czwartek, 27 sierpnia 2015

16. Zabierz mnie...

***
Wsłuchajcie się podczas tego rozdziału w pierwszą piosenkę z playlisty- Gosi Andrzejewicz. Ten utwór pasuje do scen na cmentarzu, napisałam je pod wpływem tej piosenki. W moim wyobrażeniu były bardziej rozbudowane, ale jak to często bywa, wyobrażenie inne, a efekt inny :)
***

Budzi go dźwięk telefonu. Wie, że nie włączał budzika, zresztą pomimo tego, iż jeszcze nie jest w stanie jasno myśleć, ponieważ został wyrwany ze snu, jest pewien, że to nie melodia budzika. Właściwie z zamkniętymi oczyma sięga do szafki, na której leży jego telefon. Kiedy ma go przed sobą zmusza się do otworzenia oczu. Patrzy i zamiera na moment. Bo to faktycznie powiadomienie. Na ekranie pisze "Urodziny Ann." 
***
Pije kawę na tarasie. Jest zamyślona, nie słyszy nawet kroków swojego ojca, którego obecność zauważa w momencie, w którym mężczyzna zajmuje miejsce na krześle obok. 
-Jesteś bardzo zamyślona.- zauważa.
-Taki dzień, tato... - mówi upijając łyk i patrząc na swojego ojca.- Nie wiem czemu, ale...
-Znów rozmyślasz, że ten dzień nie nadszedł by, gdyby nie zdarzył się cud...
-Tak. Te myśli to coś normalnego. Są dni, kiedy wstaję i po prostu żyję, ale są też takie, w które myślę kim była osoba, dzięki której tu teraz jestem i rozmawiam z Tobą. Zastanawiam się co robią jej najbliżsi, kiedy ja po prostu siedzę tuz moim ojcem i jestem szczęśliwa? Czy oni też, po stracie mają choć namiastkę szczęścia, które mam ja?- zastanawia się na głos.- Czy cierpią, bo upłynęło zbyt mało czasu, czy nawet, gdy upłynie go więcej, to czy będą w stanie zaznać odrobinę radości? 
-Nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytania, kochanie.- odzywa się ojciec dziewczyny.- Myślę, iż tylko bliscy tej osoby, mogliby zdradzić co czują. Wiem jednak, jestem pewien, iż minęło zbyt mało czasu, by pogodzić się ze stratą. Czasem w ogóle nie da się tego zrobić.- spogląda na nią.- Ale nie możesz czuć się winna z powodu tego, że ty żyjesz, cieszysz się każdą chwilą, a oni cierpią. Jestem pewien, iż fakt, że serce bliskiej im osoby bije w kimś, łagodzi ból. 
-Oby tak było, oby tak było, tato...- wzdycha, a kilka sekund później czuje ciepłą dłoń swojego ojca na swojej. I naprawdę jest wdzięczna Bogu za ten dzień  i każdy kolejny.
***
Ten dzień należy do czołówki tych ciężkich. Smutek uderza w niego w momencie przeczytania powiadomienia w telefonie, a potem wcale nie jest lepiej. Kiedy wstaje, okazuje się, iż w domu nie ma jego córki, ani jego mamy. w kuchni znajduje kartkę z informacją, iż babcia zabrała wnuczkę na spacer, ponieważ pragnęła, by odpoczął. Najpierw się złości, ponieważ każdy dzień rozpoczyna od przytulenia swojej córeczki, tego dnia nie może. Tak więc czuje złość, jednak zaraz reflektuje się, gdyż wie doskonale, iż jego mama nie zrobiła tego, by go zranić czy wkurzyć, a z troski o niego, ponieważ kilka ostatnich nocy nie mógł spać. Tak więc złość mija, a zastępuje ją poczucie winy, bo przecież jak mógł złościć się na mamę?
Ma zamiar zjeść śniadanie, jednak zaraz po przygotowaniu go okazuje się, iż niespecjalnie czuje głód, odczuwa wręcz uścisk w żołądku, który raczej nie jest objawem głodu. Nie je. Idzie do łazienki z zamiarem wzięcia prysznica i zmycia z siebie tego przygniatającego uczucia. To się jednak nie udaje, ponieważ słyszy dźwięk dzwoniącego telefonu. Nie cieszy się widząc na wyświetlaczu napis " Teściowie."  Od razu domyśla się z jakiego powodu dzwonią. Odbiera.
-Słucham.
-Cześć Mario.- wita się z nim mama Ann.
-Dzień dobry.-odpowiada.
-Co u Was? Jak ma się nasza wnuczka?- pyta.
-Julie ma się świetnie, rośnie.- pada odpowiedź.
-Dawno nas nie było, ale...- słyszy jak rodzicielka jego żony bierze głęboki oddech.- Wiesz... Wybieraliśmy się, jednak... To naprawdę trudne.
-Wiem. Rozumiem.- przyznaje. 
-Dzwonię ponieważ dzisiejsza data...- kobieta zawiesza głos na chwilę i Mario słyszy jej oddech.- Dzisiaj...
-Są urodziny, Ann... - kończy za nią Mario.
- Tak.- przytakuje kobieta.- Mamy zamiar przyjechać na cmentarz i chcielibyśmy się z Wami zobaczyć.
-Zapraszam.- mówi po prostu.- Zawsze jesteście mile widziani.
-Dziękuję. - mówi mama Ann.-Do zobaczenia.
-Do widzenia.
Kiedy połączenie zostaje przerwane Mario wie, iż to będzie długi i bardzo ciężki dzień. 
***
Alice siedząc na kanapie słyszy rozmowę swojej córki, która rozmawia przez telefon. Kiedy kończy zjawia się w salonie, po czym siada na sofie, zaraz obok swojej mamy, wcześniej stawiając na stoliku dwa kubki z gorącą herbatą.
-Proszę, mamo.
-Dzięki.- Alice uśmiecha się z wdzięcznością, po czym bierze kubek do ręki i upija mały łyk gorącego napoju.- Wspaniała jak zawsze.- komplementuje swoją córkę.
-Wiem jaką lubisz.- odzywa się Emily.
-Z kim rozmawiałaś?- pyta.
-Z Christianem.- odpowiada.- Pamiętasz? To narzeczony Aleksandry.- mówi, a zaraz potem się poprawia.- Był narzeczonym Aleksandry.- w jej głosie słychać smutną nutę. Jest jej przykro, ponieważ Aleksandra nie miała tyle szczęścia co ona, nie doczekała swojej szansy. Emily ,właściwie odkąd poznała tę dziewczynę, od razu ją polubiła. Pomimo złego stanu zdrowia, blondynka była wyjątkowo pogodną osobą. Nawet wtedy, gdy stan pogarszał się w zastraszającym tempie, ona nadal wierzyła i czekała na dobre wieści. Swoim optymizmem potrafiła zarazić pielęgniarki, swoją rodzinę i osobę, w której była zakochana- Christiana. Emily pamięta właściwie każdą rozmowę odbytą z Aleksandrą, każdy jej uśmiech. Pamięta również to, jak dziewczyna czekała na swojego narzeczonego, oraz to, jak jej oczy błyszczały, kiedy się zjawiał.  Ich uczucie było silne, Emily jest pewna, że silniejsze niż śmierć.
-Zawiesiłaś się, Emily.- mówi Alice.
-Przepraszam.- dziewczyna upija łyk herbaty.- Umówiłam się z Christianem wieczorem na herbatę. Odwiedzę też Aleksandrę na cmentarzu, bo dziś jej urodziny. Chris pewnie przyniesie jej ulubione herbaciane róże, a ja pomyślałam, że to będą białe lilie, bo je też kochała.- spogląda na swoją mamę.- Wiesz, życie nie jest sprawiedliwe.- mówi.- Oni się tak kochali, byli tak bardzo sobie oddani. Mogli być tak bardzo szczęśliwi, a los odebrał im to wszystko. - wypowiada te słowa z żalem.- Nie potrafię tego pojąć dlaczego życie bywa tak bardzo okrutne? Ich miłość była prawdziwa.- spogląda na Alice, ale zaraz potem widzi, że jej mama wskazuje w stronę telewizora, który jest włączony, ale dość mocno wyciszony, jednak na tyle, by usłyszały jakie słowa padają z ust dziennikarki. 
" Była mądrą i piękną kobietą, znakomitą modelką i najukochańszą żoną znanego piłkarza. Byłaby zapewne wspaniałą mamą dla małej Julie. Dziś, zapewne w gronie rodziny, z córeczką, mężem i przyjaciółmi, świętowałaby kolejne swoje urodziny. Niestety jest to niemożliwe. Odeszła kilka dni po wypadku, który zdarzył się, gdy wracali z mężem od przyjaciół. 
Dzisiejszy dzień jest zapewne jednym z tych najtrudniejszych dla jej bliskich."
Obydwie kobiety milczą oglądając i wsłuchując się w słowa dziennikarki. A kiedy na ekranie pojawia się zdjęcia Mario i Ann, uśmiechniętych, szczęśliwych, Alice mówi:
-Ich miłość również była prawdziwa. Oni również mogli być szczęśliwi.
***
Tego dnia nie zjawia się na treningu, ale Marco doskonale wie czemu go nie ma. Wszyscy właściwie wiedzą, że dzisiaj są jej urodziny. I nikt się nie dziwi. Blondyn dzwonił do przyjaciela, ale nie udało mu się porozmawiać z nim, ponieważ w tym czasie rozmawiał z kimś innym. Jednak nie ma zamiaru na tym poprzestać.
***
Niby jest normalnie, szatyn bawi się z córeczką, przytula ją, karmi, układa do snu, wydawać by się mogło, dzień jak co dzień. Jednak ten dzień nie jest takim zwykłym dniem. I to się czuje. Widzą i czują to rodzice szatyna, czuje jego córeczka, która tego dnia wyjątkowo marudzi, jeśli jej ojciec choć na chwilę oddali się od niej. Normalnie uwielbia spędzać z nim czas, natomiast jeśli ten wychodzi, ona zostaje z dziadkami i przyjmuje to zwykle normalnie. Tego dnia jest inaczej. Mała protestuje w momentach, a których Mario oddala się od niej. Więc on po prostu tego nie robi za często. Jest z nią, daje jej całą swoją uwagę. Gdy zjawiają się rodzice jego żony, jedzie z nimi i Julie na cmentarz. Potem wracają do domu, dziadkowie bawią się z wnuczką, potem zabierają ją na spacer, a on idzie z nimi, ponieważ jego córeczka domaga się jego obecności przez cały dzień. Rozmawia z rodzicami swojej żony, słucha, kiedy jej mama wspomina swoją córkę, obydwoje z ojcem wspominają. Stara się włączyć w rozmowę, ale momentami tak ściska go w gardle, że nie może mówić. Oni zdają się rozumieć jego milczenie. Momentami również milczą. Nie ważne co powiedzą, jak wiele wspomnień przywołają, jak bardzo chcą, by wróciła, nie są w stanie cofnąć czasu, nie są w stanie sprawić, by była.
***
-Mario nie było dzisiaj w ośrodku.- mówi blondyn wchodząc do salonu, gdzie bawią się jego dzieci, a Natalie z nimi. Całuje żonę krótko w usta po czym również siada na dywanie. Natalie widzi zmartwienie w jego oczach.
-Wiedzieliśmy, że tak będzie.- mówi.- Dziś są urodziny Ann. 
- Mama zajmie się dziećmi, prosiłem ją.
-To dobrze.
-Przyjechali rodzice Ann...
***
Spogląda na swoją śpiącą córeczkę. Mała oddycha spokojnie. Jest ubrana w piżamkę, którą kupiła jej mama. Niedługo przed wypadkiem Ann kupiła mnóstwo ubranek dla dziecka. Dziwił się wtedy, bo to działo się nagle, gdyż pierwsze twierdziła, że nie chce zapeszać, nie chce kupować za wcześnie. Potem nagle zaczęła przynosić coraz to nowsze pakunki, jak jechali na zakupy, uwielbiała spędzać czas w sklepach dziecięcych. Zresztą on również uwielbiał. Teraz, kiedy o tym pomyśli, jedyna myśl, która mu się nasuwa jest taka, iż jego żona robiła to podświadomie. Nie wiedziała przecież, iż nie będzie mogła uczestniczyć w życiu swojej córeczki. Postępowała tak, jak gdyby wiedziała, że nie będzie mogła robić tego po pojawieniu się dziecka na świecie, choć przecież nie wiedziała.
Patrzy na małą Julie i widzi Ann. Dotyka dłonią malutkiej dłoni dziewczynki śpiącej w łóżeczku. 
-Kocham Cię maleńka.- mówi.- I jak na ciebie patrzę, widzę Twoją mamę. Dziś są jej urodziny i jestem pewien, że ona tu z nami dzisiaj jest, Julie.
***
Rozmawiają długo siedząc w przytulnej kawiarni, popijając herbatę. Wspominają Aleksandrę, bo ten temat jakby sam się nasuwa. Mówią głównie o niej, ale też mówią o swoim życiu, co robią. Christian cieszy się szczerze, iż Emily się udało, że dostała swoją szansę. dziewczynie wydaje się, że bardzo dobrze się trzyma, jednak w pewnym momencie, kiedy rozmawiają o jego zmarłej narzeczonej, chłopak przerywa wpół zdania. Emily zauważa, iż walczy on ze łzami. Nie mówi nic, nie jest w stanie go pocieszyć, po prostu trzyma go za rękę. Cisza, która nastaje nie jest niekomfortowa. Trwa to chwilę, zanim Christian ponownie zaczyna mówić. Jednak potem mówi swobodnie. W pewnym momencie obydwoje dochodzą do wniosku, że powinni się zbierać. Jadą na cmentarz, do Aleksandry. I kiedy idą alejką, Emily rozpoznaje Mario, który stoi przy jednym z grobów. Ona wie, kto tam spoczywa. 
***
Co czuje stojąc nad grobem ukochanej kobiety? To samo co zawsze- ogromny ból i tęsknotę. Te miesiące, kiedy jej nie ma, nie przyzwyczaiły go do bólu. Tęsknota nie zmalała, powiedziałby, że każdego dnia tęskni bardziej. Boli każda chwila bez niej, choć stara się żyć, bo przecież ma dla kogo. I choć niejednokrotnie nachodziły i nadal nachodzą go myśli, o tym, że najchętniej dołączyłby do swojej ukochanej, to przecież nie może zwieść najbliższych, nie może zawieść osób, którym zależy na nim, które w niego wierzą, które starają się z całych sił, by życie bez Ann było dla niego do zniesienia, które wypełniają jego czas, sprawiają, iż jego myśli choć na chwilę odbiegają od wypadku, od śmierci jego żony. Nie może zawieść również najważniejszej kobiety w jego życiu- Julie. I nie może zawieść Ann, która chciałaby, by był najlepszym tatą na świecie.
-Kocham cię, Ann...- szepce.- Kocham tak, że to aż boli, bo nie mogę ci tego powiedzieć, pokazać.- wyznaje.- Tak bardzo cię potrzebuję.
***  

