czwartek, 7 maja 2015

1. I że Cię nie opuszczę aż do śmierci...



     "Gdy szczęście puka do naszych drzwi 
 zatapiamy się w nim,  zachwycamy 
                 i często zapominamy, iż jest ono tak ulotne...
        Bo przecież często byle podmuch wiatru 
      jest w stanie zdmuchnąć jego promień, 
      czasem gasi go deszcz... bezpowrotnie..."


Zegarek w samochodzie wskazuje godzinę 2:17 w nocy. Mężczyzna i kobieta jadą terenowym samochodem ulicami Monachium. Wracają do domu z parapetówki od znajomych. Zasiedzieli się, ale atmosfera była tak wspaniała, tak dobrze się bawili, że stracili poczucie czasu. Do domu nie mają daleko. Jakieś 20 minut spokojnej jazdy. Prowadzi młody piłkarz, a jego żona siedzi na miejscu pasażera. Mario przelotnie kładzie dłoń na jej sporych rozmiarów brzuszku. To koniec 7 miesiąca. Obydwoje nie mogą się już doczekać małej Julie- owocu ich wielkiej miłości. Płeć dziecka miała być niespodzianką, jednak na jednej z wizyt kontrolnych, nie wytrzymali i poprosili lekarza, by wyjawił im tę tajemnicę. Powiedział, że urodzi się mała królewna, a potem mógł zaobserwować łzy w oczach przyszłych rodziców.
-Pamiętasz, że po  właściwie już dzisiejszym treningu, masz się zjawić w szkole rodzenia?- pyta go Ann.- Przełożono zajęcia. Wspominałam ci.- spogląda na niego.
-Tak kochanie.- odpowiada piłkarz ziewając.
-Hej, tobie chce się spać.- zauważa jego druga połowa.- Może przesiądę się za kierownicę co?- proponuje.
-Nie. Nic mi nie jest. Za 10 minut będziemy w domku. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- stwierdza pomocnik Bayernu.
-Mój ty domatorze.- wzdycha dziewczyna i na jej twarzy pojawia się uśmiech.-Jak urodzi się nasza mała córeczka to jeszcze będziesz chciał gdzieś wyjść, a nie będziesz mógł.- mówi żona piłkarza.
-Być może.- zgadza się z nią mąż, po czym dodaje.- Nie mogę doczekać się narodzin naszej małej królewny.- znów kładzie dłoń na brzuchu żony.
Zaczyna padać. Nie jest to bynajmniej ot taki sobie deszczyk. Z minuty na minutę przeradza się w ulewę. Wycieraczki nie nadążają zbierać wody z szyby. Piłkarz jedzie jeszcze wolniej.
-Dobrze, że się nie przesiadłam za kierownicę. Nie lubię jeździć w takim deszczu.- stwierdza dziewczyna.
Piłkarz zwalnia ponieważ widzi czerwone światło na skrzyżowaniu. Przed nim jest jeden samochód. Ann nachyla się i całuje go  szybko w usta:
-Tak bardzo cię kocham. Ciebie i Julie.- wyznaje.
-Ja was też. Moje dwie kobietki.- dotyka brzuszka żony uśmiechając się. Światło zmienia się na zielone dlatego piłkarz rusza. Nie dojeżdża jednak daleko. Wjeżdża na skrzyżowanie, gdy z boku oślepia go światło. Widzi zbliżający się samochód, który jedzie prosto na nich. Próbuje uciec, ale jest za późno:
-Ann uważaj.- krzyczy.
Słyszą wielki huk. Samochodem szarpie. Chłopak uderza głową w boczną szybę. Nastaje ciemność…
***
Natalie budzi się. Jest zaskoczona, ponieważ zegarek wskazuje dopiero 5:05 rano, a Marco nie ma już w łóżku. To do niego niepodobne. Powoli wstaje, ubiera szlafrok, po czym idzie zajrzeć do dzieci. Otwiera cicho drzwi i stwierdza, że śpią sobie spokojnie. Teraz jest jeszcze bardziej zaskoczona nieobecnością męża w sypialni. Jako, że on lubi spać, niepotrzebnie nie wstaje tak wcześnie rano czuje, że coś się stało. Spotyka go siedzącego na schodach. Jest ubrany jedynie w bokserki, obok niego leży telefon, a on chowa twarz w dłoniach. Natalie siada obok . Mężczyzna prostuje się, odwraca się do niej, a ona widząc jego zaczerwienione oczy jest pewna, iż wydarzyło się coś złego:
-Dlaczego siedzisz na schodach o 5 rano?- pyta.
-Miałem telefon. Dzwonił Jurgen.- mówi.
-Trener?
-Nie, ojciec naszego przyjaciela. Mario i Ann mieli wypadek nad ranem. Wiesz… wracali od Jerome.- tłumaczy.
-Wypadek? Co się stało?- dopytuje.
-Na skrzyżowaniu najechał na nich samochód, uderzył z boku.- Marco wypowiada te słowa cicho.
-Ale nic im nie jest? Powiedz, że nic im nie jest.-prosi go. Patrzy na męża i widzi jak w jego oczach pojawiają się łzy.- Marco…- wyczekuje wieści na temat przyjaciół.
-Mario jest mocno wybijany.- słyszy z ust blondyna.
-Ale nic mu nie zagraża?- wypytuje.
-Chyba nie. Tak powiedzieli jego ojcu. Ale Ann…- przerywa, by wziąć oddech.- Julie urodziła się przez cesarskie cięcie. Waży 1800 gram. Nic jej się nie stało…- mówi.
-Dzięki Bogu. A Ann?
-No właśnie… Ann… ona …- słowa, które chce wypowiedzieć nie mogą przejść mu przez usta.
-Marco do cholery mów!!!- prawie krzyczy malarka.
-Ma poważny uraz głowy. Podejrzewają... Ma zebrać się konsylium lekarzy. Prawdopodobnie potwierdzą, że nastąpiła śmierć mózgu.- chłopak mówi prawie szeptem.
Patrzy na Natalie  i widzi jak po jej policzkach zaczynają jedna po drugiej spływać łzy. Przytula żonę. Jest mężczyzną, powinien być silny, ale w tym momencie nie potrafi.  Też płacze. Ann jest mu bliska, jest jak siostra. Jeszcze jest, ale wszystko wskazuje na to, iż niedługo będą musieli ją pożegnać. Nie mieści mu się to w głowie:
-Polecę z rodzicami Mario do Monachium. Lot jest o 8:00- mówi do żony.
-Ja też polecę. Może rodzice zajmą się dziećmi?- patrzy na niego.
-Zadzwonię do mamy.- proponuje.

