Stara się jak najszybciej dotrzeć na miejsce, do przychodni, w której jest umówiony z pediatrą. Julie od pół godziny płacze bez przerwy. Bez wątpienia jest chora, ponieważ ma gorączkę. Nie ma pojęcia co dokładnie jej dolega, jednak ma nadzieję, że za kilkanaście minut wszystkiego się dowie od lekarza. Płacz córeczki sprawia, jej cierpienie sprawia, że jemu też chce się płakać, bo naprawdę chciałby jej ulżyć, ale nie ma pojęcia jak.
-Jeszcze moment maleńka i wszystkiego się dowiemy. Jeszcze moment okruszku.- mówi do niej z czułością.
Może 7 minut później parkuje na parkingu przed kliniką, po czym bierze na ręce córeczkę i udaje się do budynku. Kiedy staje przy ladzie rejestracji, patrzy na niego wiele par oczu. Julie płacze, choć już nie tak histerycznie, jak jeszcze w domu, gdy ją próbował ubrać.
-Jestem umówiony z dr. Smith.- mówi do młodej kobiety znajdującej się za ladą rejestracji.
-Już sprawdzam.- mówi dziewczyna. Nie pyta nawet o nazwisko, Mario domyśla się, iż nie musi. Zna go jak połowa, a może nawet więcej ludzi w tym mieście i pewnie w całych Niemczech.- Proszę iść do gabinetu nr 12.- mówi mu uśmiechając się może zbyt szeroko jak na jego gust.
-Dziękuję.- odpowiada tylko odchodząc.
Chwilę później rozmawia z lekarką, która bada jego córeczkę. Pani doktor wyjaśnia, że to najprawdopodobniej infekcja wirusowa, ale prosi go, by poszedł do laboratorium, by panie laborantki mogły pobrać Julie krew na badanie. Robi to. Oczywiście jego córka nie jest zadowolona, iż kręcą się przy niej obce osoby, dotykają ją i kłują. Jej płacz staje się głośniejszy. Wychodząc z laboratorium zostaje zapewniony,iż wyniki będą do pół godziny. Tuli córeczkę składając pojedyncze, małe pocałunki na jej główce, czole, czy policzkach, stara się ją uspokoić, na ile się da. Niewiele działa. Julie płacze i Mario wydaje się, iż w najbliższym czasie nie ma zamiaru przestać. To zrozumiałe, jest chora, ale ten płacz łamie mu serce. Uwielbia swoją córkę, kocha ją nad życie i jak każdy rodzic, chciałby, by nie cierpiała, a w tym momencie niewątpliwie cierpi. Podchodzi do okna, odwraca się z nią w stronę szyby, po czym zaczyna przestępować z nogi na nogę kołysząc ją. Dziewczynka jest wtulona w ramiona ojca, a on delikatnie kołysze nią.
-Mój maleńki okruszku wytrzymaj jeszcze moment.- szepce do jej ucha.- Jeszcze moment Jull. Ci, ci, ci...
Nie zaprzestaje kołysania, bo stwierdza, iż płacz jego córeczki jest odrobinę cichszy, jednak tylko odrobinę, ale dobre i to. Domyśla się, iż dziewczynka zmęczyła się łkaniem. On też jest zmęczony jej płaczem i pragnie, by przestała, by nie wylewała już łez ze swoich maleńkich oczu. Chce ją zobaczyć tak jak zwykle uśmiechniętą.
-Kocham Cię, maleńka.- wyznaje cicho.-Jesteś wszystkim, co mam.
***
Idąc chowa do torebki wyniki swoich badań. Jest zadowolona, bo są dobre, a nawet bardzo dobre. Idąc uśmiecha się sama do siebie, oraz do ludzi, których mija. Cieszy się, bo dlaczego miałaby się nie cieszyć? Żyje, ma się dobrze i wszystko wskazuje na to, że tak będzie w przyszłości. Idzie korytarzem, mija kilka osób, a potem słyszy łkanie dziecka. Jej spojrzenie trafia na znaną jej sylwetkę stojącą przy oknie, wprawdzie tyłem, ale wydaje jej się, że to Mario. Postanawia podejść i się przekonać.
-Cześć.- mówi będąc na tyle blisko, by usłyszał. Chłopak spogląda w stronę, z której dobiegł go głos. Rozpoznaje osobę, która się z nim przywitała.
-Cześć.- odpowiada nie przestając kołysać swojej córeczki siląc się na mały uśmiech, ale ten nie za bardzo mu wychodzi.
