Właściwie nie pokłócił się ze swoją mamą, to nie była kłótnia, ale krótka wymiana zdań. Oczywiście mieli odmienne zdania, ale póki co, to on, w tej kwestii, w której się nie zgodzili, ma ostatnie zdanie. To on jest ojcem Jull, on decyduje. Wie o co chodziło jego mamie, ale i tak postanawia na swoim. Ma zamiar poszukać dla córeczki jakiejś opiekunki, na parę godzin dziennie, bo przecież jego mama pracuje, a on trenuje i coraz częściej te dwie rzeczy zbiegają się w czasie z różnych powodów.
***
-Mario szuka opiekunki dla Julie?- pyta Natalie wychodząc z łazienki. Dziewczyna ma na sobie jedynie krótką koszulkę nocną, jej mąż lustruje jej ciało. Nie od razu odpowiada.- Kochanie pytałam o coś.- mówi malarka.
-Tak, słyszałem. Tak, Mario szuka niani na kilka godzin dziennie dla swojej córeczki. Ostatnio zdarzyło się kilka razy, że jego mama musiała przyjść za koleżankę do pracy, no i w tym czasie nie mogła zająć się małą, a Mario miał trening.- odpowiada Marco.-Jego mamie nie do końca podoba się jego pomysł, choć niedawno kiedy o tym mówił, była tego samego zdania co on. Teraz jak przyszło szukać opiekunki zmieniła zdanie. Posprzeczali się o to.
-Myślę, że nic złego się nie stanie jak Julie będzie przez kilka godzin z opiekunką, wtedy kiedy oczywiście będzie potrzeba.
-Też tak myślę, ale mama Mario już nie. Ja wiem, że ona się martwi jak Julie przyjmie obcą osobę, bo sama wiesz, że ona niekoniecznie lubi osoby, których nie zna, ale wydaje mi się, iż się przyzwyczai, o ile to będzie ktoś przyjemny.
-Mario nie zostawi córki z kimś, kto nie jest miły i kompetentny. Jestem pewna, że on prześwietli tę osobę na wylot. Jeśli chodzi o dobro Jull, to jest nadopiekuńczy.
-Zdecydowanie to prawda, ale go rozumiem, bo mam tak samo, kochanie.
Żona piłkarza układa się obok niego w łóżku. Przekręca się na bok, tak by być twarzą do blondyna.
-Wiem, o tym kochanie. Ty również bywasz nadopiekuńczy, ale lubię, że się troszczysz.
Nie rozmawiają już więcej. Ich usta łączą się w delikatnym pocałunku.
***
Ten dzień nie należy do łatwych i przyjemnych. Jest zrezygnowany, spotkał się z kilkoma potencjalnymi kandydatkami na opiekunkę dla swojej córki. Wszystkie niby miały być sympatycznymi osobami z doświadczeniem, ale okazało się, że nie do końca tak jest. Dwie panie sam odrzucił, następnych trzech nie zaakceptowała jego córka, jeśli w ogóle można mówić o tym, że małe dziecko jest w stanie kogoś lub coś zaakceptować. Obserwował jak próbują udobruchać małą, kiedy ta jawnie pokazywała, że nie chce ich uwagi, nie chce iść do nich na ręce. Starały się, to piłkarz musi przyznać, jednak Julie nie była pozytywnie nastawiona, najpierw była rozdrażniona, a potem kończyło się na płaczu we wszystkich trzech przypadkach.I takim oto sposobem został bez opiekunki. Zadzwonił oczywiście do biura i zgłosił, by szukano mu nadal opiekunki do dziecka.
