Kiedy zjawia się w domu w salonie jest jej mama. Pracuje nad książką. Wita się z nią rzucając jej tylko krótkie cześć, po czym znika w swojej sypialni. Potem w łazience. Kiedy z niej wychodzi, po wzięciu prysznica, jej mama jest w pokoju. Siedzie w fotelu stojącym w rogu pomieszczenia i uważnie jej się przygląda.
-Co tam mamo?- pyta Emily, otwierając drzwi do garderoby.
-Gdzie się znów wybierasz?- odpowiada Alice pytaniem na pytanie.
-Na mecz. Mówiłam ci.- odpowiada dziewczyna.
-Nie mogłaś mi mówić, bo ostatnio wcale się nie widujemy. Właściwie mijamy się ciągle. Wiecznie nie ma cię w domu.
-Dużo pracujesz, ja zajmuję się Julie.- słyszy matka od córki, która przeszukuje szafę zastanawiając się co ma na siebie założyć.
-Emily to nieładnie rozmawiać i jednocześnie szukać w szafie ubrań.- zwraca uwagę córce.
-Przepraszam, ale nie mam zbyt wiele czasu. Muszę się pomalować i ubrać, a potem jeszcze dojechać na miejsce. Nie chcę przyjść w ostatniej chwili, nie lubię tak.
-Myślę, że masz czas na 5 minut rozmowy z matką.- odpowiada Alice, a Emily zjawia się w pokoju i siada na swoim łóżku.
-Przepraszam. Już zamieniam się w słuch.- patrzy na mamę. Alice przygląda się córce. Zauważyła zmianę w niej już jakiś czas temu. Jednak nie rozmawiały o tym. Może przyszedł ten czas.
-Wrócisz do domu po meczu czy masz jeszcze jakieś plany?- pyta.
-Jeszcze nie wiem. Na razie nie mamy planów, ale nie będę tam sama. Natalie też się wybiera więc być może, później będzie jakiś pomysł...- odpowiada.- Mario po meczu jest zawsze zmęczony ale i bardzo głodny więc być może pójdziemy coś zjeść.- dodaje.
-No właśnie... Spędzacie ze sobą coraz więcej czasu prawda? Dawniej, już w sumie bardzo dawno temu po tym jak zjawiał się w domu, ty pojawiałaś się w swoim. To się zmieniło.
- zauważa.
-Czy to źle?- pyta córka.
-Nie mówię, że źle. Po prostu mówię, co widzę.- patrzy badawczo.- Trochę się też martwię, Emily.
-O mnie? Dlaczego?
-Ponieważ...- wzdycha.- Zaangażowałaś w tę waszą znajomość uczucia. Mylę się?- dopytuje.
-Pytasz czy jestem w nim zakochana?
-Wiem, że jesteś. Chcę po prostu usłyszeć to od ciebie...
-Tak, jestem w nim zakochana, mamo.- pada odpowiedź.
-A czy on jest zakochany w tobie?- pyta Alice, ale na to pytanie nie pada żadna odpowiedź ponieważ dziewczyna jej najnormalniej w świecie nie zna. I nie ma pojęcia czy szybko pozna.
***
Mecz rozpoczyna się jak zwykle wiwatami na trybunach. Kibice są wspaniali, a oni chcą podziękować im za doping i wiarę w drużynę możliwie jak największą ilością bramek. Pragną tego, choć nie wiadomo oczywiście, czyż to się uda. Piłka jest nieprzewidywalna. Mogą być przygotowani najlepiej, ale mogą również mieć słabszy dzień. Wszystko niebawem się okaże.