-Co się dzieje?- pyta spoglądając na dziewczynkę. Na twarzy piłkarza również wymalowane jest zmartwienie.- Jest chora?- pyta.
-Tak, przed momentem byliśmy w laboratorium i czekamy na wyniki. Pani doktor twierdzi, że to wirus, jednak chciała zobaczyć wynik badania krwi.- tłumaczy jej szatyn.- Marzę o tym, aby stąd wyjść.- dodaje mężczyzna.
-Nie dziwię się, ja też nie lubię takich miejsc.- mówi dziewczyna, choć domyśla się, z jakiego powodu piłkarz ma awersję do szpitali.-Jull...- zwraca się do dziewczynki Emily.- Biedactwo...- dotyka jej małej dłoni, a dziewczynka spogląda na nią kwiląc.- Cześć maleńka.- grucha do dziecka Em.-Nie płacz, skarbie.
Dziewczynka przez moment kwili ciszej interesując się dziewczyną, która do niej mówi i głaszcze jej maleńką dłoń. Ktoś trzaska drzwiami i mała znów zaczyna łkać głośniej. Mario wzdycha cicho po czym spogląda na zegarek.
-Może te wyniki już są, pójdę sprawdzić.- odzywa się.- Przepraszam cię, ale muszę...
-W porządku, rozumiem...- odpowiada dziewczyna, po czym dodaje.-Może ją wezmę?- proponuje Emi spoglądając na chłopaka.
-Nie, może lepiej nie. Jest rozdrażniona, może gorzej płakać, a naprawdę tego nie chcę. Płacze już kilkadziesiąt minut i ona ma dość i ja. Nie umiem jej ulżyć, a ona nie potrafi się uspokoić.
- To z powodu choroby. Zaproponowałam, bo pomyślałam po prostu, że nie musiałbyś z nią biegać po tych korytarzach. Mógłbyś też iść z tym wynikiem i porozmawiać z lekarką na spokojnie, bo jak ona będzie płakać to nie za bardzo się dogadacie.- tłumaczy dziewczyna, a on wie, że ma dobry pomysł, jednak nie jest pewien, czy jej córce również się spodoba. Nie wie czy chce próbować.
-Masz rację, ale nie wiem czy nie będzie gorzej jak spróbuję odkleić ją od siebie.- patrzy na Emily.
Emily gładzi policzek małej po czym wystawia do niej ręce.
-Pójdziesz do mnie?- pyta małej dziewczynki. Najpierw nie reaguje pochlipując, ale po kilku sekundach jednak wyciąga rączkę. Em wykorzystuje ten moment, aby wziąć ją na ręce od Mario. I mała nie płacze bardziej, dlatego on po prostu zachęcony kiwnięciem głowy od Emily, która w tym momencie przytula jego córeczkę, idzie do laboratorium, a w końcu do pediatry. Faktycznie na spokojnie może odebrać receptę i zadać wszystkie pytania, które mu się nasuwają. I kiedy pojawia się znów przy Emily i Julie zauważa, iż płacz ucichł, a mała śpi wtulona w ramiona córki Alice. Jest zaskoczony. Jest nawet bardziej niż zaskoczony.
-Jak tego dokonałaś?- pyta.
-Nic nowego nie zrobiłam, po prostu chyba tak się zmęczyła łkaniem, że w końcu zasnęła.- pada odpowiedź.
-Emily...
-Słucham?
-Możesz jeszcze moment z nią zostać, a ja pobiegnę do apteki wykupić lekarstwa?- pyta chłopak.- Przepraszam, pewnie się śpieszysz...
-Nie przepraszaj, nie śpieszę się i właśnie miałam ci to samo zaproponować. Szkoda byłoby ją teraz przekładać i budzić.
-Dziękuję.- mówi z wdzięcznością.- Zaraz wracam.
-Spokojnie, ja naprawdę nigdzie się nie śpieszę.- pada odpowiedź.
-Emily...
-Słucham?
-Możesz jeszcze moment z nią zostać, a ja pobiegnę do apteki wykupić lekarstwa?- pyta chłopak.- Przepraszam, pewnie się śpieszysz...
-Nie przepraszaj, nie śpieszę się i właśnie miałam ci to samo zaproponować. Szkoda byłoby ją teraz przekładać i budzić.
-Dziękuję.- mówi z wdzięcznością.- Zaraz wracam.
