wtorek, 12 lipca 2016

38.Blizna...

Mario jest zmęczony,  bardzo zmęczony,  ale szczęśliwy jednocześnie.  Zadowoleni są tez jego koledzy z zespołu, trener, a także władze klubu i oczywiście kibice. Nie spodziewał się,  że tego wieczoru strzeli hattricka. To był wyjątkowy mecz. Mecz, podczas którego zgromadzeni na SIP mogli w nim zobaczyć dawnego błyskotliwego Mario. Mario pełnego pomysłów na grę,  Mario będącego dosłownie wszędzie,  dwojacego się aby wykreować akcje. To owocuje. Trzy bramki zdobyte przez niego są sowita zapłata. Wiwaty tłumów również.  I nawet ból uda nie jest w stanie mu tego zabrać.  Nic nie jest w stanie. 
-Poczekam na ciebie.-mówi Marco.
-Idź, ja musze zobaczyć się jeszcze z lekarzem i fizjoterapeuta. Nie czekaj, Nat czeka na Ciebie.
-Poczekamy razem z Emily.-upiera się. 
-Dobrze.-zgadza się odkładając ręcznik którym przed chwila wycierał sobie włosy. 
-Będzie mega siniec.-blondyn wskazuje na udo przyjaciela gdzie ten został brutalnie kopniety.
-Boli, ale to nic poważnego. Ważniejsze jest to, że strzeliłem trzy gole. To była bajka, Marco. Bajka.
-To była zasłużona nagroda za twoją prace. To był i jest Mario, na którego czekali kibice i my czekaliśmy. Zasłużyłes na każdą sekundę triumfu w tym meczu.-mówi mu przyjaciel.-Popatrz co udało Ci się osiągnąć.  Poradziłes sobie, podniosłes się,  walczyles o siebie i Spójrz,  udało się. -patrzy na niego.
-To prawda. Jestem znów tam gdzie powinienem być.  
-Ann byłaby dumna, jest dumna. Zawsze w ciebie wierzyla, zawsze wspierała. 
-Chciałbym by mogła to zobaczyć,  ale przecież to niemożliwe. 
-Niedlugo jej małą kopia będzie przytulać cie po meczu. Już całkiem niedługo. -Marco klepie przyjaciela po plecach.-A dziś dostaniesz uścisk od mojej żony i Emily, do których idę.  Czekamy na ciebie.
***
-Był niesamowity.-mówi Emily.-Zasłużył na to co się dziś wydarzyło. 
-Zasłużył na jeszcze więcej.  To wszystko przed nim. Całe życie przed nim. Jeszcze wiele łez szczęścia wciśnie z oczu kibiców.-uśmiecha się Natalie.
-Jestem pewna, że tak.-mówi blondynka po czym zauważa idącego Marco. Emily wita się z nim i przytula go gratulujac dwóch asyst. A potem Marco przytula się do żony. 
-Byliście wspaniali. Najlepsi.-mówi mu Nat.
-Dzięki. -odpowiada piłkarz po czyz delikatnie całuje usta żony. -Mario zaraz przyjdzie. Ma go zobaczyć lekarz i fizjoterapeuta.
-Coś się stało? -pyta natychmiast Emily.
-Boli go udo. Niby ma być w porządku,  to chyba obicie, ale chcieli go jeszcze raz zobaczyć. Będzie mega siniak.
***
-Burczy ci w brzuchu.-mówi Emily uśmiechając się.
-Jestem głodny. Chętnie zaprosiłbym cie teraz na kolacje, ale tak naprawdę to nie chce pozować do zdjęć ani rozdawać autografów,  a nie chce być tez niemiły i odmawiać. -tłumaczy. 
-To może przygotuje coś lekkiego i zjemy w domu?-proponuje dziewczyna.
-A może zamówimy coś do domu? Gotujesz świetnie,  ale nie chce bys teraz musiała się zajmować gotowaniem. Zaprosiłem cie na mecz. Cały czas zajmujesz się moim dzieckiem, coś robisz wiec chce bys chociaż raz mogła po prostu być gościem. -mówi jej.- Dobrze? 
-Dobrze.
***
Sebastian rozgląda się dookoła. W restauracji jest mnóstwo osób.  Nie miał ochoty wychodzić,  ale nie chciał tez sprawić przykrości Markowi, który zaplanował ten wieczór. 