Marco zatrzymuje samochód na parkingu, który znajduje się niedaleko cmentarza. Obydwoje z Natalie wysiadają z samochodu. Malarka bierze bukiet kwiatów, który kupili dla Ann. Gdy znajdują się już w alejce cmentarnej obydwoje z daleka widzą przyjaciela. I kiedy chwilę później obydwoje stają obok niego przy mogile jego żony, nie dziwią ich łzy na jego policzkach, a jego nie dziwi ich obecność. Bo przecież zawsze są. Teraz też.
***
Wracają na parking. Idą cmentarną alejką, rozmawiają cicho. Spędzili przy grobie Aleksandry sporo czasu. Emily idąc zerka w stronę grobu Ann. Zauważa iż Mario nadal tam jest, ale już nie sam. Rozpoznaje drugiego z mężczyzn i jego żonę. Stoją przy grobie modelki całą trójką. Ale nie tylko stoją. Marco obejmuje ramieniem swojego przyjaciela, trzymając dłoń na ramieniu Mario, a Natalie trzyma go w pasie. I w tym momencie dziewczyna wie, iż przyjaźń dwóch piłkarzy, o której mówiono w mediach to nie wymysł. 
***
Stoją przy mogile Ann i milczą. Tego dnia powinni składać jej życzenia, bawić się, oglądać ją szczęśliwą. A teraz nie mogą tego wszystkiego zrobić, bo odeszła. Nie liczą ile czasu spędzają na cmentarzu. Mogą to być minuty, godzina, półtorej, dwie. 
-Czasem, kiedy czuję, że mnie wszystko przerasta, kiedy już nie mogę...- mówi cicho Mario.- Przychodzę tutaj i mówię jej...- Ann zabierz mnie stąd, proszę.- wyznaje.- Ale zaraz potem przed oczyma staje mi obraz Julie i to pragnienie się rozmywa... Nie wiem jak żyć bez niej, nadal nie wiem, jednak chcę żyć, bo kocham moją córkę najbardziej na świecie. I chcę starać się dla niej.- stwierdza.
-Jestem pewien, że ona swoją miłością odpłaci ci za te starania.- mówi blondyn.
***
Jak się podoba rozdział?
Komentujcie.
Aaa... Czy wiecie co się dzieje z Pszczółką Emmą? Zawsze zaznaczała swoją obecność, a ostatnio milczy. Ktoś coś wie? 



środa, 19 sierpnia 2015

15.Cud?

Spogląda na mężczyznę śpiącego na łóżku w hotelowym pokoju. Już dawno nie miała okazji zobaczyć go tak spokojnego. Wie, iż jak tylko się obudzi, ten spokój zniknie, wrócą obawy i strach. Zdaje sobie sprawę, iż pewnie powinna obudzić go już jakiś czas temu, że pewnie on tego chciałby, jednak nie robi tego, choć zdaje wie, że chłopak może być odrobinę na nią zły. Nie robi tego ponieważ wie jak bardzo był zmęczony i jak bardzo potrzebował odpoczynku i snu.  Mijają kolejne minuty, które ona wykorzystuje na wypicie kawy. 
Kiedy Ricky zaczyna się przekręcać, Agnes obserwuje to dopijając kawę. I kiedy zauważa, iż para oczu wpatruje się w nią intensywnie po prostu wstaje, podchodzi do łóżka, po czym kładzie się obok swojej drugiej połowy:
-Dzień dobry kochanie.- mówi dłonią dotykając jego policzka.
-Cześć.- Ricky przysuwa się, by delikatnie musnąć usta swojej dziewczyny, a potem dodaje.-Która godzina?
-Po 10.- odpowiada i zauważa zdziwienie na jego twarzy, a potem rejestruje jak jej mężczyzna szybko siada, po czym wstaje z łóżka.- Dlaczego nie obudziłaś mnie wcześniej? Jak tata? Dlaczego pozwoliłaś mi tak długo spać? - zadaje pytanie za pytaniem, wciągając na siebie czyste spodnie.
-Ponieważ tego potrzebowałeś,a  poza tym upewniłam się czy z Twoim tatą wszystko w porządku.
-Powinienem tam być już dawno.- marudzi.
-Powinieneś zjeść śniadanie. - Agnes wstaje z łóżka, w momencie, gdy on zakłada na siebie koszulę i zaczyna zapinać guziki. 
-Zjem później.- spogląda na nią. 
-Nie.- protestuje dziewczyna.- Zjesz teraz śniadanie, a potem pójdziesz do szpitala. Musisz jeść, z twoim tatą nic złego się nie dzieje, nie bądź uparty.
-Nie jestem głodny, poza tym jestem dorosły i naprawdę nie potrzebuję osoby, która będzie za mnie decydować czy mam jeść teraz czy później, tak?- odpowiada, a zaraz potem tego żałuje, ponieważ jego dziewczyna bez słowa bierze ubrania i znika za drzwiami łazienki. Wie, że jego słowa ją zabolały. Rozumie dlaczego Agnes się martwi. Przed wyjściem puka do drzwi łazienkowych, ale ona nie otwiera ani się nie odzywa. 
-Kochanie, bardzo mi przykro z powodu tego co powiedziałem. Przepraszam. Nie miałem tego na myśli. Potrzebuję cię, bardzo. Wiesz o tym prawda? Otworzysz?- nic to nie daje dlatego chłopak w końcu wychodzi z pokoju i idzie do szpitala. Agnes nie zjawia się tam. Kiedy mama dziennikarza wraca do hotelu, dziewczyna syna dotrzymuje jej towarzystwa, kiedy je posiłek, rozmawiają, ale nie poruszają tematu Ricky'ego, choć rodzicielka dziennikarza domyśla się, iż coś musiało się wydarzyć, ponieważ Agnes jest smutna, Ricky, którego spotkała w pokoju ojca również był w podobnym nastroju.
***
Nanosi kolejną warstwę farby, kiedy słyszy odgłos kroków w domu. Wie, że wrócił Marco, który był na treningu. Nie rusza się z pracowni, ponieważ wie, iż jej mąż wie doskonale gdzie ma jej szukać. Ten dzień ich pociechy spędzają z dziadkami, więc Natalie może spokojnie malować. Chwilę później do pracowni wchodzi piłkarz. Jest przebrany w dresowe krótkie spodenki, nie ma koszulki i oczywiście, jak to bywa najczęściej jest na bosaka. 
Natalie nie odwraca się choć wie, że przyszedł, ale uśmiecha się gdy nagle zostaje przyciągnięta do niego tak, że jej plecy opierają się o jego klatkę piersiową, a jego ręce ją obejmują. Czuje też usta chłopaka na swojej szyi.
-Wrócił twój mężulek.- mówi cicho blondyn.
-Cieszę się, że wrócił mój mężulek.- odpowiada malarka.
-Zrobisz sobie małą przerwę?- pyta mężczyzna.
-Nie mogę kochanie, muszę skończyć.- pada odpowiedź.
-A co jeśli twój mąż cię bardzo potrzebuje?- pyta.
Dziewczyna odwraca się tak, że stoi twarzą do niego.
-Coś się stało?- pyta lustrując go wzrokiem.
-Po prostu potrzebuję odrobiny czułości...-mówi piłkarz spoglądając jej w oczy.- Trochę pocałunków i przytulania?- pyta.
-Kochanie to zajmie mi najwyżej 10 minut, dobrze? Muszę domalować te cienie i obraz będzie gotowy.
-Dobrze, będę na dole.- muska jej usta swoimi po czy odwraca się, więc Natalie zauważa niebieskie plastry, które jej mąż ma przyklejone w okolicy krzyża, a które znikają pod jego bokserkami.
-Co się stało?- pyta zanim Marco udaje się wyjść z pokoju. On odwraca się zdezorientowany.- Twoje plecy i te plastry...- tłumaczy Nat.- Coś się stało?
-Aaa... to... naciągnąłem się za bardzo, bolało więc przykleili mi plastry. 
Dziewczyna podchodzi do piłkarza, staje za nim po czym przejeżdża delikatnie palcami od momentu gdzie plastry się zaczynają, a potem odchyla lekko jego bokserki i widzi, że kończą się na jego biodrze. Blondyn po prostu pozwala jej na to, by przekonała się, że nic złego mu się nie stało, ona zawsze to robi, sprawdza, czy nic mu nie jest, przekonuje się. Kiedy palce Nat przestają badać jego skórę, blondyn po prostu całuje  ją krótko w usta po czym wychodzi.
***
Siedząc przy łóżku taty zastanawia się co robi Agnes. Od mamy dowiedział się bowiem, że dziewczyna wyszła z hotelu. Nie ma jej tego za złe, nie czuje, że go opuściła, bo przecież od kilku dni nic innego nie robiła tylko była ciągle przy jego boku. Wie, że zawinił. Niby powiedział jedno zdanie, ale zdaje sobie sprawę, iż to na pewno ją dotknęło. Więc postanawia sobie, iż kiedy jego mama przyjdzie, on porozmawia ze swoją kobietą. Teraz jednak spogląda na tatę, który uparcie śpi.
-Tato, możesz się w końcu obudzić?- pyta syn cicho.- My tu czekamy na ciebie, martwimy się. Postaraj się, tak?- mocniej ściska jego dłoń.- Martwię się tym, że się nie budzisz, ale jeszcze martwię się, bo powiedziałem coś i Agnes, moja dziewczyna... Te słowa mogły ją urazić, na pewno uraziły... Ona się o mnie martwi, co jest zrozumiałe, a ja chyba okazałem się niewdzięcznikiem. - mówi.- Nie chcę jej stracić, wiesz? Ja ją kocham, naprawdę kocham, kocham mocno.- wyznaje po czym milknie na moment.-Po tym jak zostałem zdradzony... To było straszne.- wzdycha.- Po takim czymś, w takich momentach i po takich zdarzeniach nie wierzysz, że kiedykolwiek będziesz w stanie komuś zaufać ponownie. Ja też nie wierzyłem... Ale okazało się, że można, trzeba tylko spotkać odpowiednią osobę. - szepce.- Ona jest taką osobą. - stwierdza.- Jestem pewien tego uczucia... I chciałbym mieć z nią dziecko.- wyznaje.- Chciałbym również byś był obok i mógł to zobaczyć, więc musisz walczyć. Musisz się obudzić, tato.- szepce.
Słyszy jak odsuwają się drzwi. Odwraca głowę i widzi Agnes. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech, bo przyszła. Dziewczyna podchodzi do łóżka zanim Ricky może zareagować. Wstaje z fotela, po czym puszcza dłoń ojca i przytula do siebie mocno blondynkę.
-Przepraszam.- szepce w jej włosy.-Przepraszam kochanie.- powtarza.- Nie chciałem cię zranić, ja wiem, iż się martwisz, rozumiem to i dziękuję za troskę. Wybacz mi.- prosi.- Kocham cię tak bardzo, nie chcę sprawiać ci przykrości, nie chcę abyś cierpiała. 
-Ja też cię kocham, Ricky.- mówi Agnes.- Przepraszam, że dopiero przyszłam, ale musiałam odsapnąć moment.
-Rozumiem, w porządku. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Ich usta łączą się w małym pocałunku. Oni jeszcze tego nie wiedzą, ale ktoś bardzo ucieszy  ten widok...
***
Kilka minut wcześniej.
Słyszy głos, męski głos. Zna go, zna bardzo dobrze. Słucha, choć on nie mówi, nie może. Jednak trafia do niego każde słowo. Próbuje odpowiedzieć, jednak jego usta na razie nie chcą współpracować. Chce otworzyć oczy, jednak powieki zdają się być za ciężkie. Wtedy próbuje poruszyć dłonią, jednak i te starania są bezskuteczne. Więc po prostu słucha. Jego umysł rejestruje każdą literę, wyraz, każde zdanie... To nie pierwszy raz, kiedy do niego mówią... Wcześniej również słyszał, każde słowo...
Słyszy również jakiś dźwięk, potem ciche kroki. Następnie padają słowa... Przeprosiny... 
Słucha... Po chwili podejmuje kolejną próbę pokazania tego, że jest, że słyszy... I kiedy w końcu jego powieki odrobinę się uchylają, obraz, który widzi przed sobą wywołuje mały uśmiech na jego twarzy...
-Rick...- chce powiedzieć, ale z jego gardła wydobywa się jedynie jakiś bełkot, jednak to wystarczy, by twarze zarówno mężczyzny jak i kobiety zwróciły się w jego stronę. Na ich twarzach maluje się szok i zaskoczenie, ale zaraz potem pojawia się radość...
-Tato...-mówi dziennikarz.- Wróciłeś, tato...
***
Łapcie kolejny rozdział. Wiem, że teraz była kolej na rozdział na drugim blogu, ale jakoś nie miałam na tamten weny więc napisałam tutaj. 
Komentujcie, będzie mi miło. Pozdrawiam.
                                                                             