-Spokojnie, ja naprawdę nigdzie się nie śpieszę.- pada odpowiedź.
***
Spacerują parkową alejką. Park znajduje się niedaleko szpitala, w którym przebywa ojciec Ricky'ego i niedaleko hotelu, w którym obecnie mieszkają. Agnes obserwuje swojego chłopaka, który uśmiecha się, jego rysy twarzy są łagodne, nie ma już zmartwienia ani napięcia wymalowanego na twarzy. To bez wątpienia ją cieszy. Właściwie od momentu w którym go poznała widywała go szczęśliwego, uśmiechającego się, śmiejącego w głos. Jednak teraz, kiedy jego sytuacja rodzinna się wyprostowała, ten uśmiech jest inny, pełniejszy. Oczy jej chłopaka nie kryją już bólu, czy urazy.
-Kochanie, mówię do ciebie.- głos Ricka przerywa jej zamyślenie.- O czym tak intensywnie myślisz, że w ogóle nie słuchasz co mówię?- pada pytanie ze strony dziennikarza.
-Raczej o kim?- poprawia go, a na jego twarzy maluje się ciekawość.
-Znam go?- pyta Ricky.- Bo to jakiś mężczyzna zaprząta twoje myśli, prawda?- dopytuje.
-Tak, to zdecydowanie mężczyzna.- odpowiada agentka.- I zdecydowanie go znasz.- patrzy na niego mówiąc te słowa.
-Zdradzisz kim on jest?
-Tak, to żadna tajemnica.- uśmiecha się blondynka.- Myślę o tobie.- mówi.- A ty myślałeś, że o kim?- pyta.
-Miałem cichą nadzieję, że to ja jestem w twoich myślach, ale istniały jakieś małe szanse, iż to może być ktoś inny, dlatego wolałem zapytać.- na jego twarzy również pojawia się uśmiech.-Cieszę się bardzo, że to ja.
-To zawsze będziesz ty.- mówi Agnes.- Już zawsze.- wyznaje, a on rozkłada ramiona i kilka sekund później ona stoi wtulona w niego na środku alejki parkowej, gdzie wszyscy mijający ich mogą na nich patrzeć. I jest kilka, a może kilkanaście par oczu, które wpatrują się w nich z zaciekawieniem, ale Agnes i Ricky'emu ciekawskie spojrzenia nie przeszkadzają, bo oni zajęci są sobą. Nie robią przecież nic złego, po prostu przytulają się w parku, bo w tej chwili właśnie tego potrzebują.
-Kocham cię.- szepce chłopak w jej włosy.
-Kocham cię.- pada odpowiedź.- I cieszę się, że nareszcie jesteś w pełni szczęśliwy.
-Jestem, ale mogę być jeszcze szczęśliwszy i to ty możesz kiedyś dać mi jeszcze więcej szczęścia, wiesz?- odzywa się mężczyzna.
-Jak mam to zrobić?- Agnes lekko odsuwa się od niego, by móc spojrzeć mu w oczy.
-Dowiesz się, niebawem.- obiecuje.- Niedługo.- składa pocałunek w jej włosach.-Moje szczęście jest i już zawsze będzie ściśle powiązane z tobą, kochanie. Tak jak może życie. Jesteś moim wszystkim.- wyznaje dziennikarz, a ona po prostu się uśmiecha, ponieważ naprawdę uwielbia, kiedy jej mężczyzna mówi jej takie słowa. To najpiękniejsze wyznania miłości.
***
Emily pojawia się w domu dużo później niż zaplanowała, ale nie jest z tego powodu smutna. Wie natomiast, iż jej rodzice na pewno zastanawiali się, dlaczego nie wróciła zaraz po odebraniu badań. Uprzedziła ich, że wróci później, bo logiczne było, iż gdyby tego nie rozbiła, to mogliby pomyśleć, że badania nie są zadowalające, nie chciała, by się bali, dlatego wysłała krótkiego sms-a.
Gdy pojawia się w salonie obydwoje siedzą na sofie popijając kawę.
-Cześć.- mówi uśmiechając się.
-Cześć córeczko.- mówią zgodnie.- Wszystko w porządku?
-Tak, w jak najlepszym.- pada odpowiedź, po czym dziewczyna siada obok swojego ojca.- Badania wyszły świetnie.- chwali się.
-Cudownie.- jej ojciec obejmuje ją po czym przytula.- Nie spodziewaliśmy się złych wieści.
-Ja też byłam spokojna, jednak musiałam sprawdzić.
