali im, by postarali się o takie maleństwo, jednak niespecjalnie wzięli sobie tę radę do serca ponieważ, choć są szczęśliwie w sobie zakochani, nie widzą świata poza sobą, to nie śpieszą się z niczym. Malarka uśmiecha się gdy jej mąż ląduje na trawie, a Cassy zaraz potem wdrapuje mu się na brzuch. 
-No i co teraz kochanie?- pyta ją blondyn.
-Całus.- odpowiada swoim dziecięcym głosem dziewczynka po czym nachyla się do przodu tak, że leży na brzuszku na torsie taty, po czym składa swoje małe usta w dzióbek , by następnie pocałować swojego ojca w policzek. Na twarz piłkarza wkrada się wielki uśmiech, gdyż uwielbia kiedy córeczka okazuje mu swoje uczucia właśnie w ten sposób. Skrzydłowy zawsze jest zachwycony gdy Cassandra wdrapuje mu się na kolana, kiedy obejmuje go tymi swoimi małymi, pulchnymi rączkami, gdy wtula się w niego w momencie, gdy pojawia się jakaś nowa osoba, której ona nie zna, wie, iż w ramionach swojego taty zawsze jest bezpieczna. Jednak najfajniejsze jest to, iż zawsze, gdy widzi jak jej tata okazuje czułość jej mamie całując ją, co zdarza się dość często, ponieważ temperatura uczuć Natalie i Marco nie spadła i pewnie nigdy to się nie zdarzy, ona również domaga się, by ją również pocałował i składa swoje małe usta w dzióbek. Marco zawsze wtedy oczywiście daje jej małego całusa, po czym bierze w ramiona, przytula i mówi jak bardzo ją kocha. 
-Odleciałaś...- słyszy głos swojego męża, który wchodzi na taras, a następnie kuca przy jej leżaku po czym nachyla się, aby zrobić to o czym myślał od dłuższej chwili. Pocałunek jest niezbyt długi, bo to nie jest czas na większe czułości, wszakże muszą zerkać na dzieci, ale  jest na tyle intensywny, iż oboje zdecydowanie mają ochotę na więcej. Piłkarz układa się na leżaku obok i obydwoje obserwują jak ich latorośle bawią się w piaskownicy.
-Nie mówiłeś nic o Mario... - zaczyna temat brunetka.
-Rozmawiałem z nim. Śniła mu się Ann...- mówi po czym opowiada jej sen, który miał ich przyjaciel.
-Wiesz... Mnie również się śniła.- wyznaje Natalie. Marco spogląda na żonę pytająco więc znów zaczyna mówić.- Była smutna, szukała Mario... Przyszła do naszego domu i pytała o niego. Panikowała, bo nie mogła go znaleźć, wiesz jaka potrafiła być wystraszona, kiedy się o niego martwiła. 
-Pamiętam...- mówi blondyn.
-Jak myślisz co znaczą te sny?
-Nie wiem... 
-Wierzysz, że osoby, które umierają widzą co się z nami dzieje, wiedzą jak cierpimy?- zadaje mu pytanie.
-Sam nie wiem... Jeśli to prawda to widząc go w takim stanie i ona cierpi. Zawsze cierpiała kiedy on cierpiał. 
-Musimy mu pomóc się pozbierać. Nie wiem jak tego dokonamy, ale on musi się z tego podnieść. Musi dla siebie i dla Julie. 
***
Kilka dni później.
Słyszy kroki więc domyśla się, że jej syn nie śpi. Nasłuchuje chwilę, wie, iż opuścił swój pokój, jednak jest pewna, że nie słyszała jakoby schodził po schodach na dół. Postanawia sprawdzić toteż powoli, by nie obudzić śpiącego męża, podnosi się z łóżka, ubiera na siebie szlafrok, wsuwa stopy w kapcie i po cichu kieruje się do drzwi. Na korytarzu nie ma Mario więc cicho idzie w stronę jego sypialni. Nie znajduje go tam. Ma zamiar sprawdzić na dole, ale najpierw postanawia zerknąć do pokoju wnuczki. Drzwi są jak zwykle uchylone lekko, w środku świeci się mała lampka, którą zawsze zostawiają. Cicho podchodzi do drzwi, ma zamiar złapać za klamkę, by je otworzyć szerzej, ale nie robi tego ponieważ zauważa, iż jej syn jest w pokoju córeczki. Liliana nie zdradza swojej obecności, po prostu patrzy na niego jak nachyla się nad łóżeczkiem, patrzy na swoją córeczkę, w pewnym momencie dotyka opuszkami palców jej policzka.