-Zdecydowałeś juz na co masz ochotę? -pyta Mark.
-Ty wybierz proszę. -odpowiada.
Wiec wybiera i zamawia dla obydwu. Kiedy kelner odchodzi mężczyzna spogląda badawczo na partnera. Seba znów jest cichy. Jednak nie mówi o rozstaniu. Nie odsuwa się również.  Właściwie to poszło to w druga stronę.  Jest blisko kiedy tylko może,  bo w niektórych momentach jest też sam, kiedy Marka nie ma.
-Jeśli nie chcesz tu być to możemy wyjść. -mówi starszy.-Nie chce bys sie do czegokolwiek zmuszał. Twoje dobre samopoczucie jest dla mnie ważne.  Jest dla mnie ważne to czego chcesz.-powtarza.
-Zawsze było. -mówi młodszy. -To właśnie w tobie uwielbiam.  Wiele rzeczy, ale to jest jedna z ulubionych. Przy tobie czułem się wolny i ważny. 
-Czułes? Czas przeszły...
-Czuje nadal... 
-Teraz lepiej.-uśmiecha się Mark.
-Nawet wtedy gdy się klocili smycze,  nie czułem się nigdy stlamszony. 
-Bo ja nie chciałbym tak się czuć i nie chce by ktoś mi bliski czuł się tak przeze mnie. Ten związek tak nie działał i nie będzie działać. 
-Ciesze się,  że tak mówisz. 
-Mówie to od dawna.
-Widzisz mam nie do końca dobre doświadczenia wiec myślę,  że po prostu muszę dojrzeć do tego by uwierzyć, iż tak już będzie.  
-Wiem, dom...
-Tak. W moim domu generalnie czułem się gorszy. Często.  Najczęściej.  Zresztą potem było gorzej, kiedy doszedłem do tego, że nigdy nie spełnię oczekiwań.-przyznaje spoglądając na Marka smutno. Widzi, że ten coś chce powiedzieć wiec przerywa mu.-To w porządku.  Nie zdołuję się jeszcze bardziej.
-Zdołujesz. To niepotrzebne. 
-Potrzebne, tylko z tobą chce o tym rozmawiać. 
-W porządku.  Słucham. 
-Bardzo długo nie pozwalałem sobie na to, aby dać sobie szansę. By być szczęśliwym. Zresztą wiesz jak było, mówiłem Ci. Zresztą nie mam pojęcia co byłoby gdybyś został z Ricky'm. Wtedy nigdy byśmy się nie poznali. Już nie mowie o byciu razem. Byłbym inną osobą. Dużo nauczyłem się będąc z tobą.O sobie. O tym jak może być, jak chciałbym by było. I o szczerości i lojalności.- mówi, ale przerywa bo idzie kelner. Podaje potrawy, a potem się oddala.
-Wygląda pysznie.-mówi Seba.
-Zjemy i pójdziemy na spacer, co?-proponuje Mark.
-Dobrze.
-I porozmawiamy. Brakuje mi naszych rozmów.  
-Mnie też.  Przepraszam.
-To nie twoja wina...
***
Spędzają miło czas. Jedzenie, które zamówili jest przepyszne. Wino, które Mario otworzył również jest wyśmienite. Julie śpi. Kiedy wrócili juz spała. Mama piłkarza po tym jak się pojawili pojechała do domu. Nie chciała im przeszkadzać, choć nie powiedziała tego na głos. Nie szli do jadalni. Rozlozyli jedzenie na niziutkim stoliku w salonie a oni usadowili się na dywanie i po prostu zaczęli jeść. 
-Nie wiedziałem, że jestem aż tak głodny. -mówi Mario dokładając sobie jeszcze sałatki. 
-Nie dziwie się w końcu przez ponad 90 minut biegałes bez przerwy po boisku. Musisz nadrobić. 
-Jak zacznę się najadac na noc to będę miał boczki.-śmieje się. 
-Dobre sobie. Przy takiej ilości ruchu i treningów to nawet gdybyś chciał je mieć to nic z tego.-mówi blondynka.-Ja to co innego.
-Daj spokój,  masz świetna figurę. -protestuje piłkarz. 
-Kiedyś miałam,  teraz daleko mi do tego. Zero kondycji. 
-Nad kondycja można pracować.  To nic trudnego. Jest tyle form aktywności.-mówi. 
-Nie wszystko jest dla wszystkich Mario.