***
Prowadzi przyjemną konwersację z koleżanką, która pracuje w rejestracji u jej mamy, kiedy zjawia się Mario. Nie jest sam, ma w ramionach swoją małą córeczkę. Wita się z nimi, po czym Emily uśmiecha się do Julie, wita się z nią wyciągając do niej dłoń, którą ona od razu łapie. Mario obserwuje. Jego córka bez wątpienia wybiera sobie ludzi, których lubi, bo przecież Emily też nie zna za dobrze, a praktycznie od pierwszego momentu ją zaakceptowała, a pan, które starały się o posadę niani, nie i już. Nie wie dlaczego, ale w tym momencie nie ma czasu się nad tym zastanawiać. Alice zjawia się w recepcji z pacjentką, która właśnie wyszła z jej gabinetu.
-Cześć Mario, cześć Julie.- wita się z nimi lekarka.- Zapraszam.- wskazuje na gabinet.
-Przyszedłem przełożyć, mam Julie, a ona dziś nie ma dobrego humoru więc na pewno nic z sesji nie wyjdzie. Przepraszam, ale moja mama kolejny raz musiała zastąpić koleżankę, więc nie mogła zostać z moją córką.- tłumaczy.
-Jeśli się zgodzisz, to ja mogę się chwilę nią zająć.- z ust Emily pada propozycja. Piłkarz spogląda na dziewczynę.
-Nie chcę zawracać ci głowy.- stwierdza.
-Przecież chętnie się nią zajmę.- mówi dziewczyna.- Julie idziemy?- wyciąga dłonie do dziewczynki, a ona bez zawahania wyciąga swoje maleńkie. Mario podaje córce Alice swoją córeczkę, a potem torbę z potrzebnymi rzeczami dla małego dziecka. Spogląda na swoją pociechę, która z zainteresowaniem dotyka małą dłonią policzka dziewczyny. Jej zachowanie jest zupełnie inne niż w stosunku, do kobiet, z którymi spotkał się, a które były kandydatkami na nianię. Przy nich Julie nie była spokojna, nie była zainteresowana, była zła, płakała. Przy Emily tak nie jest. I to jest ciekawe.
***
Spogląda na uśmiechniętą buzię małej Julie i się uśmiecha. Przy tej małej istotce nietrudno o uśmiech. Jest wspaniała. Rozczula ją. Od zawsze uwielbia dzieci, od zawsze lubi się nimi zajmować i ma wrażenie, że one wyczuwają jej sympatię odpłacając jej swoją. Mała dziewczynka, która w tym momencie gryzie zawzięcie kolorowy, grający, zabawkowy telefon zdecydowanie też nie jest niezadowolona jej towarzystwem. I kiedy Emily mówi do niej, ona radośnie się uśmiecha pokazując swoje dziąsła. I to nie dziwne, że serce Emily na ten widok bije mocniej. W głębi duszy wyobraża sobie bowiem, że kiedyś będzie mamą właśnie takiej dziewczynki. Pragnie tego najbardziej na świecie. Kiedyś pragnęła po prostu żyć, a teraz, kiedy dostała drugą szansę jej marzenia są już inne. Jednym z nich, największym jest posiadanie takiego małego promyczka jak Julie.
***
-Jesteś dziś strasznie rozkojarzony, nieobecny.- mówi Alice do Mario, bo sesja w tym dniu przebiega wyjątkowo opornie.
-Przepraszam.- mówi mężczyzna spoglądając na nią przepraszająco.-Trudno mi się dziś skupić.- przyznaje.
-Coś się stało?- pada pytanie terapeutki.
-Nic, chyba.- pada odpowiedź.- Myślę, że wiele rzeczy się nałożyło. Sam już nie wiem...- wzdycha spuszczając wzrok i wpatrując się w swoje buty. Sam nie wie co się z nim dzieje, ostatnio jest coraz bardziej poddenerwowany, właściwie nawet najmniejsze rzeczy sprawiają, że ma ochotę wrzeszczeć czasami, choć tego nie robi. Trzyma to w sobie, choć pewnie jest to jedna z najgorszych metod.
-Jakich rzeczy, Mario?- docieka pani doktor.- Porozmawiasz ze mną o tym, czy potrzebujesz świętego spokoju?- pyta.