-Nie wróciłaś na obiad.- zauważa Alice.
-Nie wróciłam. W klinice spotkałam Mario z Julie.
-Coś się stało?
-Julie jest chora. Niby nic poważnego, jakiś wirus, ale ma wysoką temperaturę, jest też bardzo rozdrażniona i płaczliwa. Płakała bez przerwy przez kilkadziesiąt minut, raz mocniej, raz mniej, ale ciągle. Mario nie mógł jej uspokoić. Kiedy ich spotkałam, czekali na wynik z laboratorium. Zaproponowałam, że zostanę z nią, bo wiadomo, że z płaczącym dzieckiem ciężko się skupić, a on chciał porozmawiać z pediatrą. Zasnęła zanim wrócił, a potem, kiedy wrócił z apteki i ją wziął, ona znów zaczęła płakać i wyciągała do mnie rączki więc nie mogłam sobie pójść. I tak oto znalazłam się u nich w domu. Jull nie chciała w ogóle iść do niego i chyba było mu strasznie przykro z tego powodu. Daliśmy jej syrop, a chwilę później zasnęła.Wyszłam chwilkę później.- skończyła swą opowieść.-Mamo?
-Tak?
-Mario szukał opiekunki dla Jull, prawda?
-Tak, to prawda, ale nie znalazł.
-Szuka nadal?- dopytuje.
-Nie wiem, zdaje się, że dzwonił do tego biura i powiedział, by nadal szukano. A dlaczego pytasz?- Alice spogląda na swoją córkę.
-Bo tak sobie pomyślałam...-spogląda na rodziców.- Mam urlop na uczelni, mogłabym...- Dwie pary oczu wpatrują się w nią uważnie.- Może ja mogłabym zostać jej opiekunką.- mówi.- Co myślicie?- wpatruje się w nich pytająco, a oni milczą.
***
Łapcie kolejny. Spodziewaliście się? Wiem, że niektóre z Was tak :)
Mario się zgodzi?
Komentujcie.
Ps. Powiedzcie mi czy to opowiadanie się Wam znudziło, że doczekałam się dwóch komentarzy?
Oczywiście dziękuję osobom, które znalazły czas i chęci przede wszystkim, by napisać parę słów. Dzięki wielkie.
Spacerują parkową alejką. Park znajduje się niedaleko szpitala, w którym przebywa ojciec Ricky'ego i niedaleko hotelu, w którym obecnie mieszkają. Agnes obserwuje swojego chłopaka, który uśmiecha się, jego rysy twarzy są łagodne, nie ma już zmartwienia ani napięcia wymalowanego na twarzy. To bez wątpienia ją cieszy. Właściwie od momentu w którym go poznała widywała go szczęśliwego, uśmiechającego się, śmiejącego w głos. Jednak teraz, kiedy jego sytuacja rodzinna się wyprostowała, ten uśmiech jest inny, pełniejszy. Oczy jej chłopaka nie kryją już bólu, czy urazy.
-Kochanie, mówię do ciebie.- głos Ricka przerywa jej zamyślenie.- O czym tak intensywnie myślisz, że w ogóle nie słuchasz co mówię?- pada pytanie ze strony dziennikarza.
-Raczej o kim?- poprawia go, a na jego twarzy maluje się ciekawość.
-Znam go?- pyta Ricky.- Bo to jakiś mężczyzna zaprząta twoje myśli, prawda?- dopytuje.
-Tak, to zdecydowanie mężczyzna.- odpowiada agentka.- I zdecydowanie go znasz.- patrzy na niego mówiąc te słowa.
-Zdradzisz kim on jest?
-Tak, to żadna tajemnica.- uśmiecha się blondynka.- Myślę o tobie.- mówi.- A ty myślałeś, że o kim?- pyta.
-Miałem cichą nadzieję, że to ja jestem w twoich myślach, ale istniały jakieś małe szanse, iż to może być ktoś inny, dlatego wolałem zapytać.- na jego twarzy również pojawia się uśmiech.-Cieszę się bardzo, że to ja.
-To zawsze będziesz ty.- mówi Agnes.- Już zawsze.- wyznaje, a on rozkłada ramiona i kilka sekund później ona stoi wtulona w niego na środku alejki parkowej, gdzie wszyscy mijający ich mogą na nich patrzeć. I jest kilka, a może kilkanaście par oczu, które wpatrują się w nich z zaciekawieniem, ale Agnes i Ricky'emu ciekawskie spojrzenia nie przeszkadzają, bo oni zajęci są sobą. Nie robią przecież nic złego, po prostu przytulają się w parku, bo w tej chwili właśnie tego potrzebują.
-Kocham cię.- szepce chłopak w jej włosy.
-Kocham cię.- pada odpowiedź.- I cieszę się, że nareszcie jesteś w pełni szczęśliwy.
-Jestem, ale mogę być jeszcze szczęśliwszy i to ty możesz kiedyś dać mi jeszcze więcej szczęścia, wiesz?- odzywa się mężczyzna.
-Jak mam to zrobić?- Agnes lekko odsuwa się od niego, by móc spojrzeć mu w oczy.
-Dowiesz się, niebawem.- obiecuje.- Niedługo.- składa pocałunek w jej włosach.-Moje szczęście jest i już zawsze będzie ściśle powiązane z tobą, kochanie. Tak jak może życie. Jesteś moim wszystkim.- wyznaje dziennikarz, a ona po prostu się uśmiecha, ponieważ naprawdę uwielbia, kiedy jej mężczyzna mówi jej takie słowa. To najpiękniejsze wyznania miłości.
***
Emily pojawia się w domu dużo później niż zaplanowała, ale nie jest z tego powodu smutna. Wie natomiast, iż jej rodzice na pewno zastanawiali się, dlaczego nie wróciła zaraz po odebraniu badań. Uprzedziła ich, że wróci później, bo logiczne było, iż gdyby tego nie rozbiła, to mogliby pomyśleć, że badania nie są zadowalające, nie chciała, by się bali, dlatego wysłała krótkiego sms-a.
Gdy pojawia się w salonie obydwoje siedzą na sofie popijając kawę.
-Cześć.- mówi uśmiechając się.
-Cześć córeczko.- mówią zgodnie.- Wszystko w porządku?
-Tak, w jak najlepszym.- pada odpowiedź, po czym dziewczyna siada obok swojego ojca.- Badania wyszły świetnie.- chwali się.
-Cudownie.- jej ojciec obejmuje ją po czym przytula.- Nie spodziewaliśmy się złych wieści.
-Ja też byłam spokojna, jednak musiałam sprawdzić.
-Nie wróciłaś na obiad.- zauważa Alice.
-Nie wróciłam. W klinice spotkałam Mario z Julie.
-Coś się stało?
-Julie jest chora. Niby nic poważnego, jakiś wirus, ale ma wysoką temperaturę, jest też bardzo rozdrażniona i płaczliwa. Płakała bez przerwy przez kilkadziesiąt minut, raz mocniej, raz mniej, ale ciągle. Mario nie mógł jej uspokoić. Kiedy ich spotkałam, czekali na wynik z laboratorium. Zaproponowałam, że zostanę z nią, bo wiadomo, że z płaczącym dzieckiem ciężko się skupić, a on chciał porozmawiać z pediatrą. Zasnęła zanim wrócił, a potem, kiedy wrócił z apteki i ją wziął, ona znów zaczęła płakać i wyciągała do mnie rączki więc nie mogłam sobie pójść. I tak oto znalazłam się u nich w domu. Jull nie chciała w ogóle iść do niego i chyba było mu strasznie przykro z tego powodu. Daliśmy jej syrop, a chwilę później zasnęła.Wyszłam chwilkę później.- skończyła swą opowieść.-Mamo?
-Tak?
-Mario szukał opiekunki dla Jull, prawda?
-Tak, to prawda, ale nie znalazł.
-Szuka nadal?- dopytuje.
-Nie wiem, zdaje się, że dzwonił do tego biura i powiedział, by nadal szukano. A dlaczego pytasz?- Alice spogląda na swoją córkę.
-Bo tak sobie pomyślałam...-spogląda na rodziców.- Mam urlop na uczelni, mogłabym...- Dwie pary oczu wpatrują się w nią uważnie.- Może ja mogłabym zostać jej opiekunką.- mówi.- Co myślicie?- wpatruje się w nich pytająco, a oni milczą.
***
Łapcie kolejny. Spodziewaliście się? Wiem, że niektóre z Was tak :)
Mario się zgodzi?
Komentujcie.
Ps. Powiedzcie mi czy to opowiadanie się Wam znudziło, że doczekałam się dwóch komentarzy?
Oczywiście dziękuję osobom, które znalazły czas i chęci przede wszystkim, by napisać parę słów. Dzięki wielkie.