Do uszu mamy piłkarza dociera cicho wypowiedziane wyznanie. Może zostało wypowiedziane prawie szeptem, ale Liliana jest pewna, iż jej syn kilkanaście sekund wcześniej powiedział swojej córeczce słowa " Kocham Cię najbardziej na świecie." Po usłyszeniu takiego wyznania czuje jakby coś mocno ścisnęło ją za gardło i nie chciało puścić. Nie wchodzi do środka, nie chce zakłócać tego momentu, bo niewiele ich jest. Niestety jej syn przeważnie nie ma siły zajmować się małą, wykończony bezsennymi nocami, płaczem. Rozumieją jego stan, przecież po takiej stracie nikt nie potrafiłby od razu dojść do siebie. Rozumieją i czekają, bo przecież taki stan nie może trwać wiecznie.  
***
Schodząc na dół słyszy głos swojego przyjaciela i rodziców. Domyśla się, iż znajdują się na tarasie. Dodatkowo do jego uszu dociera również śmiech dziecka, a dokładnie Olivera. Faktycznie drzwi na taras są uchylone więc tam się kieruje. Może nie wygląda zbyt dobrze, ubrany w bawełniane krótkie spodenki, z trzydniowym zarostem na twarzy, zapomniał ubrać też koszulkę, ale nie ma zamiaru wracać się na górę, bez której być może nadmiernie wyeksponuje swoje zbyt chude już ciało, jednak dochodzi do wniosku, iż to tylko jego rodzice i przyjaciel, którzy widywali go ostatnio w o wiele gorszym stanie. Nie zauważają momentu gdy staje w drzwiach tarasowych. Liliana i Jurgen bowiem siedzą na krzesłach tyłem do niego, a Marco obecnie kuca w ogrodzie trzymając w ramionach jego maleńką córeczkę i mówiąc coś do Oliego, który stoi obok taty i wpatruje się w Julie. Dopiero po chwili, gdy blondyn podnosi się i odwraca w stronę tarasu zauważa obecność szatyna. 
-Cześć.- mówi uśmiechając się.- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, iż na chwilę porwałem tę małą księżniczkę.- spogląda na przyjaciela. Rodzice zauważają obecność syna.
-Chodź  do nas.- zachęca go Liliana więc to robi, nie siada jednak na krześle, ale schodzi z tarasu i idzie w stronę Marco i córki. Ma zamiar przywitać się z blondynem, ale ubiega go Oliver, który zabiega mu drogę.
-Wuuujek.- piszczy chłopiec, a Mario widząc jego uśmiech ma zamiar wziąć go na ręce, szybko jednak karci się za tę myśl, bo przypomina sobie, iż jeszcze 15 minut wcześniej w łazience zrobiło mu się słabo, tak więc kuca po czym przytula do siebie synka przyjaciela.
-Cześć szkrabie.- mówi.- Bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłeś.
-Ciebie, Jull, Jurgena i Lil.- wylicza.
-No tak, gafa... Cieszymy się, że nas odwiedziłeś z tatą.- poprawia się pomocnik bawarczyków.
-Mamusia też chciała przyjechać, ale...- nie kończy ponieważ zauważa kota w rogu ogrodu więc po prostu biegnie w jego stronę.
-Czyj to kot?- pyta blondyn.
-Sąsiada, zaraz zwieje, nie martw się.- odpowiada Mario, a Jurgen idzie do Olivera, który obserwuje kota z bezpiecznej odległości bojąc się podejść bliżej.
-Natalie też miała przyjechać, ale Cassie zasnęła 15 minut przed wyjściem z domu na dywanie  w salonie więc Natalie stwierdziła, że jeśli zaczniemy ją przenosić to się obudzi, będzie niewyspana, a co za tym idzie marudna...
-Rozumiem, tak bywa z małymi dziećmi.- mówi szatyn patrząc na swoją córeczkę przysypiającą w ramionach przyjaciela.
-Zasnęła. Jak ją brałem to nie spała.
-Nie wiem czy to już widać, może mi się wydaje, ale ma usta Ann...- mówi cicho szatyn.- Nos chyba też...