-Sam już nie wiem czego potrzebuję, a czego nie.- dopowiada podnosząc wzrok na kobietę.-Nie wiem, Alice.- powtarza, a ona zauważa jego zmartwione oczy.- To uczucie beznadziei wraca.- mówi jej.- A ja się go boję.- wyznaje.
Kobieta przez moment patrzy na niego i się nie odzywa. Wie, że ten trudniejszy moment zbliża się do chłopaka. Nowa fala bólu z pewnością w najbliższym czasie uderzy w niego. Powróci żal, pustka ze zdwojoną siłą. To normalne, wie to, ale jednocześnie pragnęłaby, by chłopak nie musiał już więcej przez to przechodzić. To jednak nieuniknione.
-Mario.- zwraca się do niego, a on spogląda na nią.
-Tak?
-Wiesz, że wszystko będzie dobrze, prawda?- Odpowiedź nie nadchodzi.- Poradzisz sobie z tym.- zapewnia go.- Poradzisz sobie z wszystkim.- mówi.- Po prostu nie trzymaj tego w sobie. Nie bój się o tym mówić, nie wstydź się tego, że jest gorzej, że znów masz uczucie, iż sobie nie radzisz. Masz prawo tak czuć, masz prawo. To nic złego.- tłumaczy mu tak samo jak wiele razy.
-Wiem, masz rację.- przyznaje.- Było dobrze, długo, potem urodziny Ann... To we mnie uderzyło. Naprawdę. Myślałem, że przeszło, ale to nieprawda. Wszystko mnie drażni. Naprawdę. Jestem zły. Zły na to, że w klubie jestem nikim, po prostu pozwolono mi trenować. Jestem wdzięczny, bo nie musieli tego robić, a jednak zrobili. Jednak z drugiej strony to frustrujące, bo jestem nikim...
-Nie jesteś nikim.- mówi terapeutka.
-Zawodowo jestem. Nie mam klubu, nie mam perspektyw na klub, jestem bez formy, nie wiem kiedy w ogóle zbliżę się do tego, co było wcześniej. Chciałbym grać, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie wyjazdów na mecze poza miasto, nie wyobrażam sobie rozłąki z moją córką na dobę, dwie. Nie potrafię jej zostawić na dłużej. Nawet teraz, kiedy jest za drzwiami z Emily zastanawiam się jaką ma minę, choć domyślam się, że zadowoloną, bo lubi twoją córkę. I z jednej strony jestem nadopiekuńczy, a z drugiej szukam dla niej opiekunki, by móc jeździć na treningi, chcę by miała opiekę, kiedy moja mama nie może dojechać na czas.
-Szukasz niani?
-Tak, nawet z kilkoma rozmawiałem dziś.- przyznaje.
-Efekt?
-Żaden, Julie nie za bardzo była zachwycona.
-A ty byłeś? Któraś z nich wydawała ci się odpowiednia?
-Sam nie wiem, wydawały się miłe, ale...
-Ale?
-Ale zastanawiałem się co ja robię właściwie? Chcę zostawić mój skarb z obcą osobą? Sam sobie przeczę, prawda?
-Nie, po prostu nie jesteś chyba naprawdę gotowy na to, by Julie zostawała z osobą, której nie znasz, której nie ufasz, która nie jest ci bliska. To normalne, rodzice tak mają.
-Minie?
-Tak, choć u jednych mija szybko, innym schodzi dłużej.
-I ja będę w tej drugiej grupie.- przyznaje.