***
Obserwują poczynania drużyny z zapartym tchem. Zamierają, kiedy piłkarze drużyny rywala zbliżają się w pobliże bramki dortmundzkiej drużyny. Jednak formacja obronna spełnia swoje zadania wzorowo. Nie dopuszcza rywala zbyt blisko skutecznie przerywając akcje. Natalie i Emily z prawdziwą radością obserwują również współpracę dwóch przyjaciół na boisku. Duet Gotzeus jest widoczny. Popisują się świetnymi podaniami, konstruują świetne akcje, jednak i obrona rywala ma się na baczności skutecznie przeszkadzając piłkarzom. Wiedzą bowiem, iż jeśli zostawią im zbyt duże pole manewru, oni będą nie do zatrzymania. Niestety pierwsza połowa nie przynosi bramek. Kiedy piłkarze schodzą z murawy dziewczyny ucinają sobie miłą pogawędkę na temat zbliżających się drugich urodzin Julie, które się zbliżają. Ma być przyjęcie, a one zastanawiają się nad prezentami dla małej dziewczynki. Potem niestety wraca poważniejszy i trudniejszy temat.
-Mario zaplanował wszystko ze szczegółami.- mówi Emily.- Ale wiesz... Jednocześnie się cieszy z tego wszystkiego, a potem chwilami się zawiesza. Stara się tego nie okazywać, ale to widać.
-Bo to też rocznica śmierci Ann. Te dwa wydarzenia już zawsze będą się ze sobą tak jakby trochę przeplatać.Kiedyś ten dzień będzie przede wszystkim wielką radością, ale to potrwa. Jednak poradzi sobie, poradzicie sobie.- zapewnia malarka, a Emily patrzy na nią, bo użyła liczby mnogiej.
-Użyłaś liczby mnogiej.- spogląda na przyjaciółkę.
-Tak, zrobiłam to w pełni świadomie.- tłumaczy brunetka.- Mówiłam o tobie, Emily. On musi po prostu przeżyć ten dzień, musi przez to przejść. Teraz nie będzie dużo łatwiej, ale będzie inaczej. Minęło już sporo czasu. I teraz już nie ma tylko nas, ma także ciebie.
-Jestem tylko jego przyjaciółką...
-Jesteś kimś więcej, wiem to, choć on jeszcze tego nie przyznał, być może nie przyzna jeszcze długo, ale wpuścił cię do swojego życia. Wpuścił tak naprawdę. Musisz o tym wiedzieć.- przerywa.- Widziałam ostatnio kilka sytuacji, w których zachowywał się w stosunku do ciebie tak jak robił to z Ann. Choćby ta, kiedy przyjechał do nas, powiedział o tym, że jego tata się obudził. Był taki szczęśliwy, a jednocześnie tak zmęczony i zestresowany i chciał abyś go przytuliła.
-On jest takim człowiekiem...
-Do pewnego stopnia, tak. Ale istnieje różnica. I podświadomie o tym wiesz.-dotyka dłoni przyjaciółki.- Wszystko będzie dobrze.- zapewnia.
***
-Wszystko w porządku, Mario?- pyta fizjoterapeuta.
-Tak, po prostu bolą mnie mięśnie.- odpowiada.
-Ale coś się stało, jak cię boli?- dopytuje.- Jesteś w stanie grać?
-Tak. Jest w porządku. Mam chyba po prostu odrobinę słabszy dzień. Nic poza tym.- zapewnia.
-Na boisku naprawdę nie widać, że masz słabszy dzień. I oby tak dalej.- klepie piłkarza po plecach. Odzywa się trener, który zaprasza ich na boisko.
***
Tłum wiwatuje. Kibice skaczą, przytulają się z radości. Mają powód. To była przepiękna akcja, którą zapoczątkował Łukasz, a którą dokończyli duet Mario i Marco, a tym, który w końcu umieścił piłkę w siatce rywala był młodszy. Gratulują mu, a kibice krzyczą jego nazwisko. I to jest ta chwila, na którą zawsze liczy piłkarz, kiedy wybiega na murawę. I to jest ten moment, kiedy czuje, iż wszystkie trudy, jakie podejmuje każdego dnia na treningach, mają sens. I to jest ten czas, kiedy jest z siebie dumny i czuje dumę każdego sympatyka drużyny. Oni są z niego dumni. I duma, która rozpiera go z powodu tego, iż nadal może być częścią tego klubu, tej drużyny jest widoczna również w geście, który wykonuje. Składa palce w serduszko i przykłada do koszulki tam, gdzie jest nadruk BvB. A potem puszcza całusa w stronę sektora, gdzie jest Emily i Natalie.