środa, 12 sierpnia 2015

14. Historia miłości...

Przemierza ulice Dortmundu, jadąc na sesję z Alice. W dziecięcym foteliku siedzi jego córeczka, jest oczywiście przypięta pasami. Dziewczynka gaworzy i gryzie jakąś zabawkę. Mario jest skupiony na drodze, jednak od czasu do czasu zerka w stronę Julie. Dziewczynka, choć jest mała, jednak coraz bardziej przypomina Ann. Na twarzy Mario pojawia się uśmiech, kiedy Julie piszczy radośnie:
-Jesteś szczęśliwa prawda, Jull?- zwraca się do niej.
Uwielbia patrzeć na swoją córeczkę, szczególnie wtedy, gdy ta szeroko się uśmiecha, a jej oczy błyszczą. I przypomina sobie, iż oczy jego żony również błyszczały w ten sam sposób, kiedy była szczęśliwa. Przypomina sobie ich blask szczególnie wtedy, gdy oczekiwali dziecka. Bo wtedy właśnie ten blask bił z nich cały czas, codziennie, każdego dnia przez kilka miesięcy. Wcześniej również byli szczęśliwi, ale wtedy to szczęście było bardziej intensywne, stałe. 
Zatrzymuje się na skrzyżowaniu i zerka na swoją małą córeczkę, która w tym momencie ponownie wpycha sobie zabawkę do buzi.
-Kocham Cię moja mała księżniczko.- mówi do niej z czułością, a dziewczynka patrzy na niego.- Tatuś cię bardzo, bardzo kocha.- powtarza.
***
Alice siedzi w salonie na kanapie i przegląda maile, gdy słyszy odgłos zamykanych drzwi. Po chwili widzi swoją córkę, która uśmiecha się do niej odkładając torebkę na fotel, po czym siada na drugim. Na jej twarzy gości delikatny uśmiech więc Alice również się uśmiecha:
-Jak twoja kostka?- pyta patrząc na obandażowaną nogę swojej rodzicielki.
-Jest nieźle, bo wzięłam tabletkę przeciwbólową. Bez niej bardzo mnie bolała.- odpowiada. 
-Musisz po prostu pozwolić jej wydobrzeć.- mówi blondynka.- Odwołałaś swoje sesje? 
-Ja...
-Mamo, miałaś zadzwonić i odwołać sesje. Przecież z taką spuchniętą kostką nie będziesz siedzieć w gabinecie i przyjmować pacjentów.-- gani ją dziewczyna.
-Spokojnie, odwołałam.- uspakaja córkę.- Oprócz jednej, ale ta osoba zjawi się tutaj.- mówi.
-Kim jest ta osoba, że nie mogłaś przesunąć sesji, na termin, kiedy będziesz przyjmować?
-To Mario.- odpowiada.-Ta jego sesja była przekładana dwa razy, nie mogłam przełożyć trzeci.- tłumaczy.
-Polubiłaś go.- zauważa Emily.
-Jego nie da się nie lubić, Emi.- stwierdza, a potem ma jeszcze coś powiedzieć, jednak dzwonek do drzwi jej przerywa. Emily podnosi się z fotela po czym wychodzi z salonu. Chwilkę później wraca z Mario, który trzyma w ramionach Julie.
-Dzień dobry.-mówi.- Jak twoja kostka?- pyta.
-Nie jest źle.- odpowiada kobieta.
-Nałykała się pigułek przeciwbólowych.- stwierdza Emily.- Napijesz się czegoś?- spogląda na piłkarza.
-Wody, jeśli mogę prosić.- odpowiada.
-Mamo zrobić ci herbatę?
-Tak, poproszę.
Emily wychodzi do kuchni, a kiedy wraca kilka minut później jego mamy i piłkarza nie ma w salonie dlatego idzie do gabinetu.Przed wejściem puka do drzwi, a dopiero potem wchodzi. Jej mama śmieje się, na twarzy Mario również gości uśmiech i Emily myśli, że chłopak ma piękny uśmiech. Stawia napoje na stoliku, po czym stawia tam również muffinki.
-To tak na osłodę.- mówi uśmiechając się, a Julie siedząca na kolanach taty wyciąga w jej stronę rączkę.-Chodź do mnie okruszku.- dziewczyna wyciąga dłonie w stronę dziewczynki uśmiechając się do niej, a mała również podnosi swoje rączki. Mario pozwala córce terapeutki wziąć małą na ręce.- My pójdziemy na mały spacer po ogrodzie, a wy będziecie mogli sobie porozmawiać.- spogląda na Mario.- To w porządku?
-Tak, ale nie musisz...
-Ale to dla mnie przyjemność i chcę się nią zająć.- mówi dziewczyna.
-Dobrze.
***
Alice słucha dokładnie tego co mówi piłkarz. Do tej pory, na każdej z sesji wszystko działo się powoli. Nie poruszała pewnych tematów, kiedy zauważała, że to niekomfortowe dla szatyna, lub po prostu jest zbyt wcześnie. Tym razem dzieje się inaczej. Tym razem już na wstępie czuje, iż chłopak chce powiedzieć więcej niż zwykle. Zauważa również zmęczenie na jego twarzy i tak własnie zaczyna się ich rozmowa. 
-Od kiedy nie śpisz?- pyta.
-Od dwóch tygodni. - odpowiada.- To takie rzuty, mówiłem ci poprzednim razem o tym. To nie tak, że w ogóle nie śpię, po prostu nie przesypiam spokojnie nocy. Budzę się kilka razy, potem nie mogę zasnąć. Tak się zastanawiałem nad tymi pigułkami, które kiedyś brałem, ale ostatnio powiedziałaś, że najlepiej to przetrwać, spróbować bez wspomagaczy.
-Tak jest najlepiej. Tamtym razem pomogło.
-Tamtym razem po prostu trenowałem wieczorami, więc byłem tak zmęczony, iż zasypiałem od razu.
-Przestałeś trenować wieczorami?
-Nie, ale mój organizm przyzwyczaił się do większego wysiłku. Poza tym... Poza tym wróciły obrazy z wypadku. 
-Śni ci się wypadek?
-Hmm... Nie do końca, to takie urywaki, przebłyski, czasem śni mi się, że Ann mnie woła... Nie mogę jej znaleźć, choć szukam...- patrzy na nią.
-Opowiesz mi o Ann? Powiesz mi o waszej miłości?- pyta Alice patrząc na niego. Wydaje jej się najpierw, że zobaczy jakiś grymas na twarzy piłkarza, który będzie oznaczał, że to trudne, za trudne. Ten się jednak nie pojawia, zamiast niego na twarzy szatyna pojawia się delikatny uśmiech.
-Wiesz, moja córeczka...Nasza córeczka.- poprawia się.- Widzę  niej coraz więcej podobieństw do mojej żony. Oczy... Ma jej oczy. Ten sam kolor i te błyski jak jest szczęśliwa i radosna...- wymienia.- Myślę, że ma jej usta, wiesz kształt. To może się zmienić, Julie jest malutka, ale oglądałem zdjęcia małej Ann i muszę powiedzieć, że naprawdę są bardzo podobne. Kolor włosów... Może chcę to wszystko widzieć, może mi się tak tylko wydaje, ale... chciałbym, by była podobna do Ann... Moja żona była nie tylko piękną kobietą, była nie tylko piękna fizycznie, ale była piękna w środku. I gdy ją poznałem od razu mnie wzięło. Bardzo, ale to bardzo mi się spodobała, jednak z nią nie było tak łatwo. Wiele osób uważa, iż była typową Wags- w tym gorszym znaczeniu tego słowa. Wiesz, że była ze mną, ponieważ jestem piłkarzem, mogłem jej zapewnić wygodne życie, a przy okazji związku ze mną, mogły się nią zainteresować osoby z branży modelingu, bo przecież była modelką, więc mogła zrobić większą karierę. Jednak ona na to nie patrzyła, nie kierowała się tym, kiedy zaczęliśmy się umawiać. Właściwie najpierw nie chciała się ze mną umówić, ponieważ o piłkarzach też ludzie nie mają dobrej opinii. Stereotypy piłkarza- kobieciarza. Jednak w końcu dała się przekonać i zgodziła się gdzieś ze mną wyjść, Potem było kolejne spotkanie i kolejne i następne.Tak było dobre 4 miesiące.  I powiem, że najpierw się zaprzyjaźniliśmy, a dopiero potem odważyłem się jej powiedzieć, ze czuję do niej coś więcej. A odpowiedziała tym samym, byłem przeszczęśliwy  i w końcu ją pocałowałem. I może uznasz, że jestem szalony, ale ten pocałunek pamiętam do dziś. Potem całowałem ją wiele razy, ale tamten wieczór był magiczny, bo wtedy poczułem, że to jest właściwie początek naszej wspólnej historii. I faktycznie to był początek wielu szczęśliwych wspólnych lat.- przerywa podnosząc wzrok.- Ann od zawsze, od samego początku , była dla mnie opoką, ogromnym wsparciem, moją bezpieczną przystanią. Przy niej, kiedy działo się coś złego, miałem gorszy czas jeśli chodzi o piłkę, albo walczyłem z kontuzjami, to wszystko bladło. Choćby nie wiadomo jak źle było, choćbym nie wiadomo jak zrezygnowany był, choćbym nie wiem jak był zły, kiedy wracałem do domu, a ona na mnie czekała, (kiedy już ze sobą mieszkaliśmy), to wszystko odchodziło na bok. Ona wiele razy mówiła mi też, że w moich ramionach czuje się kochana, chciana i bezpieczna. Ja w jej ramionach czułem dokładnie to samo. Dużo pracowała, jednak była na każdym ważnym dla mnie meczu, jeśli była w domu to często przychodziła też na mniej znaczące. Kilka razy zrezygnowała z intratnych ofert, bo ja miałem ważny mecz. Nigdy nie wymagałem od niej tego, by rezygnowała z czegoś, co jest dla niej ważne, ze względu na moje mecze. Ja kochałem piłkę, a ona to w pełni akceptowała, a ona kochała swoją pracę. Miała też obsesję na punkcie zdrowego stylu życia, wiesz... zdrowe jedzenie, dużo ćwiczyła, generalnie żyliśmy i wypoczywaliśmy też aktywnie,  ale były też dni, kiedy mieliśmy wolne i po prostu potrafiliśmy cały dzień przeleżeć na kanapie oglądając jakieś tam filmy i tuląc się po prostu. Nic więcej nie było nam potrzebne do szczęścia. I wtedy grzeszyliśmy jedząc pizzę.- uśmiecha się na to wspomnienie, a Alice obserwuje go i widzi jak z jego oczy rozjaśniły się bardzo, od momentu, w którym zaczął mówić o swojej żonie.
-Mieliście też pewnie złe momenty...- mówi kobieta.
-Tak, było ich sporo. Wiesz... my się generalnie nie kłóciliśmy, nie krzyczeliśmy na siebie, staraliśmy się rozmawiać spokojnie, kiedy wynikał jakiś problem, były ciche dni i łzy również. Były telefony do przyjaciół, jak nie potrafiliśmy się dogadać, a potrzebowaliśmy rozmowy i czyjegoś neutralnego spojrzenia. Ann była wielką zazdrośnicą. Wiesz... gdzieś wyszliśmy, to przeważnie natknęliśmy się na kibiców, często pozowałem z nimi do zdjęć. Były wśród nich również kobiety. Były miłe, a ona złościła się, bo podobno mnie podrywały. Szczerze, to nigdy nie zdarzyło mi się popatrzeć na inną kobietę w sposób, w jaki patrzyłem na moją Ann. Tłumaczyłem jej to wiele razy, wiedziała to, ufała mi, jednak kiedy widziała jak któraś próbuje ze mną flirtować, bo była zła. Mnie to czasem bawiło, bo zdarzyło się, że małymi gestami pokazywała im, że jestem tylko jej.
-Ty też bywałeś zazdrosny?
-Tak, ale starałem się panować nad sobą. Przedkładałem zaufanie nad zazdrość, ale miałem gorsze momenty. Byłem bardzo zazdrosny o Antonia. Ann z nim często pracowała. Robił do niej podchody, a mnie to strasznie irytowało. Jednak koniec końców potrafiliśmy zawsze wyjaśnić sobie wszystko z Ann. Obydwoje mieliśmy zawsze poczucie, iż nasza miłość jest ponad wszystko, że ona przetrwa wszelkie złe chwile. I przetrwała.- zawiesił głos na chwilę.- Straciliśmy dziecko. - powiedział.- Plotkowano o tym w programach śniadaniowych, kiedy zauważono mnie w klinice. Podejrzewano, bo my nigdy, ani nikt z naszych bliskich nie potwierdził tej informacji. To nie była planowana ciąża, nie wiedziałem, Ann również. Dowiedzieliśmy się o dziecku, jak już je straciliśmy. Pamiętam jak bardzo płakała. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro nie wiedzieliśmy, nie zdążyliśmy przyzwyczaić się do myśli o rodzicielstwie, to będzie mniej boleć. Bolało bardzo. Przetrwaliśmy to, przeszliśmy przez to razem, właściwie zawsze byliśmy razem, dzieliliśmy wszystko. Oczywiście mieliśmy przyjaciół. Oni zawsze byli i wszyscy bez wyjątku kochali Ann. Dla Marco była jak siostra. Jej nie dało się nie kochać. Na niektórych zdjęciach wygląda tak poważnie, tak jakby była zdystansowana, ale ona była naprawdę przemiłą, ciepłą i kochaną osobą.- spogląda na terapeutkę.- Ja naprawdę nie potrafię wyrazić słowami jak bardzo ją kochałem, Alice.- mówi.- Źle powiedziałem... Ja nadal ją tak kocham i nie przestanę nigdy. Takie uczucia nie znikają. 
-Nikt nie chce, byś przestał ją kochać, Mario. - odzywa się lekarka.- Rozstaliście się...
-Tak i to był najtrudniejszy czas w moim życiu...- wyznaje.- Nie dogadywaliśmy się, nie wiem właściwie co się stało. Próbowaliśmy, staraliśmy się, walczyliśmy, ale w pewnym momencie Ann była tak niepewna tego co czuje, że przeczuwałem, iż tak to się skończy. I pewnego dnia powiedziała mi, że potrzebuje przerwy, bo nie wie co czuje, czy jej miłość do mnie jest tak samo mocna jak była. Zasugerowała, że jej uczucia się zmieniły, zbladły... To strasznie mnie dotknęło, zabolało tak, jakby ktoś ugodził mnie nożem prosto w serce, bo moje uczucia nadal były tak samo żywe. Nie mogłem jednak nie dać jej tego czego potrzebowała... wolności i czasu... Dobrze ją znałem, jak nikogo innego i zauważyłem co się z nią działo. Wiesz... ja zawsze chciałem, by była szczęśliwa, a w tamtym momencie nie była więc pozwoliłem jej odejść. Uważałem, że jeśli beze mnie będzie szczęśliwsza, to niech tak będzie. Jednak to nie tak, że nie czekałem każdego dnia na jej powrót. Czekałem codziennie, codziennie, Alicjo. I każdego dnia, kiedy się nie zjawiała, bolało... 
-Wróciła w końcu...
-Tak, pojawiła się pewnego dnia. Była zmarznięta i zdezorientowana. Bała się czegoś, nie wiedziałem... A potem podczas rozmowy, z obawą, powiedziała mi najpiękniejszą nowinę jaką ktokolwiek, kiedykolwiek mi przekazał. Powiedziała, iż spodziewa się naszego dziecka. Nie pamiętam czy najpierw powiedziała, że popełniła błąd odchodząc, bo jej miłość ciągle jest tak samo silna, że nadal kocha mnie tak samo mocno i to się nigdy nie zmieni, czy przekazała wiadomość o ciąży. I znów byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
-Mówiłeś, że się bała, jak przyszła...
-Tak, że nie uwierzę, że maleństwo, które nosi pod sercem jest moje...
-Nie miałeś wątpliwości?
-Ani przez sekundę. Ann nigdy by  mnie nie okłamała w tak ważnej sprawie. Julie jest moją córeczką, ani przez ułamki sekund nie myślałem i nie myślę inaczej. Wzięliśmy ślub. To był piękny i najważniejszy dzień w naszym życiu. Kolejnym miał być dzień narodzin naszej córeczki. My naprawdę na nią czekaliśmy. Julie jest wyczekiwanym i chcianym dzieckiem. I wiem, że gdyby żyła moja żona to nie byłaby jedynym, gdyż zawsze chcieliśmy mieć przynajmniej dwójkę dzieci. Tak się nie stanie, niestety. Ja nie mam przy sobie mojej żony, a Julie nigdy nie przytuli się do swojej mamy. Nie wiem dlaczego Bóg nam ją odebrał, nie rozumiem...- spogląda na kobietę siedzącą w fotelu.- Wszyscy mówią, że czas leczy rany, ale to nieprawda. Po prostu w miarę jego upływu, przyzwyczajamy się do bólu, uczymy się z nim żyć. Ja mam wrażenie, że nigdy się nie nauczę. Codziennie boli tak samo. Codziennie wstaję z łóżka czując go i kładę się spać z tym samym uczuciem. Codziennie umieram z tęsknoty za nią... I nie wiem czy chciałbym żyć dalej, gdyby nie moja córeczka...
***
Huśta się na drewnianej, ogrodowej huśtawce. W swoich ramionach trzyma małą, śpiącą dziewczynkę. Spogląda na spokojnie śpiące dziecko i widzi, że po twarzy maleństwa raz po raz przemyka uśmiech. Mała mimowolnie, w niektórych momentach uśmiecha się. Dziewczynka jest prześliczna, blondynka nie może oderwać od niej wzroku. Zawsze uwielbiała dzieci, w tej kwestii od lat nic się nie zmienia. Zawsze chciała je mieć, niestety to bardzo prawdopodobne, iż to marzenie nigdy się nie spełni. Ta myśl uderza w nią nagle, z nienacka. Do tej pory cieszyła się szansą, którą dostała. W tym momencie, gdy trzyma w ramionach tę małą, wspaniałą istotkę, te myśli zalewają jej umysł. Przecież ona nie będzie za jakiś czas mogła trzymać takiego małego szczęścia w swoich ramionach, szczęścia, które byłoby jej. I to boli.
***
Wychodzi przez drzwi tarasowe zgodnie ze wskazówką Alice, która z racji bolącej i opuchniętej kostki nie mogła mu towarzyszyć i nie widzi nigdzie córki kobiety. Wychodzi na taras po czym staje i opiera się o barierkę. Rozgląda się. Ogród jest piękny. W oddali, w rogu widzi huśtawkę, a na nim siedzącą dziewczynę. Jej rozpuszczone włosy opadają na jej twarz, z racji tego iż dziewczyna ma głowę nieco pochyloną do przodu. I może Mario ma zwidy, ale przez ułamki sekund wydaje mu się, iż to nie Emily siedzi na huśtawce trzymając w ramionach śpiącą dziewczynkę, a jego Ann. W tym momencie i w tej pozie tak bardzo mu ją przypomina...
***
Kolejny rozdział napisany zupełnie spontanicznie. Wybaczcie błędy i niedociągnięcia, ale zupełnie nie mam siły sprawdzać i poprawiać. 
Pisałam, że zamierzam czekać na 10 komentarzy- cóż nie zaczekałam, bo pomyślałam, iż się nie doczekam. Jest mi przykro, że wiele osób czyta, a nie chce zostawić po sobie kilku słów...

czwartek, 30 lipca 2015

13. Linia życia...

Natalie spogląda na zegarek stojący na szafeczce po jej stronie łóżka. Niestety nie przespała się zbyt długo, jakieś pół godziny. Nie rozumie co się dzieje, przecież rzadko miewa problemy ze snem, tej nocy jednak budzi się co chwilę. Nie ma pojęcia czym jest to spowodowane. Nie chcąc budzić Marco, nie świeci lampki, kiedy wstaje, po prostu cicho wychodzi z sypialni, po czym idzie do kuchni, by zrobić sobie herbatę. Nad filiżanką herbaty, właśnie w kuchni zastaje ją jej mąż. Wchodzi do kuchni, ubrany jedynie w bieliznę, jak zwykle na bosaka. Na twarzy Natalie na jego widok pojawia się mały uśmiech, ponieważ uwielbia widok Marco zaraz po przebudzeniu. Chłopak podchodzi do niej, po czym staje za nią i obejmuje ją tak, że jej plecy przylegają do jego klatki piersiowej:
-Nie możesz spać?- pyta z twarzą wtuloną w jej włosy.
-Nie mogę.- przyznaje malarka.- Jak już zasnę, to za chwilę się budzę. - tłumaczy.- A ty dlaczego wstałeś?
- Chciałem się do ciebie przytulić, ale ciebie nie było w łóżku więc poszedłem sprawdzić co się dzieje.- stwierdza.
-Nic złego, po prostu nie mogę spać. Powinieneś iść się położyć, musisz być wypoczęty, masz trening rano.
-Wiem, ale nie lubię spać bez ciebie.- mówi piłkarz.
-Dopiję herbatę i przyjdę.
-Dotrzymam ci towarzystwa, ja napiję się wody.- mówi po czym podchodzi do lodówki, wyciąga wodę, wlewa go do wysokiej szklanki i zajmuje miejsce na krześle obok swojej żony. Natalie wyciąga dłoń, wplata palce w jego rozmierzwione włosy, po czym delikatnie je przeczesuje. Marco na ten gest zamyka oczy ponieważ jej dotyk jest przyjemny.- Twój dotyk jest taki przyjemny.- mruczy, a kiedy malarka ma zamiar zabrać dłoń, on bierze ją w swoją, po czym nachyla się i muska ustami wnętrze jej dłoni.- Kocham cię.- wyznaje.
-Ja ciebie też, kochanie.- odpowiada Nat. Spędzają w kuchni jeszcze około 10 minut. Gdy kubek Nat i szklanka Marco są puste, piłkarz znów łączy ich dłonie.
-Chodź do łóżka.- prosi Marco.- Poprzytulamy się i może uda nam się zasnąć.
-Tak, chodźmy.- zgadza się malarka. Chwilę później leżą w swoim łóżku, w swojej sypialni, w swoich ramionach. Nie rozmawiają, po prostu się tulą.
***
Po raz kolejny spogląda na zegarek. Okazuje się, że od ostatniego razu, kiedy na niego patrzył minęło całe dwie minuty. Jest potwornie zmęczony, ale jakoś tej nocy śpi z przerwami. Niby zasypia, jednak po jakimś czasie się budzi, znów stara się zasnąć, a kiedy udaje się znów budzi się kilkanaście minut później. W końcu postanawia zejść na dół po butelkę wody. Kiedy wraca na górę zagląda jeszcze do swojej córeczki, a kiedy upewnia się, iż mała śpi spokojnie, on również kładzie się ponownie z nadzieją, że znów uda mu się zasnąć, tylko tym razem prześpi do rana.
***
Wpatruje się w szybę, oraz zamieszanie jakie za nią panuje. Lekarz wydaje polecenia, pielęgniarka wstrzykuje coś do wenflonu, potem kontynuują reanimację jego ojca. Nie wie ile to trwa, może sekundy, może minuty... Nie wie. Wie natomiast, iż jego tata w tej chwili stoi na krawędzi. Wie, że nie jest w stanie nic zrobić, by został, choć pragnie z całych sił. Chce krzyczeć, by nie odchodził, ale z drugiej strony nie może, bo ma tak ściśnięte gardło, iż żaden dźwięk nie jest się w stanie przez nie wydostać. Jest odrętwiały, wydaje mu się, że drży. Jego mama głośno szlocha na jednym z foteli. Najpierw tuliła się do niego, ale potem nie miała sił stać więc wycofała się i zajęła jeden z foteli. On nie wykonał żadnego ruchu oprócz złapania Agnes za dłoń. Nadal trzymają się za dłonie, choć teraz Agnes jest trochę wtulona w jego bok, jej głowa oparta jest o jego ramię. Czuje, że jest przy nim, jest jej wdzięczny. Tylko nie potrafi podziękować, nie jest w stanie ruszyć ręką. Stoją tam i czekają właściwie na cud...
***
- Mamy go.- mówi mężczyzna w białym fartuchu.- Rytm wrócił do normy.
-Udało się.- mówi drugi.
***
-Ricky.- głos Agnes wyrywa go z otępienia.- Kochanie, wrócił.- patrzy na niego, a on zerka na nią, zdezorientowany.- Spójrz na monitor, jego serce znów bije.- mówi agentka uśmiechając się do niego. Spogląda na monitor i faktycznie widzi, iż linia już nie jest prosta, aparat przestał przeraźliwie piszczeć. Powoli dociera do niego, że nie stracił taty, że on nadal żyje, że walczy. Wtedy skumulowane emocje dają znać o sobie, pojawiając się na jego policzkach w postaci słonych łez. Powoli, jedna po drugiej spływają mocząc twarz chłopaka. Mężczyzna nie wyciera ich, nie chce tracić na to czasu. W tym momencie ma jedno pragnienie- chce znaleźć się jak najszybciej w ramionach ukochanej kobiety. To w jej ramionach chce płakać, wyrzucić z siebie strach, który jeszcze kilka chwil temu czuł, a który był tak wielki, że praktycznie go obezwładnił, odebrał resztkę nadziei na to, iż jego tata przetrwa ten kryzys. Więc kiedy Agnes jakby czytając mu w myślach przytula go po prostu, z ust chłopaka wydostaje się cichy szloch, a jego ciało drży. Nie słyszy co mówi lekarz, który wychodzi z pokoju, nie wie nawet, że wyszedł, nie jest w stanie usłyszeć w tym momencie. Choć nie należy do mężczyzn, którzy łatwo się załamują, ta sytuacja sprawiła to, że przez chwilę zapomniał, iż trzeba mieć wiarę. Ta sytuacja sprawiła, że poczuł się naprawdę bezsilny. I tę bezsilność właśnie wylewa z siebie razem ze łzami.
***
"Mieliśmy ciężką noc, przepełnioną strachem. W nocy serce taty Ricky'ego się zatrzymało. Lekarze długo go reanimowali, ale w końcu udało się. Wrócił, ale te minuty, kiedy nie było wiadomo czy przeżyje były czymś naprawdę strasznym. Jednak jest już lepiej, tata Ricka nadal śpi, ale jest stabilny. "- Natalie zamiera gdy czyta treść sms-a. Marco własnie wchodzi do kuchni z ich córeczką na rękach, a obok niego kroczy dumnie ich syn. Piłkarz od razu zauważa, że coś jest nie tak. 
-Co się stało skarbie?- pyta.
Natalie nie odpowiada, po prostu kładzie przed nim telefon, po czym zabiera mu z ramion Cassie.
-Przeczytaj sms-a.- mówi tylko. Chłopak robi to, po czym praktycznie natychmiast wybiera numer do Agnes. Czeka aż dziewczyna odbierze, jednak nie odbiera. Już ma się rozłączyć, kiedy w końcu słyszy głos Agnes.
-Słucham.
-Cześć Agnes.- wita się z nią piłkarz.
-Cześć, Marco.
-Trzymacie się?- pada pytanie.
-Staramy się z całych sił.- pada odpowiedź.- Nie jest dobrze, mama Ricky'ego jest załamana, w nocy tak się zdenerwowała, że lekarze, już po tym jak sytuacja się ustabilizowała, to dali jej środek na uspokojenie, potem zaprowadziłam ją do hotelu, bo była strasznie śpiąca po tym, ale uprzedzono nas, że tak może być i że musi odpocząć. Śpi jeszcze.
-A Ricky?-pyta blondyn.
-No właśnie... Namawiali go, by się położył, bo widzą co się z nim dzieje, ledwie kontaktuje, ale nie dał się przekonać. Z jednej strony to nie dziwne, ale z drugiej boję się o niego, naprawdę się boję.
-Może porozmawiam z nim, może mnie posłucha.- proponuje przyjaciel.
-Jest teraz u taty.- mówi blondynka.- W nocy nie pozwolono mu dłużej siedzieć, spędziliśmy noc na korytarzu głównie, ale teraz lekarz się zgodził więc ja jestem na korytarzu, a on przy łóżku ojca.
-Rozumiem. Myślę, że wieczorem uda nam się przyjechać.- pada deklaracja ze strony Marco.- Pójdę na trening, a potem wrócę, zostawimy dzieci u moich rodziców i...- Agnes nie pozwala mu dokończyć, ponieważ przerywają mu jej słowa.
-Wiem, że chcecie być z nami, ale dziś naprawdę nie ma sensu. Myślę, że Ricky dłużej bez snu nie wytrzyma więc mam nadzieję, że dziś uda mi się go namówić na chwilkę odpoczynku, może mama na niego wpłynie. Lekarz mówił, że z tatą Ricky'ego jest w porządku, nic złego się nie dzieje, uspakajał nas, więc spróbuję namówić go na odpoczynek. 
-My naprawdę możemy przyjechać.- stwierdza skrzydłowy dortmundzkiej drużyny.
-Dobrze, jak chcecie. To nie tak, że nie chcemy tu was, bo to nieprawda, ale wiem dobrze, że nie możesz wyjeżdżać sobie kiedy chcesz, bo masz zobowiązania klubowe, a tata przyjaciela to nikt bliski na tyle, by dali ci urlop.- mówi Agnes.
-Zadzwonię po treningu, dobrze? 
-Dobrze. Ucałuj Nat i dzieci.
-Dzięki. Trzymajcie się. 
Połączenie zostaje zakończone, a Marco odkłada telefon. I kiedy podchodzi do swojej żony, która stoi przy krzesełkach, w których siedzą ich dzieci, spogląda na nią i zauważa, że ona ma w oczach łzy. Nie mówi nic, bo rozumie dlaczego tak jest. 
 Natalie przeżywa to wszystko. Natalie martwi się o Ricky'ego, Natalie współczuje jego mamie i pragnie, by ojciec chłopaka żył. On również czuje tak samo.
Przytula swoją żonę. 
***
Wpatruje się w opuchniętą i poranioną twarz swojego ojca i choć przez wiele lat czuł do niego ogromny żal, teraz nic takiego nie czuje. Pamięta krzywdę jaką mu wyrządził, ale nie czuje tego co zawsze. To uczucie zastąpiło inne- pragnienie, by żył, pragnienie, by się obudził, aby był zdrowy. Być może ich relacje nadal będą trudne, w końcu niełatwo odbudować to, co straciło się lata temu, ale uświadamia sobie, iż jest gotów spróbować. Nie chce zrozumieć motywów postępowania jego taty wtedy, tego nigdy nie pojmie. Nie odrzuca się własnego dziecka z takiego powodu, z powodu orientacji, 
ale jest już chyba w stanie spróbować mu wybaczyć, naprawdę wybaczyć. Chce spróbować i chce mu o tym powiedzieć, więc korzysta z chwili, kiedy pielęgniarka wychodzi na chwilę:
-Tato...- odzywa się cicho.- Jestem tutaj. Nie wiem czy słyszysz, ale mam nadzieję, że wiesz, czujesz, iż jestem. 
Wiesz... w nocy, strasznie mnie wystraszyłeś.- wyznaje, po czym bierze głęboki oddech, ponieważ drży mu głos, chce mu się płakać, ale nie chce płakać, nie w tym momencie. Teraz chce mówić.- Myślałem, że odejdziesz, naprawdę tak myślałem.- Chłopak dotyka niepewnie dłoni ojca i już jej nie zabiera.- Bałem się, bardzo się bałem. - Czuje, że oczy zaczynają go piec więc mruga kilkakrotnie.- Musisz z tego wyjść, wiem, że możesz. Zawsze byłeś silny, nadal jesteś, więc proszę cię, jeśli słyszysz, to walcz... Słyszysz? Walcz! - Choć walczy ze łzami, to jedna samotna wypływa, a on szybko ją ściera.- Nie mogę cię stracić, jesteś moim ojcem, potrzebuję cię. - przerywa ponieważ ma ściśnięte gardło. Milczy przez chwilę, jednak nadal trzyma dłoń taty. Odzywa się dopiero jakimś czasie.- To co się stało...- zaczyna.- To jest przeszłość i ja naprawdę jestem w stanie zostawić to za sobą... Jeśli zechcesz, jeśli nadal mnie kochasz, to ja chciałbym znów mieć ojca, tak naprawdę. - wyznaje z trudem, ponieważ te słowa nie przychodzą mu łatwo.- Tylko musisz walczyć, byśmy mogli porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko. Kocham cię, tato niezależnie od tego,co złego się stało. I mam nadzieję, ze mnie słyszysz i chciałbyś powiedzieć mi to samo. - milknie, ponieważ nie jest już w stanie nic więcej dodać. Do pokoju wchodzi pielęgniarka i choć łzy próbują wydostać się z oczu mężczyzny, on nie pozwala im na to. Zostaje w pokoju do momentu, w którym lekarz zajmujący się jego tatą nie prosi go na rozmowę. Zgadza się więc obydwaj wychodzą na korytarz. 
-Proszę pana, by pan poszedł odpocząć.- mówi mężczyzna w białym fartuchu, a kiedy dziennikarz chce zaprotestować, on nie daje mu dojść do słowa dodając.- Nie mówię tego, by pana zdenerwować, po prostu wiem od jakiego czasu pan nie spał.- patrzy na niego.- Pana organizm potrzebuje odpoczynku, wie to pana dziewczyna, pana mama, ja to wiem i pan również. Musi pan odpocząć, albo nie pozwolę panu przebywać w pokoju z ojcem, ponieważ mogę to zrobić. 
-Nie może pan, przecież...
-Mogę i to zrobię jeśli nie pójdzie pan odpocząć. Proszę potraktować moje słowa poważnie.- mówi po czym przeprasza ich i znów wchodzi do pokoju, gdzie leży tata dziennikarza. Chwilę później zjawia się mama Ricky'ego, która wygląda zdecydowanie lepiej niż poprzedniej nocy. I kiedy Agnes mówi jej, że Ricky idzie odpocząć, a on chce zaprotestować kobieta nie daje mu tego zrobić.
- Zostanę z twoim ojcem, będę tu cały czas więc wy spokojnie możecie iść do hotelu. - oznajmia.- Będę dzwonić gdyby coś się działo.- zapewnia. Widzi jak zmęczony jest jej syn, dlatego kładzie dłoń na jego policzku.- Musisz odpocząć,  kochanie. Potrzebujesz odpocząć.- mówi, a on jedynie przytakuje kiwnięciem głową, po czym przytula ją, a potem razem z Agnes wychodzą z kliniki.
 I kiedy leżą w hotelowym łóżku, tuląc się do siebie, próbując zasnąć, Agnes słyszy:
-Chcę naprawić moje relacje z ojcem.-mówi Ricky, a na twarzy dziewczyny pojawia się mały uśmiech.- Nie wiem czy słyszał, ale jak byłem u niego to mu to powiedziałem.- wyznaje.- Nie chcę pochylać się nad tym co się stało. To nie tak, że nadal mnie to nie boli, bo boli, jednak chcę... jestem chyba gotowy wybaczyć, Agnes. Jest moim ojcem i kocham go. I mam nadzieję, że również ciągle mnie kocha.- mówi.
Agentka podnosi wzrok i wpatruje się w oczy swojego mężczyzny. Wie, że to nie jest łatwe, ta sytuacja nigdy nie była i nie będzie prosta, ale jest dumna z niego. Była pewna, że ten moment nadejdzie, nie wiedziała, iż stanie się to w takich okolicznościach, jednak wierzy głęboko, iż relacje ojca i syna jeszcze będą ciepłe, że wszystko, co złe zostawią za sobą. 
-Twój ojciec cię kocha, jestem tego pewna.- mówi.- I myślę, że jeszcze nie raz się o tym przekonasz.- dodaje.- Kocham cię, Ricky.- wyznaje.
-Kocham Cię Agnes. I dziękuję, że jesteś.- mówi chłopak, po czym łączy ich usta w pocałunku. 
***
&&&            NIESPODZIANKA            &&&
Nie spodziewaliście się nowego rozdziału, ale w ramach przeprosin za moje, nazwijmy to" chorobowe", wrzucam dziś nowy post.
Szaleję!!! 
Napisałam go przed momentem, spontanicznie zupełnie :)
Podoba się???
Komentujcie!!!
***
Wracamy do starej zasady, której zamierzam się trzymać.


10 komentarzy- następny post.


poniedziałek, 27 lipca 2015

12. Strach...

Znajdują OIOM dość szybko. Przed drzwiami jednak , kiedy chcą wejść, zatrzymuje ich pielęgniarka:
-Tam nie można wchodzić.- informuje.
-Jak to nie można?- denerwuje się dziennikarz.- Muszę tam wejść... Mój ojciec...- chce wyminąć siostrę, ale ona tak łatwo nie odpuszcza.
-Pan nie rozumie? To jest OIOM, tu nie może wejść każdy, kto chce...
- Mój ojciec leży tam w stanie krytycznym, a pani mi mówi, że nie mogę się tam dostać? - jest zdenerwowany, roztrzęsiony. Kiedy czuje dłoń Agnes na swoich plecach, spogląda na nią.
-Proszę zawołać lekarza, dobrze? Trafił tu mężczyzna z wypadku lotniczego. Wiemy, iż przebywa na tym oddziale, jesteśmy jego rodziną, to jest jego syn, więc bardzo byśmy prosili, by któryś z dyżurujących lekarzy tu się pofatygował, by przekazać nam informacje o stanie pacjenta. Wtedy też będziemy mogli porozmawiać o ewentualnej możliwości wejścia na oddział, co podejrzewam się zdarza w niektórych przypadkach. 
-Poproszę lekarza.
-Bylibyśmy bardzo wdzięczni.- odpowiada Agnes. Kiedy pielęgniarka znika za rozsuwanymi drzwiami, oni zostają na korytarzu. Agentka odwraca się twarzą do swojego mężczyzny, który również spogląda na nią. 
-Kochanie, spokojnie...
-Jak mam być spokojny, kiedy ona nie rozumie...- nie kończy zdania ponieważ  Agnes przytula go.
-Zaraz będziesz mógł tam wejść, za moment.- uspakaja go jego dziewczyna.- Jeszcze moment, Ricky.
***
Znajdują się na korytarzu, na OIOM- ie i czekają na pielęgniarkę, która ma ich zaprowadzić pod pokój, w którym leży jego ojciec. Ricky niecierpliwi się, dlatego nie siedzi w miejscu, choć przy ścianie stoją krzesełka, a spaceruje w jedną i drugą stronę ciągle. Agnes nie próbuje go zmusić, aby usiadł, bo to nie ma sensu. Jego zachowanie jest w pełni dla niej zrozumiałe, w końcu jego tata walczy o życie. Lekarz nie miał bardzo dobrych wieści, oprócz tych, iż mężczyzna nie doznał urazu mózgu, choć początkowo lekarze przypuszczali, iż uraz jest i to poważny. Dowiedzieli się, iż stan jest krytyczny, że ojciec chłopaka doznał wielu urazów, jest połamany i to właściwie cud, że przeżył wypadek. W końcu, chwilę później zostają zaprowadzeni pod jeden z pokoi. Drzwi są przeszklone, jest też duże okno, więc widzą łóżko, a na nim leżącego mężczyznę,  podłączonego do mnóstwa aparatury, która również znajduje się w środku. Jego twarz jest opuchnięta, posiniaczona. Głowę ma obandażowaną, nic więcej nie widzą, ponieważ przykryty jest kołdrą.  Przy łóżku, na krzesełku siedzi kobieta, mama Ricky'ego. Kiedy chłopak patrzy przez szybę, na czuje na swoich plecach dotyk dłoni Agnes:
-Poczekam tu na ciebie.- mówi cicho, ale Ricky rozumie. Chłopak nie mówi, po prostu podchodzi do drzwi, a kiedy się odsuwają wchodzi do środka. Agnes zostaje przy oknie. Widzi jak mama jej mężczyzny na jego widok wstaje z krzesełka, widzi jak Ricky ją przytula, a ona wtula się w ramiona swojego syna i Agnes jest pewna, że płacze. Wycofuje się do tyłu i zajmuje miejsce na jednym z krzesełek.  
***
Słyszą dźwięk przychodzącej wiadomości toteż Natalie od razu sięga po komórkę, by ją odczytać. Jej treść nie jest długa, to zaledwie kilka zdań:
"Jesteśmy w szpitalu, właściwie to właśnie siedzę na korytarzu na OIOM-ie. Ricky przed chwilą poszedł  do pokoju, w którym przebywa jego ojciec. Lekarz powiedział, że jest w stanie krytycznym, że cudem jest, iż przeżył wypadek. Mam nadzieję, że teraz zdarzy się kolejny i on z tego wyjdzie. Nie jest dobrze..."

Natalie odpisuje.

" Wierzę, że tata Ricky'ego z tego wyjdzie, że nie stracą go. Będzie dobrze, Agnes. Musimy wierzyć. Trzymajcie się i ucałuj Ricky'ego od nas. Nie ma nas fizycznie, ale duchowo jesteśmy tam z Wami. "
***
Nie wie po jakim czasie drzwi do pokoju, w którym jest Ricky z mamą się otwierają. Agnes spogląda w tamtą stronę i widzi jak jej chłopak wychodzi z pokoju. Kilka sekund później siedzi już obok niej, nic nie mówi. Gdy czuje dłoń swojej dziewczyny na plecach, która je delikatnie pociera, w geście pocieszenia, spogląda na nią:
-On... wygląda strasznie.- odzywa się chłopak.- Jest taki opuchnięty...siny...
-Kochanie, to normalne w końcu przeżył straszny wypadek.
-Wiem... Ja to wiem, ale ja nigdy... - spogląda na swoją dziewczynę.- Wiesz...on zawsze był taki silny. 
-Po kimś musisz mieć tę siłę, domyślam się, że po nim właśnie ją masz.
-Nie jestem taki jak on, nie jestem tak silny...
-Jesteś Ricky.
-Nie jestem... Strasznie się boję... Bo on teraz nie przypomina siebie. Jego życie jest takie kruche. Bardzo się boję, że...- przerywa, aby wziąć oddech.- On może umrzeć... Boję się, że umrze.
-Kochanie...
-Nie chcę by odszedł, wiesz? Ja nie chcę by umarł.
-Wiem, skarbie. Twój tata nie umrze.
-Ja wiem, że nasze relacje przez ostatnie kilka lat były złe, ba, właściwie wcale ich nie było, ale to mój ojciec i ja...
-Hej, kochanie...- dziewczyna dotyka dłonią jego policzka, widzi jak w jego oczach zaczynają błyszczeć łzy.
-Ja czuję do niego żal, ale nie chcę by odszedł. - chłopak patrzy jej w oczy.- Chciałbym to odbudować... Nasze relacje. Chciałbym znów mieć ojca, wiesz? Chciałbym, by znów mnie kochał.- wyrzuca z siebie, a Agnes w tym momencie chce powiedzieć, że jego ojciec na pewno nadal go kocha, ale drzwi do pokoju, w którym leży mężczyzna się odsuwają i pojawia się mama dziennikarza, dlatego agentka milknie.Ricky patrzy na swoją matkę. Szybko ściera łzę, która sekundy wcześniej spłynęła po jego policzku, ma zamiar się podnieść, ale zanim mu się to udaje, jego mama zajmuje miejsce obok. Przez chwilę milczą, a potem kobieta mówi:
-Jesteście zmęczeni, powinniście pojechać do hotelu. Tu niedaleko...- Nie kończy zdania ponieważ jej syn przerywa jej.
-Nie odeślesz mnie do hotelu, mamo.- Jego ton jest stanowczy.- Nie jestem małym dzieckiem. Mówiłem ci już, zostaję.
-Jesteś zmęczony, Agnes prowadziła więc też jest zmęczona...
-Kochanie.- zwraca się do blondynki Ricky.- Chciałbym zostać, ale Ty powinnaś odpocząć więc...
-Chcę zostać, nie jestem aż tak zmęczona.- odpowiada dziewczyna zanim ten zdąży dokończyć zdanie.- Jest w porządku. Jeśli będę zmęczona to powiem, dobrze?- patrzy mu w oczy.
-Dobrze.- zgadza się ze swoją dziewczyną. Prawda jest taka, iż jej potrzebuje, bardzo potrzebuje. Ta noc jest ciężka i nic nie wskazuje na to, by kolejne doby były lepsze.
***
Marco z Natalie zjawiają się w klinice następnego dnia przed południem i pozostają do późnych godzin wieczornych. Niestety nie mogą zostać dłużej, ale Ricky to rozumie, w końcu mają małe dzieci, a do tego jeszcze piłkarz ma mecz więc to zrozumiałe, iż muszą wracać. Jest im wdzięczny  za to, że przyjechali, a gdy nie mogą być obok, to dzwonią. Stan jego ojca nie poprawia się, ale również nie pogarsza. Wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, bo tak zadecydowali lekarze, śpi. Siedzą przy nim w dzień, nie opuszczają szpitala  również w nocy. Agnes wynajęła pokój w hotelu, który znajduje się blisko szpitala, by mieli gdzie odpocząć, przespać się chociaż chwilę, odświeżyć, jednak ani on, ani jego mama oprócz prysznica i przebrania się, nie spędzili w nim więcej czasu, niż potrzebne to, by wykonać wyżej wymienione czynności. Dwie doby od wypadku Agnes widzi, iż mama jej chłopaka jest wykończona, próbuje ją namówić, by położyła się choć na godzinę i w końcu jej się udaje. Ricky jest bardziej uparty, nie chce opuścić szpitala, właściwie przesiaduje przy łóżku ojca cały czas, z wyjątkiem momentów, w których jest wypraszany przez lekarzy, gdy badają jego ojca. Agnes martwi się o Ricky'ego.
***
-Jesteś w szpitalu czy w hotelu?- pyta Natalie przyjaciółkę.
-W hotelu.- odpowiada.- W szpitalu została mama Ricka, a ja skorzystałam z okazji, że Ricky powiedział, iż idzie wziąć prysznic i przyszłam z nim. Może uda mi się wmusić w niego kolację. On nic praktycznie nie je, Nat, a jak już coś je, to małe ilości. Ja rozumiem, że w takich sytuacjach to normalne, ale boję się o niego.
-Wiem, wiem.
-Nie spał już ponad dwie doby, niewiele zjadł przez ten czas. Nie słucha jak proszę, go, by zdrzemnął się choć godzinę w hotelu. Nie wiem ile da jeszcze radę. Ciągle pije kawę, w nocy w końcu bolał go brzuch, bo ileż organizm jest w stanie przyjąć kofeiny? Pokłóciliśmy się o to, bo wieczorem poprosił, bym przyniosła mu kawę, ale odmówiłam. W końcu sam poszedł, a godzinę później zwymiotował.
-Jest mu ciężko, boi się dlatego zachowuje się nieracjonalnie.
-Wiem, dlatego nie chcę go denerwować, ja się po prostu martwię i robię wszystko dla jego dobra. Musi jeść, by normalnie funkcjonować. 
-Wiem, ale on teraz nie myśli o nikim i niczym innym jak o swoim ojcu.
-Wiem. - przyznaje agentka.- Będę kończyć, bo zaraz wyjdzie spod prysznica. Muszę wmusić w niego choć trochę jedzenia.
-Trzymacie się. 
-Wy też.
-Przytul go ode mnie mocno. Od nas.
-Zrobię to. Dzięki. Ucałuj dzieciaki i Marco.
-Dzięki. Pisz.
-Będę. 
Odkłada komórkę do torebki, a chwilkę później z łazienki wychodzi Ricky już całkowicie ubrany, jego włosy są suche, dlatego Agnes domyśla się, iż musiał skorzystać z hotelowej suszarki, choć tego nie lubi, jednak agentka wie, jak bardzo jest zdeterminowany, by jak najszybciej znaleźć się spowrotem na OIOM-ie. Ona ma jednak inny plan i wie, że być może będzie na nią zły.
-Widziałaś moją komórkę?- pyta chłopak.
-Tak, jest tam.- wskazuje na łóżko hotelowe, na którym chłopak położył telefon przed pójściem pod prysznic. Dziennikarz zgarnia komórkę po czym ma zamiar założyć buty toteż kieruje się w stronę drzwi. 
-Drzwi są zamknięte, Ricky.- informuje go blondynka.- Jak zapewne widzisz na stole jest kolacja, którą bardzo proszę zjedz.- zwraca się do niego łagodnym tonem. Chłopak sprawdza drzwi i okazuje się, iż faktycznie są zamknięte.
-Agnes, przepraszam cię, ale nic nie przełknę, więc proszę, daj mi kartę, ponieważ chcę iść do mojego taty.- mówi.
-Nie spałeś ponad dwie doby, prawie nic nie jadłeś. Ciągle pijesz tylko kawę, z nadmiaru której wczoraj zwymiotowałeś i miałeś bóle brzucha.- wylicza.- Wybacz mi, ale cię nie posłucham, nie dam ci teraz karty i 
 otworzę drzwi,  kiedy zjesz choć małą porcję kolacji.- stwierdza spokojnie.
-Agnes, nie mam siły na dyskusje i kłótnie, zrozum...
-Rozumiem, ale ty też zrozum mnie.- zwraca się do niego.- Kocham cię i ostatnią rzeczą jakiej pragnę w tym momencie to kłótnia z tobą. Oszczędź sobie i mnie tej wątpliwej przyjemności, usiądź na chwilę i po prostu troszkę zjedz, proszę.- patrzy na niego.- Proszę, Ricky.- powtarza, a on podchodzi do stolika, siada po czym nakłada sobie na talerz porcję ryżu z warzywami. Piętnaście minut później obydwoje są już w szpitalu i choć stan taty Ricky'ego się nie poprawił, czego pragną najbardziej, to Agnes w głębi duszy cieszy się, ponieważ udało jej się wmusić w swojego chłopaka kolację. 
***
Wie, że niedawno mówiła swojemu chłopakowi, że picie w nocy kawy jest niezdrowe, ale w tym momencie sama stoi przy automacie i czeka, aż maszyna jedną z nich wyda. Jest zmęczona choć w ciągu dnia spała dwie godziny. Niestety okazuje się, iż organizm potrzebuje znacznie więcej toteż chcąc nie zasnąć na krzesełku dziewczyna musi dostarczyć do swojego organizmu porcję kofeiny. Nie śpieszy się idąc korytarzem i zmierzając do skrzydła, w którym mieści się OIOM. Ma zamiar po drodze wypić kawę, by Ricky nie widział, że ją pije, gdyż gotów, czego jest niemal pewna, odesłać ją do hotelu, by odpoczęła. Nie chce się z nim kłócić, chce być blisko. Małymi łyczkami popija gorący napój idąc powoli. Chwilę później, gdy kubeczek jest pusty, wyrzuca go do kosza, który mija po czym, kiedy drzwi na oddział się odsuwają, wchodzi. Praktycznie od razu zauważa zamieszanie pod pokojem, w którym leży ojciec jej mężczyzny. Do środka wchodzą lekarze. Przy drzwiach stoi Ricky z mamą, która wtula się w jego tors. Odległość dzieląca ją od nich pokonuje w kilkunastu krokach. Mama jej chłopaka płacze, on nie, za to jest pewna, że się powstrzymuje.
-Co się dzieje?- pyta.
Kobieta w odpowiedzi wypuszcza z siebie głośny szloch, natomiast Ricky odwraca głowę i może zauważyć tak wiele bólu w jego oczach.
-Tata...- mówi.- On...serce się zatrzymało.- wydusza z siebie cicho chłopak. 
Agnes patrzy przez szybę na osoby znajdujące się w pokoju. Nie widać ojca chłopaka, zasłaniają go osoby znajdujące się w środku. Jest duże zamieszanie, Natalie domyśla się, iż reanimują mężczyznę. Nie wie co będzie, ma pustkę w głowie. Do tej pory wierzyła, że on z tego wyjdzie, ciągle powtarzała to swojemu chłopakowi. Teraz jednak pierwszy raz wątpi. Wątpi, ponieważ na jednym z monitorów ciągle jest linia...a urządzenie piszczy. Chciałaby coś zrobić, ale nic nie może. I kiedy czuje zimne palce Ricky'ego, splatające się z jej palcami, ściska mocno jego dłoń, bo wie, iż jedyne co w tym momencie może, to być po prostu przy nim. Niezależnie co się stanie, on jej potrzebuje, więc po prostu stoją wypowiadając w myślach słowa modlitwy o ocalenie życia taty dziennikarza, trzymając się mocno za ręce.
***
Przepraszam, iż tak długo to trwało. Ja znowu niedomagam więc wybaczcie. 
Jest mi przykro, nie doczekałam się bowiem dziesięciu komentarzy, ale postanowiłam wyjątkowo dodać rozdział z dedykacją dla osób, które komentują, które potrafią poświęcić te dwie minuty, aby napisać dwa zdania.
Dziękuję.
***
Następny rozdział dodam, gdy pojawi się 10 komentarzy.

poniedziałek, 13 lipca 2015

11. Złe wiadomości...

Znajduje się w gabinecie Alice, rozmawiają, właściwie głównie on mówi, a ona słucha, od czasu do czasu zadając jakieś pytania. Rozmowa zaczyna się normalnie. To nie tak, że kobieta od razu zaczyna wypytywać go o wypadek, o stratę Ann, o miesiące po jej śmierci, o jego ból, o jego lęki. Właściwie na początku rozmawiają o jego  dzieciństwie, pasji jaką jest piłka, o rodzinie. Alice chce go poznać, by potem móc dobrze ocenić jego reakcje, jego wrażliwość i tego typu cechy. To nie tak, że na jednej sesji się skończy, oboje to wiedzą. Mario mówi dość swobodnie, opowiada chętnie, jednak Alice zauważa, iż jest spięty. Wie o co chodzi, jednak nie mówi nic. Czeka. W końcu kobieta mówi:
-Julie jest bezpieczna.- wypowiadając te słowa patrzy na niego. 
-Przepraszam.- mówi piłkarz.- To nie tak, że uważam, iż Twoja córka zrobi krzywdę mojej córeczce.- tłumaczy szybko.- Ja po prostu... Ona nie zostawała z nikim, kogo nie zna. Do tej pory zajmowały się nią tylko znajome osoby- moja rodzina, albo przyjaciele. - stwierdza.- Niby jest za drzwiami, ale myślę o niej...
-Domyślam się.- odzywa się psycholog.
-To trudne, pewnie dla mnie bardziej niż Julie, zostawić ją w rękach nieznajomej osoby. - patrzy na kobietę zmieszany, jakby uważał, że nie zostanie zrozumiany.- Bo ona lubi ludzi, jakoś nie ma problemu z zaakceptowaniem nowych osób, które pojawiają się obok. To ja się zawsze spinam.- wyznaje.
-To naturalna reakcja, nic dziwnego. Mogę cię zapewnić, iż moja córka ma podejście do dzieci, bardzo je lubi, a one to wyczuwają. Julie nic nie grozi.- zapewnia go.- Jeśli chcesz zobaczyć czy wszystko z nią w porządku, to po prostu to zrób.- zachęca go, ale on nie robi tego. Sesja trwa jeszcze dwadzieścia minut, a potem kończą. Gdy obydwoje wychodzą z gabinetu, Mario od razu przeszukuje wzrokiem całą poczekalnię. Dostrzega Emily siedzącą wygodnie w rogu sofy. Jego córeczka śpi w jej ramionach, a dziewczyna uśmiecha się widząc zdziwioną minę piłkarza i podobną swojej mamy. Obydwoje zbliżają się patrząc na nie. 
-Kiedy zasnęła?- pyta piłkarz.
-Jakieś 20 minut temu.- dopowiada blond- włosa dziewczyna.-Od tamtej pory śpi słodko.- na twarzy dziewczyny pojawia się jeszcze większy uśmiech niż miała do tej pory, spogląda na małą dziewczynkę, którą trzyma w ramionach.
-Dziękuję.- Mario patrzy na nią, a potem na swoją córeczkę.
-Nie ma za co.- odpowiada blondynka.- To przyjemność zająć się takim okruszkiem.
I kiedy chwilę później piłkarz delikatnie zabiera z ramion Emily swoją córeczkę, być może ich dłonie przez chwilę ocierają się o siebie i być może ich spojrzenia znów na chwilę się łączą...
***
Ricky siedząc na tarasie rodzinnego domu, przysłuchuje się rozmowie Agnes i jego mamy. Obie kobiety mają ze sobą dobry kontakt. Agnes na początku była odrobinę zdystansowana do jego rodziców, do ojca bardziej niż do jego mamy, ale potem to minęło, choć w jej relacjach z jego ojcem nadal wyczuć można dystans. Nie dziwi jej się, on sam również nie czuje się przy nim do końca swobodnie. To nie tak, iż rozpamiętuje jego słowa i to jak potraktował go, kiedy się zakochał w mężczyźnie, bo Ricky stara się już tego nie roztrząsać, jednak nadal ma zadrę w sercu i wie doskonale, że ona już tam zostanie. Odkąd wrócił do Dortmundu jest częstym gościem w domu rodzinnym, jednak nie zdecydował się wrócić i do miasta i do rodziców, choć mama proponowała mu, by przez jakiś czas z nimi zamieszkał, jednak odmówił. Mieszka z Agnes i tak jest mu dobrze.
-Ricky...- słyszy swoje imię więc spogląda na swoją dziewczynę.
-Tak?
- Słuchałeś mnie chociaż?- pyta blondynka.
- Przepraszam kochanie, odleciałem na moment.- tłumaczy.- Możesz powtórzyć?
-Twoja mama zaprosiła nas na imieninowy obiad w niedzielę i pytałam czy nie masz przypadkiem być na tym spotkaniu redakcyjnym?- pyta Agnes.
-Nie mam, powiedziałem już, że mnie nie będzie.- odpowiada.- Ciągle pracuję, ciągle coś mi dorzucają, potrzebuję chwili spokoju.- tłumaczy.- Tak więc przyjdziemy mamo.- patrzy na swoją rodzicielkę potwierdzając.
-Cieszę się.- uśmiecha się matka dziennikarza.
Rick'y czuje jak jego telefon, który ma w kieszeni wibruje. Wyciąga go, po czym odbiera. Chwilkę rozmawia, a potem się rozłącza.
-Marco zaprasza nas na kolację dzisiaj.- spogląda na swoją dziewczynę.- Zgodziłem się. Dobrze zrobiłem?- pyta.
-Bardzo dobrze.
***
Marco wchodzi do kuchni, po której krąży jego żona przygotowująca kolację, którą mają zjeść z przyjaciółmi. 
Natalie nawet nie zauważa iż nie jest już sama w kuchni, ponieważ zajęta jest krojeniem warzyw i doglądaniem sosu gotującego się na kuchni. Więc gdy blondyn obejmuje ją przytulając się do jej pleców dziewczyna piszczy:
-To tylko ja skarbie.- słyszy głos swojego męża.
-Po co się skradasz!- karci go odsuwając się od niego.- Wystraszyłeś mnie na śmierć!- dodaje.
-Wcale się nie skradałem.- broni się skrzydłowy.- Wszedłem normalnie, po prostu jesteś tak zajęta tym wszystkim, że nawet nie zauważyłaś.- tłumaczy.
-Jestem zajęta, bo niedługo zjawią się nasi przyjaciele, a ja mam jeszcze nic niegotowe.- mówi Natalie.
- Widzę, że wszystko masz gotowe, ale jak zwykle panikujesz.- odzywa się Marco.- Przerwij na moment, bo twój mąż potrzebuje pocałunku i tulenia.- patrzy na nią uśmiechając się.- Bardzo potrzebuje.- dodaje.
-Marco...- wzdycha dziewczyna.- Nie czas na czułości, bo ja naprawdę muszę skończyć, a potem ogarnąć kuchnię, bo przecież nie zostawię jej w takim stanie.- marudzi malarka.
-Zawsze jest czas na czułość, Natalie.- mówi jej mąż obejmując ją w pasie i przyciągając do swojego ciała.
-Wiem, ale...
-Nie gadaj tylko się przytul i mnie pocałuj.- mówi blondyn ciaśniej obejmując swoją żonę i całując ją zachłannie. I to nie tak, że nagle przygotowanie kolacji stało się dla Natalie nie ważne, jednak w momencie gdy wargi Marco dotknęły jej warg pomyślała, iż wszystko inne jest mniej ważne, on jest najważniejszy. I być może ona również potrzebowała przytulania, a także pocałunków.
***
Rodzice zjawili się o umówionej godzinie, by zabrać dzieci do siebie. Właściwie Natalie i Marco nie mieli w planach prosić ich o opiekę, jednak sami zaproponowali więc piłkarz i malarka po prostu się zgodzili. Kiedy wyszli z ich pociechami, Natalie skierowała się do kuchni, by zajrzeć do piekarnika, a Marco pozbierał zabawki z sofy po czym miał udać się do żony, jednak usłyszał dzwonek do drzwi więc poszedł otworzyć.
-Cześć.- wita się z Agnes i Ricky'm, którzy przyszli jako pierwsi i wpuszcza ich odbierając od dziennikarza butelkę wina.- Dzięki.
-Natalie jest w kuchni?- pyta Agnes.
-Tak, po raz setny sprawdza czy wszystko przygotowała na kolację.- odpowiada blond- włosy piłkarz.
Poszli w stronę kuchni. Natalie jest tam i zerka do piekarnika.
-Cześć.
-Cześć.- wita się z gośćmi.- Widzisz, goście się schodzą, a kolacja nie jest gotowa i to jest twoja wina... Ty i twoje pomysły...- wzdycha.
-Czyżbyś coś przeskrobał?- pyta  Ricky z zainteresowaniem.
-Cóż... Ja tak jakby skutecznie rozproszyłem moją żonę.- przyznaje się blondyn.- Po prostu potrzebowałem chwili uwagi...
- Czyżby ta chwila skończyła się w sypialni?- pyta dziennikarz mimochodem, a Agnes widząc minę przyjaciółki po prostu się uśmiecha...
-Cóż... w końcu tam nie dotarliśmy, ale powiedzmy, że dostałem więcej niż chwilę uwagi...- Marco uśmiecha się szeroko, a na twarzy Natalie wykwita dorodny rumieniec, który Agnes i Ricky nie umyka uwadze Agnes i Ricky'emu.