-Możesz być, przyznaję. Jesteś w cięższej sytuacji ponieważ straciłeś Ann, a Julie straciła mamę. Wiesz we dwoje wszystko jest znacznie łatwiejsze, gdy możesz to z kimś dzielić. Gdyby żyła Twoja żona, gdyby nie wydarzył się wypadek, to na pewno ona spędzałaby zdecydowanie więcej czasu z Waszą pociechą, ty byłbyś aktywnym piłkarzem, musiałbyś wyjeżdżać i w momencie, gdybyście zdecydowali się na pomoc niani, to ona przeżywałaby wszystko ze zdwojoną siłą, a Ty byłbyś zapewne jej opoką w tym trudnym czasie. Mężczyźni, w większości, do pewnych spraw podchodzą znacznie mniej emocjonalnie niż my, kobiety. To naturalne. Co nie znaczy, że mniej kochają swoje dzieci, czy mniej się troszczą. Jednak oni są taką opoką. Teraz jesteś w innej sytuacji, znacznie trudniejszej. Ty masz tylko Julie, a Julie ma tylko tatę. Wprawdzie masz wspaniałą rodzinę, przyjaciół, ale to jednak zupełnie inne niż gdybyś wychowywał córeczkę z Ann.
-Masz rację. Mam rodzinę, mam wspaniałych, oddanych przyjaciół i naprawdę cieszę się, że są. To dużo, bardzo dużo, ale ciągle mało, oni są ważni, naprawdę, ale ja ciągle czekam na nią.- przyznaje i milknie na moment. Odzywa się dopiero po chwili.- Wiesz, czasem budzę się nad ranem, w sypialni jest ciemno. Ja wiem, że jej nie ma, ale po omacku wyciągam dłoń i szukam jej po drugiej stronie łóżka. Idę na spacer z Julie przez park i zawsze siadam na moment na naszej ulubionej ławce. Na początku nie mogłem bywać w naszych ulubionych miejscach, bolało za bardzo, ale teraz tego potrzebuję.
-Szukasz jej.- mówi Alice.
-Szukam, ale nadaremnie.- przyznaje z goryczą.- Wiesz, wszystkie nasze rozmowy zawsze zmierzają do Ann.
-To nic złego.
Rozmawiają kolejne minuty. Mario dużo mówi, więcej niż od początku sesji. I ta rozmowa naprawdę mu pomaga. Alice jest dobrym terapeutą. Potrafi słuchać, potrafi rozmawiać, wie kiedy mówić, kiedy pytać, a kiedy po prostu milczeć. Ma trafne spostrzeżenia, wie jak się zachować. I kiedy w końcu wychodzą obydwoje, Alice z Mario, Emily nie ma z Julie. Szatyn rozgląda się po pomieszczeniu, w których je zostawił. Ma zamiar zapytać recepcjonistki, ale ona sama odzywa się:
-Emily zabrała Julie do tego parku obok.
Mario żegna się z Alice, po czym kieruje się we wskazane przez blond- włosą rejestratorkę. Zauważa je z daleka. Emily idzie spacerkiem jedną z alejek parkowych przytulając do siebie Julie, która, Mario jest pewien, że śpi. Zbliża się do niech, Emily zauważa go:
-Zabrałam ją na świeże powietrze, nie pytałam, ponieważ nie chciałam wchodzić do gabinetu i przeszkadzać.- tłumaczy się.
-W porządku.- odpowiada piłkarz.- Długo śpi?
-Myślę, że jakieś 20 minut.- przyznaje dziewczyna.- Zasnęła od razu jak tu przyszłyśmy.
-Nie dziwi mnie to. Ona tak właśnie zasypia najczęściej. Właśnie w ten sposób najczęściej ją przytulam, kiedy chcę by szybko odpłynęła.
-Nie wiedziałam, zrobiłam to nieświadomie, a jej to odpowiadało.
-Tak, uwielbia się tulić.- przyznaje piłkarz.
-A ja nie powiem, żeby mi się nie podobało trzymanie w ramionach takiego aniołka.- uśmiecha się Emily.