***
Natalie przytula Emily, kiedy Marco jest osobą, która po raz drugi tego dnia umieszcza piłkę w bramce rywala. Asystuje Mario i już śmiało można powiedzieć, że duet powrócił. Śmiało można powiedzieć, iż Mario wskoczył na tor, na którym wszyscy chcieli go znów zobaczyć. Cieszą się i wiwatują z tłumem. I śpiewają z tłumem. A potem są dumne, kiedy mecz kończy się, a piłkarze podchodzą pod trybunę południową podziękować kibicom. I potem tańczą jak zwykle, a one się cieszą, rozpiera ich duma.
***
-Długo to trwa. Dłużej niż zwykle.- mówi Emily.- Coś jest nie tak.- dodaje.
-Nic nie może być źle, bo wszyscy zeszli z boiska w świetnej formie. Po prostu może trener ich zatrzymał.- tłumaczy malarka, ale Emily nadal jest niespokojna. Chwilkę później wychodzą pierwsi piłkarze. Nie pytają. Pytają Łukasza, bo jest jednym z ostatnich,
-Gdzie jest Mario i Marco?- pyta Natalie.
-Marco czeka na Mario. Mario w szatni dostał mega skurcz w udzie. Musiał się nim zająć fizjoterapeuta. Coś mu podali i jeszcze drugi raz miał rozmasowywane to udo. Zaraz powinni się zjawić. Nie martwcie się.- uspokoił i się pożegnał. 10 minut później zauważyły ich idących w jej stronę. Mario utyka.
-Gratulacje.- powiedziały zgodnie, a potem przytuliły ich. Kiedy Emily odsuwała się od Mario spojrzała na niego uważnie.- Jak twoje udo?- pyta.
-Już lepiej.- odpowiedział, ale nie do końca przekonująco.
-Brzmisz nie do końca przekonująco.- zauważa
-Bo jestem zmęczony i boli mnie nie tylko udo. Chyba po prostu mam gorszy dzień. Marzę o tym, aby się położyć i odpocząć.-twierdzi.
-Więc to zrobisz po powrocie do domu.- mówi Marco.
-Jestem głodny.-marudzi młodszy.- Ale chyba zjem w domu. Jestem naprawdę skonany. Do zobaczenie jutro.- żegna się z Natalie i Marco.
-Trzymajcie się.
W drodze do domu to Emily prowadzi, a Mario cicho siedzi na siedzeniu pasażera. Za cicho jak dla niej.
-Naprawdę źle się czujesz prawda?- dopytuje.
-Naprawdę jestem zmęczony.- pada odpowiedź.-Przed meczem czułem się świetnie, nie wiem dlaczego teraz jest odwrotnie. To nie tak, że zagrałem pełne 90 minut w życiu. Nie rozumiem.
-Nie martw się, to na pewno przejściowe.- uspakaja.- Zaraz będziemy na miejscu. Zjesz coś i pójdziesz do łóżka.
-To naprawdę miła perspektywa, choć muszę położyć Jull.
-Twoja mama chciała zabrać ją do siebie. Miała rozmawiać z tobą jak wrócisz. Może to jest dobry pomysł. Odpoczniesz.- namawia go.- Ja mogłabym oczywiście się nią zająć, a ty mógłbyś odpocząć, ale twoja mama naprawdę miała już wielkie plany. Miała zabrać jutro Julie do którejś sali zabaw. chciała spędzić z nią czas. Dużo o tym mówiła.
-Więc nie będzie problemu. - pada odpowiedź.-Ja chyba będę musiał się trochę regenerować po tym meczu. - odpowiada. Potem już milczą. I kiedy Mario zaraz po posiłku mówi, że idzie się położyć, jego mama zabiera Julie na noc i Emily też ma zamiar pojechać do domu. Sprząta jeszcze zabawki, które porozrzucała córeczka piłkarza, kiedy on idzie do łazienki.