-Też mi się tak wydaje.- stwierdza Marco.-Może włożę ją do wózka, będzie jej wygodniej.- proponuje i po chwili mała Julie śpi już w wózku. Marco zajmuje miejsce na jednym z krzeseł na tarasie, obserwując jak Mario całuje swoją córkę w czoło. Nie umyka jego uwadze fakt, że gdy szatyn prostuje się do pionu łapie się lewą ręką za drewniany tarasowy filar i na chwilę przymyka oczy. Blondyn wstaje i po wykonaniu kilku kroków stoi przy przyjacielu:
-Co się stało?- pyta kładąc mu dłoń na ramieniu. Szatyn otwiera oczy, spogląda na skrzydłowego BvB po czym odpowiada siląc się na swobodny ton.
-Wszystko w porządku.
-Nie okłamuj mnie.- ton głosu Marco jest surowy.- Nigdy mnie nie okłamuj Mario.- mówi patrząc w oczy przyjaciela.- Po prostu tego nie rób, nie zasługuję na to.
-Przepraszam...- mówi ze skruchą szatyn.-Nie chcę byś się martwił. Po prostu zakręciło mi się w głowie...
-Będę martwił się bardziej jak będziesz kłamał. - stwierdza blondyn.- A co do zawrotów głowy... Zaraz zadzwonię i umówię cię do lekarza.- wyciąga telefon w celu przeszukania listy kontaktów gdy młodszy protestuje.
-Nie ma potrzeby, po prostu źle spałem, jestem zmęczony...- tłumaczy się.
-Wiem, ale do tego wszystkiego dochodzi też to, iż bardzo schudłeś.- patrzy na niego.- Potrzebujesz badań, może masz anemię, bo zawroty głowy to na pewno nie jest objaw zdrowia tym bardziej, że przed tym wszystkim byłeś okazem zdrowia więc nie mów mi, że wizyta u lekarza jest niepotrzebna, bo nie mam zamiaru cię słuchać. - stwierdza widząc, iż szatyn ma zamiar dyskutować na ten temat, jednak te słowa starczą, wie, iż Marco nie przyjmie żadnych argumentów. Kiedy blondyn rozmawia ze znajomym lekarzem, on po prostu siada na krześle, pojawiają się również jego rodzice z Oliverem. Gdy chwilę później Marco wkłada komórkę do kieszeni Liliana patrzy na niego pytającym wzrokiem, który Mario widzi.
-Umówiłem cię na 8:00 rano jutro.- informuje go.- Pójdę z tobą, żebyś się nie rozmyślił. 
-Nie jestem dzieckiem.- irytację w głosie młodszego usłyszeć by można była z odległości kilometra.
-Nie jesteś, ale czasem tak się zachowujesz.- odpowiada starszy.-Wiem, że jesteś zły, może myślisz, że się wtrącam, ale ja to robię tylko i wyłącznie dlatego, że mi na tobie zależy i nie mam zamiaru stać bezczynnie z boku i się tylko przyglądać. Jesteśmy braćmi pamiętasz? Ty byś postąpił tak samo...
***
Od godziny maluje. Ostatnio ma na to mniej czasu, bo choć Marco stara się zajmować dziećmi kiedy nie trenuje i nie wypełnia innych obowiązków wobec klubu czy sponsorów, to Mario i mała Julie pochłania mnóstwo jego, a właściwie ich czasu. Jest przyjacielem, kimś bardzo bliskim, nie umieją i przede wszystkim nie chcą zostawić go z tym samego. Tym razem jednak Natalie wykorzystuje czas, gdyż jej mąż zabrał dzieci i pojechał do swojej siostry. W pewnym momencie przerywa na chwilę nakładanie farby po czym przygląda się chwilę obrazowi, który maluje. Decyduje iż nie potrzeba więcje zielonego koloru toteż wyciska na paletę odrobinę brązu, zmienia pędzel na cieńszy i zaczyna znów malować. Dwadzieścia minut i niezliczoną ilość ruchów pędzla później słyszy dźwięk dzwonka, który oznacza iż ktoś dzwoni na skype. Jako, że zostawiła laptopa w sypialni, szybko wyciera dłoń z resztki farby, po czym opuszcza pracownię. W sypialni odbiera i za moment widzi roześmianą twarz swojej przyjaciółki:
-Cześć. Co za miła niespodzianka.- mówi do Agnes.
-No właśnie, co za miła niespodzianka, że raczyłaś odebrać skype!- mówi blondynka.- Mówiłam do Ricky'ego, że szkoda dzwonić, bo pewnie zamknęłaś się w pracowni i cały świat poza tobą, sztalugą, dziesiątkami pędzli i wszystkimi tubami kolorów nie istnieje...
-Jak widzisz istnieje, choć faktycznie malowałam.- odpowiada malarka.