***
Słucha jak Emily mówi o małej Julie. Widzi błysk w jej oczach. Ten błysk był tam od dawna, wie, że jej córka od zawsze uwielbiała małe dzieci, a dzieci uwielbiały i uwielbiają ją. Jednak Alice zauważa też, że ten błysk jest nieco intensywniejszy, że Emily mówi inaczej. Nie mówi nic, słucha. W końcu padają słowa, których się spodziewała:
-Tak bardzo pragnę mieć takie maleństwo.- wypowiada dziewczyna.
- Emi ...
-Ja nie mówię, że już bym chciała, ale za jakiś czas.
-Wiesz, że to w twoim wypadku niebezpieczne? Zdajesz sobie z tego sprawę?
***
Łapcie kolejny rozdział.
Jest mi smutno. Pod ostatnim postem było dwa komentarze, za które oczywiście bardzo, ale to bardzo dziękuję osobom, które znalazły czas i napisać kilka zdań. Ten rozdział dedykuję właśnie im :)
Nie wiem jak wyszedł, sami oceńcie. I komentujcie.
10 komentarzy- następny rozdział.
***
Spogląda na uśmiechniętą buzię małej Julie i się uśmiecha. Przy tej małej istotce nietrudno o uśmiech. Jest wspaniała. Rozczula ją. Od zawsze uwielbia dzieci, od zawsze lubi się nimi zajmować i ma wrażenie, że one wyczuwają jej sympatię odpłacając jej swoją. Mała dziewczynka, która w tym momencie gryzie zawzięcie kolorowy, grający, zabawkowy telefon zdecydowanie też nie jest niezadowolona jej towarzystwem. I kiedy Emily mówi do niej, ona radośnie się uśmiecha pokazując swoje dziąsła. I to nie dziwne, że serce Emily na ten widok bije mocniej. W głębi duszy wyobraża sobie bowiem, że kiedyś będzie mamą właśnie takiej dziewczynki. Pragnie tego najbardziej na świecie. Kiedyś pragnęła po prostu żyć, a teraz, kiedy dostała drugą szansę jej marzenia są już inne. Jednym z nich, największym jest posiadanie takiego małego promyczka jak Julie.
***
-Jesteś dziś strasznie rozkojarzony, nieobecny.- mówi Alice do Mario, bo sesja w tym dniu przebiega wyjątkowo opornie.
-Przepraszam.- mówi mężczyzna spoglądając na nią przepraszająco.-Trudno mi się dziś skupić.- przyznaje.
-Coś się stało?- pada pytanie terapeutki.
-Nic, chyba.- pada odpowiedź.- Myślę, że wiele rzeczy się nałożyło. Sam już nie wiem...- wzdycha spuszczając wzrok i wpatrując się w swoje buty. Sam nie wie co się z nim dzieje, ostatnio jest coraz bardziej poddenerwowany, właściwie nawet najmniejsze rzeczy sprawiają, że ma ochotę wrzeszczeć czasami, choć tego nie robi. Trzyma to w sobie, choć pewnie jest to jedna z najgorszych metod.
-Jakich rzeczy, Mario?- docieka pani doktor.- Porozmawiasz ze mną o tym, czy potrzebujesz świętego spokoju?- pyta.
-Sam już nie wiem czego potrzebuję, a czego nie.- dopowiada podnosząc wzrok na kobietę.-Nie wiem, Alice.- powtarza, a ona zauważa jego zmartwione oczy.- To uczucie beznadziei wraca.- mówi jej.- A ja się go boję.- wyznaje.
Kobieta przez moment patrzy na niego i się nie odzywa. Wie, że ten trudniejszy moment zbliża się do chłopaka. Nowa fala bólu z pewnością w najbliższym czasie uderzy w niego. Powróci żal, pustka ze zdwojoną siłą. To normalne, wie to, ale jednocześnie pragnęłaby, by chłopak nie musiał już więcej przez to przechodzić. To jednak nieuniknione.
-Mario.- zwraca się do niego, a on spogląda na nią.
-Tak?