-Jedź do nich. Taka informacja może być szokiem.- jeszcze mocniej się w niego wtula. 
***

Otwiera oczy i widzi ten sam widok, który ogląda każdego ranka. Białe ściany, kilkanaście różnych kabelków biegnących od aparatury do jej klatki piersiowej na której ma diody i mamę uśmiechającą się do niej. Zastanawia się czy ona w ogóle sypia? Jest z nią, kiedy zasypia, jest wtedy, gdy otwiera oczy. Potem zmienia ją tata, by później pojawili się przyjaciele. Tak lecą kolejne dni, dni w których słabnie coraz bardziej. Nie ma siły wstać, czuje się cały czas zmęczona. Mogłaby godzinami spać. Codziennie wieczorem, zasypiając modli się o kolejny dzień. Zdaje sobie sprawę, że jutra może nie być. Jest bardzo chora, ale robi wszystko, by jej bliscy nie odczuli jak bardzo się boi. Jest jeszcze nadzieja, nikła, ale jest. Lepsze to niż nic. Liczy, że Bóg da jej jeszcze pożyć. Jednak, by ona mogła żyć, ktoś inny musi umrzeć. To straszne. Przeraża ją to. Przecież właściwie czeka na czyjąś śmierć. Paradoks.
-Dzień dobry kochanie. Dobrze spałaś?- pyta ją mama.
-Tak mamo. -odpowiada.
-Potrzebujesz czegoś?- z ust rodzicielki pada kolejne pytanie.
-Nie.- zaprzecza.-Idź do pracy. Wszystko mam.- zapewnia.- Jestem zmęczona więc pewnie się prześpię.- stwierdza spokojnie dziewczyna.
-Zaraz pójdę. Posiedzę jeszcze chwilkę z tobą.
Obydwie milczą. Zdają sobie bowiem sprawę, że jest coraz gorzej. Dziewczyna wsłuchuje się w dźwięk pikającego aparatu, jej mama odpływa myślami gdzieś daleko. Po chwili słyszy słowa córki:
-Miałam piękny sen.- zwraca się do matki.- Siedziałam na plaży. Pamiętasz ten domek, w którym zawsze spędzaliśmy urlop? Ten niedaleko plaży? To było chyba tam. Siedziałam na piasku. Wiał wiatr, morze było wzburzone. To był piękny widok. Zawsze uwielbiałam patrzeć na fale. W pewnym momencie na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Była taka wyraźna, barwy były bardzo mocne. A nie padał w ogóle deszcz. Niebo pojaśniało i na nim była ta piękna tęcza. Wiesz… chciałabym tam pojechać. Nie byłam tam szmat czasu, kilka lat. Prowadziłam zwariowane życie studentki, wyjeżdżałam z przyjaciółmi  w różne zakątki świata, a teraz marzę o tym by znów usiąść na tej plaży…- mówi rozmarzonym głosem dziewczyna.
-Usiądziesz.- zapewnia ją matka.
-Mamo, ja wiem, że mogę nie zdążyć…
***
Witam :)
Jak podoba się Wam pierwszy rozdział? Zaskoczeni? Ja ba Waszym miejscu byłabym ogromnie zaskoczona i domyślam się, że Wy też jesteście. Jeśli tak to mogę się jedynie cieszyć, bo o to mi chodziło. Co wydarzy się dalej, jak myślicie? Piszcie w komentarzach :)
***
10 komentarzy i powitamy rozdział nr 2 :)

20 komentarzy:

  1. O matko... Bardzo mnie zaskoczyłaś tym rozdziałem nie sądziłam ,że to wszystko tak się potoczy:( Normalnie jak to czytałam to ryczałam jak idiotka.Mam nadzieje,że nie uśmiercisz Ann bo bardzo ją lubie:(
    Pozdrawiam i życzę dużo weny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mówiłam, żebyście przygotowały sobie zapas chusteczek :)
      Wena się przyda więc dziękuję i ja również pozdrawiam :)
      Zapraszam też na kolejny rozdział, który pojawi się już DZISIAJ !