-To ja jej kazałem zadzwonić, ale się upierała, że na pewno nie odbierzesz, gdyż ona wie, że miałaś malować. Jak widać tym razem to ja miałem rację.- patrzy śmiejąc się na swoją dziewczynę.- Znowu miałem rację kochanie.
-Miałeś... Przyznaję.-mówi blondynka.- Skoro już odebrałaś.- zwraca się do brunetki.- Może powiedz nam co u Was, bo nie rozmawiałyśmy całe 3 dni.- uśmiecha się agentka.
-No własnie też jestem ciekaw.- Ricky zajmuje miejsce obok swojej drugiej połowy po czym obejmuje ją ramieniem i przyciąga bliżej siebie, a ona nie oponuje, jeszcze bardziej lgnie do niego.
-U nas w porządku.- odpowiada malarka.- Marco pojechał z dziećmi do Mel, a ja wykorzystuję chwilę ich nieobecności, by dokończyć obraz. Kiedy są w domu dzieci ciężko to zrobić, bo są wszędzie.
-No tak.
-Jednak gdy ich nie ma, tak jak teraz, to choć mogę pracować, to czuję pustkę.- wyjaśnia Natalie.- Jest pusto w domu, zbyt cicho...
-Tak źle i tak nie dobrze.- śmieje się Ricky.- Kto wam kobietom dogodzi?- pyta retorycznie.- Nie martw się Natalie, Marco pewnie, a raczej na pewno odczuwa to podobnie.
-Pewnie tak.
-A co u Mario i Jull?
-Marco wczoraj zabrał go do lekarza, bo podobno w domu robiło mu się słabo. Pewnie nikt by nic nie wiedział, ale akurat był przy nim gdy zakręciło mu się w głowie i słabiej się poczuł. Właściwie zmusił go do tej wizyty, Mario oponował, ale w końcu nie chciał się kłócić i uległ. Oczywiście organizm jest mocno osłabiony, bo nie je normalnie, a jak zje, to często jego żołądek tego nie przyjmuje, poza tym nie wysypia się... I inne rzeczy. W każdym razie ma anemię, ale już bierze leki i ma być dobrze. Fizycznie dobrze.- dodaje.
-A psychicznie jak się trzyma?
-Źle, jest naprawdę źle, choć jest mały kroczek do przodu. Kiedy nie może spać siedzi w fotelu przy łóżeczku Julie. Lil mówiła.- opowiada.
-To świetnie, bo wszyscy wiedzieliśmy, że on ją kocha całym sobą, ale nie zajmował się nią.
-Ja myślę, że to wszystko co się wydarzyło dopiero  z niego schodzi- te emocje, cierpienie... To wymaga czasu, ale powoli wróci dawny Mario...
***
Jak się podoba? Co myślicie? Jeśli się nie podoba to krytykujcie, jeśli natomiast ciekawi Was, interesuje, intryguje ta historia to chwalcie :) Piszcie, bo gdy piszecie to wiem co myślicie, co czujecie, czy wczuwacie się w to co się dzieje w życiu bohaterów. 
Czekam na komentarze, wtedy dodam kolejny :)
Do następnego.

5 komentarzy:

  1. chwalę, chwalę i jeszcze raz chwalę ;) cieszę się, że są postępy z Mario! I że Marco wyciągnął go do lekarza, chodząca definicja prawdziwego przyjaciela :) Marco z Nat i swoimi pociechami tworzą świetną rodzinkę, życzę dużo weny i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Chwalimy.;)Aż łezka w oku się zakręcila,ale ze szczęścia.Cieszą mnie postępy Mario.Małymi kroczkami,ale do celu.Marco i Nat są wspaniałymi rodzicami,a ich pociechy awww*_*.Cudowna rodzinka.Pozdrawiam i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Chwalę!:) Mario...on chyba naprawdę wraca do formy fizycznej i mam nadzieję że i psychicznej tak samo:) Te leki napewno mu pomogą i będzie coraz lepiej. Kurczę nie wiem co myśleć o tych snach?Może to naprawdę coś znaczy? Już sama nie wiem...
    Pozdrawiam i czekan na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Można tylko chwalić, bo twoja twórczość jest niesamowita:) Fajnie, że Mario robi postępy i powoli wraca do siebie. Rodzina Marco jest cudowna i to się nie zmieni. :D I nawet Agnes i Ricky tu zawitali :) Życzę ci dużo weny i pozdrawiam Daria :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Weszło trochę więcej optymizmu :)
    Ja też bardzo chwalę! ;)
    Czekam na kolejne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń