środa, 13 maja 2015

3.W cierpieniu rozum odchodzi...

Kolejny dzień.
-Mamo z dzieciakami wszystko w porządku?- pyta Natalie dzwoniąc do swojej teściowej.
-Tak kochanie. Nie martwcie się. Powiedz co z Mario? Marco wczoraj dzwonił, ale niewiele był w stanie powiedzieć.- pyta mama jej męża.
-Siedzieliśmy przy nim całą noc. – opowiada malarka.- Jest załamany, mało się odzywa, płacze… Jest bardzo źle, ale chyba nie możemy spodziewać się niczego innego w tej sytuacji.- sama nie wie dlaczego mówi tak cicho. Może powodem tego jest jej mocno ściśnięte gardło.
-Odłączą ją?- pada kolejne i zarazem najtrudniejsze pytanie.
-Chcą pobrać organy. Dziś lekarz porozmawia o tym z Mario.- tłumaczy Natalie.
-Boże… Przecież w takiej sytuacji taka rozmowa… Nie wyobrażam sobie tego.- mówi teściowa Nat.
-Ale ona tego chciała. Cała Ann. Uwielbiała pomagać ludziom. Myślała o wszystkim. Niedawno mówiła o założeniu fundacji. Boże…nawet wypełnili dokumenty... już tego nie zrobi…- malarce łamie się głos. Widzi, że do pokoju Mario zbliża się lekarz. Wie w jakiej sprawie przyszedł. W pokoju jest  jej mąż.-Muszę kończyć. Przyszedł lekarz. Idę do nich. Rodzice Mario pojechali się odświeżyć. Jesteśmy tylko my…a on chyba właśnie chce z nim porozmawiać…- tłumaczy Natalie.
-Trzymajcie się. Ucałujcie go od nas i przytulcie mocno.
-Dobrze.
Rozłącza się po czym wchodzi do pokoju. Jej mąż siedzi przy łóżku na fotelu. Podchodzi do niego i siada na krawędzi. Lekarz rozmawia z ich przyjacielem. Gotze znajduje się w pozycji półleżącej. Z podpuchniętymi, czerwonymi oczyma, czerwonym nosem i nieodgadnionym wyrazem twarzy, słucha słów lekarza, który trzyma w dłoni dokumenty oraz wyniki badań. Tłumaczy mu na jakiej podstawie stwierdzono śmierć pnia mózgu u jego żony. Tłumaczy, że konsultowali to z wieloma specjalistami, tak jak prosił i wszyscy podpisali się pod wcześniejszą opinią. Wysłuchawszy słów lekarza piłkarz pyta:
-Co teraz? Odłączycie ją od aparatury?- spogląda na mężczyznę w białym fartuchu.
-Jest jeszcze jedna sprawa. Pana żona kiedyś wypowiadała się, że ma w planach założenie fundacji.- zaczyna ostrożnie lekarz. Ma doświadczenie, już niejednokrotnie przeprowadzał tego typu rozmowy, więc wie, iż osoby bliskie dawcom różnie reagują na tą rozmowę.
-Tak, już nawet poczyniła po temu pewne działania…- mówi cicho piłkarz.
-No właśnie. Czy ona chciała…- lekarz przerywa widząc, że chłopak przygląda mu się intensywnie.- Czy pana żona…
-Przyszedł pan zapytać czy podpisała deklarację?- spojrzenie szatyna jest tak intensywne i skupione, że lekarz czuje się odrobinę nieswojo.- Przyszedł pan po to, aby zapytać czy się zgodzę? Po to pan przyszedł tak?- zadaje pytanie za pytaniem. Lekarz nie wie jakiej reakcji ma się spodziewać po mężu pacjentki. Rozumie w jakiej znalazł się sytuacji, to nie jest łatwe. W oczach chłopaka zaczynają lśnić świeże łzy, ale on skutecznie powstrzymuje je, by nie płynęły. Mruga.
-Tak. O to przyszedłem zapytać.- pada szczera odpowiedź.- Wiem, że żaden moment nie będzie dobry na takie pytania. Rozumiem jak się pan czuje…
-Może pan próbować rozumieć, ale proszę mi uwierzyć- nie ma pan pojęcia co czuję. Oby nigdy pan nie był w takiej sytuacji.- łamie mu się głos.
-Proszę mi uwierzyć, że gdybym tylko był w stanie zrobić coś jeszcze, by pana żona mogła żyć, zrobiłbym to bez zastanowienia.- zapewnia mężczyzna w białym fartuchu.
Mario obserwuje go i widzi, że jemu autentycznie jest przykro. Widzi w jego oczach szczery żal i współczucie.
-Proszę mi dać chwilę dobrze?- spuszcza wzrok i wpatruje się w swoje dłonie.- Ja muszę…- zaczyna mówić, chce wytłumaczyć, ale brakuje mu słów…- Muszę… ja…
-Spokojnie.- lekarz kładzie dłoń na ramieniu piłkarza.- Rozumiem i   przepraszam. - lekarz wychodzi, a on patrzy na przyjaciół. Natalie podnosi się z fotela, siada obok niego i mocno go przytula. On daje upust swojemu bólowi mocząc jej bluzkę. Już wie co powie lekarzowi. Wiedział to od momentu, kiedy padło pytanie. Musi się jednak pogodzić  z tą myślą i musi się wypłakać.
***