-Idziesz już?- pyta Mario wchodząc do salonu. Ma na sobie miękkie spodnie dresowe i koszulkę.
-Tak, a ty idziesz do łóżka.- nakazuje mu.
-Uwierz mi, że naprawdę nie jestem w stanie zrobić niczego innego.- odpowiada chłopak.
- W takim razie spotkamy się pojutrze. Jutro Julie jest u babci więc spodziewam się, iż nie będzie mnie potrzebować.
-Tak, jutro masz wreszcie wolny dzień. Ostatnio nie miałaś zbyt wiele wolnego czasu. Przepraszam za to, ale ten zawał taty...
-W porządku. Nie narzekam, bo uwielbiam twoją córeczkę, a opieka nad nią to czysta przyjemność. Wiesz o tym dobrze.
-Ale opieki nad jej ojcem nie miałaś w umowie.- mówi uśmiechając się delikatnie i przepraszająco.
-Możemy podpisać aneks do umowy i dodać ten punkt.- żartuje dziewczyna odwzajemniając uśmiech.
-Dziękuję, jesteś kochana, ale wiem, że po pewnym czasie pożałowałabyś podpisu na tym aneksie. - dodaje piłkarz.
-Mylisz się, Mario.- twierdzi dziewczyna.-Śpij dobrze.- dodaje po czym przybliża się do niego, całuje go w policzek i wychodzi.
***
Jest po późnym śniadaniu, kiedy rozbrzmiewa dzwonek telefonu. Odbiera.
-Cześć Emi.- wita się.
-Mam nadzieję, że cię nie obudziłam...- mówi dziewczyna.
-Nie, nie obudziłaś. Właśnie skończyłem jeść śniadanie.- odpowiada.
-Bardzo późne śniadanie.-poprawia go dziewczyna.
-Późno wstałem.
-Jak się czujesz? Dzwonię, aby zapytać, bo wczoraj powiem szczerze mnie trochę wystraszyłeś...
-Jest w porządku. Już lepiej, naprawdę.- zapewnia.- Po prostu musiałem mieć słabszy moment, bo dzisiaj już jest oki. Boli mnie trochę udo, ale tam gdzie wczoraj miałem ten mega skurcz. Poza tym w porządku. Nie martw się o mnie. Złego diabli nie biorą...- żartuje.
-Nie żartuj w ten sposób.- upomina go.
-Przepraszam.Mogę o coś zapytać?
-Tak.
-Wyjdziesz wieczorem ze mną?- pyta piłkarz.- Możemy pójść do kina, albo na kolację.- wymienia.
-Mogę wybrać?
-Jasne.
-Więc wybieram kino.
Ona tego nie widzi, ale Mario uśmiecha się. To będzie miły wieczór.
-Gratulacje.- powiedziały zgodnie, a potem przytuliły ich. Kiedy Emily odsuwała się od Mario spojrzała na niego uważnie.- Jak twoje udo?- pyta.
-Już lepiej.- odpowiedział, ale nie do końca przekonująco.
-Brzmisz nie do końca przekonująco.- zauważa
-Bo jestem zmęczony i boli mnie nie tylko udo. Chyba po prostu mam gorszy dzień. Marzę o tym, aby się położyć i odpocząć.-twierdzi.
-Więc to zrobisz po powrocie do domu.- mówi Marco.
-Jestem głodny.-marudzi młodszy.- Ale chyba zjem w domu. Jestem naprawdę skonany. Do zobaczenie jutro.- żegna się z Natalie i Marco.
-Trzymajcie się.
W drodze do domu to Emily prowadzi, a Mario cicho siedzi na siedzeniu pasażera. Za cicho jak dla niej.
-Naprawdę źle się czujesz prawda?- dopytuje.
-Naprawdę jestem zmęczony.- pada odpowiedź.-Przed meczem czułem się świetnie, nie wiem dlaczego teraz jest odwrotnie. To nie tak, że zagrałem pełne 90 minut w życiu. Nie rozumiem.