-Wiesz, że wszystko będzie dobrze, prawda?- Odpowiedź nie nadchodzi.- Poradzisz sobie z tym.- zapewnia go.- Poradzisz sobie z wszystkim.- mówi.- Po prostu nie trzymaj tego w sobie. Nie bój się o tym mówić, nie wstydź się tego, że jest gorzej, że znów masz uczucie, iż sobie nie radzisz. Masz prawo tak czuć, masz prawo. To nic złego.- tłumaczy mu tak samo jak wiele razy.
-Wiem, masz rację.- przyznaje.- Było dobrze, długo, potem urodziny Ann... To we mnie uderzyło. Naprawdę. Myślałem, że przeszło, ale to nieprawda. Wszystko mnie drażni. Naprawdę. Jestem zły. Zły na to, że w klubie jestem nikim, po prostu pozwolono mi trenować. Jestem wdzięczny, bo nie musieli tego robić, a jednak zrobili. Jednak z drugiej strony to frustrujące, bo jestem nikim...
-Nie jesteś nikim.- mówi terapeutka.
-Zawodowo jestem. Nie mam klubu, nie mam perspektyw na klub, jestem bez formy, nie wiem kiedy w ogóle zbliżę się do tego, co było wcześniej. Chciałbym grać, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie wyjazdów na mecze poza miasto, nie wyobrażam sobie rozłąki z moją córką na dobę, dwie. Nie potrafię jej zostawić na dłużej. Nawet teraz, kiedy jest za drzwiami z Emily zastanawiam się jaką ma minę, choć domyślam się, że zadowoloną, bo lubi twoją córkę. I z jednej strony jestem nadopiekuńczy, a z drugiej szukam dla niej opiekunki, by móc jeździć na treningi, chcę by miała opiekę, kiedy moja mama nie może dojechać na czas.
-Szukasz niani?
-Tak, nawet z kilkoma rozmawiałem dziś.- przyznaje.
-Efekt?
-Żaden, Julie nie za bardzo była zachwycona.
-A ty byłeś? Któraś z nich wydawała ci się odpowiednia?
-Sam nie wiem, wydawały się miłe, ale...
-Ale?
-Ale zastanawiałem się co ja robię właściwie? Chcę zostawić mój skarb z obcą osobą? Sam sobie przeczę, prawda?
-Nie, po prostu nie jesteś chyba naprawdę gotowy na to, by Julie zostawała z osobą, której nie znasz, której nie ufasz, która nie jest ci bliska. To normalne, rodzice tak mają.
-Minie?
-Tak, choć u jednych mija szybko, innym schodzi dłużej.
-I ja będę w tej drugiej grupie.- przyznaje.
-Możesz być, przyznaję. Jesteś w cięższej sytuacji ponieważ straciłeś Ann, a Julie straciła mamę. Wiesz we dwoje wszystko jest znacznie łatwiejsze, gdy możesz to z kimś dzielić. Gdyby żyła Twoja żona, gdyby nie wydarzył się wypadek, to na pewno ona spędzałaby zdecydowanie więcej czasu z Waszą pociechą, ty byłbyś aktywnym piłkarzem, musiałbyś wyjeżdżać i w momencie, gdybyście zdecydowali się na pomoc niani, to ona przeżywałaby wszystko ze zdwojoną siłą, a Ty byłbyś zapewne jej opoką w tym trudnym czasie. Mężczyźni, w większości, do pewnych spraw podchodzą znacznie mniej emocjonalnie niż my, kobiety. To naturalne. Co nie znaczy, że mniej kochają swoje dzieci, czy mniej się troszczą. Jednak oni są taką opoką. Teraz jesteś w innej sytuacji, znacznie trudniejszej. Ty masz tylko Julie, a Julie ma tylko tatę. Wprawdzie masz wspaniałą rodzinę, przyjaciół, ale to jednak zupełnie inne niż gdybyś wychowywał córeczkę z Ann.
