Studenci zebrani w auli
uniwersytetu oczekują na rozpoczęcie. To ma być wyjątkowe spotkanie. To nie wykład, w każdym razie nie taki normalny, typowy. Niektórzy ze zgromadzonych rozglądają się. Najbardziej płeć piękna. W końcu niebawem ma pojawić się jeden z najlepszych piłkarzy w
Niemczech. Bo choć jeszcze jakiś czas wcześniej jego kariera była w martwym punkcie, a forma jego samego pozostawiała wiele do życzenia, to obecnie nie można już powiedzieć tego samego. Bo on wrócił, wrócił nie tylko do piłki, do dawnego klubu, do formy. Wrócił i zajął należne mu miejsce zarówno w BvB, na boisku, wrócił również do serc kibiców. Znów jest na ustach dziennikarzy, znów pojawia się w rankingach najlepszych, znów jest " na fali."
Jest przystojny i do tego wolny- takie myśli kłębią się w głowach niektórych ze studentek.
-Myślisz, że po wykładzie będzie można podejść i zrobić sobie z nim zdjęcie?- pyta jedna blond-włosa studentka trzeciego roku swojej koleżanki siedzącej obok niej.- Wiesz... Normalnie podobno nie ma problemu, kiedy spotkasz go na ulicy, ale dziś jest tak dużo ludzi więc wiesz... może nic z tego.- dodaje.
-Myślę, że dzisiaj dostać się do niego to raczej nierealne.-odpowiada przyjaciółka uśmiechając się.- Masz naprawdę mega świra na jego punkcie.- śmieje się.
-Nie przesadzaj.-odpowiada tamta.- Kto tutaj nie chciałby z nim fotki lub chociaż zamienić z nim kilka zdań. Nie chciałabyś?- pyta.
-Hmm... Właściwie to mogłabym, ale to nie jest jakoś moim priorytetem dzisiaj. Przyszłam, bo po prostu jego inicjatywa, ta fundacja jest czymś wyjątkowym. Temat mnie głównie interesuje. To co robi jest potrzebne.- tłumaczy.
-Mnie też, ale nie mogę zauważyć, że jest też mega przystojnym kolesiem, do tego wolnym.- uśmiecha się koleżanka.-Jego żona była szczęściarą i jego przyszła partnerka też nią będzie...
-Chciałabyś prawda?
-A ty nie?
-Nie, mam już faceta, którego kocham.- odpowiada.
-A ja nie mam.- mówi koleżanka.- I choć mało prawdopodobne by udało mi się z nim pogadać w tym tłumie, ale pomarzyć można przecież...- mruga do koleżanki i obydwie się śmieją. Nie mówią nic więcej ponieważ zaczyna przemawiać prorektor więc wszyscy milkną.
Jest przystojny i do tego wolny- takie myśli kłębią się w głowach niektórych ze studentek.
-Myślisz, że po wykładzie będzie można podejść i zrobić sobie z nim zdjęcie?- pyta jedna blond-włosa studentka trzeciego roku swojej koleżanki siedzącej obok niej.- Wiesz... Normalnie podobno nie ma problemu, kiedy spotkasz go na ulicy, ale dziś jest tak dużo ludzi więc wiesz... może nic z tego.- dodaje.
-Myślę, że dzisiaj dostać się do niego to raczej nierealne.-odpowiada przyjaciółka uśmiechając się.- Masz naprawdę mega świra na jego punkcie.- śmieje się.
-Nie przesadzaj.-odpowiada tamta.- Kto tutaj nie chciałby z nim fotki lub chociaż zamienić z nim kilka zdań. Nie chciałabyś?- pyta.
-Hmm... Właściwie to mogłabym, ale to nie jest jakoś moim priorytetem dzisiaj. Przyszłam, bo po prostu jego inicjatywa, ta fundacja jest czymś wyjątkowym. Temat mnie głównie interesuje. To co robi jest potrzebne.- tłumaczy.
-Mnie też, ale nie mogę zauważyć, że jest też mega przystojnym kolesiem, do tego wolnym.- uśmiecha się koleżanka.-Jego żona była szczęściarą i jego przyszła partnerka też nią będzie...
-Chciałabyś prawda?
-A ty nie?
-Nie, mam już faceta, którego kocham.- odpowiada.
-A ja nie mam.- mówi koleżanka.- I choć mało prawdopodobne by udało mi się z nim pogadać w tym tłumie, ale pomarzyć można przecież...- mruga do koleżanki i obydwie się śmieją. Nie mówią nic więcej ponieważ zaczyna przemawiać prorektor więc wszyscy milkną.
-Witam państwa.- wita się.- Za
chwilę rozpocznie się spotkanie poświęcone „ transplantologii”. I od razu uprzedzam, że będzie to
nietypowe spotkanie. Dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą mówię, iż nie będzie wykładem lekarzy wykonujących zabiegi,
natomiast za chwilę pojawią się osoby pracujące w Fundacji Ann Gotze, która to
działa, by dotrzeć do jak największej liczby osób i szerzyć ideę podpisywania
deklaracji zostania dawcą organów. Te działania jak sami rozumiecie są bardzo potrzebne w dzisiejszym czasie. Dlatego cieszymy się, że możemy gościć przedstawicieli fundacji. Dziękujemy za przyjęcie zaproszenia. Zapraszam przedstawicieli fundacji, oraz jej
założyciela – Mario Gotze.- mówi po czym odsuwa się od mikrofonu. I właśnie wtedy na auli pojawia się
piłkarz. Ubrany w ciemne spodnie, markowe buty sportowe oraz granatową koszulę podkreślającą jego szczupłą sylwetkę. Nie pojawia się sam. Obok niego staje szczupła blondynka. I teraz wzrok panów na auli skupia się właśnie na niej. Bez wątpienia można powiedzieć, że dziewczyna jest piękna. Piłkarz dostaje
mikrofon, dziewczyna siada na krześle, a on zaczyna mówić:
-Witam serdecznie.- najpierw się wita rozglądając się po auli, na której jest naprawdę tłum.- Na początku powiem Wam, że bardzo, ale to bardzo cieszę się, że przybyliście tak licznie. Dziękuję.- mówi, a potem kontynuuje.- Mam
na imię Mario.- przedstawia się, choć to właściwie formalność, bo przecież wszyscy go znają.- Bardzo mi miło, że władze uczelni zaprosiły nas na to spotkanie.
Dziękuję bardzo serdecznie w tym miejscu.- mówi patrząc w stronę prorektora, który kiwa głową w odpowiedzi.-Nie będę mówił dużo,
chyba, że zechcecie. Zacznę może od początku. Ideę fundacji znacie, to jest
jasne. Założyłem ją z moją żoną- jeszcze obydwoje wypełnialiśmy dokumenty.
Wiadomo- biurokracja- trochę trwają procedury. Zawiozłem dokumenty do urzędu i
mieliśmy czekać.- zaczyna opowiadać.- Plan był taki, że na dobre, po uzyskaniu wpisów fundacja miała
zacząć aktywnie działać po narodzinach naszego dziecka.- robi krótką przerwę, ponieważ ten temat nadal sprawia mu trudność, ból, choć stara się tego nie okazywać.- Niestety jak wiecie, a
może nie wiecie – mieliśmy wypadek samochodowy, w którym moja żona ucierpiała
na tyle poważnie, że zmarła kilka dni później.- znów robi kilkusekundową przerwę.- Jednak wiem jak bardzo marzyła o
tym, by szerzyć ideę bycia dawcą, ona sama podpisała deklarację, ja zresztą
też, dlatego postanowiłem , że spełnię to marzenie.Od wypadku minęło sporo czasu,trochę to trwało, ale
jestem już na dobrej drodze.Musiałem się po prostu pozbierać. To właściwie pierwsze tak duże spotkanie. I po raz
pierwszy powiem o pewnym fakcie, o którym,do tej pory wie jedynie kilka osób.- mówi patrząc na studentów. Słuchają naprawdę z zainteresowaniem.-Moja żona uratowała komuś życie.- wyjawia i znów przez moment milczy. Te słowa wzbudzają większe zainteresowanie ponieważ nikt nie znał tego faktu, nikt, oprócz najbliższych osób, bo tylko bliskim sobie osobom powiedział.Jej organy zostały przeszczepione, a jej serce bije teraz w ciele kogoś innego.-wyjawia, a na
sali rozlegają się oklaski . Co czuje w
tym momencie? Jest szczęśliwy. Bo jego Ann nie odeszła całkiem, jej serce bije
dla kogoś innego. Nie wie dla kogo, dopiero po 2 latach można poznać dane
biorcy i dawcy. Nie jest to dla niego ważne. Najważniejsze jest to, że spełnił
życzenie żony. Kiedy brawa cichną on kontynuuje:
-Pewnie zastanawiacie
się dlaczego zataiłem ten fakt? Szczerze… nie byłem w stanie o tym mówić. Nie
chciałem odpowiadać na pytania dziennikarzy. Nie mogłem, nie chciałem i nie
umiałem. Wierzcie mi, że ta decyzja była najtrudniejszą decyzją w moim życiu.