-Dlaczego tak mówisz?  -patrzy na nią. - Coś jest nie tak? Coś z twoim zdrowiem?
-Ja...
-Powiesz mi, proszę?-patrzy na nią. 
-Powiem, ale...- nie kończy ponieważ dzwoni jej telefon. To jej tato. Po zapewnieniach, że jest w porządku w końcu się rozlicza i ma zamiar odłożyć telefon, ale potrąca kieliszek który ląduje na jej bluzce. Mario podaje jej serwetke a potem wstaje, wyciąga dłoń i zabiera ją do łazienki. 
-Ściągnij bluzeczke, dam Ci coś swojego a ja trzeba zaprać.-mówi po czym wychodzi by przynieść jej swoją koszulkę. Robi to, o co ją poprosił. Ściąga bluzeczke. W samym biustonoszu stoi przed lustrem. Jej uwagę przykuwa blizna. Nie jest ładna, ale właściwie to nie uważa, by ją szpeciła. Przyzwyczaiła się do niej. Dotyka palcami blizny. 
***
Jest zaskoczony to lekko powiedziane. Może powinien zapytać,  ale drzwi były uchylone wiec odruchowo po prostu wszedł. 
-Przepraszam...-szepcze. To zwraca na niego uwagę Emily. Dziewczyna odruchowo odwraca się a potem zdaje sobie sprawę,  że przecież jest tylko w biustonoszu. Zdaje sobie sprawę,  że on zobaczył. Bierze od niego koszule, która przyniosl. Jest miękka w dotyku, miła. Ubiera ja na siebie, a potem zaczyna zapisać guziki. Mario podchodzi, staje przed nią po czym zatrzymuje ja kładąc swoje obydwie dłonie na jej. Spomiędzy połów koszuli widać czerwona bliznę. 
-Emi...-mówi patrząc na nią. Potem czuje delikatny dotyk jego ciepłych palców.  Mario bardzo delikatnie dotyka tego miejsca. -Porozmawiasz ze mną? -pyta.-Opowiesz mi o tym?
Potwierdzeniem jest kiwniecie głową.  Potem Mario przytula ja. 
***
-Dziękuję za pyszna kolacje.-mówi Sebastian kiedy spacerują juz alejka. Mówi to już po raz kolejny.
-Lubię z tobą wychodzić. -mówi jego partner.
-Ja też,  choć może ostatnio to wyglądało zgoła inaczej.
-Wszystko wróci do normy.
-Nie wiem czy wróci...
-To zależy od nas. Od ciebie... Czy chcesz.
-Chce. Bardzo chce. Ale to wszystko tak mnie dołuje. Boje się.  
-To naturalne ale musimy z tym żyć.  Poradzić sobie. Stawić temu czoła.  Jeśli będziemy musieli żyć z wirusem, damy sobie rade. Obydwaj. Nie chce bys przechodził przez wszystko sam. Możemy mieć wszystko co chcemy pomimo choroby. Możemy dobrze żyć Seba. Tak jak do tej pory. Możemy zmienić mieszkanie tak jak planowaliśmy, możesz starać się o te prace, której tak pragniesz. I chciales psa.
-Tak, ale potem stwierdziliśmy, że nie ma nas w domu ciągle...
-Będę pracował mniej.-mówi Mark.-Nie miałem Ci teraz mówić,  to miała być niespodzianka.  Miałem poszukać mieszkania, w dobrej lokalizacji, takiego jakie sobie wymarzylismy. Wybrać kilka ofert i wtedy cie zabrać żebyś wybrał ze mną.  
-I co?
-Nie dałem rady, bo ważniejsze było to co się z tobą dzieje.  Wiec poszukamy razem. Może jak wrócimy. -proponuje.
-Jutro.-mówi Seba.-Po powrocie chce po prostu być z Tobą.  Nie chce nic robić,  wszystko może poczekać.  Chce po prostu przytulic się do ciebie i zasnąć. 
-TO miła perspektywa.-uśmiecha się Mark.
***
Siedzą na dywanie oparci plecami o sofę.  Na stoliku stoją dwa kieliszki wypełnione winem. W łazience nie pytał, a ona nie powiedziała. 
-Ta blizna, która zobaczyłes jest po operacji.-mówi.-Miałam przeszczep Mario. Przeszczep serca.-mówi dokładniej patrząc mu w oczy. Jest zaskoczony. Nie wiedział.  Nie przypuszczał. 