-Masz rację. Mam rodzinę, mam wspaniałych, oddanych przyjaciół i naprawdę cieszę się, że są. To dużo, bardzo dużo, ale ciągle mało, oni są ważni, naprawdę, ale ja ciągle czekam na nią.- przyznaje i milknie na moment. Odzywa się dopiero po chwili.- Wiesz, czasem budzę się nad ranem, w sypialni jest ciemno. Ja wiem, że jej nie ma, ale po omacku wyciągam dłoń i szukam jej po drugiej stronie łóżka. Idę na spacer z Julie przez park i zawsze siadam na moment na naszej ulubionej ławce. Na początku nie mogłem bywać w naszych ulubionych miejscach, bolało za bardzo, ale teraz tego potrzebuję.
-Szukasz jej.- mówi Alice.
-Szukam, ale nadaremnie.- przyznaje z goryczą.- Wiesz, wszystkie nasze rozmowy zawsze zmierzają do Ann.
-To nic złego.
Rozmawiają kolejne minuty. Mario dużo mówi, więcej niż od początku sesji. I ta rozmowa naprawdę mu pomaga. Alice jest dobrym terapeutą. Potrafi słuchać, potrafi rozmawiać, wie kiedy mówić, kiedy pytać, a kiedy po prostu milczeć. Ma trafne spostrzeżenia, wie jak się zachować. I kiedy w końcu wychodzą obydwoje, Alice z Mario, Emily nie ma z Julie. Szatyn rozgląda się po pomieszczeniu, w których je zostawił. Ma zamiar zapytać recepcjonistki, ale ona sama odzywa się:
-Emily zabrała Julie do tego parku obok.
Mario żegna się z Alice, po czym kieruje się we wskazane przez blond- włosą rejestratorkę. Zauważa je z daleka. Emily idzie spacerkiem jedną z alejek parkowych przytulając do siebie Julie, która, Mario jest pewien, że śpi. Zbliża się do niech, Emily zauważa go:
-Zabrałam ją na świeże powietrze, nie pytałam, ponieważ nie chciałam wchodzić do gabinetu i przeszkadzać.- tłumaczy się.
-W porządku.- odpowiada piłkarz.- Długo śpi?
-Myślę, że jakieś 20 minut.- przyznaje dziewczyna.- Zasnęła od razu jak tu przyszłyśmy.
-Nie dziwi mnie to. Ona tak właśnie zasypia najczęściej. Właśnie w ten sposób najczęściej ją przytulam, kiedy chcę by szybko odpłynęła.
-Nie wiedziałam, zrobiłam to nieświadomie, a jej to odpowiadało.
-Tak, uwielbia się tulić.- przyznaje piłkarz.
-A ja nie powiem, żeby mi się nie podobało trzymanie w ramionach takiego aniołka.- uśmiecha się Emily.
***
Słucha jak Emily mówi o małej Julie. Widzi błysk w jej oczach. Ten błysk był tam od dawna, wie, że jej córka od zawsze uwielbiała małe dzieci, a dzieci uwielbiały i uwielbiają ją. Jednak Alice zauważa też, że ten błysk jest nieco intensywniejszy, że Emily mówi inaczej. Nie mówi nic, słucha. W końcu padają słowa, których się spodziewała:
-Tak bardzo pragnę mieć takie maleństwo.- wypowiada dziewczyna.
- Emi ...
-Ja nie mówię, że już bym chciała, ale za jakiś czas.
-Wiesz, że to w twoim wypadku niebezpieczne? Zdajesz sobie z tego sprawę?
***
Łapcie kolejny rozdział.
Jest mi smutno. Pod ostatnim postem było dwa komentarze, za które oczywiście bardzo, ale to bardzo dziękuję osobom, które znalazły czas i napisać kilka zdań. Ten rozdział dedykuję właśnie im :)
Nie wiem jak wyszedł, sami oceńcie. I komentujcie.
10 komentarzy- następny rozdział.