***
Jedzą kolację i rozmawiają. Jest Auba z partnerką, Miki z dziewczyną, Łukasz z Ewą, Agnes z Rickym oraz Mario, który jak zauważają chyba wszyscy, tego wieczoru uśmiecha się więcej niż zwykle, żartuje więcej niż zwykle. Niektórzy z nich wiedzą, iż miał tego dnia odwiedzić Alice, inni natomiast nie. Marco chce dowiedzieć się jak było na sesji, ale ma zamiar porozmawiać z szatynem później. Wieczór mija w przyjemnej i miłej atmosferze. Jest dość późno kiedy goście wychodzą. Mario jeszcze przed wyjściem pyta Ewę o nianię, niestety okazuje się, iż dziewczyna już ma dodatkową pracę, więc nie może opiekować się małą Julie. Kiedy Mario zostaje z Natalie, Agnes, Rickym i Marco pytanie o sesję w końcu pada. Siedzą w salonie popijając wino.
-Było normalnie.- mówi szatyn.- Cóż... rozmawialiśmy. Alice nie naskoczyła na mnie i nie kazała mówić od razu o wypadku, uczuciach, o tym co się ze mną działo więc było spoko...- przyznaje.
-Umówiliście się na następny termin?- pyta Natalie.
-Tak, za dwa dni.
-Świetnie.- uśmiecha się malarka.- A Julie była grzeczna podczas sesji, bo mówiłeś, że musiałeś ją zabrać?
-Nie była w gabinecie.- stwierdza szatyn.
-To gdzie była?
-Córka Alice się nią zajęła.- odpowiada.- Kiedy przyszedłem w gabinecie siedziała jej córka i właściwie to stało się spontanicznie, że zajęła się moją córką. 
-Alice ma córkę?- pyta Marco.
-Tak, dzisiaj ją poznałem.- przyznaje szatyn.
-Jest ładna?- z ust blondyna pada kolejne pytanie, na które Natalie reaguje szturchnięciem swojego męża w bok.- No co...- Marco patrzy na żonę.- Jestem ciekaw.- tłumaczy.
-Tak, jest ładna, nawet bardzo.- przyznaje Mario.- I lubi dzieci. Julie zasnęła w jej ramionach. Kiedy wyszedłem z gabinetu, moja córeczka smacznie spała. 
-Czyli córka Alice spodobała się twojej małej kobietce. stwierdza skrzydłowy.
-Cóż... na to wygląda.
***
Znajduje ją w salonie przy laptopie. Jak zwykle odpisuje na maile, a on jak zwykle ma zamiar położyć się na sofie, obok niej. Nie chce przeszkadzać, właściwie nigdy tego nie robi, po prostu leży i czeka, aż Agnes skończy, odłoży laptopa po czym skupi całą swoją uwagę na nim. Czeka na moment, w którym agentka wsunie palce w jego włosy i zacznie się nimi bawić, czeka na to, aż na jej twarzy pojawi się uśmiech, czeka na słowa, które do niego skieruje, albo po prostu pomilczą będąc blisko siebie. Tego wieczoru Ricky dostaje jej uwagę szybciej niż zwykle, ponieważ już po 15 minutach laptop zostaje zamknięty i odłożony. Dziennikarz wykorzystuje moment więc podsuwa się w jej stronę i kładzie swoją głowę na jej kolanach, a po paru sekundach czuje jak jej zręczne palce przeczesują jego włosy. Chłopak to uwielbia, relaksuje go to, rozluźnia, dlatego praktycznie od razu zamyka oczy delektując się jej dotykiem.
-Bardzo cię kocham, wiesz?- odzywa się blondynka.- Bardzo mocno.
Ricky otwiera oczy i patrzy na nią, wyciąga swoją dłoń, by złapać jej, przyciąga sobie do ust, po czym całuje od wewnętrznej strony.
-Ja ciebie również bardzo kocham.- wyznaje chłopak.- Wiesz...- zaczyna, ale przerywa, by zebrać myśli. Dziewczyna wpatruje się w niego czekając na dalsze słowa. Dziennikarz odzywa się po chwili.- Pewnie uznasz, że jestem szalony, choć to już wiesz...- uśmiecha się.- Ostatnio poczułem coś...- spogląda jej w oczy. Dziewczyna nie ma pojęcia o czym on może mówić, ale jest pewna, iż zaraz się dowie. 
-Nie wiem co chcesz mi powiedzieć, Ricky...
-Chcę Ci powiedzieć...- nie kończy ponieważ dzwoni komórka dziewczyny, więc Agnes przeprasza go na moment i odbiera. Ricky po chwili wie, iż stało się coś złego ponieważ twarz jego dziewczyny nagle staje się blada. Chłopak siada, dotyka jej dłoni i czuje jej drżenie. Wpatruje się w jej twarz, kiedy ona słucha osoby, która do niej mówi. Chwilkę później blondynka odkłada telefon:
-Kochanie co się stało?- pyta natychmiast jej druga połowa.- Zbladłaś strasznie.- zauważa.
Agnes przez moment wpatruje się w swojego chłopaka, właściwie powinna się odezwać, ale jakoś nie bardzo może. 
-Przerażasz mnie.- mówi mężczyzna.- Kto dzwonił?- pada pytanie.
-Twoja mama.- pada w końcu odpowiedź, a blondynka przysuwa się do niego po czym łączy ich dłonie. Ricky jest zdezorientowany ponieważ mina jego dziewczyny wskazuje, iż stało się coś złego, a po drugie zastanawia się dlaczego jego mama dzwoniła do Agnes, nie do niego.
-Po co moja mama dzwoniła do ciebie? I dlaczego masz taką minę jakby ktoś umarł?- pyta chłopak.
-Kochanie...
-Co się stało, Agnes?
-Twój tata wracał z Belina wyczarterowanym samolotem...- zaczyna mówić, ale przerywa...- Samolot nie doleciał do lotniska, spadł... Twój tata...- nie kończy ponieważ pytanie jej chłopaka uniemożliwia jej to...
-Nie żyje?- pyta chłopak.
-Żyje, ale nie jest dobrze, Ricky.- wydusza w końcu.- Twoja mama jest w drodze do Berlina, nie mogła się do ciebie dodzwonić więc zadzwoniła do mnie...
Ricky nie zastanawiając się długo bierze telefon Agnes, po czym wybiera numer do swojej mamy. Chwilkę później kobieta odbiera więc pyta dokładnie o całe zdarzenie. Nie dowiaduje się zbyt wiele ponieważ kobieta szlocha w słuchawkę więc trudno cokolwiek zrozumieć. Jednak słowa, że jego ojciec znajduje się w stanie krytycznym w jednej z klinik rozumie doskonale. I wie już, iż musi natychmiast się tam dostać.
***
Marco leży w sypialni i czeka na swoją żonę, która jest w łazience. Odbiera jej telefon, który dzwoni. Chwilkę później, kiedy Natalie w końcu pojawia się w sypialni, zauważa, iż jej telefon leży obok Marco:
-Ktoś dzwonił?- pyta malarka.- Wydawało mi się, że słyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Agnes.- pada odpowiedź.- Są z Rickym w drodze do Berlina.- Marco patrzy na żoną, która w tym momencie podchodzi i siada obok niego.- Samolot, którym wracał ojciec Ricky'ego nie doleciał do lotniska. Spadł. Jego tata żyje, ale jego stan podobno jest krytyczny. 
-O Boże...- to jedyne słowa, które wypływają z ust brunetki. 
***
Całą drogę, momentami, Agnes zerka na Ricky'ego, który siedzi na miejscu pasażera. Nie pozwoliła mu prowadzić chociaż zapewniał ją, iż z nim wszystko w porządku. Ona jednak wie lepiej. Zna go dobrze, wie, iż chłopak nie chce pokazać jej jak bardzo się martwi, jak bardzo się boi. I to nie dlatego, że wstydzi się swoich uczuć, ale raczej nie chce jej martwić. Ona jednak i tak widzi to, co on stara się skrzętnie ukryć. Przez większość trasy jest w miarę spokojny, jednak kiedy znajdują się około 40 minut od celu chłopak dzwoni do matki, a ona nie odbiera. Próbuje kilka razy, ale kiedy ponownie nie słyszy głosu swojej mamy w słuchawce rzuca telefon na siedzenie z tyłu:
-Dlaczego ona, kur.. nie odbiera!- złości się.- Jak można nie odbierać telefonu w takim momencie!
-Kochanie, spokojnie.- próbuje uspokoić go Agnes kładąc dłoń na udzie chłopaka i uspokajająco je pocierając.- Może jest z twoim ojcem i nie może odebrać.- mówi.
-Na OIOM nie wpuszczają.- burczy chłopak.- Może on...- nie wypowiada do końca swojej myśli, milknie, ale dziewczyna wie o czym myślał. 
-Nie myśl w ten sposób, proszę.- mówi wolno siląc się na spokojny ton.- Nie można zakładać najgorszego.
-Jak mam nie zakładać najgorszego, jak moja matka, do tej pory odbierała, a teraz uparcie milczy? Ona nigdy nie była dobra w przekazywaniu złych wiadomości, więc myślę, że...
-Stop Ricky!- przerywa mu Agnes więc on patrzy na nią. Jego oczy błyszczą niebezpiecznie, co ona zauważa natychmiast.- Nie wolno ci tak myśleć, słyszysz?- zerka na niego przez ułamki sekund, a potem znów przenosi wzrok na drogę.- Przeżył wypadek, jego stan jest ciężki, ale przeżył. Tego się trzymajmy. Za pół godziny będziemy na miejscu i wszystkiego się dowiemy, tak?
Chłopak przytakuje kiwnięciem głowy. Pytanie jakie będą wieści?
***
Witajcie.
Przepraszam, za nieobecność, ale niestety mam mały problem ze zdrowiem. Postaram się, w miarę możliwości wrzucić kolejny post na drugi z blogów. Proszę o cierpliwość, niestety to niezależne do końca ode mnie. Pozdrawiam i liczę na Wasze komentarze.
***
10 komentarzy- następny rozdział !!!