Deklaracji nie było pod ręką, a ja jako jej mąż musiałem zdecydować czy się
zgadzam. Nie łatwo powiedzieć „ Tak” w takim momencie. Nic w takiej chwili nie jest łątwe, wierzcie mi. Obyście nie musieli się o tym przekonać.- mówi.-Faktem jest jednak, że
serce mojej żony bije dla kogoś innego. Nie znam tożsamości, nie wiem czy będę
zabiegał, by ją po 2 latach poznać- trzeba odczekać 2 lata, ale powiem wam, że
jestem szczęśliwy. Gdybym się nie zgodził i tak musiałbym zdecydować w którymś
momencie o odłączeniu od aparatury. Nie miała szans się wybudzić, a tak miała
szansę uratować komuś życie. Tak jak chciała- zrobiła to.- przerywa, bo właściwie powiedział już wszystko co najważniejsze.- I jestem tutaj, by was przekonać, byście pomyśleli o tym czy nie chcielibyście dać komuś szansy, cząstki siebie w przypadku, gdyby wasze życie z jakiegoś powodu zgasło. Przecież zdarzają się różne sytuacje, wypadki. Nie zawsze można pobrać organy, ale są sytuacje kiedy można, kiedy pomimo, że czyjeś życie się kończy, życie kogoś innego może trwać. Można dać komuś czas, którego sam nie ma. Można. Wiem to. Zastanówcie się nad tym. Nie musicie dziś podpisać deklaracji. Nie musicie wcale. To wasza decyzja. Ale zastanówcie się. Bo warto.- mówi.-Można zadawać pytania,a za moment jeszcze Emily powie wam jeszcze coś.-kończy.
Po chwili słyszy głos
dziewczyny:
-Kto przyszedł i zadał
to pytanie czy pan się zgadza?-pojawia się pierwsze pytanie z czego się cieszy.
-Szef kliniki.-odpowiada, po czym rozwija temat.-Ja nie
od razu dowiedziałem się, że moja żona ma tak poważne obrażenia, że leży pod
respiratorem. Długo byłem nieprzytomny. Późno się dowiedziałem. Czekano, aż
będę w stanie usłyszeć najpierw takie informacje, a dopiero później takie pytanie. Nie wyglądało to natomiast tak , że
wszedł lekarz, powiedział mi, że moja żona jest prawie martwa i czy zgodzę się
na pobranie od niej organów. Nie. Szef kliniki zachował się naprawdę
profesjonalnie. Rozmawiał ze mną spokojnie, tłumaczył. Powiedział jeszcze
zdanie, które zapadło mi w pamięć najbardziej. Stwierdził, że gdyby mógł w
jakiś sposób uratować moją żonę, sprawić, by się obudziła to on na pewno by to
zrobił. Był szczery. Naprawdę. Lekarz z powołania. Dla niego Ann nie była jakąś
tam pacjentką, którąś z kolei, numerkiem… Nie powiedział mi „przecież ona już
jest martwa, jest roślinką”. Nic takiego nie usłyszałem. Zostawił mnie z tym.
Nie nalegał, nie naciskał. Dał czas. A ja już jak wychodził wiedziałem co
zrobię. Musiałem to tylko przepłakać.-wyznaje szczerze.
-Miał pan czas się
pożegnać?-pada kolejne pytanie.
-Tak. Miałem sporo
czasu. Mało tego. Moja córeczka ma zdjęcie z rodzicami. Ma zdjęcie z mamą. Nie
odmówiono mi, kiedy zapytałem czy jest możliwość przywiezienia Julie do Ann-
przerywa. Ten obraz nagle staje mu przed oczyma. Pamięta wszystko sekunda po sekundzie, minuta po minucie. Jest pewien, że ten obraz nigdy już nie zblaknie w jego pamięci. Po chwili kontynuuje- Chciałem, by choć przez chwilę była blisko.
Była.- kończy.
-A po operacji?-dopytuje ta sama dziewczyna.- Po pobraniu organów?- precyzuje.
-Miała na ciele ranę-
normalnie, można powiedzieć ładnie zszytą.-odpowiada.- Potraktowano ją z szacunkiem. Mogłem ją zobaczyć. Nikt nie
przeszkadzał, nie wyganiał, nie pospieszał. Obchodzono się z nami jak z jajkiem. Tak tam
traktują ludzi. Tak to wygląda. Jest możliwość rozmowy z psychologiem. Nie
skorzystałem z niej. Wtedy nie chciałem, nie mogłem, nie byłem w stanie, zresztą miałem przy sobie bliskich- moich rodziców oraz Natalie i Marco.- kończy swoją wypowiedź. Pada jeszcze kilka innych pytań, na które on chętnie odpowiada, ale głównie o funkcjonowanie fundacji, o to kto w niej pracuje. O wolontariacie. Kiedy nastaje cisza, po dłuższej chwili chłopak mówi:
-Skoro w tym momencie nie macie pytań, obiecuję, że jeszcze na końcu będzie można je zadawać jeśli jakieś się pojawią, to Emily coś wam opowie. Opowie o cudzie jaki zdarzył się w jej
życiu.- mówi po czym zwraca się w jej stronę, a ona wstaje z krzesła, pochodzi po czym odbiera od niego mikrofon. Piłkarz zajmuje miejsce na krzesełku.
-Nie wiem czy jestem w
stanie mówić…- to są pierwsze słowa, które wypływają z ust dziewczyny, po czym ona bierze głęboki oddech.- Mam na imię Emily. Skąd wzięlam się w fundacji i dlaczego dowiecie się za moment. Kim jestem? Studentką, tak jak wy, choć na urlopie dziekańskim, który musiałam wziąć przymusowo. Ale o tym dlaczego, też za moment.- mówi po czym się uśmiecha.- Na początek powiem, że
podziwiam go.- patrzy na Mario po wypowiedzeniu tych słów, a on patrzy na nią.-Naprawdę podziwiam. Mówię to wam, bo on słychszał to ode mnie już wiele razy i doskonale o tym wie.- Już na niego nie patrzy, a on słucha skupiony i obserwuje reakcje ludzi na sali.- Nie wiem czy bym się z takiego czegoś podniosła
i potrafiła o tym mówić.- przyznaje dziewczyna boleśnie szczerze.- To piękne, ale jakże trudne i bolesne.- dodaje i robi kilku-sekundową przerwę.- Powiem wam, że dzięki
takim ludziom jak Ann i Mario i innym ja żyję.- wyznaje.- Bo mogło mnie tu dziś w ogóle nie być.- mówi patrząc na studentów, którzy słuchają skupieni na jej słowach. Na sali panuje wielka cisza.- Gdzieś wśród rodzin i samych
dawców jest ktoś, kto podpisał deklarację albo zgodę i dziś, dzięki tej decyzji, w mojej klatce
piersiowej może bić nowe serce. - mówi to po raz pierwszy tylu osobom na raz.- Ktoś, kto sam umierając podarował mi życie.- dodaje.-Pomyślcie. Ktoś
płakał, przeżywał stratę, by moi rodzice mogli się śmiać i mieć nadzieję, ktoś żegnał, bym ja mogła witać życie…
nowe życie. Czyjś czas się skończył, by mój mógł dalej biec. Ktoś podarował mi
wiele lat. Lat, które wykorzystam najlepiej jak będę potrafiła. Lat, których nie zmarnuję na głupoty. Lat, w czasie trwania których mam zamiar być szczęśliwa. Lat, które wykorzystam również na to, by namawiać ludzi, aby zechcieli komuś podarować nowe życie , w
momencie jak ich z jakiegoś powodu będzie dobiegać końca. Bo to ważne.- mówi po czym na moment przerywa, by pozbierać myśli. A potem znów kontynuuje.-Słuchacie mnie i pewnie
zastanawiacie się czy długo chorowałam. Wyobraźcie sobie, że miałam grypę.