      Usuń
  2. Ulala, no to się porobiło czekam na II, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże pierwszy rozdział i od razu taka tragedia... Mogłaś dać im trochę pożyć w szczęściu. I jeszcze ta tajemnicza dziewczyna. Coś czuję że śmierć Ann uratuje komuś życie. Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oni żyli w szczęściu kilka lat, a po ponownym zejściu się ponad trzy miesiące :-) Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Dlaczego ja przeczuwalam coś złego,jak przeczytałam już pierwsze zdanie?..;( Dlaczego im to zrobiłaś?Czuję,ze wydarzy się tragedia i będzie źle.I ta dziewczyna?Hymm.;) Jestem ciekawa co bedzie dalej.Rozdział cudo,cudeńko.Życzę weny i zapraszam do siebie.;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz dobre przeczucia :) Tę dziewczynę poznacie na pewno, bo jej wątek jest bardzo rozbudowany :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. to ja się czuję w tym momencie, jakby mnie tir potrącił... przeczuwałam jakiejś tragedi przez ten deszcz i bah jest! Brak mi słów. Jestem jeszcze w szoku. Po prostu nie wiem, co napisać... Że wszystko się ułoży? Że Mario będzie świetnym ojcem? Może, ale to w dalekiej przyszłości. Przeczuwam, że Ann umrze i nieznana nam studentka otrzyma od niej jakiś organ. Wow... Jeszcze w to wszystko nie wierzę... Do tego Linkini w tle... Ten rozdział jest meeega genialny! I tyle powiem. Pozdrawiam xo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Też lubisz Linkin Park? Ja uwielbiam, głos Chestera w tym utworze jest magiczny, delikatny, a normalnie to gość potrafi nawet krzyknąć :) Uwielbiam.
      Nowy już jest :) Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ohh przypuszczałam, że coś złego się wydarzy, ale nie przypuszczałam, że już w pierwszym rozdziale i to w taki sposób.. Biedny Mario... Ciężko mu się będzie pozbierać po śmierci Ann, ale będzie musiał, bo ma córeczkę, której będzie musiał dać całą swoją miłość..
    Coś czuje, że serce Ann uratuje tajemniczą bohaterkę, która zmieni życie Mario. Oby tylko na lepsze, a nie gorsze :)

    Rozdział super! :)
    Czekam na następny :)
    Buziaki ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...cóż to po prostu musiało się wydarzyć.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Smutno :(
    Mam tylko nadzieję, że tych tragedii nie będzie za dużo :( Piszesz meeega! :) Czekam ma następny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Kolejny rozdział już dzisiaj więc zapraszam.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Super rozdzial!! Wszystko powiedzieli juz. Nic dodać nic ująć. Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od tego kiedy pojawi się Wasz komentarz nr 10 :-) Mam nadzieję, że zasługuje na dwie minuty z Waszego czasu, tyle trwa skomentowania :-) Rozdział czeka już na publikację, trzeci również więc ja jestem gotowa na next ;-)

      Usuń
  9. Niesamowity rozdział!
    Spodziewałam się wiele po tobie, ale nie tego, że tak szybko jedna z postaci nas opuści... Ann... bardzo ją lubiłam podczas opowiadania o Natalie i Marco. Zżyłam się z nią, a prywatnie też ją bardzo lubię. Niestety, ale wydaję mi się, że nie dajesz nami już nadziei na to, że żona Mario przeżyje. Bardzo mi go szkoda :/ Ciekawi mnie też kim jest dziewczyna, która wystąpiła na końcu. Ciekawi mnie jaką odegra rolę..
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że Ci się podoba. Cóż, jeśli chodzi o żonę Mario to wszystko się okaże już w kolejnym rozdziale. A kim jest ta dziewczyn? Mogę zdzdradzić, że jej wątek będzie bardzo rozbudowany :-) Nic więcej nie powiem, nie mogę ;-) pozdrawiam

      Usuń
  10. I znów bardzo mnie zaskoczyłas, nie sądziłam że wydarzy się coś takiego. Też polubiłam Ann w twoim opowiadaniu, zresztą uwielbiam wszystkich bohaterów o których piszesz, bo to jak o nich piszesz jest cudowne. Czekam na kolejny,bardzo mnie ciekawi jak to się dalej potoczy. Pozdrawiam serdecznie Daria :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele wyjaśni kolejny rozdział, który pojawi się już dzisiaj. Zapraszam i pozdrawiam :-)

      Usuń