-Nie martw się, to na pewno przejściowe.- uspakaja.- Zaraz będziemy na miejscu. Zjesz coś i pójdziesz do łóżka.
-To naprawdę miła perspektywa, choć muszę położyć Jull.
-Twoja mama chciała zabrać ją do siebie. Miała rozmawiać z tobą jak wrócisz. Może to jest dobry pomysł. Odpoczniesz.- namawia go.- Ja mogłabym oczywiście się nią zająć, a ty mógłbyś odpocząć, ale twoja mama naprawdę miała już wielkie plany. Miała zabrać jutro Julie do którejś sali zabaw. chciała spędzić z nią czas. Dużo o tym mówiła.
-Więc nie będzie problemu. - pada odpowiedź.-Ja chyba będę musiał się trochę regenerować po tym meczu. - odpowiada. Potem już milczą. I kiedy Mario zaraz po posiłku mówi, że idzie się położyć, jego mama zabiera Julie na noc i Emily też ma zamiar pojechać do domu. Sprząta jeszcze zabawki, które porozrzucała córeczka piłkarza, kiedy on idzie do łazienki.
-Idziesz już?- pyta Mario wchodząc do salonu. Ma na sobie miękkie spodnie dresowe i koszulkę.
-Tak, a ty idziesz do łóżka.- nakazuje mu.
-Uwierz mi, że naprawdę nie jestem w stanie zrobić niczego innego.- odpowiada chłopak.
- W takim razie spotkamy się pojutrze. Jutro Julie jest u babci więc spodziewam się, iż nie będzie mnie potrzebować.
-Tak, jutro masz wreszcie wolny dzień. Ostatnio nie miałaś zbyt wiele wolnego czasu. Przepraszam za to, ale ten zawał taty...
-W porządku. Nie narzekam, bo uwielbiam twoją córeczkę, a opieka nad nią to czysta przyjemność. Wiesz o tym dobrze.
-Ale opieki nad jej ojcem nie miałaś w umowie.- mówi uśmiechając się delikatnie i przepraszająco.
-Możemy podpisać aneks do umowy i dodać ten punkt.- żartuje dziewczyna odwzajemniając uśmiech.
-Dziękuję, jesteś kochana, ale wiem, że po pewnym czasie pożałowałabyś podpisu na tym aneksie. - dodaje piłkarz.
-Mylisz się, Mario.- twierdzi dziewczyna.-Śpij dobrze.- dodaje po czym przybliża się do niego, całuje go w policzek i wychodzi.
***
Jest po późnym śniadaniu, kiedy rozbrzmiewa dzwonek telefonu. Odbiera.
-Cześć Emi.- wita się.
-Mam nadzieję, że cię nie obudziłam...- mówi dziewczyna.
-Nie, nie obudziłaś. Właśnie skończyłem jeść śniadanie.- odpowiada.
-Bardzo późne śniadanie.-poprawia go dziewczyna.
-Późno wstałem.
-Jak się czujesz? Dzwonię, aby zapytać, bo wczoraj powiem szczerze mnie trochę wystraszyłeś...
-Jest w porządku. Już lepiej, naprawdę.- zapewnia.- Po prostu musiałem mieć słabszy moment, bo dzisiaj już jest oki. Boli mnie trochę udo, ale tam gdzie wczoraj miałem ten mega skurcz. Poza tym w porządku. Nie martw się o mnie. Złego diabli nie biorą...- żartuje.
-Nie żartuj w ten sposób.- upomina go.
-Przepraszam.Mogę o coś zapytać?
-Tak.
-Wyjdziesz wieczorem ze mną?- pyta piłkarz.- Możemy pójść do kina, albo na kolację.- wymienia.
-Mogę wybrać?
-Jasne.
-Więc wybieram kino.
Ona tego nie widzi, ale Mario uśmiecha się. To będzie miły wieczór.
***
Podoba Wam się?
Czy mogę wiedzieć dlaczego zmniejszyła się liczba komentarzy? Znudziła Was historia? Cóż, mogę obiecać, że sytuacja nabiera tempa :)