Problemy z sercem były jej powikłaniem. Na początki nic nie wróżyło, aż takich kłopotów. A potem to przerodziło się w bardzo poważne problemy. Mówię w wielkim skrócie.- tłumaczy.-W końcu byłam
przykuta do łóżka. I dostałam wyrok- albo przeszczep, albo śmierć. Moje serce
słabło w szybkim tempie. I nie było dawcy. Wiecie o czym w pewnym momencie
marzyłam?- zadaje to pytanie obserwując twarze ludzi.- Kiedy widziałam słońce za oknem chciałam na nie po prostu wyjść. Przypominałam
sobie miejsca, w których byłam i chciałam tam wrócić. Ale bałam się, że nie
zdążę. Tak bardzo się bałam.- przyznaje i choć stara się jak może nie okazywać emocji, to Mario wyłapuje delikatne drżenie jej głosu, przecież zna ją lepiej niż wszystkie osoby zebrane na sali. Obserwuje ją gotowy w każdej chwili zareagować gdyby jednak emocje wzięły górę nad opanowaniem Emily.- Starałam się nie płakać przy rodzicach, ale wylałam wiele łez. Oni
zapewne też za drzwiami mojego pokoju. Naprawdę były sporadyczne przypadki, kiedy któreś z nich uroniło łzę przy mnie. Nie chcieli mnie martwić dodatkowo, ale ja wiedziałam. Łzy to normalna reakcja w takich sytuacjach, w trudnych sytuacjach. Łzy pomagają, oczyszczają.- tłumaczy.- I kiedy już naprawdę nie miałam wiele
czasu, ale ciągle jakoś podświadomie mieliśmy iskrę nadziei, przyszedł profesor i powiedział słowa, na które tak czekałam. Że stał się cud. Wiecie co
sobie najpierw pomyślałam? Podziękowałam Bogu, za tę osobę, której serce będę
nosić w sobie, które dla mnie będzie biło. I pomyślałam o jej rodzinie. I wyobraźcie sobie, że nie potrafiłam się tak naprawdę szczerze ucieszyć.Bo oni cierpieli.- tłumaczy.- Jak widać, wygrałam życie. Mogę tu być, mówić o tym i zachęcać
byście się nie bali. Nie wiadomo co nas w życiu spotka. Możecie uratować życie.
Możecie to zrobić. I warto – oddawać krew, szpik, ale warto też podpisać
deklarację, że w razie wypadku chcesz być dawcą. To szlachetne. Nic nie
stracisz, a zyskasz.- mówi po czym znów na moment nastaje cisza.- Ann podarowała Mario kilka wspólnych, cudownych lat, wiele
miłości, dała mu córeczkę, to, że żyje również jest cudem, a komuś podarowała
nowe życie. Przez to, że chciała, że się nie bała. Jestem pewna, że Julie, kiedy
dorośnie będzie dumna, że miała taką mamę. Pewnie też kiedyś w przyszłości
weźmie przykład z rodziców. Bo naprawdę ma wspaniałych rodziców. Mamę bohaterkę
i tatę bohatera.- spogląda na Mario, który ma zaszklone oczy.-Wiem, miałam tak nie mówić, prosiłeś mnie.- uśmiecha się do niego, a on bierze drugi mikrofon i dodaje.- Prosiłem, bo nie chcę tu płakać publicznie, a wiesz jak takie coś mnie wzrusza. Poza tym nie jestem bohaterem.- dodaje.
-Jesteś.- odpowiada dziewczyna.- Ann, ty i każdy, kto decyduje się ofiarować komuś cząstkę siebie.- mówi mu.- W tym miejscu
chciałam jeszcze podziękować Mario za to, że dał mi możliwość podzielenia się z
wami moją historią. Mogę być częścią czegoś wielkiego i chcę spłacić swój dług.
Wobec Boga, wobec Ann i innych dawców i rodziny. Dzięki nim żyję. I uwierzcie
mi, że będę to życie celebrować.