-Ale już jest wszystko w porządku,  prawda?-dopytuje.
-Tak. Jest dobrze, ale zanim dojdę do tego co było przed tym jak zachorowałam musi minąć sporo czasu...-mówi. Mario słucha, chłonie każde słowo,  które pada a ust Emily. Słucha jak to się stało,  że trafiła do szpitala, co przeżywali jak pojawiła się diagnoza. Słucha o jej pobytach szpitalu, a potem o tym jak stal się on jej drugim domem. Słucha o jej marzeniach wyjścia na spacer czy pobytu nad morzem. Słyszy o tym jak marzyła,  by znów być na tyle silna by wyjść na spacer z przyjaciółmi czy po prostu wrócić na uczelnie. I o bólu, jaki obserwowała w oczach rodziców.  Mówi o tym jak każdego wieczoru żegnała się z bliskimi, choć nigdy nie mowila o pożegnaniu. I o jej radości kiedy następnego ranka otwierała oczy zdając sobie sprawę, że ofiarowano jej kolejny dzień.  A potem wspomina dzień, kiedy lekarz oznajmił im, że dostała szanse, że jest serce. 
-Dostałam w prezencie nowe życie,  Mario.-mówi wybierając policzek, bo oczywiście nadal nie może mówić o tym bez wzruszeń.  Ale nie tylko jej policzek jest wilgotny. Mężczyzna, który siedzi naprzeciwko niej i trzyma jej dłoń tez jest wzruszony. Bo choć to smutna historia pełna bólu,  to jednak z happy endem. 
-Dostałaś.-przyznaję. -Bardzo się ciesze z tego powodu,  Emi.
-Musze Ci jeszcze o czymś powiedzieć. -mówi mu.-W szpitalu poznałam Twoja żonę.-stwierdza, a on zamiera.-To był przypadek, że się spotkałyśmy, ale cieszę się,  że tak się stało.  Ślicznie wyglądała w ciąży. Promieniała. Rozmawiałyśmy chwile o mnie, bo usłyszała,  że jestem na liście i oczekuje na przeszczep. Wtedy jeszcze nie mieszkałam w szpitalu. To było miłe spotkanie. Zarządzenie losu.
-Dzięki któremu tak bardzo pragnęła założyć fundacje.-stwierdza piłkarz. -Ty musiałaś być osoba, o której mi mówiła.  Opowiadała mi o tym. Nie musiała mnie długo namawiac, ale odlozylismy to w czasie, bo chciałem,  żeby czas ciąży przeżyła spokojnie a nie na bieganiu i załatwianiu formalności.-mówi szatyn.
-Nie znałam jej właściwie,  ale wiem, że byłeś mężem wyjątkowo cieplej osoby. I wrażliwej.  
-Byłem. I tak jak w tobie bije serce kogoś innego, tak jej serce tez dla kogoś bije. Bo doszło do przeszczepu Emily. Pobrano organy. Nie wiem kim sa te osoby, ale cieszę,  się że mogła komuś uratować życie w momencie gdy jej gasło. I jakkolwiek mocno boli jej nieobecność to jestem szczęśliwy,  że jej wola została wypełniona. Wtedy rozmowa o tym pomimo wszystko, pomimo deklaracji, że tak będzie to był okropny ból.  Ale nie mogłem postąpić inaczej. 
-Julie kiedy zrozumie będzie z Was bardzo dumna. 
-Być może.  Nie chciałbym jednak przechodzić przez to drugi raz. Przepraszam.-bierze głęboki oddech.
-Wiem, wiem Mario. 
Chłopak przytula ja do siebie i nie puszcza. Nie spodziewał się,  że tak zakończą ten wieczór.  Ale cieszy się,  że wie. A potem kiedy wypuszcza ja w końcu z ramion przygląda jej się chwilę po czym mowi:
-Nie wyobrażam sobie fundacji bez ciebie Emily.
-A ja marze o staniu się jej częścią. 
***





2 komentarze:

  1. Szczera rozmowa to zawsze dobry pomysł :) Myślę, że Mario z Emily będą teraz jeszcze lepszymi przyjaciółmi, kto wie, może kiedyś będą parą ;) XO Pszczółka Emma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emmo dziękuję, że zawsze tu jesteś 😉 pozdrawiam serdecznie

      Usuń