Na dworze świeci słońce. Przebija się przez przysuniętą żaluzję do pokoju o białych ścianach. Na łóżku leży blondynka, podłączona do mnóstwa aparatów. Niewiele mówi. Wpatruje się w promienie słońca próbujące się wedrzeć do środka:
-Odsuń żaluzję.- prosi ojca.
-Już skarbie.- mówi po czym wstaje i spełnia prośbę swojej córki. Na twarzy dziewczyny pojawia się lekki uśmiech. On tak uwielbia ten uśmiech, tak kocha patrzeć na nią kiedy jest szczęśliwa. Pomimo, że jest poważnie chora, to jednak potrafi cieszyć się z najmniejszych rzeczy. Nie może wychodzić na zewnątrz, jej stan na to nie pozwala. Jest zbyt słaba. On jednak widzi jak bardzo córce brakuje normalności. Zawsze była aktywna, ruchliwa, uwielbiała sport, często biegała rano. Teraz jest przykuta do szpitalnego łóżka, zdana na łaskę i niełaskę losu, jednak ona nie narzeka. Przez cały okres jej choroby, nie usłyszeli  ani jednego słowa skargi. Nigdy. Nie jest zła na swój los, nadal ma marzenia, choć zdaje sobie sprawę, że żadne z nich może już się nie spełnić. Najzwyczajniej w świecie może zabraknąć jej czasu. Linia jej życia może raptownie się przerwać. Nie chce tego, ale z drugiej strony jest na to gotowa. Nie może nic zrobić. Jedyne co pozostało jej i jej rodzicom to liczyć na cud. Ale czy on się zdarzy?
-Tato dziwnie się czuję.- mówi.
-Może pójdę po lekarza?- ojciec staje obok jej łóżka.
-Nie mówię, że źle. Czuję się tak dobrze, tak lekko… Nie potrafię tego wytłumaczyć.- stara się wyjaśnić.
-Już się wystraszyłem, że...
-Nie martw się. Tato, ja ciągle wierzę, że zdarzy się cud…- mówi widząc zaszklone oczy swojego ojca. Widzi, że jej choroba wykańcza rodziców psychicznie. Nie pokazują tego przy niej, ale ona to wie.
-Kochanie oddałbym wszystko, aby zaraz te drzwi się otworzyły, by wszedł tu lekarz z wiadomością, że zaczynają przygotowywać cię do operacji. To byłby najszczęśliwszy dzień w moim życiu…- mężczyzna nie kończy, ponieważ drzwi do pokoju faktycznie się otwierają, wchodzi mężczyzna w białym fartuchu. Na jego twarzy gości wielki uśmiech. W serca córki i ojca wkrada się nadzieja, ale i niepewność. Mężczyzna podchodzi do łóżka:
-Jak się czujesz Emily?- pyta.
-Mówiłam tacie, że jakoś dziwnie. Tak lekko…- mówi z entuzjazmem.- Nie jestem dziś senna, mam wrażenie, że mogłabym nawet wstać i pójść na spacer. Wiem to ułuda, ale…
-Wiesz, marzenia lubią się spełniać.- wypowiada tajemnicze słowa mężczyzna w białym fartuchu.- Być może już niedługo pójdziesz dokąd zechcesz.- dodaje.
Patrzą na niego. Nie wiedzą co do nich mówi. Ich zdziwione miny sprawiają, że lekarz jeszcze bardziej się uśmiecha.-Zdarzył się cud, na który tak długo czekałaś. Zaczynamy przygotowywać Cię do operacji. Najpewniej jutro się ona odbędzie jeśli wyniki badań na to pozwolą.- komunikuje-Tylko nie reaguj zbyt emocjonalnie. Zachowaj spokój. Twoje serce nie zniesie nadmiaru wrażeń. I koniecznie zadzwoń do mamy.- mówi po czym wychodzi z pokoju, a dwie osoby, które w nim zostały nie mogą uwierzyć w to co się właśnie wydarzyło. To cud.
***
Dzień później
Żegna się  z żoną. W pokoju jest także jego córeczka. Chciał, aby była. To jedyna okazja, by malutka mogła poznać swoją mamę. Jest jeszcze maleńka, nic nie rozumie, ale jej tata chce, by pozostała jej pamiątka po tej chwili. Uwieczniają ten moment na zdjęciu. Potem pielęgniarka zabiera małą spowrotem do Sali noworodków, a oni zostają. Po kolei żegnają się z Ann. Na końcu zostawiają z nią Mario. Dają mu czas. Dużo czasu. Jednak nie odchodzą. Czekają za drzwiami. Nie mogą zostawić go samego, nie teraz. Poprzedniego dnia podpisał wszystkie dokumenty, potem miał jeszcze starcie z jej rodzicami, którzy w przypływie żalu i bólu nie zgadzali się z jego decyzją. Padło wiele przykrych słów, ale zniósł i to. Potem co prawda przeżył to po swojemu, ale rozumiał ich. W końcu on stracił kobietę swojego życia, a oni ukochaną córkę. Wiedział jednak, że postępuje słusznie. Wypełnił to czego chciała. Wiele razy na ten temat rozmawiali, opowiadała mu jak przyszedł jej do głowy ten pomysł. Było to po spotkaniu  z pewną dziewczyną w szpitalu. Po 40 minutach piłkarz wychodzi powoli z jej pokoju. Wie, że zaraz ją zabiorą. Za drzwiami wybucha płaczem. Nie jest jednak sam. Ma swoich rodziców, braci, przyjaciół, a inni czekają na niego w Dortmundzie.
***
Czekają. Wiedzą, że niedługo karetka podjedzie pod klinikę. Wiedzą, że w tym drugim szpitalu operacja się zaczęła. Są dobrej myśli. Wiedzą, że wszystko się uda. Tyle czekali, modlili się. Dziś wiedzą już, że szanse na to, by ich córka mogła wrócić do zdrowia, cieszyć się życiem są realne. Wiadomo, że z każdą operacją wiąże się ryzyko, a z taką tym bardziej, ale są gotowi je podjąć. Skoro Emily jest gotowa, oni mogą jedynie być przy niej. W pewnym momencie do pokoju wchodzi anestezjolog:
-Zabieramy Cię Emi.- mówi podchodząc. Rodzice przytulają ją i całują.
-Do zobaczenia za kilka godzin.- mówi dziewczyna- Czekajcie na mnie.- uśmiecha się.
-Będziemy.
Kiedy ich córka znika za drzwiami bloku operacyjnego jej matka wtula się w ramiona męża. Płacze, on też. Boją się, ale wiedzą, że muszą przez to przejść. Wierzą, że za kilka godzin drzwi bloku otworzą się, wyjdzie z nich lekarz i powie, że operacja się udała. Kiedy się od siebie odsuwają widzą na krzesełkach przed blokiem przyjaciół Emily.
***
Są w pokoju z Mario. Jego rodzice pojechali do domu piłkarza. Oni zostali. Marco odkąd przyleciał spał może kilka godzin. Wychodzi ze szpitala tylko się odświeżyć, albo pomóc w załatwieniu formalności z przetransportowaniem ciała do Dortmundu. Bo Ann ma zostać pochowana właśnie tam. Zawsze kochała to miasto i właśnie tam spocznie. Mario długo się nie odzywa, ale w końcu słyszą jego ciche słowa:
-Chcę stąd wyjść.- mówi.- Nie wytrzymam tu dłużej…- marudzi.
-Lekarz mówił, że jutro podejmą decyzję czy możesz opuścić szpital.- tłumaczy Marco.
Natalie na chwilę wychodzi. Wraca po 15 minutach. Marco spogląda na nią siedząc na łóżku przyjaciela. Mario wyciera policzek:
-Już jest po.- mówi cicho dziewczyna. Młodszy z piłkarzy patrzy na nią.
-Gdzie jest? Zabrali ją na dół?- pyta.
-Nie. Z tego co wiem to jeszcze przez chwilę będzie w pokoju obok bloku. Dopiero potem zabiorą ją na dół.- mówi spokojnie.
-Chcę ją jeszcze zobaczyć.- mówi.
Nie próbują odwieźć go od tego pomysłu. Nie dziwią mu się. Po prostu zabierają go tam.
***
Po około 5 godzinach drzwi bloku operacyjnego otwierają się. Osoby siedzące na krzesełkach zrywają się z nich. Do lekarza podchodzą rodzice Emily. Mają nadzieję w oczach. Mężczyzna w ubrany w zielone spodnie i zieloną koszulę uśmiecha się:
-Operacja przebiegła bez żadnych komplikacji. Teraz trzeba czekać i wierzyć, że wszystko co złe już macie za sobą.- pokrzepiająco kładzie dłoń na ramieniu kobiety.- Przed Emily jeszcze długa droga, ale najważniejsze, że doszło do zabiegu.
-Dziękujemy z całego serca.- mówi ze łzami w oczach matka dziewczyny.

Kiedy jakiś czas później ich córka otwiera oczy oni są przy niej. Tak jak obiecali- czekali na nią.
***
Jak wrażenia po przeczytaniu powyższego rozdziału? Pewnie napiszecie, że nadal jest smutno, ale nie może być inaczej. Wydarzyła się tragedia, nie można tego po prostu opisać w jednym rozdziale, bo to przecież w rzeczywistości również nie jest tak, że coś złego się dzieje, cierpimy, a już pyk! i wszystko za nami i idziemy dalej. W moich opowiadaniach, w większości, staram się oddać rzeczywistość, nie chcę stworzyć bajki... Tak więc tak jak my długo borykamy się ze stratą, tak również Mario musi przejść przez cały proces żałoby. Nie da się iść na skróty. 
Dziękuję za komentarze i proszę o jeszcze :) Do następnego, który pojawi się jak pod tym znajdzie się 10 komentarzy :)

9 komentarzy:

  1. Rozdział fenomenalny z niecierpliwością czekam na kolejny, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. nie spodziewałam się, żeby nagle miało być wesoło :') ale i tak świetnie piszesz, szkoda mi Mario, znajomych i rodziców Ann, no i Julie... w końcu nie miała tak na prawdę okazji poznać swojej matki... jejku to wszystko takie smutne :'( to takie dziwne, że kiedy jedni cieszą się z operacji inni cierpią, no ale takie jest życie :/ mam nadzieję, że chociaż zabieg się uda i narządy Ann jeszcze mogą komuś pomóc ;') pozdrawiam xo

    OdpowiedzUsuń
  3. Ryczałam przez cały rozdział ... dosłownie. Wyobrażenie sobie Mario, który żegna się z Ann przed odłączeniem, później gdy widzi ją po wszystkim... i moment, kiedy ich córeczka jest w tej sali.... Po prostu .. nawet teraz pisząc komentarz, nie mogę powstrzymać się od łez :c No i to, że Emily miała przeszczep i są to organy od Ann... o jeny.. no nie wiem co mam powiedzieć. Piszesz fenomenalnie, a moja reakcja, jak i pewnie innych czytających, mówi sama za siebie. Czekam na następny rozdział :) Pozdrawiam ; * - Karu ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Smutno, smutno ale nie może być inaczej, Mario musi przez to jakoś przejść, dobrze że ma przy sobie takich przyjaciół jak Marco i Nat. Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam serdecznie Daria :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny <3 Tak strasznie żal mi Mario. Pozostaje tylko wierzyć, że to co złe jest za nim.
    Mam też nadzieję że u Emily wszystko będzie ok i spełni wszystkie swoje marzenia
    Czekam na następne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże płaczę. Ty piszesz to w taki sposób ,że płakać się chce nawet nie umiem tego opisać:( Ann... matko nie ma słów:( Tak mega mi szkoda Mario no ale cóż takie jest życie... Pozdrawiam i czekam na nexta :)
    W wolnej chwili wpadnij do mnie i zostaw jakiś ślad - http://nieryzygnujnigdyzmarzen.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  7. płacz - jedyne słowo, które moze opisać ten rozdział, jestem kurwa wzruszona. /WK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Ciebie wzruszyć, ale również bardzo proszę, byś dodawala komentarze omijając słowa powszechnie uważane za wulgarne. Dziękuję I zapraszam na kolejny rozdział, który już niebawem :-)

      Usuń