***
Wychodzą z hali. Spotkanie
przeciągnęło się. Musieli odpowiedzieć na mnóstwo pytań, ale się cieszą, bo
wszystko udało się. Kierują się do samochodu piłkarza. Chłopak akurat włącza
się do ruchu gdy słyszy dźwięk dzwoniącej komórki. Odbiera na głośnomówiącym:
-Co tam Marco?
-O której będziecie?-
pyta przyjaciel.
-Za godzinę. Z Julie
wszystko w porządku?- denerwuje się.
-Pewnie. Po prostu
robimy pyszną kolację i mamy nadzieję na Wasze towarzystwo.- mówi.
-Emily?- zerka na nią.-
Zgadzasz się prawda?
-Nie wiem…
-Emily się zgadza.
Będziemy za około godzinę.- decyduje, a Emily po prostu się zgadza.
***
Wrzucam kolejny i myślę, że już nie będzie aż tak długich przerw w pisaniu. Pewnie wrócę też na drugiego bloga. Ale nie mówię, że jutro. Ściskam Was mocno i liczę na więcej komentarzy.
***
Wrzucam kolejny i myślę, że już nie będzie aż tak długich przerw w pisaniu. Pewnie wrócę też na drugiego bloga. Ale nie mówię, że jutro. Ściskam Was mocno i liczę na więcej komentarzy.
Rozdział jak zwykle wspaniały. Wzruszyłam się gdy go czytałam. Czekam z niecierpliwością na następny. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńI o wzruszenia chodziło. Cieszę się, że udało mi się Ciebie wzruszyć. Dziękuję, że podzieliłaś się swoją opinią o rozdziale. Pozdrawiam serdecznie ☺
UsuńNie ma za co :) Zapewne milej się patrzy,gdy widzisz wpisy pod rozdziałem.
UsuńDziewczyno napiszę Ci jedno to co robisz jest genialne. Będę czytała Twoje następne rozdziały i blogi.
Życzę dużo weny. :)
Uwielbiam momenty kiedy wchodze tutaj i widzę, że ktoś skomentował. Bo wiem co myślicie.
UsuńCieszę się, że moje blogi Ci się podobają. Mam więcej historii, ale nie wszystkie o piłkarzach. Lubisz czytać tylko o piłce czy inne również?
Fantastyczny rozdzial :) nie spodziewalam sie, ze zarówno Mario jak i Emily beda gotowi opowiedziec swoje historie przed sala pelna ludzi. Czekam na kolejny rozdział, ktory mam nadzieje pojawi się szybko ;) Ciesze się również ze powrocisz na drugiego bloga :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy i zycze weny :)
Dziękuję ☺ pozdrawiam serdecznie☺
UsuńCoś pięknego. Cudownie czytało Mi się ten rozdział.
OdpowiedzUsuńMiło czytać takie komentarze. Dziekuje☺ pozdrawiam
UsuńRozpieszczasz Nas tymi rozdziałami. Mario spędza coraz więcej czasu z Emily. Mam nadzieję,że już niedługo ich relacje ulegną zmianie :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńHmm... Nic nie zdradzę, ale Obydwoje są wyjątkowi...
UsuńPozdrawiam 😉
Cudowny rozdział! Nie wiem czemu ale kiedy go czytałam to naszła mnie myśl, że Emily ma serce Ann. Pozdrawiam Kinia
OdpowiedzUsuńJa również pozdrawiam ale nic nie zdradzę 😉
UsuńJak zawsze fenomenalny. Bardzo wciągający rozdział tylko szkoda, że taki krótki.Czekam z niecierpliwościąna następny, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i ja☺
UsuńNie mógł być dłuższy, a nie mogłam go zepsuć dodając inny wątek, bo to ten był najważniejszy 😃
Pięknie to wszystko napisane, szczerze mówiąc to sama chyba zacznę zgłębiać temat bycia dawcą i może się zdecyduję :) też pomyślałam sobie, że Emily ma serce Ann. zobaczymy co wyniknie :) pozdrawiam i do następnego :*
OdpowiedzUsuńCiesze się kiedy czytam tak wiele miłych słow☺
UsuńPozdrawiam☺
Rozdział świetny jak zawsze:) A kiedy będzie kolejny na drugim blogu?
OdpowiedzUsuń